logo
Piątek, 30 października 2020 r.
imieniny:
Augustyny, Przemysława, Marcela, Zenobii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Peter Kreeft
Ekumenizm bez kompromisu
Pastores
 


Jeśli mamy być świadkami dla świata, to problemem jest nie tylko świat; problem tkwi także w nas. I nie chodzi jedynie o to, że jesteśmy źli i głupi, bo tak było zawsze. Problem w tym, że jesteśmy również podzieleni, rozczłonkowani. Możemy ten fakt ignorować, możemy być nieuczciwi i iść na kompromis co do swoich przekonań, ale nic dobrego, oczywiście, z tego nie wyniknie.
 
Czy jest jakaś nadzieja na odzyskanie jedności? Jestem coraz bardziej przekonany, że nadzieja jest o wiele silniejsza, niż się to wydaje większości z nas. Najgłębszy fundament mojej nadziei stanowi fakt, że najzagorzalszym na świecie zwolennikiem ekumenizmu jest Jezus Chrystus.
 
Oto powszechnie przytaczane powody nadziei na ekumeniczne zjednoczenie; jak do tej pory, żaden z nich nie zadziałał: a) rozsądne kompromisy; b) zrozumienie i edukacja: nadzieja na odkrycie, że w rzeczywistości nie ma między nami niezgody, że tak naprawdę mówimy to samo innymi słowami i po prostu źle się rozumiemy; c) przeżycie mistyczne: jeśli będziemy je mieli, zrozumiemy, że poprzedni punkt jest prawdziwy; d) tolerancja: jakby dwustronny pakt o nieagresji. Dlaczego nie możemy po prostu żyć ze sobą w zgodzie?; e) subiektywizm: zredukowanie Prawdy do „mojej prawdy", „twojej prawdy" albo „naszej prawdy"; f) sceptycyzm: przecież prawdy i tak nikt nie zna; g) racjonalna dyskusja: może potrafimy przekonać się nawzajem jak w naukowym laboratorium; h) mglisty optymizm: jak Micawber u Dickensa [1]: „Coś się nadarzy!"; i) tymczasowe, taktyczne i pragmatyczne przymierze w walce ze wspólnym wrogiem: ekumeniczny dżihad – dobry, ale niewystarczający. Żadna z tych strategii nie jest „złotym kluczem" do jedności.
 
Złoty klucz
 
Ale złoty klucz istnieje! Jest nim Jezus Chrystus. My nie potrafimy tego osiągnąć – On tak. Musimy bardzo jasno zdać sobie sprawę z tych dwóch prawd. Główny powód, dla którego jeszcze nie odzyskaliśmy jedności, jest taki, że nie do końca w obie te prawdy wierzymy.
 
Chrystus jest najpotężniejszym źródłem zjednoczenia na świecie, ponieważ nie pochodzi ze świata, tylko z nieba.
 
Chrystus jest najpotężniejszym źródłem zjednoczenia na świecie, ponieważ nie pochodzi ze świata, tylko z nieba. Wcześniej czy później, w ten czy inny sposób ostatecznie przeprowadzi z nami swój plan. Nie wiemy, czy dokona się to wcześniej, czy później, i nie wiemy, czy będzie to w ten, czy w inny sposób. Ale wiemy, że się dokona, bo taka jest Jego wola. Nie wiemy kiedy i nie wiemy jak, ale wiemy Kto.
 
Najgłębszy rozłam istnieje oczywiście między katolikami i protestantami. Tylko jak katolicy i protestanci mają odzyskać jedność? Otóż nie może się to dokonać poprzez ustępstwa albo osłabienie, albo zawarcie kompromisu co do choćby jednej joty prawdy objawionej przez Boga!
 
Wszystkie poważne różnice między protestantami i katolikami dotyczą tego, jaki obszar obejmuje kategoria prawdy objawionej przez Boga. Na przykład dogmaty Kościoła o Maryi, świętych, siedmiu sakramentach, przeistoczeniu i czyśćcu – katolicy przyjmują je, bo wierzą, że są one prawdziwe i objawione przez Boga. Protestanci mówią, że katolicy wierzą w zbyt wiele. Katolicy mówią, że protestanci wierzą w zbyt mało. Protestanci uważają, że Kościół dodał różne rzeczy do oryginalnego, czystego i prostego objawienia Nowego Testamentu. Protestantyzm zatem to katolicyzm bez dodatków: katolicka Arka oczyszczona z tego, co protestanci uważają za niebiblijne narośla.
 
Protestanci mówią, że katolicy wierzą w zbyt wiele. Katolicy mówią, że protestanci wierzą w zbyt mało.
 
Sama nazwa „protestancki" zakłada protest, odrzucenie części katolickiej całości, ponieważ część ta uważana jest za niebiblijną i antybiblijną narośl dodaną to tego, co otrzymaliśmy od Chrystusa. Natomiast słowo „katolicki" oznacza uniwersalny, czyli cały. Cały ten kram. A zatem mamy problem na pozór niemożliwy do rozwiązania, bo wierny katolik nie może nawet śnić o jedności z protestantami na gruncie innym niż katolicki. Bo być katolikiem to wierzyć, że grunt ten to ziemia święta, objawiona przez Boga. To protestanci powinni zdjąć sandały z nóg. Katolicy nie mogą na drodze negocjacji pozbyć się części depozytu wiary, bo nie należy on do nich, tylko do Chrystusa! Wyznaczeni przez Boga listonosze nie mają prawa modyfikować Boskiej korespondencji.
 
Wspólny grunt
 
Tak więc odzyskanie jedności musi dokonać się na gruncie katolickim. To znaczy na gruncie uniwersalnym, całkowitym. Taki jest podstawowy, charakterystyczny dla katolików punkt widzenia; dla każdego wiernego katolika ma on zasadnicze znaczenie i nie podlega negocjacjom.
 
Ale równocześnie powrót do jedności musi dokonać się na gruncie protestanckim. A on tak samo nie podlega negocjacjom. Chodzi mi o podstawowy, charakterystyczny dla protestantów punkt widzenia, na pozór całkiem przeciwny punktowi widzenia katolików, a mianowicie o proste uznanie absolutnej wystarczalności samego Chrystusa. Tylko Jezus. Jezus i nic więcej. Jezus czysty, niezmieszany. Jeśli możliwe jest pojednanie, to taki jest jego jedyny fundament. Jedynym fundamentem Kościoła jest jego Pan, Jezus Chrystus.
 
Oczywiście, to nie musi i nie powinno oznaczać „żadnych dogmatów poza Chrystusem" albo „tylko Jezus, a więc żadnego Kościoła", albo „tylko Jezus, a więc żadnych sakramentów", bo większość protestantów uznaje pewne dogmaty, ma jakąś wspólnotę eklezjalną i pewne sakramenty.
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Piotr Baron, o. Andrzej Bujnowski OP
Ostatnio, w ramach trasy po Polsce, Leo Smith grał ze mną w kościele w Zielonej Górze i zapytałem go, czy ma coś przeciwko temu, żeby tam grać. Powiedział, że on bardzo często gra w kościołach. Było to dla mnie wielkie wydarzenie. Gdy go przedstawiałem, powiedziałem, że to nasz gość z Ameryki, pan Leo Smith, człowiek głęboko wierzący, muzułmanin i bardzo się to wszystkim podobało. Wytworzył się tam taki hiperekumenizm...
 
Andrzej Derdziuk OFMCap
Przykazanie miłości bliźniego opiera się na równej godności osób, które służąc sobie wzajemnie, wspólnie korzystają z zasobów danych im przez Pana Boga do dyspozycji. Praktyczna realizacja tego przykazania sprawia, że w drugim człowieku można dostrzec siostrę lub brata, osiągając przez to większe poczucie bezpieczeństwa we wzajemnych relacjach. Czyniąc bowiem dobro bliźniemu, człowiek rozwija się i sam sobie pomaga (nie tylko w wymiarze wieczności).  
 
ks. Tomasz Jelonek
Gdy Mojżesz przebywał na górze, Izraelici - nie mogąc doczekać się jego powrotu oddali kult złotemu cielcowi, którego sobie odlali z kolczyków zebranych przez Aarona. Bóg postanowił za karę wyniszczyć ten lud i powołać nowy, pochodzący od Mojżesza. Jednak Mojżesz - pomimo wszystkich nieprzyjemności, jakie znosił ze strony tego ludu i perspektywy dalszego wędrowania z nim przez pustynię - nie uległ tej kuszącej propozycji...
 
 
___________________
 
 reklama