logo
Poniedziałek, 26 października 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Mika (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2020-10-05 13:26

Wiem, że temat stary, ale nurtuje mnie i nadal nie przekonują typowe odpowiedzi. Nawet odnośnie obecnej sytuacji pandemii. Bóg jest Wszechmogący, więc co to dla Niego opanować taką pandemie. Dlaczego jednak tego nie robi, spokojnie patrzy jak ludzie umierają, inni tracą bliskich, zostawiają dzieci? Czy wszystko musi działać według ludzkich środków, czyli na przykład szczepionki? Boska interwencja nie wchodzi w grę? Tylu ludzi modli się, prosi i błaga o pomoc, a Bóg spokojnie patrzy. Przecież rodzic nie da się długo prosić przez dziecko. W końcu okaże litość. A tu chyba jest inaczej. Trudno zrozumieć.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2020-10-13 22:55

Czy poniższa odpowiedź też jest dla Ciebie typowa? :)

"Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami -
wyrocznia Pana.
Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje - nad waszymi drogami
i myśli moje - nad myślami waszymi" (Iz 55, 8-9).

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Aneta (77.87.0.---)
Data:   2020-10-14 11:54

Mam ten sam problem i również wiele odpowiedzi mnie nie przekonywało. Pomógł mi znajomy ksiądz. Na moje stwierdzenie, że nie rozumiem Boga, odparł krótko "Jeśli by Ci się kiedyś wydawało, że rozumiesz Boga, to jednego możesz być pewna - to nie jest Bóg!". Bóg niejako z definicji jest niemożliwy do zrozumienia. Gdyby było inaczej, nie potrzebowalibyśmy wiary, wystarczyłby sam rozum.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Asia (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-10-17 16:32

"Tylu ludzi modli się, prosi i błaga o pomoc, a Bóg spokojnie patrzy."

Mnie też towarzyszą takie myśli. I też trudno mi to zrozumieć. Nie mogę uwierzyć w to, że On będąc Dobrym Ojcem - nieskończenie dobrym - któremu na nas zależy, może na to wszystko tak spokojnie patrzeć. Stojąc gdzieś z boku i przyglądając się. Albo może nawet śpiąc - tak jak wtedy w łodzi, z uczniami, podczas gdy na jeziorze szalała burza. On spał. Teraz też jakby śpi. Zdaje się spać. Wirus szaleje, coraz bardziej i bardziej, fale zalewają łódź, toniemy, a On śpi. I nie daje się obudzić. Żadne prośby , błagania, łzy Go nie przekonują. Wtedy obudzony przez przestraszonych uczniów w jednej chwili uciszył tą burzę i wiatr. Zganił ich za brak wiary, ale jednak burzę uciszył. Odpowiedział na ich pełne lęku i przerażenia prośby. Na ich wołanie. Teraz nie. Dlaczego? Za mało Go prosimy? Za słabo? Czy ten nasz krzyk jest za słaby? Czy On go nIe słyszy? Zbyt cicho wołamy? Pytania, które pozostają bez odpowiedzi i sprawiają, że można stracić wiarę w Jego dobroć. W dobroć Boga - który jest przecież naszym Ojcem. W to, że On rzeczywiście jest taki jak mówią słowa tej modlitwy - "Ojcze nieskończenie dobry". Ten obraz dobrego Boga, któremu na nas zależy, zaczyna się tak trochę chwiać. Dobrego Boga, który spokojnie patrzy jak ten wirus zbiera takie żniwo. Ale wczoraj pomyślałam, że może to wcale nie jest tak spokojnie. Może On rzeczywiście patrzy stojąc z boku, ale wcale nie tak spokojnie. Może On płacze widząc nas takich w szponach tego wirusa. Widzi nasze przerażenie, nasz lęk, ból, nasze łzy, jęki, prośby. I widząc to wszystko płacze - może w taki sam sposób jak kiedyś Bóg patrząc na Jego cierpienie i śmierć, zgadzając się na to wszystko - bo wie, że z jakiegoś powodu tak ma być. Że to jest w jakiś sposób, zupełnie dla nas niezrozumiały, potrzebne. Wie i dlatego na to pozwala. Ale nie patrzy spokojnie. Może właśnie ze łzami w oczach. Nie wiem, ale tak wczoraj pomyślałam zastanawiając się nad tym. Kierując te wszystkie myśli do Niego. A może jednak zbyt cicho wołamy? Ale z drugiej strony On przecież widzi i słyszy wszystko. Każdą najmniejszą i najcichszą myśl...

"Który widzisz serca drgnienie
I najskrytsze myśli znasz.
Racz wysłuchać me westchnienie..."

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Ona (---.204.48.186.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2020-10-18 10:53

W kwietniu był podobny temat, może tamte odpowiedzi coś rozjaśnią: (klik).

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2020-10-18 17:15

A zadałaś Bogu pytanie, jakie dobro chce z tej sytuacji wyprowadzić? A może nauczyłaś się czegoś? Bo wiesz, ja się np. przekonałam, że jestem w stanie zdalnie prowadzić wykład z matematyki. A byłam pewna, że to niemożliwe. To tylko jeden z przykładów

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: #%@&* (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2020-10-20 19:36

Przypadkowo znalazłem ten temat. Miałem nadzieję, że 8 miesięcy wystarczyło, by do wszystkich dotarło i zamiast hejtu przejdziemy do meritum. Ale choć tzw. głosy rozsądku się poojawiają, to znaczna częśc społeczeństwa jest po prostu impregnowana, a rozmowy merytoryczne są w przestrzeni publicznej po prostu zduszane w zarodku (tym razem to państwo w Polsce hejtuje wszystkich, którzy mu się sprzeciwiają - to bardzo piekne - uchwalać buble prawne w celu kręcenia lodów na potęgę [patrz instruktor narciarski głownym dostawcą niebezpiecznych respiratorów, czy szpital na stadionie], bezprawnego ściągania kasy z ogłupiałego społeczeństwa i zapewnienia sobie całkowitej bezkarności, przy poklasku hierarchii koscielnej [casus nowych apostołów] - jednym słowem kompletny zamordyzm, za zgodą i na życzenie SPOŁECZEŃSTWA, KTÓRE TAKĄ WŁADZĘ WYBRAŁO - Boga prosze do tego nie mieszać: "Panie Boże czemu nam lepszej włądzy nie wybrałeś! - Bo dalem wam rozum, byście z niego korzystali" W Stanach walczą zaciekle o swoją przyszłość i nie jest nią bynajmniej 500+, jak w Polsce, zadłużonej po uszy, a i wybór nie jest wcale czarno-biały).
W Anglii, gdzie mieszkam rzad planuje ściągać od obywateli po 125 funtów miesięcznie - ponad 700 zł, [trochu wincej niż pińcet plus, bynajmniej nie jestem przeciwnikiem 500 +!] przez najbliższe 5 lat - takie są rządowe koszty koronowirusa w GB, o innych nie wspominając, myślę że w Polsce, jak to w bantustanach, większe.
Bynajmniej nie neguję istnienia chińskiego koronowirusa (i 300 innych znanych nam przyczyn grypy), wytworzonego przez ludzi w komunistycznych Chinach w laboratorium w Wuchan przy pomocy naukowców francuskich i amerykańskich jako połączenie wirusa grypy i wirusa HIV w ramach badań nad bronią bilogiczną (wyszło jak zwykle chińskie badziewie).
Pomijam stosowanie do wykrywania koronowirusa testów PRC, które się do tego zupełnie nie nadają i wykrywają głownie wszystko inne (ok. 300 różnych rzeczy). Pomijam brak testów zwalidowanych (czyli takich dla których istnieje wzorzec porównawczy, dzieki któremu możemy powiedzieć: Tak to jest koronowirus. Wykryliśmy go!) w laboratoriach je produkujących.
Weźmy statystykę (z mojego miasta, bo każdy sobie może własne sprawdzić)
Mieszkańców 100000. Wykrytych przypadków od poczatku "pandemii" (przy pomocy bezpwartościowych testów PRC) 898 sztuk, czyli niecały 1 procent. Przypadki śmierci przypisywane koronowirusowi: 147. czyli 1,5 promila. Ależ co roku więcej choruje i umiera na grypę! Nie mówiąc o innych pwodach chorób i śmierci.
Gdybym był na miejscu Pana Boga, to bym wpierw spytał: No dobrze dzieci, oskarżacie mnie, że nic nie robie w sprawie pandemii koronowirusa. Ale gdzie ona jest? Choroby, cierpienie i śmierć przyszły na świat z powodu waszych grzechów i by je wam odebrac, musiałbym odebrac wam wolność wyboru i zmienic was w żywe automaty. To pozostawiam szatanowi i jego sługom na Ziemi. Ja uczyniłem was wolnymi. Jak będziecie mieli rzeczywisty problem - zwróćcie się do Mnie i zobaczycie co Ja potrafię dla was zrobić.
Więc może na początek proponuje zaczać od modlitwy: Panie uczyń mnie twoim wolnym dzieckiem, a nie niewolnikiem szatana?
Każdy umrze (na szczęście), pytanie co potem jest znacznie ważniejsze od pytań o rzeczy nie istniejące.
O większego trudno zucha niż byl Stefek Burczymucha.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-10-21 14:20

Przyszło mi do głowi kilka dni temu takie pytanie: ilu ludzi w moim otoczeniu zachorowało w ostatnich miesiącach w takiej skali, ze wymagali hospitalizacji? Ilu z nich miało takie objawy jakie przypisują "działalności" wirusa COVID19? Mnie wyszło, ze nie znam nikogo takiego. Owszem niektórzy byli przeziębieni wiosną lub teraz na jesieni, jakieś lekkie katary, stany grypopodobne, bez konieczności terapii szpitalnej.
Niech każdy zastanowi się czy zna w swoim otoczeniu takich ludzi i statystycznie czy jest ich tak wiele, by twierdzić, ze jest to ponadnormatywne w okresie wiosny i jesieni.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Asia (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-10-21 14:50

"Jak będziecie mieli rzeczywisty problem - zwróćcie się do Mnie i zobaczycie co Ja potrafię dla was zrobić."

Wizja Boga, którą Pan przedstawia jest po prostu straszna. Na szczęście to jest tylko Pana wizja. Co wcale nie znaczy, że prawdziwa. Czy taki właśnie jest Bóg? Nie wierzę. Mój obraz Boga, który noszę w sobie jest zupełnie inny. Nieprawdziwy? Zły? Przede wszystkim jest Bogiem bliskim i Bogiem, który jest z nami. Któremu nie jest obojętne to, co się dzieje tutaj na ziemi. A według Pańskiej wizji Bóg mówi - "Zostawcie Mnie w spokoju. To jest wasz problem, nie Mój. Zresztą jaki w ogóle problem? Gdzie? Ja go nie widzę. Po prostu kolejna choroba, która przecież jest rzeczą normalną na tym świecie. O co wam chodzi? Nie rozumiem. Jak rzeczywiście będziecie mieli problem, to wtedy do Mnie przyjdźcie. Może wam pomogę. A może nie. W końcu jesteście wolni, a Ja nie chcę wam odbierać tej wolności." Bóg, który jest zimny i obojętny na cierpienie swoich dzieci. Na ich problemy, które według Niego nie są problemami. Czy taki właśnie jest Bóg?

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Tomasz (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-10-21 22:28

Tak czytam ten wątek i mam wrażenie, że łatwo zapominamy, że nasze obecne ziemskie życie jest tylko wstępem do życia wiecznego. W wielu punktach nie zgadzam się z wypowiedzią forumowicza podpisującego się "#%@&*", ale w przedstawionym przez niego obrazie Boga dostrzegam pewien sens. My mamy do Boga pretensje, że czegoś nie zrobił, a mógł. W ten sposób poniekąd stwierdzamy, że świat jest jakoś spartaczony i że Bóg jako wszechmocny powinien to doraźnie naprawić. Zapominamy chyba, że Bóg jest autorem tego świata i że jeśli ten świat byłby spartaczony to głównym partaczem byłby właśnie ten Bóg.
W ramach odpowiedzi na wątek napisze coś z własnego życia. Otóż ja nigdy nie doświadczyłem przypadku ze strony Boga, w którym mógłbym Mu zarzucić ignorowanie moich próśb i nie reagowanie na moje problemy. Zdarzyło się np. kilkakrotnie, że prosząc np. o sprzyjającą pogodę w parę chwil od modlitwy pogoda się zmieniała. Pomyślałem kiedyś, czy może powinienem częściej prosić Boga o sprzyjającą pogodę np. dla rolników. Jednak dotarło do mnie, że to nie o to chodzi.
Każdy może sam poprosić Boga o to, czego mu potrzeba. I to jest dużo lepsze niż moja (albo czyjaś inna) prośba w imieniu anonimowych osób, które do Boga się nie zwracają. Sensem modlitwy nie jest spełnienie jakiejś prośby - sensem modlitwy jest nawiązanie bliskości z Bogiem. Dlatego uważam, że nie powinniśmy roztrząsać kwestii, "dlaczego Bóg dopuszcza do pandemii" (czy też do innych nieszczęść, wojen itp). Świat przeminie i wszystkie te rzeczy też przeminą. Pomyślmy raczej, czy my sami staramy się o dobre relacje z Bogiem. Jeśli będziemy mieć dobre relacje to Bóg niczego nam nie odmówi. Ale nie starajmy się wymagać od Boga, aby "naprawiał świat" według naszego widzimisię. Prośmy Boga, aby spełniał nasze prośby. Nakłaniajmy innych do tego, aby powierzali swoje prośby Bogu. Ale nie próbujmy zrobić z Boga jakiegoś dżina do globalnego zaspokajania potrzeb ludzi bez względu na to, czy ci ludzie w ogóle od Boga oczekują spełnienia tych potrzeb.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-10-21 23:47

"Jeśli będziemy mieć dobre relacje to Bóg niczego nam nie odmówi."
Ryzykowne zdanie, Tomaszu.
Wynika z niego, że skoro czyjaś prośba nie zostala spełniona, to znaczy twardo, że ta osoba ma złą relację z Bogiem. Za proste to i wręcz oskarżające zdanie. Nie miałabym odwagi rzucić tego innym w twarz.

"Pomyślałem kiedyś, czy może powinienem częściej prosić Boga o sprzyjającą pogodę np. dla rolników. Jednak dotarło do mnie, że to nie o to chodzi.
Każdy może sam poprosić Boga o to, czego mu potrzeba. I to jest dużo lepsze niż moja (albo czyjaś inna) prośba w imieniu anonimowych osób, które do Boga się nie zwracają."

Modlitwa tylko za siebie nie jest lepsza. To jest wręcz niekatolickie, niechrześcijańskie. Ja-ja-ja...uprawianie jajecznicy, jak mówił pewien rekolekcjonista. A inni niech się sami o siebie martwią, a co.
Modlitwa za innych jest wyrazem miłości do nich i zaufania Bogu. Jest też elementem wspólnotowym. A Ty tu proponujesz zamknięcie się każdy w swojej bańce (ja i Bóg, nawet w tej kolejności). Kościół modli się za nieznanych, za niewierzących, za wierzących inaczej, za nieprzyjaciół, za przyjaciół, za dalekich i bliskich. Modli się wspólnotowo i uczy (Jezus uczy!!!) modlitwy za innych. Nie ma "Ojcze mój, którys jest w niebie, [...] chleba mojego powszedniego daj, a inni niech proszą sami".

"Sensem modlitwy nie jest spełnienie jakiejś prośby - sensem modlitwy jest nawiązanie bliskości z Bogiem." Ładnie brzmi, fakt, jest w tym część prawdy, ale po co takie a nie inne prośby z "Ojcze nasz", skoro wszystko jedno, o co się pomodlimy - sensem jest nawiązanie bliskości, a reszta - treści, konkretne prośby - sa poza sensem moditwy?

Wiesz, w moim odbiorze masz skłonność do przerysowywania w swoich wypowiedziach. Nawet jak się zaczyna bardzo wartosciowo i dorzecznie, to potem "jedziesz po skrajnościach" i to wykrzywia sensy.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Tomasz (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-10-22 09:58

@Hanna: Widzę, że kompletnie uciekł Ci sens mojej wypowiedzi. Nie twierdzę, że nie wolno się modlić za innych. Jeśli chcesz - módl się. Po prostu w mojej opinii znacznie lepiej jest zamiast (lub: oprócz) modlić się za innych nakłaniać ich, by sami się modlili. Jeśli ktoś poprosi Cię, żebyś się za niego modliła - OK, to jest jak najbardziej w porządku. Będzie to wtedy jego modlitwa, ale zaniesiona za Twoim pośrednictwem. Ale źle by było, jeśli Ty modlisz się za kogoś "za jego plecami" - np. o zdrowie dla niego, on o tym nie wie, ale "dzięki Twojej modlitwie" jego zdrowie się poprawia i przez to on nie widzi sensu modlitwy samodzielnej. Taka modlitwa byłaby ze szkodą dla niego i nic dziwnego, że Bóg takich modlitw nie wysłuchuje zbyt chętnie.
Odnośnie tego, że jeśli będziemy mieli dobre relacje z Bogiem to On niczego nam nie odmówi - co Ty odbierasz jako oskarżenie o złe relacje z Bogiem dla osób, którym zdarzyło się nie wysłuchanie ich modlitwy. To nie oskarżenie, to po prostu zwykłe stwierdzenie faktu. Jeśli Ty mierzysz "jakość relacji z Bogiem" za pomocą wykresu skuteczności modlitwy, czyli tego, co udało Ci się u Boga "załatwić" to Twoja relacja z Bogiem jest rzeczywiście na bardzo "niskim poziomie". I nie jest to oskarżenie, a diagnoza. To dobre na punkt wyjścia, ale to tylko punkt wyjścia, od którego powinniśmy podążać dalej. Właściwa relacja z Bogiem opiera się na przyjaźni, miłości i zaufaniu, a nie na załatwianiu sobie jakiś spraw przez modlitwę. Jeśli będziemy mieć właściwą relację z Bogiem to o cokolwiek poprosimy Boga - On nam to da. Ale z drugiej strony w tej właściwej relacji z Bogiem my nigdy nie poprosimy o coś, czego Bóg by nie chciał nam dać - bo po prostu będziemy żyć w przyjaźni z Bogiem, a przyjaciela nie prosi się o coś, co byłoby dla niego przykre do spełnienia.
Odnośnie "jajecznicy" - nie chodzi o zamykanie się na innych. Chodzi o to, żeby własnym postępowaniem nie przesłaniać innym ludziom Boga. Dlatego tak jak pisałem: po pierwsze nakłaniać ludzi, aby sami się modlili. Nie "modlić się za nich" (że jakoby ich własna modlitwa jest niewystarczająca, albo że jakoby Bóg bez naszej modlitwy nie zauważy, że potrzebne im jest np. zdrowie). Można się modlić razem z nimi, ale nie zamiast ich własnej modlitwy. Jeśli oni się sami nie modlą to najlepszą modlitwą za nich jest modlitwa o to, żeby zaczęli się modlić, a nie o to, żeby coś innego im "załatwić" (np. wymodlić im zdrowie).

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-10-22 10:32

Tomaszu sądzę, że każdy może modlić się w intencjach jakie uważa za słuszne. Czy są to intencje dotyczące tylko mnie samej/samego, czy dotyczące moich bliskich, czy też bardziej globalnie: wspólnoty Kościoła Świętego, ojczyzny, jakiejś grupy etnicznej czy społecznej. My sami nie do końca umiemy rozeznać czy to o co się modlimy przyniesie dobre owoce. To wie tylko Bóg i On mając pełen obraz sytuacji wie czy spełnienie intencji proszącego będzie dobre czy też nie. Przyniesie dobre owoce, czy wręcz przeciwnie. Mamy przykazanie miłości bliźniego i ono obliguje nas do troski o tego bliźniego, a tym samym do modlitwy w intencjach bliźnich. I nie zawsze jesteśmy w stanie dowiedzieć się czy nasze modlitwy w intencjach innych, cokolwiek pomogły. Tego dowiemy się pewnie w przyszłym życiu. Myślę, że człowiek musi być wrażliwy na drugiego człowieka (zarówno w liczbie pojedynczej jak i mnogiej).

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Asia (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2020-10-22 15:42

"Jeśli będziemy mieć właściwą relację z Bogiem to o cokolwiek poprosimy Boga - On nam to da."

W takim razie wychodzi na to, że żaden ksiądz ani nawet sam papież Franciszek nie ma z Bogiem właściwej relacji - o nas, zwykłych ludziach już nie wspominam, bo jeśli księża ani nawet papież, to my tym bardziej - bo przecież wszyscy księża, w każdej parafii, już od dłuższego czasu się modlą o ustanie epidemii i nic. Papież Franciszek też, już w marcu, o to prosił. Było specjalne nabożeństwo odprawiane przez niego. Właśnie w tej intencji. Krzyż, który kiedyś uchronił ludzi przed epidemią i przed którym papież się modlił. W strugach deszczu. A jednak nawet te modlitwy nie zostały wtedy wysłuchane. Zanoszone przez samego papieża. Masz odwagę powiedzieć, że to dlatego, bo papież nie ma z Bogiem właściwej relacji? Że nie żyje z Nim w przyjaźni? I prosi - bo na pewno dalej o to prosi - Boga o coś, o co nie powinien? O coś, co byłoby dla Boga przykre do spełnienia? Uratowanie ludzi przed "zatonięciem", przed śmiercią byłoby dla Boga przykre? A w ogóle skąd możesz wiedzieć, co dla Boga byłoby przykre? Może właśnie Twoje słowa są teraz dla Niego przykre? To, że uważasz, że lepiej nie modlić się za innych, bo to może przynieść im szkodę. Modlitwa szkodę? Modlitwa jest spotkaniem z Bogiem. Jeśli modlisz się za kogoś, to tym samym przyprowadzasz tego kogoś do Boga. Nawet jeśli on nie jest tego świadomy. I myślisz, że takie spotkanie, postawienie tego kogoś przed Bogiem, przyprowadzenie i zanurzenie go w Jego promieniach może temu komuś w jakiś sposób zaszkodzić? Naprawdę tak myślisz? A może właśnie Bóg chciał czy chce, żebyś go do Niego przyprowadził? W taki właśnie cichy sposób. W ukryciu. Ten ktoś może nie, ale Bóg może właśnie tak? I nie robiąc tego - bo lepiej niech się sam modli, sam prosi, sam przyjdzie do Boga - może właśnie sprawiasz Bogu przykrość? Nie mówię, że tak, ale może. Bo może właśnie Bóg na Ciebie liczył. Że przyprowadzisz tego kogoś do Niego. Może właśnie tego chciał. A Ty mówisz, że lepiej nie. Wiesz lepiej, co jest dla kogoś lepsze. Może właśnie sprawiasz tym Bogu przykrość.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-10-22 15:51

Modlimy się (niektórzy, ale i Kościół liturgicznie) za ludzi niewierzących, za nieznających Boga, modlimy się za ludzi nieznanych, modlimy się za nieprzyjaciół, za ofiary wojen, katastrof. I wiesz, w większości tych sytuacji nie widzę żadnej możliwości nakłaniania ich, by modlili się sami w swoich sprawach. Zatem tę Twoją sugestię, Tomaszu, świadomie odrzucam.
Po wtóre. Węekszość tych ludzi nie wiem, że się za nich modlimy, więc nie widzę podnoszonego przez Ciebie ryzyka, że przesłonimy im Boga.
"Ale źle by było, jeśli Ty modlisz się za kogoś "za jego plecami" - np. o zdrowie dla niego, on o tym nie wie, ale "dzięki Twojej modlitwie" jego zdrowie się poprawia i przez to on nie widzi sensu modlitwy samodzielnej". Nie zgadzam się, że skoro ja sie za kogos modlę, to go krzywdzę, bo "przez to" on czegoś tam nie widzi.
Po trzecie - pomijanie takich ludzi w modlitwie (bo lepiej, by się sami modlili) jest moim zdaniem wbrew miłości bliźniego.
Po czwarte - modlitwa: "Panie, spraw, żeby oni się sami modlili o chleb", a tymczasem może umierają z głodu - do mnie nie trafia. I pozwolę sobie na tym poprzestać.
Taki protokół rozbieżnosci.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Tomasz (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-10-22 19:11

Napiszę jasno: Nie próbuję zabraniać nikomu modlitwy za innych, w szczególności modlitwy o globalne ustanie pandemii koronawirusa. Nie piszę też, że modląc się za kogoś można mu wyrządzić szkodę. Modlitwa to nie są jakieś czary-mary, które zadziałają same z siebie. Modlitwa działa, bo odpowiada na nią Bóg. A że czasami lepiej jest, żeby została niewysłuchana to inna sprawa. Bóg zawsze podchodzi do modlitwy indywidualnie i nie jest tak, że da nam dokładnie to, o co prosimy. Jeśli modlitwa o czyjeś zdrowie spowodowałaby, że ten ktoś odsunie się od Boga to Bóg nie będzie skory do spełnienia takiej modlitwy. Ale to zawsze jest kwestia indywidualnego podejścia Boga do danego przypadku.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-10-23 08:38

Dodam jeszcze, że nie chodzi o drobiazgowe wyartykułowanie intencji, np. proszę o uzdrowienie kciuka prawej ręki mojej przyjaciółki, ale po prostu proszę o łaski potrzebne tej przyjaciółce. Panu Bogu nie trzeba tłumaczyć dokładnie o jaką konkretnie łaskę chodzi, bo On to wie dużo lepiej niż my. Tak sobie czasami myślę, gdy zdarza mi się tłumaczyć w modlitwie Panu Bogu o co konkretnie proszę, że On tam pewnie uśmiecha się z politowaniem, nad tą moją nieudolną formą wyjaśnienia intencji.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: #%@&* (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2020-10-24 17:10

Cóż każdy ma prawo do własnych opinii. Muszę przyznać, że czasem powala mnie w nich tzw. "logika wywodu". Ale to nie mój problem, na szczeście (bo nie mój wywód).
Co mogę dodać? Zdarzało mi się nie otrzymywać rzeczy na ktorych BARDZO mi zależało, ale zawsze otrzymywałem to co było było rzeczywiście ważne. Może dlatego, że prosząc, nie ośmielilem się negować Bożej hierarchii ważności, nawet jeśli wtedy, kiedy prosiłem nie była dla mnie jasna i ważna (moja była inna, ale nie stawiałem mojej przed Bożą, to nie były prośby [groźby] bezwarunkowe). Bo nie do mnie należy ocena. A z perspektywy lat - jestem bardzo zadowolony, że NIE DOSTAŁEM TEGO O CO PROSIŁEM, A DOSTAŁEM TO CO BYŁO MI RZECZYWIŚCIE POTRZEBNE. Wiedząc to, co wiem teraz, a czego nie wiedziałem wtedy. Także patrząc na życie tych moich znajomych którzy dostali to o co prosili (grozili). I obserwujac jakie skutki wywołało to w ich życiu.
Pisząc o tej tzw. pandemii opieram się na mojej wiedzy zawodowej, zdrowym rozsądku i tym co widzę. Nie znam nikogo kto by zachorował na chińską grype uporczywie zwaną COVIDEM 19. Nie neguję istnienia tego koronowirusa i ok.300 innych wywolujących grypę. Bandycka prywatna firma zyjaca z łaski koncernów farmaceutycznych (WHO) zmieniła w 2009 r. definicję pandemii, co tylko w UE kosztowało wtedy podatników niespełna 30 mld Euro wyrzuconych w błoto na niebezpieczne dla zdrowia i nie działające szczepionki. Koszty obecnie wywołanej paniki są nieporównanie większe. Także ludzkie. Nasza sąsiadka, 80- letnia babcia, bardzo sympatyczna osoba, JEST OFIARĄ KORONOWIRUSA. Gdy w marcu nastał lockdown i dowiedziała się, że nie wiadomo jak długo nie zobaczy ani swoich dzieci, ani wnuków, które często do nie przyjeżdżały, przez kila dni puszczała sobie w ogródku stare przeboje sprzed kilkudziesięciu lat, ostatniego wieczoru przed śmiercią serdecznie sobie pogadaliśmy, a rano okazało się, że nie odkręciła butli z tlenem, która miała zainstalowaną przy łożku i umarła we śnie. Nie sądzę, by to stało sie przypadkiem. I nikt za to nie odpowie, mamy już nowych sąsiadów, życie idzie dalej, ale mam nadzieję, że kiedyś przed Bożym sądem zostanie i ta śmierć rozliczona. Zysk, zysk, zysk za wszelką cenę. Byle tylko lody ukręcić. Podobno respiratory min. Szumowskiego, nowego polskiego Apostoła spoczywają w magazynie w Singapurze. Mniejsza z tym, kto je sprowadzał i mniejsza z tym, że kosztowały 3 x więcej niż normalnie. W ten zysk trzeba wliczyć naszą babcię sąsiadkę - przynajmniej jedna więcej osoba przestała obciążać system opieki zdrowotnej. Przecież i tak by umarła. A że pandemia (nie coronowirus) nie istnieje, cóż, wszak nomenklatura jest wyłącznie kwestią umowną. Jeżeli umówimy się że odległość między Paryżem, a Warszawą wynosi metr (niezwalidowany), to ona wynosi metr. Wszak to tylko kwestia nazewnictwa. Tylko prawda jest interesujaća i ona ma moc wyzwalającą. Mnie już nic nie dziwi. Jeśli kardynałowie moga wybrac na papieża człowieka, który nie wierzy w Boga w Trójcy Jedynego i te niewiarę za miczącą zgodą ogromnej większości hierarchii koscielnej szerzy jako magisterium Koscioła Katolickiego, to co jeszcze musiałoby się stać żeby mnie zadziwić?
P.S.
Jeśłi ktos uważa, że jest jakoaś pandemia i nie interesuja go fakty, to ma oczywiście pełne prawo prosić o ustanie tej pandemii. Oczywiscie mogę go zapewnić, że zostanie wysłuchany, we właściwym czasie. Ta pandemia kiedyś się skończy. Kiedy już przestanie byc potrzebna. Więc jego prośby bedą wysłuchane. Tylko po co mieszać do tego Boga? Ja widzę zupełnie inne zagrożenia w obecnej chwili, więc modlę się o zupełnie inne rzeczy. Zostały zagrożone same podstawy wiary katolickiej, podważone zostało Bóstwo Jezusa i to na samym szczycie hierarchii Kościoła katolickiego. Jeśli wg papieża Jezus nie jest Bogiem - a to jest jedyny logiczny wniosek z papieskiego nauczania, to co nam pozostało z wiary katolickiej? Hulaj dusza, piekła nie ma. A nie, przepraszam, jest - pandemia.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: za moich czasów (---.49.219.201.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2020-10-25 18:37

Do Doroty:
"Niech każdy zastanowi się czy zna w swoim otoczeniu takich ludzi"

Właśnie dzisiaj na koronawirusa zmarł mój kolega, młodszy ode mnie o kilka lat. Znałam go ponad 40 lat.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-10-25 22:32

Do Doroty:
"Niech każdy zastanowi się czy zna w swoim otoczeniu takich ludzi"

Owszem, dwa tygodnie temu zmarł w wyniku powikłań Covid19 mój katecheta z klasy maturalnej, ksiądz "od oazy", pierwszy duszpasterz akademicki. I nie, nie był kruchutkim, schorowanym starcem. Nie był to jedyny w tym miesiącu zgon w tym samym domu zakonnym. Dodam, że przez całe moje życie nie spotkałam się w moim otoczeniu z przypadkiem zgonu na grypę.
A teraz drżę o chorującego serdecznego przyjaciela. Z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem.

Do #%@&*
"Tylko po co mieszać do tego Boga?"
Po co mieszać Boga do naszych chorób? Po co modlitwa w kontekście choroby? Bo tak, proszę Pana, stoi w Piśmie Świętym. Np. w 5 rozdziale Listu św. Jakuba. Polecam.

 Re: Nie przekonują mnie typowe odpowiedzi.
Autor: #%@&* (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2020-10-25 23:02

Na grypę ludzie umierali od zawsze (i generalnie ludzie od zawsze umierali). Natomiast wg zmienionej 11 lat temu przez WHO definicji pandemii, praktycznie wszystko jest pandemią. Co z tym wspólnego ma Bóg? Ja babcię sąsiadką jak najbardziej zaliczam do ofiar pandemii, i sam mogę być ofiara pandemii. Niekoniecznie koronowirusa. W moim mieście prawdopodopieństwo śmierci na koronowirusa wynosi najwyżej 1,5 promila (bo wątpię by wszyscy mieli robioną autopsję, więc te półtora to góra). Praktycznie - wszyscy jesteśmy ofiarami tej pandemii, także w Kościele. Ale co ma z tym wspólnego Bóg? Ja widzę od początku do końca winę ludzi.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: