logo
Piątek, 26 luty 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Werty (38 l.) (109.249.187.---)
Data:   2021-02-17 18:49

Mam prawie 38 lat i nie w wierzę w dobroć Jezusa. Z tego powodu, że nigdy nie kochałem, że nie pozwolił, nie nauczył mnie kochać. Obdarzył mnie rodzicami alkoholikami, umieścił w domu dziecka, niczego jako Bóg Ojciec nie nauczył, nie zadbał o rozwój emocjonalny. Nie kochałem jako dziecko, jako nastolatek, nie kocham jako dorosły mężczyzna. Nie umiem rozmawiać kobietami, i dla mnie jest trauma. Wiem że będę do końca życia sam.

Boli mnie to że Ten Żywy Jezus w którego obecność wierzę w Przenajświętszym Sakramencie wierzę, dba bardziej o innych pomimo braku wiary. Tracę ufność w Jego dobroć. Co mam zrobić? Przecież jak Mu ofiaruje swoją samotność i pragnienie by kochać, to Jezus tego nie przyjmuje. Dlaczego miałbym go szukać w Piśmie świętym, skoro inni tego nie muszą robić by kochać i mieć rodzinę? Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2021-02-17 20:23

"Przecież jak Mu ofiaruje swoją samotność i pragnienie by kochać, to Jezus tego nie przyjmuje." - skąd w Tobie to przekonanie, Werty?

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Danusia (178.219.104.---)
Data:   2021-02-17 21:22

Krzyż na którym jesteś i wyznanie wiary, jest znakiem dojrzałej miłości, bo przyjętej w Twoim osobistym cierpieniu a jednak w wierności.
Twoja miłość jest prawdziwie złączona z miłością Jezusa Chrystusa, bo na krzyżu życia. Nie każdy ma łaskę takiej bliskości z Panem. To zjednoczenie z Jezusem da Ci siłę żyć i pozwól się prowadzić w Bożym Słowie.
Szczęść Boże.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Mateusz (31.42.24.---)
Data:   2021-02-17 22:09

Wierzysz w to, że jest Pan Jezus jest Bogiem? Jeśli tak, to dlaczego męczysz się ze swoimi problemami sam? Możesz nie założyć w życiu rodziny (co jednak nie jest ostatecznie przesądzone), ale na Niego zawsze możesz liczyć. "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11, 28). Jeśli kojarzysz te słowa, to może warto się do nich zastosować.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Marek Piotrowski (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2021-02-17 22:41

Jesteś rozgoryczony - ale nie sposób nie zauważyć, że masz pretensje do Boga o to, jaki jesteś. Jakby to nie od Ciebie zależało.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2021-02-17 23:15

A co robisz, żeby zmienić swoją sytuację? Od 20 lat jesteś dorosły i sam o sobie decydujesz. Czy podjąłeś terapię, kurs asertywności, umówiłeś się z dziewczyną? Pracujesz nad swoimi emocjami? Co robisz, żeby dobrze czuć się samemu że sobą? Jezus przemienił wodę w wino, ale służący musieli najpierw to wino przynieść. Pomoże i Tobie, ale współpracuje z Nim, daj Mu swoją "wodę".

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Mary (---.dsl.bell)
Data:   2021-02-18 17:19

Co mialas na mysli piszac ze "Jezus przemienił wodę w wino, ale służący musieli najpierw to wino przynieść" a moze pomylilas sie co do przyniesienia wody przez sluzacych?

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2021-02-18 23:47

Mary: słusznie, miałam na myśli wodę. Dzięki za uważność.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: k (---.centertel.pl)
Data:   2021-02-19 08:59

Polecam przeczytać "Świadectwo" Alicji Lenczewskiej. Bardzo zmieniło mi to obraz Jezusa. A miewałam takie stany jak Ty, Werty.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2021-02-19 23:42

"Tam, gdzie powołanie, czy to małżeńskie, do celibatu czy też dziewicze, nie osiąga dojrzałości daru z siebie, zatrzymując się jedynie na logice ofiary, to zamiast stawać się znakiem piękna i radości miłości, może wyrażać nieszczęście, smutek
i frustrację." (List apostolski PATRIS CORDE Ojca Świętego Franciszka z okazji 150. rocznicy ogłoszenia Świętego Józefa Patronem Kościoła Powszechnego)

Nawet, jeśli będziesz całe życie sam, możesz być darem. Pomyśl o tym.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Mika (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2021-02-20 14:58

Trochę to przykre, że osoby z trudnym dzieciństwem, trudnymi przeżyciami z przeszłości są obarczane odpowiedzialnością za to jakie są i jak wygląda ich życie. Życie nie do końca od nas samych zależy, ale w pewnym stopniu jest już naznaczone dawnymi przeżyciami. Traumy mają wpływ na działania i podejmowane decyzje. Kiepski stan psychiczny to niezbyt dobry moment na nowe znajomości czy randki. Zwyczajnie nie ma na to ochoty. Jasne że możemy coś z tym robić, szkoda tylko, że większość energii trzeba poświęcić na naprawianie błędów, szkód, które wyrządzili bliscy, w tym przypadku rodzice. I nie jest to tak proste jak się wydaje. Na terapię trzeba być gotowym i silnym, by rozgrzebywać przeszłość i dawne rany. Nie wszystko jest tylko czarne i białe.

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2021-02-20 20:08

Mika, a jaki znasz inny sposób na zmianę życia niż zmiana siebie, swoich przyzwyczajeń, sposobu myślenia? Każdy ma jakieś rany z dzieciństwa, jedni mniejsze, inni większe. Nikogo tak naprawdę nie obchodzi to, że ja się zachowuje tak a nie inaczej, bo mój ojciec alkoholik i przemocowiec mnie tego nauczył, tylko to, że się tak zachowuję, tak reaguję. Mogę siedzieć, płakać i użalać się nad sobą, a mogę coś robić. Do terapii nie trzeba być silnym, wystarczy chcieć coś zmienić, być gotowym zrobić jeden malutki kroczek. A potem drugi. A w międzyczasie można odpocząć. A po iluś małych kroczkach okazuje się, że jest się już całkiem daleko od punktu początkowego, że życie wygląda inaczej, jest lepsze, ma więcej sensu. I to daje kopa do dalszej pracy. Albo do odpoczynku i cieszenia się życiem. Jak kto woli.
Terapia nie musi się wiązać z rozgrzebywaniem przeszłości, są różne nurty. Choć czasem to rozgrzebywanie pozwala oczyścić ranę i ja uleczyć. I nagle okazuje się, że coś, co bardzo bolało, boli mniej albo wcale.
Ważne jest to, żeby przyjąć, że na to, co było w przeszłości, nie miałam wpływu, ale mam na teraźniejszość i przyszłość. I to ja, nie moja przeszłość i nie moi rodzice kształtuję swoje dorosłe życie. Bardzo pomaga w tym przyjęcie prawdy, że Bóg mnie kocha i jestem dla Niego najważniejsza. Tyle, że czasem w tym przyjęciu pomaga terapia...

 Re: Nie widzę sensu walki o swoją wiarę.
Autor: Marek Piotrowski (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2021-02-21 13:40

Ja wiem, że to sie łatwo mówi - dużo trudniej przyjąć, gdy się cierpi:

Jednak te słowa są prawdziwe:
"Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi.
Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa; SKORO WSPÓLNIE Z NIM CIERPIMY, TO PO TO, BY WSPÓLNIE MIEĆ UDZIAŁ W CHWALE.
SĄDZĘ BOWIEM, ŻE CIERPIEŃ TERAŹNIEJSZYCH NIE MOŻNA STAWIAĆ NA RÓWNI Z CHWAŁĄ, KTÓRA MA SIĘ W NAS OBJAWIĆ.
Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych.
Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych.
Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów - odkupienia naszego ciała." /Rz 8, 16-23/

Pozdrawiam, i nie upadaj na duchu (i Duchu też).

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: