logo
Środa, 21 października 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Nie potrafię kochać siebie.
Autor: Mary (37.109.33.---)
Data:   2020-07-05 10:17

Nie kocham siebie. Godze się na niedobre traktowanie, na czesta i ciągnącą mnie w dół krytykę od męża u którego odkryłam po latach, że posiada osobowość o zabarwieniu narcystycznym. Godzę się na szantaże mamy która jeśli chce na mnie coś wymóc, wie za jakie sznurki pociągnąć by postawić na swoim wzbudzając poczucie winy we mnie. Kocha mnie i wnuki miłością w której jest skłonność do nadopiekuńczości. Nie potrafię być asertywna, staram się dostosować, zadowolić, nie potrafię powiedzieć NIE. Zbuntowanie przeciwko mamie traktuje np jak złamanie 4 przykazania, jak bycie niedobrą córką. Często też od niej słyszę jak poniosą ją nerwy że jestem niemądra i niewdzięczna. Mąż nie potrafi dać mi odpowiedniego wsparcia, docenić moje mocne strony, koncentruje się na słabościach i moich wadach. W domu ukuło się, że wszelkie nasze niepowodzenia życiowe biorą się z mojego powodu. I ja w to zaczynam wierzyć, że jestem życiowo mało zaradna (mimo że mam na koncie stanowisko kierownicze w firmie farmaceutycznej). W myślach pogrążam się i tym bardziej poddaje. Czasem z tego wszystkiego popadam w chaos, zaniedbuję estetykę prowadzenia domu doprowadzając do bałaganiarstwa którego mąż bardzo nie lubi. Ograniczam się do gotowania obiadu, jedzenia dla dzieci, zakupów, prania i zajęcia się nimi. Mam dwoje dzieci które kocham i bardzo chciałabym być dla nich silna i pewna siebie mama. Czytałam sporo książek najczęściej chrześcijańskiej psychologii o stawianiu granic, o tematyce małżeńskiej, jednak dają mi tylko motywację do działania i zmiany sposobu widzenia siebie na krótką metę. Nie wiem co robić, by ogarnąć siebie, poczucie niemocy i małej sprawczości.. Dopadają mnie też czasem lęki. Najwięcej daje mi modlitwa i przyjaźń z Jezusem, nieraz dostałam łaskę wyrwania się ze stanu braku miłości, zyskałam przedsmak pewności siebie mimo wszystko i wszystkim. Wiem, że to było działanie z "góry" i Jezus pragnie by stałe gościć w moim sercu. Jednak i życie duchowe i modlitewne przebiega u mnie w sposób sinusoidalny. Ale to modlitwa jest tym co niejednokrotnie uratowało mnie przed prawdziwym załamaniem.
Mam znajomych którzy bardzo mnie cenią, uważają że jestem mądrą i dobra osobą, momentami aż za dobra i ludzie to wykorzystują. Nie wiem, ja o sobie aż takiego zdania nie mam. Proszę poradzcie co mogę zrobić by chociaż drobnymi kroczkami iść do przodu, by stawać się niezależną osobą która potrafi o siebie zadbać. Która czasem w myślach postawi na siebie, na bycie dobrą dla siebie ale w sposób zgodny z nauczaniem katolickim. Nie interesują mnie współczesne trendy kultu siebie.

Chciałabym pracować nad sobą w oparciu o tradycję i wiekową mądrość Kościoła i świętych. Bóg zapłać za każde słowo dobrej rady.

 Re: Nie potrafię kochać siebie.
Autor: Marcin (---.centertel.pl)
Data:   2020-07-05 13:02

Skoro twoi znajomi cię cenią to nie powinnaś traktować siebie przesadnie surowo.

 Re: Nie potrafię kochać siebie.
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-07-05 16:00

Tak bardzo konkretnie. Jesteś w otoczeniu osób bliskich, które są toksyczne i zwyczajnie Cię niszczą. Postaw sobie pytanie czy życie z nimi jest ponad Twoje siły i czy rozstanie byłoby wyjściem, by siebie samą i dzieci ratować z takiego stanu rzeczy.

Druga wersja to, zmieniasz kategorycznie swoje postawy wobec tych osób, a tym samym te osoby toksyczne będą zmieniały siebie.W przypadku mamy, jej zachowania potraktujesz z ogromną miłością i wciąż będziesz wybaczać, puszczać mimo uszu, można też ograniczyć spotkania.

Pamiętaj, że na pierwszym miejscu stoi Bóg i jesteś Jego najukochańszą córunią. On na pewno nie chce, by człowiek Tobą poniewierał albo Cię niszczył.

A na koniec jeszcze powiem Ci coś z mojego życiowego doświadczenia. Żyję już ponad dobre pół wieku:) Pod koniec mojego małżeństwa, zakończonego śmiercią męża zrozumiałam, że jako ludzie jesteśmy poddani ogromnej walce z racji na dopuszczanie do siebie zła. I teraz bardzo ważne jest życie duchowe małżonków. Jeśli jedno choćby z nich jest mocno złączone z Bogiem to zarówno dzieci jak i współmałżonek czerpią z tego daru. Do końca tego nie rozpoznamy dlaczego musimy doświadczać takich prób w swoim życiu ale moment pojednania się z Bogiem choćby już na końcu wędrówki, staje się spokojem, bo cały grzech i nasza ludzka ułomność odpada od nas jak zeschły liść.
Tak, każdy z nas ma swojego "filipka" tak jeden z ojców Kościoła to nazwał. Jesteśmy słabi, niedoskonali i tylko w Bogu nasza siła.

Szczęść Boże

 Re: Nie potrafię kochać siebie.
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-07-05 17:57

Dziś na mszy świętej było kazanie o radości. O radości czerpanej z obcowania z Chrystusem. O pogodzie ducha, której wielu z nas brakuje. Czy jesteś w stanie codziennie np. rano prze pracą uczestniczyć w mszy świętej? To by pomogło w spłaszczeniu tej sinusoidy życia duchowego. To nieskończone Źródło z którego można czerpać, by nie poddawać się problemom, by starać się naprawiać relacje.

 Re: Nie potrafię kochać siebie.
Autor: Release (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-07-13 01:13

Mary, Twój skrypt zachowań, postrzegania siebie leży w systemie rodzinnym w którym się wychowałaś. Bardzo prosta przyczyna. A mówiąc językiem potocznym to jak siebie postrzegasz i jak przez to działasz (brak umiejętności stawiania granic) to przez rany zadane Ci przez Twoich najbliższych (matki, ojca - głównie) w Twoim dzieciństwie. To Ci się "zapisało" w psychice. Najprościej bo najszybciej żeby to uleczyć, wyprostować to droga terapii. Jeśli Cię na to stać finansowo i psychicznie to bardzo Ci to polecam ale też uprzedzam, że to długa i bardzo wiele wymagająca droga od nas samych. Nic co ważne nie przychodzi bez pracy, bez wysiłku ale warto. Bo wyzwolenie na drodze terapii to po prostu ponowne narodzenie, narodzenie się Boga w nas, naprawdę. Bo profesjonalnie prowadzona terapia prowadzi do wyzwolenia, do uleczenia i tym samym do miłości samego siebie (zdrowej miłości) a co za tym idzie ludzi i samego Boga.

 Re: Nie potrafię kochać siebie.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-07-13 13:37

Mary, najważniejsze przykazanie brzmi: będziesz miłował Boga najbardziej jak potrafisz, a bliźniego jak siebie. Czy nie kochasz mamy bardziej niż siebie?

Pierwsze przykazanie brzmi: nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Czy z mamy i męża nie zrobiłaś bożków, którym się kłaniasz?

To o miłości rodziców jest dopiero czwarte. W parze z nim idzie cytat z listu do Kolosan: "Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha" (Kol 3,21). Posłuszeństwo wobec rodziców takie, jak Ty stosujesz dotyczy nieletnich. Odnośnie męża, obok cytowanego wyżej fragmentu jest: "Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi!" (Kol 3,19)
Piszesz:
"Czasem z tego wszystkiego popadam w chaos, zaniedbuję estetykę prowadzenia domu doprowadzając do bałaganiarstwa którego mąż bardzo nie lubi"
Jak nie lubi, to niech sprzątnie. Proste.

Idź na terapię. Same książki Ci raczej nie pomogą. Chrześcijańscy psycholodzy też istnieją i przyjmują, również on line. Możesz sprawdzić tych:
https://www.spch.pl/
http://www.chti.pl/terapeuci/?fbclid=IwAR2ueBmmPREOUvkvbS56ZD4sgO6POkQ1jf_tbrk279SltUQgFixU47M1_Cw

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: