logo
Niedziela, 29 marca 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: Klara (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2015-05-13 22:16

Ostatnio po kilku długich latach odczułam potrzebę spotkania się z Bogiem. Pójścia do kościoła, modlitwy, zmiany paru rzeczy. Cóż jednak, jeżeli wciąż popełniam grzech, grzech z miłości które żałować nie potrafię ponieważ łączy w sposób piękny mnie i człowieka z którym niedługo chce się przed Bogiem złączyć? Czy Bóg odrzuca takich jak ja, a może rozumie i pomaga? Czy moja droga powrotu do Boga się zamyka, czy jest otwarta?

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: G_JP (---.nycmny.fios.verizon.net)
Data:   2015-05-13 23:11

Jeśli świadomie i dobrowolnie popełniasz grzech, to najlepszą osobą do rozmowy o tym jest spowiednik. Najlepiej starać się w ogóle nie grzeszyć, a zwłaszcza z rozmysłem, niezależnie od tego, jakie znajdzie się na to usprawiedliwienie.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: Bogumiła z Krakowa (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2015-05-14 01:24

Starałaś się napisać swój problem w taki sposób, aby grzech wyglądał na coś pięknego i nas wzruszył. Dopóki tak będziesz samej sobie przedstawiać grzech, to nigdy nie potrafisz z niego zrezygnować. Z grzechu rezygnujemy nie dlatego, że jest dla nas niemiły uczuciowo, ale dlatego, że jest czymś złym, że przez niego Jezus umiera na krzyżu. Owszem, niektóre grzechy po prostu lubimy, mamy na nie ochotę, są przyjemne. Na tym polega pokusa, że pokazuje grzech jako coś sympatycznego, jako pewnego rodzaju dobro. Tak było od raju. Tylko dlatego chcemy grzeszyć, że ten grzech sprawia nam jakąś przyjemność, choćby na króciutko. Nawet robienie komuś na złość, zemsta, morderstwo, może dać odrobinę przyjemności, rozładować napięcie, podobnie jak współżycie rozładowuje seksualne napięcie. Że to inne napięcie? Ale mechanizm ten sam.

Dopóki będziesz o sobie myśleć, że grzeszysz z miłości i za tę miłość cierpisz, nie mogąc iść do komunii, to nic nie zmienisz. Widocznie jeszcze nie zapragnęłaś Boga naprawdę, skoro nie potrafisz zrezygnować z grzechu. Jeszcze próbujesz oszukać siebie. Przedstawiasz siebie jako tę biedną, którą Bóg może odrzuca, zamiast wyraźnie powiedzieć, że to Ty odrzucasz Boga. Jakże inaczej to brzmi, prawda? Zacznij od nazywania rzeczy po imieniu.

Skoro planujecie ślub, to naprawdę nie potrafisz na ten ślub poczekać bez seksu? Nie potrafisz inaczej okazać miłości? A przecież jak będziecie małżeństwem, to myślisz, że nigdy nie będzie tak, że trzeba będzie przez pewien czas żyć bez współżycia? Choroba, ciąża, chwilowe rozstania.

"żałować nie potrafię ponieważ łączy w sposób piękny mnie i człowieka...".
Czyli bez tego aktu nic Cię nie będzie łączyć z mężem? Czy bez tego naprawdę nic pięknego nie będzie Cię łączyć z tym chłopakiem?

"z którym niedługo chce się przed Bogiem złączyć" - na pewno przed Bogiem? Czy tylko ślub w kościele. I tak się do tego przygotowujecie? Jeśli naprawdę Bóg staje Ci się kimś drogim, to zerwij z grzechem, zrezygnuj ze współżycia do ślubu. Pokaż Bogu, że chcesz Go zaprosić do tego związku. Na razie Go z tego związku wyrzuciłaś. Z listu wynika, że na kilka długich lat. Przeszkadzał Ci. Bądź szczera: nadal Ci przeszkadza.

"Czy moja droga powrotu do Boga się zamyka, czy jest otwarta".
Jest otwarta dla tych, którzy chcą nią iść. Jest zamknięta dla tych, którzy nie chcą nic zmienić w życiu, bo jest im z grzechem zbyt miło. Bóg zawsze czeka, ale człowiek nie zawsze chce do Niego iść. Skąd wiesz, jakie Cię czeka JUTRO? Skąd wiesz, czy zdążysz pojednać się z Bogiem, jeśli nie zdecydujesz się na to już DZIŚ?

Mnie nic do Twojego życia, rób co chcesz. Ale skoro pytasz, to odpowiadam. Nie traktuj siebie jako męczenniczki. Każdy z nas przeżywa dokładnie tak samo pokusę. Tysiące razy mamy ochotę zgrzeszyć. Sprawić sobie jakąś przyjemność grzechem. Tysiące razy słyszymy od szatana, że w ten sposób także komuś sprawimy radość, nawet większą radość niż sobie (bo to zawsze lepiej brzmi). I tysiące razy musimy sobie przypominać, że skoro to jest grzech, a chcemy być z Bogiem, to trzeba powiedzieć szatanowi "nie". Naprawdę myślisz, że tylko Tobie jest z tym trudno, a inni nie mają problemu i ot, tak po prostu nie grzeszą? Bez problemu nie grzeszymy tylko wtedy, gdy nie mamy żadnej okazji :)) Czy myślisz, że tylko Ty kochasz i jesteś kochana, a wszyscy, którzy nie żyją w grzechu całymi latami, to po prostu nie mają z kim grzeszyć? :))) Zapewniam Cię, że partnera do grzechu znajdzie każdy z nas. Z prawdziwą miłością jest dużo gorzej. Z prawdziwą miłością, która prowadzi do Boga, a nie do grzechu. Jeśli chcesz dla kogoś dobrze (a to jest właśnie miłość), to nie proponujesz mu grzechu, ani nie zgadzasz się na grzech. W ten sposób ciągniesz go do piekła. A chyba mi nie powiesz, że to dla jego dobra?

Doskonale wiem, że to bardzo trudne: żyć w czystości, mając obok siebie kogoś bliskiego uczuciowo. Że niejeden raz może się przytrafić upadek. Ale upadek to zupełnie co innego niż świadome i dobrowolne trwanie w grzechu. Jeśli rzeczywiście chcesz wrócić do Boga, to musisz podjąć decyzję, że z tego grzechu rezygnujesz. Nie ma innego powrotu do Boga. Tylko przez konfesjonał, wypełniając 5 warunków sakramentu pokuty. Wszystko inne to dopiero przymiarka. To dobry początek, żeby podjąć decyzję życia w czystości. A ślub można przyspieszyć, żeby było łatwiej.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: Klara (---.icpnet.pl)
Data:   2015-05-14 08:33

Bardzo dziękuje za długą i wyczerpującą odpowiedź. Planuje wybrać się na Pola Lednickie i na Polach Spowiedzi odnaleźć kapłana z którym rozmawiałam i rok temu podczas pełnienia służby medycznej.

To nie do końca tak, że uważam że ten związek nie istnieje bez seksualności, bo funkcjonował z różnych powodów (np. moja poważna choroba w której narzeczony trwał ze mną) i bez niej natomiast nie potrafię ujrzeć jeszcze takiego zła które się w tym czai. Dla mnie to dar od Boga, druga osoba z którą rzadko, ale jednak w ten sposób okazujemy sobie również miłość. Proszę nie traktujcie tego jako usprawiedliwienie ani męczennictwo, zdaje sobie sprawę z tego co zostało wyżej napisane, ale wciąż szukam odpowiedzi na pytania, na które potrafiłby odpowiedzieć jedynie sam Bóg.

Mieszkamy z narzeczonym od początku razem, przyjęłam go do siebie gdyż nie miał dachu nad głową został wyrzucony przez rodziców którzy po rozwodach rozpoczęli swoje życie. Bóg postawił mnie na jego drodze, a jego na mojej dając mi wsparcie w ciężkich chwilach i przede wszystkim przyjaciela na każdy dzień.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: Robson (---.static.chello.pl)
Data:   2015-05-14 12:08

To raczej nie brak żalu Ci stoi na przeszkodzie, tylko brak postanowienia poprawy.

A co do żalu: nie polega na łzawym wzruszeniu albo wręcz awersji do siebie i tego co się zrobiło (o co nie tylko trudno we wzmiankowanych okolicznościach z chłopakiem albo już narzeczonym, a byłoby wręcz niepokojące z psychologicznego punktu widzenia), bo nie powinien być tylko uczuciem, lecz rozumowym uświadomieniem sobie, że nie robię dobrze.

R.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2015-05-14 13:01

Proszę przypadkiem nie uzależniać swojego nawrócenia od znalezienia konkretnego kapłana na Polach Lednickich. A jeśli go nie będzie, to co? Nie szukajmy furtek.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: Bogumiła z Krakowa (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2015-05-14 15:36

Rozumiem, że nie szukasz prawdziwej odpowiedzi na swoje pytania, tylko pragniesz naszej akceptacji? Bo w Twoich słowach ciągle jest schowana myśl: "bo wy po prostu nie rozumiecie, że moja sytuacja jest wyjątkowa, i w tej wyjątkowej sytuacji.." Ale co w Twojej sytuacji? Grzech nie jest grzechem? Wolno Ci grzeszyć? Musisz grzeszyć? Nie czuję nawet dobrze jakiej oczekujesz akceptacji.
Każdy z nas dokładnie tak samo czuje, i tak samo by chciał usprawiedliwienia grzechu. Bo cokolwiek napiszesz - to JEST usprawiedliwianie swojego grzechu. To co piszesz to nic nowego. Ale na forum katolickim nie oczekuj, że pomocą będzie pogłaskanie po głowie ze słowami: "no to spokojnie dziecko grzesz, nie przejmuj się przykazaniami". Naprawdę uważasz, że nie potrafimy zrozumieć ludzkich uczuć? Ale trzeba wybierać. Albo Bóg albo grzech. Wybór należy do Ciebie. Ale przestań się oszukiwać. Po prostu chcesz grzechu. No to czego od nas oczekujesz? Tutaj nie ma żadnego teoretycznego problemu do rozwiązania, przemyślenia. Chcesz dalej grzeszyć? No to co my możemy zrobić? Grzesz. Jeszcze wystarczająco nie zatęskniłaś za Bogiem. Czy myślisz, że znajomy ksiądz powie, że to nic złego?

Nie pisz tutaj odpowiedzi, ale pomyśl o co Ci właściwie chodzi i czego oczekujesz i od nas, i od tego kapłana. Chcesz się poskarżyć ludziom na Pana Boga? To też nic nowego. Każdy z nas ma czasem na to ochotę. Nie masz żadnej wyjątkowej sytuacji. Tysiące ludzi przeżywa to samo. Naprawdę.

Żal za grzechy nie musi być uczuciem. Ale musi być zrozumieniem zła. A Ty chcesz nam pokazać, że w Twojej sytuacji zła nie ma. Żeby się nawrócić musisz ten fakt przyjąć. Bez tego kapłan nie będzie mógł udzielić rozgrzeszenia, choćby bardzo chciał.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: pomi (---.7.ftth.classcom.pl)
Data:   2015-05-14 17:37

Uporządkuj przed Bogiem swoje sprawy i zacznij nowe życie. Coś stoi na przeszkodzie żebyście w bliskiej przyszłości przyjęli Sakrament Małżeństwa? Od tego trzeba zacząć.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: Esterka (---.165.kosman.pl)
Data:   2015-05-14 20:27

Bóg odpowiedział kilka tysięcy lat temu: Nie cudzołóż. Kropka.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: B. (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2015-05-15 08:48

Klara, tylko żyjąc wg Bożych Przykazań masz PEWNOŚĆ, że żyjesz dobrze.
Napisałaś:
"grzech z miłości które[go] żałować nie potrafię ponieważ łączy w sposób piękny mnie i człowieka z którym niedługo chce się przed Bogiem złączyć"
Postawiłaś siebie w sytuacji, gdy facet fizycznie ma wszystko co miałby w małżeństwie, a do niczego się nie zobowiązał publicznie, przed Bogiem i ludźmi. Piszesz "chcę" się przed Bogiem połączyć ( a nie "chcemy").
Sytuacja świadczy też o braku wiary u chłopaka (nie przeszkadza mu że cudzołoży).
Prosisz o radę - daję Ci więc. Chłopakowi (natychmiast) wynajmujecie osobny pokoik. Ty mówisz mu o powodach (że musisz już żyć w zgodzie z Bożymi Przykazaniami). On musi podjąć decyzję - jeżeli bez Ciebie nie wyobraża sobie życia, oświadczy Ci się i ustalicie bliską datę ślubu kościelnego.
Najwyżej ewentualnie stracisz parę groszy biorąc udział w utrzymywaniu chłopaka (wynajmowaniu pokoiku), Dla mężczyzny to wieki wstyd być utrzymankiem kobiety, więc powinien się zdecydować. Status żony jest godny czci, status nałożnicy - nie.
Niech miłość do Boga będzie w Twoim życiu zawsze na pierwszym miejscu, a wygrasz życie (duszy i ciała).
"albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie" 1 J 5,3

Po wyprowadzce chłopaka może będziecie do siebie tęsknić. Zaprzepaściliście już prawdopodobnie (?) w dużej mierze czas narzeczeństwa jako okres poznawania poglądów i uzgadniania. Czy zdołacie to nadrobić? Miliony rozwodów dowodzą, że same zbliżenia fizyczne nie wystarczają, ważna jest harmonia poglądów i działań w ważnych sprawach, mimo że rozwód w małżeństwie sakramentalnym jest grzechem powodującym dalsze grzechy (np. grzech nowego "małżeństwa" cywilnego, blokującego życie sakramentalne).
Po wyprowadzce, jeżeli chłopak będzie tęsknił, zaproponuje Ci małżeństwo, oświadczy Ci się. Jeżeli Cię kocha i Ty kochasz jego, na pewno taka decyzja zapadnie. Ale niekoniecznie. Bo dopóki nie zawarliście sakramentu małżeństwa, on (Ty też) może pokochać kogoś innego i z nim związać życie.
Jeżeli Bóg jest na miejscu pierwszym, wszystko inne jest na miejscu właściwym.
Postaw na wierność Bogu, a wszystko wyjaśni się i wróci na właściwe tory.

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: A (---.158.218.150.pat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2015-05-16 20:31

Przeczytałam pytanie/problem i odpowiedzi... i zaczęłam się zastanawiać nad moim własnym życiem... Bo w sumie kiedyś też znalazłam się w sytuacji, że chciałam wrócić do Boga, ale moje życie było mocno zawikłane i pewnych rzeczy chyba nie umiem żałować.

Z M prawie 4 lata żyliśmy razem, zanim był ślub. To było takie fajne życie i wydaje mi się, że nie da się go, tak zwyczajnie żałować. Poznaliśmy się… i po 2 miesiącach mieszkaliśmy już razem. Nasz związek to nie były takie góry i doliny, tylko bardziej taka funkcja rosnąca, z najwyżej jednym drobnym załamaniem (wspólne mieszkanie może mieć burzliwy początek, gdy ludzie się nie znają, gdy jeszcze nie łączy ich miłość). Zasadniczo jednak, to z każdym kolejny dniem byliśmy mocniej ze sobą związani. To była coraz bardziej miłość, a coraz mniej zakochanie. Wiedzieliśmy, że to co jest, jest na zawsze... taka była nasza decyzja. Kiedy się pokłóciliśmy i on mówił, że się wyprowadza, to wiedziałam, że tego nie zrobi, a on wiedział, że ja wiem. Nawet te kłótnie, to są dla nas ciepłe wspomnienia.

Teraz uważam, że to, że ja i M się odnaleźliśmy to był wielki dar od Boga. Wtedy jednak Bóg nie był częścią mojego życia. Było tylko tu i teraz na ziemi, więc cieszyłam się moim szczęściem, bo w nic innego nie wierzyłam. M miał na początku problem z tym, że żyjemy razem bez ślubu. Był mocno przywiązany do chrześcijańskich zasad i tradycji. Ja takiego problemu nie miałam. Kwestia ślubu była z resztą dość problematyczna. Cywilny? No, a rodzice? Poza tym, jednak chciałam mieć białą suknie i „cyrk” przed ołtarzem. Problem odkładaliśmy na później, chociaż dla nas obojga klamka już zapadła. Tak sobie żyliśmy, byliśmy dorośli, samodzielni finansowo i nikt nam się w to życie nie wtrącał…

Pewnego dnia, to życie nam się jednak trochę zawaliło, a raczej mi się zawaliło. Zostałam skonfrontowana, z rzeczywistością bardzo ciężkiej choroby kogoś bliskiego i mojej bezradności. Pamiętam jak M. powiedział do mnie: „Jeśli wierzysz w Boga, to możesz się pomodlić…”

Wtedy sobie uświadomiłam, że: po pierwsze, nie wierzę w Boga, a po drugie nawet jeśli Bóg jest, to zasadniczo niespecjalnie mam prawo o cokolwiek Go prosić.

Nie wiem dokładnie kiedy, ta moja zupełna niewiara, stała się „prawie-wiarą”. Nastąpiło to stopniowo w ciągu kolejnych bardzo ciężkich miesięcy. W takich okolicznościach i ja można powiedzieć „odczułam potrzebę spotkania się z Bogiem”.

Nie myślałam wtedy, o mojej przeszłości z M. w kategoriach grzechu, ale zaczęło mi przeszkadzać nasze wspólne życie tu i teraz. Bo jeśli jest Bóg i ja choć trochę w Niego wierzę, to powinnam chcieć dla nas małżeństwa, jako sakramentu. Bo jeśli wierzę, to nasze wspólne życie bez tego sakramentu, nie może być dobre. Wtedy pojawiła się chęć, żeby coś zmienić.

Nic nie stało się z dnia na dzień, jeszcze długo żyliśmy w zawieszeniu. Bo życia nie zmienia się łatwo, gdy wszystko dookoła się wali. Ja ugrzęzłam w szpitalach, czekając, modląc się o cud. Nie było jak szukać mieszkania, czy myśleć o ślubie. Z racji okoliczności przyrody, ja i M. żyliśmy bardziej jak bart z siostrą, niż jak żona z mężem, ale i tak czułam się z tym źle. Miałam wtedy ogromną potrzebę spowiedzi (chociaż chyba i na to brakowałoby mi energii). W każdym razie mieszkaliśmy razem, więc uznałam, że do spowiedzi iść nie mogę.

Czasem o tym myślę, o tamtych chwilach, chociaż teraz to już powinno być całkiem bez znaczenia. Minęło sporo czasu, pewne rzeczy się mimo wszystko ułożyły i dawno już jesteśmy małżeństwem. Ostatecznie przed samym ślubem mieszkaliśmy oddzielnie. M. był w sumie zadowolony z takiego rozwiązania, stwierdził że możemy wreszcie pochodzić na randki, że ten nasz ślub będzie coś znaczył i coś zmieni. Też byłam zadowolona, wreszcie po 15 latach mogłam iść do spowiedzi.

Nie wiem czy żałuję tego jak zaczęło się nasze wspólne życie z M. Mam dobre wspomnienia, to był dla nas piękny czas. W perspektywie mojego braku wiary, nie wiem nawet, czy można było wtedy, takie życie nazwać grzechem. Wiem tylko, że od kiedy zaczęłam choć trochę wierzyć w Boga, ono nie mogło dalej trwać. Tyle…

Klaro, moim zdaniem nie chodzi o to, żeby „żałować”. Tylko żeby uznać, że coś jest grzechem i żeby starać się nie już grzeszyć. Jeżeli, więc naprawdę wierzysz, osoby wyżej dały już Ci już dobre rady…

Pozdrawiam Ania

 Re: Nie potrafię żałować za grzech.
Autor: iza (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2015-05-17 09:20

Klaro, podobnie jak Ty teraz przekonywała mnie o swojej miłości do chłopaka moja znajoma. Mieszkali ze sobą 7 lat bez ślubu. Współżycie tłumaczyli prawdziwą miłością. W 3 miesiące po ślubie wystąpiła o rozwód, bo w czasie pobytu w szpitalu poznała nową miłość. Teraz już żyje w trzecim związku i ciągle tłumaczy, że teraz to już naprawdę prawdziwa miłość.
Więcej nic dodawać nie będę, bo pięknie napisała Ci pani Bogumiła. Niestety, Ty tego słuchać nie chcesz, bo tak zakorzeniłaś grzech w sobie, że jest Ci z tym cudownie.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: