logo
Niedziela, 05 kwietnia 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Niesa (---.147.104.205.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2020-03-20 20:17

Witajcie, jak w temacie - szukam porad odnośnie tego jak pokochać Boga.
Czytając Pismo Święte niestety nie umiem się nim zachwycić, a podziw w miłości jest wskazany. Moim głównym "bólem" jest to, że nie podoba mi się stworzony świat: nie zachwyca mnie ludzka i zwierzęca fizjologia (zapach... konieczność składowania), to, że jest błoto, kurz, a jedzenie się psuje - jednym słowem, raj to to nie jest :) W kwestii moralnej: nie umiem pojąć sytuacji, że np. zgwałcone dziecko musi przebaczyć z serca oprawcy który nie żałuje - inaczej nie zostaną mu przebaczone jego grzechy. Dodatkowo: za doznane cierpienie nie ma żadnej obietnicy rekompensaty w życiu przyszłym, czyli 'royal baby' otrzyma dokładnie to samo co dziecko zgwałcone - niebo i to samo co gwałciciel - gdy tylko pożałuje. Mam wrażenie, że Bóg wszystkich kocha tak samo, ale jednak przyzwala na cierpienie niewinnych: krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować... swojemu dziecku kazałabym odsunąć się od krzywdziciela, nie mścić się ale nie pozwalać na krzywdę.. a tu proszę. Nie widzę w tym dobra, zatem ostatecznie nie umiem pokochać Boga. Czy ktoś ma dla mnie jakąś radę jak zachwycić sie Bogiem?

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-03-20 21:01

Temat szeroki; biorę tylko jeden wątek.
Zachwycam się kwitnącym storczykiem, gdy patrzę na niego, a nie na kosz ze śmieciami stojący niedaleko. Zachwycam się człowiekiem, gdy widzę jego piękno, a nie podziwiam tego, że tapla się w grzechu.
Czy jeśli rodzic kocha swoje dziecko, to zachwycać go musi zawartość jego pieluchy?

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-03-20 22:16

Niesa, kochać to zgodzić się na taki stan rzeczy, jaki w tej chwili doświadczasz.
To co wyrażasz, to "kochanie" za coś czyli interesowne. Miłość jest wolnym wyborem.

Nic nie musisz. Co do niezadowolenia ze stworzonego świata, to spróbuj sama coś stworzyć, może uda Ci się coś lepszego.

Czy byłaś już w życiu przyszłym, że poddajesz ocenie jak i co będzie egzekwowane?

Zgadzam się z Tobą, że od krzywdziciela należy się odsunąć i tak też Jezus Chrystus odsuwał się, zostawiał, kiedy widział zatwardziałość serca, a nawet uchodził z miejsca, w którym chciano Go np. zrzucić z góry, urwiska, też się bronił.

Pytasz, jak zachwycić się Bogiem? Jest bardzo wiele możliwości. Dla mnie na pierwszym miejscu wybrzmiewa w świadomości, fakt Bożej obecności, tak bliskiej w każdym człowieku. Daje to poczucie tożsamości mimo iż świat może zaprzeczać.

Obecność Boga w codziennym życiu przez słowo Boże, nadaje codzienności sens i nieustanne niespodzianki, że możesz być w dialogu takim intymnym ze swoim Stworzycielem Bogiem Ojcem, który w Synu może Cię dotknąć. Życzę Ci, bo i do takiej miłości w Bogu, w zjednoczeniu w Nim, jesteśmy powołani ale kalkulację zostaw za drzwiami by pozwolić się przygarnąć Jego miłości.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Estera (---.147.115.53.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2020-03-21 09:44

Przebaczenie nie oznacza np. kontaktu z oprawcą. Nie rozumiem, dlaczego wg Ciebie "royal baby" ma mieć mniejsze, szanse na niebo niż ktokolwiek inny.
Raju na ziemi nie doświadczysz i nie wiem dlaczego tego oczekujesz.
W kwestii Boga sugeruję pogłębić wiedzę. Po to, żeby wyprostować błędne myślenie.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-03-21 12:03

Raj już przecież był. Stworzony przez Boga. I zauważ, że to nie Bóg sprzeciwił się zasadom życia w raju.
Co więc potem zrobił? W swym Synu UMARŁ z miłości, żeby pełnia życia mogła powrócić. Zmartwychstał i my zwmartwychwstaniemy.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Aneta (77.87.0.---)
Data:   2020-03-21 12:36

To nie "stworzony" świat Ci się nie podoba tylko świat zepsuty przez grzech. Bogu też się nie podoba, dlatego po jego zakończeniu da nam nowy, lepszy. Zmartwychwstaniemy my i niejako cała rzeczywistość. Wtedy na pewno Ci się spodoba 😊

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: grześnica (---.multi.internet.cyfrowypolsat.pl)
Data:   2020-03-21 14:36

Co do sprawy wykorzystania niewinnych - nieletnich, na youtube jest piękne świadectwo Anny Golędzinowskiej, która opowiada jak Bóg pomaga przez Maryję:
https://www.youtube.com/watch?v=tgwATtgqAU4

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Mateusz (31.42.21.---)
Data:   2020-03-21 22:24

Nieso, czy prosząc o odpowiedź na swoje pytanie nie wymagasz od nas troszeczkę za dużo? Chcesz, żebyśmy wyjaśnili krótko i przystępnie, dlaczego na świecie jest tak, jak jest, czyli istnieje Bóg, a jednocześnie ludzi dotyka zło. Aby się tego dowiedzieć, ludzie stworzyli cały dział w teologii, zwany teodyceą, a zajmujący się właśnie problemem zła. Jest on jednak na tyle obszerny, że nie da się go streścić w trzech zdaniach, musiałabyś sama szerzej się nim zainteresować.
Pisał też na ten temat jeden z najbardziej przemawiających do mnie filozofów, Gottfried Wilhelm Leibniz. Jego znanym stwierdzeniem jest to, że "Bóg stworzył najlepszy z możliwych światów". Czyli wszystko to, co nas otacza i czego doświadczamy, jest w jakimś celu. Nawet jeśli pozornie dzieje się źle, tak naprawdę jest dobrze. Brzmi jak absurd? Być może, ale spójrz: ludzie, którzy doświadczają chorób i umierają, nie cierpią już więcej. Jeśli żyli dobrze, trafiają do Nieba, gdzie czeka na nich wieczna nagroda. Ze zła może wynikać dobro, nigdy odwrotnie. To z kolei potwierdza wynikanie logiczne, jeśli dziedziny humanistyczne do Ciebie nie przemawiają.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Xxx (---.cable.dynamic.surfer.at)
Data:   2020-03-23 09:20

Bóg nie chce naszej wygody, tylko naszego rozwoju. Niektórzy mają tak twarde serca, że cierpienie obcych ich wcale nie wzrusza, może trochę wzruszą się nad cierpieniem niewinnych dzieci. Pan daje też im szansę doskonalenia się w miłości. Ci źli i obojętni to też nasi bracia, kochani przez Boga nie mniej niż inni.
Nie martw się tak bardzo stanem świata. Na szczęście nie my jesteśmy jego zbawicielach, a nasz pobyt tu nie trwa długo. Czas dany nam tutaj zleci Ci szybciej niż myślisz. Jeśli nie wierzysz - zapytaj kogoś starszego.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Marek (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-03-23 13:42

To, że boli Cię niesprawiedliwość czy niedoskonałość to dobrze - wszak wszystko to jest skutkiem grzechu (pierworodnego, ale myśmy się też dorzucili). Zatem nie kochasz grzechu

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Niesa (---.centertel.pl)
Data:   2020-03-28 21:20

Pierwotny tutuł mojego posta to był : Jak pokochać Boga.
Boli mnie to ,że mam przykazanie kochać to wszystko co widzę, inaczej nie będę mogła przebywać w niebie. Bóg stworzył świat jaki się jemu podoba, a ja mam przymus się z tym zgodzić bo użycie wolnej woli do braku uwielbienia kończy się wieczną karą. Za doznane krzywdy nie czeka żadne pocieszenie , dlatego też " royal baby" wejdzie do nieba doświadczywszy większej ilości dobra niż dziecko maltretowane. Smutne to. Na dodatek- gdyby dziecko maltretowane nie przebaczyło oprawcy, to może nawet i do piekła trafić. Dla mnie życie to jednak wyrok a nie dar i ciężko mi uznać w Bogu Ojca- skoro tak samo kocha złych jak i dobrych, gwałciciela tak samo jak ofiarę to troche jakby nie kochał ofiary.
Odpowiedzi jakie tu przeczytałam nie trafiły w sedno sprawy, niemniej jednak dziękuję za podjęte próby....

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Tomasz (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-03-28 22:22

Na pytanie: "jak pokochać Boga" mogę odpowiedzieć tak: Trzeba Go poznać, a wtedy miłość do Niego sama przyjdzie. Nie wiem, czy dla Ciebie będzie to pomocne, ale opiszę jedno zdarzenie ze swojego życia. Kiedyś byłem bardzo religijny, byłem nawet przez dwa lata w zakonie. Teraz jest różnie. Mam wiele zastrzeżeń do Boga. Do tego, jak funkcjonuje stworzony przez Niego świat. Ale kiedyś, będąc samotnie w zakonnej kaplicy miałem takie zdarzenie: W głowie miałem pewne poważne zarzuty pod adresem Boga. Modliłem się dość niestandardowo, można powiedzieć nawet bluźnierczo. W każdym razie chciałem odejść od Boga i zwrócić się ku jakimś bezosobowym ideałom, bo myślałem, że Bóg jest w jakiś sposób zły. Prosiłem Go, żeby mi na to pozwolił i mnie nie powstrzymywał. I wtedy nagle zamknąłem oczy i jakbym znalazł się gdzie indziej. Nie wiem gdzie, ale znalazłem się w towarzystwie jakiejś duchowej istoty. Widziałem tę istotę, ale nie było to widzenie jakby oczami, ale jakieś takie widzenie, które pozwala dostrzec prawdę o tym, co się widzi. I zobaczyłem istotę świętą i doskonałą. Wcześniej te słowa: "świętość" i "doskonałość" były dla mnie puste, kojarzyły się z jakąś pychą i próżnością, ale tu poznałem ich znaczenie. Co zobaczyłem: Była to istota bezgranicznie kochająca i niezdolna do jakiejkolwiek zemsty. Gdy do mnie to dotarło obudziła się moja złośliwa natura i chciałem podejść do tej istoty i ją jakoś zranić. Mam takie ciągoty w sobie, że jak widzę coś wzniosłego to chcę to zepsuć. Czasami jestem bezinteresownie złośliwy wobec kogoś, kto robi coś dobrego. Wiedziałem, że nic mi za to nie grozi, bo ta istota po prostu nie jest zdolna do odpowiedzenia złem za zło, które jej wyrządzę. I przeraziłem się tego. Nie dlatego, że bałem się kary. Bałem się po prostu tego, że zadam ból komuś, kto jest absolutnie niewinny i nie będzie się bronić. Chciałem jak najszybciej uciec z tego miejsca, bo wiedziałem, że moja grzeszna natura nie pasuje do tego. W tym momencie widzenie znikło.
Nie wiem, co widziałem. Mam wrażenie, ze dane mi było zobaczyć serce Boga. Ale wiem, że wolę nigdy więcej tego nie spotkać, niż żebym przy okazji spotkania miał Go zranić. Może kiedyś moje serce będzie na tyle czyste, że będę w stanie podejść do Niego i po prostu Go kontemplować. Na razie moja grzeszna natura mi na to nie pozwala. Moje wątpliwości nie znikły, ale wolę mieć te wątpliwości niż znowu w stanie własnej grzeszności spojrzeć tym poznawczym i rozwiewającym wszelkie wątpliwości spojrzeniem na autentyczną świętość, miłość i doskonałość.
Mam propozycję dla Ciebie: Zamiast myśleć, "jak pokochać Boga" poproś Go by w jakiś sposób dał Ci się poznać. Gdy Go poznasz to przekonasz się, że jest On tym, czego naprawdę pragnie Twoje serce. I daj Bogu wolna rękę odnośnie tego, jak i kiedy da Ci się poznać. Zaufaj Mu, a On sam będzie działać.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-03-29 00:10

"Czy ktoś ma dla mnie jakąś radę jak zachwycić sie Bogiem?"

Najpierw zechciej zrezygnować ze swoich błędnych wyobrażeń o Nim. I ze swoich bzdurnych (przepraszam za dosadność) twierdzeń, których tak kurczowo się trzymasz. (Pycha nie pozwala zachwycić się Bogiem).

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: B. (---.24.66.252.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2020-03-29 03:47

Niesa, napisałaś „mam przykazanie kochać to wszystko co widzę, inaczej nie będę mogła przebywać w niebie”.
Przykazania takiego NIE MASZ, tylko ‘tak to zrozumiałaś’.
Nauka Boga i Kościoła jest zupełnie inna (szczegóły za moment).

Napisałaś: „ciężko mi uznać w Bogu Ojca - skoro TAK SAMO KOCHA ZŁYCH JAK I DOBRYCH, gwałciciela tak samo jak ofiarę”.

Kocha wszystkich, to prawda, ale skąd wzięło się u Ciebie przekonanie o bezkarności złych?
Druga z głównych prawd naszej wiary jest taka:
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.

Przypuszczam, że chyba nie jesteś jeszcze mamą. Wyobraź sobie jednak że jesteś. Masz dwóch synów. Jeden dobry, pomocny, życzliwy, kochane dziecko, drugi wpadł w złe towarzystwo, kradnie, a nawet napadł na kogoś. Jako matka chyba będziesz cierpiała z powodu drugiego syna, prawda? Czy „oddasz go katom”, czy zrobisz wszystko, żeby się poprawił? Czy będziesz go odwiedzała, jeżeli trafi do więzienia? Sądzę, że twoje odpowiedzi będą twierdzące - z pewnością zrobisz wszystko co w Twojej mocy aby syn się poprawił, a także będziesz załatwiała widzenia w więzieniu…
Św. Monika miała syna Augustyna, przez którego cierpiała około 20 lat. Modliła się za niego przez te lata, i w końcu poprawił się! Tak bardzo i radykalnie, że w końcu został świętym. Powiedzmy że i Twój zły syn poprawi się za kilka miesięcy lub lat. Czy ucieszysz się, czy będziesz dalej przygnębiona? Czy ten syn ma prawo powrócić do pełni Twojej miłości i czułości? No ale co z jego ofiarami?
Nauka Kościoła jest taka, że powinien zadośćuczynić ofiarom. Jeżeli okradł - powinien zwrócić to co ukradł, jeżeli tej rzeczy już nie ma, to równowartość. A jeżeli to przekracza jego możliwości, bo nie ma tyle pieniędzy? Co Twoja matczyna sprawiedliwość mu podpowie?
Niejednokrotnie uczynienie czegoś złego jest jak rozdarcie poduszki na silnym wietrze. Pierze rozsypało się i nie jesteś w stanie tego pozbierać. Ale jesteś w stanie zrobić coś dobrego jakby „w zamian”. Są świadectwa wielkich zbrodniarzy, którzy nawrócili się i starają się teraz z całych sił czynić dobro (np. Bernard Nathanson). Inny wielki grzesznik, który ostatnio uznał swoje straszne winy, to Waldemar Zboralski. Sam o sobie mówi, że zasłużył na kilka biblijnych kamieni młyńskich za zgorszenia, jakie spowodował. Jak patrzysz na tego schorowanego teraz człowieka, który stara się publicznie, jak może, naprawić choć trochę zło które przez 33 lata spowodował…
To czego jakby pragniesz, taka dokładna sprawiedliwość, była w Prawie Mojżeszowym. Np.:
„19 Ktokolwiek skaleczy bliźniego, będzie ukarany w taki sposób, w jaki zawinił. 20 Złamanie za złamanie, oko za oko, ząb za ząb. W jaki sposób ktoś okaleczył bliźniego, w taki sposób będzie okaleczony. 21 Kto zabije zwierzę, będzie obowiązany do zwrotu. Kto zabije człowieka, będzie ukarany śmiercią.” Księga Kapłańska 24

Czy to uchroniło Izraelitów od przestępstw? Niestety, nie… Chociaż na pewno perspektywa tak surowych kar wychowywała ich do dobrego.

Prawo Mojżeszowe działało przez wieki. W stosunku do świata pogańskiego było krokiem milowym w humanizacji obyczajów ludzkości (np. w krajach pogańskich otaczających Izrael ze wszystkich stron powszechne było składanie bożkom barbarzyńskich ofiar z … ludzi (w tym z niewinnych dzieci). Izraelowi Bóg tego zakazał. Boża ekonomia zbawienia zmieniła te straszne ofiary na ofiary ze zwierząt. Potem przyszedł sam Bóg na ziemię, narodził się z Maryi. I złożył w ofierze Samego Siebie.... Niepojęte? Przypuszczam że miliardy istot duchowych, aniołów, nie rozumiało tego. A już najbardziej zdumiewające było to, że Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, dał się ludziom skatować i przybić do krzyża. Cały wszechświat zrozumiał, że ta solidarność Boga ze złymi ludźmi to coś niepojętego i wielkiego. Że Bóg nieodwołalnie stanął po stronie błądzących ludzi. Będziemy żyć wiecznie. I to z ciałem, Jezus Zmartwychwstał i nasze ciała też zmartwychwstaną. Jakie zadania przygotował dla nas Bóg?
„9 (…) ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.” 1 list do Koryntian 2:9

Czy możliwe są tak wielkie rzeczy, że serce człowieka nie zdoła pojąć?
Sytuacja epidemiczna pokazuje nam, że to co wczoraj przez myśl by nam nie przeszło, JEST możliwe. Np. zamknięcie szkół, kościołów w skali świata.

Bóg nie chce grzeszników zgubić, ale chce doprowadzić do nawrócenia. Po to umarł, aby poruszyć nasze kamienne serca. Jednocześnie wziął na siebie karę za grzechy Twojego złego syna. Oczywiście, warunkiem odpuszczenia grzechów syna jest także jego żal za grzechy, szczery, dogłębny żal oraz mocne postanowienie poprawy. Istnieje także czyściec. „ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień.” 1 list do Koryntian 3,15
Co znaczy „jakby przez ogień”? To właśnie czyściec. Osobiście wolałabym tak mówić, czynić, żyć, aby uniknąć tego „jakby przez ogień” i trafić prosto do nieba :)

Ludzie błądzą. Ja błądzę, Ty błądzisz, wszyscy błądzimy. O swoich oprawcach Jezus powiedział umierając na krzyżu, że nie wiedzą co czynią… Jest błogosławieństwem Boże miłosierdzie, ale jak przeczytałaś wyżej, nie bezwarunkowe.
Boże Prawa, które uważamy za oczywiste, wcale takimi nie były. Proste, genialne „nie cudzołóż”, „nie zabijaj”, „nie kradnij”. Mieszczą się na jednej stronie, są zrozumiałe, jasne, choć syntetyczne. My, ludzie, tworzymy (rocznie!) miliony stron prawa - ustaw, rozporządzeń, itd. Bóg dał Mojżeszowi Dekalog, który umieszczony został jako świętość w Arce Przymierza. Czy np. „nie kradnij” było zbędne, bo oczywiste? O nie, nie było oczywiste. Kali ze świetnej książki Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy” na pytanie dotyczące kradzieży odpowiedział „złe jest, jak ukraść Kalemu, dobre jest jak Kali ukraść”…
Pozdrawiam :)

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: abc (---.96.183.9.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2020-03-29 04:19

Uczepiłaś się tego gwałciciela, ale niech ci będzie. Szkoda, że nie napisałaś ile masz lat.

Po pierwsze. Pokazujesz obraz, który nie istnieje naprawdę. Nie ma czegoś takiego jak gwałciciel i koniec. Nie ma czegoś takiego jak zgwałcone dziecko i koniec. Taki jest twój obraz człowieka? Chyba że masz kilkanaście lat, to w porządku. W tym wieku życie jest czarno-białe. Człowiek, który zgwałcił, zrobił oczywiście coś bardzo złego. Ale czy to jest jego całe życie? Po prostu żył 50-70 lat i jedyne co zrobił to zgwałcił? Niechby nawet ze trzy razy. Ale nic więcej? Przez całe życie żadnego dobrego słowa, dobrego czynu, uśmiechu, pomocy, zupełnie nic? Żadnych dobrych poruszeń, żadnej miłości, żadnej pracy? To albo był psychicznie chory i nie odpowiada za swoje czyny, albo był tak bardzo skrzywdzony przez innych, że za jego zło odpowiadają inni ludzie. Nie wiesz, jak bardzo został skrzywdzony np. jako dziecko. Pomyślałaś o tym? Pewnie nie. A przecież współczujesz mocno dziecku, które zostało przez niego skrzywdzone. Patrzysz tylko na zło. A każdy człowiek jest i dobry i zły. Uczyli nas prawdy wiary, że "Bóg za dobro wynagradza a za zło karze". I chociaż niektórzy uważają, że to jest nie najlepsze sformułowanie (dziś bardzo się boimy wypowiedzieć że to Bóg nas karze), bo to przecież my sami, ale to nadal jest prawdą. Każdy nawet najgorszy człowiek robi też w życiu dobre rzeczy, a tylko Bóg wie jak się w nim to dobro i zło miesza, w jakim procencie, jak bardzo go przenika.

Po drugie. Dziecko skrzywdzone. Ale co? Ktoś je zgwałcił i to było całe jego życie? To dziecko umarło? Bo jak umarło właśnie wtedy, to jak ma wybaczyć? Jak umarło później, ale nadal jako dziecko, to mogło jeszcze nie rozumieć wybaczenia. Mówią że do któregoś roku życia dziecko nie popełnia grzechu ciężkiego, bo tego nie rozumie. Brak wybaczenia nie może tu być grzechem ciężkim. Bo piszesz: "gdyby dziecko maltretowane nie przebaczyło oprawcy, to może nawet i do piekła trafić". Dopóki tego nie rozumie to nie może. Żeby był grzech musi być świadomie i dobrowolnie.

Chyba, że chodzi ci o człowieka dorosłego, który jako dziecko był zgwałcony. To wracamy do tego co wyżej. Ma 50-70 lat i nic innego się w jego życiu nie wydarzyło oprócz tego, że był zgwałcony? Całe jego życie, to ten gwałt? Ależ oczywiście, że to piętno można nosić całe życie, że wszystko może być trudniejsze. Ale sam nigdy nic złego ani dobrego nie zrobił? Człowiek dorosły rozumie doskonale, że choć popełnia zło, to wcale nie jest samym złem. Że często tego zła wcale nie chce. Że to jego dramat. Że nienawidzi siebie za to zło, a żyć dalej musi. Człowiek dorosły doskonale wie, jak łatwo jest chwilami popełnić grzech. Kiedy się namnożą takie i inne emocje, kiedy się kotłują w nas i nie umiemy sobie z nimi poradzić. Różne grzechy popełniamy, ale twoje grzechy nie są piękniejsze od grzechów innych ludzi. Bóg widzi całe nasze życie, a nie tylko u jednego zło, a u drugiego krzywdę. Tylko dziecko widzi życie jako czarne albo białe, bez tych wszystkich odcieni dobroci i zła. Jeżeli to dorosłe "dziecko" trafi do piekła, to na pewno za swoje własne grzechy, za swoje własne zło i współczuć mu można tak samo jak tamtemu gwałcicielowi. Albo nie współczuć, jak wolisz.

Po trzecie. "Za doznane krzywdy nie czeka żadne pocieszenie". A niebo nie jest pocieszeniem? Dla mnie jest. Ale rozumiem, chodzi ci o to że w tym niebie będzie obok siebie gwałciciel i zgwałcony, tak? Daj Boże, żeby tak było. Ale "od zawsze" mówi się w Kościele o różnej szczęśliwości w niebie. To nie tak, że ja w niebie będę równa Matce Bożej. Czujesz to, prawda? Maryja bez grzechu będzie bliżej Boga niż ja. Różnie się to ujmuje. Np. że przez całe życie na ziemi "budujemy" swoje serce. Może ono być małe lub wielkie. W niebie dostajemy tyle Bożej miłości i szczęścia ile się "zmieści" do naszego serca. Przy wielkim sercu zmieści się więcej. Każdy dostanie do pełna, każdy będzie szczęśliwy, ale tyle ile potrafi. Bóg jest sprawiedliwy i każdemu wynagrodzi każde jego dobro. Inni mówią o różnych poziomach nieba. W Biblii istnieje zwrot "trzecie niebo" (2 Kor 12,2) i "wszystkie Niebiosa" (Ef 4,10). A „Dekret dla Greków Soboru Florenckiego” (1439 r). mówi, że dusze świętych widzą Boga w zależności od zróżnicowanych zasług. Nie próbuję nawet tego objaśniać, czy to będzie: bliżej, bardziej, jaśniej, więcej. (Dodajmy, że w piekle też cierpienie nie będzie równe dla wszystkich).

Po czwarte. To nam chyba łatwiej zrozumieć, a ty zupełnie pomijasz. Istnieje czyściec. Wiesz co to jest czyściec? To tam najbardziej zrozumiemy Bożą sprawiedliwość. Musisz być bardzo młoda, skoro nie czujesz, jak straszne jest zrozumienie swojego grzechu. Poczytaj wypowiedzi kobiety, która zabiła swoje dziecko, albo trzeźwiejącego alkoholika/narkomana. Zrozumienie jak wielkie popełniło się zło jest często nie do wytrzymania. Bóg łatwiej daruje nam niż my sami sobie. Pamiętasz? Judasz się powiesił. Nie wytrzymał. Piotr też nie mógł sobie darować. Ale zaufał Bogu. Nawet nie chcę wiedzieć jak się czuje gwałciciel, gdy wchodzi do czyśćca. Ale na pewno każdy, kto jest w niebie, będzie szczęśliwy, że grzesznik się nawrócił. Teraz tego nie rozumiesz. Może jesteś za młoda, a może jeszcze nie miałaś prawdziwie mocnych pokus, a może nie zanalizowałaś dogłębnie swojego własnego grzechu, a może lubisz sobie po prostu podyskutować. A może szukasz wykrętu, usprawiedliwienia, dlaczego nie masz ochoty kochać Boga. Najlepiej zwalić winę na samego Boga.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Niesa (165.225.206.---)
Data:   2020-03-29 20:27

Niemal zupełnie zboczyliśmy z tematu, ale myślę, że mogę pociągnąć temat.

Do B:
Doskonale rozumiem co piszesz. Jeśli chodzi o przykład dobrego dziecka i złego dziecka - tak, Bóg chce nawrócenia serca złej osoby a nie jej zguby i super. Gdzie jest jednak troska o ofiarę zła? Rzadko kiedy ludzie czynią zadośćuczynienie za krzywdy, sama pochodzę z trudnej rodziny i ani nie widać poprawy, ani zadośćuczynienia. Poniosłam szkodę której nie da się już odwrócić ani zminimalizować jej skutków .Niestety nie mogę liczyć na pomoc Boga ani na zadośćuczynienie po śmierci. Dlatego ciężko uznać mi w nim dobrego Ojca. W gruncie rzeczy , biorąc pod uwagę przypowieści ewangeliczne Bog nie jest sprawiedliwy z ludzkiego punktu widzenia. Kochać wrogów, wszystkim przebaczać, krzywdy znosić. I znów chamscy, perfidni ludzie są ochronieni a spokojni- uciemiężeni. Jezus sam dobrowolnie wydał się na mękę dla naszego zbawienia, ja osobiście chciałabym mieć wybór - ale go nie miałam. I nie samo cierpienie jest najgorsze ale brak jego sensu. Gratuluje tym, którym los dał dobre warunki, bo są na wygranej pozycji. Najbardziej żal mi ofiar holocaustu i innych tragedii. Tak się kończy wolna wola. Wcale nie cieszę się że muszę brać udział w "grze" zwanej życiem.

ABC:
1. Dla dziecka zgwałconego nie ma znaczenia ,że oprawca np. był miły dla mamy. Ono cierpi traumę, być może nigdy nie dozna miłości , nie założy rodziny, w każdym razie: szkodę poniosło a rekompensaty brak. Szukam odpowiedzi na to czy Bóg wynagrodzi biednym, chorym i skrzywdzonym los jaki ich spotkał. Jeśli znasz taki fragment Biblii to poproszę. Znam z kolei fragment o braku wybaczenia krzywd....który to stawia ofiarę w bardzo poważnej sytuacji: wiecznego potępiania za brak przebaczenia. Ofiara jest tym samy w podwójnie trudnej sytuacji. To ,że gwałciciel odpokutuje swoją winę np. w więzieniu lub czyśccu w niczym nie pomaga ofierze. Podobnie jak to,że trafi do nieba - nie pomożę jej ani jej nie zaszkodzi. Możę się z tego cieszyć ,ale bólu jej to nie cofnie i nic nie zostało zrekompensowane.

2. Co do poziomu szczęscia w niebie - nie zależy od ilości doznanych krzywd lecz od tego jak bardzo nauczyliśmy się kochać. Zazwyczaj osoby wychowane w dobrych, mądrych rodzinach katolickich są bardziej zdolne do miłości w życiu dorosłym niż np. DDD. To oznacza,że nie tylko są szczęśliwsze za życia ( fajna rodzina, być może udane życie zawodowe itd) ale pójdą tez do nieba. I super. DDD będzie się zmagało z trudnymi postawami żalu, trudniejszych warunków życia, relacji, braku wsparcia od rodziców, biedy ( nie jest to jedyny scenariusz oczywiscie) w każym razie ma trudniej w tym życiu a i do nieba nie jest tak łatwo trafić gdy zmagamy się z nienawiścią do ojca psychopaty i chama, którego Bóg kazał nam kochać. Za doznane krzywdy rekompensaty Bóg nie obiecuje bo będzie sądił z miłości. I znów pokrzywdzony przez rodziców człowiek jest na trudniejszej pozycji. Oczywiście w trakcie życia powinien się na tyle oczyścić z miłości własnej ażeby nie mieć żalu do rodziców, oprawców. Niemniej jednak doznał mniej dobra co osoba z rodziny nromalnej. Tak życie jest niesprawiedliwe i tyle. Z tym właśnie pogodzić się nie umiem, że Bog jest inny, że po ludzku jest niesprawiedliwy. Dlatego cięzko mi go pokochać i szukam na to sposobu.

Moja rada dla Ciebie - być mozę masz satysfakcję z oceniania innych na odległość, ale źle to świadczy o Tobie. Popracuj nad tym.

KONKLUZJA: chciałam się dowiedzieć jak radzicie sobie z uwielbieniem Boga skoro świat który widzę nie jest ani estetyczny ani pachnący ani dobry ( ale to akurat wina człowieka). Nie znalazłam odpowiedzi ale dowiedziałąm się co innego za co dziękuję. Celem naszej egzystencji jest przy pomocy łaski zjednoczyć się jak najbardziej z Bogiem który jest miłością. Miłością inną niż my myślimy jako ludzie zatem jest to proces trudny. Na pytanie o sens cierpienia nie ma dobrej odpowiedzi. W takich warunkach jak nam przyjdzie mamy nauczyć się kochać czyli zupelnie rezygnować z siebie na rzecz innych osób, w tym wrogów bo Bog kocha wszystkich. Niektórzy mają szczęście być kochani a niektórzy trafiają do komór gazowych. Bóg się w to nie wtrąca, nie rekompensuje też doznanych krzywd ( albo ja o tym nie wiem). Na końcu życia jest sąd. Nie ma na nim znaczenia że wcale mi się nie podobało życie, to że wszystko ciężką pracą na tej ziemi się osiągało, że był pot i płacz, odchody, kurz, brud , smrody ,,,ze ciało ludzkie mi się nie podoba. . Czekam na dzień w którym będę mogła uwielbić Boga za dzieło stworzenia, niestety założenie tego wątku wbrew oczekiwaniom nie przybliżyło mnie do tego celu.
Z poświęcony czas dziękuję i życzę Wam pokoju serca :)

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-03-29 22:11

Myślę, że Twój problem to osądzanie, a co za tym idzie stawianie się w roli Boga. Na jakiej podstawie jesteś w stanie ocenić, kto tak naprawdę ma gorzej, a kto lepiej? Wiesz o o tym, że DDD/DDA mogą być w niektórych dziedzinach lepsze od osób z rodzin bez takich problemów? Jesteś w stanie ocenić, kto ma gorzej: osoba, która straciła pracę i nie ma środków do życia ani na pracę widoków, czy kobieta w ciąży, która dowiaduje się, że jej dziecko jest śmiertelnie chore? A może dzieci z rodziny, w której ojciec zginął w bezsensownym wypadku? To nie są wymyślone przykłady.
Sugeruję przestać się stawiać w roli ofiary, i, jak napisałam wcześniej, zacząć poznawać Boga, a co za tym idzie, jak napisała J, uznać swoje przekonania za błędne. Fragmentów w Biblii o Bożej opiece jest multum, tylko Ty wolisz ich nie widzieć. A wystarczy przeczytać Ewangelie, Psalmy i Izajasza, żeby móc takimi cytatami pokój wytapetować.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Tomasz (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-03-29 23:12

Zastanów się jeszcze nad swoim pytaniem "jak pokochać Boga". Uważasz, że Bóg tak naprawdę jest w jakiś sposób zły. Dlaczego więc chcesz pokochać takiego Boga? Czy chodzi Ci tak naprawdę o prawdziwą miłość do Boga, czy też po prostu chcesz osiągnąć własne wieczne szczęście, a uważasz, że żeby je osiągnąć należy pokochać Boga, choćby ten Bóg był w jakiś sposób zakłamany i zły? Postaw sobie pytanie: "Dlaczego chcę pokochać Boga?" To może być dobrym punktem wyjścia do poznania prawdy o sobie samym i o Bogu. Stopniowo może dojdziesz do tego, że Bóg tak naprawdę jest inny, niż obraz, jaki sobie utworzyłaś. Proś Boga, aby dał Ci się poznać - naprzód po prostu poznać. Jak Go poznasz to miłość do Niego sama się pojawi. I to autentyczna miłość do Boga, a nie po prostu pragnienie wiecznego szczęścia dla siebie.
A odnośnie tego, co piszesz: "Na pytanie o sens cierpienia nie ma dobrej odpowiedzi" - odpowiedź na to pytanie przyjdzie później. Z grubsza rzecz biorąc chodzi o współudział w cierpieniu Chrystusa, ale pewnie tego teraz nie rozumiesz. Dopiero, gdy "na własnej skórze" się o tym przekonasz to zrozumiesz. Wcześniej będzie to dla Ciebie tylko czczą gadaniną.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-03-30 00:08

Bo wielbimy Boga, a nie świat.
Czy jest może tak, że nie akceptujesz samego faktu swojego istnienia, swojego ciała i dotychczasowej historii życia?

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-03-30 00:14

"Moja rada dla Ciebie - być mozę masz satysfakcję z oceniania innych na odległość, ale źle to świadczy o Tobie. Popracuj nad tym".

We wpisie abc nie ma żadnego osądzania. Żadnego. W przeciwieństwie do Twoich wpisów. Osądziłaś w nich Boga. Osądziłaś też człowieka, który poświęcił Ci swój czas i próbował naprowadzić na inne tory myślenia. Naprawdę Ci się wydaje, że wiesz, czym kieruje się Twój bliźni? Niestety, to Twoje "być może" w całym kontekście wcale nie brzmi jak przypuszczenie.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-03-30 12:45

O sensie cierpienia np. tutaj: (klik), (klik), (klik).

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-03-30 18:11

Niesa, czytam z uwagą cały wątek żeby nie dublować odpowiedzi, ale pewnie nie do końca się uda tego uniknąć. Chcę Ci z miłością wskazać zagadnienia, które być może odrzucasz albo ich nie odkrywasz w swojej relacji z Bogiem.
Widzę w Twojej prośbie o wskazanie drogi do zachwytu Bogiem, pragnienie serca, z którym nie może uporać się rozum.

"36 «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» 37 On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. 38 To jest największe i pierwsze przykazanie. 39 Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. 40 Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy»" (Mt22)

Niesa, to przykazanie jako podstawa relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem i samym sobą, niech Cię prowadzi w odkrywaniu tego, co masz do uzdrowienia.

"nie zachwyca mnie ludzka i zwierzęca fizjologia (zapach... konieczność składowania), to, że jest błoto, kurz, a jedzenie się psuje"

No cóż, a jak miałaby według Ciebie wyglądać fizjologia istot żyjących?
Wszystkie organiczne składniki ulegają rozkładowi, co nie generuje zwykle przyjemnej woni a często i wyglądu.
W poście startowym napisałaś, że jest to Twoim głównym bólem. Niesa, może cierpi Twoje poczucie estetyki, a może jest to jakaś forma zaburzenia oglądu świata (fobia przed czymś co brzydzi), którą trzeba skonsultować z psychologiem? Bo jeżeli chodzi o stosunek Boga do tych "obrzydliwości" to Pan Jezus na ziemi korzystał z toalety i chodził w kurzu.

Stajesz w obronie słabszych, skrzywdzonych, uciśnionych, ale jednocześnie odmawiasz w jakimś wymiarze łaski miłosierdzia dla krzywdzicieli. To temat kompetencji spowiednika i może świadczyć o nieuporządkowaniu sumienia.

Obawiam się, że na etapie głębokiego buntu przeciw "takiemu światu i takiemu Bogu" jak to już wcześniej napisał Tomasz, wszystko będzie czczą gadaniną. Żeby skruszyć ten mur buntu, proś o Bożą łaskę uzdolnienia do tego co jest pragnieniem relacji z Bogiem. Może pomedytuj głęboko nad Rz 5.

" Czy ktoś ma dla mnie jakąś radę jak zachwycić sie Bogiem?"

Z mojej strony taki konkret, na czas kiedy ustąpi pandemia:
https://www.cfd.sds.pl/?d=more,381,126

Myślę, że podążając za Przykazaniem miłości, dobrze jest zacząć od uporządkowania relacji z samym sobą. Zapoznaj się z informacją dotyczącą poszczególnych tygodni. Przechodząc te etapy, przy szczerym pragnieniu, otwarciu się na światło Ducha Świętego, myślę że masz szansę na poznanie prawdziwej siebie i Boga, takim jaki jest a nie tak jak błędnie Go postrzegasz.
Krakowskie Centrum Formacji Duchowej (Salwatorianie), prowadzi aktualnie telefoniczną rozmównicę duchowego wsparcia: (klik). Jeżeli byłabyś zainteresowana, szczególnie w przypadku kontynuacji przez rekolekcje, polecam do ewentualnego kontaktu kapłanów z ekipy CFD

"5 Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego
i którą wam głosimy, jest taka:
Bóg jest światłością,
a nie ma w Nim żadnej ciemności." 1J1

Niech ta Boża prawda zapali światło w Twoim sercu. Przemódl cały List św. Jana

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Niesa (---.30.52.171.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2020-03-30 23:25

Kalino - bardzo Ci dziękuję za odpowiedź.
1. fizjologia istot żyjących mogłaby być pachnąca lub zupełnie inna
2. to że Jezus chodził w kurzu zupełnie mnie nie pociesza, jeśli coś jest 'fuj'to jest , nawet jeśli Stwórca to kocha. Jak mam krótki i grube nogi to nie uznam ich za pięknę nawet jeśli inni bedą nimi zachwyceni.
3. nie odmawiam krzywdzicielowi miłosierdzia, nawet nie życzę mu kary...chcę zadośćuczynienia dla ofiary, a nie ma...
4. co do współcierpienia z Jezusem - aby tego pragnąć trzeba kochać, ofiara mogłaby być dobrowolna a nie jest, na cierpienie bywamy skazani.

5. Byłam na rekolekcjach ignacjańskich, generalnie wbrew temu co czytam na swój temat w postach, przeszłam pewną formację i raczej kapłan nie narzeka na braki w mojej wiedzy teologicznej :) Pod jej wpływem zrodziły się z czasem przykre wnioski, zwłaszcza, że interesuję się tematem II wojny światowej i cierpienie nie jest mi obce.

Znam sporą ilość osób którym świat zupełnie nie odpowiada. Łącznie z kurzem i brzydotą ludzkiego ciała. Pismo Święte każe mi przyjac to i zaakceptować. W jakiś sposób jest to straszne i jest mi przykro,że muszę brać w tym udział. Przykazanie nie załatwia sprawy, nadal pozostaje ból 'nakazu'. Gdyby świat był taki super to pewnie nie trzeba by było przykazania bo sami byśmy byli 'zakochani'.
W kwestii braku zadośćuczynienia za krzywdę i równego milowania złych i dobrych - nie znajduję błedu w postrzeganiu obrazu Boga. On naprawdę nie wynagrodzi ofierze przemocy jej krzywd, on wybaczy sprawcy i wymaga tego samego od ofiary. Tyle. Aha i gdy biedna osoba zazdrości bogatej to ma jeszcze grzech a jak dla mnoe to ma prawo być jej smutno że ma tak mało.Bóg moze każdemu dać to co chce , ile chce, więc nie po równo. Przykro mi, ja bym rodzielila inaczej gdybym mogła. Mogę się podporzadkować ewangelii ale bez szczerej miłości nie ma to wartości. Miłość bierze się z zachwytu, którego u mnie raczej brak.
Tym razem naprawdę kończę wątek.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-03-31 12:11

Mam wrażenie, że jak na razie nic Ci te odpowiedzi nie dały. Wiesz swoje i koniec. Masz rację kończąc.

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Tomasz (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-03-31 18:32

Odniosę się jeszcze do zdania "fizjologia istot żyjących mogłaby być pachnąca lub zupełnie inna". Zauważ, że pojęcie smrodu nie jest czymś absolutnym. To po prostu nasze ludzkie odbieranie obecności w powietrzu pewnych cząsteczek. Jedne cząsteczki odbieramy jako przyjemny zapach, inne - jako fetor. Natomiast obiektywnie nie ma między tym różnicy. Jedno nie jest samo w sobie "lepsze" od drugiego. Po prostu jedna z rzeczy jest sygnałem dla człowieka "Od tego trzymaj się z daleka". Jest to naturalny mechanizm zabezpieczający przed tym, żeby człowiek nie dotykał (albo co gorsza nie jadł) tego, co wydali. Zauważ, że to, co dla człowieka jest odrażającym zapachem dla innych zwierząt (np. dla much) jest raczej przyjemną wonią. To wszystko naturalne mechanizmy występujące w przyrodzie i regulujące zachodzące w niej procesy. Czy np. uważasz, że człowiek źle wymyślił samochody, bo z rur wydechowych wydobywają się spaliny?

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-03-31 19:59

Moje ciało jest piękne, bo stworzone na obraz i podobieństwo Boga. To niesamowity mechanizm, którego człowiek nie potrafi nawet w 5% podrobić. A ile potrafi, jak bardzo jest wytrzymałe... A jak potrafi chwalić Boga...

 Re: Nie podoba mi się świat. Ani cierpienie niewinnych.
Autor: B. (---.24.61.213.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2020-04-01 05:28

Człowiek tak mało może… Nawet swojego wątku skutecznie zamknąć nie może :)
Napisałaś: „Miłość bierze się z zachwytu”.
Rzeczywiście, inteligencji Ci nie brakuje, ale zachwycenia się Bogiem jeszcze u Ciebie nie widać.

Napisałaś „ja bym rozdzieliła inaczej gdybym mogła”
Tymczasem zachwycające cuda w kwestii podziału dóbr dzieją się na naszych oczach. Jak obiecał, Bóg:

(19) Bo ubogi nie pójdzie w zapomnienie na stałe, ufność nieszczęśliwych nigdy ich nie zawiedzie. Księga Psalmów 9:19

(9) Rozdaje - obdarza ubogich, (…). Księga Psalmów 112:9

(7) Podnosi nędzarza z prochu, a dźwiga z gnoju ubogiego, Księga Psalmów 113:7

I tak właśnie jest, na wielką skalę, dam Ci współczesne przykłady. Trzeba tylko uświadomić sobie, że to wcale nie jest oczywiste.

Izraelowi Pan Bóg dał wspaniałe prawo „darowania długów”:
(1) Pod koniec siódmego roku przeprowadzisz darowanie długów. Księga Powtórzonego Prawa 15:1
(2) Na tym będzie polegało darowanie długów: każdy wierzyciel daruje pożyczkę udzieloną bliźniemu, nie będzie się domagał zwrotu od bliźniego lub swego brata, ponieważ ogłoszone jest darowanie ku czci Pana. Księga Powtórzonego Prawa 15:2

Coś niesamowitego.
U nas masowe „darowanie długów” odbyło się w 1990 roku. Ceny wzrosły wtedy o ponad 585% w stosunku do roku poprzedniego (inflacja). Stały wówczas ogromne kolejki przez bankami. 40-letni kredyt mieszkaniowy spłacało się jednorazowo (w małych kwotach nominalnych, było z czego, zarabialiśmy w milionach). Od następnego miesiąca kredyty były rewaloryzowane, czyli ich kwoty wzrastały stosownie do inflacji. Kto nie spłacił natychmiast, od następnego miesiąca spłacałby dalsze dziesiątki lat. Stało się masowe „darowanie długów”…
Dla bogatego było to wszystko jedno, ubogim Pan Bóg odjął comiesięczne obciążenie kredytowe, bardzo ulżył. Sama z tego skorzystałam i jestem Bogu wdzięczna.

Drugi przykład. „Dopiero co” Pan Bóg uwłaszczył nas masowo mieszkaniami. Ubogich nie było stać na wykupienie mieszkania lokatorskiego na własność. Pan Bóg sprawił (natchnął właściwych posłów?), że po zapłaceniu kwoty np. 12 zł mieszkanie stawało się własnościowe. Bogatszym było przykro, niektórzy nawet byli oburzeni (wykupili mieszkania wcześniej płacąc spore kwoty). Ubożsi byli szczęśliwi.
Czy bez Bożej interwencji to wszystko by się stało? Nigdy. Czy my to doceniamy i dziękujemy Bogu? Myślę że mało kto zdaje sobie sprawę z wielkości darów, które otrzymał od Boga.
W zeszłym roku otrzymaliśmy na własność grunty pod mieszkaniami. [Przypomnienie: kto złożył (złoży) wniosek o opłatę jednorazową, zamiast np. 20 tys. zł zapłaci ok. 400 zł (bo bonifikata przypisana jest do opłaty jednorazowej)]. Bogu niech będą dzięki.
Uważasz że Bóg stworzył świat niedoskonały, bo m.in. się kurzy. Myślę, że w raju mogło kurzu nie być. Bóg dał nam za zadanie „czynić sobie ziemię poddaną”. Mamy więc m.in. ograniczać kurz np. tworząc trawniki, sadząc lasy.

Nie podoba Ci się, że Pan Bóg oznaczył produkty wydalania nieprzyjemnym zapachem. Pan Bóg też uważa, że ludzie powinni z odchodami robić porządek natychmiast. Izraelici podczas wędrówki po pustymi mieli taki nakaz:
(14) Zaopatrzysz się w kołek, a gdy wyjdziesz na zewnątrz, wydrążysz nim dołek, a wracając przykryjesz to, czegoś się pozbył Księga Powtórzonego Prawa 23:14

Przy okazji - jak subtelny jest język powyższego polecenia!

Zarzucasz Bogu „brak zadośćuczynienia za krzywdę”. Napisałaś „On naprawdę nie wynagrodzi ofierze przemocy jej krzywd, on wybaczy sprawcy i wymaga tego samego od ofiary”. Jako przykład podałaś gwałciciela dziecka.
Błądzisz poważnie…
Przecież gwałciciel dziecka powinien siedzieć w więzieniu! Czy matka (siostra, ojciec) dziecka nie widzieli śladów gwałtu? Siniaków, otarć, śladów krwi? Dlaczego oskarżasz Boga za grzechy ludzi? Bóg dał przewspaniałe Prawo. W Prawie starotestamentalnym kara dla gwałciciela była przewidziana wprost w Prawie mojżeszowym, np.
„25 Lecz jeśli mężczyzna znalazł na polu młodą kobietę zaślubioną, zadał jej gwałt i spał z nią, umrze sam mężczyzna, który z nią spał. 26 Młodej kobiecie zaś nic nie uczynisz. (…) 27 znalazł ją na polu, młoda kobieta zaślubiona krzyczała, a nikt jej nie przyszedł z pomocą.” Księga Powtórzonego Prawa 22:25

U nas kary zapisane są w Kodeksie Karnym.

Po co Pan Jezus opowiedział przypowieść o ubogim, głodnym Łazarzu, którego rany psy lizały, i o bogaczu, który codziennie ucztował i nie dał Łazarzowi nawet odpadków ze swojego stołu? Przypomnij sobie co się tam stało, jak sprawiedliwość nastała. Przecież to jest nauka dla nas, jak mamy żyć, postępować, co się Bogu podoba i jakie konsekwencje nas czekają!

Po co Pan Jezus opowiedział przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, który uratował poranionego przez zbójców, leżącego na drodze człowieka? Pan Jezus opowiadając publicznie tę przypowieść nie tylko dawał lekcję jak należy postępować (idź i ty czyń podobnie, pomagaj), ale mówił to narażając się. Na co? Przywódcy religijni byli oburzeni tą przypowieścią. Dlaczego? Przeczytaj uważnie. Była tam krytyka Izraelitów (nie pomogli poranionemu ani kapłan ani Lewita), była tam krytyka bezlitosnego interpretowania Prawa Mojżeszowego, w końcu było podniesienie godności pogardzanego sąsiada Izraela (Samarytanina - to Samarytanin był w tej przypowieści dobry).
Bóg (Jezus) odważnie narażał się starszym Izraela, wielokrotnie. Zarzucił im innym razem, że uchylili Prawo Boże, dobre, wspaniałe, nakazujące czcić ojca i matkę. W praktyce polegało to też na pomocy starym, może już niedołężnym rodzicom. Rent i emerytur przecież wtedy nie było. Tymczasem starsi Izraela wprowadzili zwyczaj, że jak powiedziało się „Korban”, to już rodziców można zostawić na pastwę losu. Znaczyło to, że dar przeznaczony dla rodziców syn przekazuje rzekomo na ofiarę Bogu. Jezus - Bóg był tym oburzony. Pokazując „starszym” raz za razem ich błędy, bezlitosność, obłudę, zbierał sobie dzień po dniu zadatki na wyrok śmierci. Odwaga Jezusa i Jego bezkompromisowość są zachwycające. Podobnie odważnie zrobił Jezus w Świątyni. Poprzedniego dnia obejrzał skandaliczny bazar na terenie świątyni, a następnego dnia przyszedł i fizycznie zlikwidował to. Ileż odwagi wymagałoby, gdyby zwykły człowiek to zrobił. Przecież tym samym jakby palcem pokazał, że kapłani ten skandal tolerują. A przecież to ich zadaniem było dbanie o świątynię i sprawowanie świętych czynności na Bożą Chwałę i dla dobra Izraela.

Zachwycająca jest też precyzja świata - krążą w doskonałej równowadze zarówno cząstki atomu, jak i układ planetarny, jak też całe konstelacje gwiazd. Wystarczyłoby leciuteńkie zachwianie, a ziemia zapłonęła lub zamarzła. I z nami koniec wtedy…
Podglądam czasem gniazda sokołów, gdzie zainstalowano kamerki. Sokolica znosi jaja. Do szkoły nie chodziła, a wie, że jaja musi otulać i siedzieć na nich wiele dni. Samiec wie, że ma również zasiadać na jajach, zmiany są regularne. Potem rwą upolowane łupy na maleńkie kawałeczki i delikatnie celują do chwiejnych początkowo dziobów piskląt. Bociany i jaskółki lecą co roku tysiące kilometrów. I precyzyjnie wracają. To wszystko jest niesamowite, zachwycające. Stwórca wyposażył pewne ptaki w umiejętność tkania gniazd w formie altan. Widziałaś to może? Nie do pojęcia. Inne ptaki budują kopce. W środku jaja. Ptak grzebie w kopcu, odpowiednio wentyluje, zamyka, otwiera. Lekuchne przeoczenie skutkuje zmianą temperatury kopca i po lęgu, pisklęta nie wyklują się…

Przypomina mi się tu biblijny werset:
(1) Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy Księga Mądrości 13:1


Radziłabym Ci codzienne czytanie po kawałeczku Pisma Świętego, a za jakiś czas, powinnaś znaleźć to zachwycenie się Bogiem, ten zachwyt którego Ci brakuje, którego szukasz.

Pozdrowienia :)

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: