Autor: Akittm (---.31.171.150.ipv4.supernova.orange.pl)
Data: 2025-04-04 17:50
Ślub = miłość, wierność i uczciwość. Jak niby miałbyś tę przysięgę spełniać? Potrzebna jest również chęć. Jeśli z wyżej wymienionych motywacji wszedłbyś w związek małżeński, prawdopodobnie byłby on zawarty nieważnie.
Gdybyś zobowiązał się do tego, co jest zawarte w przysiędze małżeńskiej, nie miałbyś już wymówki jak "nie umiem jej pokochać". Nie ma "nie umiem". - Musiałbyś z serca starać się codziennie by ta kobieta czułą się kochaną. Dbać by Twoje serce zwracało się do niej i nie myślało o innych kobietach. Musiałbyś dzielić z nią życie i być na nią otwartym w tym, kim jesteś naprawdę. To nie jest tak, że oddajesz kobiecie sprawiedliwość samym papierkiem i zamieszkaniem z nią, z łaskawym pozwoleniem zadawania się z Tobą. Chodzi o konkretną osobę i akceptowanie jej, kochanie i przyjmowanie. Teraz nie potrafisz jej kochać, a zobowiązałbyś się do kochania jej, gdy będzie w huśtawce emocji (cykl), w ciąży, w połogu, w ewentualnej depresji poporodowej, gdy przez jakiś dłuższy czas nie będzie pracować, gdy będzie stale liczyć na Twoje wsparcie i bliskość, i nie pomoc przy dzieciach, a zajmowanie się nimi w równorzędny sposób; gdy być może zachoruje albo dozna uszczerbku na ładnym wyglądzie....
I w jaki uczciwy sposób zakomunikowałbyś kobiecie, że chcesz ją wziąć za żonę (tak żeby nie było niedomówień do Twoich intencji i motywacji)?
Wydaje mi się, że potrzebujesz kierownictwo duchowego. Tak dla Twojego bezpieczeństwa, rozwoju, pogłębienia relacji z Bogiem. (Albo stałego spowiednika.)
W Starym Testamencie byt kobiety był zagrożony, jeśli nie miała wsparcia ojca, brata lub męża. To prawo chroniło kobiety i zobowiązywało mężczyzn do roztropności i odpowiedzialności. Dobrze wiesz, że to prawo nie obowiązuje.
Samo wyjście za nią nie byłoby złe (mimo Twoich rozważań), ale musiałoby wynikać z Twojego serca i mieć na celu szczere pragnienie dobra i szczęścia, tej kobiety i swojego. Musiałbyś ją kochać najpierw, zanim ją poślubisz, by wziąć ją ("biorę sobie ciebie...") jak osobę, nie jak rzecz, bo inaczej nosiłoby by to znamiona użycia. Trudno na czymś takim budować miłość (a byłbyś do tego zobowiązany).
Starotestamentowe prawa nas nie obowiązują. Skupiłeś się na jednym. Zobacz jakie są inne. Nie da się ich zaadaptować do naszej kultury.
Ty nie chcesz tej kobiety kochać. Chcesz ją po prostu znów potraktować instrumentalnie - ja jej ślub, a Pan Bóg mi przebaczenie. Nie dodawaj zła do zła, lecz nawróć się z serca! Gdzie w tym chcesz dać, świadczyć dobro dla tej kobiety? Jeśli tego nie chcesz, to nie chcesz ani potraktować jej jak osoby (kogoś relacyjnego, a nie posiadającego dziewictwo lub nie) ani jej kochać, a jeśli nie zamierzasz wypełniać przysięgi, to o jakim tu ślubie mowa?
Czy zdajesz sobie sprawę, że ślub, to nie czyn jednorazowy, a decyzja, której skutków doświadczasz przez resztę życia?
Zadośćuczynienie może wyglądać inaczej. Możesz ją przeprosić (ale mając na celu dobro jej a nie swoje - śmiem wątpić czy w obecnym stanie dojrzałości Ci to wyjdzie...). Zamówić za nią Mszę Świętą - jednorazową lub wieczystą. Możesz się za nią pomodlić lub zlecić tę sprawę jakiemuś zakonowi. Możesz poprosić o radę spowiednika, a następnie zastosować się do tego, co powie.
|
|