logo
Sobota, 07 grudnia 2019
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Nie widzę sensu swojego istnienia
Autor: Kasia (27 l.) (5.174.126.---)
Data:   2019-11-21 23:49

Cześć,
Postanowilam napisać ten post ponieważ szukam wsparcia. Mam 27 lat i problemy z poczuciem sensu w życiu. Mam takie momenty (zdarzają się kilka razy dziennie) gdzie nie widzę totalnie sensu w codziennych czynnościach. Te stany zmieniają się co chwilę. W ostatnim czasie przeszłam duzy stres związany z rozstaniem po długoletnim związku oraz zmianę pracy. Minął już prawie rok a ja czuje ze przyszedł moment w którym utknelam na dobre. Nie widzę totalnie sensu swojego istnienia, nie umiem pogodzić się z przeszłością, ciągle ja analizuje, a przyszłości się wręcz boję. Chodzę na psychoterapię od miesiąca jednak na razie nie widzę żadnych rezultatów. Zawsze byłam blisko Boga i staram się ciągle być jednak momentami nie mam już siły nawet na modlitwę. Wyzbylam się marzen i pragnień bo czuje ze nawet ich spełnienie nie sprawi że poczuje się szczęśliwa. To błędne koło. Proszę o pomoc, rady. Pozdrawiam

 Re: Nie widzę sensu swojego istnienia
Autor: Mateusz (31.42.21.---)
Data:   2019-11-22 20:12

Z opisu problemu "nieśmiało" zdaje się wyłaniać depresja. Rozstanie po długim okresie bycia z kimś oraz zmiana pracy znajdują się niemal na szczycie czynników, które mogą do niej prowadzić. Oczywiście, nie zamierzam w tym miejscu wchodzić w cudze kompetencje i stwierdzać przez internet, że na pewno coś Ci dolega. Dobrze, że zdecydowałaś się na psychoterapię, powinna ona przynieść jakieś rezultaty, choć na pewno nie od razu. Modlitwa też będzie pomocna, bo to ona potrafi dać najwięcej siły w trudnych sytuacjach.

 Re: Nie widzę sensu swojego istnienia
Autor: Piotr (---.icpnet.pl)
Data:   2019-11-22 22:21

Cześć Kasiu. Nie jestem pewny, w jaki sposób najlepiej Ci pomóc. Mogę dodać Tobie otuchy słowami, że nie jesteś sama. Choć jestem młodszy, to jestem też psychicznie bardzo znerwicowany i czasem przeżywałem też z tego powodu fizyczny ból (objawy somatyczne). Ktoś z zewnątrz mógłby powiedzieć, że nic wielkiego nie robię, a jednak czasem już po prostu nie mam siły, by się modlić.

Pamiętaj, że cierpienie możesz ofiarować Bogu - myślę, że dla Niego jest to obecnie bezcenne, bo On bardzo potrzebuje modlitw i ofiar, by mógł zbawić i ocalić jak najwięcej ludzi. Sądzę, że jest taki deficyt, że Bóg nie wzgardzi choćby najlichszą modlitwą za grzeszników i za świat. Proszę, byś o tym pamiętała i tego nie marnowała. Ksiądz Adam Skwarczyński ostrzega przed tym, co ma nadejść. Czy tak będzie to nie wiem, ale wierzę, że tak może być.

Spokojnie. Niedawno sobie pomyślałem, że takie cierpiące, smutne osoby (czy w jakichś sposób ułomne) paradoksalnie mogą mieć w sobie więcej życia niż młody, dynamiczny, pracujący w zespole pracownik korporacji, podróżnik, bloger i pisarz w jednym ;) dlaczego? Ponieważ marzenia, szczęście czy osiąganie celów to nie jest życie. Dla naszych zachcianek jest to bardzo niewygodna prawda, ale zostaliśmy stworzeni dla Boga.

Chyba nie ma to znaczenia, czy czuje się sens w życiu, czy nie. Jesteśmy stworzeni dla Boga i powinniśmy żyć choćby z myślą, że On nas z miłością stworzył, a nie chcielibyśmy sprawiać Mu przykrości niewdzięcznością. Jeśli będziemy dobrze żyli (zgodnie z nauką Kościoła), to nasze cierpienie się kiedyś skończy i odpoczniemy na wieki. To jest tylko krótki czas przed wiecznością.

Dla mnie zaakceptowanie swojej słabości daje pewien komfort i ulgę. Nie wiem, czy tak jest, ale mam nadzieję, że przez moją ułomność Bóg jeszcze bardziej się o mnie troszczy. Czyż nie jest to przyjemne pozwolić sobie na ten komfort, by po prostu zwolnić? By zaakceptować to, że jestem słaby? Że nie muszę nie wiadomo czego osiągać w życiu?

Tak na marginesie - jakiś czas temu rozstała się ze mną dziewczyna po długim związku. Myślałem, że będzie moją żoną. Nie doszło jednak do tego. Bardzo cierpiałem, ale prawdopodobnie dobrze się stało. Da się to przeżyć, choć pewnie najlepiej trzeba uciąć kontakty z taką osobą, by nie rozdrapywać ran.

 Re: Nie widzę sensu swojego istnienia
Autor: Kasia (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2019-11-23 05:45

Dziękuję wam za odpowiedzi.
Czuję że przyszedł krytyczny moment bo też mam objawy somatyczne tj. Bezsenność, bóle glowy,bole nóg tak że nie mogę się podnieść. W moim przypadku tak naprawdę moj stan wynika z poczucia bycia nie w tym miejscu w życiu w którym pragnęłam być. Rozstalismy się bo nie był to dobry związek (ja tak zdecydowałam), chociaż wiem że on jest dobrym człowiekiem tylko NAM się nie udało. I mam świadomość że powrót do siebie nie sprawilby że poczuje się lepiej. To co czuje to też tynienawiść do siebie (też z tego powodu że tak się czuję zamiast 'wziąć się w garść' bo to TYLKO złamane serce przecież), bezradność, poczucie straconego czasu i brak nadziei..
Ciężko mi pracować i skupiać uwagę na czymkolwiek.
Wiem że to 'dziecinne' ale mam trochę żal do Boga że pomimo mojej wierności w dotychczasowym życiu (mniej lub bardziej ale zawsze byłam blisko) okazało się że wiara 'nie wystarczy' by cieszyć się życiem i łatwiej znosić codzienność.
Raz jeszcze dziękuję Wam i życzę dobrego dnia!

 Re: Nie widzę sensu swojego istnienia
Autor: Marcin (---.static.qld.asp.telstra.net)
Data:   2019-11-26 01:21

Kasiu. Ja tez tak mam. Te same objawy, mysli i odczucia. Podobne powody, zlamane serce przez corke. Modlitwy nic nie pomagaja, z zona oddalamy sie od siebie przezywajac to po swojemu. Sytuacja sie pogarsza, nie poprawia z czasem. Ja potrafie tylko jedno. Skoro moje zycie i tak wydaje sie bez sensu, nie mam ochoty zyc, nie czerpie z zycia zadnej radosci, czuje sie przegrany, czuje ze caly trud bycia wiernym przez te wszystkie lata nic nie dal... Nie chce swojego zycia, wiec oddam je z powrotem temu kto mi je dal, niech on z nim zrobi co chce. Oddaje mu kazde cierpienie, modlitwe kazde uczucie bezsensu i beznadziei. Moze na cos mu sie to przyda, nie wiem, ale nic juz nie pozostaje wiec to robie, oddaje czas swojego zycia i kazda chwile cierpienia Bogu...

 Re: Nie widzę sensu swojego istnienia
Autor: Asia (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2019-11-27 21:12

Napisałaś, że masz żal do Boga. Powiedz Mu o tym. Wypowiedz ten żal przed Nim. Tak jak czujesz. Szczerze. Napisałaś, że nie masz siły na modlitwę. Ale to naprawdę nie trzeba wiele. Wystarczy, że skierujesz do Niego swoje myśli. Że uświadomisz sobie, że On jest obok i słucha. Że poprosisz Go, żeby tak właśnie usiadł obok i posłuchał twoich myśli. Tego wszystkiego, co jest w tobie. Żeby jakby przeszedł się po tych myślach razem z tobą. Posłuchał ich. Tak jak tutaj piszesz, w taki sam sposób możesz napisać do Niego - tak właśnie w myślach. Kierując do Niego swoje myśli. On je na pewno chętnie i z uwagą przeczyta. Posłucha ich w tobie. Zobaczy, dotknie. I przemieni. Spróbuj. Naprawdę niewiele trzeba. Nie musisz klękać. Po prostu usiądź albo nawet połóż się i skieruj do Niego swoje myśli. Albo nawet jeszcze mniej. Po prostu poproś Go, żeby usiadł obok ciebie i tak po prostu posiedział. On z tobą, a ty z Nim. Tak po prostu, w ciszy. Możesz otworzyć Pismo św. i położyć obok. Żeby łatwiej uświadomić sobie Jego obecność. Naprawdę niewiele trzeba. I to niewiele z twojej strony, może przynieść naprawdę bardzo wiele. Wiele z Jego strony. Spróbuj.

Napisałaś, że zawsze byłaś blisko. Mniej lub bardziej, ale blisko. I że "okazalo się że wiara 'nie wystarczy' by cieszyć się życiem i łatwiej znosić codzienność." Blisko - może jednak niewystarczająco? Za mało blisko. Może spróbuj bardziej się zbliżyć. Wiesz, ja myślę, że jeśli człowiek jest tak naprawdę blisko Boga, jeśli dostrzega Jego obecność w swoim życiu, to nie może powiedzieć, że nie widzi sensu swojego istnienia. Jeśli jest blisko, to ten sens widzi. To On nadaje sens jego życiu. Jest tym sensem. On żyje dla Niego, z Nim. Czując, że jest kochany i prowadzony przez Niego. Nie widzisz sensu swojego życia. Może właśnie dlatego, bo nie jesteś wystarczająco blisko. Spróbuj to zmienić, a myślę, że zaczniesz ten sens powoli dostrzegać. A nawet jeśli nie, to będąc blisko i mając świadomość, że żyjesz dzięki Niemu, wystarczy, że zdasz się na Niego i po prostu przyjmiesz i uwierzysz, że On widzi ten sens. Ty nie widzisz, ale On tak. Może tak przyjmij na początek. I staraj się dostrzegać Jego obecność w swoim życiu. To, że jest obok. Blisko. Jeśli to dostrzeżesz, to zaczniesz również dostrzegać ten sens.

Może na koniec przytoczę jeszcze słowa pewnego księdza. Powiedziane kiedyś u nas w parafii, w czasie któregoś kazania. Już dawno. Teraz pisząc mi się przypomniały:

"Jak ktoś zagubił sens swojego życia, to powinien często przychodzić na cmentarz, bo to jest miejsce, gdzie można ten sens odnaleźć."

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: