logo
Piątek, 01 lipca 2022
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Paweł (---.play-internet.pl)
Data:   2021-06-19 13:17

To było już przed ślubem, ale byłem tak głupi, że myślałem, że po ślubie się jakoś ułoży. No i co powiedzieć rodzinie, narzeczonej? Od chwili ślubu jest tylko gorzej. Pierwszy raz popłakała się dzień po ślubie, gdy zamieszkaliśmy u moich rodziców co było zgodne z planem. Kilka dni później mieszkaliśmy już u jej rodziców. Od 6 lat to jedna wielka sinusoida. Kilkanaście dni opierających się na słodziakowaniu i tuleniu bez żadnych poważnych rozmów po czym bum - wyciąganie brudów i wpadek (żadnych poważnych, nie wydarzyło się między nami nigdy nic złego, NIC) nawet sprzed małżeństwa. Obrażanie się na kilka dni, spanie w osobnym pokoju, rzucanie obrączką, branie rozwodu, darcie zdjęć. Gdy nic nie mówię jestem zły bo milczę. Gdy wychodzę by nie zwariować - słyszę, że uciekam. Gdy mówię co o tym myślę - słyszę że nie rozumiem. Gdy chcę konkretów o co chodzi, słyszę że już o nic bo jest za późno. Po kilku dniach nagle przechodzi. wszystko. Po kilku wraca i słyszę, że wcale nie przeszło i nigdy nie przejdzie. Co? Nie wiem. Ciągły żal za przeszłość (ale nie wiem za co), i strach o przyszłość. Że zdradzę, zostawię. Ciągłe niedowierzanie. Szukanie dziury w całym. Ciągłe zarzuty że mam romanse (nie miałem w życiu nawet ciut romansu ani nic co by mogło choć trochę tak wyglądać). Sprawdzanie telefonu. Mówienie że coś ukrywam. Ze strachu boję się powiedzieć że w pracy z koleżanką zjadłem obiad czy wypiłem herbatę (a pracę mam o charakterze damsko-męskim i było tak przed ślubem). Ukrywam że z kimś rozmawiałem. W sklepie patrzę w ziemie, żeby nie usłyszeć że patrzę na czyjeś nogi. Zostałem doprowadzony do szaleństwa. Proponowałem terapię, wspólną, to słyszę że ja potrzebuję lekarza. Tak, potrzebuję. Już dwa razy uciekłem z domu i opiłem się, żeby nie myśleć o tym co w domu. I powiedziałem sobie dość. Nie możemy mieć dzieci. Przez cały ten okres byłem z nią, towarzyszyłem jej, nigdy jej nie zawiodłem, zawsze miała we mnie oparcie. Ale ja już nie mogę. Gdyby nie to, że przyrzekałem przed Bogiem, do domu już bym nie wrócił. Po prostu boję się piekła, dlatego godzę się na piekło na ziemi. Z domu nie odejdę, bo będę zbyt słaby. Nie wierzę że wytrwam w samotności. Czuję się w rozpaczliwym położeniu. Modlę się do Boga, że jeśli nie ma innego wyjścia to niech ja lub ona umrze, bo to małżeństwo nie ma szans. Ona czasem sama przyznaje, że nie ma po co żyć. Czasem domem nazywa dom rodziców, a nie nasz. Każde moje słowo nadinterpretuje. Kiedy mówię, że idę ze znajomymi na grilla (a chodzę bardzo rzadko i nic się tam złego nie dzieje, NIC), to słyszę że ona też będzie chodziła a ją będą obmacywali. Mówi, że mam się nie przejmować ślubem kościelnym, bo to tylko tradycja. Obiecała ze mną po ślubie chodzić do kościoła. Obietnicę szybko zapomniała... Chodzę sam. Przepraszam za chaos. Musiałem to wyrzucić z siebie.
Desperacko nie wiem co mam robić... I tak, przyznaję. Ja też mam swoje winy. Jestem na takim skraju, że każda, najmniejsza jej awantura bez przyczyny powoduje u mnie już lawinę, po prostu wybucham. Ja za długo byłem silny. Teraz potrzebuję być po prostu kochany... Mnie się już nawet nie chce modlić, bo nie wiem o co i nie mam siły.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Mika (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2021-06-19 15:32

Ta zmienność nastrojów Twojej żony, niedojrzałość emocjonalna może świadczyć o jakimś zaburzeniu, nerwicy itp. Często reagują tak osoby z syndromem DDA, gdzie w domu rodzinnym był alkohol lub rodzina była dysfunkcyjna z innego powodu. Czy w domu rodzinnym żony na pewno wszystko było ok? Być może w przeszłości przeżyła jakąś traumę, o której nie powiedziała. Ciągła podejrzliwość, brak zaufania to po prostu brak poczucia bezpieczeństwa. Rzeczywiście dobrze by było udać się do specjalisty.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2021-06-19 16:53

O naiwności "że po ślubie się jakoś ułoży."
Zachowanie żony, które przedstawiasz wygląda jak specyficzna "dwubiegunówka" (celowo w nawiasie) zaburzeń osobowości. Pytanie na ile jest to zależne od niej (forma przemocy psychicznej), a na ile wymaga wsparcia specjalistycznego.
Paweł, jasne że możesz mieć dość, ale wobec tej trudnej relacji zacznij od siebie, żeby nie zatracać zdrowego rozsądku i siły.
-Alkohol, nawet epizodyczny "Już dwa razy uciekłem z domu i opiłem się" jest najgorszym doradcą. Na moment opicia zagłuszy a później wraca realna sytuacja i argument dla niezrównoważonej żony. Panuj nad tym.
-"po prostu wybucham" Wybuch Twój i zony, to jak dwa ładunki jednoimienne, odpychają się. Wyjdź na spacer, pobiegać żeby rozładować emocje chwili.

Jeżeli jeszcze nie próbowałeś, to wypunktuję to co przychodzi mi do głowy.
- Może uda Ci się znaleźć sprzymierzeńca, kogoś z czyim zdanie liczy się żona, może kogoś z jej rodziny, ale jednocześnie kogoś kto zachowa obiektywizm. Wprowadź w temat, nie kryjąc, że sytuacja jest krańcowo napięta, grozi rozstaniem. Może ktoś taki będzie w stanie nakłonić żonę do spotkania z psychologiem/psychiatrą.
- Możesz sam skorzystać z poradnictwa rodzinnego, uzyskasz wskazówki jak się odnaleźć, jak reagować. Tylko trzeba rozważnie wybrać poradnię, specjalistę ukierunkowanego na ratowanie rodziny a nie jej rozbicie
- Wszedłeś w postawę współuzależnionego. Masz prawo ukłonić się pani kasjerce, rozmawiać ze spotkaną na ulicy znajomą, nie pozwalać na przeglądanie telefonu. Jeżeli w relacjach damsko męskich masz czyste sumienie, to postaw twardą granicę. Taka terapia szokowa.
- Może da się znaleźć jakiś wspólny obszar zainteresowań, dyscypliny sportowej np. rower, kijki, pływanie, czas do wspólnego spędzania poza domem, w myśl zasady w zdrowym ciele, zdrowy duch.
- Jeżeli nic z powyższych propozycji, a zapewne będzie ich więcej od uczestników FPK, nie przyniesie poprawy waszej relacji małżeńskiej, żona nie wykaże chęci pracy nad zaburzonymi zachowaniami czy też terapii małżeńskiej, to być może czeka Cię Pawle spotkanie z prawnikiem kanonistą. Ostatnie zdania dotyczące podejścia żony do Sakramentu małżeństwa mogą świadczyć o jej niedojrzałości do zawarcia tego sakramentu, ale to już temat dla fachowców.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: J (---.8.225.200.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2021-06-19 17:14

Mi to wygląda na borderline albo cechy depresji, ale to oceni tylko psycholog/psychiatra. Skoro odmawia terapii to może Ty spróbuj sam pójść do psychologa? Widać, że jesteś na skraju, cierpisz, zaraz wpędzisz się w depresję. Psycholog może pomóc choć częściowo ułożyć własne sprawy, może dzięki temu będziesz potrafił porozmawiać z żoną w sposób, który do niej dotrze. Myślę, że nie warto podejmować jakichkolwiek decyzji pochopnie. I Ty i ona potrzebujecie pomocy. Każde z osobna i razem też. Poszłabym na Twoim miejscu do psychologa sama i zadbała o siebie. Twoja żona potrzebuje pomocy, ale żeby pomagać trzeba mieć na to siłę i nie robić tego swoim kosztem. Ty się ledwo trzymasz, sam sobie nie radzisz a co dopiero pomagać innym. Daj sobie tę szansę. Może tak być też, że gdy zauważy, że chodzisz na terapię to zmieni zdanie i sama pójdzie. Może być też tak, że dalej będzie brnęła w to, że nie ma problemu i nic się nie zmieni..
Oczywiście módl się, ale tu trzeba działać i się modlić a nie tylko modlić.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Pax (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2021-06-19 17:18

Poczytaj o czymś takim jak choroba afektywna dwubiegunowa albo inaczej cyklofrenia. Może te problemy mają podłoże psychiczne.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2021-06-19 17:34

Żony nie zmienisz. Swoją sytuację możesz spróbować zmienić. Żona się na terapię nie wybiera, nie zaciągniesz jej tam, ale Ty poprawić swoją sytuację psychiczną możesz spróbować. Czyli ratuj najpierw siebie, znajdź profesjonalne wsparcie. To nie jest nic złego, zacząć od siebie.

To nie jest normalny układ, sam wiesz, żeby mąż bał się podnieść wzrok w sklepie albo porozmawiać w pracy. Jesteś - tak to widzę - jakoś zależny od opinii i zarzutów żony.
Żeby móc o coś zawalczyć, coś zmienić, coś porządkować w Waszych relacjach, zdecydować, co dalej (np. separacja, która nie skutkuje automatycznie piekłem, jest akceptowana przez Kościół), trzeba mieć siły. Ty ich teraz nie masz. Masz za to pewne modele zachowań, ktore już się nie sprawdzają. Uciekasz powoli w alkohol, w nieobecność. Moim zdaniem początek poprawy to wzmocnienie siebie. Zaczyna się od przyznania, że sił już nie masz, dobrze, że to widzisz. Jest się od czego odbić.
Szukaj wsparcia dla siebie. Bez względu na to, co powie o tym żona. Jej opinia tu - sorry - jednak nie jest najważniejsza.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Danusia (178.219.104.---)
Data:   2021-06-19 19:59

Zaniedbania duchowe najczęściej prowadzą do problemów psychicznych. To, co piszesz jest trudne dla Was wzajemnie. Pamiętam jak moje dzieci dochodziły do ostrych konfliktów bo obydwoje mieli rację, żadne nie chciało ustąpić i mało co, nie doszłoby do bijatyki. W takich ostrych konfliktach jedno dziecko wpychałam do jednego pokoju a drugie do drugiego by się uspokoiły, wypłakały, wykrzyczały i ochłonęły. Z osobna przytuliłam jedno i mu przyznałam rację. Potem szłam do drugiego i też w podobny sposób łagodziłam.
Wy jesteście na etapie walki kogutów. A tak na marginesie nikt z nikim na siłę, nie musi żyć. Dzieci Was póki co nie łączą a z tego co piszesz, żona nie jest chętna współpracować z Bogiem i mężem dla poprawienia relacji, które w takich zachowaniach są niestety destrukcyjne i dla niej i dla Ciebie. Martwy punkt w którym się znaleźliście. Naprawdę z dystansu kiedy patrzymy na siebie, to wszystko widać inaczej. Może żona swoje problemy z którymi nie umie sobie poradzić, odreagowuje w podejrzliwości czy zazdrości wobec Ciebie.

Macierzyństwo, którym nie może się cieszyć, daje ogromne spełnienie dla miłości bezinteresownej i powodującej wzrost duchowy dla niej a pośrednio i dla Ciebie będących w tej rodzinie. Dlatego podstawą życia ludzi, Bogu wierzącym, jest tworzenie silnych więzi z Jezusem Chrystusem opartych na ewangelii i sakramentach świętych, by być szczęśliwym. Jeśli ludzi nie łączy miłość oparta na Bogu, no to, co ich w zasadzie łączy? Kłótnie, brak szczerości, zazdrość, podejrzenia, może kasa, nie wiem.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Krystyna (---.elblag.vectranet.pl)
Data:   2021-06-20 17:02

Może warto, żeby żona zbadała sobie poziom hormonów tarczycy. Można to zrobić bez skierowania, wynik tego samego dnia. Czasem to tarczyca powoduje takie rozchwianie emocjonalne i zwyczajnie trzeba ją leczyć.
Sobie też przyjrzyj się może bez wybielania, bo jakoś wyczuwam w tym co piszesz, brak miłości wobec żony. Może to ją tak rozstraja emocjonalnie? Obojętność potrafi zdziałać bardzo wiele złego w małżeństwie, a nawet je zniszczyć. Można chodzić do kościoła, można się modlić i można nie widzieć nic więcej poza czubkiem własnego nosa.
Piszesz, że dzieci nie możecie mieć. Czy to rozpoznanie lekarskie?

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Paweł (---.play-internet.pl)
Data:   2021-06-21 14:48

Nie, to nie jest ostateczne rozpoznanie lekarskie. Choć prawdopodobnie jedyna możliwością jest inseminacja. Żona też nie chce się leczyć. Nie chcę chodzić do kościoła. Gdybym tylko wiedział, że małżeństwo nie zostało ważnie zawarte to bym się nie wahał. Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: claire (---.centertel.pl)
Data:   2021-06-23 18:35

Krystyna wiem, że miałaś dobre intencję, ale no cóż, czasem warto przemyśleć. Tarczyca? Owszem powoduje wahania, ale nie takie tu raczej jest problem psychiczny i to niestety taki który zniszczył psychikę także drugiej osoby. Albo toksyczność. I najgorsze jest czytać kiedy jest się w nieopisanym dołku że to być może wina męża, że jest obojętny. Takie domysły naprawdę potrafią zranić a nie pomóc, wiem coś o tym. A poza tym, pytasz o dzieci - czy w takim małżeństwie naprawdę miałoby pojawić się teraz dziecko? Dziecko to nie jest sposób na ratunek małżeństwa.
Pawle, przykro się to czyta. Znam ten stan kiedy nie ma się siły na modlitwę. Jeśli jednak się przełamiesz to polecam Nowennę Pompejańską (poczytaj świadectwa) i adorację- nawet bez słów, 5, 10 minut dziennie.

Zainteresuj się terapią dla siebie (najlepiej u jakiegoś katolickiego psychologa, aby rozumiał także rozterki duchowe), a może i stwierdzenia nieważności małżeństwa. Być może przed ślubem żona nie powiedziała Ci o jakiejś chorobie, albo przeżyciu lub problemie rodzinnym, jej postawa cd. Kościoła też nie wykazuje, że zależało jej na sakramencie, choć mogę się mylić i zmieniła się.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: J (---.147.107.213.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2021-06-23 20:18

Wątpię, że żona nie powiedziała o chorobie. Ona nie była zdiagnozowana (po wypowiedzi wnioskuje o tym) a dopóki się jest niezdiagnozowanym to jest się "zdrowym". Poza tym nie dramatyzujmy, każdy człowiek ma jakieś cechy ktore w niekorzystnych warunkach mogą się zaostrzyć i uprzykrzyć życie, ale to nie powód do stwierdzenia nieważnosci. Idąc tym tropem to autor wypowiedzi jest niedojrzały do małżenstwa, bo zastanawia się nad rozstaniem. Nie można tak wszystkiego naciągać i wątpię, żeby to się udało. To że żona nie chodzi do kościoła to też moim zdaniem żadna przesłanka. Jeśli to jest spowodowane jej stanem psychicznym to jest to normalne- część ludzi w dołku intensywnie się modli a inna część odwrotnie i tyczy się to wierzących. Jeśli faktycznie takie zachowania występowały cały czas to sugeruje to zaburzenia osobowości (potocznie toksycznosc) - są to trwałe zmiany, trwały wzorzec występujący niezależnie od sytuacji zewnętrznej. I to by wyszło przed ślubem, no vhyba, że autor był bardzo zakochany i nie widział . Moim zdaniem to wystarczający powód do nieważnosci nie jest- przy prawidłowym leczeniu można prawidłowo funkcjonować, jeśli pójdzie się leczyć. Jest też drugi wariant, że jest to choroba tzn np depresja. I niestety, ale to przesłanka do nieważnosci nie będzie jeśli nie ma jasnej diagnozy sprzed małżenstwa. Jeśli zostanie zdiagnozowana teraz to jak udowodnisz ze już przed małżenstwem chorwala? Nie udowodnisz. Nawet jesli były cechy np epizodu depresyjnego to pewności nigdy nie ma. A zachorowanie małzonka powodem nieważnosci już nie jest. Spokojnie, to raczej nie jest CHAD (choroba afektywna czy cyklofrenia) na to jest mała szansa. Dużo tłumaczenia, ale jest niezmiernie niskia szansa, bo chad ma zwykle inny przebieg. Przeraża mnie podejście na tym forum. Rozwody złe, ale w każdym wypadku zawsze są komentarze, że warto zbadać ważność- a nóz sie uda i po kłopocie. To nie jest moim zdaniem ok. Jak ktoś szuka to jest bardzo duża szansa, że się doszuka i tak się podvhodzi teraz do stwierdzania nieważności. Teraz kłótliwość bywa powodem stwierdzenia nieważności o zgrozo. Teraz jest większa liberalnośv w tej kwestii, kiedyś nieważność to była bardzo duża rzadkość. Czyli teraz małżenstwa są nieważne a kiedyś takie samo by było wazne? No kpina. Chcesz to się doszukasz a jak zapłacisz to na pewno. Tajemnicą to nie jest. A to jak to naprawdę jest to tylko Bog wie. Żonę wziąłeś na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Pomóż sobie i jej a nie nieważność.. Jakby miała lekki epizod depresji przed małżenstwem (epizod podkreslam, nawet 40% ma tylko jeden epizod w zyciu) o którym zapomniała (da się) bo, myslala ze wyzdrowiala i jest okej i zachorowała na 2 ciężki epizod w małżeństwie to byś unieważnił, bo przecież zataiła. A jakby zachorowala na 2 epizody spełniające kryteria tuż po małżenstwie, miałyby oba ciżki przebieg z leczeniem szpitalnym to byś już nie unieważnił, bo bys nie mogł. Mimo, że defacto stan gorszy i bardziej wpłynął na małżeństwo. Dla mnie niepojęte. Z mojej wiedzy jesli celowo i świadomie zataiła przed Tobą chorobę o ISTOTNYM wpływie na życie, które w znaczny sposób zaburza funkcjonowanie małżenstwa to wtedy to jest prawdziwy powod do nieważnosci. Ale tak raczej na pewno nie bylo, bo pewnie diagnozy od psychiatry nie otrzymala a nawet jakby to niekoniecznie musiała celowo zataić. Najpierw to autorze musisz iść do psychologa, a potem kawa na ławę z żonę, bez aluzji. Jeśli to ma być czterogodzinna rozmowa z wałkowaniem jednego tematu to niech tak będzie, ale najpierw Ty potrzebujesz pomocy.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: J (---.147.107.213.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2021-06-23 20:28

Nawet jeśli to jest nieważne małżeństwo (moim zdaniem mała szansa) to masz przed sobą człowieka, któremu TRZEBA POMÓC (oczywiście najpierw sobie). Jak nie działa jeden sposób to drugi i do skutku. To ma być dla niej skuteczny sposób a nie dla Ciebie wygodny. Oczywiście jak nie będziecie małżeństwem bo by się okazało, że jest nieważne to nie masz wielkich zobowiązań, możesz nie pomagać i tak trzeba, jeśli zobaczysz, że robisz dużo, a Ciebie to nadal niszczy i efektu nie daje. Coś jak upprczywa terapia. Nawet jeśli jestes małżenstwem a Ciebie to niszczy to masz prawo dbać najpierw o siebie. Ale nie wyrzucaj jej odrazu. Coś w niej zobaczyłeś (wierzę w to) coś sprawiło, że tą kobietę wybrałeś na żonę. Nie wiesz co jej w głowie siedzi i nikt nie wie. Jakie ma emocje, co nia kieruje. Z każdym działaniem jest jakaś myśl, jakiś powód. Staraj się wczuć w jej sytuacje idąc od powodu do efektu. Masz w sobie stres i lęk, poczucie beznadzieji. Każdy ma wady i nie da sie poślubić idealnego czlowieka bo nieidealność jest efektem ludzkiej ułomności. Pewnie przed ślubem i w Tobie były negatywne cechy i nadal są. Każdy coś ma. Pomóż sobie, pomóż jej (spórbuj na rozne sposoby) i ewentualnie potem się zastanawiaj czy to małżenstwo jest ważne. W tej kolejnośći. Moje zdanie. Życzę powodzenia

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Rita (---.centertel.pl)
Data:   2021-06-24 23:57

Wypowiem się od strony kobiety, kóra zachowywała się właśnie w ten sposób. Byłam zazdrosna, wszczynałam awantury i to takie, że sama juz nie wiedzialam co sie ze mna dzieje, potrafilam wyjsc z domu w mroz, burzę, nie wracac przez kilka godzin, plakac cala noc a kolejny dzien ze zmeczenia przespac, krzyczec, walic glowa w sciane doslownie, na koncu mdlejac z wyczerpania... Gdybys mnie spotkal na ulicy w zyciu nie powiedzialbys, ze zachowuje sie tak w domu, bo zachowalywalam sie tak tylko przy moim partnerze. Nigdy wczesniej ani pozniej nie zdarzaly mi sie takie zachowania, kiedy bylam sama czy w towarzystwie innych osob. Domyslam,ze Twoja żona nie zachowuje sie tak rowniez przy swoich rodzicach?

Niestety albo stety takie zachowanie, to wołanie o pomoc. Oczywiscie nikt nie ma prawa Cie ranic i wykanczac psychicznie, ale wydaje mi sie, ze Twoja zona rowniez tego nie chce. Ona po prostu tego nie kontroluje i nie potrafi w inny sposob. Musi się zwrócić o pomoc, ale w pierwszej kolejnosci musi czuc w tym wszystkim wsparcie, a nie odrzucenie i pogardę, bo to tylko poteguje problem. Potrzeba spokojnej rozmowy, dobrze w obecnosci psychologa.

Ja czułam się zagrozona przez inne kobiety, bo czulam sie niewartosciowa, nijaka, kazda wydawala sie piekniejsza, bardziej atrakcyjna, nawet pani przy kasie.... Nakrecalam sie podczas kazdego wyjscia na spacer, po prostu zaczelam nienawidziec wszystkie kobiety wokol, łącznie z jego matką.

Rowniez wypominalam sytuacje z przeszlosci, szukajac potwierdzenia, czy aby na pewno jestem kochana, czy jestem dla niego wyjatkowa, jedyna. Sama siebie odrzucalam, nie umialam siebie pokochac i myslalam,ze moj partner rowniez tak mysli.

Wykrzykiwalam rozne okropne rzeczy, że go nienawidzę, że to koniec, że juz nigdy wiecej nie chce go widziec ani znac, a tak naprawde chciałam tylko przytulenia i usłyszenia, że mnie kocha, Pragnelam by zaprzeczyl temu co ja myslę.

Wiele moglabym tutaj jeszcze pisac. Jestem z domu, gdzie byl alkohol i tak naprawde kazde dnia szukam pewnosci,ze jestem kochana. Ale najpierw musze znalezc ją w sobie a nie wymagac tego od drugiego czlowieka.

Nie przekreslaj twojej żony, wierzę, że ona nie robi Ci na zlosc. Nie chodzi mi o pochwalenie jej zachowan, bo musisz postawic granice, ale daj jej szansę na pojscie na terapię. Mi pomoglo jasne postawienie sprawy przez partnera, że albo cos ze soba zrobie i faktycznie bedzie widac jakies efekty i nie skonczy sie tylko na obiecywaniu i kilku slodkich dniach, albo to definitywny koniec. I faktycznie to był koniec, który mnie otrzezwił i zmusil do pracy nad sobą u psychologa. Widze teraz skad braly sie moje zachowania, jak bardzo ranilam tym bliska osobe, jak bardzo oddalaly nas od siebie a nie pomagaly i że trzeba myslec nie tylko o sobie, ale o czyims samopoczuciu, że ktos rowniez moze sobie juz nie radzic z naszymi wybuchami i po prostu miec dosc i ma prawo odciac sie dla wlasnego zdrowia.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Paweł (---.play-internet.pl)
Data:   2021-06-25 19:43

Wszystkim Wam bardzo dziękuję. Nie mam z kim o tym porozmawiać.
Rito, tak właśnie widzę swoją żonę. Choć ona rodziców ma bardzo dobrych. I zgadza się - ona tak się zachowuje tylko przy mnie. Nie czuje się atrakcyjna. Nawet chwilę intymne są tylko w wielkiej ciemności. A zupełnie niepotrzebnie.
Czy kocham ją? Tylko rozumem. Wszelkie uczucia odleciały. Nie mam sił. Tyle lat byłem silny, tyle wierzyłem że się uda, tyle prosiłem o terapię, tyle przyjmowałem jej słodkie słowa i obietnice. I w pewnym momencie już się przelało... Już po ludzku nie mam siły.
Czy stwierdzenie nieważności jest dla mnie najłatwiejsze? Tak. Marzę żeby zniknęła. To straszne, ale takie mam myśli i pragnienia. I czas powiedzieć to na głos. Czuje się okrutnie samotny, w ogóle nie kochany. Moja męskość została zniszczona i zabita. Moi rodzice nic nie wiedzą, bo żona szantażuje mnie, że jak im powiem to do nich nie pójdzie.
Dziękuję Wam. Postanowiłem - powiem rodzicom i teściom. Pójdę do psychologa. Wyciągnę rękę do żony. Jeśli odrzuci, już nic więcej nie będę w stanie zrobić.

 Re: Nie chcę trwać dalej w małżeństwie.
Autor: Danusia (178.219.104.---)
Data:   2021-06-26 13:17

Zagłębiasz się dość intensywnie, szukając prawdy, szukając odpowiedzi. Na przykładzie mojego małżeństwa mogę Ci polecić te okruchy treści w kolejności :
Noc małżonków (ostatni )
https://www.fronda.pl/a/ks-prof-robert-skrzypczak-zycie-seksualne-katolikow-albo-adam-i-ewa-w-poszukiwaniu-aureoli-cz-2,160371.html

https://www.fronda.pl/a/jak-uciszyc-burze-naszego-zycia-ks-slawomir-kostrzewa,163184.html

Mądrość serca kobiety - ks. Sławomir Kostrzewa, tu jest też mowa o małżeństwie
https://www.youtube.com/watch?v=v8GY5FV86F4

https://deon.pl/blogi/artykuly-blogerow/malzenstwo-wedlug-biblii,292200

Zawsze, kiedy patrzymy po ludzku jak rozwiązać dany problem, który trwa i trwa dość długo, to dochodzimy do ściany. Niestety osoby wierzące Bogu są poddawane próbom, których bez pomocy Boga można rozwiązać tylko po ludzku czyli w ramach naszej egzystencji.
Patrząc z perspektywy mojego 38 letniego małżeństwa i prób jakie przechodziliśmy, mogę powiedzieć że zawarte już w Stanie wojennym w Polsce jaki nastał 13 grudnia 1981 roku, małżeństwo było wojenne :) Nasilenie, gdzie nawet wybrałam się do kurii biskupiej, by szukać odpowiedzi (której nie dostałam), to już było po 5-ciu latach trwania małżeństwa. Masa pytań we mnie bez odpowiedzi. Jednak Pan Jezus był w nas i mimo i śmierci trójki dzieci, mimo strasznej biedy i braku pracy, pozwoliliśmy w tej codzienności i trosce o dwójkę oczekiwanych dzieci choć odrobinę ucieszyć się, że coś się udało. Najbardziej wiążące dla mnie są te znaki Bożej obecności, kiedy po ludzku już nie dawaliśmy rady a rozwiązanie przychodziło znienacka. Przychodziły Boże pocieszenia, by nie utracić wiary.
Szukaj więc prawdy, ja odrobiną się z Tobą podzieliłam. Szczęść Boże.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: