logo
Środa, 20 luty 2019
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: refleksja (35 l.) (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2018-11-27 13:19

Proszę o kilka słów pomocy, jakiegoś spojrzenia z zewnątrz. może Pan Bóg Wam coś podpowie, bo mi to Pan Bóg mówi, że mam się radować i ufać, bo On mnie z tego wyprowadzi. Ale ta obietnica, choć już jakiś czas trwa, w żaden sposób fizycznie nie zmienia sytuacji, ani mojej mamy, ani mojej. Może Wam Pan Bóg coś więcej powie. Otóż mój tata - przy mnie - nagabuje mamę seksualnie. Najpierw się do niej zaleca, mama jest do niego serdeczna, miła - a wtedy on coś wulgarnie do niej zagada, potraktuje ją przedmiotowo i mama nagle smutnieje, sztywnieje - a on się obraża i rzuca kolejne wulgarne hasła. Ja się wtedy zamykam w pokoju i ryczę, bo cierpię, że mama musi tak cierpieć. A sama nie mogę nic powiedzieć, bo tata mnie wyzwie, że się wtrącam. Jest też silniejszy fizycznie i jak jest wściekły, to się go boję, chociaż mam już 35 lat. Tak się złożyło, że mieszkam z rodzicami i jestem bezrobotna. I z góry zaznaczam, że nie chodzi mi tu o temat mojego mieszkania z nimi, czy bezrobocia. Chodzi tylko o to, jak pomóc mamie w tej sytuacji. I tacie też - żeby nie zatracał swojej duszy. On, oprócz tego, co mówi mamie, wyzywa nielubianych przez siebie ludzi od śmieci i śmierdzieli oraz życzy im śmierci i piekła - a chodzi co niedzielę do Komunii i mówi, że wszystko jest w porządku. Tymi samymi ustami, którymi najpierw przyjmuje Jezusa, potem wulgaryzuje i dokucza mojej mamie. Jak ratować mamę i tatę? (Uprzedzając ewentualne Wasze pytanie - tata NIE pije alkoholu).

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: Magdalena (---.centertel.pl)
Data:   2018-12-06 19:53

Jak ratować mamę i tatę? Spojrzenie z zewnątrz.

A wiesz co refleksjo? Uważam, że twoja "refleksja" jest trochę nie na miejscu, bo wtrącasz się w pożycie małżeńskie swoich rodziców. Są dorośli. Ta sprawa należy do nich, a nie do Ciebie. Weszłaś w rolę przyzwoitki; martwisz się o "duszę" swojego taty. Każdy z nas osobiście odpowiada przed Bogiem za popełnione grzechy. Z cudzych grzechów przecież się nie spowiadamy. Nie wolno.

Mama jest dorosłą osobą, poczytalną i odpowiedzialną, i wie co ją może razić, odpychać, mierzić a co nie. A może to Ty dokonałaś błędnego oglądu? Może w rzeczywistości tak nie jest? A może coś przejaskrawiłaś mimo dobrej woli? Czy mama skarżyła Ci się i prosiła, wręcz błagała o pomoc? Czy tak było?

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: Lilka (90.174.3.---)
Data:   2018-12-07 21:03

Rozumiem Twoja troske o Mame. Jednak to co dzieje sie w malzenstwach zazwyczaj wyglada zupelnie inaczej z zewnatrz. Jesli ofiara nie jest bita, ponizana, wykorzystywana to mysle, ze nie trzeba i nawet nie ma jak interweniowac. Nie znasz szczegolow pozycia rodzicow. Nie znasz ich tajemnic.

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: refleksja (---.eaw.com.pl)
Data:   2018-12-07 21:27

Nikt nie wczytał się dokładnie w słowa, które tu napisałam. Nikt nie doczytał o tym, że słowa taty są A) cyniczne (towarzyszy im dziki, wściekły śmiech) B) wulgarne, poniżające.

Nie będę przecież przytaczać literalnie jego słów, bo moderator nie puści tego.

W takiej sytuacji proszę, w ogóle nie piszcie. To forum pomocy, a nie forum zadawania krzywd. Ludzie tu piszą z prośbą o pomoc, a nie z prośbą o dobicie. Po prostu.

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: Hanna (---.pool85-51-159.dynamic.orange.es)
Data:   2018-12-07 23:32

1. Czy jesteś w stanie przyjąć, że sensowna pomoc bywa inna niż sobie wyobrażasz?

2. O dzikim, wściekłym śmiechu i cynizmie wcześniej nie pisałaś, więc nie dziw się, proszę, że nikt tego nie wyczytał, nie doczytał. Widzisz, nikt nie musi a często i nie może się domyslać... Nie warto obwiniać za niewykonalne.
Jedna z pierwszych zasad psychologii komunikacji: nikt nie ma obowiązku się domyślać...

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: Lilka (---.wtvk.pl)
Data:   2018-12-07 23:35


To nie tak, ze sie nie wczytalysmy. To trudna sprawa. Co mozna zrobic? 1. Porozmawiac z tata i powiedziec o swoich odczuciach. 2. Zglosic na policje nekanie psychiczne mamy. 3. Modlic sie za rodzicow. 3. Wyprowadzic sie z mama z domu 4. Zaproponowac separacje i rozwod. Duzo mozna. Od jak dawna trwa ta sytuacja? Jak bylas dzieckiem bylo podobnie? Co mama na to odpowiada? Dlaczego nie odejdzie? Wiesz, trzeba stawiac granice. W malzenstwie rowniez. Znam przypadki, ze malzenstwa “ spelniaja sie” i sa szczesliwe klocac sie. A gdy jedno wyjedzie do sanatorium tak za soba tesknia, ze kloca sie przez telefon. Inne pary sa razem z przyzwyczajenia, bo gdzie i za co ma sie wyprowadzic? Uznaja ze dotychczasowy komfort zycia jest wazniejszy niz duma i wola znosic glupie teksty niz sie wyprowadzic. Nie mamy czarodziejskiej rozdzki zeby zmienic Twojego tate. Dlaczego mama jeszcze go znosi? Jestes pewna ze mama wolalaby mieszkac sama i nie musiec sluchac Taty? Nie ma on zadnych zalet? Ja np. bardzo sie z mezem kloce, co codziennie i o wszystko. Moi rodzice i tesciowa jak slysza te awantury to placza i nam proponuja separacje. Ale my sie odnajdujemy w tym, rozumiemy sie, wiemy, ze mamy takie wybuchowe charaktery i po kilku minutach sobie wybaczamy. A rodzina jeszcze po miesiacu nas pyta o konkretna klotnie, ktorej my juz nie pamietamy, bo bylo 30 nastepnych. Kazde malzenstwo ma swoj swiat. A ile jest takich gdzie na zewnatrz wszystko wyglada ok, a para sie nie nawidzi? Ciezko ocenic....
,

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: refleksja (---.eaw.com.pl)
Data:   2018-12-08 14:01

Nie każę się domyślać - ani tu, ani w życiu realnym. Zazwyczaj staram się mówić wszystko wprost, bo wiem, że tylko to sprzyja zdrowiu relacji.

Tutaj też.

Napisałam w moim pierwszym poście takie słowa:

"...on coś wulgarnie do niej zagada, potraktuje ją przedmiotowo i mama nagle smutnieje, sztywnieje - a on się obraża i rzuca kolejne wulgarne hasła."

oraz:

"...oprócz tego, co mówi mamie, wyzywa nielubianych przez siebie ludzi od śmieci i śmierdzieli oraz życzy im śmierci i piekła..."

To wszystko zostało napisane w pierwszym poście. Nie napisałam tylko o wściekłym śmiechu. Ale napisałam o wulgaryzmach, przedmiotowym traktowaniu.

Modlić się modlę, rozmawiać z rodzicami - rozmawiam. Ale nie pomaga. Tata ma wiele dobrych cech. Obie go z mamą kochamy, dlatego nas to tak bardzo boli. To raczej mama nie komunikuje wprost swoich potrzeb, bo właśnie "nie skarży się, nie prosi, nie błaga o pomoc". Nie. Ona 'tylko' ma łzy w oczach, milknie i sztywnieje. Zamyka się w sobie. Taka postawa jest gorsza. Prowadzi do wielu chorób i śmierci. Dlatego wpadam w panikę, że mama umrze, a tata - przystępując w tym stanie do Komunii - pójdzie do piekła.

Dzięki Lilka za Twoje świadectwo, odnośnie Twojego małżeństwa. Mimo to płaczę, bo się boję - tych dwóch rzeczy, o których wspominałam...

Pytasz, czy tak było zawsze... Tata miał agresywne momenty w moim dzieciństwie - głównie do mnie (był surowym tatą, stosował kary fizyczne). Ale nigdy nie ubliżał mamie - zwłaszcza w sferze seksualnej. Przeciwnie, był bardzo delikatny. Do mnie też przykro mówi - w dzieciństwie tego nie było, a przynajmniej nie w takim natężeniu. Teraz często, jak wchodzę mu w drogę, mówi, że się kręcę, jak "g... w przeręblu". To tylko przykład. Obawiam się, że może mieć raka mózgu, albo początki alzheimera, ale on nie pójdzie do lekarza, żeby się zdiagnozować. Jest silniejszy fizycznie i czasem agresywny. Więc staram się nie wchodzić mu w drogę, jak jest zły. Nie bije nas, ale pamiętam dzieciństwo i wiem, że wtedy było ostro. Teraz - bardzo, bardzo rzadko - ale potrafi mocno szarpnąć. Dlatego nie chcemy, by to eskalowało, jak jest zły. Sam też był bardzo bity, jako dziecko. Kiedy płakał, był wyśmiewany. Ale też bardzo wrażliwy. Jak się czuje zraniony, potrafi się rozpłakać. Nikt nie chce jego krzywdy. Kiedyś, kiedy był wściekły i prawie miał sie rozpłakać, mówię mu: "Tata, wszyscy cię tu kochają, nikt cię nie chce skrzywdzić, po prostu prosimy cię o coś". Tata wrzasnął: "Zamknij się! Nie chcę cię słyszeć! Zamknij się!". Wiem, że przydałaby mu się terapia, diagnoza lekarska. Ale on ma staroświeckie poglądy. Do terapeuty nie pójdzie, bo wariatem nie jest. A lekarz mu nie potrzebny - on się dobrze czuje.

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: ghgh (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2018-12-08 18:49

A wyobraź sobie autorko postu, co by było gdyby do kościoła nie chodził i nie przystępował do komunii...

Refleksja, jakiej Ty chcesz podpowiedzi poza propozycją rozmowy i modlitwy?
Mamy Ci napisać, że masz na niego naskarżyć do proboszcza? Nasłać kogoś? Puścić mu filmik o tym jak należy podrywać żonę? Czego Ty chcesz?
Masz 35 lat, jesteś bezrobotna i mieszkasz z rodzicami. I piszesz, że tacie jest potrzebna terapia. Heh.

 Re: Przyjmuje Jezusa, a potem wulgaryzuje i dokucza.
Autor: G_JP (---.nycmny.fios.verizon.net)
Data:   2018-12-08 20:22

Może mogłabyś odmówić Nowennę Pompejańską w intencji Twojego taty i powierzyć go Maryi w opiekę. Święty Paweł zwraca uwagę w Liście do Efezjan, by wśród chrześcijan nie było niedorzecznego gadania lub nieprzyzwoitych żartów, zatem oczywiście wszyscy powinniśmy mieć to na uwadze w naszym zachowaniu. Myślę, że Maryja pomoże Twojemu tacie.

http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1032#W3

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: