logo
Piątek, 17 września 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Nie mam chłopaka :(
Autor: Ja (---.connected.pl)
Data:   2021-08-02 22:55

/.../

od moderacji z archiwum forum:

Każdy ksiądz to zna.

Dziewczyna 25 lat. Właśnie skończyła studia i rozpoczęła pracę. W rozmowie skarży się, że nie może znaleźć męża. Jej problemem jest samotność.
- Gdybyś w końcu znalazła męża problem by się skończył?
- Tak. Nareszcie byłabym szczęśliwa.

Kobieta, w małżeństwie od kilku lat.
- Mąż nie rozumie moich potrzeb, często się spieramy, pada wiele słów, które ranią. Czuję się niezrozumiana i bardzo samotna - mówi ocierając łzy. - Przyznam ojcu, że będąc sama, nie cierpiałam tak bardzo jak teraz.

***
Kryzysy pojawiają się z nadmiernych oczekiwań. Druga osoba ma mnie całkowicie wypełnić, zawsze zrozumieć, zaspokoić wszystkie potrzeby. Powinna stać się niczym Bóg. Jeśli jednak ktoś nie potrafi być sam ze sobą, nie będzie umiał być także z innymi ludźmi, będzie chciał ich zawłaszczyć. To zniszczy każdą relację.

Istnieje rodzaj samotności, którego nie zaspokoi żaden człowiek, choćby najbliższy. On jest darem, przypomina o naszej niewystarczalności.

***

Mam koleżankę, 34 lata, niezamężna, nigdy nie była w związku. Niska, okrąglutka, niezbyt atrakcyjna, pracuje na państwowej posadzie, niewiele zarabia, mieszka w akademiku, wykształcenie średnie. Przyjaźnimy się od 8 lat, a ona wciąż szuka sobie mężczyzny.
Ostatnio wpadła do nas na herbatę i – jak zwykle – mówiła o tym, jak bardzo nam zazdrości, że chce mieć rodzinę, męża, dzieci i potrzebuje jakiejś stabilizacji. Że lata lecą, a ona ani młodnieje, ani pięknieje, a szczęścia brak. Błagała ze łzami w oczach o pomoc, o to, żeby z kimś ją poznać.
Mój mąż pracuje w warsztacie samochodowym, zapytałam go czy ma tam u siebie jakichś wolnych mężczyzn. Mąż powiedział, że jest taki jeden – blacharz, w wieku mojej przyjaciółki, samotny, pracowity, fajny gość. Postanowiliśmy z mężem doprowadzić do ich spotkania. Mąż pogadał z blacharzem – chłopak się ucieszył, zgodził się na spotkanie. Ja zaprosiłam przyjaciółkę, żeby jej opowiedzieć o chłopaku. Wymieniam wszystkie jego cechy, a moja przyjaciółka patrzy na mnie z irytacją i mówi:
- A na cholerę mi blacharz??? Nie chcę blacharza! Chcę kogoś solidnego: dyrektora jakiegoś, przystojnego, mądrego, bogatego, hojnego.
Szczęka mi opadła. Chciałam ją zapytać:
- A na co przystojnemu, mądremu, samotnemu, bogatemu dyrektorowi niemłoda, nie specjalnie ładna, niebogata i niewykształcona ty?
Nie spytałam, przemilczałam, nie chciałam jej obrazić.
Tymczasem chłopak czekał na spotkanie, postanowiliśmy zatem z mężem umówić go z inną moją koleżanką – zwykłą kobietą, 30 lat, średniej budowy, dość ładną. Koleżanka spotyka się z blacharzem. Po spotkaniu jest nim zachwycona i czeka na drugą randkę. Blacharz natomiast mówi do mojego męża:
- Nie mój typ. Modelka to ona nie jest. Ja lubię wysokie dziewczyny, muszą mieć wspaniałe ciało, jędrne piersi, piękną twarz i drogie ciuchy.

Troje ludzi, z których każde mogłoby już dawno mieć szczęśliwą rodzinę, wciąż tkwi w poszukiwaniu idealnego partnera, marnując swoje najlepsze lata. Ci sami ludzie przychodzą do nas i zazdroszczą nam rodziny, dzieci, ciepła, choć ja nie jestem modelką, a mój mąż nie jest dyrektorem. Po prostu kochamy nawzajem siebie, a nie etykietki".

Jednym słowem, kochani samotni i poszukujący – przestańcie żyć iluzjami i wypatrywać księcia lub księżniczki. Rozejrzyjcie się wokół, być może otaczają was wspaniali ludzie o przeciętnej powierzchowności i skromnych dochodach.
Spójrzcie też czasem na siebie i spróbujcie odpowiedzieć na pytanie: „czy JA spełniam swoje własne oczekiwania?”
Dla kobiet mała rada: „chcesz być żoną generała – wyjdź za mąż za porucznika”.
Dla mężczyzn mała rada: „piękno ciała przeminie, piękno duszy – pozostanie”.

https://www.facebook.com/Po.Pierwsze.Ludzie/photos/a.171460392886961.36492.159375777428756/679180192114976/

Autor: żona (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data: 2005-11-30 15:33

Byłam w takiej sytuacji, też mam 25 lat i od roku jestem szczęsliwa męzatką. a męza poznałam w klasztorze, gdy miałam 22 lata na spotkaniach wspólnoty ewangelizacyjnej i to w dzień, gdy byłam nie umalowana, ubrana strasznie (to były rekolekcje, rozwaliły mi sie jedyne spodnie, ktore tam miałam, więc musiała od koleżanki pozyczyc o 3 numery za duże spodnie dresowe, a do tego miałam swój obcisły sweterek i buty na obcasie :):):):) wygładałam tragicznie, jeszcze na dodatek niewyspana. Przyszedł On, myslałam, zę oka na mnie nie zawiesi, a potem okazało sie, że zakochalismy sie od pierwszego wejrzenia..... teraz jetsesmy małżenstwem.
Wniosek? Męża mozna, a nawet trzeba sobie wymodlic. Wiem i widże, zę Bog dal nam siebie nawzajem teraz, jak zreszta od razu poslubi, przezywamy trudny czas w naszym małżeństwie, ale dalej powierzam wszystko Bogu i ufam Mu. I znów dalej wierze, że warto.....


Moja droga,
tez kiedys mialam 25 lat, skonczylam dobre studia, mialam dobra prace i bylam osoba wierzaca. Tez sie modlilam o dobrego meza lub o rozpoznanie swojej drogi zyciowej (serio rozwazalam mozliwosc zostania w stanie wolnym dla dobra innych). Koledzy ze studiow nazywali mnie "po trzeciej przecenie", ale mnie to nie przeszkadzalo. Tak sami jak i nie przeszkadzalo mi patrzec na moje kolezanki z liceum, potem ze studiow wychodzace za maz. A ja wciaz czekalam na tego mojego wymarzonego i wymodlonego. I stalo sie, kiedy mialam 29 lat. W chwili gdy go zobaczylam i poznalam jego imie, wiedzialam ze to ten. W ciagu bardzo krotkiego czasu bylismy zareczeni a pol roku pozniej odbyl sie nasz slub. Pierwszy nasz syn urodzil sie gdy mialam 33 lata, drugi - 36, a coreczka przyszla na swiat, kiedy jej mama szykowala sie do swietowania jej 38 urodzin. Do dzisiaj smiejemy sie moim mezem z tej mojej "trzeciej przeceny".
Tak wiec, Gosiu, nie poddawaj sie czarnym myslom, i nie martw sie, ze czas Ci ucieka a inni zakladaja rodziny. Badz szczesliwa, jak jestes teraz i rob, co powinnas, a nie trac nadziei i nie poddawaj sie zwatpieniu. Jak widzisz dla Boga nie ma nic nie mozliwego (£k 1,37), a czas ma inny bieg niz nasze ludzkie dni i lata. Sama tego doswiadczylam i jest jednym z wielu cudow Bozej ingerencji w moje osobiste i nasze -rodzinne- zycie...
Powodzenia.

Rozumiem, że jest trudno. Ja też długo się modliłam o kogoś bliskiego w moim życiu. W końcu spotkałam kogoś takiego i to było jakby olśnienie, od razu niesamowita więź się zrodziła między nami, znaleźliśmy wspólny język i w ogóle staliśmy się sobie bardzo bliscy. Mimo tego, że on jest ode mnie młodszy to jednak jesteśmy szczęśliwi. Nie wiem jak to się ułoży, nie trwa to długo. Ale nasze bycie razem nauczyło nas, że Bóg zawsze wysłuchuje naszych modlitw. Ale jest też tak, że czasem mówi "nie". Dlatego trzeba być cierpliwym i ufać, że ON da nam to co jest dla nas najlepsze. Życzę powodzenia i cierpliwości. I proszę pamiętać: WIARA CZYNI CUDA.

Mam 28 lat. Za 10 m-cy wychodzę za mąż. Bóg czyni cuda :) Byłam w podobnej sytuacji jak Ty tylko może jakis rok, 2 lata starsza :)
I kiedy tak patrzę w swoję zycie wstecz to widze jak doskonale Pan Bog to wszystko poukladal. Skonczylam studia, znalazlam prace ( w odleglym miescie), skonczylam kolejne studia, ktore zajmowaly mi niemalze kazdy weekend i kiedy już je konczylam Pan Bog postawil na Mojej drodze Wojtka.
O maly wlos nie przeszlam obok mojego szczescia ale dzisiaj ciesze sie, ze sie odnalezlismy :)
I teraz, z pelna odpowiedzialnoscia, moge powiedzieć "ZAUFAJ Panu" i badz cierpliwa (rozumiem Twoja niecierpliwosc, bo mialam bardzo podobnie) :)
Trzymaj się Pana :)
A.

nie wiem czy to Cie pocieszy, ale ja kiedy byłam rok młodsza od Ciebie czyli miałam 24 lata nie tylko nie miałam bliskiej mi osoby, ale miałam juz za sobą półtoraroczny pobyt w klasztorze - okazało się, że to nie było to... a wiązałam z życiem zakonnym swoja przyszłośc i był to dla mnie szok, ból i sytuacja, której kompletnie nie rozumiałam... mozna powiedziec - taki zawód życiowy...? porażka...?
Nie patrze tak na to teraz, ale wtedy nie wiedziałam o co hcodzi w tym życiu... jak rozpoznac Wole Bożą? Skoro raz mi sie wydawało że rozpoznałam a jednak musiałam odejśc?
Modliłam sie wtedy o łaske pełnienia Woli Boga naprawdę, o męża jeżeli to jest Jego Wola. Choc spodziewałam sie raczej powrotu do klasztoru niz męża :)

Ale Pan Bóg wysłuchał moich modlitw w taki sposób, że mój przyjaciel, z którym znałam sie od dawna zaczął byc mi coraz i coraz bliższy aż..... mąz jest moim mężem obecnie :)
A ja wiem, że właśnie taka a nie inna droge Pań Bóg dla mnie miał.

Droga Gosiu
Ja mam lat trzydzieści i od nieco ponad miesiąca jestem żoną. Kilka lat temu dość intensywnie modliłam się o dobrego męża, człowieka, który będzie dla mnie tym jedynym i dla którego ja będę pomocą i radością. Mojego Męża poznałam 15 miesięcy przed ślubem, po około pół roku wiedzieliśmy, że chcemy być razem. Ale od samego początku czułam się tak jakby był On odpowiedzią Boga na moje prośby. Przed poznanieniem Męża właściwie nie miałam chłopaka. Często przychodziło zwątpienie, poduszka często była mokra od łez... Ale jestem żoną.
Dlatego nie zniechęcaj się, nie miej żalu.
Wspomnę Ciebie w modlitwie i proszę o modlitwę za nas
Marta

***

Jak miałam 25 lat to byłam tak bardzo samotna jak Ty, teraz mam 26 lat i jestem zaręczona, mam wspaniałego narzeczonego, warto było czekać :-) planujemy ślub. Zaufaj Panu :-)
Zapamiętaj ostatni akapit tego artykułu:

Miłość nie jest uczuciem, Ewa Zbiegieni, 08/2006

W. Wylegalski

Uczucie jest jak wiatr. Jeśli wieje w dobrą stronę, można płynąć z wiatrem. Ale gdy zaczyna dąć z boku, w przeciwną stronę, albo w ogóle go nie ma, wtedy trzeba się brać za wiosła. Miłość to wiosła.

Dlaczego jestem sama? Jeszcze rok temu trzydziestoletnia Gosia nie znajdowała na to pytanie odpowiedzi. Nie narzekała wprawdzie na brak powodzenia, ale lekarze, z którymi pracowała, byli żonaci albo rozwiedzeni. Koleżanki wyciągały ją na imprezy, lecz ona miała już kiedyś narzeczonego, który za bardzo to lubił. Usłyszała od księdza radę ? jakiego chcesz mieć męża, w takich miejscach bywaj. Studiowała wtedy zaocznie teologię i marzyła, by pojechać do Ojca Œwiętego. Znalazła w kościele kartkę: Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego ? przez dziewięć miesięcy Różaniec odmawiany w tej intencji, plus jeden dobry uczynek. Wymyśliła, że będzie to modlitwa za papieża. Rozmawiałam z nim w myślach ? wspomina. Gdy było mi ciężko, pytałam go, jak żyć, żeby żyć dobrze? Na początku stycznia 2005 roku upłynęło dziewięć miesięcy.

Jan Paweł II
Dwa tygodnie później zadzwonił znajomy, że jest okazja wyjazdu do Rzymu. - Nigdy nie zapomnę, jak w końcu znalazłam się blisko Papieża, uklękłam i całowałam po ręku. Tyle chciałam mu powiedzieć. Pomyślałam, Boże, on ma takie ciało jak moja babunia i odważyłam się zapytać: Jak żyć Ojcze Œwięty, żeby życie było pełne? Nic nie odpowiedział, tylko mnie pogłaskał po twarzy.

Jak się potem okazało, to była jego ostatnia audiencja.

Drugiego kwietnia w sobotę wiedziałam, że muszę znów tam być. Chciałam rzucić mu się na szyję, choć już nie żył. Błagałam wszystkich ? zabierzcie mnie do Rzymu. Po wielu perypetiach w końcu udało mi się załapać w środę na ostatnie miejsce w przypadkowym autokarze. Obok siedział chłopak trzy lata młodszy, nie w moim typie. Jacek z Ruchu Rodzin Nazaretańskich jechał na pogrzeb Papieża sam i miał aparat, dzięki czemu utrwaliłam chwile pożegnania z Ojcem Œwiętym. Kilka dni po powrocie przyniósł mi wywołane zdjęcia. Zaczął dzwonić. Zaprosił na spacer. Nie byłam zainteresowana. Inaczej wyobrażałam sobie potencjalnego chłopaka. Kiedyś zapytał, ile mam lat. Zrobiłam mu awanturę. Pomyślałam, że powinnam raczej zamknąć się w domu, ale on za parę dni znów przyszedł. Gdy dwa miesiące później umarł mój tata, Jacek był przy mnie. Zaczęłam dostrzegać, że zawsze mogę na niego liczyć, jest poważny, dojrzały, serdeczny. A do tego ma ujmujący szacunek do matki. Pierwszy raz w towarzystwie mężczyzny miałam taki pokój w sercu.

To się stało. Nie przyłożyłam się do tego. W listopadzie mi się oświadczył. Zgodziłam się od razu. Kiedy zaczął mi się podobać? Gdy ktoś jest blisko Boga, dodaje mu to uroku. Dostrzegłam jego piękno. Zobaczyłam, że jest przystojny.

Od naszego poznania minęło dopiero siedem miesięcy, a my planowaliśmy ślub. Znajomi się niepokoili: Czy jesteś pewna, że to miłość? Czy oddałbyś za mnie życie? - zapytałam go. Dziś już rozumiem, że kochać, to umierać dla siebie każdego dnia. Tydzień temu przyjęliśmy sakrament małżeństwa. Czy coś zmieniło się diametralnie? Nie. Bóg działa łagodnie, buduje na naszej naturze. Jutro opuszczę moje mieszkanie, blisko szpitala, gdzie dobrze mi było przez sześć lat. Będziemy wynajmować pokój pod Warszawą. Czekają mnie długie dojazdy do pracy. Ale jestem teraz gotowa na trudy.

Postawa dogłębna
Miłość nie jest uczuciem? podkreśla o. Jan Góra, duszpasterz akademicki, organizator corocznych spotkań na polach Lednicy. - Niezwykle ważne, żeby to sobie na całe życie zapamiętać. Miłości często towarzyszą uczucia, ale ona uczuciem nie jest. Miłość jest trwałą wolą czy pragnieniem dobra dla drugiego człowieka.

Jeśli ktoś mówi, że miłość jest uczuciem, czyli redukuje pragnienie dobra dla drugiego człowieka do uczuć, to całą sprawę bardzo pomniejsza - snuje dalej swoje rozważania dominikanin. - Chwała Bogu, gdy miłości towarzyszą podniosłe uczucia, ale ona pochodzi z wyższych władz duchowych człowieka i nie można jej w ten sposób redukować. Uczucia są zmienne, krótkotrwałe, czasami gwałtowne, czasami słabe, ale to są tylko uczucia, czyli chwilowe doznania i przeżycia. Miłość nie może być ani chwilowym doznaniem, ani przeżyciem, jest trwałą wolą dobra dla kogoś, kogo kochamy. Miłość jest postawą dogłębną, trwałą i nieprzemijającą.

Uczucia i miłość
Inny duszpasterz młodzieży akademickiej, ks. Piotr Pawlukiewicz, przytacza prawdziwą historię: Przychodzi zapłakana dziewczynka z przedszkola. - Dlaczego płaczesz? - pyta mama. ? Bo przedwczoraj były walentynki i Adaś mnie kochał i dał mi serduszko, a dziś powiedział, że on już kocha kogoś innego.

Tak wygląda to z perspektywy dziecka. W świecie dorosłych, jeśli ktoś zrozumie miłość tylko jako emocjonalne zakochanie, to staje się niebezpieczny dla siebie samego i dla innych. Miłość to postawa i wynikające z niej dążenia i działania, które mają na celu doprowadzić ludzi, którzy są wokół mnie i mnie samego, do Pana Boga, do życia wiecznego. To jest największe dobro dla każdego człowieka: wieczność ze Stwórcą. Człowiek stworzony przez Boga z miłości ma to pragnienie zapisane w sercu w sposób naturalny, może je jednak w sobie zdeformować. Ci, którzy sprowadzają perspektywę życia do doczesności, czasem chcą z niego wycisnąć jak najwięcej przyjemnych doznań. Jeśli ktoś będzie się zakochiwał, odkochiwał, to zostawi po sobie przeważnie zgliszcza związków i wiele łez.

Mówiąc dalej o absurdzie, że miłość to uczucia, ks. Piotr przywołuje sytuację ślubu. - Proszę sobie wyobrazić, kto przy zdrowych zmysłach mógłby powiedzieć przy ołtarzu: ślubuję ci, że będę cię darzył codziennie życzliwymi uczuciami aż do końca życia? Przecież mogę się następnego dnia zdenerwować na moją świeżo upieczoną żonę, gdy mi na przykład rozbije samochód. Nie mogę zagwarantować nikomu stałości uczuć. Natomiast dobre nastawienie własnej woli mogę komuś zagwarantować.

Cierpieć dla drugiego człowieka
Bóg nas kocha i dlatego stawia wymagania. Według ks. Pawlukiewicza zbyt rzadko mówimy o prawdziwych, wielkich związkach. Takim kryterium weryfikującym miłość jest zawsze odpowiedź na pytanie, czy byłbym gotów cierpieć dla drugiego człowieka? Znałem takie przypadki ? opowiada kapłan. ? Chłopak miał duże kłopoty z czystością i wciągał w to ciągle swoją dziewczynę. Zrozumiał, że jest za słaby, by poważnie przygotować się do małżeństwa. Rozstał się z nią, bo naprawdę ją kochał. Mówi: musiałem to zrobić, gdy po raz kolejny zobaczyłem moją dziewczynę, jak spowiada się przez moje zachcianki. Teraz ciągle pracuję nad sobą. Może uda mi się do niej wrócić. To jest miłość i odpowiedzialność za drugiego człowieka. Krzyż jest zawsze sprawdzianem miłości.

Wiele razy musimy coś zrobić przeciwko sobie. Uczucia są dobre, ale mogą nieraz bardzo przeszkadzać. Miłość to niekiedy ciężkie wiosłowanie pod wiatr. Trzeba mieć wiosła i wytrwałość.

Czekając na...
Jeśli chodzi o piękno - mówi ks. Piotr Pawlukiewicz - obserwuję nierzadko, że dziewczyny, które skarżą mi się na samotność, są zaniedbane. Nie chodzi tu tylko o piękno zewnętrzne - dodaje - lecz także o duchowe. Kobieta może nie mieć wyjątkowej prezencji, ale jeśli jest zadbana i ma urok wewnętrzny, który wypływa z serca, to proszę mi wierzyć, nie powinna mieć kłopotów ze zwracaniem na siebie uwagi.

BYĆ MOŻE PAN BÓG NIERAZ MÓWI: DAM CI KANDYDATA NA WSPÓŁMAŁŻONKA, TYLKO CO TY Z NIM ZROBISZ? JAK CI DAM TEGO CZ£OWIEKA TERAZ, TO MOŻE W JAKIŚ SPOSÓB ZNISZCZYCIE JESZCZE PRZED ŚLUBEM TEN ZWIĄZEK. WIĘC JA CI GO JESZCZE NIE DAJĘ, ABYŚ TY SIĘ PRZYGOTOWAŁ.
Ewa Zbiegieni

Ostatni akapit to bardzo mądre słowa

***

 Re: Nie mam chłopaka :(
Autor: Oliwia (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2021-08-06 23:50

Bardzo mądra odpowiedź. Dziękuję.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: