logo
Czwartek, 29 października 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-01 22:16

Odczuwam czułość Boga, ale odrzucam ją od siebie. Robie to, ponieważ nie chcę przeżywać nocy zmysłow i nocy ducha. Ja rozpaczliwie potrzebuję czułości i nie wyobrażam sobie tego, by Bog mial mi tę czułość kiedyś odebrać. To byłoby w moim odbiorze okrucieństwo. Dlatego lepiej dla mnie jest nie czuć żadnej czułosci i nie mieć potem nic do stracenia; niż odczuwać czułość, a potem ją stracić i cierpieć. To ja juz wole po prostu wypełniać prawo (przykazania) i nie narażać sie na rozkochanie w sobie, a potem emocjonalne porzucenie przez Boga.

I teraz: jak to sie ma do "nie znam was" wypowiedzianego do nieroztropnych panien? Bo "znać" oznacza "mieć relację". A co, jeśli ja nie chce mieć zbyt bliskiej relacji z Bogiem, żeby potem nie cierpieć udręk nocy? Wypełniam przykazania, żyje regularnym życiem sakramentalnym, ale jakos mocniej angażować sie nie chce i nie zawsze przyjmuję Jego czułość - bo nie chce, by Bóg na kolejnym etapie mi zrobił krzywdę (noc). I nie mowcie, prosze, że to nie jest krzywda, tylko łaska... nazywanie emocjonalnego porzucenia łaską to... jeszcze większa krzywda.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-10-02 08:27

Tak nie do końca rozumiem o co Ci konkretnie chodzi. O to że chcesz spełniać Boże przykazania, ale bezemocjonalnie, bez wchodzenia w bliższe relacje z Bogiem? Tak jak "małżeństwo z rozsądku"? A ile ty masz lat? Tak jak nie da się przeżyć życia bez wchodzenia w bliższe relacje z drugim człowiekiem, tak nie da się wierzyć nie wchodząc w bliskie relacje z Bogiem. Wiara bez miłości jest martwa, a miłość to cały wachlarz emocji. Człowiek tak jest skonstruowany, że przeżywa w swoim życiu radości i smutki. Poczytaj sobie Ksiegę Koheleta:

"Wszystko ma swój czas,i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem1: 2 Jest czas rodzenia i czas umierania,czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,3 czas zabijania i czas leczenia,czas burzenia i czas budowania,4 czas płaczu i czas śmiechu,czas zawodzenia i czas pląsów,5 czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,6 czas szukania i czas tracenia,czas zachowania i czas wyrzucania,7 czas rozdzierania i czas zszywania,czas milczenia i czas mówienia,8 czas miłowania i czas nienawiści,czas wojny i czas pokoju."

I jeszcze Hymn o miłości Św. Pawła, czy chcesz być jak "miedź brzęcząca"? Jeśli wchodzisz z bliskie relacje Bogiem, to musisz otwierać się na miłość. Jeśli otwierasz się na Bożą miłość, to otrzymujesz dary - zmieniasz swoje postrzeganie świata i ludzi. Używasz słowa "krzywda" w odniesieniu do Bożych darów? Czy nie dostrzegasz tu błędu logicznego w twoim rozumowaniu?

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Aneta (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2020-10-02 10:43

Nasze emocje są od nas niezależne, gdyby było inaczej, nie istniałyby nieszczęśliwe zakochania. Są także obojętne moralnie (ani dobre, ani złe). Tam, gdzie w Piśmie Świętym i nauce Kościoła jest mowa np. o miłości, należy to rozumieć raczej jako postawę niż emocje. Zatem z całą pewnością Bóg nie będzie nas rozliczał z naszych emocji, bo na ich pojawienie się nie mamy większego wpływu. Niepokoi mnie poziom lęku, widoczny w Twoim wpisie. Czy w relacjach z ludźmi masz podobnie? Może warto przepracować jakieś dawne zranienia, doświadczenia, które przyczyniły się do ukształtowania takiej postawy u Ciebie? Lęk przed stratą potrafi sparaliżować całe życie, nie tylko duchowe, może warto poszukać jego źródła i spróbować z nim powalczyć?

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Magdalena (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-02 11:42

tt,

1. O co Ci tak naprawdę chodzi z tą "czułością"?, bo nie kumam. Gdybyś ten problem ujął bardziej komunikatywnie.

2. Zauważ, ze Bóg wszystko o nas wie i On zna nas najlepiej, bo jest naszym Ojcem, Stwórcą. Nie musi nawiązywać tzw. po ludzku - "relacji". Bóg nikomu nigdy nie uczynił krzywdy, jest samą Miłością, dlatego dalsze Twoje "wywody" w tym kontekście, są bez znaczenia.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-10-02 11:57

Naczytałaś się teologicznej teorii, ktorej nie zaznałaś (np. o nocy ducha) i asekurujesz się na wszelki wypadek. Zgadza się?
Zachowujesz się jak człowiek, który ma swietne zdrowie i wspaniałe relacje w rodzinie, ale nie dopuszcza do siebie myśli o tym, że może, że ma cudowną szansę, że powinien się tym zdrowiem i rodziną cieszyć, smakować miłość, być wdzięczny. Na wszelki wypadek nie dopuszcza do siebie tych radości, nie pozwala na nie, bo czytał o chorobach oraz o przemocy w rodzinie. Więc nie pozwala sobie na szczęście. Bo a nuż ono przemninie i przyjdzie trud.
Tym sposobem NIGDY nie będzie szczęsliwy, bo nie żyje dobrym dziś, ale lękiem przed przyszłością. Sam sobie odbiera radość dzisiejszego dnia w obawie (chorej) przed tym, co się niekiedy zdarza.
Od Ciebie zależy, czy pozwolisz sobie na doświadczenie milości, czy też je przekreślisz.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Gabi (---.versanet.de)
Data:   2020-10-02 13:17

tt :-)

"Odczuwam czułość Boga, ale odrzucam ją od siebie. Robie to, ponieważ nie chcę przeżywać nocy zmysłow i nocy ducha. Ja rozpaczliwie potrzebuję czułości i nie wyobrażam sobie tego, by Bog mial mi tę czułość kiedyś odebrać. To byłoby w moim odbiorze okrucieństwo. Dlatego lepiej dla mnie jest nie czuć żadnej czułosci i nie mieć potem nic do stracenia; niż odczuwać czułość, a potem ją stracić i cierpieć. To ja juz wole po prostu wypełniać prawo (przykazania) i nie narażać sie na rozkochanie w sobie, a potem emocjonalne porzucenie przez Boga."

Obawiasz się rozkochania i porzucenia? Skąd ja to znam? Nie lękaj się! Pan nie po to przyciąga i obdarza Miłością, aby pózniej się wycofać i pastwić się nad nami, ale po to, aby nas uszczęśliwić Sobą. Każdą osobę traktuje indywidualnie, gdyż nikt nie zna nas tak doskonale jak On, przecież nas stworzył do miłosnej relacji z Nim, która będzie trwała na wieki. Jeśli nie spróbujesz, to nie zasmakujesz :-) Zaufaj Mu bezgranicznie, On jest czulszy niż najczulsza Matka. Sądzisz, że mógłby Cię skrzywdzić Ten, który dał się przybić dla Ciebie do Krzyża? On Cię tak kocha, że raczej ponownie poszedłby na śmierć tylko po to, aby Cię uratować. To duch zły wmawia Ci, żebyś była nieufna i się lękała. To jego ulubiona metoda i jak wiadomo, często skuteczna. Pan jest niezwykle delikatny i dopasowuje się nieustannie do nas, gdyż zna wszystkie nasze lęki i słabości. Nie wiesz, jakie łaski dla Ciebie przygotował, ale każda jest tylko dla Ciebie, dostosowana wyłącznie do Twoich potrzeb. Więc nie myśl o przyszłości i ewentualnych nocach ciemnych :-)

"Należy zwrócić uwagę, że duszę, która zdecydowała się służyć Bogu całkowicie, karmi On i umacnia w duchu, oraz obdarza pieszczotami na sposób czułej matki. Matka bowiem, tuląc do piersi maleńkie dziecię, ogrzewa je swym ciepłem, karmi mlekiem – lekkim i słodkim pokarmem. Pieści je również i nosi na swych rękach. Gdy jednak dziecię dorasta, umniejsza matka pieszczoty, ukrywa swoją czułą miłość, a słodki pokarm zaprawia goryczą. Nie nosi go na rękach, lecz każe mu stąpać własnymi nóżkami, aby powoli wyzbyło się słabości i zabierało do rzeczy większych i istotniejszych.
Łaska Boża, jak czuła matka, czyni to samo z duszą, gdy ją już odrodzi gorącością i zapałem w służbie Bożej. Na początku podaje jej słodkie i rozkoszne mleko duchowe, jakiego kosztuje bez trudu we wszystkich rzeczach Bożych i ćwiczeniach duchowych. Albowiem tutaj Bóg podaje duszy swą pierś tkliwej miłości, jak niemowlęciu (1 P 2, 2-3)"
https://www.karmel.pl/noc-ciemna-3/4/

Powiedz Mu wprost, że potrzebujesz Jego czułości, ale się lękasz zaangażowania w bliską relację. On to wie lepiej niż Ty sama i czeka z utęsknieniem na Twoje przyzwolenie, aby wyzwolić Cię z lęku. Daj Mu szansę :-)

Ja również miałam kiedyś głębokie opory i broniłam się świadomie czy podświadomie przed tak głębokim zaangażowaniem się, chociaż odczuwałam ogromną tęsknotę chyba od 20 lat. Nie wiedziałam, co mam z nią zrobić. Bałam się bliskiej relacji z Jezusem. Obawiałam się, że popadam w jakąś paranoję, ale mój kierownik duchowy na rekolekcjach ignacjańskich rozwiał moje wątpliwości i zapewnił mnie, że to pragnienie jest całkowicie normalne. Że każdy człowiek jest powołany do intymnej relacji z Jezusem i żebym Mu się nie opierała, jeśli mnie do Siebie przyciąga. Wtedy moje udręczone serce przestało się opierać, jak gdyby jakaś tama została otwarta i strumienie wody popłynęły bez przeszkód na niezmierzone przestrzenie. Właśnie to uczestnictwo w rekolekcjach pomogło mi bardziej otworzyć się na działanie Boże w moim życiu.

Czuję się niczym Samarytanka przy studni (nawet nie wiedziałam, że ją mam :-), która przyszła po wodę, a spotkała Jezusa. Gdyż i ja szukałam i wypatrywałam przez całe życie miłości przez duże M, chociaż nie miałam 5 mężów :-). A Miłość była przez cały czas na wyciągnięcie ręki, a właściwie jeszcze bliżej. Spoglądając wstecz na swoje życie odkrywam to najgłębsze pragnienie we mnie kochać i być kochaną, które jest wpisane w serce każdej istoty ludzkiej. Nigdy jednak nie sądziłam, że to pragnienie może być zaspokojone w pełni tylko przez Pana. Przy Nim wszystkie inne relacje po prostu bledną. Jestem teraz świadoma, że nikt i nic nie jest w stanie mnie tak wypełnić po brzegi tylko On. Gdyby nie On, to bym już po prostu umarła. Jest dla mnie największym i najpiękniejszym Dobrem, które mogło mnie spotkać w tym życiu.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-10-02 16:18

Tt, dziwny masz obraz Boga. Poza tym chcesz pełnić swoją wolę, nie chcesz się dać Bogu prowadzić. Skąd wiesz, że noc Cię czeka? Skąd wiesz, że nie odczuwa się tego jako łaski?
Żadnego kryzysu wiary nigdy nie doświadczyłeś?

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-02 19:38

To nie tak, że w ogóle sie nie otwieram. Nie raz sie otwieram na miłość Boga. Kapłani mnie tak samo do tego zachęcali - bo konsultowałam te doświadczenia czułości Boga z kapłanami. Ale wystarczy, ze przeczytam tekst podobny do zacytowanego:

"Gdy jednak dziecię dorasta, umniejsza matka pieszczoty, ukrywa swoją czułą miłość, a słodki pokarm zaprawia goryczą."

I znowu nie chcę się już na nic otwierać. Nigdy. Lepiej w ogóle nie doświadczać milosci. Nie ma czułości - nie ma też nocy. Tak jest lepiej. Problem polega na tym, że wg Biblii, aby być zbawionym, trzeba mieć relację z Bogiem. I tu sie czuje, jak złapana w jakąś straszliwą pułapkę :(

Gabi - po przyjęciu Jezusa Eucharystycznego mogę sie modlić nawet ponad godzine w ciszy sama, przytulajac się w sercu do Pana Boga.
Ale wystarczy tylko, że przypomne sobie o nocy - np. usłysze o niej na kazaniu lub nawet przeczytam tu na forum, ze czułosc jest podobno tylko na jakiś czas - i od razu nie chcę żadnej czułosci (mimo, że kapłani też mnie zachęcali do jej przyjęcia, gdy z nimi konsultowałam te doświadczenia). Nie chcę. To dla mnie straszne dawać przeogromną czułość, a potem ją odbierać. Natomiast gdy nie ma czułości - nie będzie też nocy. Tak jest lepiej - z dwojga zlego lepiej. Problem polega na tym, że wg Biblii, aby być zbawionym, trzeba mieć relację z Bogiem. I tu sie czuje, jak złapana w jakąś straszliwą pułapkę :(

Margaret - skąd wiem, że czeka mnie noc? Podobno czeka ona prędzej czy później każdego, kto się tylko bardziej zaangażuje. Podobno Bóg każdego, kto sie do Niego zbliży, prowadzi w taki straszliwy sposób. Trudno mi zaufać Bogu, który robi w ten sposób.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-10-02 21:42

Tt, uparte stworzenie Boże!
No właśnie. Obraz Boga. Jakiegoś zwodziciela i krzywdziciela.
To powiem tak: do nieba idą tylko ci, którzy chcą mieć więź z Bogiem. Kombinujesz. Chcesz życia bez cierpienia. Do tej pory Ci się udawało?

A, wyszukiwarka przyjacielem. Już wiem. 1 Krl 22 itd. To inna strona tego samego wielościanu.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Estera (---.147.104.220.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2020-10-02 22:27

Bóg chce Twojego szczęścia i Twojego dobra. Nie da Ci ciemnej nocy, jeśli to nie będzie dla Ciebie dobre.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-10-03 01:56

"...To byłoby w moim odbiorze okrucieństwo."
"...a potem emocjonalne porzucenie przez Boga"
"...bo nie chce, by Bóg na kolejnym etapie mi zrobił krzywdę (noc). I nie mowcie, prosze, że to nie jest krzywda, tylko łaska... nazywanie emocjonalnego porzucenia łaską to... jeszcze większa krzywda."
"A co, jeśli ja nie chce mieć zbyt bliskiej relacji z Bogiem, żeby potem nie cierpieć udręk nocy?"
"...prowadzi w taki straszliwy sposób. Trudno mi zaufać Bogu, który robi w ten sposób."

A w następnych zdaniach:

"Wypełniam przykazania, żyje regularnym życiem sakramentalnym"
"po przyjęciu Jezusa Eucharystycznego mogę sie modlić nawet ponad godzine w ciszy sama, przytulajac się w sercu do Pana Boga."

tt, cóż za rozdźwięk w obrazie Boga. Jakiego Boga przytulasz w sercu? Jakiego Boga przyjmujesz w Eucharystii? Przed jakim Bogiem wyznajesz grzechy i z jakim Bogiem pragniesz się pojednać? Jak to jest, ufasz Panu Bogu czy nie?
Czy dokonujesz tych aktów miłości wobec Boga okrutnego, czyniącego krzywdę, porzucającego? Albo zapytam inaczej, czy to jest dwóch różnych Bogów/bogów?
Czy według Ciebie Bóg jest kłamcą kiedy mówi do nas:

"5 Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego
i którą wam głosimy, jest taka:
Bóg jest światłością,
a nie ma w Nim żadnej ciemności." (1J1)

Zadam jeszcze pytanie pomocnicze. Ile masz lat (około) Pytam o to, gdyż Twoje postrzeganie Boga, sytuacji życiowych związanych z trudami, ze stratą, może być zupełnie odmienne jeżeli jesteś osobą bardzo młodą, w porównaniu z osobą z bagażem doświadczeń życiowych.

Powiem za Hanną "naczytałaś się teologicznej teorii", dodam tylko, że lekcja nie do końca odrobiona. Noc ciemna jest środkiem, a ten środek dawany przez Boga ma prowadzić do określonego celu.
W ramach dopełnienia wiedzy proponuję lekturę dzieła " Noc ciemna" św. Jana od Krzyża.

"O nieszczęśliwa dolo naszego żywota! W jakim niebezpieczeństwie tutaj żyjemy i z jaką trudnością poznajemy prawdę! To, co jest najjaśniejsze i najprawdziwsze, wydaje się nam ciemne i niepewne. Uciekamy też od tego, czego najwięcej powinniśmy szukać. Idziemy za tym, co jest dla nas zrozumiałe i jasne, choć jest to dla nas najgorsze i na każdym kroku szkodliwe. W jak wielkim niebezpieczeństwie i niepewności żyje człowiek! Jego bowiem wzrok, który powinien by prowadzić do Boga, pierwszy uwodzi go i oszukuje. Jeśli więc chcemy być pewni drogi, musimy zamknąć oczy i wejść w ciemności. Wtedy dusza będzie bezpieczna od nieprzyjaciół, którymi są jej domownicy, czyli jej zmysły i władze! " ((Noc ciemna, Księga II, roz. 16.12).

A jeżeli chcesz pójść na skróty to np.
file:///C:/Users/zocha/Downloads/1692-2962-1-PB.pdf

W odniesieniu do słów:
"To ja juz wole po prostu wypełniać prawo (przykazania); Wypełniam przykazania, żyje regularnym życiem sakramentalnym, ale jakos mocniej angażować sie nie chce i nie zawsze przyjmuję Jego czułość; I znowu nie chcę się już na nic otwierać. Nigdy. Lepiej w ogóle nie doświadczać milosci."

proponuję medytację:
"15 Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!" (Ap 3)

Ponadto:
1J 4,18; Syr 2; przeogromne bogactwo Psalmów do modlitwy w tęsknocie do Boga.

Póki co, doskonale w Twoją postawę wpisuje się "Nadmiar wiedzy jest równie szkodliwy, jak jej brak" Emil Zola
Spójrz, do jakiego lęku, do jakiego zafałszowania obrazu Boga, do braku zaufania doprowadziła Cię niekompletna wiedza, w nieodpowiednim momencie formacji duchowej, jaką posiadłaś na temat nocy ciemnej. Ponosisz dużą szkodę duchową, wprowadziłaś w swoją relację z Bogiem zamęt, nieuporządkowanie. nie myślałaś na towarzyszeniem stałego spowiednika/kierownika duchowego?
Jeżeli masz tego doświadczyć, to doświadczysz, niezależnie od Twojego chcenia czy niechcenia. Jeżeli Pan Bóg uzna, że jest to właściwa droga dla Ciebie byś odkrywała i pokonywała słabości duchowe, do dopuści takie doświadczenie, żebyś mogła wzrastać w wierze. Ale wiedz, że nigdy Cię nie opuści, da tyle ile zdołasz unieść. A Twoja rzecz, jeśli się tak stanie to trwać przy Bogu, bronić się od podszeptów złego przez jeszcze gorliwsze przylgnięcie do Boga w sakramentach, w zgłębianiu Słowa Bożego.
Nie teoretyzuję, ciemność duchowa boli, ale jaka radość, kiedy rozbłyśnie światło.
Jeżeli jesteś gotowa na mocne słowa to posłuchaj na you tube konferencji w temacie nocy ciemnej o. A. Pelanowskiego.

tt, niech Cię prowadzą ewangeliczne słowa- nie bój się, wypłyń na głębię.
(do ks. moderatora- bez podania źródła bo to spontaniczny zlepek z dwóch)
Mniej teorii, której radzę poszukiwać, jak przyjdzie realna potrzeba, a więcej ufności i szczerej, bezwarunkowej miłości do Boga.

Jeżeli praktykujesz modlitwę śpiewem to porzuć rozpacz i oddaj się w realną czułość Boga:

https://www.youtube.com/watch?v=R3uqWhd_TdA

https://www.youtube.com/watch?v=VnEy_xlxjLI&list=RDrw4LJIdVTRU&index=3

Życzę Ci z całego serca żeby słowa św. Pawła Ga2, jak najrychlej stały się Twoim udziałem;
"20 Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie."

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-03 10:33

"cóż za rozdźwięk w obrazie Boga. Jakiego Boga przytulasz w sercu? Jakiego Boga przyjmujesz w Eucharystii? Przed jakim Bogiem wyznajesz grzechy i z jakim Bogiem pragniesz się pojednać? Jak to jest, ufasz Panu Bogu czy nie?"

Tak, jak wcześniej pisalam: ufam - pod warunkiem, że nie słucham potwornosci Jana od Krzyża. Jan od Krzyża był święty, ale mnie nie rozumie. A ja Jego. Ja sie modle nawet do Niego w różnych sprawach. Ale czytać Go nie bede. Na ziemi też nie wszystkich rozumiemy. Ja nie rozumiem spojrzenia na życie człowieka po drugiej stronie ulicy a człowiek po drugiej stronie ulicy nie rozumie mojego spojrzenia na życie. A nawet jak mamy podobne spojrzenie, to nie zawsze sie rozumiemy, bo przeszkodą są słowa. To samo niekiedy wyrażamy różnymi słowami.

"Jeżeli masz tego doświadczyć, to doświadczysz, niezależnie od Twojego chcenia czy niechcenia. Jeżeli Pan Bóg uzna, że jest to właściwa droga dla Ciebie byś odkrywała i pokonywała słabości duchowe..."

Jeżeli miałoby tak być, jak piszesz, jesli Bóg miałby mnie skrzywdzić, niezależnie od tego czy ja tego chce, czy nie chce (skrzywdzić = rozkochać w Sobie, a potem porzucic emocjonalnie), to ja już teraz nie chcę się w ogole angażować w jakąkolwiek relacje z Bogiem. W ten sposob mnie nie skrzywdzi. A mówienie przez Boga w takiej sytuacji: "ani zimny ani gorący nie jesteś" albo - jak Jan - że musimy wejść w ciemności, bo zmysły są zwodnicze (=czułość w Komunii Świętej którą zresztą zaakceptowali u mnie kapłani jest zwodnicza!), to byłoby to ze strony Boga kolejną pułapką. Jeśli Boga celem jest łapać ludzi w pułapki emocjonalne, by ostatecznie na siłę pogrążyć w nocy - tylko dlatego, aby człowiek stał sie silniejszy, nawet, jak on wcale nie chce być silny, bo chce zawsze polegać na Bogu - to na prawde nie potrafie takiemu Bogu zaufać. Ja jednak w Komunii Świętej doswiadczam, że Bóg jest INNY - DOBRY. Tylko nie wiem, czy warto wchodzić w to doświadczenie, skoro zewsząd ludzie mnie straszą, że to sie kiedyś skończy i że Bóg mnie jednak w końcu emocjonalnie porzuci i jeszcze każe mi uznać, że to łaska nie krzywda.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Gabi (46.165.225.---)
Data:   2020-10-03 14:41

tt :-)

Biedulko Ty moja, ale się dałaś wkręcić w tę spiralę nieufności :-) Czy już innej lektury duchowej w Twoim zasięgu nie ma? I dlaczego akurat św. Jan od Krzyża? To wskazówka kapłana czy Twoje indywidualne pomysły na rozwój życia duchowego? Jak wynika z Twojego doświadczenia, to nie jest lektura dla Ciebie :-) Widzisz sama, że jesteś słabiutka niczym niemowlątko (w sensie duchowym oczywiście), a sięgasz po lektury dla "dusz dojrzałych, dorosłych", które Ci tylko szkodzą.

W życiu duchowym należy wybierać to, co Cię bardziej zbliża do Pana. To, co pomnaża Twoją wiarę, nadzieję i miłość. Wszystko inne można i należy odrzucić jako niepotrzebne śmieci. Spójrz na skutki Twojej lektury, nawet jeśli należy ona do klasyki literatury duchowej. Czy wzrosła Twoja ufność do Pana, miłość ku Niemu, pragnienie powierzenia Mu się bezgranicznie jak dziecko najlepszemu Ojcu? Nie wydaje mi się. Piszesz natomiast, że

"Jeśli Boga celem jest łapać ludzi w pułapki emocjonalne, by ostatecznie na siłę pogrążyć w nocy - tylko dlatego, aby człowiek stał sie silniejszy, nawet, jak on wcale nie chce być silny, bo chce zawsze polegać na Bogu - to na prawde nie potrafie takiemu Bogu zaufać.
Tylko nie wiem, czy warto wchodzić w to doświadczenie, skoro zewsząd ludzie mnie straszą, że to sie kiedyś skończy i że Bóg mnie jednak w końcu emocjonalnie porzuci i jeszcze każe mi uznać, że to łaska nie krzywda."

Bóg, który czyha na biednych ludzi, aby łapać ich w pułapki emocjonalne, by póżniej na siłę pogrążać ich w nocy??? Biedny św. Jan, teraz gęsto musi się tłumaczyć przed Panem za swoje dzieła mistyczne :-) Może nawet żałuje, że je w ogóle napisał :-)

Wydaje mi się, że brakuje Ci podstaw rozeznawania duchowego, a bez tego szybko można wylądować na manowcach nawet w towarzystwie św. Jana od Krzyża :-) Duch zły potrafi wykorzystać każdą sytuację, aby zasiać w nas nieufność wobec Pana, jeśli nie będziemy czuwać. Dałaś się wkręcić i to chyba mocno. Polecam Ci gorąco Ćwiczenia Ignacjańskie, które pomogą Ci poznać Pana, siebie oraz zasady życia duchowego i zbliżyć się do Pana bez lęku, np. w CFD w Krakowie. Bo On jest właśnie taki, jakiego doświadczasz w Komunii świętej, dobry, jest Miłością nieskończoną.

Zamiast św. Jana od Krzyża proponuję codziennie karmić się Hymnem o miłości:
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
(1 Kor 13)

Zamiast wyrazu Miłość wstaw sobie Jezus, gdyż Miłość to Jezus, a Jezus to Miłość :-)

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Mateusz (31.42.25.---)
Data:   2020-10-03 15:33

Opisane objawy wyglądają na zadanie, z którym powinien zmierzyć się doświadczony ksiądz (taki, który trochę już pełni swoją posługę i przynajmniej słyszał o podobnych przypadkach). A jeszcze lepiej psycholog, czy nawet psychiatra, bo trochę trąci to wszystko nerwicą. Ktoś być może dopatrywałby się tu głębokich przeżyć mistycznych godnych świętej za życia, ale ja widzę tylko problem dla lekarza specjalisty.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-03 16:35

Muszę coś sprostować. Jan od Krzyża pomaga wielu ludziom i - na prawdę - cieszy mnie to... Jan od Krzyża pomaga też mi, gdy Go o coś poproszę. Np. o ochronę przed zludzeniami duchowymi (w emocjach mogą być też zludzenia - tych nie chcę, choćby były miłe). Nie chcę jedynie czytać Jana. Tylko tyle. Nie - nikt nie kazał mi Go czytac... Ale niestety - jak wchodze nawet na to forum (przy okazji innych wątków), czy na inna stronę, to co jakiś czas trafiam na różne wypowiedzi, że uczucia to tylko na początku (od razu teraz czuje ból, jak to pisze...), a potem to Bóg SAM pozbawia duszę czułości... No i to mnie strasznie niszczy. I takiemu Bogu nie umiem zaufać.

Wiesz, byłam na rekolekcjach typu ignacjańskiego. Nie był to nawet Fundament, tylko jeden jedyny wieczór milczenia i medytacji. A kolejne dni: z medytacją - ale już bez milczenia. Jednak - powiem szczerze - nigdy więcej. Co nie znaczy, że rekolekcje ignacjańskie są złe! Przeciwnie - są skarbem Kościoła. Po prostu one nie są dla mnie. Ja natomiast wspominam je przez pryzmat moich potrzeb. Otóż ludzie na tych rekolekcjach sprawiali na mnie wrażenie nakręcanych maszynek. "Od teraz medytujemy o tym i o tym" - i odtad ludzie myśleli tylko na rozkaz. I tylko o tym, o czym kazano im myśleć. Chodzili przy tym (w moim odczuciu) jak roboty, nie odzywali sie i nie patrzyli na siebie. To, co zapamietałam z tych rekolekcji, to wszechobecny chłód i ludzie, snujący sie jak żywi-umarli, myślący tylko o tym, o czym im kazano myśleć. Kiedy próbowałam przerwać ten marazm, nerwowo poszarpując ludzi za ramiona i mówiąc do nich, z reguły nie zwracali na mnie uwagi i dalej zachowywali sie jak puste powłoki cielesne z pustymi oczyma. Szcześliwie ksiadz rekolekcjonista zaopiekował sie mną wtedy i był dużym wsparciem, a i ludzie, jak już wyszli z milczenia, także okazywali mi serdeczność - tak, że ostatecznie ten czas wspominam dobrze i miałam potem spory pokój w sercu, choć nie uczestniczyłam ściśle w medytacjach. Po prostu nie chciałam medytować o tym, o czym mi każą. Nie uczestniczyłam też w dzieleniu wspolnotowym, bo tam nie mozna było mówić dłużej, jak dwie minuty, a ja muszę mówić wiecej. I muszę mieć pewność, że ktoś mnie dobrze zrozumiał i ogarnął sercem słowa z mojego serca. Potrzebuję żywej wymiany zdań, a nie: "wypowiedz - cisza kolejna wypowiedź - cisza". To ostatnie jest dla mnie wrecz straszne, bo nie ma w tym życia, bliskości.
Dodam, że wiedziałam, że to rekolekcje w milczeniu, ale nie sądziłam, że ludzie w tym milczeniu będą sie zachowywać tak bardzo sztucznie, obojętnie i chłodno.

Po przyjęciu Jezusa Eucharystycznego pragnę sie czasem modlić nawet ponad godzine w ciszy sama. Na podstawie długich modlitw po Komunii moge wnioskować, że nie mam problemu z milczeniem jako takim, czy samotnością jako taką. Zaczynam mieć jednak problem z nimi, gdy wokół są ludzie, którzy w moim odbiorze zachowują się z obojętnoscią - np. milczą. Odczuwam wtedy wielki chłód i obojętność. Oni milczą nawet, jak drugi cierpi i chce z kimś właśnie teraz pogadac, być blisko, być wysłuchanym. Ściana. Po prostu jest gdzieś blisko człowiek - ale nie ma interakcji. To mnie ogromnie męczy.

Mam też, jak wspomniałam, problem z modlitwą na rozkaz. Jak ja chce sie spotkać z przyjacielem, to nie dostaje od kogos instrukcji, o czym mam rozmawiać, w jakim czasie i jeszcze w punktach. A na rekolekcjach ignacjańskich to (w moim odczuciu) jakby ktoś włączył guziczek i wszystkim nagle wyparowały ludzkie odruchy, wszelka serdeczność i myślą tylko o tym, o czym kazano im myśleć. Według punktów! - bo inaczej będzie źle!

Ale ludzie na tych rekolekcjach tak na prawde byli kochani. Jak tylko przestawali milczeć, okazywali sie bardzo dobrzy, co oznacza, ze te rekolekcje bardzo im slużą. A skoro im służą, to dobrze, że są takie rekolekcje. Dobrze, że są rekolekcje ignacjańskie, dobrze, że mamy Jana od Krzyża. Bo niektórzy ludzie są dzieki nim szczesliwi. Ja nie jestem - ale to nie przekreśla wartosci Ignacego czy Jana. Po prostu nie chcę, by ktoś mnie zmuszał do przyjęcia koncepcji Jana, bo w ramach tej koncepcji nie potrafię zaufać Bogu. A chcę Mu ufać.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-10-04 07:17

"To, co zapamietałam z tych rekolekcji, to wszechobecny chłód i ludzie, snujący sie jak żywi-umarli, myślący tylko o tym, o czym im kazano myśleć. Kiedy próbowałam przerwać ten marazm, nerwowo poszarpując ludzi za ramiona i mówiąc do nich, z reguły nie zwracali na mnie uwagi i dalej zachowywali sie jak puste powłoki cielesne z pustymi oczyma."

tt, uczestniczyłaś w określonej formule rekolekcji, gdzie warunkiem było zachowanie milczenia, rozumiem, że uczestniczyłaś dobrowolnie, bez przymusu. Wypadało przyjąć zasady, na których opierają się rekolekcje z szacunku dla innych uczestników.
Poszarpując, nakłaniając do rozmowy wykazałaś daleko idący egocentryzm. Cóż Ty mogłaś wiedzieć co dzieje się w sercach tych osób, jakiej przemiany doświadczają, z jaką głębią emocji.
Podczas rekolekcji uczestniczy się we wprowadzeniu do OSOBISTEJ modlitwy Słowem Bożym. To nie jest modlitwa na rozkaz, to modlitwa w pełnej wolności.
To gwoli wyjaśnienia, dla Twoich delikatnie pisząc niefortunnych określeń innych uczestników.

"(skrzywdzić = rozkochać w Sobie, a potem porzucic emocjonalnie), to ja już teraz nie chcę się w ogole angażować w jakąkolwiek relacje z Bogiem. W ten sposob mnie nie skrzywdzi."
Sama siebie krzywdzisz. Dręczysz się niezaspokojonym pragnieniem czułości Bożej. Ta czułość jest przy Tobie , tylko Ty zamykasz przed nią serce, być może też przez egocentryzm. W wielu zdaniach pada JA,JA , a to Bóg jest w centrum. W przedwczesnej, nieuzasadnionej obawie, że nie zaspokoi Twoich zachcianek duchowych, tak dalece dystansując się, zamykając się na Jego wolę, w pewnym stopniu odrzucasz Boga. To postawa podobna do dziecka w piaskownicy, które strzela focha bo ktoś zabrał zabawkę. Może pora dorosnąć i przestać tupać nóżką. Żeby wejść w głęboką relację z Bogiem, trzeba wyjść ze złudzenia, że życie duchowe, to nieustanne rozdawnictwo "cukierków"
Podpowiedziałam jako propozycję do medytacji 2 rozdział z Księgi Syracha. Może otworzysz oczy.
W modlitwie wypowiadamy słowa:
"Bądź wola Twoja"
"Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego"
Co te słowa dla Ciebie znaczą?

@ Mateusz 2020-10-03 15:33
Też skłaniam się do takiego widzenia tematu, radziłam towarzyszenie kierownika duchowego. Ale wraz z pojawianiem się kolejnych wypowiedzi odnoszących się nie tylko do relacji tt z Bogiem ale i ludźmi, problem może być głębszy, związany z dojrzałością emocjonalną, do przepracowania ze specjalistą.

tt, w sercu Cię przytulam, jednocześnie kieruję słowa pewnie nie bardzo po Twojej myśli ale z pełną życzliwością, żebyś szerzej spojrzała na siebie.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Ona (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-10-04 09:01

Bóg nie może skrzywdzić człowieka. Jest Miłością. Dróg, które do Niego prowadzą jest nieskończenie wiele, bo każdy człowiek ma swoją własną i niepowtarzalną. Relacja z Bogiem ma być przede wszystkim prawdziwa. Tak jak relacja z drugim człowiekiem. To tak, jakby mówić, że nigdy nie wyjdę za mąż, bo kiedyś zakochanie i fascynacja się skończy, przyjdzie proza życia, problemy, kłótnie, zwykła szara codzienność. Nie ma szans, żeby przez 20, 30 czy 50 lat wspólnego życia było tylko wspaniale.
Też miałam olbrzymi problem, żeby zacząć ufać Bogu. Od spowiednika usłyszałam, że może muszę upaść na samo dno, całkowicie się pogubić, żeby w końcu przestać się bronić i pozwolić Bogu działać. Przekonać się, że sama nic nie mogę, a On może wszystko. I rzeczywiście, dopiero gdy dotarłam do ściany, gdzie już nic nie mogłam zrobić, pozwoliłam Bogu przejąć kontrolę. I wtedy zaczęły dziać się cuda, a On okazał się najczulszym Ojcem. Zaufanie to proces, którego ciągle się uczę, raz jest lepiej, raz gorzej, ale warto wciąż na nowo próbować. I głęboko wierzę, że On wie, jak prowadzić mnie do Siebie.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-10-04 13:09

Reasumując, tt wiesz lepiej od Boga co jest dla ciebie dobre i jak ma działać Boża Opatrzność w twoim życiu. Masz odczuwać ciągle pozytywne uczucia, dostawać cukiereczki, bo takie właśnie masz wyobrażenie o Bożym zamyśle względem ciebie. I jesteś przekonana się nie mylisz?

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-10-04 19:34

Ktoś popełnił ewidentny błąd - zwykle tłumaczy się kształt rekolekcji przed przyjęciem kandydatów. Niekiedy trzeba podpisać zgodę na ciszę itd.
Zatem albo Ci tego nie wytłumaczono, albo nie zrozumiałaś.

Konieczność akceptacji reguł albo opuszczenia podobnych grup rekolekcyjnych dotyczy tak ciszy (rekolekcji w milczeniu, bez kontaktów indywidualnych), jak i jasnych zasad dzielenia się w grupie.

Nie masz żadnego prawa wybijać ludzi z ich ciszy, z ich kontaktu z Bogiem podczas rekolekcji o ustalonej formie (do których nikt Cię nie zmuszał, zakładam). To nieodpowiedzialność i wybacz, czysty egoizm. Nie wolno tak robić. Ci ludzie zapewne nie bez trudu znosili Twoje kaprysy. Odbierałaś im spokój. Nie przyjechali na te rekolekcje, by zajmowac się Tobą, wybacz, ale nie.

Skoro nie akceptujesz formy, nie przeszkadzaj innym, nie włączaj się do takich form aktywności religijnej, rekolekcji, w których Twoje oczekiwania, a może i roszczenia szkodzą innym. To nie jest chłód ani ich obojętność osób milczących (aha, chyba chcesz być w ich centrum zainteresowania), tylko ich święte prawo do prywatnej, strzeżonej intymności z Panem Bogiem, w którą Ty się siłą wdzierasz.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: AsiaBB (---.play-internet.pl)
Data:   2020-10-04 20:03

Bóg nikomu czułości nie odbiera. To my się zmieniamy. Spójrz na matkę tulącą do snu niemowlę. Raczej ciężko sobie wyobrazić, że w taki sam sposób kołysze do snu nastolatka, prawda? Czy to znaczy, że ona tego nastolatka nie kocha? Albo, że nie ma dla niego już czułości? Relacja z Bogiem to nie jest automat, że jakimś następnym etapem jest ciemna noc. W życiu i tak spotkają Cię dobre i złe rzeczy i nie dlatego, że masz bliska relacje z Bogiem tylko dlatego, że tak po prostu jest. Niewierzący też mają złe i dobre dni. Ale jak będziesz mieć relacje z Bogiem, to w tych złych chwilach On będzie razem z Tobą. Może i nie będzie szybkich i łatwych rozwiązań ale będziesz mieć Kogoś, kto będzie z Tobą po prostu

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-06 10:20

Nie, nikt nie popełnił błędu. Było od początku jasne, że będzie jeden wieczór milczenia. Ale przyjąć coś teoretycznie nie oznacza doświadczyć w praktyce. Nie wiedziałam, że to tak na mnie podziała. Przeciwnie - spodziewałam się, że to będzie dobry czas, podobny do czasu ciszy po Komunii Świętej. Niestety, widok obecnych ciałem, ale nieobecnych duchem ludzi starł mnie na proch. Od rana do wieczora płakałam; nawet jak już skończyło się milczenie nie mogłam sie pozbierać. Czułam jakby wszyscy pomarli. Jakbym została sama na wielkiej pustej przestrzeni. Sama w obecnosci Boga-robota, który każe rozmawiać z Soba na rozkaz, po wojskowemu - według punktów i wg. wyznaczonych z góry tematów. A że nie było możliwości stamtąd wyjechać, to czyniło to tę sytuację jeszcze trudniejszą do zniesienia.

"Skoro nie akceptujesz formy, nie przeszkadzaj innym, nie włączaj się do takich form aktywności religijnej"

Oczywiście. Powiedziałam przecież już wcześniej - nigdy więcej takich rekolekcji.

Jednym taka modlitwa służy, innym nie. Zdecydowanie nie pójdę wiecej na takie rekolekcje. To jednak nie znaczy, że rekolekcje są złe. Są ludzie, ktorzy wydają na takich rekolekcjach najlepsze owoce.

***

Wracając do głównego wątku; gwoli wyjaśnienia niejasności:

"...w obawie, że [Bóg] nie zaspokoi Twoich zachcianek duchowych"

Nie chodzi o zachcianki, a o porzucenie emocjonalne. To skrajnie różne sprawy. Matka Teresa z Kalkuty nie miała zachcianek. Ona po prostu rozpaczliwie tęskniła za czułością Boga. I tej Matki Teresy tak bardzo mi żal....

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-10-06 15:13

Sugeruję pojechać na jakieś rekolekcje ewangelizacyjne, np. Kurs Nowego Życia. Tobie brakuje podstaw, tzn. pewności, że Bóg Cię kocha i chce Twojego dobra. Brakuje Ci poddania woli Bożej, oddania życia Jezusowi. Ty wszystko wiesz lepiej. Wiesz, co Bóg ma robić, a czego nie. Jadąc na rekolekcje o określonym temacie, wiesz, o czym rozmyślać, a o czym nie. Wiesz, jak się ma zachowywać osoba, która milczy.
Wiesz co? Daj Bogu być Bogiem. Uznaj, że jest wszechmogący, wszystkowiedzący i że wie, co jest dla Ciebie dobre. Przestań Go kontrolować, a przy okazji przestań mówić innym, jak się mają zachowywać. Nie Ty jesteś Bogiem, tylko Bóg. Nie Ty decydujesz o zachowaniu innych, tylko oni sami. Świat nie kręci się wokół Ciebie...

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-10-06 15:36

"I tej Matki Teresy tak bardzo mi żal...." Zupełnie niepotrzebnie.
To była mądra, dojrzała kobieta. Zawierzyła Bogu, w Nim była jej moc, i jak widać, świetnie się to skończyło. Świętością.
Nie projektuj swoich głodów i ran na innych, to nie ma żadnego sensu.
Czułostkowość nie pomaga wierze.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Gabi (94.134.89.---)
Data:   2020-10-06 16:22

tt :-)

Może tutaj znajdziesz coś, co pomoże Ci zrozumieć siebie i swoje potrzeby:

https://zwierciadlo.pl/psychologia/potrzeba-czulosci-co-sie-dzieje-gdy-nie-jest-
zaspokojona

Pozdrawiam w Panu i mocno przytulam :-)

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-06 16:27

Rekolekcje ewangelizacyjne - byłam. Na Nowym Życiu, ktore trwa dwa dni, zaledwie dwie godziny wytrzymałam i jeszcze wracałam do domu z płaczem. Potem miałam straszne sny. Cieszyć się na rozkaz, wypowiadać różne deklaracje na rozkaz i jeszcze pod wpływem nakręconych emocji, to coś wobec czego mam ogromny lęk i ogromny wewnętrzny sprzeciw. A tam takie coś jest. Emocje czasem sztucznie nakrecane... Nie odnajduję się w tym. Poza tym tam mają głośną muzykę, która mnie doprowadza do rozstroju. Ja lubie ciszę. Bardzo lubie ciszę. Tylko w ciszy odnajduję pokój.

W ciszy, w długiej rozmowie, w bliskosci serca. Gdzie Bóg i człowiek pozostają sobą. Bez udawania, bez wyszukanych zachowań, bez limitów. Gdzie nikt nikogo nie straszy nocą ciemną.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Ona (---.146.173.50.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2020-10-06 17:40

Im więcej czytam odpowiedzi tt, tym bardziej wydaje mi się, że oprócz bardzo mądrego spowiednika, przydałby się również psycholog lub psychiatra.
Z jednej strony piszesz, że lubisz ciszę, ale jednocześnie rekolekcje w milczeniu nie są dla Ciebie. Wszyscy uczestnicy rekolekcji mają się dostosować do Twoich potrzeb, to tak nie działa. Nie wiem, skąd bierze Ci się ten lęk przed nocą ciemną. Jeśli Bóg dopuszcza takie doświadczenie, to daje łaski, by przez nie przejść. Mamy w Kościele tendencję, do widzenia "nocy ciemnej" tam gdzie jej nie ma. To nie jest tak, że 99% wierzących musi przez nią przejść. Bóg wie, czy takie doświadczenie nam pomoże. To, że nie "czuję" bliskości Boga, to jeszcze nie jest noc ciemna. Kiedyś usłyszałam, że Bóg to nie dezodorant, żeby Go czuć. Wiem, że moje uczucia czy emocje mogą mnie zwieźć. Ale Bóg nigdy nie oszuka.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-06 19:40

"Z jednej strony piszesz, że lubisz ciszę, ale jednocześnie rekolekcje w milczeniu nie są dla Ciebie."

Już to rozrożniałam, ale dobrze, że zwracasz na to uwagę, jesli to dalej niejasne. Wyjaśnię raz jeszcze.

Czym innym jest cisza, czym innym milczenie. Cisza to np. bliskość z Bogiem w Komunii. Są dni, kiedy siedzę ponad godzinę w ciszy po Komunii i mało mi. Dobrze mi serce przy Sercu. Oczywiście pod warunkiem, że nie przypomnę sobie o możliwosci porzucenia emocjonalnego przez Boga w następnym tzw. "etapie". Nie chcę już wtedy czułosci.

Rekolekcje w milczeniu natomiast to NIE JEST cisza. Rekolekcje w milczeniu to konkretny temat do wewnętrznego przemyślenia. Temat, który - przeciwnie - stwarza straszny hałas wewnętrzny. Milczenie jest tutaj torturą, bo hałas ów - z racji wymogu milczenia - trzeba dławić w sobie. Dławić w sobie kłębiące się niepokoje, dławić w sobie pytania i wątpliwsci, dławić w sobie sprawy, które domagają sie NATYCHMIASTOWEGO omówienia. Natychmiastowej odpowiedzi na pytania... I nie, że omówienia przez dwie minuty, ale przez godzinę lub dłuzej!

Podsumowując:

Cisza to pokój. Utulenie i ukojenie.

Milczenie - przeciwnie. To zamęt, ból i zdławienie wyrażania tegoż bolu. Trochę tak, jakby ktoś przypalał Cię żelazkiem i mowił: "Teraz milcz. Takie są zasady".

Milczenie dodatkowo utrudnia obecność innych ludzi. Także bowiem inni są podporządkowani milczeniu i nawet, jesli (być może) coś ich w tym boli i mają jakieś watpliwosci - dławią to w sobie. Zostają z tym sami. Widzę ich puste smutne twarze i nie mogę nic zrobić. Nie mogę w żaden sposób im pomóc, bo muszę milczeć. Nie straszne to? Dla mnie tak.

Dlatego - jak już powiedziałam; i mówię po raz trzeci - nigdy więcej takich rekolekcji.

Zarazem trzeba wziąć pod uwage, ze są ludzie, ktorzy mieszczą w sobie to wszystko i jeszcze odnajdują w takich rekolekcjach pokój i nowe perspektywy kochania. Tak, jak powiedziałaś: "Dróg, które do Niego prowadzą jest nieskończenie wiele, bo każdy człowiek ma swoją własną i niepowtarzalną."

Oby tak było.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-10-06 20:08

"Przeciwnie - spodziewałam się, że to będzie dobry czas, podobny do czasu ciszy po Komunii Świętej. Niestety, widok obecnych ciałem, ale nieobecnych duchem ludzi starł mnie na proch. Od rana do wieczora płakałam; nawet jak już skończyło się milczenie nie mogłam sie pozbierać. Czułam jakby wszyscy pomarli".

Spodziewałaś się dobrego czasu, podobnego do czasu po Komunii Świętej, ale nie doświadczyłaś tego. Twoje doświadczenie było zgoła odmienne. Górę wzięły Twoje emocje. Chore emocje. Bardzo chore. Nawet teraz, choć piszesz o tym z jakiejś perspektywy czasowej, one dominują. Nadal zdajesz się nie dostrzegać niestosowności swojego zachowania na tych rekolekcjach (przeszkadzałaś innym uczestnikom). Nadal nie możesz uwolnić się od tego, co działo się wtedy w Twojej sferze emocjonalnej. A przecież Pan Bóg mógł Ci udzielić na tych rekolekcjach łask, których oczekiwałaś. Ale nie zrobił tego. Najwyraźniej miał powód. I na pewno postąpił tak dla Twojego prawdziwego dobra.

Twoje wnioski, że nie pasujesz do takiej czy innej formy rekolekcji, to stanowczo za mało. A wszelkie Twoje próby dogłębnych tłumaczeń, dlaczego nie pasujesz, nie mają większego sensu. Ile razy słyszałaś, że powinnaś przepracować swoje emocje ze specjalistą? Ile razy w realu? Ile razy na tym forum? I ile razy uciekłaś od niewygodnego dla Ciebie tematu terapii? Nie pytam, dlaczego uciekłaś. Odpowiedziałaś kiedyś. Boisz się straty.

Napisałaś, że ludzie pomarli (tak czułaś). Nie, to oni właśnie żyli. A nie żyjesz Ty - nie żyjesz pełnią życia. Jesteś niewolnikiem swoich lęków, swojej wyobraźni, która te lęki nakręca, i na odwrót. I nie umiesz się z tego sama wyrwać. Jesteś jak topielec wciągany coraz mocniej przez wir. Ale nie chcesz złapać się wyciąganych do Ciebie zewsząd rąk.

Twoje lęki wdarły się w Twoją sferę duchową. I nic dziwnego, że tak się dzieje. Nie zbudujesz zdrowej duchowości na chorej psychice. Najpierw musisz zaopiekować się tą ostatnią. A na forum tego nie zrobisz. Do tego potrzebny jest Ci człowiek w realu, znający się na rzeczy. Twoje wpisy na forum, w których szukasz pomocy i rzekomo znajdujesz jakąś, to ciągle ucieczka od problemu zasadniczego.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-06 21:18

"A przecież Pan Bóg mógł Ci udzielić na tych rekolekcjach łask, których oczekiwałaś. Ale nie zrobił tego. Najwyraźniej miał powód."

No właśnie... udzielił! Ksiądz zaopiekował się mną; rozmawiał ze mną każdego dnia tyle, ile potrzebowalam. Te rozmowy bardzo mi pomagały. Koiły. Ludzie też byli dla mnie dobrzy. Cierpliwi. Serdeczni. Ja do nich też. Przy Komuniach był Pan Bóg wyjatkowo blisko. Przez czytania mowil do mnie, pocieszal...
Wyjeżdzałam stamtad wyczerpana i ciągle placząca (ze wspomnianych wcześniej w tym wątku powodów), ale utulona. Kiedy wróciłam do domu, czułam gleboki pokój.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-10-07 01:12

"Ksiądz zaopiekował się mną"

Czy ten ksiądz, który dostrzegł Twój totalny rozstrój psychiczny i poświęcił Ci czas, zaspokajając chwilowo Twoje emocjonalne potrzeby, nie napomknął ani słowem o zwróceniu się po pomoc do specjalisty? Czy FP jest pierwszym miejscem, gdzie ludzie Ci takie rozwiązanie podsuwają?

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-07 02:03

/.../

Do postawienia pytania zapraszam obok: klik.
moderator

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-07 11:47

/.../

Do dyskusji zapraszam obok: klik.
moderator

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Asia (5.174.189.---)
Data:   2020-10-08 21:50

"dławić w sobie pytania i wątpliwosci, dławić w sobie sprawy, które domagają sie NATYCHMIASTOWEGO omówienia. Natychmiastowej odpowiedzi na pytania..."

One się tego domagają, ale to nie znaczy, że trzeba im to "dać". Ta odpowiedź wcale nie musi być natychmiastowa. I taki człowiek milcząc wcale nie dławi w sobie pytań czy wątpliwości. On zanosi je Bogu. Powoli wchodzi w ciszę - razem z tymi pytaniami. Jakby niosąc je w sobie. Wchodzi w ciszę, żeby spotkać w niej Boga. Spotkać się z Nim. Bo On jest Ciszą. I ten hałas wewnętrzny jest normalny na początku tej "drogi". On chce odciągnąć człowieka. Sprawić, żeby zawrócił. Poszedł za nim, a nie w stronę ciszy. I nie trzeba go wcale dławić. Trzeba pozwolić mu jakby przepłynąć. Jak takiej kłębiącej się rzece. Usiąść na jej brzegu i poczekać aż się wyciszy, uspokoi. Nie walczyć z tymi falami. Usiąść i poczekać. Pozwolić im przepłynąć.

Znasz może takie słowa?

"Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem. Nie przefruniesz tamtędy jak ptak. Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej"

Nie da się wejść tak od razu w ciszę. Jednym krokiem. Przestać mówić i już. Nie. Trzeba tak właśnie "stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej". Wchodzić powoli, stopniowo. Nie da się przefrunąć. Jakby przeskoczyć tego hałasu. Przefrunąć nad nim. "Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej". Stanąć, zatrzymać się, usiąść, zamilknąć, przestać mówić, przestać szukać odpowiedzi. Nawet jeśli one się tego domagają. Stanąć i patrzeć. W ten daleki brzeg, który zaczyna się tuż za progiem. Patrzeć stopniowo wchodząc coraz głębiej i głębiej. Potrząsając wtedy tymi ludźmi nie pozwalałaś im na to. Żeby szli. Chciałaś ich jakby zawrócić. Odciągałaś ich wzrok od tego brzegu. Jakby zasłaniałaś go sobą stając przed nimi na tym progu. Piszesz, że oni byli, zostali z tym sami, a Ty nie mogłaś im pomóc. Bo to nie Ty miałaś im pomagać. Nie Ty, tylko Bóg. Oni szli do Niego. Wchodzili w ciszę, czyli właśnie do Niego. Jemu nieśli te pytania i wątpliwości. Te wszystkie sprawy. Szli z nimi do Niego. Żeby z Nim je omówić. Do Niego, ale jednocześnie z Nim. Nie byli sami. On był tuż obok.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: K. (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-10-15 22:05

tt ma cechy osobowości histrionicznej. Przerysowuje, koloryzuje, nadmiernie skupia się na swoich przeżyciach, by przykuć uwagę.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Akittm (---.play-internet.pl)
Data:   2020-10-25 03:01

tt,
1. Pan Bóg nie da Ci nocy ot tak, bez powodu, ani wbrew Twojej woli, i przeciw Twoim pragnieniom. Tak jak już wcześniej pisano, noc jest środkiem, nie celem. Środki mogą być różne. Różne są dary łaski. Może nie jest to dla Ciebie, może do tego dojrzejesz, a może Pan poprowadzi Cię zupełnie inną drogą. Nie da Ci tego, jeśli nie będziesz tego w jakiś sposób chcieć lub wyrażać gotowości przyjęcia tego.
2. Czytałaś wypowiedzi Jana od Krzyża całkiem wyrwane z kontekstu. Jan pisze o tym, że taką noc, jak chociażby ta, którą przeżywała Matka Teresa nie jest dane przeżywać każdemu.
3. Taka noc zazwyczaj jest poprzedzona ofiarą (więcej o tym w książce: "Droga przez mrok albo szaleńcy boży") i jest z jakiegoś powodu, ze względu na coś. To rodzaj misji i powołania. Matka Teresa, płynąc do Indii, błagała Boga, by mogła ocalić choć jedną duszę. Ta modlitwa się zachowała (książka: "Pójdź, bądź moim światłem"). Pan Bóg przyjął jej ofiarę, i odpowiedział na jej pragnienie.
4. Radzę Ci, poświęcić się Maryji. Polecam te rekolekcje:
https://ocalenie.info
↑Pkt nr 4., to najważniejszy punkt mojej wypowiedzi.
5. Z tą czułością... Nie warto z tego rezygnować. Nie wiesz jaką drogą poprowadzi Cię Pan Jezus. Dlaczego nie przyjmujesz zaproszenia? Przyjmujesz za to zaproszenia od swoich lęków, a one nie są bardziej życiodajne niż Pan Jezus.
6. Lektury możesz ograniczyć do Pisma Świętego. Jan od Krzyża oparł swoją naukę na nim, ale nadal jest ona jedynie jednym z objaśnień, rozwinięciem. Pan Bóg nie objawił żadnemu ze świętych niczego ponad to co jest w Piśmie Świętym.
7. Nawet jeśliby Jan od Krzyża do Ciebie nie przemawiał, to nic w tym złego. Tak samo, jeśli rekolekcje ignacjańskie nie są dla Ciebie. One nie są dla wszystkich, a czasami Pan Bóg pewnymi środkami może posłużyć się w niekonwencjonalny sposób. One nie są dla Niego ograniczeniem. Mamy podążać za Panem Jezusem, nie za Świętymi.
8. Tematy domagające się natychmiastowego omówienia... To nie powinno Ci przysłaniać miłości względem bliźniego. Tematy nie zawsze dają się omówić na już. Nie możesz żądać zaspokojenia we wszystkim na już. To nie jest możliwe. Dla nikogo. Czasami jedyne, co można zrobić, to czekać i oddać to Bogu/Maryi.
To samo z Twoim uczuciami, które zrodziły się w Tobie pod wpływem widoku ludzi przeżywających rekolekcje. Nie możesz oczekiwać, że będą oni brać odpowiedzialność za to, co wzbudza w Tobie ich widok, i za Twoje uczucia względem nich. Jeśli wydawało Ci się, że są smutni, wiedz, że mieli do tego smutku pełne prawo. Sami tak wybrali. Mieć prawo do posiadania swojego smutku, to dobra rzecz. "Smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu (...)" (2 Kor, 7, 10).
9. Czy myślałaś o tym, jak się czuje Pan Jezus? Może lepiej porozmawiać o tym z Nim, w tej sytuacji? Chcesz rozmawiać o tym, jak Ty widzisz waszą relację, z każdym, tylko nie z Jezusem. Pomyślałaś o tym jak On się czuje? Powiedz Mu o tym czego się boisz i o tym, czego pragniesz, ale też posłuchaj Go.
10. Polecam także kierownictwo duchowe, ale takie stałe, a nie tylko rekolekcyjne. Można się modlić o dobrego kierownika duchowego lub po prostu dać się prowadzić przez słowa spowiedników i czekać, aż Pan postanowi dać kierownika/spowiednika bardziej stałego.
11. Nauka Jana od Krzyża jest naprawdę piękna. Czerpałam z niej wiele. Zanim dostałam kierownika od Pana Jezusa, to nauka Jana spełniała u mnie funkcję zbliżoną do kierownictwa. Jeśli jednak wprowadza u Ciebie zamęt, to ją odłóż.
12. I nie myśl o "kolejnych etapach". To nie jest gra i Pan Bóg nie działa zawsze pod jeden schemat. Nie patrz na to, proszę, jak na zdobywanie kolejnych poziomów doskonalenia. To relacja jest sednem.
13. Pan Jezus jest, był, i będzie. Nigdy Cię nie porzuci. Można odczuwać samotność, ale jest to coś, czym także można podzielić się z Panem Jezusem. On odczuwał samotność na Krzyżu i nie przestał zwracać się do Ojca. Jezus Cię nie porzuci, bo do końca Cię umiłował, Ty za to masz możliwość wyboru. Możesz Go wybrać, bądź nie. Najgorsze uczucie opuszczenia przez Niego, nie jest gorsze od rzeczywistego opuszczenia Jezusa przez nas, poprzez wejście w grzech. To grzech jest prawdziwą ciemnością, noc jest tylko wrażeniem. Grzech jest rzeczywistą śmiercią i wiedzie do śmierci. To piekło za życia, które prowadzi do piekła wiecznego. Piszesz tylko o emocjach, ale człowiek jest całością i jeśli mówisz Mu (Jezusowi), w jakiejś sferze "Nie", to jest to otwartą furtką, by zacząć Mu mówić "Nie" też, i w innych, szczególnie, że jesteś osobą dosyć uczuciową. To kwestia czasu aż zaczniesz odmawiać Jezusowi na dobre. Także wróć do Niego.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-26 23:25

Akittm - Dzieki za empatyczną odpowiedź i poświęcony czas.
Piszesz, że ofiarowanie Maryi w duchu św. Ludwika jest ważne. Otóż kilku ludzi juz mi o nim mowiło. Zdążyłam się z nim zapoznać i ono jest dla mnie za cieżkie. jestem za słaba na nie. Duchowość św. Ludwika, jeszcze bardziej jak duchowosc ignacjanska, jest duchowością rozkazu i posłuszeństwa. Bardzo bym sie oddalila od Maryi, podejmując takie ofiarowanie. Dlatego bym się oddaliła, że takie ofiarowanie nie byłoby z mojej strony szczere. Nie byłoby z miłości. Czułabym bowiem, że ofiarowuję sie Matce, ktora chce mnie skrzywdzić, bo chce zesłac na mnie cierpienie, twierdząc, że to z miłości, że to dla mojego i innych dobra. Wg św. Ludwika Maryja każe posłusznie (rozkaz) w milczeniu (dławienie) znosić cierpienie. Miedzy mną a Maryją w takiej sytuacji nie byłoby już miłości. Czytałabym rekolekcje 33, o tym, że Ona z miłosci zsyła cierpienia - i, czytając takie rzeczy, nie moglabym już więcej Jej kochać. A tak - nosze szkaplerz karmelitański i mogę być z Nią blisko. Kocham Ją, wiem, że jest dla mnie dobrą Mamą i opiekuje sie mna. Nie chcę jakoś dodatkowo ofiarowywać się w duchu sw. Ludwika - na cierpienie i spełnianie rozkazów. Nie identyfikuję się z czymś takim. Św. Ludwik pisze jeszcze o czymś tak strasznym, jak uśmiechanie się w cierpieniu. Od razu wtedy wraca do mnie porównanie z przypalaniem żelazkiem (przekaz: "przypalają cię, a ty milcz i usmiechaj się"). Sama powiedziałaś, że noce ciemne i inne cierpienia są owocem ofiarowania. Więc zostanę przy Szkaplerzu.

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Gabi (---.versanet.de)
Data:   2020-10-27 15:59

tt :-)

Piszesz "nosze szkaplerz karmelitański i mogę być z Nią blisko. Kocham Ją, wiem, że jest dla mnie dobrą Mamą i opiekuje sie mna".

Jeśli przyjęłaś Szkaplerz, to JUŻ oddałaś się Maryi jako Jej dziecko oraz przyjęłaś Ją do swojego życia jako Matkę. Mam nadzieję, że rozmawiasz z Nią o wszystkim tzn. powierzasz Jej swoje pragnienia, potrzeby, marzenia, troski, trudności, krócej mówiąc wszystko, czym żyjesz. A powierzając się ufasz tak, jak dziecko ufa swojej najlepszej Mamie, która pragnie jego dobra. Maryja zaś oddaje Cię Jezusowi razem z całym Twoim "bagażem" i uprasza dla Ciebie potrzebne łaski. Pamiętasz wesele w Kanie Galilejskiej? To Maryja jak prawdziwa Matka zauważyła brak wina, który mógł pewnie doprowadzić do "katastrofy weselnej" :-) Nie zbagatelizowała tego braku ani nie okazała obojętności, lecz zwróciła się pełna ufności do swojego Syna w bardzo prosty sposób. Jej ufność była tak ogromna, że nawet nie próbowała podsuwać Mu żadnych pomysłów, jak On może rozwiązać ten problem. Po prostu zwróciła Jego uwagę: "Nie mają wina" i to Jej wystarczyło, gdyż wiedziała, że Jezus zaradzi temu w najlepszy możliwy sposób, ale nie ludzki, tylko Boski, tzn. przewyższający naszą ograniczoną wyobrażnię. W końcu Jezus nie wysłał służących do supermarketu :-)

tt, podobnie jest i z Tobą :-) Maryja jako Twoja dobra Mama nieustannie przekazuje wszystkie Twoje potrzeby Jezusowi, nawet te, o których sama jeszcze nie pomyślałaś. Ona najlepiej wie, czego potrzebujesz, gdyż widzi Cię w prawdzie tak, jak widzi Cię Bóg. Mówi więc Jezusowi: "Oto tt, Twoje ukochane dzieciątko, potrzebuje rozpaczliwie czułości, ale się lęka. I chce, i się boi." Więc Jezus bierze Cię na ramiona i chce Cię tulić w nieskończoność, a Ty Mu zaczynasz "ględzić" o nocy ciemnej :-) A On chce Cię tylko przytulić i obdarzać nieustannie pieszczotami, bo wie, że tego pragniesz i potrzebujesz. "Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą" (Flp 2,13).

tt, oddawaj wszystko Maryi i z Nią omawiaj swoje potrzeby. My tutaj na FP tego za Ciebie nie zrobimy, gdyż to jest tylko Twoja relacja i Twoja ścieżka do Pana :-) A jeśli potrzebujesz pomocy, to poszukaj kontaktu z karmelitankami (rozumiem, że duchowość karmelitańska jest Ci bliska) i umów się na rozmowę. Na pewno chętnie Ci wszystko wyjaśnią :-)

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: tt (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-27 20:58

Dziękuję

 Re: Rozpaczliwie potrzebuję czułości
Autor: Akittm (---.static.ip.netia.com.pl)
Data:   2020-10-28 23:30

1. Najważniejsze: poświęcić się Maryi (nieważne w jaki sposób). Ona prowadzi do prawdziwej bliskości z Jezusem. Ty już to w pewien sposób zrobiłaś (szkaplerz), ale oddanie się Jej, dobrze jest ponawiać, by zyskiwać zdolność do tego, by starać się żyć jak najbliżej Jezusa. Ona była dla Niego najukochańszą i najbliższą osobą na ziemi. Nigdy, nie powiedziała Bogu "nie".
2. W tych rekolekcjach są zawarte teksty św. Ludwika, jednak nie musisz ich czytać. Najlepiej starać się wyciągnąć z rekolekcji tak dużo dobra dla siebie, ile tylko można. Zamiast skupiać się na tym, że coś mi nie pasuje, można to pominąć. Ja za radą kierownika duchowego pomijałam to, z czym się nie zgadzałam. Te rekolekcje są do samodzielnego odprawienia. Dlatego nikt nie będzie nad Tobą stał i nie powie "O! Wróć, bo pominęłaś ten tekst!". Taka forma powinna Ci odpowiadać, bo pozostawia dowolność, a daje czas bliskości z Bogiem. To nie są rekolekcje oddania się w niewolę. To słowo w ogóle w tym akcie nie pada. Rozpoczyna się on słowami "Maryjo, która cała jesteś czułością Boga dla mnie...". Te rekolekcje prowadzą do pogłębienia relacji z Maryją i Jezusem. Radzę Ci, przejrzyj teksty z kilku pierwszych dni, i weź pod uwagę, że możesz je (rekolekcje) odprawiać wyciągając z nich dobro, a pomijając to, co Ci nie odpowiada. Warto.
Dodam, że sama nie użyłabym słowa "niewolnik" względem siebie, w kontekście relacji z Maryją. I też: nigdzie nie napisałam Ci, że ofiarowanie w duchu Griniona jest ważne.
Po prostu wiem, że oddanie się Jej (Maryi) może ocalić każdego.
Ona Ci pomoże. Szatan już próbuję się do Ciebie dobierać i to, że miałabyś odprawić rekolekcje poświęcenia się Maryi, z pewnością by mu się nie podobało. Wytrąciłabyś mu z rąk dużo możliwości.
3. Boli mnie to, co piszesz o nocy ciemnej. To po prostu rodzaj powołania, do którego się dojrzewa. Tych ludzi nie jest wiele, choć istnieją w każdych czasach. Oni dojrzeli do przyjęcia nocy. Chcieli jej. Znacznie więcej jest ludzi, którzy doświadczają czułości. Pan Bóg nigdy nie odbiera wolności. Jeśli trzeba, mogę poruszyć problematykę nocy szerzej (tworzyłam już wersje zapasowe tego, co Ci odpowiedzieć, ale zrezygnowałam z zamieszczania ich, by odpowiedzieć krócej).
4. Noc zależy w dużej mierze od gotowości przyjęcia. Co znaczy: nie chcesz, nie dostaniesz. Nie odpowiada noc Tobie, jako środek na spełnienie Twych pragnień = nie dostajesz nocy.
↑Wydaje mi się, że ten punkt jest dla Ciebie najbardziej niezrozumiały (w razie czego pisz). Nie postrzegasz nocy jako łaski. Niektórzy postrzegają. Różne są sposoby wyrażania miłości. To, co piszesz, jest krzywdzące dla ludzi, dla których noc stała się formą (przestrzenią) kochania i okryła życie. Ludzie, którym dane zostało kochać Boga w mroku nocy, nie postrzegają go jak tyrana. Dlaczego więc tak postrzegasz go Ty, która nocy nie doświadczasz, nie masz, nie chcesz jej, i nie rozumiesz? Napisałaś, że doświadczasz czułości. Wobec kogo więc, masz tak obronne nastawienie? Wobec Boga, który daje dobro? Czy nie jest tak, że to Ty dla siebie stwarzasz problem?
5. Czytając pisma świętych, nie musisz przyjmować tego wszystkiego jako wzoru postępowania. Potraktuj to co możesz, w kategorii świadectwa. Wzór naśladowania znajdziesz w Ewangelii. Słuchaj Jezusa.
6. Nie wydaje mi się, by Ludwik pisał tak okropne rzeczy. Przeczytałam jego traktat. Ludwik bardzo ukochał Maryję. To, co napisał jest piękne pod względem miłości. Nie podzielam jego entuzjazmu względem określenia "niewolnik", ale to, co napisał można tak naprawdę wtłoczyć do określenia "córeczka" i nie będzie to czyniło jakiejś znaczącej różnicy. Trzeba brać także pod uwagę to, że Ludwik jest mężczyzną, i kochał jak mężczyzna. Dlatego nie wszystko może być zrozumiałe z kobiecej perspektywy. Ludwik podkreśla, że w centrum oddania się Maryi, znajduje się oddanie Jezusowi, że przez Maryję oddajemy się Jemu.
7. Z tym nienaśladowaniem świętych... Naprawdę nie ma dwóch takich samych relacji z Bogiem. Wydaje mi się, że chciałabyś znaleźć jakiś schemat, żeby nie zbłądzić i wtedy już ściśle się go trzymać, a tak się nie da. Wydajesz się być sfrustrowana tym, że nikt nie postrzega relacji miłości tak jak Ty, a tak nie trzeba. Nie porównuj się z innymi. Nawet jeśli nauka jakiegoś świętego wydaje się dla nas, to i tak pójdziemy drogą różną od nich, bo nie możemy odtworzyć ich życia, a jedynie wesprzeć się na nich i czerpać z ich doświadczeń (do czasu), aby wejść głębiej w osobistą i niepowtarzalną relację z Panem Jezusem
Uśmiechanie w cierpieniu... Nikt nie każe Ci tego robić i nikt Cię do tego nie zmusi. Raczej w tym momencie przychodzi mi do głowy św. Teresa od Dzieciątka Jezus, a nie Grinion.
8. Nie musisz rozumieć wszystkich powołań i tych relacji miłości, które są inne niż twoja. Każdy człowiek jest inny. Dlatego Boga może kochać i zakonnica, i mężatka.
9. Posłuszeństwo nie jest niewolą. Jest wyrazem wolności. Rozkaz o jakim piszesz - to nie tak działa posłuszeństwo w wierze. Posłuszeństwo jest środkiem, by wyrazić miłość.
10. Naprawdę polecam modlitwę o dobrego kierownika duchowego. I tu też nie ma dwóch identycznych relacji, bo każda jest unikatowa. Dlatego nie radzę sugerować się tym, co wyczytasz (lubisz czytać, prawda? :)) o kierownictwie duchowym. Dobrze jest mieć kogoś, kto Ci towarzyszy. Nie przywiązuj się też do doświadczenia kierownictwa z rekolekcji, bo Twój przyszły kierownik, może nie być jezuitą i żyć czerpiąc z innej duchowości.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: