logo
Wtorek, 22 stycznia 2019 r.
imieniny:
Dominiki, Mateusza, Wincentego, Anastazego  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Krzysztof Porosło
Dzień urodzin Syna Bożego
Przewodnik Katolicki
 
fot. Greyson Joralemon | Unsplash (cc)


Skąd wiemy, kiedy świętować urodziny Jezusa – skoro w Ewangeliach nie znajdziemy ani słowa o dacie tego wydarzenia?
 
Choć trudno nam to sobie wyobrazić, ale aż do IV w. Kościół nie celebrował świąt Bożego Narodzenia. Nie mamy na to historycznych dowodów – w przeciwieństwie do Wielkanocy, która jest znacznie mocniej poświadczona praktycznie od samego początku chrześcijaństwa. W związku z Bożym Narodzeniem rodzi się zatem wiele pytań. Dlaczego nie świętowano narodzin Pana od samego początku? Co sprawiło, że zaczęto je świętować w IV wieku? I czy naprawdę Jezus urodził się 25 grudnia?
 
Urodziny nie były popularne 
 
W polskiej tradycji jedni zapraszają gości w dniu swoich imienin, inni podkreślają dzień urodzin, a jeszcze inni świętują i jeden, i drugi dzień. Te dni kojarzą się nam jak najlepiej, od rana są wypełnione serdecznymi życzeniami. Ogrom dobra doświadczanego w dniu urodzin potwierdzają otrzymywane prezenty. I nawet trud przygotowania urodzinowego obiadu czy kolacji nie może się równać z radością spotkania z najbliższymi.
 
Starożytni, szczególnie w kulturze judaistycznej, nie podzielaliby z nami tych wszystkich skojarzeń związanych z urodzinami. Po prostu ich nie obchodzili. Możemy wertować Stary Testament i nie znajdziemy żadnej informacji, podkreślającej znaczenie dnia narodzin którejś z ważnych postaci biblijnych: Noego, Abrahama, Mojżesza, Eliasza czy Izajasza. W przypadku Mojżesza mamy długi opis kontekstu jego narodzin, ale nie znamy dokładnie dnia, w którym to się stało, ani nie usłyszmy o tym, żeby rokrocznie ten dzień świętowano. Jeżeli już Biblia podkreśla jakiś szczególny dzień życia, to paradoksalnie jest to dzień śmierci człowieka. To jego się celebruje i wspomina.
 
Mało tego – choć może to szokować – znamy wypowiedzi ojców Kościoła, w których przekonują, że świętowanie czyichś narodzin to nie tylko postawa niewłaściwa, ale wręcz grzech. Orygenes w II w. pisał, że w Biblii swoje urodziny świętują tylko poganie, jak faraon, albo pijacy i grzesznicy, jak król Herod, którego urodzinowa uczta skończyła się ścięciem św. Jana Chrzciciela. Nie są to najmilsze urodzinowe wspomnienia. Nowy Testament o narodzinach Syna Bożego mówi raczej lakonicznie, co nie pomaga w świętowaniu Jego urodzin. Z czterech ewangelistów tylko dwóch – Mateusz i Łukasz – zostawili nam informacje o tym wydarzeniu. Choć Łukasz trochę wprowadził nas w historyczny kontekst tego dnia, to jednak żaden z nich nie podał konkretnej daty urodzin Bożego Syna.
 
Zaczynamy świętowanie 
 
Dopiero pod koniec III i na początku IV w. chrześcijanie zaczęli się bardziej zastanawiać, kiedy dokładnie na świat przyszedł Jezus. Wpłynęły na to mocno dwa czynniki. Pierwszym z nich był cały kontekst sporów teologicznych i formułowania właściwej doktryny w obliczu herezji, które z jednej strony negowały bóstwo Chrystusa (m.in. arianizm), a z drugiej podważały wiarygodność Jego człowieczeństwa, twierdząc, że jest ono tylko wyobrażeniem (m.in. doketyzm). W obliczu tych problemów rodziła się w Kościele coraz większa świadomość prawdy, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, a wobec tego, możemy mówić o dwojakim narodzeniu Bożego Syna. Odwiecznie rodzi się On z Ojca, a w czasie – jako człowiek – narodził się z Maryi. Jeśli jest prawdziwym człowiekiem, to również Jego narodziny mają wszystkie znamiona historycznego wydarzenia: dokonało się ono konkretnego dnia i w konkretnym miejscu.
 
Do tego doszedł drugi, bardzo ważny wymiar momentu historycznego. Najpierw osłabły prześladowania chrześcijan, a w pierwszej połowie IV w. chrześcijaństwo stało się jedną z oficjalnych religii Cesarstwa Rzymskiego. Wyznawcy Chrystusa mogli wtedy nie tylko zacząć publicznie świętować, ale również zaczynali się udawać z pielgrzymkami do krainy „piątej Ewangelii”, którą jest sama Ziemia Święta. Dowiadywali się wtedy, że w Betlejem istnieje grota narodzin Pana, do której przybywają liczni wierni i niewierzący turyści, ciekawi, gdzie narodził się Jezus.
 
Do tej groty pielgrzymowała również cesarzowa Helena, zaś jej syn cesarz Konstantyn Wielki nakazał wybudować na tym miejscu bazylikę Narodzenia. Poświęcono ją uroczyście 6 stycznia 328 r., a później rokrocznie świętowano rocznicę tego poświęcenia. Z czasem rocznica ta stała się nie tyle rocznicą poświęcenia kościoła, co rocznicą samych narodzin Zbawiciela. Podkreślano tu jednak nie tyle fakt ludzkich narodzin Jezusa, co raczej prawdę o tym, że Bóg stał się w Chrystusie widzialny, dotykalny, bliski – że się człowiekowi objawił. W ten sposób 6 stycznia zaczęto świętować Objawienie Pańskie – epifanię.
 
25 grudnia 
 
Praktycznie w tym samym momencie w samym sercu Cesarstwa, w Rzymie, chrześcijanie zaczynali obchodzić Boże Narodzenie w dniu 25 grudnia. Tak zwany Chronograf roku 354, który datuje się na rok 336 albo tuż wcześniej, potwierdza świętowanie Bożego Narodzenia w Rzymie już w pierwszej połowie IV stulecia. Chronograf to rodzaj kalendarza świąt, w którym m.in. znajdujemy wykaz świąt męczenników. Rozpoczyna się on od informacji, że „Chrystus narodził się ósmego dnia przed kalendami styczniowymi w Betlejem Judzkim”. Data ta oznacza nasz dzień 25 grudnia. Oczywiście można się zastanawiać, dlaczego lista męczenników zaczyna się od przywołania narodzin Jezusa, ale jeśli przypomnimy sobie, że Kościół celebruje dzień śmierci świętych jako dzień ich narodzin dla nieba, zobaczymy, że w gruncie rzeczy cała ta lista mówi o narodzinach.
 
Dlaczego jednak w Rzymie świętowano 25 grudnia, skoro w Betlejem 6 stycznia? Zresztą obie te daty wydają się podejrzane: nie mamy aktu narodzin Jezusa rozwiewającego wszelkie wątpliwości. Co do roku panuje dość duży konsensus, aczkolwiek i tu raczej podaje się przedział czasowy. Paradoksalnie nie jest to rok 0 naszej ery, którą rzekomo liczymy od narodzin Jezusa, ponieważ Dionizy Mały dokonujący w VI w. obliczeń pomylił się i dzisiaj – choć to może dziwnie brzmi – mówimy, że Chrystus urodził się w roku 6–4 przed Chrystusem. Daty dziennej nie znamy i nie mamy żadnych przekonujących biblijnych przesłanek. Musimy zatem oprzeć się na symbolice teologicznej i kosmicznej, bo taką właśnie drogą chrześcijanie pierwszych wieków zmierzali do wyznaczenia daty narodzin Pana.
 
Dzień urodzin czy śmierci? 
 
Jak zatem wyznaczono dzienną datę narodzenia Jezusa? Był to dość długi proces, ale w pewnym uproszczeniu historycznym można powiedzieć: ojcowie Kościoła pierwszych wieków byli przekonani, że w życiu wielkich postaci biblijnych dzień ich narodzin i dzień śmierci jest dokładnie tym samym dniem, ponieważ lata ich życia są pełne, doskonałe. Dlatego Biblia mówi, że Mojżesz zmarł, mając 120 lat, a nie 119 lat i 250 dni. W przypadku Bożego Syna zasada ta musiała również w pełni obowiązywać. Skoro za dzień śmierci Jezusa uznawano 25 marca, szybko uznano, że Jezus również urodził się 25 marca. Zaraz potem jednak przyszła refleksja teologiczna: skoro życie ludzkie zaczyna się od poczęcia, a nie od narodzin, wobec tego dzień 25 marca nie jest dniem narodzenia Jezusa, ale zwiastowania! Do tej daty trzeba dołożyć równych dziewięć miesięcy, żeby otrzymać dzień narodzenia Jezusa: 25 grudnia. Jak widzimy, data ta pochodzi z obliczeń związanych z Wielkanocą, gdyż Boże Narodzenie to tylko drugie oblicze świętowania Paschy Pana, Jego przyjścia w uniżeniu na świat, aby nas zbawić przez swoją śmierć.
 
Niezwyciężone Słońce 
Drugim ważnym czynnikiem, pozwalającym wyznaczyć datę świętowania Bożego Narodzenia była symbolika kosmiczna. Prorocy zapowiadali przyjście Pana, który jako wschodzące Słońce potrafi rozproszyć ciemności grzechu i śmierci. Chrześcijanie na dzień świętowania Bożego Narodzenia wybrali dzień zimowego przesilenia, który w kalendarzu juliańskim wypadał 25 grudnia, kiedy światłość przezwyciężała ciemność. Był to również dzień rzymskiego święta deus Sol invictus – Niezwyciężonego boga Słońca. Podkreślało się przez lata, że w ten sposób chrześcijanie chcieli przezwyciężyć własnym świętem jedno ze świąt pogańskich. Wykorzystując jego całą symbolikę, jednocześnie nadali jej nowe znaczenie i odniesienie do Jezusa Chrystusa i Jego narodzin. Jednak w ostatnich latach ks. prof. Józef Naumowicz swoimi badaniami historii Bożego Narodzenia dobitnie pokazał, że było to mało znaczące święto w Cesarstwie Rzymskim i nie znajdujemy w źródłach żadnej polemiki chrześcijańskiej z pogańskimi zwyczajami tego święta. Wydaje się zatem mało prawdopodobne, żeby najważniejszym argumentem za wyborem tej daty było pragnienie przezwyciężenia święta pogańskiego. Jak podkreśla ks. Naumowicz – po prostu „nie było czego zastępować”. Dla wyboru dnia 25 grudnia znacznie ważniejsza była symbolika kosmiczna i związek tej daty z Paschą Chrystusa.
 
Kiedy wobec tego w kalendarzu liturgicznym bardzo blisko siebie pojawiły się dwa święta o prawie tym samym znaczeniu – 25 grudnia i 6 stycznia, dość szybko pierwsze z nich stało się świętem Bożego Narodzenia, w którym podkreśla się prawdziwe człowieczeństwo Pana, który narodził się z Maryi, a drugie dniem świętowania Jego bóstwa, które objawiło się w ludzkim ciele mędrcom, którzy przybyli do Betlejem, w czasie chrztu w Jordanie i na weselu w Kanie Galilejskiej.
 
ks. Krzysztof Porosło
Przewodnik Katolicki 51/2017
 
Zobacz także
Wojciech Ziółek SJ
Podczas czerwcowych nabożeństw modlimy się i wołamy: Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według Serca Twego! Czy naprawdę wiemy, o co prosimy?
Mało jest w chrześcijaństwie spraw, które są omawiane tak obszernie jak pokora, ale też mało jest tematów, które rodzą tyle nieporozumień, co ona właśnie.
 
o. Mieczyław A. Krąpiec OP
Tradycja i rewolucja stanowią w dużej mierze sposoby realizowania się ludzkiego życia w jego różnych formach, a więc w rodzinie, w szkole, w państwie, a nawet w Kościele. Realizowanie się tradycji i dokonywanie rewolucji czy też gwałtownych reform, które są następstwem lub objawem rewolucji, dotyka bardzo głęboko życia poszczególnego człowieka...
 
Agnieszka Strzępka
W samej Eucharystii pierwszą sprawą jest uważne słuchanie. Cały wysiłek wewnętrzny powinien iść w kierunku słuchania tego, co Bóg mówi do nas w swoim Kościele. W tej pierwszej części Mszy świętej - Liturgii Słowa - musi się dokonać nasza komunia z Chrystusem w Słowie. To znaczy, że tak jak Chrystus całym swoim życiem próbował wypełnić wolę Ojca i wypełnił ją aż po krzyż, tak każdy, kto słucha Słowa Bożego nie może go słuchać bezowocnie.
 
 
___________________
 
 reklama