logo
Sobota, 17 stycznia 2026
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Tomasz (---.centertel.pl)
Data:   2025-04-03 18:28

Ostatnio ktoś polecił mi książkę, która w jego opinii mogła mi pomóc w moich problemach z wiarą. Jest to książka „Oczami Jezusa”, a jej autorem jest Carver Alan Ames. Książka zawiera wiele opowiadań z życia Jezusa spisanych na podstawie mistycznych objawień Autora.
Książka ma Imprimatur biskupa pomocniczego Bombaju, zawiera też wstęp napisany przez księdza, który na prośbę innego arcybiskupa wziął pod opiekę Autora książki i został jego spowiednikiem i kierownikiem duchowym. Ten kierownik mimo początkowego sceptycyzmu poleca tę książkę. Książka zawiera też pozytywne rekomendacje innych duchownych.
Książka jest dość gruba – ma około 570 stron. Na razie przeczytałem jej niecałą połowę. Jednak mam duże wątpliwości.
Książka zawiera wiele krótkich opowiadań opowiadanych przez samego Jezusa w pierwszej osobie.
Zasadniczo nie widzę w niej czegoś, co stałoby w sprzeczności z moją wiarą w Boga. Nie stoi też w sprzeczności z tym, co o Jezusie czytam w Biblii. Ale jest napisana jak dla mnie dość „infantylnie”. Nie bardzo mi pasuje taki opis Jezusa i idących z nim Apostołów. Jednak jeśli ten opis byłby prawdziwy to trudno, trzeba będzie uznać, że Jezus i Apostołowie byli dość dziecinni. Również inni ludzie występujący w książce sprawiają wrażenie dziecinnych i ich portret psychologiczny nie wygląda dla mnie przekonująco. Jednak od strony przesłania, które książka ze sobą niesie nie mogę jej jak na razie nic zarzucić.
Mam jednak wątpliwości co do tego, czy ta książka rzeczywiście opisuje prawdziwe przygody Jezusa z uczniami. Konkretny przykład, do którego się mogę przyczepić znalazłem jeden – opis ukrzyżowania trzech osób w pewnej wiosce. Z opowiadania o tym wynika, że ukrzyżowani bardzo szybko po ukrzyżowaniu zmarli. Jednak o ile się orientuję, w rzeczywistości śmierć na krzyżu była długa i bardzo bolesna. Szybka śmierć tych ludzi opisana w opowiadaniu wydaje mi się niewiarygodna.
Teraz zadaję moje pytanie: Jeśli książka rzeczywiście jest zapisem tego, co mistycznie poznał Autor, a nie jest jego własnym wymysłem to ktoś musi być autorem jej treści. Jeśli są to prawdziwe słowa Jezusa to muszę gruntownie zweryfikować swoje poglądy na to, jaki był Jezus i uczniowie. Jednak niewiarygodne dla mnie fragmenty (np. ta szybka śmierć ukrzyżowanych mężczyzn) sugerują, że może nie jest to prawdziwa historia. W tej sytuacji należy zapytać, kto jest prawdziwym autorem tych opowiadań. Myślę że nie jest nim żaden zły duch, bo wtedy powinno znaleźć się w nich złe przesłanie, a tego nie dostrzegam. Myślę też, że nie jest nim sam Carver Alan Ames, bo jak pisze jego kierownik duchowy nie ma on wykształcenia teologicznego, a treści zawarte w książce są ściśle zgodne z ortodoksyjną nauką Kościoła Katolickiego. Gdyby autorem był Ames to myślę, że jakieś błędy by się znalazły.
Czyli moje właściwe pytanie brzmi: Od kogo pochodzą treści zawarte w tej książce i jak należy do niej podchodzić?

Niżej zamieszczam zeskanowane przeze mnie jedno z opowiadań (zawierające ten opis ukrzyżowania trzech mężczyzn w jakiejś wiosce).

-------

JEZUS +++ 15 LIPCA 1996
Po niedługim czasie dotarliśmy do wsi, która tonęła w ciszy. Nie było nigdzie widać jej mieszkańców, nawet zwierząt - wieś była opustoszała.
Strasznie tu, Panie - powiedział Jakub, który podszedł do Mnie, gdy staliśmy w samym środku wsi.
- Czy to ciszy się boisz? - spytałem.
- Nie, chodzi o to, że nie ma tu żadnych ludzi - odparł Jakub. Nie lękaj się. To wtedy, gdy poddajesz się lękowi, stwarzasz miejsce dla zła. Ufaj Bogu i zachowaj pokój, Bóg bowiem będzie cię strzegł - powiedziałem.
Wtedy usłyszeliśmy krzyk dochodzący z pewnej odległości.
Chodźcie, zobaczmy, co się stało - powiedziałem do Moich uczniów.
Gdy dochodziliśmy do miejsca, z którego doszedł krzyk, usłyszeliśmy kolejny, potem następny i jeszcze jeden. Gdy byliśmy już zupełnie blisko, rozpoznaliśmy głosy Rzymian - śmiali się, używając przy tym dosadnego języka. Weszliśmy w niedużą dolinę, gdzie zobaczyliśmy zgromadzonych wszystkich mieszkańców wsi. Przed nimi stał oddział rzymskiego wojska.
Były tam dwa podniesione krzyże z wiszącymi na nich dwoma młodymi mężczyznami; trzeciego mężczyznę, który nosił na sobie ślady okrutnego bicia, właśnie wieszano. Tłum stojących milczał, a mężczyzna krzyczał w agonii: „Za Izrael!".
Gdy to mówił, wbijali mu gwóźdź w rękę, a on wił się z bólu. - Tyle za ten przeklęty kraj - śmiał się żołnierz, stojąc nad krzyżem, który leżał jeszcze na ziemi, po czym splunął mężczyźnie w twarz. Następnie podniesiono krzyż, a centurion, który dowodził wojskiem, stanął naprzeciwko nich i charczącym głosem oznajmił:
- Tak dzieje się ze zbrodniarzami, którzy buntują się przeciwko Rzymowi. Pamiętajcie o tym, gdy następnym razem poczujecie przypływ odwagi. A to - powiedział, wskazując na zwierzęta ze wsi uwiązane nieopodal - dzieje się z tymi, którzy takich buntowników wspierają.
Dał znak żołnierzom, a ci zaczęli zarzynać zwierzęta. Młody mężczyzna, który wisiał na krzyżu, pomimo bólu zawołał: - One nic nie zrobiły, zostawcie je w spokoju.
Centurion spojrzał w górę na niego, mówiąc:
- Chcesz wziąć na siebie całą karę należną twoim przyjaciołom? Jaka odwaga! Proszę więc.
Rzymianin chwycił za włócznię jednego z żołnierzy i tępym jej końcem zaczął bić mężczyznę po brzuchu.
Przestań, przestań - krzyczała jakaś staruszka, która biegła w ich stronę. - Proszę, nie rób mu już więcej krzywdy.
Centurion odwrócił się i uderzył kobietę w twarz tępym końcem włóczni. W tym momencie, dał się słyszeć głos mężczyzny na krzyżu:
- Mamo!
Kobieta upadła prawie nieprzytomna, a z jej twarzy spływała krew.
To ta dziwka cię urodziła - śmiał się Rzymianin, opluwając kobietę.
Mężczyzna na krzyżu zawołał głośno:
- Boże, chroń moją matkę - po czym oddał ostatnie tchnienie.
- Boże! Nie ma żadnego boga poza bogiem rzymskiego miecza śmiał się centurion, a wtórowali mu jego towarzysze. Zacząłem iść w ich stronę. Wtedy Piotr złapał Mnie za rękę.
- Panie, uważaj na siebie - powiedział.
- Piotrze, nie lękaj się. Ufaj - powiedziałem z uśmiechem, a Piotr puścił Moją rękę. Podszedłem do staruszki i uklęknąłem obok niej. - A to co? - zaryczał Rzymianin, przypatrując się Mi. - Czy jesteś jednym z jej synów? Ty także jesteś buntownikiem? - pytał, unosząc włócznię, jak gdyby chciał Mnie uderzyć.
Zobaczyłem, jak Piotr nadbiega, by Mi pomóc, jak Rzymianin uderza go i jak Piotr nieprzytomny upada na ziemię.
Gdy włócznia prawie Mnie dosięgała, spojrzałem na centuriona, w głąb jego serca. Włócznia zatrzymała się, zanim Mnie dotknęła. Centurion stał osłupiały, a Ja rzekłem do niego:
- Czy chciałbyś, by twoją matkę traktowano w ten sposób? Bicie staruszki to oznaka słabości, a nie siły. Przypominasz sobie, jak twój ojciec bił twoją matkę co noc? I jak śmiał się z jej bólu? I jak ty chciałeś go zabić za to, że tak bardzo rani twoją matkę? Teraz ty czynisz to samo. Naśladujesz swojego ojca, którego tak bardzo nienawidziłeś za to, co zrobił. Teraz robisz to, co on.
Centurion chwiejnym krokiem cofnął się.
Skąd to wiesz? - spytał.
- Po prostu wiem - powiedziałem - wiem też, jak traktujesz swoją żonę. Idziesz w ślady ojca. Przecież jeszcze jako dziecko przysięgałeś, że nigdy nie będziesz taki jak twój ojciec, a stałeś się do niego podobny!
- Skąd tyle wiesz? - pytał nerwowo.
- Wiem też o małym chłopcu, który pewnego wieczoru stanął w obronie matki i został pobity niemal na śmierć przez swojego ojca. Chłopca tego ojciec zamykał w ciemnym pokoju na wiele dni, nie dając mu jeść, tylko wodę do picia. Ten właśnie chłopiec mawiał, że już nigdy nikt go nie zrani. Ten sam chłopiec, jak tylko dorósł, wstąpił do rzymskiego legionu i stał się silnym mężczyzną. Wrócił on potem do domu przepełniony nienawiścią i pobił ojca na śmierć. Przepełniały go nienawiść i gniew. Nie było już w nim miłości. Spojrzał na Mnie z ogromnym napięciem. Gdy dwu jego żołnierzy podbiegło, by Mnie uderzyć, zawołał:
- Nie! Przestańcie! Zostawcie go!
Kobieta powoli odzyskiwała świadomość. Spojrzałem na niego, mówiąc:
- Czy pamiętasz swoją matkę?
W jego oczach dostrzegłem łzę. Wytarł ją, po czym rzekł: - Weźcie swoją broń, idziemy!
Spojrzał na Mnie i powiedział: - Jeszcze się spotkamy.
Następnie wspiął się na konia i wyprowadził swoich ludzi ze wsi.
Wiedziałem, że się jeszcze spotkamy, ujrzałem bowiem, jak trzyma w rękach koronę cierniową i wkłada Mi ją na głowę.
Mieszkańcy wsi podeszli do krzyży, by je położyć z powrotem na ziemi, ale było już za późno. Wszyscy trzej skazani zmarli. Staruszka płakała nad swoim synem. Podszedłem do Piotra, który siedział na ziemi wraz z Janem i Andrzejem, opatrującymi jego czoło. - Dziękuję, przyjacielu, za to, że chciałeś Mnie ochronić - powiedziałem, wyciągając rękę, by dotknąć jego twarzy.
- Panie - rzekł Piotr - nigdy Cię nie opuszczę.
Wiedziałem, że będzie inaczej, ale wiedziałem również, że stanie się Moją skałą.
Podszedłem do jednego ze starszych wsi i spytałem:
Czy poradzicie sobie bez waszych zwierząt?
Będzie ciężko, bo nie będzie mleka dla dzieci ani nie będzie jak orać ziemi, ale damy radę - odpowiedział.
- Judaszu - zawołałem - podejdź na chwilę.
Judasz podszedł do Mnie, mówiąc:
- Tak, Panie.
Tym wieśniakom potrzebna jest pomoc w tych ciężkich chwilach. Proszę, daj im trochę pieniędzy.
Judasz spojrzał na Mnie z przerażeniem, ale nie wszczął kłótni. Ile mam im dać? - spytał.
- Połowę tego, co mamy - powiedziałem.
- Co? Aż tyle? - krzyknął zaskoczony.
- Tak, Judaszu. Im potrzebna jest pomoc, a my możemy pomóc. Nie ma o czym mówić.
- Tak, Panie - powiedział, po czym niechętnie wyciągnął torbę spod płaszcza i zaczął liczyć monety.
Starszy wsi rzekł:
- Nie możemy tyle przyjąć. Nigdy nie zdołamy Ci ich oddać. - Nie ma potrzeby oddawać - powiedziałem i odwróciłem się w stronę Judasza, mówiąc:
- Daj im wszystko, co masz w torbie. To, co jest w drugiej torbie, którą trzymasz pod płaszczem, zupełnie nam wystarczy.
Judasz nie mógł wprost uwierzyć i prawie zapłakał, z niechęcią wręczając pieniądze starszemu.
- Zostań dzisiaj u nas, Panie - powiedział starzec. - Dziś na kolację mamy mięso - dodał smutnym tonem, spoglądając na martwe zwierzęta.
Ujrzałem, jak w duchu Judasz myślał sobie: „Przynajmniej dobrze się najemy".
- Nie, przyjacielu. Zostańcie tu, pochowajcie waszych zmarłych i płaczcie nad nimi - powiedziałem.
Judasz spojrzał na Mnie z niedowierzaniem, a Ja rzekłem do niego:
Powiedz, by pozostali przygotowali się do drogi, czas ruszać. Odchodząc, mijaliśmy staruszkę opłakującą swojego syna, którego trzymała w ramionach. Podnosząc głowę, spojrzała na Mnie i powiedziała:
- Był dobrym chłopcem.
Uśmiechnąłem się do niej i rzekłem:
Tak, miał dobre serce i aż do ostatniej chwili myślał o tobie. Wtedy kobieta powiedziała:
- Czy słyszałeś, że w ostatniej chwili zwrócił się do Boga?
- Tak, a Bóg usłyszał i wysłuchał go - powiedziałem.
Spojrzała na Mnie i uśmiechnęła się słabo.
- Wysłuchał, prawda?
Naraz kobieta zaczęła wykrzykiwać z radością, zwracając się do tych, którzy mogli ją usłyszeć:
- Bóg usłyszał mego syna i wysłuchał go.
Gdy oddalaliśmy się, wciąż słyszeliśmy jej radosny krzyk.
W drodze wciąż odczuwałem głęboki smutek, który brał się stąd, że nawet po tym, jak centurion ujrzał, że podąża drogą grzechu, nie chciał się zmienić. Smutny byłem i z tego powodu, że wielu szło za złym przykładem, nawet jeśli na początku chcieli to zło odrzucić. Smuciłem się również dlatego, że zło ciągnie wielu ku temu, co oni najpierw odrzucali, nie pozwalając im dostrzec, jacy się naprawdę stali.
W centurionie widziałem tych, którzy, zranieni i wykorzystani w dzieciństwie, sami później ranili innych. Widziałem także to, że zamiast odwrócić się od tego, co ich raniło, i przyjąć miłość, Bożą miłość, która może uleczyć wewnętrzne cierpienie, wielu zadawało innym ten sam ból, którego sami doznali.
Grzech i zło przechodzi z pokolenia na pokolenie. Grzech i zło mnożą się, rosną i rozprzestrzeniają poprzez tych, którzy doznali cierpienia, a którzy teraz przepełnieni są gniewem i nienawiścią. Gdyby tylko szukali miłości, zło zostałoby powstrzymane w punkcie wyjścia, a cierpienie zmieniłoby się w radość miłowania.
Jakże ślepa jest ludzkość, skoro propaguje to, o czym wie, że jest błędne, o czym wie, że rani i jest złem, i co winno być odrzucone. To ślepota serca, pewien chłód, który serca stworzone do miłości zmienia w serca z kamienia... niezdolne dostrzec dobro, miłość i Boga.
Przyjdzie jednak dzień, gdy nie będzie już ciemności, a wielu będzie się zastanawiać, jak mogli dopuszczać się takiego grzechu, jak mogli zgadzać się na zło i ranić Boga.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-04-16 00:08

Nie istnieje przekaz na temat epizodów z życia Pana Jezusa mocniejszy i pewniejszy od tego, co napisano w Nowym Testamencie.
Nawet gdyby tekst jakiejś książki był wynikiem prawdziwego prywatnego objawienia, to nie ma żadnego obowiązku wierzyć w to, co i jak w niej napisano.

Na temat konkretnego tytułu się nie wypowiadam, nic o nim nie wiem, a zeskanowany fragment mnie nie zachęca do poświęcania mu czasu.

Jeśli książka wnosi w Ciebie zamęt, to sugeruję: odłóż.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Akittm (---.31.173.175.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-04-16 00:40

Pan Jezus nie był infantylny. W Ewangelii tego nie ma. Jeśli Bóg-człowiek byłby infantylny, to skąd braliby się nieinfantylni ludzie? Człowiek nie jest większy niż Bóg. Pan Jezus jest wzorem dojrzałości (o tym mówi Ewangelia). Jeśli ta książka Ci szkodzi i wprowadza zamęt w wierze, to po prostu ją porzuć.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Tomasz (---.play-internet.pl)
Data:   2025-04-16 16:17

Ta infantylność według mnie przejawia się w tym, że w tej książce niektórzy ludzie (np. apostołowie) często płaczą, śpiewają, tańczą z radości itp. Inne niewiarygodne dla mnie rzeczy - szybkie zmiany nastroju (np. wspomniana w wyżej przytoczonym zeskanowanym fragmencie matka ukrzyżowanego człowieka po informacji od Jezusa, że Bóg wysłuchał jej syna zaczyna krzyczeć z radością: "Bóg usłyszał mego syna i wysłuchał go". Wydaje mi się niemożliwe, że matka ukrzyżowanego tuż po jego śmierci może tak się zachowywać. Chociaż nie mogę udowodnić, że tak nie było.
Odnośnie tego, czy Jezus i Apostołowie byli infantylni - w zasadzie Jezus mówił: "Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18,3). Zatem może pewna dziecinność jest dobra? Może infantylizm nie jest "niższym" poziomem człowieczeństwa, a właśnie "wyższym"? Poza tym to, że Jezus nie miał pewnych pozytywnych ludzkich cech chyba nie oznacza, że ludzie posiadający te cechy są "więksi" od Boga. Przykładowo: Jezus był mężczyzną. Nie miał cech, które ma każda kobieta. A to nie znaczy, że był pod tym względem "wybrakowany". Nie znaczy to też, że cechy kobiece są czymś niedoskonałym. Po prostu Jezus w swoim człowieczeństwie miał niektóre ludzkie cechy, a niektórych innych cech nie miał. I to raczej nie oznacza, że przez to był w czymś "mniej doskonały" od innych.

Odnośnie książki: Skłaniam się do tego, żeby ją zostawić. Jednak nie chciałbym "wylać dziecka z kąpielą". Chciałbym naprzód zbadać, skąd pochodzi jej treść, żeby mieć pewność, że nie pochodzi od Jezusa i odrzucając ją na podstawie swojego widzimisię nie odrzucić prawdy.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Bea (---.centertel.pl)
Data:   2025-04-16 19:26

Z Pismem Św. nie zgadza mi się fragment powyższego tekstu (ostatnia wypowiedź), jest jakby zaprzeczeniem nauk i słów Jezusa z Ewangelii:

"- Zostań dzisiaj u nas, Panie - powiedział starzec. - Dziś na kolację mamy mięso - dodał smutnym tonem, spoglądając na martwe zwierzęta.
Ujrzałem, jak w duchu Judasz myślał sobie: „Przynajmniej dobrze się najemy".
- Nie, przyjacielu. Zostańcie tu, pochowajcie waszych zmarłych i płaczcie nad nimi - powiedziałem."

W Biblii Jezus mówi:
"Wtem przystąpił pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: «Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz». Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć». Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!»" (Mt 8, 19-22)

"Do innego rzekł: «Pójdź za Mną!» Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!» Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!»
Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!» Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego»" (Łk 9, 59-62)

"Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.
A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! "
(Łk 23, 26-28)

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Kaśka (---.49.232.204.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-04-16 21:53

Bea, na czym polega sprzeczność?
Mt 8 - to przecież nie oznacza, że chowanie zmarłych z rodziny jest złe. Złe jest obiecywanie pójścia za Chrystusem, ale odkładanie tego aż do śmierci bliskich, bo wszystko może się zmienić.
Łk 9 - i jeden i drugi fragment: podobnie jak wyżej. Tyle, że drugi nie dotyczy aż tak długiego czekania (na śmierć ojca), tylko celebrowanie pożegnania z rodziną.
Łk 23 - co ma płacz kobiet nad Jezusem do płaczu starca? Sytuacja jest zupełnie inna. Czy płacz uważasz za zły? Przecież Jezus też płakał nad zmarłym Łazarzem. Jezus tutaj prorokuje o losie mieszkańców Jerozolimy i przyszłej śmierci kobiet i ich dzieci. Jerozolima zasłużyła sobie grzechami na ten los. Starzec ma opłakiwać już zmarłych, a jeśli ktoś nie był powołany przez Jezusa do innego życia - opłakiwanie zmarłych było obowiązkiem. Wynajmowało się nawet płaczki, żeby lamentowanie było głośniejsze.

- - -
Nie bronię książki, bo po tym fragmencie nie widzę nic, co by mnie zainteresowało. Ale nie będę też na siłę szukać sprzeczności. Jeśli ma imprimatur, to nawet szkoda czasu, bo ktoś tego szukał. Ale Tomaszu, imprimatur oznacza właśnie, że nie ma sprzeczności tekstu z naszą wiarą. Nie jest potwierdzeniem, że każde słowo jest tak samo ważne jak słowo Biblii. Owszem, św. Faustynę Jezus nazwał swoją sekretarką, która objawienia miała zapisać dokładnie. Jeśli nie rozumiała, to dopytywała. Kościół jednak potrzebował dużo czasu, żeby uznać prawdziwość objawień.
Czy objawienie o którym piszesz, jest zatwierdzone przez Kościół katolicki? Imprimatur o tym jeszcze nie świadczy. Świadczy, że nie ma sprzeczności z wiarą.

A jeśli lekturę polecają duchowni, to musi mieć jakąś wartość. Może taką, że jest pokazany inny sposób spojrzenia na Ewangelię. Każdy z nas ma prawo napisać swoje rozważanie oparte na Biblii. Nierzadko zdarzają się rozważania pisane z pozycji Jezusa (JA mówię, że ci wybaczam itp). Osobiście tego nie lubię, ale znam takich, którzy mają inny gust. Polecana książka musi jednak mieć jakąś wartość, skoro jest polecana. Może właśnie prostota autorki uczy nas emocjonalnego podejścia do Biblii? W katolicyzmie zbyt często wierzymy "na zimno", nawet śmierć Jezusa przyjmujemy "na zimno". Taka wiara z lodówki. Protestantyzm ma w sobie więcej emocji, dlatego niektórzy odchodzą od nas do nich. My często dopiero po latach, przy jakimś nawróceniu, odkrywamy, że można Boga kochać także emocjonalnie, jak się kocha ukochanego człowieka.
To czasem może pomóc w rachunku sumienia. Poza tym na rekolekcjach zamkniętych często jest uderzanie w emocje, żeby coś lepiej zapamiętać. Emocje nie są infantylizmem, są naturalnymi odruchami człowieka. Zauważ, że gdy kogoś bardzo kochasz, wspólne zachowanie ma coś z zachowania dziecka, radość bez zahamowań, mnóstwo zdrobnień w mowie itd. To normalny objaw uczuć, a gdy kochasz, przestajesz się ich wstydzić.

Ale książki nie czytałam, więc nie mogę mówić o niej. Mówię raczej o tym, co ty napisałeś. Ja bym czytała to tak, jak się czyta apokryfy. Niejako uzupełniają Biblię, np. co mówi i robi nastolatek Jezus. Ale są wymysłem ludzkim, ktoś tak to sobie wyobrażał. Nie można tych tekstów przyjmować jako prawdziwych. Mają wartość cudzych przemyśleń, podzielenie się swoimi myślami. Ale nawet nie tyle rozważania, co fabularyzowanie. Mamy prawo pisać takie teksty.

Ale rzeczywiście gdzieś powinno być napisane, że nie są to oryginalne słowa Jezusa, choć wydaje mi się, że mało kto bierze to dosłownie. Liczy się tu przekaz miłości.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Tomasz (---.play-internet.pl)
Data:   2025-04-16 22:02

@Bea: Może jeszcze wkleję jedno opowiadanie z motywem śmierci, bardziej charakterystyczne dla całej książki (to o ukrzyżowaniu, które już wkleiłem jest dosyć niestandardowe). To opowiadanie, które teraz wklejam również mi jakoś nie pasuje, chociaż nie potrafię konkretnie nazwać tego, co mi w nim źle brzmi.
Osoby, które występują w tym opowiadaniu (Dawid, Zachariasz i rabin) są opisane we wcześniejszych opowiadaniach.

----

JEZUS +++ 16 GRUDNIA 1996
Kiedy dotarliśmy do domu, czekał już na nas Dawid.
- Dziś będziemy świętować, Panie. Cała rodzina, a także przyjaciele chcieliby uczcić to, że z nami jesteś - powiedział podekscytowany. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że znajdzie się wielu ludzi, którzy tak jak on przyjmą Mnie i będą świętować Moją obecność w ich życiu.
Wspaniale - odparłem – chętnie będę z wami ucztował. Wtrącił się Piotr:
-Tak, Panie. Już tak dawno nie byliśmy na żadnym przyjęciu. Widziałem, że mówi szczerze. Moi uczniowie mieli za sobą długą drogę, a i niewiele krótszą przed sobą, dotychczas nie było więc czasu na odpoczynek czy ucztowanie.
Dawid powiedział:
Spotkamy się na łące, na której byliśmy za dnia. Ma przyjść tylu gości, że nie zmieścimy się w domu!
Odpocznę trochę. Zawołasz Mnie, kiedy będziemy wychodzić? - zapytałem, a on wprowadził Mnie do domu i pokazał łóżko. Położyłem się spać. Wydawało się, że nie minęło nawet kilka chwil, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. To byli Jakub i Jan, którzy wołali wszystkich gości na miejsce uczty.
Jakub.
Panie, czas iść. Czy jesteś gotowy? - zawołał niecierpliwie
Tak, już idę - odparłem, a potem podniosłem się z posłania, przecierając oczy. Mógłbym spać jeszcze dłużej.
Kiedy wszedłem do głównego pomieszczenia w domu, czekali tam już na Mnie Piotr, Jakub, Jan i Dawid z rodzicami. Dawid, w którego głosie słychać było takie samo podekscytowanie jak u Jana, powiedział:
- Sprawdzałem już, co dzieje się na łące, Panie. Są tam setki ludzi, którzy śpiewają i tańczą. To będzie udany wieczór.
Jan odezwał się nieco zmartwiony:
- Tylko czy ci ludzie pozwolą Ci odpocząć, Panie?
- Dawid i ja rozmawialiśmy już z wieloma, prosząc o to, aby, zamiast zadawać pytania, pozwolili Jezusowi odpocząć i cieszyć się zabawą - zapewnił go Piotr. - Powiedziałem, że przyjdziemy, ponieważ rozumiemy, że tak właśnie się zachowają.
Pomyślałem, że trafili Mi się naprawdę dobrzy przyjaciele, którzy zawsze się o Mnie martwią i starają się Mnie chronić.
Chodźcie - powiedziałem. - Czas na zabawę.
Zbliżając się do łąki, zobaczyłem liczne przyniesione tam stoły i wiele dużych ognisk, wokół których zgromadzili się ludzie. Po- środku łąki znajdowała się spora przestrzeń, na której tańczono do muzyki wygrywanej przez pięciu czy sześciu mężczyzn. Dokoła nich siedzieli ludzie, którzy klaskali w dłonie i śpiewali. Dawid poprowadził nas do dużego stołu, gdzie znajdowała się większość Moich uczniów. Na stole stało mnóstwo jedzenia. Siedzący tam
Judasz jadł do syta.
Po zajęciu miejsca przy stole rozejrzałem się dokoła, aby nacieszyć wzrok widokiem bawiących się razem przyjaciół, którzy świętowali Moje przybycie. Jakże długo marzyłem o podobnej chwili.
Na przeciwległym krańcu pola dostrzegłem stojący w cieniu stół, a przy nim rzymskiego oficera wraz z żoną. Wydawało się, że wszyscy ich unikają, ale mimo tego ta para cieszyła się świąteczną
atmosferą. Przywołałem Piotra i poprosiłem:
- Piotrze, zaproś, proszę, do nas tego dobrego człowieka razem z żoną.
Piotr wyglądał na zaskoczonego.
- Ależ Panie, to jest Rzymianin!
- Tak, a również człowiek, dziecię Boże, tak jak i wy wszyscy - odparłem.
- Ale być może inni poczują się urażeni jego obecnością - zasugerował Piotr.
- Jeśli poczują się urażeni, to dlatego, że nie chcą otworzyć swoich serc - odpowiedziałem. Piotr zrozumiał, że nie zmienię zdania, więc podszedł do stołu Rzymianina i jego żony. Widziałem, że rozmawia z nimi przez chwilę. Na początku wahali się, czy za nim pójść, ale ostatecznie zgodzili się. Kiedy podeszli do naszego stołu, powiedziałem:
-
Witaj, przyjacielu. Witam też twoją uroczą małżonkę.
Oboje wyglądali na zdenerwowanych. Oficer zapytał:
-
Czy ludzie nie będą Ci mieli za złe, jeśli ja, rzymski oficer, siądę z Tobą?
Przyjacielu, to będzie dla Mnie przyjemność, jeśli zgodzicie się przy Mnie usiąść. Chodźcie, siadajcie.
Wkrótce siedzący przy stole uczniowie przyzwyczaili się do obecności Rzymianina, a po pewnym czasie zapomnieli o nim. Kiedy upłynęło trochę czasu, młody człowiek, Zachariasz, który wypił nieco za dużo, podszedł do nas i zapytał:
Co robią przy Tobie Rzymianie, Panie?
Piotr wstał, podtrzymał Zachariasza ramieniem, aby pomóc mu stać prosto, i powiedział:
- Pan zaprosił ich, a każdy, kogo zaprosi Pan, jest wśród nas mile widziany, obojętnie, czy to Żyd, Grek, Rzymianin, czy Samarytanin. Jeśli Pan zaprasza i wita ich z radością, to samo robimy i my.
- Kolejny raz zobaczyłem siłę, jaką miał w sobie Piotr, siłę, która miała pozwolić mu zbudować nowy Kościół na fundamentach, które Ja położę.
Ale to Rzymianin - krzyczał upojony winem Zachariasz.
- A ty jesteś pijany - odrzekł stanowczo, a zarazem łagodnie Piotr. - Powinieneś teraz iść trochę odpocząć.
- Nic mi nie jest. Wiem, ile mogę wypić, a Rzymianie to Rzymianie! - krzyczał Zachariasz, podczas gdy Piotr odprowadzał go od stołu.
Uśmiechnąłem się do oficera i jego żony, a następnie powie-
działem:
- Młodość i duża ilość wina nie idą w parze. Młodym szumi w głowie i wydaje im się, że są odważni.
- Tak jest wszędzie - odpowiedział oficer, wzruszając ramionami.
Reszta wieczoru była bardzo przyjemna. Nawet Judasz wydawał się szczęśliwy, dużo tańczył i śpiewał. Cieszyłem się, że widzę Moją rodzinę na ziemi szczęśliwą. Kiedy patrzyłem, jak świętują, Moje serce przepełniała miłość. Wkrótce muzyka ucichła i zapadła cisza. Wtedy pośrodku łąki stanął rabin, ten sam stary człowiek, którego widziałem w synagodze.
- Dzieci moje - zawołał głośno. - Dzisiaj świętujemy wizytę wielkiego człowieka, Jezusa z Nazaretu. Słyszałem dziś, jak prze- mawia w synagodze. Jego słowa trafiły prosto do mojego serca. Wielu z was słyszało Jego kazania, wielu z was zostało przez Niego uzdrowionych lub zna jednego z ludzi, których uleczył. Bez wątpienia ten Człowiek, Jezus, został nam zesłany przez Boga. Zostaliśmy pobłogosławieni, skoro dziś jest tu z nami, a my możemy słuchać Jego słów.
Wszyscy wołali:
- Jezusie, wielki proroku, bądź pochwalony! Rabin uciszył ich, a potem dodał:
Aby uczcić ten chwalebny dzień, chciałbym zaśpiewać modlitwę dla Jezusa.
Wstałem i uśmiechnąłem się do niego, skinąwszy głową, by wyrazić wdzięczność.
Rabin zaczął śpiewać głębokim i pełnym melancholii głosem, który wielu z obecnych doprowadził do łez swoją głębią i pięknem. Ludzie dziwili się, słysząc, że ten niemłody już człowiek ma tak silny głos. Ja czułem, że głos ten pochodził z głębi serca.
Kiedy rabin skończył śpiewać, podszedł do Mnie i pocałował Mnie w policzki. Wszyscy oklaskiwali jego śpiew. Uścisnął Mnie, przepełniony miłością. Potem rozbrzmiała muzyka, a wielu ludzi klaskało w dłonie do rytmu, podczas gdy stary człowiek chwycił Moją dłoń i razem dołączyliśmy do tańczących.
Kiedy później siedzieliśmy przy stole, rabin zapytał Mnie:
- Nie wiem, jak to możliwe, ale zarówno ja, jak i każdy, z kim rozmawiałem, pragnął być jak najbliżej Ciebie i nie chciał się od Ciebie oddalać. Dlaczego tak jest?
- To przez Mojego Ojca, który jest we Mnie.
Co masz na myśli, Jezu? Kim jest Twój Ojciec?
Mój Ojciec to Ojciec wszelkiego stworzenia, który jest wszędzie tam, gdzie Ja jestem - odpowiedziałem, patrząc mu w oczy. Co masz na myśli? Nie rozumiem - odparł. Uśmiechnąłem się do niego i odpowiedziałem: - Jestem, Który Jestem.
Zdumiony, otworzył szeroko oczy. Nagle pojął prawdę. To Ty jesteś Mesjaszem - powiedział, padając na kolana. - Jestem, który Jestem - odparłem, chwytając go i podnosząc
z ziemi.
Łzy płynęły mu po policzkach, kiedy drżącym głosem mówił:
- Nigdy nie spodziewałem się, że doczekam tego dnia. Panie, moje życie wypełniło się. - Wciąż płakał z radości, kiedy ruszył w kierunku bawiących się ludzi, a następnie zaczął tańczyć razem z nim. Piotr zbliżył się do Mnie.
- Zachariasz śpi. Rabin wygląda na szczęśliwego, Panie - powiedział.
- Tak, jest szczęśliwy, ponieważ dzisiaj poznał prawdę - odrzekłem.
- Co z Zachariaszem, Panie? Czy powinien wędrować z nami ktoś, kto zachowuje się w ten sposób?
- Wybaczam wszystkim. Jeśli Zachariasz pragnie Mojego wybaczenia i jest przygotowany na to, aby walczyć z własnymi słabościami, chętnie zobaczę go wśród Moich uczniów - odpowiedziałem, świadomy tego, że ludzie borykają się z różnymi słabościami, ale zarazem nie każdy z nich potrafi je rozpoznać i z nimi walczyć. – Jutro się przekonamy - oznajmiłem, a tymczasem do Piotra podszedł rabin i zapytał:
- To On. Czy wiesz, że to On?
Piotr spojrzał na rabina, a potem na Mnie.
- Tak, wiem - odpowiedział, nie wiedząc, że przemawia z głębi duszy. Rabin usiadł - taniec, śpiew i wszelkie wydarzenia tego wieczora zmęczyły jego niemłode już ciało.
- Muszę chwilę odpocząć, Panie, ale Ty nie odejdziesz, prawda? - zapytał.
- Nie, przyjacielu. Zostanę tu z tobą - odpowiedziałem, wiedząc, co wkrótce nastąpi. Zamknął oczy i usnął przy stole pomimo gwaru.
Podszedł do Mnie Bartłomiej, który oznajmił:
Ma twardszy sen ode mnie. Nawet ja nie zasnąłbym przy tym hałasie.
Myślę, że to jego ostatni sen - odpowiedziałem, a głowa rabina opadła na Moje ramię.
- Nie żyje? - zapytał Bartłomiej z wyrazem zmieszania na twarzy.
- Nie, na razie śpi - odpowiedziałem, a Bartłomiej usiadł obok rabina.
- Mam nadzieję, że nie umrze. Naprawdę go polubiłem. Ma wspaniały głos i świetne poczucie humoru. Przypomina mi mojego ojca - powiedział.
- Tak, Bóg obdarzył go wieloma talentami, które on zawsze wykorzystywał, aby nieść radość innym - odparłem, widząc przed sobą życie rabina... Widziałem, ile zrobił dobrego, wykorzystując powierzone mu dary ku chwale Boga oraz okazując miłość bliźnim, o których zawsze myślał jak o własnej rodzinie.
Rabin otworzył oczy, podniósł głowę i sennie oznajmił:
- Panie, chcę już zawsze być przy Tobie.
Następnie jego głowa opadła z powrotem na Moje ramię, a Ja odpowiedziałem:
- Zawsze byłeś i będziesz przy Mnie. - Potem zamknąłem mu oczy i poinformowałem Bartłomieja:
- Teraz spoczął snem wiecznym.
Piotr, który stał przy mnie, uniósł delikatnie starego rabina.
- Pomóż mi, jest ciężki! - poprosił Bartłomieja. Zasmucony Bartłomiej pomógł Piotrowi. Razem z nimi był Jan, który podszedł po tym, jak zauważył, że stary człowiek umarł. Położyli go na boku. Następnie Jan udał się na poszukiwanie ludzi, którzy mogliby znaleźć odpowiednie miejsce na przechowanie ciała rabina do czasu pogrzebu.
- Panie, widziałem już śmierć wielu ludzi, więc powinienem być przyzwyczajony, ale i tak czuję ból - powiedział Bartłomiej. Objąłem go ręką i odpowiedziałem:
To boli, ponieważ masz w sobie miłość.
Kilku mężczyzn zabrało ciało do synagogi, gdzie aż do czasu pochówku miał zająć się nim inny rabin.
Piotr zwrócił się do Mnie:
- Szkoda, że to wydarzenie zepsuło zabawę.
Nie, ono nie zepsuło uroczystości, lecz dopełniło ją, ponieważ ten święty człowiek wrócił do domu - wytłumaczyłem. - Pamiętaj, że śmierć nie jest karą, lecz świętą nagrodą.
Ludzie rozchodzili się do domów, więc łąka pustoszała. W drodze powrotnej powiedziałem do Moich uczniów:
- Jutro wyjedziemy, ponieważ jeszcze wiele nam zostało do zrobienia.
Podszedł do mnie Judasz.
Podobało mi się tu, Panie. To była miła przerwa.
Spojrzałem na niego i zobaczyłem w nim małe dziecko, które cieszyło się zabawą i którego nie trapiły żadne zmartwienia. Poczułem smutek na myśl, że wkrótce się to zmieni.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Tomasz (---.play-internet.pl)
Data:   2025-04-17 00:26

@Kaśka: Autor książki już w samym wstępie pisze, że Jezus udzielił mu łaski poznania swoich myśli i swoich przeżyć i polecił mi je spisać. Tak że możemy przyjąć, że sam autor traktuje to jako oryginalne słowa Jezusa. Niżej wklejam wstęp do książki:

-----------------------------

Pan Bóg, Jezus Chrystus, zwraca się do mnie w słowach i ukazuje w wizjach od lutego 1994 roku. Na początku niczego nie zapisywałem, ale później Bóg polecił mi, bym chwycił za pióro i zapisał to, czego doświadczam. Potem, 6 lutego 1996 roku, Jezus zaczął ukazywać mi pewne sceny z Jego życia ziemskiego.
Jego oczami oglądałem poszczególne sceny z życia Jezusa i Jego uczniów, gdy wędrowali przez wsie i miasta Ziemi Świętej. Oprócz tego Pan Jezus udzielił mi także łaski poznania Jego myśli.
Oglądając sceny objawiające miłość Boga i słuchając ich, często nie mogłem powstrzymać łez smutku, ale także i radości. Odniosłem wrażenie, że każde objawienie przynosiło jakieś pouczenie, które trzeba było zgłębić i przyswoić. Objawiając bowiem te zdarzenia, Pan uczy nas, jak żyć i miłować.
W Judaszu zacząłem dostrzegać wszystkie słabości, które są i naszym udziałem, a także to, że kiedy ignorujemy Boga lub o Nim zapominamy, Boga, który przecież jest zawsze przy nas gotowy nam pomóc, tak łatwo jest się od Niego oddalić. Przykład Judasza ukazał mi również, że Pan Jezus wybaczy każdy błąd, który popełnimy w życiu, ponieważ tak bardzo nas kocha. Trzeba nam jedynie przyjąć Jego miłość i prosić o przebaczenie.
Pokusy, życie emocjonalne, problemy i pragnienia człowieka tamtych czasów były niemal identyczne z tymi, które przeżywamy dzisiaj. Być może jednym z powodów, dla których Pan Jezus objawia sceny ze swego życia, jest to, by pokazać nam, że można pokonać egoizm i grzech. Trzeba nam jedynie uciec się do Boga, a On nigdy nie cofnie swej pomocy.
Objawienie wizji i słów Pana Jezusa nadal trwa.
C. ALAN AMES, 27 lipca 1996

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Marek Piotrowski (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2025-04-17 09:27

Zdania są podzielone (opiekun duchowy autora książki jest przekonany o tym, że ma on wizje), ale przyznam, że tekst nie wygląda na wiarygodny. Wg mnie raczej pobożna wyobraźnia autora.

Moim zdaniem warto czerpać z pewnych źródeł, zwłaszcza w sprawach opisanych w Ewangelii.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: G_JP (---.nycmny.fios.verizon.net)
Data:   2025-04-17 13:27

Nie czytałam tej książki, ale słyszałam o niej i o jej autorze. Do tej pory nie wyrobiłam sobie zdecydowanej opinii. Może warto się przyjrzeć, jak wyglądało życie C. Alana Amesa przed doświadczeniem mistycznym prowadzącym do napisania książki i po nim i użyć tej obserwacji jako wskazówki dotyczącej oceny czy warto czytać czy nie. Na podstawie pobieżnego przeglądania informacji na internecine, wnioskuję, że autor zajął się posługą uzdrawiania, np. widziałam mniej więcej taką jego modlitwę:

"Wiem, że wielu z was przyszło tutaj po uzdrowienie, czy to duchowe, fizyczne, emocjonalne czy psychiczne i chciałbym ofiarować moje modlitwy o wasze uzdrowienie jedynemu prawdziwemu Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu. W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Ojcze w niebie, wzywam Cię, abyś wylał swoją uzdrawiającą moc, swoją uzdrawiającą miłość, swoją uzdrawiającą łaskę na tych, którzy przyszli tutaj z pragnieniem uzdrowienia od Ciebie. Boże Ojcze, proszę Cię, abyś wylał tę łaskę przez swojego Syna i naszego Pana Jezusa. Panie Jezu, wiemy, że w Twoim imieniu wszystko jest możliwe, Panie, wzywamy Twojego świętego imienia, aby uzdrowił nas w sposób, który jest dla nas najlepszy, czy to fizyczny, duchowy czy emocjonalny. Wzywamy Cię, abyś wylał swoją łaskę w obfitości, aby dotknąć tych, którzy są chorzy i ich rodziny, ich przyjaciół, tych, o których się martwią, tych, o których się troszczą i prosimy Cię, abyś uczynił to mocą Twojego boskiego i Świętego Ducha za wstawiennictwem Twojej błogosławionej matki Maryi, św. Józefa i wszystkich aniołów i świętych Boga, a wy wszyscy bądźcie teraz uzdrowieni w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Bądźcie uzdrowieni w imię Jezusa Chrystusa, naszego Pana, naszego Boga, naszego Zbawiciela. Bądźcie uzdrowieni mocą Jego Ducha Świętego za wstawiennictwem naszej błogosławionej matki Maryi, św. Józefa, wszystkich aniołów i świętych Boga. Bądźcie uzdrowieni teraz w Jego boskiej miłości. Bądźcie uzdrowieni na wieki. Niech Bóg błogosławi was wszystkich w imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen."

Nie wiem, czy mógłbyś łatwo sprawdzić, czy ta posługa uzdrawiania dalej trwa, i jak potoczyło się życie Amesa od czasu doświadczeń mistycznych. Ja bym bardzo się nie przejmowała potencjalną infantylnością dostrzeganą w książce. Owa dostrzegana przez Ciebie infantylność może wynikać z osobowości autora. Nie sądzę, że jeśli Jezus udzieliłby łaski widzenia świata Jego oczami, to potraktowałby Amesa jak robota i nie pozwoliłby, by w tekście spisanym przez Amesa nie odbiły się jego własne (tj. Amesa) cechy charakteru. Ostatecznie najlepiej zdawać się na ocenę Kościoła. Warto też patrzeć na to, czy tekst buduje Twoją wiarę. Jasne jest, że nie masz obowiązku, by traktować książkę tak samo jak Pismo Święte.

Czy czytałeś "Jezus z Nazarethu" (autor: Roman Brandstaetter)? Pamiętam, że kiedyś przeszłam prze nią ją jednym tchem. Może ta pozycja byłaby pomocna w problemach, o których wspomniałeś na początku?

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: Tomasz (---.play-internet.pl)
Data:   2025-04-17 16:32

Dzieła Brandstaettera "Jezus z Nazarethu" nie czytałem. Może sięgnę po tę lekturę, chociaż nie jestem pewien, czy jest to dokładnie to, czego mi potrzeba.
Po "Oczami Jezusa" sięgnąłem, bo poradził mi to pewien ksiądz w odpowiedzi na moje problemy i sprzeciw wobec wizerunku Boga, jaki wyłania mi się ze Starego Testamentu. Powiedział, że może mi to ułatwić zrozumienie, jaki jest Bóg. I muszę przyznać, że obraz Boga wyłaniający się z "Oczami Jezusa" jest dla mnie łatwiejszy do przyjęcia niż to, co dostrzegam w Starym Testamencie. Chociaż też są pewne problematyczne dla mnie rzeczy - np. to, że obraz Bożej miłości zawarty w tej książce nie jest taki idealny - dostrzegam tu taki jakby ukryty egoizm Boga, który kocha nie tyle samego człowieka, ale bardziej uwielbienie, którym człowiek tegoż Boga obdarza. Widzę w przedstawionym tu w Bogu pewne ślady takiej jakby próżności, żądzy własnej chwały. A Bóg - ten, którego kocham, taki nie jest. Ten mój Bóg kocha człowieka dla niego samego, a nie dla tego, czym się człowiek odwdzięcza.
Znalazłem jeszcze jeden fragment nie pasujący mi do czasów Jezusa. Zacytuję go: "Wszyscy ludzie są równi, bez względu na kolor skóry czy rasę. Dla Boga każdy człowiek jest taki sam, ponieważ wszyscy należą do jednej rodziny."
Nie wiem, czy w czasach Jezusa mówiło się o kolorze skóry i rasie. Raczej był podział na Żydów, Rzymian, Samarytan, Greków itp. Pewnie znano Murzynów, więc o kolorze skóry Jezus mógł wspomnieć ale słowo "rasa" mi do tamtych czasów nie pasuje. Może się mylę, ale to brzmi dla mnie zbyt "nowożytnie" jak na Jezusa.
Rzeczywiście, skłaniam się do przyjęcia, że ta książka zawiera nieco treści pochodzących od samego Amesa. No nic, dziękuję za odpowiedzi i jeśli ktoś ma jakieś refleksje na ten temat to proszę o dalsze dzielenie się nimi w tym wątku.

 Re: Kto jest autorem książki i jak ją traktować?
Autor: yeah (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2025-04-23 23:18

Czytałam tę książkę. Wprawdzie dość dawno, ale nic podejrzanego w niej nie znalazłam. Każdy odbiera inaczej to, co czyta, a moim zdaniem (i bpa dającego imprimatur) nie ma tu nic niezgodnego z wiarą i Ewangelią.
A co do Pisma Świętego - polecam najpierw czytać Nowy Testament (bo żyjemy w czasach NT), żeby móc później zrozumieć Stary Testament.
C. A. Ames jest autorem jeszcze wielu innych książek.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: