logo
Poniedziałek, 26 października 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 A gdy przewrócę się w kościele?
Autor: HalinaMR (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-10-05 12:38

Często zastanawiam się jak sobie poradzę z własną niemocą i reakcją wierzących, gdy w kościele upuszczę książeczkę do nabożeństwa albo różaniec lub się przewrócę albo w kolejce do Komunii wbije mnie w ziemię...
Wszyscy przyzwyczaili się, że jestem silna, zaradna, pomocna. Oczywiście mówią, że mogę na nich liczyć, ale kiedy przychodzi taki moment muszę liczyć tylko na siebie .Bo znajomi kiedy dostrzegają, że mam problemy, albo mówią o swoich problemach (oj, jak mnie boli kręgosłup; oj, jak moje serce dzisiaj się kołacze itp.) a potem znikają albo mówią coś w tym stylu: ale dlaczego, przecież wszyscy ... albo dużo ludzi ma ten problem itd.
Albo jeszcze "lepiej", gdy wypada mi coś z rąk próbują mnie "uspokoić" mówiąc np. "spokojnie". Gdy się zatoczę, robią dziwną minę, pewnie myślą, że jestem po spożyciu. Tak zachowują się osoby, które mnie znają, wiedzą, że jestem po operacji kręgosłupa, że wydawałam i wydaję pieniądze na rehabilitację żeby nie usiąść na wózku. Tym, do których miałam zaufanie mówiłam, że tracę czasem czucie w rękach, że nogi mi drętwieją, że mogę podnieść maksymalnie 2-3 kg. Nikomu do głowy nie przychodzi w takim momencie, że właśnie zbiłam szklankę albo upuściłam dokumenty, bo straciłam czucie w rękach... Albo zarzuciło mną, bo któraś z nóg przestała mnie "słuchać". Łatwiej pomyśleć: ma nerwicę, napiła się albo tak jak ostatnio mój były kolega starszy o ok. 10 lat: jesteś młoda, zdrowa, silna i wygodna oraz leniwa, wysługujesz się innymi. Cóż, nie obraziłam się, ale "wbiło " mnie w ziemię, kogoś takiego więcej nie poproszę o pomoc. Po takim doświadczeniu mogę z nim rozmawiać o pogodzie, polityce itd.

 Re: A gdy przewrócę się w kościele?
Autor: Aneta (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2020-10-05 13:57

Niestety, mam podobne doświadczenia. Chyba syty głodnego zrozumie prędzej, niż zdrowy schorowanego. Zwłaszcza, jeśli ten schorowany jest młody (no bo przecież choroby, śmierć i inne nieszczęścia dotyczą tylko starych, aż dziw, że Jezus cierpiał i umierał na krzyżu w wieku zaledwie 33 lat...). Wydaje mi się, że dobrym wyjściem jest pewna pobłażliwość, patrzenie na tych ludzi trochę tak, jak patrzymy na dzieci, które jeszcze niewiele wiedzą o życiu. Może nie jest to do końca w porządku wobec nich, ale pomaga radzić sobie ze spojrzeniami, komentarzami, brakiem zrozumienia...

 Re: A gdy przewrócę się w kościele?
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-10-05 19:11

Halinko, podstawą jest praca nad psychicznym umocnieniem siebie.
Choroby związane z przewlekłym bólem i niesprawnością są często przyczyną obniżonego nastroju czy wręcz depresji wymagającej pomocy specjalisty. Jeżeli do tego dochodzi brak wsparcia w cięższych pracach, rodzi się poczucie osamotnienia, bezradności. Przy osłabionej psychice występuje lęk i uporczywe skupianie się na dolegliwościach, w pewnym sensie syndrom ofiary.
Z mojego (bardzo doświadczonego) punktu widzenia zaczęłabym o dogłębnej diagnostyki. Napisałaś o przebytej operacji kręgosłupa. Objawy jakie wymieniasz mogą mieć źródło w ucisku rdzenia/korzeni nerwowych albo jeszcze nie zregenerowały się po przebytej operacji. Może jeszcze da się coś naprawić operacyjnie w tym zakresie przez odbarczenie. Leczeniem przewlekłego bólu zajmują się poradnie p. bólowe. I jak wspomniałam, warto zagłębić się w temat lęku/ nastroju pod kątem ewentualnej terapii p. depresyjnej.

Co do reakcji otoczenia. Trudno rozmawiać ze ślepym o kolorach. Faktem jest, że gro populacji 20+ narzeka na kręgosłup, temat powszednieje. Jeżeli ktoś nie zna istoty niesprawności i ograniczeń przy chorobach kręgosłupa o cięższym przebiegu, to trzeba je wytłumaczyć w odniesieniu do swojego przypadku.
Z sąsiedniego wątku wynika, że masz dzieci. Zaangażuj je do cięższych prac, dużych zakupów. Z grona znajomych wybierz osoby rozważne, empatyczne. Wytłumacz w czym leży problem i zagrożenie zdrowia. Możesz zrobić mały wykład o mechanizmie w jakim dochodzi do osłabienia siły rąk czy utraty równowagi, jeżeli obawiasz się że ocenią Cię jako niezdarę. Nie licz na to, że ktoś się domyśli, tylko dawaj jasne komunikaty o potrzebnej pomocy.
Dobrze, żebyś znalazła jakąś alternatywę dla skanalizowania emocji. Coś, co odwróci uwagę od niedyspozycji fizycznej. Zainteresowania, hobby możliwe do realizacji, zaangażowanie się w wirtualną pomoc innym. Są fora neurologiczne, które stanowią grupę wsparcia, podbudowują przykładem jak inni sobie radzą.

"Często zastanawiam się jak sobie poradzę z własną niemocą i reakcją wierzących, gdy w kościele upuszczę książeczkę do nabożeństwa albo różaniec lub się przewrócę albo w kolejce do Komunii wbije mnie w ziemię..."

Po co teoretyzować coś, co może się nie wydarzyć? Po co nakręcać negatywne emocje?
W tym zdaniu kryje się ocena wierzących, przewidująca, że nie sprawdzą się gdyby wydarzyła się taka sytuacja. Dlaczego tak myślisz? Jestem pewna, że w każdym miejscu gdzie znajdują się inni ludzie, natychmiast podążyliby z pomocą, żeby Cię podnieść.

Czy o zagrożeniu wózkiem inwalidzkim usłyszałaś od lekarzy, rehabilitantów, czy może opierasz się na opinii, że choroba kręgosłupa to w perspektywie wózek? Takie obawy też dobijają psychikę. Nie wiem od jak dawna chorujesz ale w perspektywie są dwie drogi. Pierwsza, znacznie lepsza, to po okresie buntu, że coś się utraciło, że nie będzie tak jak w pełni zdrowia, oswajanie się z koniecznymi zmianami w życiu i akceptacja stanu obecnego z weryfikacją życia przystającą do tego co aktualnie możliwe. Druga, znacznie gorsza, dołująca, to zasklepienie się w cierpieniu, lęku o różnym podłożu (wózek, brak pomocy, nieżyczliwość ludzka) i powolne usychanie, gnuśnienie, samonakręcanie objawów- zdołowana psychika, to napięte mięśnie, napięte mięśnie to wzmagający się ból, wzmożone objawy neurologiczne, wzmagający się ból to siadająca psychika. I tak to się kręci.

 Re: A gdy przewrócę się w kościele?
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-10-05 22:15

"Często zastanawiam się jak sobie poradzę z własną niemocą i reakcją wierzących, gdy w kościele upuszczę książeczkę do nabożeństwa albo różaniec lub się przewrócę albo w kolejce do Komunii wbije mnie w ziemię..."

Myślę, że nie warto się zamartwiać, co będzie, gdy się coś upuści i co ludzie pomyślą. Spadnie? To albo podniesiesz, albo i nie podniesiesz, bo nie możesz, więc jeśli ktoś sam nie zareaguje, poprosisz zwyczajnie o pomoc. Jasno mówiąc, że sama nie możesz, bo problem zdrowotny. Plus uśmiech. Bez rozbudowanych wyjaśnień. Wystarcza. Jak nie ta, to inna osoba pomoże.

"pewnie myślą, że jestem po spożyciu". Problem w dużej mierze leży w Twojej psychice. W zgadywaniu, co kto myśli, w przejmowaniu się. Tu podążę za przedmówczynią.
Co mnie - daruj - obchodzi, co kto sobie w myśli buduje na mój temat. Trzeba jasno komunikować ograniczenia, jasno tłumaczyć i jasno prosić o pomoc. To działa. Działa na obcych i na znanych. Sprawdziłam.

Nikt nie ma powinności się domyślać, że np. tracisz na moment władzę w ręce. Nie oczekuj, by się ktoś domyślał. Nikomu nie przyszło do głowy? Bo oczywiście nie musi przyjść. To nonsens - i czekać na odgadnięcie, i na dodatek mieć pretensje o niedomyślanie się. Trzeba jasno komunikować, rzeczowo, co się dzieje.

Przerobiłam paskudne złamanie ręki i nauczyłam się prosić w sklepie o spakowanie zakupów, o odkręcenie i ponowne zakręcenie kupowanych butelek, słoików itp., bo sama bym ich w domu nie otwarła. Zresztą wiele osób, zupełnie obcych, pakowało mi zakupy z własnej inicjatywy, nim poprosiłam.

Przerobiłam w zeszłym roku 3 miesiące rekonwalescencji po sporej operacji, po której wolno było podnosić przez miesiąc tylko kilogram, potem powoli dwa itp. No i co, raz się na początku zagapiłam, chleb, jakiś drobiazg i mandarynki pewnego dnia ważyły prawie 1,5 kg, więc po zapłaceniu spokojnie powiedziałam kasjerce - przepraszam, dla mnie to za ciężkie, chciałabym zanieść do domu chleb i wrócić za 20 minut po mandarynki. Zdziwione spojrzenie, wyjaśnienie: jestem po operacji - i sprawa załatwiona, siatka przy kasie poczekała. Takich doświadczeń jest sporo.

Wiesz, co jest ważne? Zupełnie nie jest moim problemem, co kto myśli, widząc, że czegoś nie mogę. Dziwił się, że muszę usiąść? Jego problem, ja siadałam na ulicznym murku, bo potrzebowałam. Bez paniki, domysłów i użalania się.

I fakt, wielu ludzi ma obecnie problemy, np. z kręgosłupem, więc wypowiedzi stwierdzające powszechność podobnych kłopotów, choć może nie pomagają, wynikają chyba z próby urealnienia proporcji: nie jesteś sama z takim bólem.

To, że ktoś mówi "spokojnie", też jest często pozytywne. To jest sygnał: nic się nie stało, damy radę, ogarniemy sytuację, nie masz czym się przejmować.
A Ty się właśnie przejmujesz.

 Re: A gdy przewrócę się w kościele?
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-10-05 22:51

A co jest złego w myśleniu, że ktoś ma nerwicę? Dlaczego stawiasz to na równi z upojeniem alkoholowym?

 Re: A gdy przewrócę się w kościele?
Autor: klara (---.centertel.pl)
Data:   2020-10-13 11:45

Halinko, wiem że jest Ci przykro kiedy jesteś niesłusznie oceniana, ale pomyśl że najlepiej zna i widzi Cię Bóg i On zna prawdę i nie ocenia, a kocha i wspomaga. Zobacz jak wielu świętych było niesłusznie i negatywnie ocenianych przez np. współbraci w zgromadzeniu czy inne siostry w zakonie (np. s. Faustyna), często też im dokuczano. Tych przykładów jest wiele, ale nie ulegaj negatywnym emocjom, bo nie pochodzą od Boga. Zacznij myśleć o sobie dobrze, jesteś stworzeniem Bożym i jesteś taka jaka powinnaś i tak jest :)
Nie z każdym znajdziesz wspólny język i z niektórymi ludźmi pogadasz tylko o pogodzie i to też jest swego rodzaju piękne. W tych ludziach też mieszka Jezus i staraj się pamiętać o tym kiedy będziesz mieć przykrości. Ofiaruj cierpienia i proś też swojego Anioła o pomoc w czynnościach które sprawiają ci problemy, on naprawdę jest przy Tobie.
Z Bogiem

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: