logo
Niedziela, 21 lipca 2019
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Jak przekonać współżyjącego do czystości?
Autor: Anna (---.play-internet.pl)
Data:   2018-08-23 09:17

Witam. Mój znajomy z którym rozmawiam na wszystkie tematy uważa, że nie ma nic złego we współżyciu przed ślubem. Twierdzi, że to szacunek do człowieka i okazywanie mu w ten sposób miłości. Pragnę dodać, że jego związki z kobietami z którymi wspolzyl nie przetrwały. Mimo że darzyl je uczuciem nie myślał o nich jako o kobietach na całe życie. Nie jest złym człowiekiem lecz obawiam się, że przyjdzie taki czas gdzie spotka miłość swego życia lecz może zostać odrzucony przez swoje wcześniejsze podejście do związków. Jak przemówić mu do rozsądku lub jak modlić się o zrozumienie czym jest zachowanie czystości w jego intencji? Pozdrawiam!

 Re: Jak przekonać współżyjącego do czystości?
Autor: moderator (---.nyc.res.rr.com)
Data:   2018-08-23 13:24

Autor: Joy (---.lightspeed.austtx.sbcglobal.net)
Data: 2012-06-01 21:46

Wydaje mi się, że masz większy problem niż wytrwanie w czystości do ślubu. Chcesz zawrzeć małżeństwo z kobietą, która nie respektuje Bożych przykazań lub traktuje je wybiórczo. Na domiar złego nie szanuje Twoich wartości - tego, że Bóg jest dla Ciebie ważny. Jej seksualne doznania zdają się mieć dla niej wyższy priorytet niż Twoje pragnienie życia w harmonii z Bogiem. Bo nie widać, żeby była chętna do wyrzeczeń dla Twojego (Waszego) dobra, przynajmniej gdy chodzi o seks.
Rok wbrew pozorom minie szybko. Prawdziwe problemy mogą zacząć się po ślubie, jeśli istnieje duża rozbieżność w wyznawanych wartościach. Dla kogoś, kto nie potrafi zrozumieć przykazania "nie cudzołóż" ani nie chce podjąć starań, by się do niego zastosować przez jeden rok, pojęcie i przestrzeganie katolickiej etyki seksualnej przez długie lata małżeństwa zapewne okaże się znacznie trudniejsze. Radziłabym Wam omówić te i inne ważne zagadnienia jeszcze przed ślubem, żeby uniknąć przykrych niespodzianek już po. Zdaje się, że stanowczo za mało czasu poświęciliście na wzajemne poznanie się.

wśród wielu wątków np.:
www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=115964&t=115909

----------

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze.
Powinno się tym tekstem rozpoczynać nauki przedmałżeńskie...jak i księża powinni to młodym ludziom powtarzać i powtarzać. Może nie byłoby tyle dramatów i rozczarowań w związkach


- Jeśli chcecie zniszczyć swoje małżeństwo, a waszą miłość uczynić katastrofą, mieszkajcie ze sobą przed ślubem. Wiem, co mówię. Szczęśliwe małżeństwa nie przychodzą do księdza. A ogromna część małżeństw nigdy nie powinna zaistnieć. Kilka lat spedziłem w Chicago, gdzie miejscowa archidiecezja ma bardzo dobry program przygotowujący do małżeństwa. Pary bardzo dobrze się poznają i młodzi często rozeznają, że ich potencjalne małżeństwo byłoby nieudane. Bo większość takich małżeństw nie podejmuje nigdy decyzji o małżeństwie, ale przyklepuje stan zastany, gdy żyło się ze sobą przed ślubem. Zawsze po roku przychodzi ona lub on, mówiąc: "Ojcze, nie mam pojęcia czemu z nim czy z nią jestem". To co było fascynujące przestaje być atrakcyjne. Rzeczywistość seksualna "odbiera" mózg. To tak jednoczący ludzi akt, że gdy ktoś wchodzi w tę sferę, nie umie już wybrać.

"Robienie małżeństwa przed małżeństwem" to gotowa recepta na szybkie rozstanie.

- Nie chodzi tylko o czystość. W oczach tego świata to najlepszy pomysł, by sprawdzić czy mogą być małżeństwem. Współżyją, nierzadko mają jakąś wspólność małżeńską, chcą sprawdzić czy to działa, czy na każdy możliwy sposób do siebie pasują. Jest w tym jakaś logika. Ale chciałbym wam powiedzieć, że to najgorszy możliwy pomysł na świecie. Dlaczego? Bo kiedy się zwiążecie emocjonalnie i fizycznie, seksualnie, macie ogromną szansę na to, że nigdy nie podejmiecie świadomego wyboru, czy chcecie z nim czy z nią być całe życie. To znacznie utrudni wzajemne poznanie się. 90 proc. orzeczeń o nieważności małżeństwa wynika z dwóch przeszkód: nieznajomości co do osoby oraz niedojrzałości osobowościowej. - Pierwszy sposób na udany ślub to odpowiedź, czy w ogóle powinien być ślub. Czy na tyle już się znamy. A nie: czy tak już czujemy.

Sześć innych rad na szczęśliwe małżeństwo. Druga wiąże się z pierwszą.

- To pomysł prawie z kosmosu: żadna parafia tego nie robi, ale gdybym był papieżem, to wprowadziłbym obowiązek, by dzień przed ślubem młodzi spędzili na dniu skupienia. Piątek to armagedon, bo sukienka nie pasuje, kurczaki nie dojechały i tysiąc innych spraw nawaliło. To nie dogmat, ale rada, póki nie jestem papieżem :) :) :) - Załatwcie wszystko do czwartku. A w piątek we dwójkę jedźcie do lasu, spędźcie czas razem i osobno. Niech to będzie spotkanie z Panem Bogiem, by pogadać, zapytać siebie, czy coś mnie jeszcze niepokoi, czy o coś muszę ją lub jego jeszcze zapytać. Nie o to chodzi, by rozwiać wszystkie wątpliwości, ale mieć świadomość, że co mogłem zrobić - zrobiłem, o co zapytać - zapytałem, co zakwestionować - zakwestionowałem. Podziękujecie mi, zobaczycie. Bo ten moment "robi" między ludźmi ślub. Ślub to twoje serce, które ma być gotowe.

Zdobądźcie się na 100-procentową samodzielność i niezależność w decyzji o małżeństwie i ślubie. - Małżeństwo to wasze 'opus magnum', największe dzieło w życiu. Nie chodzi mi oczywiście o imprezę, choć i tu będziecie doświadczali tysiąca nacisków. Nie mówię: nie słuchajcie rodziców, ale jeśli tu będzie presja, to tak będzie wyglądało całe życie małżeńskie. Mama jak zobaczy że się da, to się rozpędzi. Znam wiele małżeństw, które są trójkątami i czworokątami. Proszę także o to, by na weselu nie było mocnych alkoholi. - Najlepsze wesela to te, na których udało się zgromadzić gości wokół czegoś emocjonalnego, bardzo osobistego. Nie wygracie wesel żarciem, muzyką i świetną okolicą z łabędziami, które wpływają na jezioro z przepiórkami na głowach. Ale jeśli pokażecie swoją historię, to poruszycie gości do głębi. Zróbcie z wesela spotkanie z ludźmi a nie potańcówkę. Brak pieniędzy to najgorszy pomysł, żeby odkładać ślub. - Ludzie, grilla zróbcie. Młodzi zrobili u proboszcza przy kościele, pożyczyli 20 grillów, nakupili śląskiej kiełbasy. I była impreza. I nie dlatego, że było piwo. Nikt nie chciał wracać do domu. Poproście też, by zamiast wódki ojciec chodził z wami wśród gości. Niech chwali się, jakiego ma syna, jaką zyskał synową, a nie tym, że mu alkoholu nie zabraknie.

I jeszcze dwie praktyczne rady dotyczące czasu po ślubie.

- Najlepszy pomysł na noc poślubną to jej brak. Wiem, to głupio brzmi, zwłaszcza jeśli młodzi mają ich już za sobą 400. Ale to bardzo szczęśliwa sytuacja, gdy macie za czym tęsknić. Ten moment powinien być czymś bardzo wyjątkowym, przygotowanym. A my zrobiliśmy z tego McDonalda. Zróbcie z tego restaurację pod Złotymi Łukami. Zmieńcie bar szybkiej obsługi na coś niezwykłego. To rola mężczyzny. Powinniście to pozostawić na podróż poślubną. Seks i pożądanie nie jest niczym grzesznym, ale Bożym darem. - Wystarczy czasem spojrzeć na młodą parę, by wiedzieć, czy już ze sobą mieszkali. Stoją dwa suchary: tam już nie ma tęsknoty, wyczekiwania. Nie mówię, że to źli ludzie. Tylko nikt im nie powiedział, że można zrobić coś piękniejszego. Nawet jeśli weszliście do łóżka, to z niego wyjdźcie aż do ślubu. Już słyszę: "Ojcze, ale jak żyć?". Poważnie, miejcie przerwę do ślubu.
I na na koniec podkreślę wagę podróży poślubnej i umiejętności świętowania, celebrowania swojej miłości. - To kluczowe dla małżeństw. Pary, które nie potrafią świętować swojej miłości, przechodzą szybko do realu i po pewnym czasie strasznie męczą się sobą.

---------------

I tęskniąc sobie zadaję pytanie: Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie?” - śpiewał Marek Grechuta. Tym, którzy to pytanie zadają sobie całkiem serio stojąc przed decyzją o wstąpieniu w związek małżeński, proponujemy „test na miłość”.

Autorem pięciu pytań, które pomogą rozeznać, czy z tego, co łączy mężczyznę i kobietę, uda się zbudować trwałe małżeństwo, jest o. Karol Meissner OSB - benedyktyn, który podróżuje po Polsce głosząc rekolekcje i wykłady na tematy związane z płciowością, życiem rodzinnym, małżeńskim i psychologią.

Pytania o sens kobiecości/męskości, jakim jest rodzicielstwo:

1. Czy chciałbyś mieć córkę podobną do twojej dziewczyny / Czy chciałabyś mieć syna podobnego do twojego chłopaka?

2. Czy gdyby on/ona stracił/a coś ze swojej urody, która ciebie urzeka, czy dalej wasz związek byłby równie silny?

3. Wyobraź sobie swoją dziewczynę / swojego chłopaka jako starą kobietę / starego mężczyznę. Czy wasza relacja będzie głęboka?

4. Czy zjedlibyście jedną łyżką gęstą zupę z jednego talerza?

5. Czy on/ona pomoże ci wychować twoje dzieci w taki sposób, w jaki chciałbyś/chciałabyś, żeby one były wychowane?

Jeżeli odpowiedź na te pytania brzmi 'tak', to myślę, że jest szansa na to, żeby rozwijać ten związek ku przyszłemu małżeństwu

-----


Sprawdź, czy jesteś gotowy na małżeństwo
Marta Barnert-Warzecha

Przyznam się wam do czegoś. Smuci mnie ignorancja wielu ludzi, którzy myślą o małżeństwie. Tak, są zakochani. Wiedzą, że chcą być razem. Czy to na pewno wystarczy?
Mają zabezpieczone finanse, stabilną pracę. Rodzice pomogą ze ślubem. Wydaje się, że wszystko jest gotowe, na co więc czekać?
No właśnie, na co?
Smuci mnie to dlatego, że wiem, iż za kilka tygodni, może miesięcy (czasem lat) ci młodzi po ślubie zauważą, że ta impreza zwana małżeństwem wcale nie jest taka różowa, jak im się wydawało. Że tak naprawdę to głównie ciężka praca.
Brzmi mało romantycznie?
Oj, romantycznie może być bardzo! Może być pięknie. Małżeństwo, w którym obecne są miłość, zaufanie, przyjaźń, śmiech, szaleństwo, intymność i bliskość naprawdę jest możliwe! Sama mam wielki przywilej, żeby tego doświadczać.
Ale odnoszę wrażenie, że wielu ludzi, myśląc o małżeństwie, skupia się dzisiaj głównie na dniu ślubu, nie przykładając wiele uwagi do tego, co będzie po nim. Nie przygotowując się do wyzwań, które na nich czekają.
Pozwólcie, że uchylę wam rąbka tajemnicy

• Będą powroty z pracy do domu, kiedy oboje będziecie zmęczeni, a trzeba będzie coś zrobić na obiad (ale najpierw pomyć garnki z wczoraj).
• Będą niespodziewane rachunki/wydatki, które trzeba będzie pokryć, rezygnując z wcześniej zaplanowanych przyjemności.
• Być może będzie małe dziecko, które często będzie budziło się w nocy, sprawiając, że przez kilka miesięcy będziecie niewyspani i zmęczeni.
• Pojawią się duże i ważne decyzje, które będziecie musieli wspólnie podjąć, a które mogą wymagać sporego poświęcenia jednej lub obu stron.
• Prędzej czy później zetkniecie się też z utratą bliskich wam osób.

Powyższe sytuacje prawdopodobnie będą chwilami próby, więc jeśli chcecie, by wasze małżeństwo je przetrwało - a co więcej, wyszło z nich silniejsze - to musicie się upewnić, że nie tylko sukienka, sala i zespół są gotowe na wasz ślub.
Stokroć ważniejsze od nich są wasze serce i wasz duch.
Pewnie, że nikt nie staje przed ołtarzem jako idealny kandydat na męża czy żonę - bo jesteśmy tylko ludźmi i normalne jest, że wchodzimy w małżeństwo z naszym bagażem doświadczeń i słabości.
To właśnie mąż/żona będzie głównym "narzędziem" kształtowania twojego charakteru! Mój mąż jest dla mnie jak najczystsze lustro - od razu widać na nim wszelkie moje niedociągnięcia; rzeczy, nad którymi muszę jeszcze popracować - bo to szybko wychodzi w codziennym życiu. I to jest OK!

Ale pozwól, że zadam ci kilka pytań:

1. Dlaczego chcesz wyjść za mąż?
Co tak naprawdę jest twoją motywacją? Czy chcesz być żoną/mężem dlatego, że samemu ci źle? Może wychodzisz za mąż dlatego, że marzysz o pięknym ślubie? Dlatego że twoi znajomi mają już ten krok za sobą? Dlatego że jesteście razem już długo i "wypadałoby" wziąć ślub? Może rodzina na to naciska? Chcecie mieć dziecko, więc ślub to naturalnakoleją rzeczy? Mieszkacie razem, więc w sumie dlaczego nie? Dobrze się wam spędza czas?

Żaden z tych powodów nie jest wystarczający do tego, żeby zawrzeć razem przymierze przed Bogiem.
Pytania, które powinniście sobie raczej zadać (i odpowiedzieć twierdząco), to:

* Czy zapytałam/em Boga, co myśli o naszym związku?
* Czy czuję w sercu pokój na myśl o małżeństwie z tą osobą?
* Czy Bóg jest na pierwszym miejscu w naszej relacji?
* Czy mamy podobne wizje życia?
* Czy znam mocne i słabe strony tej osoby i mimo wszystko chcę z nią iść przez życie?

2. Czy chcesz, żeby twój mąż cię dopełnił?

Nie ma nic złego w tym, że chcemy, żeby nasz partner nas uzupełniał. Po to też Bóg nas łączy jako kobietę i mężczyznę - żebyśmy mogli razem służyć Mu naszymi umiejętnościami i talentami. Wspierając się w naszych słabościach i silnych stronach. Uzupełniając się.

Ale nie "dopełniając się"… Dlatego że jeśli będę w moim mężu szukać dopełnienia siebie, to bardzo szybko się zawiodę. Tylko Bóg może tak naprawdę w pełni usatysfakcjonować wszystkie moje emocjonalne i duchowe potrzeby. Tylko w Nim znajdę całkowite potwierdzenie i akceptację samej siebie. W końcu to On mnie stworzył i kocha mnie taką, jaka jestem! Ale jeśli udam się najpierw do mojego męża z pytaniem "Czy jestem wystarczająca? Czy kochasz mnie bezwarunkowo taką, jaka jestem?", jeśli będę próbowała znaleźć całkowite potwierdzenie tego, kim jestem, w jego oczach, to szybko się zawiodę.

Nawet najbardziej kochający i oddany mąż może być zmęczony akurat wtedy, kiedy go najbardziej potrzebujemy. Może być zdenerwowany. Może na nasze (nieraz nieme) pytanie o wewnętrzne piękno udzielić tego dnia złej odpowiedzi. Może go akurat przy nas nie być. I co wtedy? Czy to znaczy, że nas już nie kocha? Czy to znaczy, że coś jest z nami nie tak? NIE! Mój mąż jest tylko człowiekiem, który ma swoje słabości, gorsze dni i jeśli będę oczekiwać, że to on wypełni pustkę w moim sercu, która może być wypełniona tylko przez Boga, to znaczy że pokładam w nim nierealistyczne oczekiwania i z góry skazuję się na zawód.

O wiele bezpieczniej i pewniej jest najpierw skierować swoje potrzeby emocjonalne do Boga.

Dopiero kiedy oddaliśmy wszystkie nasze rany, nasze ciężary, nasze wołanie o poczucie przynależności Bogu, możemy być wystarczającowolni, żeby kochać drugą osobę. Dopiero kiedy sami jesteśmy wypełnieni Bożą miłością, możemy naprawdę kochać. Inaczej będziemy ciągle starali się, wymagali od naszego partnera, żeby wypełnił nas swoją miłością - żeby jego uczucie zaspokoiłonasz głód emocjonalny. A tak nigdy się nie stanie. Tylko Jezus może wypełnić tę pustkę w twoim sercu - i pozwolić, że będziesz wystarczająco wolny, żeby kochać i być kochanym.

4. Czy to jest dobry czas?

Odpowiednia osoba w nieodpowiednim czasie to nieodpowiednia osoba…

Ja spotkałam swojego męża kilka lat przed tym, zanim podjęliśmy decyzję o tym, że będziemy razem - a potem że weźmiemy ślub. Wiem, że gdybym wyszła za niego wcześniej, to nasz związek mógłby nie zacząć się zbyt szczęśliwie, ponieważ oboje nie byliśmy na niego jeszcze gotowi. Musieliśmy trochę dojrzeć do niego, dorosnąć… Musieliśmy też najpierw uporać się ze zranieniami z przeszłości.

Oczywiście, że nigdy nie będzie tak, że będziemy w pełni gotowi na to, żeby wejść w małżeństwo - bo jesteśmy nieidealni i zawsze będzie sporo rzeczy (a potem dojdą nowe!), nad którymi będziemy musieli pracować indywidualnie i jako para. Ale czasem jest ich tak wiele, że naprawdę lepiej najpierw skupić się na małej "naprawie" samego siebie, zanim wejdziemy w związek, w którym mamy przecież żyć dla naszego partnera i przedkładać jego dobro nad własne…

Są też inne, mniej ważne kwestie, nad którymi warto się zastanowić - czy jako małżeństwo jesteśmy w stanie się utrzymać? Czy mamy gdzie zamieszkać? Zatrzymanie się u rodziców może być fajnym rozwiązaniem na krótką metę, ale często nie pomaga w zbudowaniu zdrowych fundamentów waszej wspólnej drogi razem. Wszystko zależy oczywiście od okoliczności i relacji z rodzicami/teściami.

5. Jak się ma twoje serce?

Czy poradziłaś/eś sobie ze zranieniami z przeszłości?

Zanim staniesz przed ołtarzem, poświęć czas na to, żeby zajrzeć w swoje serce i upewnić się, że jest gotowe na taki krok. Jeśli byłaś/eś wcześniej w innym związku, to czy na pewno zerwałaś/eś z tamtą osobą wszystkie więzi emocjonalne i duchowe? Szczególnie jeśli wasza relacja była intymna, będziesz musiał/a poprosić Boga o przebaczenie oraz odnowienie twojego serca i czystości.

"Jeśli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości" (1 J 1,9).

Musimy też upewnić się, że nie ma w naszym sercu nieprzebaczenia, które jest murem pomiędzy nami a Bogiem - ale też (często nieświadomie) między nami i naszą drugą połówką. Zrób listę osób, do których ciągle chowasz urazę (mogą to być na przykład były chłopak lub dziewczyna, a może rodzic) i podejmij świadomą decyzję o tym, że im wybaczasz. Oddaj swoje zranienie Bogu i pozwól, żeby On uleczył tę ranę. On wybacza nam wszystkie nasze grzechy - jakim więc prawem my nosimy w sobie nieprzebaczenie w stosunku do innych?

"Jak jest odległy wschód od zachodu, tak daleko Pan odsuwa od nas nasze występki".(Ps 103,12).

"Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie" (Ef 4,32).

Również psychologowie są zgodni co do tego, że brak przebaczenia jest jak trucizna w naszym sercu. Nam wydaje się, że to my jesteśmy górą, że nie wybaczając drugiej osobie, trzymamy nad nią władzę. Prawda jest zupełnie odwrotna. To nieprzebaczenie trzyma nas w swoich szponach, sprawiając, że stajemy się zgorzkniali, że ciężko nam na nowo zaufać, otworzyć się, kochać bez ograniczeń…

To nie jest bagaż, który chcesz wnieść w swoje nowe małżeństwo. Poproś dziś Jezusa o pomoc. Pozwól, żeby dał ci wolność i pokazał, jak na nowo i prawdziwie kochać - bez względu na to, co przydarzyło ci się wcześniej.

To nie jest łatwe, ale możliwe. Często jest to proces, który nie zachodzi z dnia na dzień. Ale tylko podejmując go, będziesz w stanie wejść w małżeństwo jako ktoś zdrowy, wolny i potrafiący prawdziwie kochać - dlatego że sam doznałeś Bożej miłości i łaski w swoim życiu.

A przecież nie możemy dzielić się z innymi czymś, czego sami nie mamy, prawda?

Kiedy mamy osobistą relację z Jezusem, On mówi do nas przez Ducha Świętego, który jest w nas. Często wtedy w głębi serca wiemy tak naprawdę, czy to już czas, czy nie… Tylko od nas zależy, czy posłuchamy tego cichego głosu, czy go zignorujemy - i wejdziemy w małżeństwo zupełnie na to niegotowi, tylko dlatego że "tak wypada" albo dlatego że czujemy presję otoczenia lub naszego partnera.

Czy nie lepiej jest poczekać niż złożyć przed Bogiem ślub, którego nie jesteśmy na razie w stanie dotrzymać?


--------

Sekret trwałego i dobrego małżeństwa
Eduard Martin

Kiedyś zapytałam matkę, jak to robi, że jej małżeństwo jest tak piękne. Było to w czasie uroczystości jej osiemdziesiątych urodzin.
Rzeczywiście, małżeństwo matki było wspaniałe. Na tle wszystkich katastrof, jakimi były małżeństwa rodziców moich koleżanek i znajomych, relacje między moimi rodzicami świeciły przykładem. Były zdumiewającym wyjątkiem...
Siedziałyśmy z matką przy oknie, za którym cichła jasna noc...
Widziałam gwiazdy na niebie, ten widok był krzepiący, i może właśnie dlatego rozpoczęłam rozmowę. Była to chwila, gdy człowiek pragnie mieć wgląd w tajemnicę zwaną "szczęściem".
- Jak to się dzieje, że tworzycie z ojcem tak piękny związek po tylu latach?
- Dokładam - uśmiechnęła się matka. Nie zrozumiałam.
- Jeśli chcesz tworzyć z kimś piękną relację, nie możesz zapomnieć dokładać - wyjaśniła matka.
- DOKŁADAĆ?
- To jest tak jak z piecem: jeśli nie będziesz do niego dokładać, wygaśnie.
Rozumiesz? W przypadku pieca wszyscy to rozumieją... a w przypadku relacji między ludźmi już nie...
Jest tylu ludzi, którzy nie zapominają dołożyć do pieca, gdy tylko się wokół nich ochłodzi. Ale kiedy zaczynają drętwieć dusze wokół nich, to nie; nie przyjdzie im do głowy, żeby dołożyć, żeby ogrzać swoich bliskich... Rozumiesz?
Kiedy to nie skutkuje, niedobrze jest robić temu drugiemu wyrzuty, byłby to czas stracony, a sytuacja mogłaby się pogorszyć. Lepiej zastanowić się, co należałoby dołożyć. I zrobić to.
Zrobić to jak najprędzej...
Tylu ludzi się skarży na tę drugą osobę, są smutni, a nawet nie przyjdzie im do głowy, żeby dopuścić do siebie myśl: Skończyło się, dlatego że zapomniano dołożyć.
Masz kłopot? Jest ci zimno? Drętwiejesz?
I ten, którego kochasz, drętwieje wraz z tobą?
Zapal... Czasem wystarczy dołożyć do drętwej ciszy kilka słów, ciepłych słów...
Nie na próżno mówi się: CIEPŁE SŁOWA.
Często wystarczyłoby tak niewiele... tylko trochę więcej dołożyć i relacja by się nie rozpłynęła...


-----------

Pawlukiewicz:
Być może mamy dość tematu miłości w Kościele, ale nie uciekniemy od tego tematu, bo Bóg jest miłością, naszym powołaniem jest miłość, tylko żebyśmy się przyjrzeli jaka to jest ta miłość, o którą Chrystusowi chodziło. Bo miłością się nazywa przeróżne rzeczy. Wielu ludzi traktuje miłość jak taki gołąb, co lata po osiedlu no i zwłaszcza kawalerowie i panny maja otwarte okna, żeby do mnie wpadł... Już był tak blisko, przeleciał i nie wpadł, no...
Miłość to nie jest latający gołąb. Trafi w moje okno, nie trafi; przyjdzie, odejdzie... Miłość ma swoje źródła. Jak ktoś chce kupić mleko czy sok, to nie mówi:
- Może sok trafi w moje okno. Tylko idzie do sklepu i kupuje.
Stąd, z tabernakulum się bierze miłość. Jak ktoś nie ma miłości, to niech tu przychodzi, bierze, je, pije miłość i staje się miłością.
I właśnie co to jest ta czysta, najprawdziwsza miłość, bo to jest chyba najbardziej niezrozumiałe słowo świata.
Jechałem kiedyś pociągiem pociągiem podmiejskim w Wa-wie, w drugi dzień świąt Wielkiej Nocy, trochę juz zmęczony świętami, ludzi było niewiele, i zauważyłem małżeństwo. Młode małżeństwo z dzieckiem. I stała się rzecz niesamowita - żona położyła mężowi na ramieniu głowę. Do ślubu to kładą chłopaki dziewczynom, a dziewczyny chłopakom, przed śłubem to jest. Ale po ślubie? Oni się do siebie przytulili w pociągu. No i to dziecko patrząc na rodziców powiedziało: ja też tak chcę. No to tata wziął tego dzieciaka. Podglądałem ich bezczelnie, bo mi się w szybie ładnie odbijali, jak ten pan poatzrył, jak jego żona kocha jego dziecko, a jego dziecko kocha jego żonę. Jak ta pani patrzyła jak jej mąż kocha jej dziecko, a dziecko kocha żonę. Zjak dziecko patrzyło jak tata kocha mamę, a mama tatę. I olśniło mnie - to jest miłość. Trzy osoby - muszą być trzy. Dwa to za mało. Jeśli jakiś chłopak zamierza z dziewczyną zawrzeć związek małżeński, ale mówią:
- Ale dzieci to my nie będziemy mieli
to jest do niczego. To jest nieważne. Nie można wykluczyć dzieci.
Przepisy prawa mówią, że jak jest dom zakonny, to poza jakimiś wielkimi wyjątkami muszą być przynajmniej trzy siostry. Liczba trzy. A na czym to polega? Bo prawdziwa miłość polega na tym, że ja się cieszę, że ten którego ja kocham, kocha kogo innego. Niestety bardzo często jest to niszczone, że ktoś chce, żeby pomiędzy tymi osobami pozostałymi w domu czy we wspólnocie nastąpił konflikt. Ile nierozsądnych mam, kiedy ojciec przyjdzie z pracy no pijany, no zdarzyło się - przyszedł pijany i leży; ile mamuś woła dzieci
- chodźcie tu dzieci, chodźcie... O to jest wasz tata. O ten co tak rzyga to jest wasz tata.
Chcą wbić klin między. Nie wolno rozsądzac niczyjej miłości. Trzeba o nią walczyć i zabiegać.
Kiedyś słuchałem świadectwo pewnej mężatki młodej (jej mąż byl przy tym). Jej mąż był nauczycielem WF-u. Jako narzeczeni ona jeździła do tej szkoły, gdzie on pracował, jak były zajęcia na boisku i patrzyła, jak chłopaki kochają jej narzeczonego. I cieszyła się, jak jej narzeczony świetnie z tymi chłopakami się dogaduje. Ona mu to zradziłą po ślubie:
- Wiesz ja często jeździłam patrzeć jak ty kochasz tych chłopców, jak z nini pięknie grasz w piłkę, skaczesz...
On mówi:
- No to czegoś się nie pokazała, no przecież bym cię na kawę wziął, na herbatę zaprosił do pokoju nauczycielskiego...
- Nie nie nie, mnie chodziło tylko o patrzenie jak ciebie dzieci kochają, jak ty kochasz dzieci.
To bardzo ważne, bo wielu ludzi mówi - miłość; ja, ja, dla mnie, mi, ja, ja, dla mnie, mi... To nie jest miłość.
Oczywiście siebie też trzeba kochać i mamy z tego dużo satysfakcji, ale nie na tym polega miłość.
Jeszcze jeden przykład: dziewczyna chodziła z chłopakiem no i nie mogła się zdecydować na ślub.
- No niby dobry, ale... A jak bedzie niedobry?
No niby rozmawiała, analizowała, no i w końcu kiedyś on ją odprowadzał na pociąg i mówi:
- No Beatko, no nie chcę naciskać, ale może byś się zdecydowała?
Ona mówi: - No jeszcze daj mi trochę czasu, muszę pomyśleć.
I tak rozmawiają, rozmawiają... I w pewnym momencie narzeczony zniknął. Jak na filmie sience-fiction. Ona zagląda na te tory na peronie, czy on gdzieś tam nie spadł; patrzy - gdzie on jest? Patrzy - jest. Narzeczony jedzie dumnie po schodach ruchomych na dół i na rękach trzyma starszą babcię. Jak on rozmawiał z dziewczyną to kątem oka widział, że na schodach ruchomych zaczyna się chwiać starsza kobieta. Tak szybko podskoczył do niej, wziął ją na ręce, i zwiózł na dół. Jak podszedł do swojej dziewczyny to ona powiedziała:
- Wyjdę za ciebie. Bo może mnie tak kiedyś będziesz nosił na rękach. Skoro masz serce dla innych...
Drogie panie, które jesteście młode, narzeczone, nie patrzcie na to co ten narzeczony wam mówi. O. Józef Augustyn jezuita powiedział kiedyś:
- Narzeczeństwo to jest jedno wielkie kłamstwo. Nie ciesz się, że ci chłopak mówi 'ty mój aniołku, moja różyczko, mój promyczku'. Ty się ciesz kiedy on mówi: 'moja mama jest trudnym człowiekiem, ale ją kocham bardzo'. Ty się ciesz jak twój chłopak nie ciebie weźmie na kolana, bo to bardzo przyjemne wziąć sobie dziewczynę na kolana i sobie jechać. Tylko jak podejdzie do staruszki i jej pomoże wsiąść, wysiąść, będzie zauważał innych. Bo my mamy jedno serce - i od rodziny biologicznej, i od rodziny zakładanej, i od księdza, i od siostry, mamy jedno serce, jedno serce.

 Re: Jak przekonać współżyjącego do czystości?
Autor: B. (---.191.88.171.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2018-08-29 01:02

"Jak przekonać współżyjącego do czystości?"

Powiedzieć po prostu "kto kocha Boga, przestrzega Jego przykazań. A szóste Przykazanie to "nie cudzołóż". Nie ma autorytetu i mądrości większych od Boga".

Radziłabym Ci powiedzieć coś takiego, po prostu. Nawet tylko raz :)

Nie zrażaj się tym, że w tym momencie niekoniecznie przyzna Ci rację. To Twoje słowo będzie w nim pracować (z Bożą pomocą, Bogu też zależy na nim).

Pozdrawiam :)

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: