logo
Sobota, 05 grudnia 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-11-22 19:49

Jestem w trakcie czytania książki Johna Burke 'Zobaczyć niebo'. Szokuje mnie niebiański spokój i w pewnym sensie bezkompromisowe przyjęcie naszego życia, przez istotę pełną światła, którą w domyśle jest sam Bóg. Będąc dopiero na 117 stronie a jest ich około 340, uległam refleksji, dlaczego nasze duchowe życie na ziemi jest w takim reżimie intelektualnym, nie mówiąc już o nakazach i zakazach by osiągnąć świętość. Okazuje się, że wystarczy kochać. Nasuwa się pytanie, czy jako ludzie jesteśmy tak okrutni wobec siebie, skoro wystarczy tylko kochać? Gdzie należy szukać błędu?

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Kaja (---.akashanet.eu)
Data:   2020-11-22 21:02

Przeczytałam tę książkę. To co ludzie z doświadczeniem śmierci klinicznej, pobytu w niebie przeżywają to ciekawa lekcja dla nas. Dowiadujemy się o co tak naprawdę chodzi w naszym dążeniu do zbawienia, z czego będziemy sądzeni. Jesteśmy okrutni, bo jesteśmy grzeszni. Wydaje się, że tylko kochać i to wystarczy. Zresztą to najważniejsze przykazanie. Przykazania, zakazy i nakazy mają nam wskazywać drogę. Ale życie ludzkie jest bardziej złożone, ze wszystkimi ludzkimi słabościami, przeżyciami, dążeniami, pokręconą psychiką. Doskonale kochać w ziemskim życiu nigdy nie będziemy. Mamy się tego uczyć.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-11-22 21:51

Kaja@ To prawda o czym piszesz. W jakimś sensie czuję się oszukana, bo okrucieństwo jakie ludzie wzajemnie sobie serwują, polega na całkiem innym postrzeganiu rzeczywistości i w jakiś sposób udaje się silniejszym narzucić pewien tok rozumowania, a nawet odczuwania. To straszne, jak jeden korumpuje drugiego.Chyba się zbuntuję. A najbardziej przykre jest to, że inni zawłaszczają nasze życie wewnętrzne i nie tylko, które powinno należeć w całości do Boga i jego natchnień. Owszem, prawo Boże czy Ewangelie są tym światłem za którym należy iść. Tu pełna zgoda. Czytając jednak w jednym momencie, nie było dla mnie zrozumiałe by relacje były najważniejsze, a przecież nie jesteśmy duchami i nasze ciało musi jakoś egzystować. Mieć co zjeść, mieć dach nad głową i w co się odziać.
Reasumując ten ziemski pobyt jest ogromną próbą w trudnych warunkach.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Margaret (---.wieszowanet.pl)
Data:   2020-11-23 20:57

Czy ta książka ma imprimatur?

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-11-24 13:57

Mam takie spostrzeżenia życiowe, że złość i pewnie w dalszym etapie okrucieństwo, rodzi się czasem w człowieku z powodu strachu przed innym człowiekiem. Z powodu obawy, przed skrzywdzeniem (niektórzy bywają wtedy "ofensywni" w swoich działaniach). A przede wszystkim, z powodu braku świadomości, że złe uczucia krzywdzą również nas samych, "psują" nas od środka.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-11-24 16:41

Margaret@ Nie jest opatrzona imprimatur, ale kupiłam ją przy okazji zakupu Ewangeliarza na 2021rok. To wydanie Edycji Świętego Pawła. Posiada też wiele cytatów biblijnych, które korespondują z przeżyciami osób jako dowód, że dobry Bóg już nas uprzedził poprzez słowo Boże. Jest wiarygodne. Wczoraj trafiłam na fragment: "Doktor Alexander czuł, że słuchając i oglądając, to wszystko stawał się częścią tych dźwięków oraz obrazów, łączył się z nimi i jednoczył w jakiś tajemniczy sposób." str. 129. Takie to jak w New Age. Jednoczymy się z Bogiem a nie z szafką czy drzewem. Co najgorsze to na łamach radia Maryja, była ta lektura czytana, to mi koleżanka zaproponowała i udało mi się pięć minut posłuchać. Jednak zbyt wiele było tam widzenia samego autora Johna Burke. Nie porywa mnie ta lektura i to też mnie zastanawia. A jeszcze dodam, że książka "Zobaczyć Niebo", to bestseller "New York Timesa".

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-11-24 17:18

Dorota@ Specyficzne to co piszesz i doświadczyłaś. Nie rozumiem dlaczego można mieć złość czy lęk przed drugim człowiekiem, tak po prostu? Piszesz, że z obawy przed skrzywdzeniem. Skąd pewność że będzie się skrzywdzonym? Masz na myśli, bo nie zrozumiałam, że "ofensywni" są krzywdziciele?

Dostrzegam jednak to, co zauważasz, że jedni tak postrzegają, mają złość, bo mają przykre doświadczenia z otoczenia w którym żyją lub wzrastali.
Są i tacy, których środki chemiczne, choroba, doprowadziła do takiego a nie innego widzenia rzeczy.
Ja poruszyłam, choć może nie w tonie bezpośrednim, problem pewnego zawłaszczania naszych odczuć, doświadczeń, tego co rodzi się w duchu, podczas przeżywania wiary w Boga. Mam takie wrażenie, że nie żyjemy swoim życiem, tylko wciąż wyskakują jakieś wzory, których "obowiązkowo":) należy się trzymać i odnosić do nich. I tu jest ta dominacja, która każdego męczy. Oczywiście jestem daleka od występowania przeciw miłości czy dobru, jakie właśnie powinno dominować. Tak jednak nie jest i to jest dla mnie to okrucieństwo.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-11-24 17:21

Książki nie znam, nie znam też obiektywniejszych opinii, którym mogłabym zawierzyć; radio nie jest dla mnie autorytetem.
Danusiu, jeśli książka, ta czy inna, wnosi w Ciebie zamęt, odbiera pokój serca, to naprawdę nie ma powodu, by ją czytać. Nie jest potrzebna do zbawienia. Odłóż i już.

W pierwszym poście czytamy: "dlaczego nasze duchowe życie na ziemi jest w takim reżimie intelektualnym, nie mówiąc już o nakazach i zakazach by osiągnąć świętość. Okazuje się, że wystarczy kochać".
Nie wiem, co rozumiesz przez reżim intelektualny.
Natomiast te nakazy i zakazy biorą się poniekąd stąd, że zbyt wiele osób rozmywa pojęcie miłości i chce "kochać po swojemu", po swojemu wskazywać, co jest dobre. Niekształcaja miłość. Potrzebują podpowiedzi. Granic.

Wystarczy kochać, tak? No to jeśli ktoś naprawdę dba o miłość, to nie będzie kraść, zabijać, kłamać, szanuje bliskich, czci Boga itd., czyli przykazania mu nie przeszkodzą w miłości, nie będą uwierać. Potraktujmy te "nakazy i zakazy" jako sympatyczny drogowskaz, dowód troski.
Wystarczy kochać, ta miłość powinna mieć jednak konkretne wymiary. I przykazania podpowiadają te wymiary.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-11-24 19:40

Hanno, dziękuję.
Duchowe życie w reżimie intelektualnym, to wszystko co roztrząsamy intelektem. Czy to będzie rozmyślanie, medytacja, czytanie tekstu itp. Wiedza empiryczna w spotkaniu osoby, pozwala na poznanie i postęp w dojściu do Boga, prędzej niż byśmy medytowali o hipotetycznym zdarzeniu.
Czy Pan Jezus medytował? Pisał, czytał? Nade wszystko był i kochał, czuł i przeżywał ale w zetknięciu z osobą.

Nakazy i zakazy, to już wcześniej pisałam. Nie chodzi o Ewangelie czy zasady.

Tu raczej myślę o stosowaniu się bo jakiś święty robił tak a nawet przeżywał tak, no to jak ja tak będę, jak on, to już będzie super. Tak wiele tych treści religijnych że można się pogubić a co najgorsze, zagubić kontakt z Bogiem.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-11-24 19:46

Danusia: "Ja poruszyłam, choć może nie w tonie bezpośrednim, problem pewnego zawłaszczania naszych odczuć, doświadczeń, tego co rodzi się w duchu, podczas przeżywania wiary w Boga."
Idźmy tym tropem, Danusiu. Kto, Twoim zdaniem, zawłaszcza nasze (moje też?) uczucia i doświadczenia, to, co rodzi się w duchu? Kto i jakim sposobem?

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Marek Piotrowski (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-11-24 20:37

Obawiam się, że tego rodzaju relacje mają wątpliwy związek z Bogiem i wiarą.
Dobrze jest wierzyć, ale chyba niedobrze z fałszywych powodów.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-11-25 00:14

"myślę o stosowaniu się bo jakiś święty robił tak a nawet przeżywał tak, no to jak ja tak będę, jak on, to już będzie super."
Nie, nie będzie super. Nie wiem, skąd ten pomysł. Nie mamy być kopią innych osób, także świętych. Nie mamy ich kopiować w wymiarze religijnym. A już na pewno nie mam być kopią co do przeżyć duchowych. Każdy ma inną drogę.
Ale owszem, sporo się można od świętych nauczyć, jeśli się roztropnie wybiera i może jeszcze poddaje swoje wybory obiektywizacji.

Nie dyskredytowałabym wiedzy płynącej z lektury, zwłaszcza z dobrej lektury. To, co wiemy o Chrystusie, w ogromnej mierze pochodzi z lektury (zapisany przekaz Ewangelii, na przykład). Medytując takie teksty, nie medytujemy o hipotetycznych zdarzeniach.
Chrześcijaństwo, wbrew pozorom, jest w ogromnej mierze racjonalne. Nie polega na subiektywnych intuicjach, na "czuciu przede wszystkim".
Obawiam się, że naczytałaś się czegoś ryzykownego i wprowadziło Cię to w niezły chaos. Albo bardzo chcesz się wyrwać z dyscypliny umysłu, polegając na emocjach. Kiepska droga.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-11-25 07:41

Ofensywa krzywdziciela może wynikać z przekonania, że lepiej zaatakować kogoś, kogo podejrzewa się o złe zamiary wobec siebie. Uprzedzić jego złe zamiary. Krzywdzenie to nie tylko czyn, to przede wszystkim słowo. Czasem człowiek może myśleć, że jego gniewne - groźne słowa zahamują domniemane (lub też prawdziwe) zamiary drugiego. Człowiek nie jest w stanie wniknąć w umysł innego człowieka, ale analizuje i wyciąga (czasem błędne) wnioski ze strzępków wypowiedzi, obrazów, zachowań innych ludzi. Nie chcę przez to usprawiedliwiać krzywdzicieli, czy też okrucieństwa, ale podkreślić maleńki wycinek złożoności ludzkiej osobowości, którą w całości przenika tylko Dobry Bóg.
Wystarczy tylko kochać, bo ktoś kiedyś powiedział "kochaj i rób co chcesz", bo Jezus podkreślał, że najważniejszym przykazaniem jest to o miłości. Tylko my ludzie nie jesteśmy doskonali, mamy skazę grzechu pierworodnego, która zaciemnia nam codzienny obraz świata i bliźniego. Tego nie przeskoczymy. Mamy jedynie starać się w miarę danych nam talentów, wciąż szukać tej właściwej drogi. Ja rodzące się wątpliwości, czy to po przeczytaniu jakiegoś tekstu, czy to po przeżyciu jakiegoś wydarzenia, staram się powierzać Bogu. Nie rozumiem, ale wierzę, że trzeba przestrzegać "wytycznych" Pana Boga, bo tak jest dla nas dobrze. Dziecko też nie rozumie czemu np. nie może zabrać koledze zabawki, ale słucha rodzica, który mówi mu że tak postępować nie wolno.
To takie moje refleksje dotyczące poruszonego wątku. Daleko mi do wyżyn intelektualnych wielkich myślicieli Kościoła. Często nie rozumiem złożoności tekstów. Ale nie wszystko trzeba czytać i nie wszystko da się zrozumieć. Czasem może trzeba powierzyć wątpliwości rodzące się po jakimś doświadczeniu, Panu. Złożyć u jego stóp i powiedzieć, jak dziecko: Ojcze nie rozumiem.

 Re: Czy jesteśmy tak okrutni wobec siebie?
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2020-11-25 07:50

Marek@
Tak właśnie. Wczoraj doczytałam, że Autor tejże lektury sam przyznaje, że lepiej byśmy czytali Biblię, bo to najprawdziwszy obraz aniżeli sięgali po tego rodzaju świadectwa z pogranicza śmierci klinicznej.
Ale się ucieszyłam, warto było buszować, by potwierdzić prawdę. Strony nie podam, bo na tę chwilę, nie będę szukała, może później.
Pozdrawiam Marku w Panu naszym Jezusie Chrystusie, który dzięki Męce na Krzyżu dał nam Ducha Świętego, który nas prowadzi i oświeca. Chwała Panu.

Hanno, cieszę się, że uważniej "czytasz" czyli starasz się zrozumieć o co mi chodzi. Dziękuję jeszcze raz.
Co do sądu o mnie w ostatnim akapicie:) bezwzględnie nie przyjmuję, nie zgadzam się. Ranisz moje uczucia, tak, mam taką wrażliwość.
Jestem za starym wyjadaczem wiary w Boga i moje przeżycia wypływają z wiedzy empirycznej. Chrzest, bierzmowanie, małżeństwo sakramentalne, chorujące i umierające dzieci i wielu tych których Bóg stawiał na mojej drodze, którzy byli poza wiarą w Boga.
Fajnie, że tak nas Duch Święty poprowadził, bo zauważ, że samo artykułowanie, opisywanie, nie daje nam obrazu o drugim człowieku. Trzeba się spotkać, spojrzeć na siebie i być blisko człowieka a wtedy "wszystko" wiemy.
Zauważ jaką drogą poszedł papież Franciszek. Co zrobił z jałmużnikiem papieskim, kard. Konradem Krajewskim? Nie posadził go za biurko, tylko wysłał do ubogich na ulicę. Jałmużnik dzielił się doświadczeniem w spotkaniu z ubogimi, że nie daje im do jedzenia jabłek, bo nie mają zębów i ich nie pogryzą. Lepiej dać coś miękkiego na przykład banany.
Wszelkiego błogosławieństwa dla Ciebie i tych obok Ciebie.
Szczęść Boże.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: