logo
Poniedziałek, 23 września 2019
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Porzucona, nowy związek. Gdzie moja wina?
Autor: Asia (---.sileman.net.pl)
Data:   2019-08-06 15:06

Jestem rozwódką. Po 3 latach małżeństwa zostałam zdradzona (mąż się wdał w związek z koleżanką z pracy). Po tym jak mi to zakomunikował tego samego dnia wyprowadził się do niej. Szansy na ratowanie małżeństwa nie było żadnych, gdyż jak on stwierdził "zakochał się", a do mnie już nic nie czuje, poza szacunkiem jako do matki swojego dziecka. To on też złożył pozew o rozwód i nie było nic, co go by od tego powstrzymało, gdyż plan na życie miał już ułożony inny.
Obecnie on z tamtą kobietą są już po ślubie cywilnym i mają dwoje dzieci. Szansy na powrót nie ma absolutnie żadnych.
Zostałam porzucona z rocznym dzieckiem, przeżyłam prawdziwy koszmar przechodząc przez całą sprawę rozwodową, na której on się pojawiał w towarzystwie swojej nowej partnerki i przez dobrych kilka lat nie potrafiłam się pozbierać w tej sytuacji zmagając się z problemami stricte przyziemnymi, życiowymi, finansowymi, bo mając małe dziecko jednocześnie musiałam zarabiać na chleb i dach nad głową, po pracy goniąc do żłobka i modląc się by nie utknąć w korku po drodze jeszcze robiąc zakupy. Życie w wiecznym stresie i gonitwie, co przypłaciłam depresją i zaburzeniami lękowymi, gdyby nie pomoc rodziny, nie wiem czy jeszcze bym była na tym świecie.
W końcu i ja poznałam kogoś, nasza znajomość rozpoczęła się od przyjaźni, ale z czasem przerodziła się w miłość. Jest dobry dla mnie,kocha mnie, dba o mnie i dziecko, któremu praktycznie zastępuje ojca, bo rodzony ojciec po tym jak założył nową rodzinę naszym dzieckiem przestał się także interesować. Ostatnio zaczęliśmy rozmawiać o ślubie. I stąd może moje rozterki, poczucie niesprawiedliwości, gdyż wg Kościoła wiążąc się z innym mężczyzną będę już do końca żyć w grzechu, nie będę mogła sakramentów przyjmować.
Czym ja zawiniłam? Do końca życia mam żyć samotnie, nie poczuć już nigdy miłości, walczyć dzielnie sama ze wszystkim jako samotna matka, moje dziecko ma nie mieć nawet namiastki normalnego domu? Gdzie ja grzech popełniłam? Gdzie mój narzeczony grzech popełnia? Za to, że jest dobrym człowiekiem? Za to, że chce dbać o mnie i moje dziecko, że chce cudzemu dziecko ojca zastąpić i ze mną rodzinę stworzyć?
Próbowałam nawet z biblii się dowiedzieć, kto mnie tak potępia i za co i nie znalazłam. Wszystkie przypadki tam opisane dotyczą innych sytuacji, gdy np. ktoś porzuca żonę i wiążę się z kim innym (czyli to, co mój mąż dokładnie zrobił)
Ja nikogo nie porzuciłam, to ja zostałam porzucona. Wycierpiałam naprawdę dużo, bo wychodziłam za mąż szczerze wierząc, że będziemy za sobą na dobre i złe. Nie miałam najmniejszego wpływu na to, że znając się z kimś wiele lat niecałe dwa lata po ślubie zostanę porzucona dla innej i nie mogłam zrobić absolutnie nic, by to małżeństwo uratować. Czy przez postępowanie mojego byłego męża mam teraz cierpieć już dożywotnio skazana na życie w samotności czy żyć z kimś na zasadzie tylko jak brat z siostrą? To jest po prostu dla mnie absurd, którego nie potrafię zrozumieć. Ja chcę mieć normalną rodzinę, męża który się będzie nami opiekował, kochał,chciałabym też jeszcze kolejne dziecko mieć. Na czym polega mój grzech?
Czy jakaś życzliwa dusza może mi to wytłumaczyć? Zamierzam powtórnie wyjść za mąż, ale obawiam się, że gdy będę na każdym kroku piętnowana w Kościele za ten czyn, to po prostu chyba przestanę do niego chodzić na każdym kroku słysząc jak wielką grzesznicą i cudzołożnicą jestem, a ja naprawdę nie widzę swojej winy i nie potrafię żałować za nie swoje grzechy.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2019-08-06 15:32

"ale obawiam się, że gdy będę na każdym kroku piętnowana w Kościele za ten czyn, to po prostu chyba przestanę do niego chodzić na każdym kroku słysząc jak wielką grzesznicą i cudzołożnicą jestem"

Asiu proszę, nie stawiaj na szali rezygnacji z Kościoła. Ze Słowem Bożym nie dyskutujemy, Słowo Boże przyjmujemy. Ono jest jedyna prawdą. Kościół jest otwarty dla każdego.

Duszpasterstwo związków niesakramentalnych: (klik).

Poczytaj, nawiąż kontakt.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2019-08-06 15:55

"Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Łk 16,18).
"Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotna albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony" (1 Kor 7,10-11).

Mniej jest napisane od strony żony, bo w judaizmie nie miała prawa do rozwodu. Zauważ, że przykazania też są do mężczyzn skierowane ("nie pożądaj żony"), a przecież obowiązują one tak samo obie płcie. Chyba nie powiesz, że masz prawo pożądać cudzego męża, bo nie ma takiego przykazania?

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Kasia (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2019-08-06 16:01

"nie potrafię żałować za nie swoje grzechy"

To teraz będziesz żałowała za swoje. Już podjęłaś decyzję, więc żadne tłumaczenie teraz nie pomoże. Trzeba było pytać zanim tak daleko zabrnęłaś. Będziesz bardzo żałować.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Ciotka klotka (77.87.0.---)
Data:   2019-08-06 17:21

Przedstaw sprawę swojego małżeństwa sądowi biskupiemu. Skoro mąż tak szybko Cię porzucił, to być może już w momencie zawierania związku istniała po jego stronie jakaś przesłanka nieważności małżeństwa. Nie znam się na tym. Zwróć się do prawnika kanonisty, są całe kancelarie, wyspecjalizowane w takich sprawach.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: reflaeksja (---.eaw.com.pl)
Data:   2019-08-06 17:39

To nie kwestia jakichś wymagań Kościoła, a nauki Chrystusa.

Z Ewangelii wg św. Marka:

„Na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela». W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: «Kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia względem niej cudzołóstwo. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo. (Mk 10; 6-12).

Nauka Kościoła zmienia się, w zależności od okoliczności i wczucia w potrzeby i możliwości człowieka. Np. post przed przyjęciem Komunii Świętej kiedyś wynosił kilka dni, potem dobę, potem kilka godzin. Dziś post ten wynosi godzinę. Kościół w Duchu Świętym rozeznaje, dostrzega potrzeby... widzi, że dostęp do Komunii Świętej jest nam bardzo potrzebny, by nie ustać w drodze. Ale kwestia nierozerwalności małżeństwa, to od początku nie był pomysł Kościoła (jak ów post). To była nauka płynąca wprost od samego Chrystusa, Kościół więc nie ma na nią wpływu. Nauka Chrystusa jest niezmienna.

A dlaczego Chrystus tego naucza? Sedno tkwi w zdaniu: "Co Bóg złączył niech człowiek nie rozdziela"

Ślub to sakrament. Wieczna pieczęć. To tak, jakby ktoś dostał nowe rysy twarzy, nowe podobieństwo, nową tożsamość, która sięga w wieczność. Sakramenty mają swoje źródło w miłującym, przebitym Sercu Jezusa. Przebitym nie tylko "za nas" (za nasze grzechy), ale i "dla nas" - abyśmy w Jego Sercu znajdowali zawsze ukojenie, bo On Jedyny na prawdę kocha i w Nim Jedynym człowiek może znaleźć autentyczne spełnienie. Człowiek, choćby najbardziej czuły i dobry, zawsze będzie kochał choć trochę dla siebie; będzie widział w tym jakiś swój interes. Bóg daje Siebie zawsze całego.

Co może Kościół?
Kościół może zachęcać Was do relacji typu brat-siostra i zamieszkanie razem i obdarowywanie się wzajemną troską. Może zachęcać do złączenia cierpienia z tego wynikającego z cierpieniem Pana Jezusa, abyście wyprosili w ten sposób komuś ocalenie od wiecznego potępienia.

Jeśli wybierzecie jednak inną drogę, Kościół dalej stoi przed Wami otworem, zapraszając Was do Duszpasterstwa Związków Niesakramentalnych. Nie możecie przystępować wtedy do sakramentów, ale możecie adorować Pana Jezusa, modlić się wspólnie, korzystać z kierownictwa duchowego.

Ślubuje się na dobre i na złe. To, co się stało jest BARDZO złe. Jezus płacze razem z Tobą. Pamiętaj, nikt nie kocha Cię tak, jak On. On Cię może przytulić. Możesz Mu się wypłakać. Możesz to poczuć wręcz fizycznie w sercu; On daje doświadczenie przytulenia - mówię na podstawie własnych przeżyć i przeżyć wielu innych, również bliskich mi osób. Ale zacznij budować z Nim relację. On nie przyjdzie na siłę, przemocą. On jest Miłością. Budowanie relacji z Bogiem: na początku tej relacji opowiedz Mu o swoim cierpieniu...

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Hania.S. (---.wejherowo.vectranet.pl)
Data:   2019-08-06 18:26

Witam, moja Droga,

Po prostu wystąp do sądu biskupiego o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Jeśli są mocne dowody winy męża, to nie potrwa zbyt długo. Życzę wiele szczęścia na nowej drodze życia.
Z drugiej strony radzę poobserwować trochę nowego kandydata, żyć w czystości i zobaczyć jak on na to reaguje. Czy potrafi czekać, bo drugiego stwierdzenia nieważności już nie będzie.

P.S. Żaden facet i żadne ziemskie szczęście nie zasługuje na to, żeby z tego powodu rezygnować z sakramentów i z relacji z Chrystusem.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: też żona (---.multi.internet.cyfrowypolsat.pl)
Data:   2019-08-06 21:01

Nie ma Twojej winy, przynajmniej ja nie widzę. Zostałaś ciężko doświadczona i jakoś musisz nieść ten krzyż. Możesz spróbować starać się o stwierdzenie nieważności małżeństwa. W dużej mierze Cię rozumiem, u mnie zaczęło się sypać po kilkunastu latach i co gorsze po mojej ciężkiej chorobie. Mąż zamiast mnie wspierać, to... traktuje mnie jak darmową służącą. To ja jestem ta zła. A on jest święty, bo modli się za córki i za mnie! I jemu dalej się wydaje, że mnie kocha. Przykre jest to, że młodsza córka zaczyna go naśladować i nie szanować mnie :( Był czas, kiedy byłam gotowa odejść ale nie mam gdzie ani z kim.
Dużo siły życzę i pozdrawiam serdecznie

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Nie żona (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2019-08-07 00:21

Duszpasterstwo związków niesakramentalnych jest dla tych, którzy po latach zrozumieli, że bez Boga nie mogą żyć i chcą wrócić do Niego. Nie odsyłajcie tam ludzi, którzy właśnie PLANUJĄ żyć bez Boga.

Asiu, o co się obrażasz: przecież chcesz być cudzołożnicą. Tak właśnie będzie i tego później nie zmienisz. Zmień to teraz. Jeśli nie chcesz tak się nazywać to odejdź nie z Kościoła, ale od kochanka.

Poza tym "fajny" wniosek: jak wcześniej nie zgrzeszyłam, to teraz sobie już mogę.
I drugi: jak chcę to mogę grzeszyć. Chcesz mieć męża, to sobie bierzesz, choć nie możesz. Jak ktoś chce mieć pieniądze i okradnie bank, to też będzie dobrze? Nie wszystko co chcemy możemy mieć.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Piotr (---.echostar.pl)
Data:   2019-08-07 01:16

Witaj,

Podobna sytuację jak Twoja miała moja ciotka, którą mąż porzucił ok. 1,5 roku po ślubie (teraz ma 80 lat). Dzieci nie mieli, ale ona już zawsze została sama, nie związała się z nikim (ze względu na wiarę), choć jej mąż znalazł nową kobietę. Powiem Ci, że ciocia ma naleciałość starej panny, ale wiarę ogromną, a żal, smutek i rozgoryczenie dawno jej minęło, właśnie przez pomoc Bożą. W odróżnieniu od niej Ty możesz się cieszyć, że masz dziecko dla którego możesz żyć.

W Twoim wypadku raczej nie widzę powodów do stwierdzenia nieważności małżeństwa. Gdyby tak było to każda zdrada powinna od razu stwierdzać nieważność sakramentu. No bo dlaczego nie? No, może gdybyś była znaną celebrytka to udałoby Ci się coś załatwić (ale nieważne). Twoja sytuacja jest bardzo ciężka, trochę jak śmiertelna choroba z którą trzeba żyć do końca wiedząc, że nie ma szans na uleczenie. Niestety, życie takie bywa, niesprawiedliwe, okrutne i smutne. Ale to są właśnie krzyże, które mamy dźwigać dla Pana Jezusa. Myślę, że im cięższy krzyż, tym większa nagroda w niebie. Bardzo jest mi przykro, że spotkała Cię taka rzecz, ale musisz się z tym pogodzić. nie wiń Boga i nie odchodź od Niego. Bądź silna. Z Panem Bogiem.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: MM (---.play-internet.pl)
Data:   2019-08-07 08:17

"Szansy na ratowanie małżeństwa nie było żadnych" szanse zawsze jakieś są, a przynajmniej mamy obowiązek próbować. Można nie zgadzać się na rozwód; przedłużać sprawę; proponować terapię i mediacje; walczyć; rozmawiać; pytać o przyczyny; próbować dokonywać zmian w sobie, by małżonek zmienił zdanie; modlić się i prosić Boga o pomoc; zakomunikować, że się przebacza i czeka na powrót. Tak, wszystkie te elementy są ważne. Może się nawet zdarzyć, że ta "trzecia" wycofa się ze związku gdy widzi, że z rozwodem nie będzie tak łatwo i małżonek się nie zgadza. W tym czasie można szukać kancelarii, która zrozumie i wesprze pojednanie (zamiast potem biegać do takiej, która pomoże unieważnić sakrament). Trzeba się chwytać różnych możliwości. Ale trzeba chcieć, zamiast odpuszczać i mówić że nic się nie da. Trzeba też umieć przebaczać. Chyba, że sami już nie chcemy tego małżeństwa pomimo naszej własnej przysięgi, wolimy unieść się zranioną dumą zamiast podjąć trud pojednania. W takim przypadku jednakże też dokładamy cegiełkę do rozpadu małżeństwa.

Niezmiennie mi przykro gdy czytam takie historie, współczuję. Wiem, że wiąże się to z ogromem bólu i naprawdę nie życzę nikomu by stanął w takiej sytuacji. Niestety ciągle to się zdarza, bo jesteśmy grzesznikami. I to co jest ważne, to też nasza własna postawa. Bo jeśli powiemy "wynoś się, nie chcę Cię więcej widzieć" to szanse na naprawę małżeństwa maleją. (To już nie do Ciebie uwaga, może raczej do innych którzy czytają i znajdują się nagle w takiej sytuacji).

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: A2 (---.dynamic-zab-04.vectranet.pl)
Data:   2019-08-07 09:31

Dziewczyny, nie obrażacie się, ale czasami to wygląda tak: para się kocha, pobiera, rodzi się dziecko. No i w tym momencie żona nie ma już czasu dla męża, bo jest dziecko, bo takie małe, bo trzeba się nim zająć, instynkt macierzyński tak silny, że dla męża nie ma już miejsca. Teraz z miłości do męża zajmuje się dzieckiem. Mężowi ślubowała, że go nie opuści, a właśnie to zrobiła, bo cały jej czas ma dziecko. Facet praktycznie idzie w odstawkę. Jakiś czas wytrzymuje, a potem koleżanka, brak relacji z żoną to coraz lepsza relacja z koleżanką... Koleżanka ma dla niego czas, żona nie, więc małżeństwo się rozpada.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Kalina (---.play-internet.pl)
Data:   2019-08-07 10:56

@ Nie żona
"Duszpasterstwo związków niesakramentalnych jest dla tych, którzy po latach zrozumieli, że bez Boga nie mogą żyć i chcą wrócić do Niego. Nie odsyłajcie tam ludzi, którzy właśnie PLANUJĄ żyć bez Boga. "

Asia jest w poważnym kryzysie wiary. Ma poczucie krzywdy, nie rozumie Bożej nauki. Jest na takim etapie wiary, na jakim jest i wyraźnie prosi. "Czy jakaś życzliwa dusza może mi to wytłumaczyć? "
Duszpasterstwo związków niesakramentalnych z opieką duszpasterską jest jak najbardziej dobrym miejscem dla Asi.

Asiu, nie chodzi o ludzkie piętnowanie. Wszyscy jesteśmy grzesznikami i nikt nie powinien rzucać kamieniem. W życiu dokonujemy wyborów, które wiążą się z konsekwencjami. Boża nauka to nie są kompromisy.
Prosisz o wytłumaczenie, z miłosią podaję Ci Słowo Boże na Twoją okoliczność:

"17 Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. 18 Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. 19 Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. 20 Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. ..37 Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. " Mt 5


"1 Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, 2 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. 3 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: 4 «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. 5 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować2. A Ty co mówisz?» 6 Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć3. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. 7 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». 8 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. 9 Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. 10 Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» 11 A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!». J 8

Rzekł do niej Jezus - idź a od tej chwili już nie grzesz.
Czy rozumiesz co powiedział Jezus?
Nie żałuj za grzech męża, żałuj za swój grzech.
Niech Bóg Cię prowadzi i strzeże.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: barbara (---.siedlce.vectranet.pl)
Data:   2019-08-07 16:33

Jest jeszcze jedna sprawa, a mianowicie jesteś obowiązana przed Bogiem do wychowanie swojego dziecka w wierze. W jakiejś mierze odpowiadasz za jego zbawienie. Łącząc się z tym człowiekiem pokazujesz swojemu dziecku, że można dla doczesnych, ziemskich korzyści, sprzedać Jezusa jak Judasz.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Idealistka (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2019-08-07 21:32

Kochana, bardzo mi przykro że tak się stało, mąż zgotował Ci krzyż który nosisz. Życie niestety nie jest sprawiedliwe ale każdego czeka sąd ostateczny, a życie na Ziemi jest tylko chwilą w porównaniu do życia wiecznego, egzaminem. Jezus mówi:
"Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą" (Mt 7,13)
I
"Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5,37)

Przypomnij sobie też historię Hioba, który stracił wszystko bez własnej winy, a był nieskazitelnie czystym człowiekiem. Przepadł jego majątek, dzieci zginęły, żona nim wzgardziła, a miasto wyrzuciło go za mury żeby nie zarażał trądem innych. Nie stracił wiary choć miał chwile buntu, dlaczego go to spotkało choć nie było w nim żadnej winy. I czy w ogóle Bóg go tak naprawdę kocha i chce jego dobra. Bóg przez tą historię przemawia do nas współczesnych również.
Powodzenia.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Estera (---.147.38.112.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2019-08-07 23:20

Użalanie się nad sobą masz opanowane do perfekcji. Dodatkowo nie trzymasz się faktów: najpierw piszesz, że zostałaś zdradzona i porzucona po 3 latach małżeństwa, potem, że po niecałych 2.
Piszesz, że znałaś męża długo. Ale czy dobrze? Czy coś, np. seks przedmałżeński, nie zakłóciło tego poznawania? Jeśli tak, to masz grzech, grzech zaniedbania, którego konsekwencje teraz ponosisz.
Ciężko mi też uwierzyć w to, że jednego dnia byliście szczęśliwym małżeństwem, a drugiego mąż Cię zdradził.
Chyba żyjemy też w innych światach, bo w moim normalne jest to, że młode matki pracują, często nie mogąc liczyć na pomoc męża, np. z powodu jego pracy wyjazdowej.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2019-08-08 04:49

"W końcu i ja poznałam kogoś, nasza znajomość rozpoczęła się od przyjaźni, ale z czasem przerodziła się w miłość"

Asiu, nie będę wnikać, co było przyczyną rozpadu Twojego małżeństwa, czy przyczyniłaś się do tego i w jakim stopniu. W każdym razie Twoja wina ewidentnie zaczęła się w momencie, kiedy przyjaźń, o której piszesz, przestała być tylko przyjaźnią. Byłaś przecież związana sakramentem małżeństwa, a pakowałaś się w nową damsko-męską relację. Chyba byłaś świadoma, jakie będą konsekwencje takiego związku, prawda?

Moi poprzednicy już Ci wytłumaczyli, dlaczego sakramentalne małżeństwo jest nierozerwalne. Gdyby Ci to nie wystarczyło, polecam lekturę:
(klik);
(klik);
(klik).


Przy okazji rozwinę jeszcze radę A2.

Panowie, nie obrażajcie się, ale zanim zrzucicie winę za rozpad (kryzys) małżeństwa na swoją żonę, która poświęcała czas niemowlęciu, uczciwie sobie odpowiedzcie na pytanie, co robiliście, żeby wasza żona po urodzeniu dziecka miała więcej czasu dla Was. Jak wspieraliście żonę osłabioną trudem wydania na świat dziecka? Jak włączaliście się w ogrom nowych obowiązków? Czy staraliście wyrażać swoją miłość, wychodząc naprzeciw nowym potrzebom żony, czy przede wszystkim troszczyliście się o potrzeby własne?

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: ell (---.multi.internet.cyfrowypolsat.pl)
Data:   2019-08-10 19:38

Nie twierdzę, że Asia zrobiła bardzo dobrze, ale rozumiem ją. Mimo, że całe życie w Kościele w pewnym momencie byłam gotowa zrobić to samo. Nigdy nie odsunęłam męża, nawet jak dzieci były maleńkie, starałam się jak umiałam... A dziś, gdy jestem po ciężkiej chorobie i nie mogę pracować zawodowo to on traktuje mnie jak... darmową służącą :( Gdybym miała gdzie albo z kim odeszłabym...

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Patrycja (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2019-08-10 21:29

[Mt 5,32] Ja wam jednak powiadam: “Ktokolwiek oddala żonę, z wyjątkiem dowiedzionego nierządu, naraża ją na cudzołóstwo.” I rzeczywiście tak jest. Cóż bowiem uczyni dziewięćdziesiąt oddalonych kobiet na sto? Drugi raz wyjdą za mąż. Jakie będą tego konsekwencje? O! Ileż można by o tym powiedzieć! Czy nie wiecie, że w ten sposób możecie wywołać niechciane kazirodztwo? Ileż łez wylano z powodu rozpusty! Tak, z powodu rozpusty! To nie ma innej nazwy. Bądźcie szczerzy. Wszystko można przezwyciężyć, kiedy duch jest prawy. Wszystko też można sobie uzasadnić dla zaspokojenia swej zmysłowości, jeśli duch jest rozwiązły. Jeśli kocha się w sposób święty, wszystko można przezwyciężyć: chłód niewiasty, jej ociężałość, względną niezdolność do prac, kłótliwość, umiłowanie przepychu – nawet choroby i porywczość. Jeśli jednak po jakimś czasie nie kocha się już jak pierwszego dnia, wtedy wydaje się niemożliwe to, co jest bardziej niż możliwe, i wyrzuca się biedną niewiastę na ulicę, i odsyła na jej zgubę. [W takim właśnie sensie] cudzołoży ten, kto oddala żonę. Cudzołoży i ten, kto poślubia osobę porzuconą. Jedynie śmierć rozrywa małżeństwo. Pamiętajcie o tym. A jeśli dokonaliście nieszczęśliwego wyboru, nieście jego konsekwencje jako krzyż. Będziecie dwojgiem nieszczęśliwych, lecz świętych. Nie unieszczęśliwicie waszych dzieci, które są niewinnymi istotami narażonymi na największe cierpienie z powodu tej niefortunnej sytuacji.
Miłość do waszych dzieci powinna skłaniać was do zastanowienia się setki razy, także wtedy gdy umrze wasz współmałżonek. O! Gdybyście umieli zadowolić się tym, co mieliście, i o czym Bóg powiedział: “Wystarczy!” Gdybyście potrafili – wy, wdowcy, i wy, wdowy – ujrzeć w śmierci nie tyle umniejszenie, ile wywyższenie doskonałości rodzicielskiej! Stać się matką, za zmarłą matkę; być ojcem, za ojca, który odszedł. Mieć jakby dwie dusze w jednej! Poemat Boga Czlowieka - Valdorta
Ja tylko dodam od siebie ze ten mezczyzny nie jest warty Twojego zbawienia i nie od posiadania drugiej osoby zalezy Twoje szczescie. Moj maz tez odszedl a ja sie poprostu za niego modle i nie szukam nikogo i jestem szczesliwa. Czego Tobie zycze.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Elżbieta (212.33.92.---)
Data:   2019-08-12 08:01

Patrycjo, nie szukałabym odpowiedzi ani pomocy w pismach Marii Valtorty, skoro Kościół Katolicki wypowiedział się na ten temat negatywnie:

W 1985 roku kardynał Ratzinger, prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, napisał w liście do kardynała Siri, arcybiskupa Genui: "potwierdzam słuszność potępienia dzieła Marii Valtorty i uważam za niepożądane jego rozpowszechnianie dla uniknięcia szkód, jakie dzieło to mogłoby wywołać u prostych ludzi." https://kosciol.wiara.pl/doc/491351.Maria-Valtorta-To-tylko-literatura

Na forum katolika też się pojawiło:
https://www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=227615&t=227548
Z Bogiem

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Ann (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2019-08-16 09:43

Przystąpili do Jezusa faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich, jako mężczyznę i kobietę? I rzekł:, Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela». Odparli Mu:, «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?» Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo»
Mt 19, 3-9

No wlasnie "Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo" To stwierdzenie "chyba w wypadku nierzadu" ma zupelnie inny kontekst, czyzby Koscioł sie pomylil? Ja rozumiem to w ten sposob, ze jesli maz zdradzi lub zona, to osoba zdradzona moze wysc za maz i ulozyc sobie zycie ponownie z kims innym.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: Marek (---.nyc.res.rr.com)
Data:   2019-08-16 12:59

Przystąpili do Jezusa faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich, jako mężczyznę i kobietę? I rzekł:, Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela». Odparli Mu:, «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?» Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo»
Mt 19, 3-9

Problem polega na tym, że przyzwolenie na rozwód byłoby zdradą podstawowej nauki Jezusa o małżeństwie. Nie jest to jakiś wymysł księży, pragnących utrudnić życie małżonkom. Nie jest to jakaś filozofia polegająca na takiej lub innej interpretacji niejasnego tekstu. Nierozerwalność małżeństwa jest jednoznacznym wymaganiem postawionym przez Jezusa.
Warto sobie przypomnieć, że w żadnym momencie swojego życia Jezus nie złamał ani nie skrytykował żadnego przykazania zapisanego w Starym Testamencie. Jego spory z faryzeuszami dotyczyły wyłącznie tego, w jaki sposób stosowali oni nadane przez Mojżesza Prawo. W dyskusji o rozwodzie widać to wyraźnie, gdyż sami faryzeusze zaczepili Jezusa, pytając: „Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?” (Mt 19, 3). Dokładnie jak nasi współcześni byli przekonani, że rozwód jest dla nich przewidziany jako ucieczka od problemów małżeńskich! Chcieli tylko się upewnić, czy jakikolwiek powód może być impulsem do rozwodu: zbyt słona zupa, utrata piękna przez starzejącą się żonę albo zwykły kaprys męża.
Jest absolutnie oczywiste, że Pan Jezus nie mógł podzielać takiego poglądu – z prostego powodu: był on sprzeczny z zamiarem Stwórcy. Proszę zauważyć, że zamiar Stwórcy jest czymś innym niż nasze pomysły na życie. Stwórca jest nieskończenie mądrzejszy od stworzenia i w odróżnieniu od nas nie tylko pragnie naszego szczęścia, ale dokładnie wie, jak można je osiągnąć. Z tego powodu Pan Jezus, choć zawsze litował się nad każdym problemem ludzkim i był wyrozumiały dla każdej ludzkiej słabości, stanowczo zaprzeczył, mówiąc: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? (...) Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 4-6).
Ale nie jest łatwo przekonać człowieka, że Bóg dla niego zaplanował nie to, co on sam chce realizować! Faryzeusze, którzy jednoznacznie zrozumieli Jezusową interpretację Prawa Mojżeszowego, nie poddają się i próbują użyć argumentu, posługując się tym samym Prawem: „Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?” (Mt 19, 7). Okazuje się, że można nawet Biblię dopasować do własnych poglądów! Bo skoro sam Mojżesz kazał wypisać list rozwodowy, to co ma biedny Żyd robić? Musi ten list wypisać i odprawić żonę!
Jednak co innego jest wymyślić sobie usprawiedliwienie, a co innego jest przekonać Jezusa, który nie tylko pozostał przy swoim zdaniu, ale sprecyzował Mojżeszowe „polecenie”: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było” (Mt 19, 8). Okazuje się, że Mojżesz nie „polecił”, tylko pozwolił, i nie dlatego, że tak było od początku, tylko ze względu na zatwardziałość ludzkiego serca.
Chciałbym tutaj odwołać się do nakazów Prawa Mojżeszowego, ponieważ polski czytelnik nie jest z nim tak dobrze obeznany, jak wspomniani w Ewangeliach faryzeusze i uczeni w Piśmie. Kto jak kto, ale oni doskonale wiedzieli, że Biblia przewiduje tylko jeden powód, który mógł doprowadzić do rozwodu: jeżeli mąż znajdzie u żony coś odrażającego (hebr. erwat dawar; Pwt 24, 1). Problem w tym, że oni chcieli, by „coś odrażającego” oznaczało „jakikolwiek powód”! Dla sprawiedliwości jednak dodać należy, iż oponenci Jezusa nie stanowili żadnego poważnego nurtu w judaizmie. Nauka faryzejska, która funkcjonuje do dziś jako ortodoksyjny judaizm, zwraca uwagę na to, że coś naprawdę odrażającego można łatwo odkryć przed ślubem. Dlatego też dzisiejsi Żydzi nie dopuszczają do ślubu bez możliwości spotkania się pary młodej (jak to czyniono nieraz w starożytnych kulturach, zwłaszcza na Wschodzie) i jeżeli któreś z narzeczeństwa ma jakiekolwiek opory, do ślubu nie dochodzi. Dzięki temu, kiedy któryś Żyd przychodzi do rabina i mówi, że znalazł w swojej żonie coś odrażającego, rabin może odpowiedzieć po prostu: „Widziały gały, co brały!”. Zatem problem rzeczy „odrażających” sprowadza się do zagadnień, które zostały ukryte w okresie narzeczeństwa i ujawniły się dopiero po ślubie.
I właśnie w tym kontekście powinniśmy odczytywać dalsze wyjaśnienia Pana Jezusa: „A powiadam wam: »Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo«” (Mt 19, 9). Z tych słów jednoznacznie wynika, że każdy związek rozwiedzionego mężczyzny z jakąkolwiek kobietą i rozwiedzionej kobiety z jakimkolwiek mężczyzną w oczach Jezusa jest równoznaczny z cudzołóstwem.
Niestety, część dzisiejszych chrześcijan pragnęłaby odczytać te słowa inaczej. Niektórym chciałoby się wierzyć, że Jezus przyzwala na rozwód „w wypadku nierządu”, rozumianego dziś jako zdrada małżeńska. Wydaje się to logiczne, ale niestety stoi w sprzeczności z kontekstem kulturowo-religijnym, w jakim te słowa zostały wypowiedziane.
Mianowicie musimy pamiętać, że rozmówcami Jezusa nie byli Grecy, Rzymianie lub Polacy, których On pouczał, jak trzeba żyć. Byli to biegli w Pismach faryzeusze, którzy odwoływali się do Prawa Mojżeszowego, stosowali to Prawo we wszystkich dziedzinach życia i w świetle tego Prawa rozumieli i weryfikowali każdą wypowiedź Jezusa. A każdy wie, że Prawo Mojżeszowe nie przewidywało żadnego rozwodu w przypadku zdrady małżeńskiej. Zdrada małżeńska była karana śmiercią.
Aby lepiej to sobie uzmysłowić, przypomnijmy dwie sytuacje opisane w Ewangeliach. Jedna z nich dotyczy kobiety przyłapanej na cudzołóstwie (J 8, 3-11), a druga problemu przedmałżeńskiej ciąży Maryi (Mt 1, 18-20). Łatwo zauważyć, że przyprowadzając cudzołożnicę, faryzeusze nie pytają się o rozwód, tylko o ukamienowanie: „W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” (J 8, 5). Najwyraźniej chodzi o skonfrontowanie Jezusa z Mojżeszem, by wykorzystać ewentualną różnicę zdań do oskarżenia Jezusa o herezję. Widzimy, że Jezus nie obala nakazu Mojżesza i nie porusza wątków rozwodowych. Daje jednak faryzeuszom jasno do zrozumienia, że egzekucji może dokonać jedynie Ten, kto nie ma żadnej winy – i że właśnie On ma zamiar udzielić łaski przebaczenia. Ułaskawiona kobieta powraca do swego męża z Chrystusowym poleceniem: „Idź, i nie grzesz więcej”, a nie z rozkazem „idź i rozwiedź się z mężem, bo go zdradziłaś”. Wydaje się naturalne, że Jezus, który przebaczył jej grzech cudzołóstwa, oczekuje, że również mąż jej przebaczy.
W drugiej sytuacji mamy do czynienia nie z cudzołóstwem, tylko z domniemaną rozpustą (bo właśnie jako rozpusta i nierząd określany jest w Biblii seks przedmałżeński, w odróżnieniu od cudzołóstwa, czyli zdrady małżeńskiej). Z punktu widzenia Józefa Maryja zdradziła go jeszcze przed ślubem, w okresie oficjalnego narzeczeństwa. Zgodnie z Prawem Mojżeszowym Józef mógł domagać się jej ukamienowania jako cudzołożnicy, ale mógł też odprawić ją jako kobietę, w której znalazł „coś odrażającego”. Bo przecież mógł udawać, że ona ukrywała przed nim ciążę, czyli swoją rozpustę w panieństwie. A jak wcześniej zostało wyjaśnione, taka sytuacja kwalifikowała się do rozwodu, ponieważ wymieniony w Księdze Powtórzonego Prawa (24, 1) erwat dawar oznacza między innymi „nagość” i „rozpustę” (zob. np. Iz 20, 4 lub Kpł 18).
Widzimy zatem, że wymieniony przez Jezusa „wyjątek” („chyba że w przypadku nierządu”) nie jest jakimś przyzwoleniem na rozwód w sytuacji cudzołóstwa, ale nawiązuje raczej do utajenia rozpus­ty przedmałżeńskiej, która wyszła na jaw dopiero po ślubie. Obowiązujący w Kościele katolickim kodeks prawa kanonicznego uwzględnia wagę takiej sytuacji, kiedy jedno z małżonków zostało świadomie wprowadzone w błąd przed ślubem. Zgodnie z kanonem 1098 utajenie ważnych faktów, które mogłyby zniszczyć życie małżeńskie, stanowi przeszkodę uniemożliwiającą udzielenie sakramentu małżeństwa. Dla przykładu: gdyby dopiero po ślubie pan młody się dowiedział, że jego narzeczona była w ciąży z kim innym, to w myśl wymienionego kanonu zawarte małżeństwo jest nieważne. Podkreślam jednak, że w takiej sytuacji Kościół nie udziela rozwodu, tylko stwierdza, że jedna ze stron została oszukana, więc nie został spełniony warunek świadomego i dobrowolnego wstąpienia w związek małżeński. Jeżeli natomiast przed ślubem wszystko było „cacy”, ale dopiero po jakimś czasie małżonkowie zaczynają psuć sobie nawzajem krew, to żadne unieważnienie lub rozwód nie może nastąpić, ponieważ jednym z podstawowych obowiązków małżonków jest wspólna droga do świętości.
Na zakończenie pragnę uświadomić każdego, kto ma odmienne zdanie na temat nierozerwalności małżeństwa: kanony 1099 – 1101 prawa kanonicznego głoszą, że nie może przyjąć sakramentu małżeństwa osoba, która neguje jakikolwiek z jego elementów: czy to nierozerwalność, czy to płodność, czy to monogamię. W szczególności nie może wziąć ślubu człowiek rezerwujący sobie prawo do zdrady małżeńskiej lub rozwodu, do stosowania antykoncepcji lub aborcji. Albo się przyjmuje sakrament tak, jak go ustanowił Pan Jezus, albo się go nie przyjmuje wcale. I nie oszukujmy samych siebie: nasza zatwardziałość nie zostanie przyjęta przez Boga jako argument przyzwalający na rozpustę czy cudzołóstwo, tak samo jak nie zostały przyjęte pseudobiblijne wywody faryzeuszów. Jeżeli jesteśmy słabi i grzeszni, to możemy zawsze liczyć na Miłosierdzie Boże – jednak pod warunkiem, że wykazujemy pragnienie poprawy. „Idź i nie grzesz więcej” – tak mówi Jezus każdemu z nas i nie łudźmy się – nikomu nie mówi: „Skoro twoja żona cudzołoży, to i ty idź i cudzołóż. Ja mam gdzieś cały Kościół, który sam ustanowiłem, wraz z naukami o nierozerwalności małżeństwa, które również sam ustanowiłem. Cudzołóżcie więc wszyscy, ile chcecie, a Ja wam wszystko przebaczę”.
Jestem przekonany, że lepiej dla nas jest walczyć z grzechem wdzierającym się do naszego życia i niszczącym nasze rodziny niż toczyć bitwy z Kościołem i występować w obronie grzechu.

 Re: Porzucona, nowy związek. Gdzie jest moja wina?
Autor: o. Jacek Salij OP (---.nyc.res.rr.com)
Data:   2019-08-16 16:16

„Przez wzgląd na zatwardziałość waszych serc pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było” — powiada Pan Jezus (Mt 19,8). Warto sobie uświadomić, że w tamtych czasach rozwód nie oznaczał rozbicia rodziny, tak jak jest to dzisiaj. Rodzina podstawowa była wtedy cząstką wielkiej rodziny i jeśli zdarzał się rozwód, to ani dzieci, ani małżonków nie pozostawiał on bez rodziny.

Mimo to jednak Pan Jezus cofnął Mojżeszowe pozwolenie na rozwód, a związek po rozwodzie albo z kimś rozwiedzionym nazywa cudzołóstwem. Ducha ewangelicznej nauki o małżeństwie pięknie wydobył Jan Paweł II, kiedy niedawno w Starym Sączu przypomniał niezmienną naukę Kościoła, „że w żadnych okolicznościach wartość małżeństwa, tego nierozerwalnego związku miłości dwojga osób, nie może być podawana w wątpliwość. Jakiekolwiek rodziłyby się trudności, nie można rezygnować z obrony tej pierwotnej miłości, która zjednoczyła dwoje ludzi i której Bóg nieustannie błogosławi. Małżeństwo jest drogą świętości, nawet wtedy, gdy staje się drogą krzyżową”.

Zastanówmy się jeszcze, co znaczą te trzy wyrazy, jakie znalazły się w ewangelicznym zakazie rozwodów — mianowicie zakazuje Pan Jezus małżonkom rozchodzić się „poza wypadkiem nierządu”. Kościół już od czasów apostolskich wyjaśnia, że chodzi tu o takie związki, kiedy mężczyzna i kobieta żyją na sposób małżeństwa, ale małżeństwem nie są. W takim związku była na przykład Samarytanka, której Pan Jezus powiedział: „Ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem” (J 4,18). Otóż tylko w odniesieniu do takich związków Pan Jezus dopuszcza, a nawet zaleca rozejście się.

Warto przypomnieć, jak jasno nauka Pana Jezusa na temat małżeństwa powtarzana jest w pismach Apostołów. „Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich nakazuję nie ja, lecz Pan — pisze Apostoł Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian — Żona niech nie odchodzi od swego męża. Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Małżonek również niech nie oddala się od swej żony” (7,10n).

Bardzo podobna nauka znajduje się w Liście do Rzymian: „Kobieta zamężna na mocy Prawa związana jest ze swym mężem, jak długo on umrze. Gdy jednak mąż umrze, traci nad nią moc prawo męża. Dlatego to uchodzić będzie za cudzołożną, jeśli za życia swego męża współżyje z innym mężczyzną. Jeśli jednak umrze jej mąż, wolna jest od prawa, tak iż nie jest cudzołożnicą, mieszkając z innym mężczyzną” (7,2n).

Nacisk społeczny, żeby Kościół pozwalał na rozwód przynajmniej w niektórych przypadkach, jest dzisiaj tak duży, że Kościół uczyniłby to już dawno, gdyby to było w jego mocy. Jeśli Kościół nie zgadza się na rozwody, to dlatego, że nie może. Po prostu nauka Pana Jezusa na ten temat jest zbyt wyraźna.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: