logo
Niedziela, 21 października 2018
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-02 18:28

To co piszę, piszę z prośbą o pomoc, rady, albo chociażby jako przestrogę dla innych. Jeśli można, z góry też chciałabym prosić - w przypadku, gdyby wątek zamieszczono na forum - aby usunięto go, jeśli tylko zostanie wyczerpany.
Wcześniej pracowałam w firmie, której szefem była osoba, której zachowanie odbierało mi chęci do życia. Ciągle podniesiony ton głosu, notoryczne obarczanie przez szefa winą za błędy jego lub kogoś z jego bliskich, sprośne dowcipy i wiele innych rzeczy - wszystko to sprawiało, że nie dawałam rady. Często zdarzały się sytuacje, że wrzeszczał, że nie zrobiłam czegoś, co w rzeczywistości nie należało do moich obowiązków, albo krzyczał, że coś zrobione było w sposób, który wcześniej sam wskazał. Szef był typem pana i władcy, wg niego zawsze wszyscy byli winni, ale on nigdy nie popełniał błędów. W rzeczywistości zawsze tak przedstawił sytuację, że ochronił swoje "dobre imię" a winę zrzucił na kogoś. Notorycznie oszukiwał interesantów firmy, zniekształcał fakty, aby świadczyły na niekorzyść drugiej strony. Dla niego prawo liczyło się o tyle, o ile działało na jego korzyść. Pracując dla niego miałam wyrzuty sumienia, że nie potrafię mu wybaczać notorycznie ciągłego poniżania przy innych, obarczania winą za wszystko, okłamywania wszystkich wokół. Zanim zaczęłam u niego pracować poprzedniczka ostrzegała, żebym uważała na to pod czym będzie kazal mi się podpisywać.Pracowałam za najniższą krajową , często po 10 do 12 godzin dziennie i milczałam na ten temat, ale on często np. gdy przychodzili do niego znajomi kontrahenci, mówił, że pracownicy chcieliby tylko jak najwięcej zarabiać a ja czułam się winna, że moja najniższa krajowa jest wręcz okradaniem jego z jego pieniędzy. Gdy interesanci wiecznie prosili go o wykonanie pewnego zadania, które on notorycznie odwlekał i gdy ja o to spytałam, podniesionym głosem dawał mi do zrozumienia, że jak śmiem o to pytać. Pewnego razu z kolei zrobil mi awanturę, że o tym mu nie przypomniałam i uciął mi za to pensję. "Obciążanie" pracowników i robienie im awantur było jego ulubionym zajęciem, np. obciążanie za zagubienie przedmiotu,którego w rzeczywistości się nie dostało, bo przechowywał go u siebie. Było chyba tysiące sytuacji, gdy traktował i mnie, i innych pracowników niesprawiedliwie. Poza tym dla celów firmowych bardzo często wykorzystywałam swoj samochód, bo mi kazano, swoj telefon, a nikt nie zaproponowal nawet zwrócenia mi kosztów a ja nie upominałam się ze strachu. Bardzo chciałam wtedy zmienić pracę. Z czasem zatrudnil nową pracownicę i było już trochę inaczej, może ze względu na nią- był nadal porywczy, niesprawiedliwy itp., ale jakby nie tak często jak wcześniej. Na pewno dlatego, że obowiązki rozłożyły się na większą ilość osób, więc łatwiej było wszystko ogarnąć, ale pewnie też dlatego, że ona potrafila śmiać się z jego zbereźnych żartów, z których ja się nie śmiałam, potrafiła rozmawiać z nim tak jak ja nie potrafiłam, bo ja miałam cały czas świadomość tego jak mnie traktowano. Dla niej nie był taki jaki bywał wcześniej dla mnie. Często oskarżal mnie o niedopilnowanie czegoś, czym ona się zajmowała, ale pewnego razu prawie płacząc powiedziałam mu, że nie może mnie o wszystko obwiniać i jakby zaczęło to do niego docierać. Ona często brała zwolnienia chorobowe (ja niemalże wcale), ona w przeciwieństwie do mnie często dopominała się o podwyżkę , więc chyba jednak coś zrozumial i na koniec był jakby łagodniejszy, choć i tak miewał jeszcze ataki wścieklości. Było trochę lepiej, bo odpadła mi część obowiązków, nie zostawałam już po godzinach a nowa koleżanka stała się przyjaciółką. Ponieważ ona dopominała się o podwyżkę, a akurat w mieście coraz bardziej firmy miały problem z zatrudnianiem nowych pracowników, szef przyszedł kiedyś ze stwierdzeniem, że da nam premię, ale będziemy ją dostawały wtedy, gdy nie będziemy popełniały błędów, więc dla mnie było to trochę jak szantaż - tak jakby nie chciał dać podwyżki, ale musiał, jednocześnie chcąc nam ją zabrać wtedy gdy się tylko da.

Pewnego dnia dowiedziałam się o wolnym etacie w pewnej instytucji, co prawda na niższym stanowisku, ale ponieważ kiedyś często modliłam się o zmianę pracy, potraktowałam to jak wysłuchanie przez Pana Boga mojej modlitwy.
Po rozmowie z osobami, którym obecnie podlegam, w trakcie której (rozmowy) te osoby wręcz zachęcały mnie do zmiany pracy i porzucenia dootychczasowej, byłam pozytywnie nastawiona do zmiany pracy, do nich. Mimo, że wcześniej zarzekałąm się, że w tym zawodzie nie chciałabym pracować. Były tak miłe, życzliwe, mówiły, że mam się niczym nie przejmować, bo wiedzą, że nie pracowałam w takim zawodzie a zaczynając nową pracę wszystkiego trzeba się uczyć. Zachęcały do zmiany pracy. Byłam szczęśliwa, że mam nową pracę. I byłam przekonana, że to jest szansa od Pana Boga.
Byłam do momentu (na który długo czekać nie musiałam), aż okazało się, że osoby, z którymi rozmawiałam a z którymi siedzę w jednym pokoju, i którym zawdzięczam przyjęcie mnie do tej pracy, są ogromnymi przeciwniczkami Kościoła, zwolenniczkami aborcji, antykoncepcji, handlu niedzielnego i nie wiadomo czego jeszcze. Nie raz już poruszany był temat "złego" Kościoła, ze znajdowaniem coraz to gorszych nowinek, np o zatwierdzeniu rozwodów przez Papieża i "zacofaniu" polskiego kościoła. Tak bardzo mnie nie raz zaskoczyły, że nie wiedząc co odpowiedzieć milczałam, bo po pierwsze - nie wiedziałam o co chodzi z tymi tematami, po drugie - są tak przekonane o swoich racjach, że nie dopuszczają chyba myśli, że ktoś może kochać Boga, Kościół, chodzić co niedzielę na msze, po trzecie - ja im podlegam. Długo milczałam , wreszcie naprawdę mega dyplomatycznie odezwałam się, ale moje słowa trafiły w próżnię i dalej jest to samo. Dzień w dzień, temat złego kościoła wałkowany jest notorycznie. Caly czas poruszają temat ograniczania wolności poprzez ograniczenie handlu niedzielnego, temat pedofilii wśród księży, temat dobrodziejstw antykoncepcji, rozwodów, homoseksualizmu. Tak bardzo mnie to boli, boli, że deptają Pana Boga, Kościół, wartości katolickie, którymi żyję, które są ogromną częścią mojego życia, że gdy wracam do domu, wręcz mam łzy w oczach z tego powodu. W poprzedniej pracy takie sytuacje też się zdarzały, ale tylko sporadycznie, za to nigdy ze strony szefostwa, bo osoby, którym podlegałam, nigdy nie narzucały mi wrogich Kościołowi poglądów, bo ich nie miały.
Jestem bezsilna. Nie chcę osądzać nikogo, ale też nie chcę przyzwyczajać się do ich teorii, boję się, że jakoś nimi nasiąknę. Jest mi przykro, gdy mówią źle o Kościele, gdy ich rozmowy świadczą o tym, że są wrogie wartościom katolickim i nie wiem czy moje milczenie w tym czasie nie jest grzechem. Ale nie wiem co mam mówić, skoro to, co powiedzialam z serca, bardzo delikatnie, trafiło jak grochem o ścianę. Ponadto dopiero z czasem okazało się jak mają dosyć tej roboty, do której tak bardzo zachęcały. Żałuję zmiany pracy, teraz wolałabym notorycznie przeżywać ataki na mnie niż ataki na Boga (co prawda nie wprost, ale skoro ktoś atakuje nasze wartości to atakuje Jego), na Kościół. Nie wiem co mam myśleć pracując tam. Czuję się brudna, zbrukana antykościelnymi, antychrześcijańskimi pomyjami. A tak bardzo wierzyłam w to, że Pan Bóg pomoże mi w znalezieniu pracy zgodnej z Jego wolą. A teraz znów brakuje mi sił. I jak tu mieć w sercu Boży pokój w takiej sytuacji?

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Magdalena (---.centertel.pl)
Data:   2018-10-03 10:10

Katoliczko 7

Nie trać nadziei, że niczego lepszego nie znajdziesz. Jeżeli opisane środowisko nie odpowiada, to je zmień. Nic w tym złego. Lepiej je zmienić i poszukać nowej pracy, niż zadręczać się i dramatyzować.
Jak mówi znane, stare przysłowie: "Nie od razu Kraków zbudowano".

Pozdrawiam

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2018-10-03 20:04

"tak bardzo wierzyłam w to, że Pan Bóg pomoże mi w znalezieniu pracy zgodnej z Jego wolą"
Czy sądzisz, że obecność w środowisku niechętnych chrześcijaństwu musi być niezgodna z Boża wolą?
Ja bym tak automatycznie nie zakładała.
Nie chodzi o to, by tworzyć katolickie enklawy (wygodne dla katolików, w teorii) i uciekać od innych osób.
Pan Bóg potrzebuje katolików w różnych środowiskach, nie tylko wygodnych, niekontrowersyjnych i bezpiecznych.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: A2 (---.dynamic-ra-11.vectranet.pl)
Data:   2018-10-03 20:46

Pracę się zmienia - to nie tylko normalne, ale czasem konieczne. I nie czekaj, aż już nie będziesz miała sił. Jesteś wartościowym człowiekiem, należy Ci się szacunek. Nie tłumacz się, idź gdzie indziej, to wszystko. Teraz o pracę łatwo. (nie przeczytałem wszystkiego, strasznie dużo napisałaś).

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-03 23:56

Akcje typu: "już dawno ktoś powinien zrobić z tym Kościołem porządek, nie wierzę jak ludzie mogą być tak naiwni" 'jak ktoś może kobiecie mówić co ma robić ze swoim brzuchem, kiedy ma w nim pasożyta - to ma być człowiek?", fascynacje filmem "w końcu ten zacofany lud dowie się jaka jest prawda", co raz o nowsze wyszukiwanie informacji o księdzu pedofilu - tym żyją osoby, z którymi pracuję, dzień w dzień, szkalowanie Kościoła są to codzienne "rytuały" w moim biurze. Przynajmniej połowę osób z zakładu widuję na bieżąco na Mszach, chodzących do Komunii, a nie wiem jak jest z resztą, bo do różnych parafii należą, ale akurat w moim biurze trafiło mi się towarzystwo wrogie Kościołowi. Tak naprawde to są pewnie jedyne osoby aż tak bardzo Kościołowi przeciwne spośród wszystkich pracujących. I to to antykościelne towarzystwo głęboko wierzy w to, że to my katolicy jesteśmy fanatykami. Naprawdę nie wiem jak z nimi rozmawiać.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2018-10-04 08:59

Rozumiem (i mam też doświadczenia), że to jest trudne do wytrzymania.
Pytasz, jak z nimi rozmawiać.
A ja nie jestem pewna, CZY zawsze trzeba rozmawiać o sprawach Kościoła. W sensie: czy trzeba się wdawać w dyskusje, argumenty, dywagacje, przepychanki, zwłaszcza wtedy, gdy nie czujemy się na siłach albo gdy po próbach doświadczamy, że to wydaje się jałowe albo wyraźnie nakręca czyjąś agresję. Ja bym była ostrożna z dyskusją, nie zawsze jest z kim dyskutować - tzn. ludzie niekoniecznie są gotowi do kulturalnej dyskusji.
Nie, to nie jest moim zdaniem chowanie głowy w piasek.
Więc co w zamian? Kierunki:
Jasna deklaracja: "no wiecie, Kościół to także ja i przykro mi tego słuchać". Bywa, że po paru razach pomaga.
Pytanie do atakującego: "trzeba zrobić porządek z tym Kościołem? Ok, Kościół ma swoje grzechy. Ale jeśli jesteś ochrzczona, to Kościół to także ty" (ciąg dalszy: ha, czyli rozliczamy i twoje grzechy, rozmówco?)

Jeśli masz temat gruntownie przygotowany merytorycznie i masz kondycję, to: pokazanie ewidentnie słabych stron myślenia rozmówcy. I lepiej, aby to były argumenty i pokazanie potknięć intelektualnych, merytorycznych, czarno na białym, nie zaś argumenty "na wiarę", z serii prawd nadprzyrodzonych (bo takie docierają ewentualnie do wrażliwych na ten poziom rozmowy).

Poza tym masz rację. Rytuały w biurze. Tak, to też rytuał. Może temat zastępczy. Może chęć błyśnięcia czy poczucia się zaakceptowanym. Może odreagowanie urazów (niekoniecznie, ale także związanych z Kościołem).
Nie pracuję w biurze, ale analogiczne rytuały (nie antykościelne akurat, ale polegające na gadaniu i krzywdzące) w moim środowisku pracy znam. Rytuałom nie trzeba się podporządkowywać, choć wciągają, udzielają się. Można nie uczestniczyć (bierny opór), można sygnalizować, że się nie chce o czymś rozmawiać albo w taki sposób rozmawiać, można wykazać szkodliwość czegoś dla mówiącego, można na różne sposoby. I trzeba być konsekwentną.
Owszem, to jest czasem trening i odporności psychicznej, i precyzji słowa.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Adam S (---.96.123.87.kompex.pl)
Data:   2018-10-04 09:09

Rzeczywiście masz ciężko.
Współczuję Ci bo widzę że to cie bardzo przygniata.
Nie czuję się uprawniony aby Ci cokolwiek sugerować jak odnaleźć się w Twojej sytuacji. Nie mam dla Ciebie żadnej rady oprócz jednej.
Módl się za nich. Módl się za ich nawrócenie. Aby spadły im łuski z oczu. Aby Jezus przywrócił im wzrok. Bo przecież są ślepi a nie wiedzą o tym. Rozpaczliwie potrzebują kogoś, kto się za nich będzie modlił, a nie wiedzą o tym. Więc Ty to rób, ja Ciebie proszę o to w ich imieniu i w imieniu Jezusa, który także i za nich oddał życie. Nie osądzaj ich i nie potępiaj, bo one "nie wiedzą co czynią".

Ze mną było podobnie. Przez 20 lat uważałem się za ateistę i także krytykowałem Kościół. Byłem ślepy, chociaż mam zdrowe oczy. Patrzyłem, a nie widziałem. Jeśli nade mną Pan się ulitował i dał mi łaskę nawrócenia, to i nad nimi także może. Za każdym razem gdy ranią Pana Jezusa lub Jego Kościół, proś w ich imieniu o przebaczenie. W myślach, choćby jednym westchnieniem. Może właśnie o to chodzi, może Pan właśnie tego chce. Zapytaj Go o to. Nie zniechęcaj się, jeśli nie otrzymasz jasnej odpowiedzi, pytaj, ciągle pytaj i szukaj odpowiedzi w Ewangelii. Pytaj Go i módl się za nich.
Dwa lata temu, kiedy i ja przechodziłem trudne chwile, otrzymałem pocieszenie słowem Pana "Ja wszystkich kogo kocham karcę i ćwiczę" Ap 3,19

Błogosławię ci w Panu Jezusie Chrystusie naszym Panu.
Adam

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2018-10-04 12:50

Katoliczko 7, zależnie od siły psychicznej, ewentualnej możliwości zmiany pracy a przede wszystkim siły wiary, masz kilka możliwości odnalezienia się w tej sytuacji.

Może moje świadectwo nada Ci kierunek. Jakiś czas temu, przebywając w mało znanym sobie, sporym gronie osób (uzdrowisko, specyficzne, niskich lotów żarty) zareagowałam zdecydowanie prosząc by nie profanowano Słowa Bożego. Dotyczyło Mt 7, 7-8. Powiedziałam to bez wahania. Ewentualna wroga reakcja była mi obojętna. Napominam osoby używające wulgaryzmów. Zdarza mi się to również wobec osób przeklinających na ulicy. Tu nieraz posuwam się do powiedzenia np. taka ładna powierzchowność, a taki śmietnik w buzi. Kiedy ktoś próbuje kpić z wiary, z dążenia do zbawienia np. w piekle jest weselej, pytam, czy na pewno wiesz co mówisz. Mogłabym mnożyć przykłady.
Wiesz jaka jest reakcja? Jeszcze nigdy nie spotkałam się w takiej sytuacji z agresją. Ludzie sprawiają wrażenie zawstydzonych, widać u nich niezręczność sytuacji, próbę refleksji, nieraz mówią, że są wierzący, mówią przepraszam.
Poprzestaję na tym, nie próbując dalej ewangelizować. Może tylko tyle, albo aż tyle.
Możesz i Ty reagować podobnie, niekoniecznie "mega dyplomatycznie". Możesz mówić wprost. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to łatwe, zważywszy, że jesteś skazana na bliski kontakt z tymi osobami, możesz obawiać się w konsekwencji niemiłej atmosfery. Ale może być też tak, że w gronie koleżanek jest jedna prowodyrka, a pozostałe ciągną za nią w dzisiejszej "modzie" na antyklerykalizm. Jeżeli tak jest, Twój jawny akt odwagi może zmienić podejście tych osób.

"są ogromnymi przeciwniczkami Kościoła, zwolenniczkami aborcji, antykoncepcji, handlu niedzielnego i nie wiadomo czego jeszcze. Nie raz już poruszany był temat "złego" Kościoła, ze znajdowaniem coraz to gorszych nowinek, np o zatwierdzeniu rozwodów przez Papieża i "zacofaniu" polskiego kościoła.
...Caly czas poruszają temat ograniczania wolności poprzez ograniczenie handlu niedzielnego, temat pedofilii wśród księży, temat dobrodziejstw antykoncepcji, rozwodów, homoseksualizmu."
Jeżeli te zarzuty padają wprost, wobec Ciebie jako katoliczki, to zależnie od poziomu wiedzy religijnej i wiedzy o naukach papieża ale nie tych zaczerpniętych z magla, możesz tłumaczyć opierając się na dekalogu, możesz wytłumaczyć, że jeśli dzieje się zło wśród osób duchownych, to katolicy również to widzą i wymaga to reakcji. Jeżeli jest to dyskusja ogólna, a chcesz się w nią włączyć, to argumenty te same.
Na słowa "już dawno ktoś powinien zrobić z tym Kościołem porządek" możesz odpowiedzieć, że porządkowanie najlepiej zaczynać od siebie, dotyczy to np. faktu, który widzisz - czym zajmują się te panie w czasie przeznaczonym na pracę.

Kolejną możliwością jest unikanie konfrontacji, wyłączenie się z tych rozmów. Reakcja tylko wtedy kiedy byłabyś atakowana bezpośrednio. To chowanie głowy w piasek, ale jeżeli nie udźwigniesz opcji pierwszej a pracę zachować musisz, to decyduj.

I ostatnia, to zmiana pracy, ale to trochę bez sensu, bo pracując wśród ludzi, nigdy nie wiesz na jakie grono trafisz.

Nie tęsknij za starą pracą, byłaś poddawana mobbingowi i powinno to znaleźć finał w sądzie pracy. Może dzięki tej zmianie uchroniłaś się od głębokiej depresji.

"ale też nie chcę przyzwyczajać się do ich teorii, boję się, że jakoś nimi nasiąknę."
Czy nie niepokoją Cię Twoje własne słowa? W jakim miejscu wiary jesteś Ty sama?

"że gdy wracam do domu, wręcz mam łzy w oczach z tego powodu."
Najzdrowsze są klarowne sytuacje, choćby na pozór wydawały się niebezpieczne. Uciekaj przed postawą konformistyczną.
"Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5, 37).
Czy gdyby te same koleżanki pluły na Twoich rodziców, pozostałbyś milcząca?
Masz prawo a wręcz obowiązek bronić Najświętszej Wartości. Kościół ustanowił Jezus Chrystus, to jest Najświętsza Wartość, Bóg jest Twoim Ojcem.

Katoliczko 7, módl się o siłę własnej wiary. Na lęk "przesiąknięcia" możesz odmawiać Modlitwę do św. Michała Archanioła: (klik).

Módl się łaskę nawrócenia dla koleżanek. Proś w modlitwie do Ducha Świętego o światło rozeznania jak się zachować wobec postawy koleżanek.

Na tytułowe pytanie:
"To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat" (J 16, 33).

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-04 19:08

Łatwiej rozmawia się z kimś, jeśli nie jest to przełożony, osoba stojąca wyżej w hierarchii, a gorzej rozmawia się, gdy to jest przełożony, który chce, aby potwierdzano mu słuszność jego racji.
Na to, że osoba atakująca Kościół była ochrzczona, pada stwierdzenie, że skoro ktoś kiedyś coś za nią zrobił to nie znaczy, że to nadal "obowiązuje", że kiedykolwiek "obowiązywało", bo nigdy się na to nie godziła. Dla kogoś takiego chrzest to tylko polanie wodą. Nie wiem co musiało stać się w życiu takiej osoby, że doszła do takiego stopnia zatwardziałości.
Mogę mówić, że kocham Pana Boga, Kościół, że Pan Bóg jest i chce być obecny w naszym życiu. Że Pan Jezus umarł za nasze grzechy, moje, ich, wszystkich osób chodzących na Msze, niechodzących, zarówno dobrych, jak i złych księży. Mogę mówić, że Kościół to przede wszystkim Pan Bóg a nie księża a kilku zupełnie złych księży to wyjątek od reguły. Ale jeśli taka osoba Pana Boga nigdy nie poznała a z Nim walczy, albo jeśli już w jakimś stopniu wierzy, że "może i jest Bóg", ale nie kojarzy, że to On Kościół ustanowił a sama Kościół oddziela od Boga, to słów mi brak. Teraz to pewnie ja daję antyświadectwo, oby nie. Ale rzeczywiście moje słowa chyba powinny mnie niepokoić. Ale od czego mam Was? ;)
Z całego serca cieszę się, że odpowiadacie, odczułam iskierkę nadziei. Bardzo dziękuję za odpowiedzi, ale podziękowanie nie oznacza, że nie chcę, aby nadal się pojawiały :)

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Gosia (---.wieszowanet.pl)
Data:   2018-10-04 19:23

Kalina napisała: "Napominam osoby używające wulgaryzmów. Zdarza mi się to również wobec osób przeklinających na ulicy. Tu nieraz posuwam się do powiedzenia np. taka ładna powierzchowność, a taki śmietnik w buzi."
Mnie za takie zachowanie spotkała agresja, za spokojne zwrócenie uwagi.

Katoliczko7, współczuję. Nasuwa mi się jeszcze jedna rzecz - mam wrażenie, że gadają zamiast pracować. Akurat takie mają wciągające tematy, gdzie indziej może jest narzekanie na mężów, teściowe, dzieci, rząd itp. Unikałabym raczej wchodzenia w te rozmowy. Warto raz zaznaczyć, że też się jest częścią Kościoła i to sprawia przykrość. Poza tym szkoda nerwów. Modlitwa oczywiście.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2018-10-05 10:37

Katoliczko 7, każdy z nas ma inne predyspozycje, siłę charakteru, inne otoczenie, doświadczenie wiary, stąd też różnorodność wypowiedzi. Gosia, napisała, że spotkała się z agresją i to może podcinać skrzydła, napawać lękiem.
Jeżeli uznasz, że zaniechanie ewangelizacji wobec koleżanek da Ci wewnętrzny niepokój, poczucie grzechu, to jeśli okoliczności sprzyjają możesz próbować takich kroków indywidualnie wobec poszczególnych osób. W indywidualnej rozmowie twarzą w twarz bywa, że oponent nie będzie taki hardy jak w większej grupie, gdzie podąża się za stadem, nie chce się wychylać, szczególnie przy zwierzchniku. Przykładowo, kiedy nadarzy się okazja możesz zapytać którąś z koleżanek - czy ty naprawdę uważasz, że rozwijające się w łonie matki nowe życie to jest pasożyt? Tu rozwinąć temat wartości życia z podbudową biologiczną.
Czy np.- ja, katoliczka, też uważam, że pedofilia jest ogromnym złem, przestępstwem. Boli mnie bardzo fakt, że dotyczy to również osób duchownych i modlę się o to, by tego typu przestępstwa nie miały miejsca w żadnym środowisku, od rodziny począwszy na nauczycielach i prawnikach skończywszy. To nie jest winą Pana Boga.
Nie twierdzę, że to łatwa i skuteczna droga. Ale może też być tak, że Twoja misja sprawi wielką radość jak w przypowieści o zabłąkanej owcy.

Katoliczko, szukaj dalej drogi swojego postępowania, odnajdując ją w Słowie Bożym. Jeżeli mimo prób natrafiasz na mur, to może jedyną dobrą drogą, żeby nie pozwolić bezcześcić Boga i wiary, nie pozwolić na deptanie Twojej godności będzie:

"Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały" (Mt 7, 6).

Może zalinkowany tekst (klik) pozwoli Ci zachować pokój serca.

To co możesz robić zawsze, w cichości, niezależnie od woli i nastawienia koleżanek to modlitwa o ich nawrócenie.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-07 13:51

Modlę się za te osoby. I dodaliście mi „werwy” do intensywniejszej modlitwy za nie. Jeśli można i Was poproszę o westchnienie do Pana Boga za nasz zakład pracy.
Dodaje nadziei to jak Wy sobie z takim postępowaniem radzicie. A nawet świadomość, że są inni ludzie, którzy też stykają się z takimi problemami.
Tłumaczę sobie ich postępowanie tym, o czym przypomniałeś Adamie, że nie wiedzą co czynią. Prawdziwego Boga i prawdziwego Kościoła nie znają, ale i nie chcą poznawać „od środka”, więc wyobrażenia o Nich mają daleko odbiegające od prawdy. I te moje słowa to nie stwierdzenie, że ja, albo w ogóle my katolicy, wszystko wiemy, bo wręcz dopiero widzę jak bardzo trzeba by poznawać Pana Boga więcej niż dotychczas.
Może rzeczywiście jakoś musiałabym wspomnieć, że grzechy w Kościele to nie wina Pana Boga. Na pewno powiem też jak jest mi przykro, bo do Kościoła i ja należę.
Chciałabym spytać jeszcze czy macie doświadczenia odpowiadania na pytania „po co chodzicie do Kościoła” ludziom, w których pojęciu Msza to jakieś zupełnie niezrozumiałe zgromadzenie zupełnie nierozumianych przez nich ludzi, a zgodnie z ich tokiem rozumowania co do Pana Boga – „Bóg z ich wyobrażeń” jeśli już w ogóle jest, ustanowił prawa zupełnie dla nich nieakceptowalne, których w ogóle nie zamierzają respektować?

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: G_JP (---.nycmny.fios.verizon.net)
Data:   2018-10-07 20:12

Możesz znajomym przytoczyć poniższe słowa Pisma Świętego i powiedzieć, że jeżeli człowiek nie uczestniczy we Mszy Świętej, to nie ma okazji przyjąć tego wspaniałego daru, którym jest sam Chrystus w postaci Komunii Świętej.


J 6, 48-51, 52-58

"48 Jam jest chleb życia. 49 8 Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. 50 To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. 51 Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata». (...)
53 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez9 Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: B. (---.191.90.219.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2018-10-07 22:17

„po co chodzicie do Kościoła”

Niżej cytuję Ci kilka biblijnych uzasadnień. W czasie rozmowy z koleżankami możesz użyć jednego z nich, w czasie innej rozmowy - kolejnego, nawet jednym zdaniem. Oto te uzasadnienia:

Chodzimy do kościoła na niedzielne Msze Święte, bo wypełniamy Przykazanie Boże "Pamiętaj abyś dzień święty święcił".

Podczas Mszy Świętej czytane jest Słowo Boże (słuchamy nauki Pana Boga):
„Przyjmijcie tę księgę, którą wam przesyłamy, aby była odczytywana w dniu święta i w dniach zebrań” (Ks. Barucha 1,14)

----------------
Podczas Mszy Świętej sprawowana jest Ofiara Eucharystii, jak to nakazał Pan Jezus:
„Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!” Ewangelia Łukasza 22,19)

„i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę!” (1 list do Koryntian 11,24)

„Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę!” (1 list do Koryntian 11,25)

"53 Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie." J6,53
----------------

Pan Jezus jest założycielem Kościoła i jego Nadprzyrodzoną Głową. Kościół jest jego Ciałem (także fizycznym, każdy, kto przyjął Komunię Św. i ma w ustach Ciało Pana Jezusa, jest żywym Tabernakulum, a Ciało Pana Jezusa poprzez proces przyswajania pokarmów staje się fizycznie ciałem tego człowieka). Człowiek ten jest więc święty (jego ciało), a wielu takich ludzi (czyli Kościół) - Święty Kościół.

„I On jest Głową Ciała - Kościoła. (...).” (List do Kolosan 1,18)

„I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła” (List do Efezjan 1,22)

Pan Jezus powiedział Apostołom:

„Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał.” (Ewangelia Łukasza 10,16)

Pan Jezus przyrzekł Apostołom (Kościołowi), że ich decyzje będą respektowane w Niebie:

„Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Ewangelia Mateusza 18,18)

„I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Ewangelia Mateusza 16,19)

Pan Jezus dał Apostołom prawo odpuszczania naszych grzechów (sakrament pojednania, spowiedzi):
„Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.” (Ewangelia Jana 20,23)
Zatem do kościoła chodzimy także po odpuszczenie grzechów, do spowiedzi.

„Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem (...)” (List do Hebrajczyków 10,25)

Niech Pan Bóg umocni Cię. Pozdrawiam :)

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2018-10-08 05:10

Katoliczko 7, przykrych doświadczeń z powodu braku wiary u bliźnich jest wiele w różnych środowiskach. Występują w rodzinach, występują też i na ulicach.
W niedzielę, idąc na Adorację Najświętszego Sakramentu byłam bezpośrednim, przypadkowym świadkiem przemarszu demonstracji wykrzykującej antykościelne hasła. Patrząc na zacięte twarze tych osób, na energię z jaką wykrzykują, na treść transparentów, pierwsza myśl wobec nich była wroga. Ale szybko przyszło opamiętanie i podczas Adoracji oddałam ich Miłosiernemu Chrystusowi z modlitwą by wybaczył, bo nie wiedzą co czynią.
Jak widzisz, w różnych miejscach spotykamy takie "zakłady pracy"

"Chciałabym spytać jeszcze czy macie doświadczenia odpowiadania na pytania „po co chodzicie do Kościoła”
Polecam Ci piękne konferencje ks. Wojciech Węgrzyniaka "Po co i jak czytać Pismo Święte" 1,2,3 (klik)


Odpowiedź na pytanie po co chodzimy do kościoła odnajduję w Słowie Bożym.

"Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie». (Mt 16, 18-19)
Chodzimy do kościoła, bo przynależymy do wspólnoty Kościoła.

"To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia" (2P1,20)
Kościół, w kościele wyjaśnia mi Słowo Boże.

" A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane». (J 20, 21-23)
Żadne wyznanie grzechów w lesie czy na łące nie ma mocy odpuszczania grzechów.

"Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!» Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: «Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana." (Łk 22, 19-20)
Wierzymy, że w konsekrowanej cząstce Chleba i Wina jest żywe Ciało i Krew Chrystusa. Przyjmujemy ten dar z rąk kapłanów, apostołów Kościoła.

Sakramenty Chrztu, Bierzmowania, Małżeństwa mają swoje źródło w Piśmie Świętym. Przyjmujemy je we wspólnocie Kościoła.

Innych argumentów jak np. uczestniczenie w obrzędach wynikających z tradycji,(woda na młyn niewierzących) modlitwy indywidualnej przed Najświętszym Sakramentem możesz użyć zależnie od toku rozmowy.

Katoliczko, bądź jednak ostrożna, żebyś w pragnieniu uzdrawiania dusz koleżanek nie poszła w natarczywość. Konsekwentnie dbaj o szacunek dla Twojej wiary, dawaj jej świadectwo przez spokój, miłość bliźniego, módl się i pamiętaj, że wiara jest łaską a Pan Bóg dał nam wolność wyborów. Siej ziarno ale nie ciągnij za pojawiające się listki, by ich nie urwać. Ziarno kiełkuje dla każdego w swoim czasie.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: dali (---.play-internet.pl)
Data:   2018-10-08 19:32

Odpowiadanie cytatami z Pisma Świętego ludziom niewrzącym, jest dla mnie trochę bez sensu. Oni przecież pytają Ciebie dlaczego chodzisz do kościoła a nie biblii. Ja bym powiedziała, że tam jest Ktoś do kogo chcę przychodzić. Nie ksiądz, nie muzyka, nie obowiązek, tylko KTOŚ. Ktoś kto nie wierzy w Boga tego nie zrozumie, ale to jest moje świadectwo. Tylko tyle. Takie sytuacje mogą się przysłużyć naszej jakości wiary, sami zadajemy sobie wtedy pytania, po co chodzę do kościoła, dlaczego wierzę Bogu skoro inni żyją bez Niego. Może to być czas Twojego wzrostu w wierze.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Adam S (---.96.123.87.kompex.pl)
Data:   2018-10-09 15:31

Wiosną tego roku, gdy podejmowałem pewne działanie ewangelizacyjne, pewien ksiądz zapytał mnie, po co chodzę tak często do Kościoła - jak to uzasadnię (bo staram się częściej niż raz w tygodniu). Powiem szczerze, że to pytanie mnie zatkało, bo nie umiałem tego jakoś racjonalnie wyjaśnić. Wtedy on (ksiądz) powiedział mi coś co mnie mocno poruszyło. Powiedział, że przychodzisz dlatego aby spotkać się z PRZYJACIELEM. Wtedy mnie olśniło!
Dokładnie tak, chodzę do Kościoła, bo chcę się spotkać z moim Bogiem, Panem mojego życia, ale i przyjacielem (por. J 15, 14-15). Jezus stał mi się bliski jak przyjaciel i dlatego chodzę się z Nim spotkać. Nieustannie Go szukam, bo chcę i pragnę Go poznawać coraz bliżej. Właśnie dlatego chodzę na mszę - aby Go spotkać i poznać. To niełatwe, to mnie przerasta, ale i tak próbuję. Bo takie mam pragnienie. Bo taki jest wybór mojego serca. Bo taka jest moja decyzja.

Jeśli i Ty tak masz, to właśnie tak możesz to uzasadnić.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-10 23:05

Tak właśnie jest jak piszecie, Msza to spotkanie z Bogiem, Przyjacielem. Ale w takiej atmosferze, jaka panuje w pracy nie potrafię o tym świadczyć. Co dopiero mówić o natarczywości.
Teraz dochodzą tam jeszcze czyjeś pretensje o to, że został ochrzczony i zamiłowanie do symboli przeciwnych chrześcijaństwu. Od momentu założenia przeze mnie wątku, w ogóle chyba od początku mojej pracy w tym miejscu, nie było dnia, żeby nie były poruszone tematy przeciwne wierze. Kiedyś nie wytrzymam psychicznie i wtedy mogę się odezwać, już nie tak spokojnie jak wcześniej, ale wtedy pewnie te osoby będą się ode mnie izolować, żeby móc bez wyrzutów sumienia psioczyć na wszystko co z naszą wiarą związane. A ja będę tym najgorszym pracownikiem, najgorszym, bo mającym odwagę powiedzieć coś nie po ich myśli. A i tak jestem tam "najsłabszym", bo najnowszym "ogniwem". Chciałam pracować w pracy zgodnej z wolą Bożą a teraz czuję się jak zdrajca. Myślałam jednak, że opowiedzenie się za Panem Bogiem i Kościołem raz, albo nawet nie przytakiwanie im, da coś komuś do myślenia a tu też się myliłam. Pozostaje mi się modlić za te osoby, ale czuję, że to nie jest wszystko, czego Pan Bóg ode mnie oczekuje. I nie mogę sobie darować.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2018-10-11 10:34

Nie wiem, czego nie możesz sobie darować. Naprawdę - albo inaczej - jestem przekonana o tym, że - nie masz obowiązku systematycznie świadczyć słowem wtedy, gdy wywołuje to agresję. Masz swoje granice psychiczne, wytrzymałość, to raz. Po drugie nie chodzi o to, by wywoływać regularne starcia na tle wyznaniowym. Po trzecie nie wszyscy muszą być gotowi na wysłuchiwanie wynurzeń o spotkaniu z Bogiem - Przyjacielem.

Może i dobrze, że pozbywasz się złudzeń. Świat niekoniecznie jest przychylny wierzącym. Nikt tego nie obiecał. I nie zobowiązał do życia w getcie-tak-samo-myślących. Ani do świadczenia w sposób, jaki MY sobie wyobrażamy jako szybki i skuteczny.

"Myślałam jednak, że opowiedzenie się za Panem Bogiem i Kościołem raz, albo nawet nie przytakiwanie im, da coś komuś do myślenia a tu też się myliłam."
Może. Niekoniecznie. Bo?

1) Nie wiesz, czy nie dało do myślenia, niekoniecznie to musisz widzieć i wiedzieć. Niekoniecznie zobaczysz kiedykolwiek. Niekoniecznie ujawni się od razu (może za 55 lat, może na minutę przed śmiercią, co daj Panie Boże). Niekoniecznie tego doświadczysz. I niekoniecznie musisz mieć satysfakcję, że zadziałało Twoje słowo czy zachowanie. Nikt z nas nie musi zobaczyć owoców (dla własnej pychy? moje słowo zadziałało?).
Niepotrzebnie masz po chwili nowej pracy poczucie porażki czy zdrady.
Zostaw to Bogu.
Rób uczciwie swoje.
Właśnie, zawsze warto pamiętać: od zbawiania świata jest ostatecznie Pan Jezus a nie my.

2) Nie wiesz, dlaczego te osoby zachowują się jak się zachowują, może ktoś je skrzywdził albo mają jakieś poczucie winy i wypierając je, atakują Kościół. Jest w tym może ich sekret i owszem, mają do niego prawo. Nie muszą się otwierać przed współpracowniczką, i to nową.

Zatem jeśli się myliłaś, to co do tego, że ho-ho-ja-katoliczka zachowam się jak trzeba, powiem i zobaczę owoc, bo mam dostrzegalny wpływ.
Nie wiesz, jaki masz wpływ. Nie wiem, jaki mam. I warto się z tym pogodzić, że nie musimy wiedzieć.

A jeśli chcesz wiedzieć, czego Pan Bóg od Ciebie oprócz modlitwy oczekuje, to módl się cierpliwie. Kiedyś zrozumiesz. Może za tydzień, może za lata całe.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Adam S (---.96.123.87.kompex.pl)
Data:   2018-10-11 14:55

Jeśli mogę coś zasugerować, to po prostu poproś aby w twojej obecności nie poruszali tematów wiary w kontekście obrażania lub krytykowania. Powiedz prawdę - czyli że ciebie to rani, dlatego że Jezus jak i Jego Kościół jest Ci bliski i drogi.

Można to uzasadnić, że przecież oni sami by się źle czuli gdyby ktoś obrażał albo krytykował ich najbliższych, nawet gdyby krytyka była uzasadniona.

Po prostu przyznaj się do wiary w Jezusa i powiedz że dla ciebie On jest żywy i prawdziwy. Moim zdaniem takie świadectwo (oparte na prawdzie) z pewnością będzie się Panu Bogu podobać.

Błogosławię ci w Chrystusie Jezusie.
adam

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Mick (---.play-internet.pl)
Data:   2018-10-13 09:44

Jeśli nie dasz rady zacznij szukać nowej pracy. Też kiedyś byłem posłany do osób niewierzących - myślałem, że jesteśmy jedną wielką rodziną a dobry Bóg chce ich nawrócenia. Bo na pewno chce.
Jak mówiłem pewnej Magdzie o spowiedzi powiedziała:
"Zastanowię się" - bardzo wtedy mnie to uradowało.
Na efekty nie musiałem długo czekać, w ciągu najbliższych 2 miesięcy zostałem przez nią okradziony na kwotę około 30 000 zł, zostałem zwolniony z pracy bez świadectwa pracy i jakiegokolwiek kontaktu, próby wyjaśnienia a pit otrzymałem pocztą. Chwilę wcześniej przed tym zdarzeniem dowiedziałem się, że pewna osoba
pracująca z nami (siostra Madzi) podczas wyznania wiary w kościele musi z niego wyjść bo nie może wytrzymać (także obie te osoby wymyśliły jak się mnie pozbyć - a jestem pewien, że zwyczajnie brały udział w tym złe duchy)
Także zło nie śpi i jak jesteś w stanie znosić takie trudności to próbuj. Ale jeśli zacznie się ktoś przy Tobie nawracać to prawdopodobne, że pojawią się trudności jakich nawet nie widziałaś.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-13 11:29

Będę brać sobie do serca Wasze słowa. Cieszę się, że podajecie przykłady.
Haniu piszesz o pysze. Pewnie faktycznie masz rację. Tylko, że piszę tutaj odważnie a tam boję się odezwać, bo słysząc takie napastliwe słowa czuję się "inna", "niedostosowana" do nich. Jeśli ciągle słyszę słowa o zacofaniu katolików, o ich zmanipulowaniu przez "pazernych księży" to te słowa nie sprawiają, żebym czuła się w jakikolwiek sposób lepsza, mądrzejsza od tych "postępowych" osób. Ich słowa wręcz wpędzają mnie w coś w stylu poczucia winy. I boję się, że taka sytuacja nie umocni ani ich, ani mojej wiary. Choć przecież to Boga i Kościoła chcę słuchać a nie ich.
Nie chcę, żeby było tak, że o Kościele więcej będą mieli do powiedzenia ci, którzy - jeśli w ogóle byli ochrzczeni, wypierają się tego i na Msze nie chodzą. Ale też pozytywnym przykładem, przy okazji takich antykościelnych ataków, były słowa osoby z zewnątrz. I też chciałabym tak potrafić rozmawiać. Doceniam też fakt, że dzięki tej pracy mam styczność z innym zakładem, w którym pracują osoby na bieżąco udzielające się w Kościele, i to w moim wieku (te atakujące Kościół są starsze, przez co chyba tym bardziej chcą mnie uświadamiać). Ale to nie z nimi spędzam kilka godzin dziennie codziennie rozmawiając o sprawach wiary.
Dobrze, że jest teraz weekend, jutro Msza i choć chwila wytchnienia.
Nie wiem co bym bez Was zrobiła :)

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2018-10-14 00:31

"... czuję się "inna", "niedostosowana" do nich"
Ależ nie mamy obowiązku być dostosowani! Ani tacy sami jak inni, zawsze podporządkowani czyimś wyobrażeniom itp.
I co więcej - powtórzę zdanie pewnej osoby (autorka cenionych książek, kierownik duchowy na rekolekcjach zamkniętych itp.):
"nie urodziłam się po to, aby się wszystkim podobać".
Chęć sprostania czyimś oczekiwaniom (być jak inni, być dostosowaną) bywa problemem. W dowolnym obszarze, niekoniecznie wiary.

"Jeśli ciągle słyszę słowa o zacofaniu katolików, o ich zmanipulowaniu przez "pazernych księży" to te słowa nie sprawiają, żebym czuła się w jakikolwiek sposób lepsza, mądrzejsza od tych "postępowych" osób. Ich słowa wręcz wpędzają mnie w coś w stylu poczucia winy".
Zaraz, a czemu czujesz się winna. Co bierzesz na siebie? Jaką winę?
Pomyśl logicznie:
Pazernym księdzem nie jesteś, prawda?
Uważasz się za zmanipulowaną przez księży? tak? No to na dodatek byłabyś ofiarą, a nie osoba ponoszącą winę. Nie czujesz się zmanipulowana? No to gdzie Twoja wina?
Jejku, dlaczego wszystko przekładasz na siebie? na jakiejś ciągłe ja-ja-ja?
Gadają co chcą, a Ty reagujesz poczuciem winy na to, co Ciebie nie dotyczy...

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Mick (---.play-internet.pl)
Data:   2018-10-14 09:38

To bardzo ciekawe, że najwięcej mają do powiedzenia o Kościele osoby, które w ogóle do niego nie chodzą. Co do pazerności księży - niech szanowne Panie się zastanowią kiedy to ostatnio dały się naciągnąć przez kapłana?
Chodzę do kościoła od dziecka i nigdy nie naciągnął mnie żaden kapłan na nic więc jak to możliwe? To dość częsty argument osób nie tyle niewierzących co zwyczajnie atakujących Kościół.
U podnóża takich sytuacji często leżą własne grzechy tych osób i pycha niepozwalająca im na szczere spojrzenie na swoje wnętrze.
Moja przyjaciółka Madzia o której wspomniałem w innym wątku miała dokładnie takie same
argumenty jak Twoje koleżanki chociaż przy szczerych rozmowa zaczynała się zastanawiać nad sobą.
Niestety jednak wygrała jej własna pycha (dalszy brak spowiedzi - cudzołóstwa, wróżby, oszustwa itd) i chęć wzbogacenia się o 30 tys. zł :)
Kiedyś czytałem, że duchy od wróżb są jednymi z najbardziej paskudnych - nie pozwalają innym duchom odejść od danej osoby.

Pozdrawiam

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-17 19:54

Dziękuję raz jeszcze.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: opq (---.unknown.vectranet.pl)
Data:   2018-10-17 22:50

W Biblii jest napisane: 'Błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają' Łk 6,28.
Swoją sytuację potraktuj - dopóki nie znajdziesz innej pracy- jako próbę. Spróbuj błogosławić te panie - w sercu /w myślach/ lub głośno do nich, gdy tylko zaczną mówić coś na temat. Po prostu: Niech panią Bóg błogosławi.
Czy nie dałoby się przenieść do innego pokoju, by z nimi nie siedziec? Czy jest możliwe w Twojej pracy słuchanie ze smartfona/odtwarzacza na słuchawkach muzyki np uwielbienia, gdy panie zaczną swój temat? Taki azyl dla Ciebie.

Pozdrawiam

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-18 17:25

Nie da się przenieść niestety. Chociaż też już o tym myślałam. I słuchać muzyki też się nie da.
Obecnie panie są na etapie wyrażania dezaprobaty dla osób nierozumiejących czynów homoseksualnych oraz relacji zwanych trójkątami, bo tylko jakiś "fanatyk religijny" może zabraniać komuś być szczęśliwym. Jeśli zaczną o czymś mówić, trwa to chyba z kilkadziesiąt minut, potem powracają do tematów.
Ja boję się zmiany pracy, bo strach pomyśleć do jakiej pracy mogłabym trafić w następnej kolejności. Zmieniając poprzednią chciałam poprawić swoją sytuację a pod tym względem ją pogorszyłam, bo w poprzedniej kierownictwo miało pod tym względem delikatnie mówiąc zdrowe poglądy, poza tym wszyscy byli zwyczajnie zajęci pracą i nikt nie miał czasu na mielenie takich tematów godzinami.
Jestem strzępkiem nerwów. A myślałam, że ta praca jest darem od Pana Boga. Chyba jednak nie jest.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: MM (---.play-internet.pl)
Data:   2018-10-21 10:24

Więcej wiary w siebie, naprawdę, szczególnie w kontaktach z osobami, którym podlegasz. Masz wpojoną dużą uległość wobec osób z większą władzą niż Ty. Natomiast to tacy sami ludzie jak inni, mają swoje wady i zalety, Ty wydajesz się skupiać tylko na wadach. Trzeba z nimi normalnie rozmawiać, przedstawiać swoje racje, bez agresji, i niekoniecznie z płaczem i najlepiej na początku konfliktu, żeby nie doprowadzać do jego eskalacji.
Nie wiem czy wdawanie sie w dyskusje teologiczne ma sens w Twoim wypadku, jesteś osobą niezwykle wrażliwą. Może lepiej zmieniać temat, wychodzić z pokoju pod jakimkolwiek pozorem (zanieść dokumenty, umyć kubek), czy one naprawdę rozmawiają tylko na takie tematy przez osiem godzin?? Gdy zaczynają rozmawiać na tematy, które Ci nie odpowiadają przekieruj rozmowę na tematy służbowe zadając na przykład jakieś pytanie - jak coś zrobić. Czy one w ogóle wiedzą że jesteś osobą wierzącą i że te tematy Cię ranią? To pierwsza sprawa, która powinnaś zakomunikować. Prosto i jasno - słuchajcie, jestem osobą wierzącą, chodzę do kościoła i cenię sobie nauczanie Jezusa, nie podoba mi sie taki temat rozmowy, zmieńmy to proszę, na pewno są jakieś ciekawsze tematy, które możemy poruszać. Trochę więcej stanowczości życzę, także w kontaktach z przełożonymi.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: katoliczka 7 (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-10-21 15:56

MM, chyba właśnie trafiła(e)ś w sedno. Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. Mam nadzieję, że będę potrafiła Wasze rady wcielić w życie. Zawsze byłam bardzo uległa a jeśli już zdarzyło mi się odezwać, żałowałam tego potem. Chociaż, jak widzę po poprzednim pracodawcy, może właśnie byłoby inaczej, gdybym potrafiła rozmawiać z nim w odpowiedni sposób, bo choćby po jednej z rozmów mimo że racji nie przyznał, zdarzyło mi się jednak w późniejszym czasie zauważyć zmiany. Też cały czas wyrzucam sobie, że gdybym rozmawiała z nim w inny sposób, albo w ogóle gdybym rozmawiała częściej zamiast milczeć, byłoby zupełnie inaczej. Ale po prostu bałam się z nim rozmawiać, tu jest tak samo, a wręcz gorzej, bo w poprzednim miejscu pracując kilka lat wiedziałam, że pracę na lata całe mam zagwarantowaną. Tu jeszcze pracuję na stałą pozycję.
Jeśli można, ogromnie proszę o modlitwę, żebym w odpowiedni dla tych osób sposób i w odpowiednich momentach potrafiła albo milczeć, albo rozmawiać, reagować na takie tematy i żebym nawet, jeśli nie uda mi się być świadectwem, nie była antyświadectwem przynajmniej.

 Re: Boży pokój w sercu a antykościelne środowisko
Autor: Gosia (---.wieszowanet.pl)
Data:   2018-10-21 21:56

Katoliczko, modlitwa modlitwą, ale to trzeba w sobie wypracować. Tak jak nie załatwi się modlitwą mięśni i kondycji do chodzenia po górach. Chyba, że prosi się o cud. Ale tak zwyczajnie i dla naszego dobra to praca nad sobą - np. nad właściwym wyrażaniem emocji (najpierw nauczyć się je dla samej siebie nazywać) i panowaniem nad sobą, poczuciem własnej wartości, asertywnością itd. Praca oczywiście połączona z Bożą pomocą, prowadzeniem przez Boże słowo. Jeśli samemu trudno, dobrze wziąć udział w jakichś warsztatach.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: