Autor: Tomasz (---.play-internet.pl)
Data: 2025-04-16 22:02
@Bea: Może jeszcze wkleję jedno opowiadanie z motywem śmierci, bardziej charakterystyczne dla całej książki (to o ukrzyżowaniu, które już wkleiłem jest dosyć niestandardowe). To opowiadanie, które teraz wklejam również mi jakoś nie pasuje, chociaż nie potrafię konkretnie nazwać tego, co mi w nim źle brzmi.
Osoby, które występują w tym opowiadaniu (Dawid, Zachariasz i rabin) są opisane we wcześniejszych opowiadaniach.
----
JEZUS +++ 16 GRUDNIA 1996
Kiedy dotarliśmy do domu, czekał już na nas Dawid.
- Dziś będziemy świętować, Panie. Cała rodzina, a także przyjaciele chcieliby uczcić to, że z nami jesteś - powiedział podekscytowany. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że znajdzie się wielu ludzi, którzy tak jak on przyjmą Mnie i będą świętować Moją obecność w ich życiu.
Wspaniale - odparłem – chętnie będę z wami ucztował. Wtrącił się Piotr:
-Tak, Panie. Już tak dawno nie byliśmy na żadnym przyjęciu. Widziałem, że mówi szczerze. Moi uczniowie mieli za sobą długą drogę, a i niewiele krótszą przed sobą, dotychczas nie było więc czasu na odpoczynek czy ucztowanie.
Dawid powiedział:
Spotkamy się na łące, na której byliśmy za dnia. Ma przyjść tylu gości, że nie zmieścimy się w domu!
Odpocznę trochę. Zawołasz Mnie, kiedy będziemy wychodzić? - zapytałem, a on wprowadził Mnie do domu i pokazał łóżko. Położyłem się spać. Wydawało się, że nie minęło nawet kilka chwil, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. To byli Jakub i Jan, którzy wołali wszystkich gości na miejsce uczty.
Jakub.
Panie, czas iść. Czy jesteś gotowy? - zawołał niecierpliwie
Tak, już idę - odparłem, a potem podniosłem się z posłania, przecierając oczy. Mógłbym spać jeszcze dłużej.
Kiedy wszedłem do głównego pomieszczenia w domu, czekali tam już na Mnie Piotr, Jakub, Jan i Dawid z rodzicami. Dawid, w którego głosie słychać było takie samo podekscytowanie jak u Jana, powiedział:
- Sprawdzałem już, co dzieje się na łące, Panie. Są tam setki ludzi, którzy śpiewają i tańczą. To będzie udany wieczór.
Jan odezwał się nieco zmartwiony:
- Tylko czy ci ludzie pozwolą Ci odpocząć, Panie?
- Dawid i ja rozmawialiśmy już z wieloma, prosząc o to, aby, zamiast zadawać pytania, pozwolili Jezusowi odpocząć i cieszyć się zabawą - zapewnił go Piotr. - Powiedziałem, że przyjdziemy, ponieważ rozumiemy, że tak właśnie się zachowają.
Pomyślałem, że trafili Mi się naprawdę dobrzy przyjaciele, którzy zawsze się o Mnie martwią i starają się Mnie chronić.
Chodźcie - powiedziałem. - Czas na zabawę.
Zbliżając się do łąki, zobaczyłem liczne przyniesione tam stoły i wiele dużych ognisk, wokół których zgromadzili się ludzie. Po- środku łąki znajdowała się spora przestrzeń, na której tańczono do muzyki wygrywanej przez pięciu czy sześciu mężczyzn. Dokoła nich siedzieli ludzie, którzy klaskali w dłonie i śpiewali. Dawid poprowadził nas do dużego stołu, gdzie znajdowała się większość Moich uczniów. Na stole stało mnóstwo jedzenia. Siedzący tam
Judasz jadł do syta.
Po zajęciu miejsca przy stole rozejrzałem się dokoła, aby nacieszyć wzrok widokiem bawiących się razem przyjaciół, którzy świętowali Moje przybycie. Jakże długo marzyłem o podobnej chwili.
Na przeciwległym krańcu pola dostrzegłem stojący w cieniu stół, a przy nim rzymskiego oficera wraz z żoną. Wydawało się, że wszyscy ich unikają, ale mimo tego ta para cieszyła się świąteczną
atmosferą. Przywołałem Piotra i poprosiłem:
- Piotrze, zaproś, proszę, do nas tego dobrego człowieka razem z żoną.
Piotr wyglądał na zaskoczonego.
- Ależ Panie, to jest Rzymianin!
- Tak, a również człowiek, dziecię Boże, tak jak i wy wszyscy - odparłem.
- Ale być może inni poczują się urażeni jego obecnością - zasugerował Piotr.
- Jeśli poczują się urażeni, to dlatego, że nie chcą otworzyć swoich serc - odpowiedziałem. Piotr zrozumiał, że nie zmienię zdania, więc podszedł do stołu Rzymianina i jego żony. Widziałem, że rozmawia z nimi przez chwilę. Na początku wahali się, czy za nim pójść, ale ostatecznie zgodzili się. Kiedy podeszli do naszego stołu, powiedziałem:
-
Witaj, przyjacielu. Witam też twoją uroczą małżonkę.
Oboje wyglądali na zdenerwowanych. Oficer zapytał:
-
Czy ludzie nie będą Ci mieli za złe, jeśli ja, rzymski oficer, siądę z Tobą?
Przyjacielu, to będzie dla Mnie przyjemność, jeśli zgodzicie się przy Mnie usiąść. Chodźcie, siadajcie.
Wkrótce siedzący przy stole uczniowie przyzwyczaili się do obecności Rzymianina, a po pewnym czasie zapomnieli o nim. Kiedy upłynęło trochę czasu, młody człowiek, Zachariasz, który wypił nieco za dużo, podszedł do nas i zapytał:
Co robią przy Tobie Rzymianie, Panie?
Piotr wstał, podtrzymał Zachariasza ramieniem, aby pomóc mu stać prosto, i powiedział:
- Pan zaprosił ich, a każdy, kogo zaprosi Pan, jest wśród nas mile widziany, obojętnie, czy to Żyd, Grek, Rzymianin, czy Samarytanin. Jeśli Pan zaprasza i wita ich z radością, to samo robimy i my.
- Kolejny raz zobaczyłem siłę, jaką miał w sobie Piotr, siłę, która miała pozwolić mu zbudować nowy Kościół na fundamentach, które Ja położę.
Ale to Rzymianin - krzyczał upojony winem Zachariasz.
- A ty jesteś pijany - odrzekł stanowczo, a zarazem łagodnie Piotr. - Powinieneś teraz iść trochę odpocząć.
- Nic mi nie jest. Wiem, ile mogę wypić, a Rzymianie to Rzymianie! - krzyczał Zachariasz, podczas gdy Piotr odprowadzał go od stołu.
Uśmiechnąłem się do oficera i jego żony, a następnie powie-
działem:
- Młodość i duża ilość wina nie idą w parze. Młodym szumi w głowie i wydaje im się, że są odważni.
- Tak jest wszędzie - odpowiedział oficer, wzruszając ramionami.
Reszta wieczoru była bardzo przyjemna. Nawet Judasz wydawał się szczęśliwy, dużo tańczył i śpiewał. Cieszyłem się, że widzę Moją rodzinę na ziemi szczęśliwą. Kiedy patrzyłem, jak świętują, Moje serce przepełniała miłość. Wkrótce muzyka ucichła i zapadła cisza. Wtedy pośrodku łąki stanął rabin, ten sam stary człowiek, którego widziałem w synagodze.
- Dzieci moje - zawołał głośno. - Dzisiaj świętujemy wizytę wielkiego człowieka, Jezusa z Nazaretu. Słyszałem dziś, jak prze- mawia w synagodze. Jego słowa trafiły prosto do mojego serca. Wielu z was słyszało Jego kazania, wielu z was zostało przez Niego uzdrowionych lub zna jednego z ludzi, których uleczył. Bez wątpienia ten Człowiek, Jezus, został nam zesłany przez Boga. Zostaliśmy pobłogosławieni, skoro dziś jest tu z nami, a my możemy słuchać Jego słów.
Wszyscy wołali:
- Jezusie, wielki proroku, bądź pochwalony! Rabin uciszył ich, a potem dodał:
Aby uczcić ten chwalebny dzień, chciałbym zaśpiewać modlitwę dla Jezusa.
Wstałem i uśmiechnąłem się do niego, skinąwszy głową, by wyrazić wdzięczność.
Rabin zaczął śpiewać głębokim i pełnym melancholii głosem, który wielu z obecnych doprowadził do łez swoją głębią i pięknem. Ludzie dziwili się, słysząc, że ten niemłody już człowiek ma tak silny głos. Ja czułem, że głos ten pochodził z głębi serca.
Kiedy rabin skończył śpiewać, podszedł do Mnie i pocałował Mnie w policzki. Wszyscy oklaskiwali jego śpiew. Uścisnął Mnie, przepełniony miłością. Potem rozbrzmiała muzyka, a wielu ludzi klaskało w dłonie do rytmu, podczas gdy stary człowiek chwycił Moją dłoń i razem dołączyliśmy do tańczących.
Kiedy później siedzieliśmy przy stole, rabin zapytał Mnie:
- Nie wiem, jak to możliwe, ale zarówno ja, jak i każdy, z kim rozmawiałem, pragnął być jak najbliżej Ciebie i nie chciał się od Ciebie oddalać. Dlaczego tak jest?
- To przez Mojego Ojca, który jest we Mnie.
Co masz na myśli, Jezu? Kim jest Twój Ojciec?
Mój Ojciec to Ojciec wszelkiego stworzenia, który jest wszędzie tam, gdzie Ja jestem - odpowiedziałem, patrząc mu w oczy. Co masz na myśli? Nie rozumiem - odparł. Uśmiechnąłem się do niego i odpowiedziałem: - Jestem, Który Jestem.
Zdumiony, otworzył szeroko oczy. Nagle pojął prawdę. To Ty jesteś Mesjaszem - powiedział, padając na kolana. - Jestem, który Jestem - odparłem, chwytając go i podnosząc
z ziemi.
Łzy płynęły mu po policzkach, kiedy drżącym głosem mówił:
- Nigdy nie spodziewałem się, że doczekam tego dnia. Panie, moje życie wypełniło się. - Wciąż płakał z radości, kiedy ruszył w kierunku bawiących się ludzi, a następnie zaczął tańczyć razem z nim. Piotr zbliżył się do Mnie.
- Zachariasz śpi. Rabin wygląda na szczęśliwego, Panie - powiedział.
- Tak, jest szczęśliwy, ponieważ dzisiaj poznał prawdę - odrzekłem.
- Co z Zachariaszem, Panie? Czy powinien wędrować z nami ktoś, kto zachowuje się w ten sposób?
- Wybaczam wszystkim. Jeśli Zachariasz pragnie Mojego wybaczenia i jest przygotowany na to, aby walczyć z własnymi słabościami, chętnie zobaczę go wśród Moich uczniów - odpowiedziałem, świadomy tego, że ludzie borykają się z różnymi słabościami, ale zarazem nie każdy z nich potrafi je rozpoznać i z nimi walczyć. – Jutro się przekonamy - oznajmiłem, a tymczasem do Piotra podszedł rabin i zapytał:
- To On. Czy wiesz, że to On?
Piotr spojrzał na rabina, a potem na Mnie.
- Tak, wiem - odpowiedział, nie wiedząc, że przemawia z głębi duszy. Rabin usiadł - taniec, śpiew i wszelkie wydarzenia tego wieczora zmęczyły jego niemłode już ciało.
- Muszę chwilę odpocząć, Panie, ale Ty nie odejdziesz, prawda? - zapytał.
- Nie, przyjacielu. Zostanę tu z tobą - odpowiedziałem, wiedząc, co wkrótce nastąpi. Zamknął oczy i usnął przy stole pomimo gwaru.
Podszedł do Mnie Bartłomiej, który oznajmił:
Ma twardszy sen ode mnie. Nawet ja nie zasnąłbym przy tym hałasie.
Myślę, że to jego ostatni sen - odpowiedziałem, a głowa rabina opadła na Moje ramię.
- Nie żyje? - zapytał Bartłomiej z wyrazem zmieszania na twarzy.
- Nie, na razie śpi - odpowiedziałem, a Bartłomiej usiadł obok rabina.
- Mam nadzieję, że nie umrze. Naprawdę go polubiłem. Ma wspaniały głos i świetne poczucie humoru. Przypomina mi mojego ojca - powiedział.
- Tak, Bóg obdarzył go wieloma talentami, które on zawsze wykorzystywał, aby nieść radość innym - odparłem, widząc przed sobą życie rabina... Widziałem, ile zrobił dobrego, wykorzystując powierzone mu dary ku chwale Boga oraz okazując miłość bliźnim, o których zawsze myślał jak o własnej rodzinie.
Rabin otworzył oczy, podniósł głowę i sennie oznajmił:
- Panie, chcę już zawsze być przy Tobie.
Następnie jego głowa opadła z powrotem na Moje ramię, a Ja odpowiedziałem:
- Zawsze byłeś i będziesz przy Mnie. - Potem zamknąłem mu oczy i poinformowałem Bartłomieja:
- Teraz spoczął snem wiecznym.
Piotr, który stał przy mnie, uniósł delikatnie starego rabina.
- Pomóż mi, jest ciężki! - poprosił Bartłomieja. Zasmucony Bartłomiej pomógł Piotrowi. Razem z nimi był Jan, który podszedł po tym, jak zauważył, że stary człowiek umarł. Położyli go na boku. Następnie Jan udał się na poszukiwanie ludzi, którzy mogliby znaleźć odpowiednie miejsce na przechowanie ciała rabina do czasu pogrzebu.
- Panie, widziałem już śmierć wielu ludzi, więc powinienem być przyzwyczajony, ale i tak czuję ból - powiedział Bartłomiej. Objąłem go ręką i odpowiedziałem:
To boli, ponieważ masz w sobie miłość.
Kilku mężczyzn zabrało ciało do synagogi, gdzie aż do czasu pochówku miał zająć się nim inny rabin.
Piotr zwrócił się do Mnie:
- Szkoda, że to wydarzenie zepsuło zabawę.
Nie, ono nie zepsuło uroczystości, lecz dopełniło ją, ponieważ ten święty człowiek wrócił do domu - wytłumaczyłem. - Pamiętaj, że śmierć nie jest karą, lecz świętą nagrodą.
Ludzie rozchodzili się do domów, więc łąka pustoszała. W drodze powrotnej powiedziałem do Moich uczniów:
- Jutro wyjedziemy, ponieważ jeszcze wiele nam zostało do zrobienia.
Podszedł do mnie Judasz.
Podobało mi się tu, Panie. To była miła przerwa.
Spojrzałem na niego i zobaczyłem w nim małe dziecko, które cieszyło się zabawą i którego nie trapiły żadne zmartwienia. Poczułem smutek na myśl, że wkrótce się to zmieni.
|
|