logo
Piątek, 17 września 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: M. (---.icpnet.pl)
Data:   2021-08-03 21:18

Mam taki oto problem.
Jestem z narzeczonym w związku od kilku lat. Wpadliśmy w nieczystość. Chciałam coś zrobić w tym temacie, nawrócić się. Przez jakiś czas nam się udało, choć było cieżko, bo niewierzący narzeczony tego zupełnie nie rozumiał. W pewnym momencie się rozpłakał, że jest sfrustrowany, że ma wspaniałą dziewczynę i nie może jej dotknąć, bo panowie w sukienkach tak każą. Próbowałam tłumaczyć tak, jak umiem, ale po jakimś czasie nie dałam rady i znów upadłam. Po kilku takich wzlotach i upadkach, odpuściłam spowiedź. Czułam się jak hipokrytka spowiadając się i wiedząc, że znów upadnę. Oliwy do ognia dolał ksiądz, który przy ostatniej spowiedzi był bardzo nieprzyjemny. Te dwie rzeczy się nałożyły i porzuciła, spowiedź. Nie dawało spokoju, nie chciałam tak żyć. Wyjścia były dwa - rozstać się lub wziąć ślub. Wybraliśmy to drugie i tak zaczęliśmy przygotowywać się do ślubu. Przyszedł czas rozmowy z księdzem. Chcąc uporządkować swoje życie, chciałam wszystko wyznać. Nie dałam rady. Byłam tak przerażona, że nie dałam rady powiedzieć księdzu, że mieszkamy razem. Mimo szczerej chęci, ogromnego samozaparcia, ogarnął mnie taki strach, że nie dałam rady. Postanowiłam postąpić inaczej przy spowiedzi. Pojechałam nawet do innego kościoła, by nie przypominać sobie o tamtej felernej spowiedzi, by znów mnie tak nie sparaliżowało. Znów klapa. Zrobiło mi się gorąco, świat w głowie zaczął wirować, język się plątać... Wyznałam nieczystość, lecz na pytanie o wspólne mieszkanie, odpowiedziałam wymijająco "zostaje u mnie często", jak najgorsza idiotka, a przecież tak chciałam, żeby ta spowiedź była dobra... teraz siedzę i ryczę myśląc o tym, jaka jestem żenująca.

Jak to widzicie? Spowiedź ważna? Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam. Pomocy.

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: Mateusz (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2021-08-03 22:47

Podstawą problemu jest niewierzący narzeczony, z którym Ty chcesz w dobrej wierze, choć naiwnie, budować katolicką rodzinę. Przygotowania do ślubu według zasad wiary, które podzielasz jedynie Ty, obejmują trwanie w czystości i przygotowanie duchowe. W Twoim przypadku znów pojawiają się problemy, którym winien jest (ponownie) narzeczony. Dla niego są one zupełnie bez znaczenia, bo jako strona niewierząca rzuci tylko od niechcenia, że nie będzie przeszkadzał w wychowaniu dzieci według katolickich zasad i to na tyle. Ty powinnaś podchodzić do nich dużo bardziej poważnie, jednak z tego co wyczytałem wnioskuję, że styl życia narzeczonego zaczyna rzutować również na Ciebie. Przestało Ci przeszkadzać wspólne mieszkanie przed ślubem, zaczęłaś nazywać rzeczy w dogodny sposób w trakcie "rozmowy z księdzem" (coś mi się wydaje, że chodzi.tutaj o sakrament pokuty i pojednania, czyli spowiedź, która przed zawarciem małżeństwa powinna być traktowana szczególnie poważnie).
A co do spowiedzi: ktoś mógłby powiedzieć, że nikt na forum (oprócz moderatora) nie jest kapłanem i nie nam oceniać, czy w Twoim przypadku była ona ważna. Tak, jasne, oczywiście, pewnie. Ja jednak zaryzykuję stwierdzenie, że istnieje różnica pomiędzy "narzeczony zostaje u mnie często", a "tak, współżyjemy za sobą". Na tyle poważna, że mogąca graniczyć ze świadomym zatajeniem grzechu.

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: Kalina (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2021-08-04 02:19

"Jak to widzicie? Spowiedź ważna?"

Warunki ważnej spowiedzi:
1. Rachunek sumienia - minus, a dlaczego wyjaśnię za chwilę
2. Żal za grzechy - żałujesz głową, jurydycznie, ale czy żałujesz z miłości do Boga, oceń sama.
3. Mocne postanowienie poprawy - minus. Nie napisałaś czy po tej spowiedzi utrzymujecie pożycie intymne (odpowiedz przed sobą), ale mieszkacie ze sobą nadal.
4. Szczere wyznanie grzechów - minus, nie wyznałaś szczerze.
5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu - do oceny własnej

M, myślę że teraz nie powinnaś mieć trudności z rozeznaniem czy spowiedź była ważna.
Piękne jest to, że chcesz wyjść z bagna grzechów, że podejmujesz drogę nawracania. Myślę, że bardzo trudna droga przed Tobą ze względu na niewierzącego narzeczonego. I tu odniosę się do rachunku sumienia. Napisałaś, że narzeczony swoja frustrację z powodu powstrzymania się od współżycia przypisuje panom w sukienkach, domyślam się, że miał na myśli księży. Jak zareagowałaś na takie pogardliwe słowa? Czy stanęłaś w obronie kapłanów, żądając od narzeczonego poszanowania stanu kapłańskiego? Czy wyjaśniłaś, że VI przykazanie- nie cudzołóż, jest Bożym przykazaniem, że rolą kapłana jest nieść ludziom Bożą naukę? Narzeczony działa na Ciebie łzami, wyrzutami. Czy nie jest tak, że żeby nie zadrażniać sytuacji między wami, to jego czynisz bożkiem? Nie twierdzę, że Ty sama ze sobą nie walczysz, ale ulegasz jego szantażowi emocjonalnemu. Współżycie dla osób z nieugruntowaną wiarą wiąże się z antykoncepcją, dla przypomnienia, to też grzech ciężki. Rozważ czy w rachunku sumienia uwzględniłaś obronę Boga, zasad wiary, obronę kapłanów. Oceń to w szczerości własnego sumienia.

M, Twoja trudna droga z na razie narzeczonym a wkrótce być może mężem, to jego stosunek do antykoncepcji. Czy będziesz w stanie obronić zasad wstrzemięźliwości, nie ulegając jego presji? Czy macie spójne zdanie w obronie życia poczętego? Już teraz wykazuje cechy braku szacunku, dla wartości, które dla Ciebie stają się ważne. Czy z taką samą pogardą będzie mówił, że sukienkowi panowie każą uczestniczyć we Mszy świętej, kiedy można spędzić niedzielę czy święta na innych zajęciach, które uniemożliwią udział w Eucharystii. Jak będzie wyglądało wychowanie dzieci w wierze, przyjęcie przez dzieci sakramentów? Już masz sygnał, że nawet jeżeli zadeklaruje zgodę i nieutrudnianie, to potrafi manipulować, a Ty jesteś uległa, nie postępujesz według ewangelicznego "37 Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi." (Mt 5) Bardzo Ci życzę takiego umocnienia wiary.

M, jesteście jeszcze przed ślubem. Nie zniechęcam Cię do małżeństwa z tym mężczyzną, ale proszę rozważ na chłodno, odkładając na czas takiego rozważania na bok to, co dzieje się w sercu, wieloletnie przywiązanie. Przypuszczam, że wyznajecie sobie miłość. Czy możesz z całym przekonaniem powiedzieć, że narzeczony Cię kocha, skoro wykorzystuje taką przemocową metodę wobec Ciebie jak szantaż emocjonalny? Czy mężczyzna, który kocha zadaje ból, doprowadzając Cię do tego, że ryczysz z poczucia winy?
Pan Bóg już wziął Twoje słabe dłonie w swoje Boskie ręce i chce Cię prowadzić. Jezus jest drogą, prawdą i życiem (J14,6) Nie wyrywaj swojej ręki, bo się bardzo boleśnie potłuczesz. Twoje łzy, rozterki przyszły w czasie przygotowań do ślubu. Odczytuj znaki od Boga. Dla przeciwwagi sceptycyzmowi mogę napisać, że może będziesz dla narzeczonego pierwszym przewodnikiem ku wierze. Ale wiesz jak to bywa z nadzieją na zmianę po ślubie. Tak jak w większości tych co piją i biją. Po ślubie z poczuciem "własności" robią to jeszcze bardziej otwarcie.
M, napisałaś że chcesz się nawrócić. Zmień to określenie na nawracać. Nawracanie to nie jest jakiś jeden moment podjętej decyzji. To droga do końca życia, zmaganie się ze słabościami, poznawanie i pokochanie Boga przez Słowo Boże i katechezy, stosunek do drugiego człowieka, przyjmowane trudów, tragedii życiowych mając za najlepszego przewodnika- Boga. Będzie Ci trudno z niewierzącym mężem, który nie podziela Twoich wartości, kiedy Ty sama jesteś jeszcze tak chwiejna i łatwo można Cię przeciągnąć na złą stronę.
Być może Twój narzeczony to bardzo dobry człowiek, w którym masz oparcie ale zagubiony, niedojrzały. Określenie, którego użył wobec kapłanów jest gówniarzerskie, niewierzący nie jest zwolniony z szacunku dla innych osób. Wiele tu w mojej wypowiedzi pytań, przypuszczeń ale chcę Cię M skłonić do szerokiego spojrzenia na przyszłość.
To, co moim zdaniem powinnaś zrobić natychmiast, to zamieszkać osobno. Podczas spotkań unikać sytuacji intymnych a przy próbach ze strony narzeczonego postawić jasne, nieprzekraczalne granice. To może dać wam czas, na przekonanie czy szanujecie siebie samych, czy szanujecie się wzajemnie.

M, proponuję Ci rozpocząć wędrówkę przez życie z Panem Bogiem biorąc sobie do serca to Słowo:
"15 Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. 16 Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. 17 Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im - 18 oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. 19 Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, 20 miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi." (Pwt 30)

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: Xxx (---.centertel.pl)
Data:   2021-08-04 08:37

Bez paniki. Próbuj dalej. Raczej umów się na rozmowę. Opowiedz to co napisałaś albo pokaż ten post i, daj Bóg, rozmowa ta przerodzi się w spowiedź.
Nie ma takich grzechów, których Bóg nie wybacza i do tego On już wszystkie zna.

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: rrr (212.180.176.---)
Data:   2021-08-04 12:18

Odpowiedz sobie sama: czy ten narzeczony pomaga Ci czy przeszkadza w drodze do Boga?

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: Bea (---.centertel.pl)
Data:   2021-08-04 19:17

Będzie trudno żyć z ateistą, chcąc pozostać w wierze.
To kość niezgody będzie.

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: Danusia (178.219.104.---)
Data:   2021-08-04 20:59

To z czym się zderzyłaś w swoim życiu, kojarzy mi się z bardzo dobrym komentarzem, w temacie wlewania wina do starych czy nowych bukłaków, względnie przyszywania nowych łat do starego ubrania.
"21 Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze [część] ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. 22 Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino [należy wlewać] do nowych bukłaków»."
Mk 2, 21-22
Życie Ewangelią, to przyjęcie w całości tego co do nas mówi Jezus Chrystus. Dekalog to taki skrót. Jeśli mamy z tym problem, to wybieramy sobie jakieś przykazanie którego wypełnienie idzie nam łatwiej i to jest ta nowa łata do starego pogańskiego życia.
W rezultacie czego, taka obłuda wyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie poprzez choćby to, co Cię zastało w chwili zmierzenia się z własną rzeczywistością.
Życie w prawdzie w obecnych czasach, graniczy z heroizmem.
Szczęść Boże

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: Ζ (---.austin.res.rr.com)
Data:   2021-08-05 00:46

Jeśli naprawdę chcesz wyjść z bagna, to zacznij żyć w prawdzie. Przed Bogiem. Bo na razie próbujesz unikać przykrych konsekwencji swoich złych wyborów w wymiarze czysto ludzkim. Ciebie przede wszystkim przeraża ewentualna reakcja księdza - czy to podczas rozmowy, czy podczas spowiedzi. Natomiast zdajesz się być mniej przerażona swoim grzesznym życiem.

Przystępując do kolejnej spowiedzi, powinnaś definitywnie odsunąć od siebie wszelkie obawy, czy spowiednik znów Cię zapyta o wspólne mieszkanie, czy może nie. Po prostu powinnaś z własnej inicjatywy wyjawić przed nim ten fakt. Jest to bowiem ważna okoliczność. I najlepiej będzie, jeśli to zrobisz na samym początku, podczas przedstawiania się. A potem będziesz kontynuować począwszy od spraw najtrudniejszych. To Cię powinno uchronić przed ponownym kłamstwem.

Polecam Ci dwa wątki, o okolicznościach grzechów i autoprezentacji w konfesjonale: (klik); (klik).

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: babcia (---.dynamic-4-waw-k-2-1-0.vectranet.pl)
Data:   2021-08-08 20:21

"Jestem z narzeczonym w związku od kilku lat."
Przede wszystkim stań w prawdzie przed sobą: to nie jest twój narzeczony, tylko twój kochanek, człowiek, z którym czynisz nierząd. Narzeczeństwo nie trwa kilka lat i nie polega na mieszkaniu razem. Uzmysłowij to sobie i nazywaj rzeczy po imieniu, a wówczas będziesz wiedziała, co masz zrobić.

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2021-08-08 21:46

Mam wrażenie, że sama nie wiesz dlaczego seks poza małżeństwem jest grzechem. A dopóki nie wiesz, nie wytłumaczysz tego narzeczonemu. Nie chodzi mi tu o odpowiedź "bo łamie 6 przekazanie".
Gdybyś chciała przemyśleć tę kwestię, to w necie jest sporo artykułów. Ja podrzucę parę kwestii do przemyśleń:
- bo miłość to troska o drugą osobę. Ktoś, kto kocha, chce dobra drugiej osoby, a najwyższe dobro to życie wieczne
- bo lekarz może leczyć dopiero po założeniu przysięgi, ksiądz odprawiać Mszę dopiero po święceniach. Wcześniej albo jest to nielegalne, albo, jak w przypadku księdza nieskuteczne: Bóg nie zstąpi na dary osoby, która nie jest wyświęcona, choćby ta osoba była minutę przed święceniami. Dopiero sakrament małżeństwa daje uprawnienia do największej bliskości
- bo niesłuchanie Boga grozi utratą życia, patrz historia Adama i Ewy w raju. Wy, podobnie jak oni, zrywacie owoce z drzewa, z którego nie wolno ich zrywać. Wiesz, jak się to skończyło...
- bo małżeństwo jest obrazem relacji Boga z człowiekiem.
Powodzenia w rozmyślaniach i stawaniu w prawdzie wobec siebie i narzeczonego

 Re: Chcę wyjść z bagna, w które wlazłam.
Autor: komputer zapomiał (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2021-08-15 23:44

Wyrzuty sumienia to dobry początek nawrócenia. Twój strach przed spowiedzią nie wynika z bojaźni Bożej, tylko ze strachu przed tym co ludzie (ksiądz) powiedzą i ze wstydu przed samym sobą. Bog nie ma z tobą takiego problemu. Myślisz, że On nie widzi i nie zna cię lepiej od ciebie samej?

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: