logo
Poniedziałek, 23 września 2019
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Żona czy konkubina?
Autor: ana (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2017-04-14 17:19

Jestem zdruzgotana sytuacją w jakiej tkwię od paru miesięcy. Mój mąż parę lat temu zostawił mnie z dwojgiem dzieci w wieku 7 i 9 lat i zwiazał się z kobieta, z którą ma dziecko. Około pół roku temu zaczął napomykać, że zrozumiał swój błąd i być może byłaby szansa na powrót do mnie i dzieci. Początkowo nie ufałam mu i nie wierzyłam, że to jeszcze możliwe, ale stopniowo zaczęłam ufać, ze jednak naprawdę chce tego, bo zaczął się starać i nam pomagać w różnych sprawach, np. w malowaniu mieszkania, itp. Poza tym nasi synowie bardzo tęsknią za ojcem. Niestety, gdy kobieta, z którą żyje dowiedziała się o planach męża zacząła robić mu wymówki i straszyć, ze zażąda alimentów na dziecko i siebie, a co najgorsze, to zaczęła go przekonywać że teraz nie może jej zostawić. Zaczął się dla nas prawdziwy koszmar, bo z jednej strony moje dzieci uwierzyły, że ojciec wróci i czekają na niego, a z drugiej strony tamta kobieta przekonuje go, ze nie może zostawić jej i tamtego dziecka, bo ono też potrzebuje ojca. Nawet zaczęła chodzić na spotkania duszpasterstw dla niesakramentalnych i ciągnąć tam męża i wspominać coś o białym związku. I poradźcie co mam zrobić, jak przekonać męża, że ważniejsza jest żona sakramentalna, a nie żona cywilna? On jest jakiś rozdwojony i zaczął chyba ulegać jej argumentom. Sytuacja jest strasznie trudna, a gdy przeczytałam komentarze tu na forum w wątku "On musi chcieć i podjąć działanie. Godzę się na grzech" to się załamałam, że teraz w kościele jest takie liberalne nastawienie do drugich związków po rozwodzie i po prostu zdaje mi się, że nie ma szansy na odbudowanie naszego małżeństwa sakramentalnego, bo ten drugi związek też jest ważny, nawet tylko jako cywilny. Nie wiem już nawet czy powinnam rozmawiać z mężem o ratowaniu naszego małżenstwa, bo zaczęłam trochę czytać w internecie o celach duszpasterstw dla niesakramentalnych i widzę, że nie mogę liczyć nawet na pomoc kościoła, bo księża od związków niesakramentalnych, i osoby świeckie przekonują, że wolno, a nawet trzeba żyć w drugim zwiazku dla dobra dzieci? Tylko co ze mną i z naszymi dziećmi, czy są gorsze, bo starsze? Tak mi się zdaje, że my się już nie liczymy, jakby nas, czyli sakramentalnej rodziny, już nie było.... Co mam robić?

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2017-04-22 21:23

Ana, źle zinterpretowałaś wpisy w wątku "On musi chcieć i podjąć działanie. Godzę się na grzech". Tam nie chodzi o żadne liberalne nastawienie do niesakramentalnych związków, ale o nieniszczenie rodziny z dziećmi. Osoby, które występowały w obronie cywilnego małżeństwa Majki, miały na uwadze dobro dzieci. Zauważ, że Twoja sytuacja jest diametralnie inna. Bo dzieci są w obu związkach.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego jesteś zdruzgotana właśnie teraz, kiedy mąż zaczął napomykać o powrocie. Dlaczego nie byłaś zdruzgotana wcześniej, kiedy Was porzucił. O rozczarowanie dzieci Ci chodzi? Czy może o te alimenty, które go czekają? A jak Ty sobie to wyobrażałaś? Myślałaś, że powrót męża do Was powinien go całkowicie zwolnić z obowiązków wobec tamtego dziecka? Bo z niesakramentalnego związku?

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Maggy (77.252.11.---)
Data:   2017-04-23 00:45

Dramat największy przeżywają dzieci. Twoje z mężem i tamtej kobiety z Twoim mężem. Nie tylko Ty i Twoje dzieci. Tamtemu dziecku wali się jego bezpieczny świat tak samo jak kiedyś świat Twoich dzieci. Nie ma różnicy. Twoje dzieci mają takie samo prawo do ojca jak tamto dziecko i tamto dziecko też powinno być równie mocno kochane przez ojca jak Wasze dzieci. Tamto dziecko ma prawo do utrzymania finansowego przez ojca tak samo jak Twoje dzieci. Też nie ma różnicy. Ba. Ty nawet powinnaś i masz obowiązek, gdyby wrócił mąż, nalegać żeby płacił alimenty na tamto dziecko. To jego prawny obowiązek. A co do postawy Twojego męża to określę ją jako żenująco egoistyczno-niedojrzałą. Niby wraca a niby nie. Tamta kobieta nalega na coś, Ty też, a on co? "Jest w ciąży ale tak trochę". Tak bym określiła tę jego odpowiedź na rzeczywistość. Jakaś tragikomedia w której aktor odgrywający rolę główną całkiem przekonująco sobie daje radę. Błazenada, po prostu. Facet nie wie czego chce zupełnie. Nie wie kim jest, po co jest i co robi. Jak gimnazjalista wchodzący w życie. Coś nieprawdopodobnego. W Twoim wpisie widzę wiele zrozumiałej pretensji do tamtej kobiety ale jakbyś nie widziała prawdy o mężu? Nie widzisz kto tu zawala na pierwszej linii? Oczywiście mąż powinien być wierny swojej żonie tylko czy ten mąż tego naprawdę chce? Wyciągnął jakieś wnioski z tego co było? Widzi jaką krzywdzę wyrządził Wam wszystkim odchodząc kiedyś od Was wliczając w to też tamtą kobietę i tamto dziecko? Z tego co piszesz to gość póki co się "żali", że tamta kobieta mu "grozi" płaceniem alimentów, że go ciągnie do wspólnoty. Żali się bidulek. Taki uciemiężony jest. "Trochę jest w ciąży" i więcej nie może bo a nóż będzie musiał na to dziecko płacić. Co za egoistyczna dziecinada niegodna prawdziwego mężczyzny. Pogadaj z mężem o tym wszystkim. Zadaj mądre pytania. Idźcie razem na terapię małżeńską o ile się da i niech to mąż rozegra z głową, błagam. W końcu z głową bo na razie to tylko zawala. Bez krzywdy niewinnych się nie obejdzie i mam na myśli tamto dziecko ale ważne żeby krzywdę jakoś spróbować "ułagodzić" (płacenie alimentów, kontakt dziecka z ojcem, przebaczenie wzajemne między Twoim mężem a tamtą kobietą). I módl się nieustająco o światło i umocnienie w tej całej pogmatwanej sytuacji. I módl się za Was wszystkich nie wyłączając nikogo.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2017-04-23 06:26

Jeszcze jedno. W jakim związku żyje obecnie Twój mąż? W cywilnym związku małżeńskim? Bo na to by wskazywało Twoje pytanie "jak przekonać męża, że ważniejsza jest żona sakramentalna, a nie żona cywilna?". Czy w konkubinacie, co wynika z tematu? Jeśli to jest cywilny związek małżeński, nie powinnaś nazywać tej kobiety konkubiną. Twój ból, gorycz, doznawana krzywda nie dają Ci takiego prawa. Konkubinat i cywilne małżeństwo to nie to samo.

Jeśli Twój mąż naprawdę zrozumiał swój błąd (nie kierują nim wyłącznie egoistyczne pobudki), scalić Was na nowo może miłość. Miłość, która będzie uwzględniać Wasze wzajemne dobro i odpowiedzialność za dzieci. Wszystkie dzieci, całą trójkę. Próby wyrwania męża tamtej kobiecie argumentem, że ona niesakramentalna, a Ty tak, raczej Ci nie pomogą. Psioczenie, że istnieją duszpasterstwa niesakramentalnych, też na nic się nie zdadzą. Ani pomawianie tych duszpasterstw o działania skierowane przeciwko sakramentalnym małżeństwom i ich dzieciom.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: ana (---.205.242.129.dsl.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2017-04-23 07:46

J - zupełnie nie zrozumiałaś o co mi chodzi. Po rozwodzie byłam tak zdruzgotana, że nie chciało mi się żyć. Nie pisałam o tym, bo tu chodzi mi o inną sprawę. Mieliśmy nadzieję, ja i dzieci, że mąż wróci, mentalnie nastawiałam się na to, a tu nastąpił nagły zwrot w postępowaniu męża - pod wpływem nacisków, czy szantażu tamtej kobiety. Szkoda, że łączysz to z alimentami, czy zwolnienia z obowiązków wzgędelm tamtego dziecka. I szkoda, że zajęłaś się obowiązkami wzgledem nich, a nie moim rzeczywistym problemem.

ps. moderacjo, proszę o przeniesienie mojego tematu pod datê 22-04-2017, czyli wyżej w spisie tematów, bo zaraz zniknie z pierwszej strony.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Martha78 (---.protonet.pl)
Data:   2017-04-23 15:15

Droga Ano, masz rację, mąż należy do Ciebie :) Piszesz "załamałam (się), że teraz w kościele jest takie liberalne nastawienie do drugich związków po rozwodzie". Zapewniam Cię - tak nie jest.
Byłam jakiś czas temu żywo zainteresowana człowiekiem po rozwodzie cywilnym i wielokrotnie (kilkadziesiąt?) razy rozmawiałam z różnymi kapłanami. Tak wiele razy, bo w końcu chciałam usłyszeć, że robię ok. Żaden z nich (księży) nie dał mi "błogosławieństwa" na takie życie, choć sytuacja u mnie była o wiele prostsza - chciałam wyjść za mąż za porzuconego rozwodnika, którego żona po prostu zostawiła krótko po ślubie i związała się małżeństwem cywilnym z innym mężczyzną. Był sam, małżeństwo nie doczekało się dzieci, ale tamta żona była przedstawiana przez księży, z którymi rozmawiałam, jako osoba, która ma wyłączne prawo do męża, choćby wróciła po 30 latach. Ja w ich oczach byłam za to złodziejką, która próbuje ukraść coś, co jej się nie należy:) Mało tego, ani razu nie zostało zaproponowane mojemu narzeczonemu zbadanie czy ślub został ważnie zawarty - więc takiej tendencji w szukaniu "unieważniania" też nie ma. Wszyscy byli zdania, że małżeństwo zawarte w kościele to rzecz święta.
Piszesz o małżeństwach, które są związane z duszpasterstwami małżeństw niesakramentalnych. I znowu - te duszpasterstwa z założenia są skierowane do ludzi, który trwają w małżeństwach cywilnych od wielu, wielu lat. Najczęściej są w sytuacji takiej, że druga strona nie oczekuje powrotu, bo też się z kimś związała. To nie jest dla kogoś, kto stwierdza rzucam żonę sakramentalną, wiążę się z inną kobietą i wstępuję do duszpasterstwa. Nie wiem, jak to działa w praktyce. Jeśli ktoś myśli, jak w ostatnim zdaniu, to jest to po prostu zwykłe oszustwo.
Mnie to ostre podejście do tematu nie było wtedy na rękę, ale pragnę Cię uspokoić i życzyć wszystkiego dobrego :)

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Asia (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2017-04-23 18:30

Przeczytaj uważnie to co napisała Maggy, całkowicie się z nią zgadzam. Twój mąż jest nieodpowiedzialny, jeżeli cię kocha i chce wrócić, to nie wolno mu zapominać, że ma obowiązki wobec młodszego dziecka. Musi płacić alimenty i trzeba ustalić, kiedy może kontaktować się z dzieckiem. Za swoje czyny trzeba ponieść konsekwencje i pamiętaj, że z matką dziecka i dzieckiem będzie miał kontakt. Nie da się tego wyciąć z życia i spokojnie wrócić do tego co było.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2017-04-23 20:09

"I szkoda, że zajęłaś się obowiązkami wzgledem nich, a nie moim rzeczywistym problemem".

Ana, Twój mąż, niezależnie od tego, z kim zdecyduje się zamieszkać na stałe, będzie miał obowiązki wobec wszystkich swoich dzieci. Również tego dziecka, które nie jest Twoje. I to też jest Twój problem. Jak najbardziej rzeczywisty. A w żadnym Twoim wpisie nie znalazłam potwierdzenia, że chcesz męża wspierać w wywiązywaniu się z jego wszystkich rodzicielskich obowiązków. Z Twoich wpisów wyłania się wręcz inna postawa: brak troski o dzieci z niesakramentalnych związków (obstawałaś za tym, żeby Maja się wyprowadziła od cywilnego męża, zupełnie nie licząc się z ich wspólnym dzieckiem).

Nie znam się na prawie alimentacyjnym. Nie wiem, czy obecna cywilna żona Twojego sakramentalnego męża będzie w stanie zrealizować swoje groźby. Nie próbuję zajmować się tą kobietą, ale ich dzieckiem. A robię to dlatego - jeszcze raz podkreślam - że u Ciebie żadnej troski o takie dzieci nie dostrzegam.

Niestety, Twój mąż popełnił bardzo poważne życiowe błędy. Jeśli więc chcesz naprawdę z nim być i tworzyć związek oparty na prawdziwej miłości, to musisz też zgodzić się na ponoszenie dodatkowego trudu związanego z jego pozasakramentalnym ojcostwem. Jesteś na to gotowa? Droga małżeńska to m.in. wzajemne wspieranie się w czynieniu dobra i wspólne noszenie ciężarów.

PS. Nie martw się, że post zniknie z pierwszej strony. Forowicze bez trudu go odnajdą i na drugiej, i paru kolejnych. Aktywne wątki rzucają się łatwo w oczy, bo po opublikowaniu nowego wpisu pojawia się przy nich czerwony znacznik "nowy".

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: ana (---.205.246.144.dsl.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2017-04-25 16:16

Dziękuję za Wasze odpowiedzi. U nas wszystko na dobrej drodze, młodszy synek idzie do Pierwszej Komunii, a Mąż zdecydował zerwać tametm związek i wrócić. Cudny prezent dla syna.
Konkubina ze złości nadal grozi alimentami i że nie będzie mógł widywać dziecka, ale to mnie akurat nie martwi. Im mniej kontaków z nią, tym dla nas lepiej. Najważniejsze jest ratowanie małżeństwa i chwała Panu.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Estera (---.wbiis.tu.koszalin.pl)
Data:   2017-04-26 14:43

Ty tak serio? Dobre dla dziecka jest to, że nie widuje ojca? Dobre dla dziecka jest to, że nie kontaktuje się z rodzeństwem? I to mówi matka? Rzeczywiście, cuudny prezent dla dziecka... To bardzo źle, że Cię to nie martwi i nie świadczy dobrze o Tobie.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2017-04-26 18:45

Pozbądź się gniewu, Ana. Niewiele na nim zbudujesz.
Konkubina ma prawo do alimentów na dziecko, to nie jest straszenie. Kto jest ojcem, ma zobowiązania wobec dziecka, bez dyskusji.
A dziecko jej i Twojego męża ma prawo do kontaktu z ojcem. I jest tak samo ważne jak Twoje, choć chyba tego nie akceptujesz (to sugeruje, moim zdaniem, ton wypowiedzi).

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Maggy (77.252.11.---)
Data:   2017-04-26 23:43

Napisałaś "Najważniejsze jest ratowanie małżeństwa".
BŁĄD. Jeden wielki błąd, który burzy wszystko po kolei. Najważniejsza jest MIŁOŚĆ. I rozważ sobie, ale w Duchu Świętym, a nie w "swoim", co to znaczy konkretnie w Twojej sytuacji.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: ana (---.205.243.79.dsl.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2017-04-27 16:06

Chyba mnie nie zrozumieliście. To konkubina chce ograniczyć mężowi kontakty ze swoim dzieckiem, a nie ja. Uczciwie przyznaję nie martwię się tym, wręcz przeciwnie - uważam, że to najlepsze rozwiązanie. Przekopałam internet i znalazłam wypowiedź ks. dra Marka Dziewieckiego, psychologa, którą pozwolę sobie zacytować:
"Nawrócenie polega wtedy na zerwaniu więzi z kochanką i na powrocie do żony oraz dzieci. Taka postawa stwarza szansę na to, że skrzywdzona żona stopniowo odzyska zaufanie do męża i upewni się, że on rzeczywiście teraz kocha ją bardziej niż przed zdradą. Natomiast kobieta, która zgodziła się na współżycie z żonatym mężczyzną, zgodziła się w konsekwencji na to, że może stać się kiedyś matką samotnie wychowującą dziecko.
Co powinien uczynić wychodzący z kryzysu mąż i ojciec, który ma nieślubne potomstwo? Otóż jedyne rozwiązanie, zgodne z zasadami Ewangelii, polega na tym, że płaci on uczciwej wysokości alimenty na nieślubne dziecko, lecz wychowanie dziecka pozostawia w rękach matki."
Źródło: (klik)

Całkowicie się z tym zgadzam, ksiądz doktor z pewnością wie co mówi, bo prawdopodobnie zetknął się nie raz z podobnymi sytuacjami.

Maggy: Zwiazek z konkubiną to był grzech, a nie miłość. Miłość jest najważniejsza, a prawdziwa miłość polega na zakończeniu związku z konkubiną i ratowanie małżeństwa, w ten sposób to rozważam w Duchu Świętym.

Jeszcze raz Wam dziękuję.
Alina

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: antonima (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2017-04-28 07:52

Jeśli chce się znaleźć usprawiedliwienie dla swoich nie do końca kryształowych przekonań, to szukając odpowiednio długo zwykle trafi się i na księdza, który akurat takie poglądy prezentuje. A szukałaś może wypowiedzi kapłanów, którzy sądzą odwrotnie niż ten? Mogłabyś się zdziwić i może dałoby Ci to do myślenia.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Maggy (77.252.11.---)
Data:   2017-04-28 19:41

No to jeszcze raz. Gdybyś w Duchu Świętym rozważyła miłość Boga to byś się dowiedziała, że ta miłość nie wyklucza żadnego człowieka. Cieszyć się, że konkubina chce ograniczyć kontakt dziecka z ojcem? To z Ducha Świętego ta radość? A gdy Twoje dzieci któregoś dnia budząc się rano nie witały się z ojcem swoim bo był tam a nie z nimi to była radość dla nich? Dziecko to człowiek, a nie żadna karta przetargowa, to nie ktoś którego kosztem można mścić się przez ograniczanie kontaktu jego z jego ojcem. Jeśli ktoś tak robi bądź się cieszy z tego to na pewno nie z Boga pochodzi, Alina. Bóg wbrew sobie nie działa. Tamta kobieta sama będzie wychowywała dziecko co wcale nie znaczy, że od tej chwili ojciec dziecka przestał istnieć, że ojciec nie ma prawa uczestniczyć w jego życiu. Ma i prawo i obowiązek. I Ty doskonale to wiesz tylko udajesz arogancko niemądrą, dyplomatycznie rzecz ujmując. Nadal nalegam na rozważenie miłości Bożej w Duchu Świętym bo póki co udowodniłaś tylko swoje jej postrzeganie.

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: Maggy (77.252.11.---)
Data:   2017-04-29 10:44

Wczoraj pomodliłam się za Was wszystkich na Mszy Świętej. Za Twoją rodzinę, za tamtą kobietę i dziecko jej i Twojego męża. Za Ciebie żebyś zobaczyła w tym dziecku i Jezusa i czującego człowieka i chciała dobra tego dziecka, a nie żeby brak tego dobra nic Ci nie przeszkadzał. Oby tamto dziecko miało jak najmniej głodu miłości ojca swojego i żebyście Wy wszyscy będąc głodni szukali jego zaspokojenia w Bogu. Tamto dziecko zostało przez Boga ukochane zanim się poczęło, Alina. Za tamto dziecko Bóg oddał swoje życie na krzyżu z miłości. Za tamto dziecko które zostało poczęte w grzechu, Alino. Bo Bóg z każdego zła (współżycie przedmałżeńskie) potrafi wydobyć dobro którym jest właśnie to dziecko. Bóg wszystko z miłości tworzy. Miłość, miłość, miłość, Alina. Niech to słowo Ci wybrzmiewa w Twojej głowie, w sercu i nie przestaje Ci dawać spokoju aż w końcu coś "zaskoczysz".

 Re: Żona czy konkubina?
Autor: B. (---.184.131.143.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2017-04-29 14:40

Pewna analogia co do losów dzieci pierwszej żony Abrahama Sary i niewolnicy Hagar:
"9 Sara widząc, że syn Egipcjanki Hagar, którego ta urodziła Abrahamowi, naśmiewa się z Izaaka, 10 rzekła do Abrahama: «Wypędź tę niewolnicę wraz z jej synem, bo syn tej niewolnicy nie będzie współdziedzicem z synem moim Izaakiem». 11 To powiedzenie Abraham uznał za bardzo złe - ze względu na swego syna. 12 A wtedy Bóg rzekł do Abrahama: «Niechaj ci się nie wydaje złe to, co Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo. 13 Syna zaś tej niewolnicy uczynię również wielkim narodem, bo jest on twoim potomkiem».
14 Nazajutrz rano wziął Abraham chleb oraz bukłak z wodą i dał Hagar, wkładając jej na barki, i wydalił ją wraz z dzieckiem. Ona zaś poszła i błąkała się po pustyni Beer-Szeby. 15 A gdy zabrakło wody w bukłaku, ułożyła dziecko pod jednym krzewem, 16 po czym odeszła i usiadła opodal tak daleko, jak łuk doniesie, mówiąc: «Nie będę patrzała na śmierć dziecka». I tak siedząc opodal, zaczęła głośno płakać.
17 Ale Bóg usłyszał jęk chłopca i Anioł Boży2 zawołał na Hagar z nieba: «Cóż ci to, Hagar? Nie lękaj się, bo usłyszał Bóg jęk chłopca tam leżącego. 18 Wstań, podnieś chłopca i weź go za rękę, bo uczynię go wielkim narodem». 19 Po czym Bóg otworzył jej oczy i ujrzała studnię z wodą; a ona poszła, napełniła bukłak wodą i dała chłopcu pić.
20 Bóg otaczał chłopca opieką, gdy dorósł. Mieszkał on na pustyni i stał się łucznikiem.". Rdz 21

Jak widać Bóg pomógł małżeństwu Abrahama i Sary aby żyło w pokoju, bez Hagar i jej syna. Synem Hagar zaopiekował się sam Bóg.
Czasem ludzie tak zaplączą drogi, że nie są w stanie żyć na nich w pokoju. Jak widać drogi Abrahama, Sary, Izaaka, Hagar i jej syna Izmaela Pan Bóg sam wyprostował, Nie tak, jak ludzie myśleli że "powinno być", ale na Swój, lepszy sposób.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: