logo
Środa, 30 września 2020 r.
imieniny:
Geraldy, Honoriusza, Wery, Hieronima, Felicji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Guzdek
Europejska chrystofobia
materiał własny
 


 

Śmierć cywilna
Podczas jednej z zagranicznych pielgrzymek Jan Paweł II modląc się w intencji prześladowanych za wiarę, przemierza historię męczeństwa Kościoła i wymienia, obok więzionych, deportowanych i zabijanych, tych, którzy z powodu świadectwa wiary w Chrystusa skazywani są na śmierć cywilną[1]. Warto na marginesie wspomnieć, że chrześcijanie są obecnie najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie, co potwierdza chociażby coroczny raport organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Jednakże oprócz krwawych form prześladowania pojawiają się nowe, bardziej subtelne, metody dyskryminacji. Wyznawcy Chrystusa doznają ucisku w społecznościach, w których są mniejszością (Chiny, Indie, Sudan, Nigeria, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Indonezja…), ale coraz częściej dyskryminowani są również tam, gdzie stanowią nadal większość, np. w Europie. 

W imię świeckiego charakteru państwa i jego instytucji chrześcijaństwo spychane jest do "zakrystii" lub sfery życia prywatnego. Bywa ono również redukowane do ideologii, czyli wymysłu człowieka (słynna teza Feuerbacha). Europa rozwinęła kulturę, która w nieznany dotąd dla ludzkości sposób wyklucza Boga z publicznej świadomości i jest w absolutnej sprzeczności nie tylko z chrześcijaństwem, ale z religijnymi i moralnymi tradycjami ludzkości[2]. Wielu chciałoby, aby tzw. światopogląd chrześcijański pozostawał jedynie czymś osobistym i nie stawał się elementem świadomości społecznej lub czynnikiem tę świadomość kształtującym. Chodzi o to, by myśl chrześcijańska, głównie z dziedziny etyki, nie miała wpływu na toczone publiczne dyskusje czy ustawodawstwo państwowe. Modny jest ostracyzm, a nawet wyśmiewanie tego, co związane z chrześcijaństwem, oczywiście pod płaszczykiem różnych chlubnych idei i postulatów. 

Moherowe turbany
Na jednym z dyskusyjnych forów internetowych pewien internauta zapytał o to, co by było, gdyby grupę muzułmanów nazwano "moherowymi turbanami", tak a propos nazwania grupy katolików "moherowymi beretami"[3] . Pytanie zdaje się być groteskowe, bo nie dotyczy tego, co święte w danej religii, ale przytoczone określenia uderzają w niezwykle wrażliwą sferę, jaką jest religijność i związane z nią wyznawane zasady. Wystarczy przypomnieć sobie reakcje islamistów na karykatury Mahometa w Danii trzy lata temu.

J. Ratzinger, mówiąc o poszanowaniu dla świętości, która jest fundamentem współżycia społecznego, tłumaczy tak: "U nas, dzięki Bogu, karom podlega znieważenie wiary Izraela, właściwego dla niej obrazu Boga oraz wszelkich przywódców tej religii. Karze podlega również człowiek znieważający Koran i religijne przekonania islamu. Gdy zaś idzie o Chrystusa i o to, co jest święte dla chrześcijan, lansuje się wolność opinii jako najwyższe dobro, którego ograniczanie byłoby zagrożeniem, a nawet zburzeniem tolerancji i wolności w ogóle. A przecież wolność poglądów ma swoje granice właśnie w tym, że nie wolno naruszać czci i godności drugiego człowieka; nie jest ona wolnością do głoszenia fałszu i deptania ludzkich praw"[4] .

Alergia na Jezusa Chrystusa
Nie trzeba być fanatykiem religijnym by, zwłaszcza w mediach, dostrzec swoistą alergię na słowa takie, jak: Bóg, Chrystus, chrześcijaństwo, katolicyzm etc. Coraz częściej w różnych wypowiedziach na temat sytuacji chrześcijan we współczesnej Europie i świecie (oficjalnie w dokumentach ONZ i OBWE) pojawia się termin chrystofobia (lub chrystianofobia, bo pojęcia te występują często zamiennie lub obok siebie). Pojęcie to oznacza lęk przed zetknięciem z chrześcijanami, uprzedzenie, niechęć, nienawiść wobec chrześcijan lub potępianie chrześcijan z powodu ich przekonań i systemu wartości. Pojęcia chrystofobia i chrystianofobia oznaczają irracjonalny lęk (a co za tym idzie, i wrogość) wobec Chrystusa i chrześcijan. Dzisiejsza Europa, zwłaszcza na płaszczyźnie kultury i polityki, boi się Chrystusa oraz chrześcijaństwa i wszystkiego, co ono ze sobą niesie.

Za twórcę pojęcia chrystofobia można uznać J.H.H. Weilera, który chrystofobią początkowo nazywa przede wszystkim "fenomen polegający na usunięciu chrześcijaństwa z tekstów konstytucyjnych Unii Europejskiej". Opór wobec odniesienia do religijnego dziedzictwa Europy, będący w gruncie rzeczy oporem wobec jakiegokolwiek odniesienia do Boga lub do chrześcijaństwa, autor wiąże z przyczynami socjologicznymi, psychologicznymi i emocjonalnymi. Konkretnie są nimi: niewłaściwe reakcje części chrześcijan na Holokaust, nakładanie się na siebie pojęcia kultury zachodniej i chrześcijaństwa, upadek komunizmu, który dla wielu był tragedią, za którą obarczano Kościół Katolicki, utożsamianie chrześcijaństwa z działalnością partii politycznych (Kościół traktowany jako siła polityczna), wrogość między prawicą i lewicą (chrześcijaństwo kojarzone z prawicą), przeszłość, w której Kościół zajmował inne stanowisko wobec niektórych kwestii niż obecnie, dziedzictwo rewolucji Francuskiej (przekonanie, iż postęp społeczny i naukowy jest zdobyczą uzyskaną dzięki przeciwstawieniu się Kościołowi oraz traktowanie religii jako czegoś reakcyjnego i nieliberalnego), resentyment i niechęć wobec Kościoła oraz utrata zainteresowania sprawami religijnymi jako wynik obrazu Kościoła klerykalnego, zinstytucjonalizowanego i autorytarnego w latach 50-ych i 60-ych ubiegłego stulecia.[5]

 

 
1 2  następna
Zobacz także
Ewa Woydyłło
Poczucie winy – tak jak wstyd, złość, mściwość, uraza czy potępienie – to stan psychiczny ciemny, smutny, dolegliwy. Gdy oczekiwania rodzica zostały zawiedzione, ogarnia go rozczarowanie, pojawiają się pretensje. Pod pokładami niechęci i uraz miłość obumiera. Jak on czy ona może mi to robić? – oburza się matka czy ojciec...
 
Ewa Woydyłło

Na groby nie idziemy po to, żeby płakać. Idziemy, żeby otrzeć łzy. I nie chodzi tylko o nadzieję zmarwychwstania, ale o siłę do codziennego życia. Chodzi o siłę, którą daje nam obcowanie świętych niekanonizowanych: naszych bliskich. Badania wskazują, że przebywanie w samotności szkodzi zdrowiu tak samo, jak wypalenie piętnastu papierosów dziennie, bardziej niż otyłość czy brak aktywności fizycznej.

 
Ewa Woydyłło

Są w naszych wspólnotach osoby, które mają całkowicie zatarte granice duchowe. Bez oporów dzielą się wszystkimi doświadczeniami duchowymi, zapominając o tym, że istnieją takie przestrzenie naszego serca, które są WYŁĄCZNIE dla Boga, więc powinny pozostać tajemnicą pomiędzy duszą a Bogiem.

 
 
___________________
 
 reklama