logo
Piątek, 20 września 2019
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Marcin (---.net.brewet.pl)
Data:   2019-08-12 12:32

Witam serdecznie. Myślę o odejściu z Kościoła katolickiego gdyż z roku na rok czuję się w nim coraz bardziej obco. To co stało się z Kościołem po Soborze Watykańskim II i za pontyfikatu papieża Franciszka to jest po prostu jakiś koszmar. Coraz większe wpływy liberalizmu na Kościół powodują, że zaczynam wątpić w to czy Kościół do którego wciąż jeszcze należę jest Kościołem Chrystusowym. Dobre drzewo nie wydaje przecież złych owoców. Nie potrafię ścierpieć liberalnej i proimigranckiej postawy papieża Franciszka, a jak wiadomo ryba psuje się od głowy. Przecież nie będę się modlił o abdykację papieża. Zadaję sobie pytania natury teologicznej i myślę o konwersji bądz to na prawosławie lub na protestantyzm. Czy jest w dzisiejszym Kościele miejsce dla konserwatystów?

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Igor (---.eaw.com.pl)
Data:   2019-08-12 13:33

Witaj,

całkowicie rozumiem Twoje przemyślenia i również bardzo mi się to wszystko nie podoba. Przechodziłem przez dokładnie te same wątpliwości. Ale chciałbym Cię bardzo prosić: nie rób tego.

Kościół katolicki jest jedynym prawdziwym Kościołem i bramy piekielne go nie przemogą. I to nie dzięki naszym wysiłkom, ale dzięki wierności Boga wobec swojej jedynej Oblubienicy. Nie takie rzeczy jak "zhipisienie" hierarchii już przerabialiśmy i zawsze przychodziło otrzeźwienie.

Ten kryzys, choć z naszej ludzkiej, ograniczonej długością naszego życia perspektywy trwa już dość długo, na tle dziejów Kościoła naprawdę niebawem okaże się tylko chwilowy, a Kościół znów wyjdzie ostatecznie mądrzejszy i silniejszy.

Zauważ, że ludzie, którzy poświęcają wiele swojej siły i czasu na krytykę zjawisk, o których piszesz, w większości trwają wiernie przy Rzymie mimo wszystko. Ludzie tacy jak Michael Voris czy, z naszego polskiego podwórka, ksiądz Grzegorz Śniadoch stoją na straży normalności, nie wylewając dziecka z kąpielą.

Swoją drogą, zarówno protestantyzm jak i świat prawosławny również zmagają się z własnymi "liberałami", zapewniam Cię. Miałem kiedyś krótko styczność ze środowiskiem tradycyjnie nastawionych polskich ewangelików i wiem jak trudną i beznadziejną walkę z "siłami postępu" i ogólną degrengoladą w łonie swojej wspólnoty toczą.

Owszem, nie przymykaj oczu, wspieraj starania o powrót do zdrowych zasad, ale nie odłączaj się. Krytykuj, ale nie za cenę wierności. To wszystko minie, serio.

Trzymaj się.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2019-08-12 13:45

Czy potrafisz dokładnie, konretnie - nie na poziomie ogólników i etykiet typu liberalizm, pokazać, co jest obiektywnie niechrystusowe w Kościele po Soborze Watykańskim II związku z tym soborem?
I co jest niechrystusowe w nauczaniu Franciszka? Dokładnie: w czym to, co mówi i czyni, kłóci się z Ewangelią? Z Ewangelią, nie z Twoimi uczuciami, zauważ.
Bo to, że czegoś nie możesz ścierpieć, to Twoja emocja i Twoje nastawienie, a nie wykazana "wina" Kościoła, Trzeba odróżniać nasze poruszenia i odczucia od rzeczywistości zewnętrznej.

To, że nie cierpię mleka (naprawdę, brrrrrrr), nie znaczy, że mleko jest temu winne i że należy je potępiać.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: rrrr (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data:   2019-08-12 15:31

Też kiedyś to przechodziłem (czasy mniej więcej liceum). Fascynacja Tradycją Katolicką, coniedzielna Msza Trydencka, pielgrzymka Tradycji Katolickiej na Jasną Górę z x. Śniadochem. Jednak coś mi przestało się w tym wszystkim podobać - stanie na straży katolickiej ortodoksji moim zdaniem u niektórych wiernych graniczy z herezją. Na pielgrzymce Tradycji Katolickiej niektórzy nie poszli na niedzielną (!) Mszę Świętą posoborową, inni zastanawiają się czy papież Franciszek jest ważnie wybranym papieżem, nie mówiąc już o ogólnej sympatii tego środowiska wobec Bractwa Kapłanskiego Świętego Piusa X czy krytyki niektórych elementów Soboru Watykańskiego II (np. ekumenizm).

Moim zdaniem trzeba wykazać więcej zaufania wobec Ducha Świętego, który - czy tego chcemy czy nie - kieruje Kościołem - czyli potrzebna jest nam przede wszystkim pokora.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Mateusz (31.42.18.---)
Data:   2019-08-12 18:57

Wpadłeś w jakieś opary absurdu, Marcinie. Nie polecam wdychać, bo będzie źle. Piszesz o wpływach liberalizmu na Kościół, ale to nieprawda. Kościół w kwestiach dogmatów i moralności pozostaje niezmienny, co nie znaczy, że nie dostosowuje się do czasów, w których obecnie żyjemy. Dostosowywanie to jednak zawsze ma miejsce w granicach obowiązującej nauki. Papież i Kolegium Kardynalskie doskonale zdają sobie sprawę z tego, gdzie dokładnie te granice przebiegają i nie podają do wierzenia niczego, co byłoby ich przekroczeniem. Mówisz też, że ryba psuje się od głowy? Spójrz, ta którą nazywamy Kościołem trwa już od dwóch tysięcy lat i jedynie nieliczne osoby (mam na myśli te pozostające we wspólnocie katolickiej, w odniesieniu do całości) z rzadka wspominają, że jakiś aspekt jego funkcjonowania wymaga poprawy. Chyba nie jest zatem najgorzej.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Marek (---.global.tygrys.net)
Data:   2019-08-13 10:23

Jak tradycjonalista - cokolwiek by się działo w Kościele - może myśleć o Jego opuszczeniu?!

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: @#$% (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2019-08-14 11:18

To nie jest dobrze sformułowane pytanie. (Takie trochę pomieszanie pojęć). Ale spróbuję odpowiedzieć tak jak to widzę. W obecnym Kościele jak najbardziej jest miejsce dla konserwatystów, czego najlepszym przykładem jest urzędujący papież. Choć głosi synodalność Kościoła, to jednak w sprawowaniu swojej władzy jest bezwzględnym konserwatystą (ja bym nawet ten rodzaj sprawowania władzy określił mocniejszymi słowami, dla mnie to takie połączenie despotycznego zamordyzmu paramonarchicznego, przypominającego rządy pierwszych carów rosyjskich, z medialnym populizmem i skrajnym utylitaryzmem władzy. (Wygląda to np. dobrze w mediach, kiedy zabieramy z Lampedusy do papieskiego samolotu samych emigrantów muzułmanów, jako że chrześcijanie zostali ogołoceni z wszystkiego łącznie z dokumentami, więc podobno nie dało się ich oficjalnie wziąć na pokład, natomiast później wypuszczamy ich dyskretnie tylnym wyjściem, po to by rozpłynęli się bez śladu, ponieważ wiadomo, że ich dokumenty były lipne i byłby z nimi tylko kłopot. Oczywiście w mediach pokazywani są muzułmanie przygarnięci, przez Watykan, problem w tym, że TO NIE CI SAMI muzułmanie. To są decyzje podejmowane całkowicie arbitralnie przez władcę, ad hoc, albo by coś pokazać, a nie mające jakieś uzasadnienie w rzeczywistości zastanej na Lampedusie. Tak działał car jedynowładca - bo mógł. To tylko jeden z setek, czy nawet tysięcy przykładów, które można by bez końca.
Natomiast wg mnie nie ma w obecnym Kościele chwilowo miejsca dla ortodoksyjnych katolików (zgodnie z pierwotnym znaczeniem tego słowa oczywiście). Nie nie jest to spostrzeżenie jakoś wydumane osobiście, ale logiczny wniosek z dokumentów obecnie urzędującego papieża. (O tym dalej za chwilę w nawiązaniu do pytania Hanny). Natomiast pomysł przejścia do protestantów czy prawosławnych trzeba traktować wyłącznie w kategoriach aberracji umysłowej młodego człowieka, który nie bardzo wie co mówi. Pomysł, że Kościół grecki, zwany obecnie także prawosławnym, ze swoim historycznym cezaropapizmem i nie najmocniejszy teologicznie, to rozwiązanie lepsze, jest bardzo, ale to bardzo dyskusyjny. Mamy obecnie w Kościele katolickim chwilowe zawirowanie, choć nie da się ukryć, że jest to też najpoważniejszy kryzys w dotychczasowej historii Kościoła, który choć zapewne zostanie widowiskowo zakończony, to jednak opróżni go z wiernych i uczyni znacznie bardziej elitarnym niż obecnie. Sorry, ale z nieznajomości czegoś nie oznacza, że mamy i możemy się w to pchać bez opamiętania. A zauroczenie protestantyzmem jako panaceum na obecną sytuację trudno nawet określić jako skrajną naiwność. (Zawiniona głupota jest grzechem ciężkim) Które z 35 tys. wyznań protestanckich masz na myśli jako alternatywę dla Bregoglianizmu jako konsekwencji posoborowego bezhołowia?(Kościół zatracił swoją funkcję nauczycielską na rzecz czegoś co ja określam Obirkowizmem - pan Obirek, wtedy jeszcze opisywany jako ksiądz i to znakomity, usiłował mi kiedyś udowodnić, że kosmopolityzm i patriotyzm to to samo, nie to po prostu przejaw znakomitego skretynienia). Przy czym jak bym jednak, jeśli o sobór chodzi, nie wylewał dziecka z kąpielą. Gdyby np. łacina była panaceum na cało zło, to od dawna mielibyśmy Kościół Aniołów, a nie ludzi i na co by był nam potrzebny sobór? Ludzie są tylko ludźmi, niezależnie od tego jakiej tradycji się trzymają. Żydzi np. po odrzuceniu Boga w Chrystusie, oddali się pielęgnacji tradycji, w istocie rzeczy całkowicie sprzecznej z tym czego nauczał ten naród Mojżesz. Zaprzestali kultu świątynnego i zamiast Bogu oddają głównie cześć takiej, czy innej mamonie, jak ją tam zwał, ostatnio holokaustyzmem.
Natomiast ortodoksja katolicka, to, mówiąc słowami papieża Franciszka połączenie gnostycyzmu z pelagianizmem. Wg urzędującego papieża (Franciszek) mamy tu antropocentryczny immanentyzm przebrany za prawdę katolicką, dyscyplinarną pewności siebie, narcystyczny i autorytarny elitaryzm, analizę i krytykę innych. Ortodoksja w tym ujęciu jest gnostycyzm zakładającym wiarę zamkniętą w subiektywizmie, gdzie liczy się jedynie określone doświadczenie albo zbiór idei czy informacji, które — jak się sądzi — przynoszą otuchę i oświecenie, ale gdzie podmiot ostatecznie zostaje zamknięty w immanencji swojego własnego rozumu lub swoich uczuć. Jest to wg papieża Bóg bez Chrystusa, Chrystusa bez Kościoła, Kościół bez ludu. Tacy katolicy stawiają siebie wyżej od innych, ponieważ zachowują określone normy, albo ponieważ są niewzruszenie wierni pewnemu katolickiemu stylowi czasów minionych. (Czyli trwanie w nauce Chrystusa i Apostołów, to "katolicki styl czasów minionych". ) Krycie się za ortodoksją, to przesadne zaufanie do samych siebie. To zamykanie wbrew impulsom Ducha Świętego Kościoła w eksponat muzealny. Pojęcia nie mam skąd papież to wziął i jak sposób mógłby uzasadnić (bo jak zwykle nie uzasadnił). Natomiast jest to jego stała metoda - przypisywanie innym tego co się samemu robi. Bo skoro łamiemy przykazania, to wg teologii Bergoglio oznacza, że nie da się ich przestrzegać. A skoro tak, to "Duch mówi, że należy je odrzucić, jako zbędny balast". Jezus jednak nie przyszedł po to by Prawo odrzucić, aby je wypełnić. Każdą jotę. Odrzucenie Prawa Bożego właśnie zamienia Kościół w skansen, który można zwiedzić, ale w którym nikt nie żyje, no chyba że jacyś wynajęci na sezon turystyczny najemni mieszkańcy, np. katoliccy Polacy. Po prostu zostaliśmy jak zwykle zepitetowani bez rzeczowego uzasadnienia i odsądzeni od czci i wiary, ponieważ nie uznajemy takich, czy innych "prawd" objawionych przez papieża Bergoglio. Dodajmy prawd sprzecznych z całym dotychczasowym nauczanie Kościoła katolickiego, Tradycją i Pismem Świętym, jak choćby faktyczne zniesienie grzechu ciężkiego we włączonym do Magisterium Kościoła prywatnym liście papieża do episkopatu Buenos Aires, co podpada pod herezję formalną, podobnie jak samowolne zniesienie w Katechizmie Kościoła Katolickiego kary śmierci. Dlaczego? Ponieważ poza kompletnym pomieszaniem pojęć i materii, zniesienie jednego grzechu ciężkiego znosi de facto wszystkie grzechy ciężkie (nie ma grzechów ciężkich lepszych i gorszych). Znosi sakramenty Eucharystii, pokuty i pojednania i de facto - kapłaństwo Chrystusowe. No a skoro mamy tylko tu i teraz, a Eucharystia to tylko pamiątka, więc czemu nie dostępna dla dosłownie wszystkich? A skoro mamy tylko tu i teraz, to trzeba z tego tu i teraz korzystać, a życie jest najwyższą wartością. Życie tu, skoro wiecznego nie ma. To są tylko logiczne wnioski wynikające z papieskich wypowiedzi nieoficjalnych (choć nigdy nie negowanych), oficjalnych i publicznych, włączonych do oficjalnego nauczania Kościoła, na temat których panuje głucha cisza pośród biskupów. (W Polsce np. tylko jeden biskup wypowiada się na ten temat zgodnie z nauczaniem katolickim, to jest abp. Jan Paweł Lenga, pozostali zachowują głuche milczenie w temacie, poniekąd zrozumiałe, zważywszy że abp. Lenga został karnie, choć bez postawienia zarzutów, przeniesiony na przedwczesną emeryturę, a na jego miejsce powołano innego arcybiskupa, który wkrótce w atmosferze skandalu poprosił o przeniesienie do stanu świeckiego (miał z kobietą z którą żył i jako biskup obiecywał jej małżeństwo, zamrożone zarodki in vitro). Mnie osobiście nawet nie bardzo dziwi milczenie innych biskupów w takiej sytuacji i przy takiej alternatywie, choć to ich wcale nie usprawiedliwia a wręcz daje wiele do myślenia. Więc kryzys jest. I to największy w historii Kościoła. Bo jest w Kościele papież. I są biskupi. A co mają robić w takiej sytuacji wierni? Skoro jest jak jest? Ja współczuję szeregowym księżom, których sytuacja, w porównaniu z nami świeckimi jest nie do pozazdroszczenia. Problem w tym, że WYDAJE SIĘ JAK GDYBY KOŚCIÓŁ KATOLICKI PRZESTAŁ ISTNIEĆ. To jednak nie jest prawda. Jest dokładnie odwrotnie. Żeby się o tym przekonać wystarczy chwilkę poczekać. Kościół katolicki może być tylko Chrystusowy i jeśli ludzie zamilkną, to kamienie zaczną wołać.
O dokumentach Bergoglio można by bez końca, poczynając od 214 stronicowej Laudato si, której główne tezy dałoby się zamknąć w trzech zdaniach, a której poziom, to, cóż... poziom wypracowania gimnazjalisty fascynata. Wiem coś o tym, bo wiele lat pracowałem naukowo prowadząc badania podstawowe w zakresie inżynierii środowiska i przygotowując doktorat w tej dyscyplinie. Tego nawet nie da się jakoś przyzwoicie skomentować. Ta encyklika to osobliwość jedyna w historii Kościoła, do tego stek bzdur pseudonaukowych z sufitu wziętych. Lobbysta musiałby przygotować ten tekst lepiej. Dobrze, że już nie pracuję w swoim zawodzie, bo jako katolik i naukowiec miałbym duży problem co z tym dokumentem począć. A tak, to... niech się koledzy męczą..., jeśli zechcą.
Wracając do dokumentów kościelnych - gdybym był teologiem to już dawno miałbym habilitację z Bergoglio. Przykład pierwszy z brzegu, jak wygląda heterodoksyjna egzegeza w jego wykonaniu: Według GE 95, w 25 rozdziale Ewangelii Św. Mateusza Jezus ZAJMUJE SIĘ ROZWAŻANIEM EWANGELICZNYCH BŁOGOSŁAWIEŃSTW. Jest to oczywista nieprawda, że tak eufemistycznie określę kłamstwo. Tym zajmuje się w rozdziale 5 tejże Ewangelii (Kazanie na Górze). Tekst 25 rozdziału Mt nie zajmuje się" szukaniem świętości, ani reguł postępowania podobających się Bogu", nie ma w nim też nic o"oczach jaśniejących w ekstazie", a przywołany cytat z Jana Pawła II (bez podania jego źródła) w żadnej mierze nie ma odniesienia do powyższego tekstu, jest zdaniem wyrwanym z kontekstu i wsadzonym w dowolnym miejscu w myśl zasady "Od Sasa do Lasa", byle do przodu i zupełnie nic weń nie wnosi. Wbrew twierdzeniom Bergoglio ten tekst nie stanowi "wezwania do rozpoznania Jezusa w pełnym blasku Jego tajemnicy w ubogich i cierpiących", nie "objawia on ani samego serca Chrystusa, ani Jego uczuć i najgłębszych decyzji" i nie jest prawdą uogólniające stwierdzenie, że "każdy święty próbuje się do nich dostosować". Nie wiem skąd papież wziął te słowa, ale są to jego własne słowa i choć zapewne wejdą do obecnego magisterium Kościoła, w żaden sposób nie wynikają z tekstów do których się w bardzo dowolny, choć typowy dla siebie sposób odwołuje (odwołania nie mają żadnego uzasadnienia dla przekazywanej myśli, mimo jej programowej niejasności i wieloznaczności). W omawianym fragmencie Mateusz nie zajmuje się ani "osobą śpiącą na zewnątrz w zimną noc", ani "ideologiami prowadzącymi do popełniania dwóch szkodliwych błędów: Oddzielenia wymagań Ewangelii od osobistej relacji z Panem(...) i oddawania chwały Bogu jedynie przez uwielbienie i modlitwę"(to moje streszczenie długiego, jałowego i niejasnego wywodu).
Mt 25,31-46 stanowi końcową sekcję eschatologicznych dialogów Jezusa ulokowanych przez Mateusza w Wielki Wtorek, obejmujących partię tekstu Mt 24,1 - 25,46. Perykopa ta kończy zarazem oficjalne nauczanie Jezusa, po którym następują wydarzenia związane z Jego męką, śmiercią i zmartwychwstaniem. Mamy po prostu do czynienia z sądem ostatecznym. Tu już nie ma miejsc a na błogosławieństwa - ewangeliczne wskazówki jak żyć, to ocena życia po jego zakończeniu. Tłem starotestamentowym dla motywu nadejścia Syna Człowieczego jest w pierwszym rzędzie Dn 7,13-14, gdzie wzmiankuje się o tajemniczej postaci przybywającej na obłokach niebieskich. Niemniej język użyty w niniejszym wersecie jest zbliżony również do apokryficznej Księgi Henocha 1 Hen 62,5 („ujrzą Syna Człowieczego na tronie swej chwały”) czy 1 Hen 61,8 („[Pan Duchów] posadził Wybranego na tronie swej chwały”). W obu tych fragmentach Syn Człowieczy w atmosferze apokaliptycznej doprowadza do błogosławieństwa wobec sprawiedliwych oraz sądu dla niegodziwych (por. 1 Hen 69,27-29). Ewangelista Mateusz korzysta ze stylu apokaliptycznego w opisie sceny Sądu Ostatecznego. Kluczowe dla zrozumienia błędu popełnianego i wielokrotnie powielanego przez Bergogolio są wersety 33 i 34. w. 34 : "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! " i w. 40: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili".
W tym miejscu należy odpowiedzieć na pytanie co to za królestwo i kim są ci błogosławieni Ojca dla których zostało przygotowane królestwo, kim są bracia najmniejsi Chrystusa? Jezus odpowiedział na obydwa pytania: " Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je». " Łk 8, 21 (nie wykluczył swojej rodziny, lecz włączył do niej swoich uczniów); "W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce." J 14, 2 (warto przypomnieć sobie całą mowę arcykapłańską Jezusa skierowaną do uczniów w 14 i kolejnych rozdziałach Ewangelii św. Jana co znakomicie rozwieje wątpliwości na temat tego co miał na myśli Mateusz). Niemniej egzegeci tak katoliccy jak i protestanccy mają problem w interpretowaniu „narodów”: czy chodzi o niechrześcijan, chrześcijan, ludzi z całego świata - pogan, Żydów i chrześcijan? I kogo wtedy określałyby słowa z Mt 25,40.45 („jednemu z tych najmniejszych”)? Potrzebujących i cierpiących ludzi ze świata, tylko cierpiących chrześcijan, a może potrzebujących wierzących w Kościele czy nawet misjonarzy? Jest to problem prawdziwy, choć pozorny - Ewangelista nie pozostawia wątpliwości odnośnie tego co Jezus miał na myśli. Zgromadzenie „wszystkich ludów” (gr. panta ta ethne - „wszystkie ludy, narody”) na sąd w zbliżonej konwencji prezentowane jest w Jl 3,17 i Iz 66,18 (w Septuagincie użyte są wyrazy i zwroty identyczne jak w Mt - sunagagein i panta ta ethne), przy czym Iz 66,18 wzmiankuje też o „nadejściu” i „chwale” (jak w Mt 25,31). Mateusz zwrot „wszystkie ludy/narody” w 24,9 łączy z ogółem ludzi, którzy mają wyrażać nienawiść wobec wierzących, zaś w 24,14 odnosi do powszechnego głoszenia ewangelii (a potem w Mt 28,19 - wielki nakaz misyjny).
Należy podkreślić, że „najmniejsi” nie są w tej opowieści sądzeni.
Sądzone są za to narody (a w zasadzie każdy człowiek), według tego, jak traktowały pokornych braci Jezusa (czyli uczniów), a więc według ich stosunku do samego Syna Człowieczego (por. Mt 10,40-42: Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, otrzyma zapłatę proroka; a kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, otrzyma zapłatę sprawiedliwego. A ktokolwiek by napoił jednego z tych maluczkich tylko kubkiem zimnej wody jako ucznia, zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej).
Dalej następuje po prostu „techniczny” podział na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, w oczekiwaniu na sąd. 34 Król (czyli Syn Człowieczy), mający sądzić, zasiada na tronie Sędziego. Obraz pasterza oddzielającego zwierzęta w swoim stadzie ustępuje obecnie obrazowi Króla. „Pójdźcie” (gr. deute) stoi w ostrym kontraście do „odejdźcie” (gr. poreuesthe) z w. 41, podobnie jak inne przeciwstawienia - „błogosławieni” i „przeklęci”. Błogosławieni Ojca mego mają odziedziczyć Królestwo. W porównaniu do zasad panujących przy dziedziczeniu tronu, powyższy zwrot może brzmieć zaskakująco - dziedzice tronu, obejmując władzę, nie mieli zazwyczaj już ojców będących przy życiu. Gdy jednak wziąć pod uwagę tło starotestamentowe ( Rodz. 27,1-40; 48,10-20; 49,1-28), to można dostrzec tu aluzję do błogosławieństwa patriarchalnego; poza tym w ST istnieje łączność między Bożym błogosławieństwem a dziedziczeniem ziemi (por. 1 Mż 22,17; 49,3-4; Ps 37,22). Ewangelista daje do zrozumienia, że błogosławieni odziedziczą już nie ziemię, lecz miejsce w Królestwie Bożym, w obecności Boga (czas perfectum passivi [h]etoimasmenen - „przygotowane” [tu: Królestwo] - wskazuje na to, że coś zostało przygotowane dawno temu i obecnie trwa w ciągłym stanie „przygotowania”). Upatrywanie „jednego z tych braci najmniejszych” w każdym potrzebującym, bez względu na wyznawaną religię czy światopogląd, choć bardzo szlachetne jest jednak wyraźną nadinterpretacją samego tekstu, jego nadużyciem. Filantropia to szlachetne zajęcie, polecane nawet przez masonów, ale nie jest ono zadaniem, które Jezus stawia przed uczniami. A scena sądu w omawianym fragmencie nie dotyczy uczniów Jezusa. Oni tutaj nie są sądzeni!
Ja nie mam czasu i miejsca by omawiać wszystkie błędy Bergoglio popełnione odnośnie fragmentu Pisma Świętego, którym się tu wysługuje, bo to temat rzeka, ale każda analiza jego tekstów dostarcza tysięcy podobnych przykładów. Trudno posądzać papieża Kościoła katolickiego o aż tak skrajną ignorancję. Ma zresztą od tego cały zespół teologów, który redaguje każdy papieski tekst. Jest to więc po prostu "WINA ZAWINIONA" i zamieszanie w głowach wiernych świadomie wprowadzane do papieskiego nauczania. Pytanie brzmi: Po co? Na to pytanie każdy musi sobie sam udzielić odpowiedzi. A ta odpowiedź określa nam skalę obecnego kryzysu. Natomiast historia Kościoła dowodzi tylko jednego - odpowiedź Boga będzie niezawodna, we właściwym czasie i adekwatna do sytuacji z którą mamy do czynienia. Dobrze radzę wszystkim chętnym do dezercji z Kościoła katolickiego - lepiej zrobicie, jeśli w nim pozostaniecie. Dwa tysiące lat dotychczasowego nauczania pozostaje w pełnej mocy. Te kilka lat nic nie znaczy.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Pax (---.terminus.pl)
Data:   2019-08-14 13:03

A nie prościej od razy założyć swój kościół - gdzie wszystko będzie zgodne z moimi poglądami? Tylko czy tam będzie miejsce dla Boga? Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim - żeby go zrozumieć, trzeba się w Niego bardziej zakorzenić i poczytać Katechizm oraz właśnie owe dokumenty soborowe zamiast blogi niezadowolonych półschizmatyków.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: @#$% (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2019-08-14 18:10

Zadziwiające - zamieścili. Samobójcy, czy kamikadze? Nie rokuję temu tekstowi długiego życia. Ale fakt się liczy. Widocznie przyszedł czas na kamienie.

---------

Dla Biblii zadziwiające nie jest.

Koheleta 3:

1 Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem:
/.../
5 czas rzucania kamieni i czas ich zbierania

moderator

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Ryba (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2019-08-14 19:08

"jak wiadomo ryba psuje się od głowy"

To prawda. Ryba psuje się od głowy. Czy miałeś jakieś tajemne informacje na temat, że Chrystus nam się zepsuł?

"On jest Głową Ciała - Kościoła" (Kol 1,18)
"aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie" (Ef 1,10)

Jeśli zepsuł by się jakiś ksiądz, proboszcz, biskup, czy nawet papież - to jeszcze nic się nie dzieje. Byle Jezus był ten sam.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: ana (---.147.96.187.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2019-08-14 20:54

Marcinie; postawiłeś pytanie na niewłaściwej stronie. Większość odpowiadających nie ma pojęcia o zmianach w Kosciele, jakie nastąpiły po soborze watykańskim II i wydaje im się, że tradycjonaliści są jakimiś odstępcami, a to nieprawda. Prawdziwy Kościół to taki, który trzyma się Pana Boga, Ewangelii i Tradycji. Nie musisz zakładać własnego kościoła, jak to ironicznie Ci proponuje @Pax. Pozostań w Kościele i nigdzie z niego nie odchodź, ale szukaj tradycyjnych grup i tradycyjnych kapłanów.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: @#$% (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2019-08-15 09:00

Mnie tam raczej przypomina to kamienie, które przemówiły, skoro ci co powinni milczą. (Ja nie rzucam kamieni w urzędującego papieża, w ogóle to nie jest moim celem. Raczej przedstawiam [wyrywkowo] fakty. I zaznaczam, że papież pozostaje papieżem, dopóki Kościół nie uzna inaczej {patrz sobór w Konstancji}. My nie mamy żadnych narzędzi, by móc twierdzić, że jest inaczej. Natomiast zgorszenie nauczaniem sprzecznym z Ewangelią jest faktem. Różni byli papieże, ale czegoś takiego jeszcze nie mieliśmy.

 Re: Czy w KK jest miejsce dla konserwatystów?
Autor: Klemens (---.146.170.153.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2019-08-17 14:47

Mówisz o tym że jestes konserwatystą, że masz powyżej uszu liberalne wpływy w Kościele. A nie doszło nigdy do Ciebie że w swoich czasach Jezus był największym lewakiem jakiego świat widział?

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: