logo
Sobota, 17 stycznia 2026
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Duszę mam w tragicznym stanie
Autor: Jakub (---.mynet.com.pl)
Data:   2025-04-12 13:10

Hej,

Nie wiem trochę od czego zacząć, potrzebuje pomocy duchowej, ale też nie wiem jak się do tego zabrać ani jak zacząć i skończyć.

Generalnie sytuacja wygląda tak, że zawsze byłem okropnym człowiekiem nawet ze zwykłego ludzkiego punktu widzenia. Mianowicie jeszcze jak byłem w liceum jakieś 10 lat temu, po raz pierwszy poznałem Boga, potem od niego odszedłem powoli wracając do grzechów. Następnie przez 7 lat żyłem kompletnie bez Boga mając tylko tak czasem jakieś przebłyski, że "w sumie dobrze byłoby do Boga wrócić", no i tak sobie żyłem w grzechu.

Teraz we wrześniu zeszłego roku poszedłem po raz pierwszy do spowiedzi, przez parę miesięcy byłem super zaangażowany, aż potem w grudniu zacząłem powoli wracać do grzechów, bardzo mnie do nich ciągnęło. Wtedy właśnie przed drugim 'nawróceniem' - tak bym to nazwał, chciałem robić grę pornograficzną, ale dzięki Bogu od tego odszedłem, bo wiedziałem, że byłbym odpowiedzialny bezpośrednio za grzechy innych. - (to jest akurat dość ważne kawałek) - i poszedłem wtedy do spowiedzi - w dużym skrócie.

Natomiast wróciłem teraz do palenia, picia w przesadzie (nawet jeśli rzadko bo raz na miesiąc na spotkaniu ze znajomymi - to liczy się sam fakt), oglądania pornografii, masturbacji, obżarstwa itd.

Grzechy jak zaczęły wracać, to bywało tak, że nie wytrzymywałem tygodnia bez grzechu nieczystości, czy palenia, czy innych. Uważam, że miałem pełną świadomość a co za tym idzie były to grzechy śmiertelny - przynajmniej napewno grzech nieczystości, czy oglądanie pornografii.
Modlitwa 'umarła', to znaczy coraz ciężej i ciężej było mi się modlić - a ja modlitwę przynajmniej wtedy traktowałem bardziej jako rozmowę niż tylko takie odklepywanie formułek "żeby się nazywało, że zrobione" - i właśnie to zaangażowanie umarło, tzn. po wielu upadkach pod rząd, no już nie wiedziałem jak się modlić - żadnego wytłumaczenia na to nie było.
Zresztą tyle razy Bóg mi pokazał, że grzech jest wyborem, że uważam, że za każdym razem to było świadome poddanie się.

No i powiedzmy o ile, Bóg sprawił, że tego oglądania pornografii czy nieczystości nie ma tyle co kiedyś, i można powiedzieć, że jest jakaś poprawa, to to nie zmienia faktu, że ten grzech się pojawia bez przerwy, co najmniej co kilka dni.
No i do tego dochodzi powrót do palenia, kiedyś paliłem nałogowo papierosy normalne, ale jakoś od grudnia, uległem pokusie zapalenia papierosa elektrycznego, i od lutego mam E-Papierosa, no i tak jeden liquid(olejek z nikotyną, schodzi mi w okolo 3 dni), palę monstrualnie dużo, co jest jeszcze powiększone przez to, że mam pracę z domu i przy komputerze w domu w czasie pracy mogę palić bez wychodzenia nigdzie, bo E-Papieros nie śmierdzi.

No i generalnie doszedłem do takiego zagubienia w tym momencie, już momentami się przewijało, że miałem wrażenie, że nie mam już siły z tym walczyć.
Ostatnio odpuściłem pójście do spowiedzi bo:
a) bałem się, że ludzie usłyszą co tam gadam - bo kościół zapchany
b) jakby wiedziałem, że przecież nawet jak się wyspowiadam, to przecież i tak wrócę do tego samego grzechu, więc to byłoby świętokradztwo

I odpuściłem sobie spowiedź, bo najpierw powinienem mieć postanowienie poprawy, a nie iść tak z głową w chmurach i liczyć, że magicznie będzie okej.
I teraz kolejny problem jest taki, że albo nie chcę przestać grzeszyć i kocham grzech bardziej od Boga, albo nie wiem co. Bo przecież Bóg daje nam łaskę, żeby uciec od grzechu i tego nie robić, więc co to by nie było to bym z Bogiem dał radę, a skoro ja wracam do grzechu to znaczy, że tego postanowienia poprawy nie ma, bo w takim razie odrzucam tę pomoc.

I tak się trochę zapętliłem, że nawet nie wiem czy w sumie mogę albo jest sens, żeby iść do spowiedzi - coś mi mówi, żeby iść, ale po prostu, no sam już nie wiem.

i jak sobie czytałem na internecie na forach chrześcijańskich, to jeszcze wpadłem na kazanie Św. Alphonsusa Liguori "On the Miserable State of Relapsing Sinners" - tekst jest po angielsku o tutaj:
https://meditatione.online/books/alphonsus-sunday/sermon-xxi

I widziałem tam po prostu siebie w tym kazaniu, była tam nawet wspomniana historia pewnego anglika - możecie sobie przetłumaczyć w google:
"He may expect to die the death of a certain young Englishman, who, as is related in the history of England, was in the habit of relapsing into sins against purity. He always fell back into these sins after confession. At the hour of death he confessed his sins, and died in a manner which gave reason to hope for his salvation. But, while a holy priest was celebrating or preparing to celebrate Mass for his departed soul, the miserable young man appeared to him, and said that he was damned. He added that, at the point of death, being tempted to indulge a bad thought, he felt himself as it were forced to consent, and, as he was accustomed to do in the former part of his life, he yielded to the temptation, and thus was lost."

no i mówiąc szczerze dobiło mnie to doszczętnie, już nawet nie mówiąc o samym kazaniu, ale dodatkowo to, że wtedy w sumie do mnie dotarło, że chyba - może poza krótkim okresem czasu - nigdy nie wierzyłem, że będę zbawiony. Tzn. nigdy nie oczekiwałem zbawienia i nigdy w zasadzie nie spodziewałbym się usłyszeć słów "znam cię" po śmierci, tylko raczej to drugie.
Ja wierzę w ofiarę Chrystusa, ale po prostu mając na uwadze, że w zasadzie to cały czas robię to co mówił Jezus, że zaprowadzi mnie do piekła - to nigdy w zasadzie nie spodziewałem się zbawienia swojej duszy - bo w zasadzie uważam, że jestem raczej tym o którym apostoł Paweł pisał "nie łudźcie się".
I spoko, zerwanie z grzechem to by "naprawiło', ale ja tego nie robię.
Nie wiem już po prostu nawet wspominając historię tego anglika, to już widziałem w tym siebie mówiąc szczerze, że zapewne będzie tak, że nawet jeśli się wyspowiadam, to i tak upadnę przed ostatnim oddechem i dopadnie mnie sprawiedliwpść, i tak mam wrażenie, że jestem w pułapce z której nie mogę uciec i w zasadzie to już pozamiatane. Bo tak jak mówię, nie chodzi o to, że krew Jezusa nie może pokryć grzechów, ale raczej o to, że nie jestem osobą taką, do której by Bóg powiedział, że mnie zna.
Tak gdzieś się mi przewinęło też przez myśli i nawet gdzieś na internecie, że może Bóg czasem tymczasowo interweniuje, żeby innych zatrzymać od zagłady, i w odniesieniu do tego mojego nawrócenia, to zacząłem się zastanawiać czy może w sumie to Bóg nie zainterweniował tylko po to, żebym innych za sobą nie pociągnął?

Duszę mam uważam w tragicznym stanie, przed grzechem mnie nie zatrzymuje jego ciężar, ignoruje napomnienia od Boga, nawet jak gdzieś tam przeglądam materiały "obsceniczne", to czasem mi myśl przelatuje przez głowę, że ja nie tylko grzeszę jako ja, ale tak naprawdę dokładam winy osobom które te rzeczy stworzyły, albo, że każdy mój grzech dokłada cierpienia Jezusowi (kiedyś miałem olśnienie, że tak naprawdę każdy nasz nowy grzech jest dokładany Jezusowi na krzyżu a nie jest, że tak powiem "teraźniejszy" tylko i wyłącznie) - przez pewien czas mnie to stopowało, a potem już nie.

Już nie wiem, prawda jest taka, że no nie kocham prawdziwie Boga, chciałbym, żeby było inaczej ale nie umiem, nie potrafie, mam jakąś blokade przed otwarciem się chyba przed Bogiem, mam wrażenie, że już pozamiatane.
Żal za grzechy to też już chyba bardziej samolubny niż inny, miałbym ochotę po prostu przestać istnieć czasem.
Zresztą co ze mnie za chrześcijanin, jak widzę świadectwa innych to tam jest nawrócenie, po nawróceniu nie wraca się do takiego życia jak kiedyś, innymi słowy to d*pa ze mnie a nie chrześcijanin. Uważam, że łaski otrzymałem olbrzymie, bo dużo by się rozpisywać o tym co się działo w moim życiu, a ludzie wydawałoby się z mniejszą ilością przeżyć się nawracają i żyją latami dla Boga, a ja 4 miesięcy nie mogłem wytrzymać - cyrk na kółkach po prostu.

Proszę o modlitwę i może jakieś madre rady, bo w zasadzie to o tyle o ile trzymam się jeszcze palcami jednej ręki, mam wrażenie, że się poddałem.

 Re: Duszę mam w tragicznym stanie
Autor: Katolik (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2025-04-12 20:07

Nie wiem za bardzo co poradzić oprócz tego, by nie porzucać spowiedzi, Komunii (po spowiedzi oczywiście) by nie przestawać się modlić. Jeśli nie czujesz, że kochasz Boga, że nie chcesz wyjść z grzechu, to możesz się modlić o to, żebyś przynajmniej chciał, bo rozumiem, że chcesz chcieć skoro tu piszesz. Polecam nabożeństwo szczególnie do Maryi i Św. Józefa, (ze względu na ich dziewictwo chociażby, a św. Józef jest patronem dobrej śmierci) odmawianie codzienne różańca albo przynajmniej koronki do Miłosierdzia Bożego. Możesz też się zawierzyć Maryi i Św. Józefowi, jeśli chcesz. Nie ma co się poddawać, bo tego szatan chce. Sam fakt że piszesz o tym znaczy że pewnie chcesz by coś się zmieniło.

Nie jestem psychologiem, ale warto też się zastanowić, czy oglądanie pornografii, palenie czy może brać się z jakiś innych problemów życiowych czy psychicznych. Osobiście też byłem uzależniony od pornografii i masturbacji przez długi czas mojego życia, zostałem od tego uwolniony (ale i tak mimo to upadłem po tym) ale wciąż się zmagam z różnymi pokusami, nieczyste myśli się wpychają do głowy itd., to jest jak codzienna walka, jak to śpiewał pewien zespół "Ludzie są po to żeby mogli walczyć" a my mamy walczyć z ciałem, szatanem i światem. Pisałeś, że przez jakiś czas byłeś zaangażowany i wytrzymałeś, i to już jest małe zwycięstwo, to znaczy że się da (oczywiście trzeba złożyć ufność w Bogu a nie w sobie, bo swoimi siłami nic nie możemy bo jesteśmy słabi i grzeszni). Trzeba prosić Boga o uwolnienie i modlić się o czystość, dobrze wyrobić sobie odruch. że gdy przychodzi pokusa odrzuca się ją ze względu na to, że to obraża Boga (nie ze względu na strach przed piekłem ani utratę nieba).

Trzymaj się i nie poddawaj się, bo warto.

 Re: Duszę mam w tragicznym stanie
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-04-13 03:03

Jakub, a czy Ty masz świadomość tego, że Bóg Ciebie kocha i cokolwiek byś zrobił, to On Cię nie przestanie kochać?
Możesz się zapętlać, rozmyślać, kombinować czy i dlaczego iść albo nie iść do spowiedzi, ale pamiętaj, że kiedy ojciec przyjmował syna marnotrawnego, to nie pytał, czy on żałuje, czy nigdy nie zgrzeszy, nie robił wymówek, nie patrzył, że syn przychodzi brudny i śmierdzący... Wybiegł na spotkanie, dał szatę, ba, najlepszą szatę, sandały i pierścień. I cieszył się. A syn być może kiedy już się najadł, to znów poszedł w świat - nie wiemy czy został przy ojcu. Ojciec wiele ryzykował przyjmując syna, ale podjął to ryzyko z miłości.
Bóg czeka na Ciebie. On wie, że możesz znowu upaść. A mimo to chce Cię przytulić, dać nowe życie. Zapewne jeszcze nieraz popełnisz te same grzechy - jakoś tak jest, że chyba większość z nas, jeśli nie wszycy, upada w tych samych miejscach. Ważne, żebyś się podnosił. Na dzień, dwa. Bo wiesz, Bóg kocha, a jednocześnie od nikogo miłości nie wymaga. Tylko jakoś tak się dzieje, że kiedy człowiek tej miłości doświadczy, to chce na nią odpowiedzieć, m. in. poprzez unikanie grzechu, bo grzech zabiera bliskość z kochającym Bogiem.
Mam wrażenie, że Ty chcesz dużo zrobić własnymi siłami zamiast opierać się na Bogu. Piszesz:
"Bo przecież Bóg daje nam łaskę, żeby uciec od grzechu i tego nie robić, więc co to by nie było to bym z Bogiem dał radę, a skoro ja wracam do grzechu to znaczy, że tego postanowienia poprawy nie ma, bo w takim razie odrzucam tę pomoc".
Niby masz rację, tylko ja tu widzę przymus i chęć bycia perfekcyjnym, bezgrzesznym, doskonałym, idealnie walczącym z grzechem. Tylko wiesz co? W centrum chrześcijaństwa stoi Bóg i relacja z Nim, nie grzech. Grzech istnieje, ale Jezus go przybił do krzyża. Umarł i zmartwychwstał po to, żebyś Ty miał życie, żebyś był wolny. Przyjmij Jego miłość i ucz się bycia z Nim. Im bliżej Niego jesteś, tym dalej od grzechu. Zaczynamy teraz Wielki Tydzień, czas, kiedy ofiara i zwycięstwo Jezusa są najbardziej widoczne. Za tydzień będziemy świętować zwycięstwo Jezusa nad śmiercią, grzechem i wszelką ciemnością, czas, kiedy zostaliśmy zalani miłosierdziem Boga. Daj i Ty zanurzyć się w Jego Krwi. Idź do tej spowiedzi i powiedz wszystko, co tu napisałeś, o swoich powrotach do grzechu, o poczuciu przegranej walki, o problemach z postanowieniem poprawy. Ja kiedyś, kiedy po kryzysie wracałam do Boga i regularnych sakramentów, usłyszałam w konfesjonale: "skoro przyszłaś, to znaczy, ze kochasz. Bo ktoś, kto nie kocha, nie przychodzi". Moja miłość nie jest doskonała, jest malutka, ale Bóg ją przyjmuje, bo wie, że na tyle mnie stać.
I pomyśl nad terapią, bo jak już napisał przedmówca, nałogi mogą być konsekwencją jakichś zranień czy głębszych problemów. Warto je przepracować i też w takiej sytuacji warto mieć stałego spowiednika. Wiem, większy wstyd, ale też lepszy ogląd na sprawę.

 Re: Duszę mam w tragicznym stanie
Autor: Maria (---.dynamic-1-kat-k-4-2-0.vectranet.pl)
Data:   2025-04-13 05:34

Posłuchaj mnie. Jak każda inteligentna osoba, jesteś kuszony podwójnie. Tak po prostu jest. Z moich obserwacji wynika, że szatan zawsze dostosowuje swoje pokusy do inteligencji i zdolności poznawczych człowieka. Zobacz, jakie masz rozkminy, jak zło zaimplementowało ci się w myślach i sercu. Sam twój post mówi, że jesteś PEŁEN Bożej łaski. Bóg do Ciebie nawołuje. Nie nachalnie, ale jednak stanowczo :) Jak to Bóg :D Skoro to robi, to oznacza, że autentycznie z Ciebie nie zrezygnował, i jest pewien, że się do Niego zwrócisz. Prędzej czy później. Bóg nie lekceważy tego, że dał nam rozum. On doskonale widzi Twoją gonitwę myśli, autodestrukcję, poczucie winy, zapętlenie. Z twojego posta czytam, że wołasz do Boga: „Nie umiem po Twojemu, a po swojemu już nie chce.” Ja tez byłam na dnie (naprawdę - w każdym znaczeniu tego słowa; wierzę, że byłam o krok od śmierci) i Bóg dosłownie uratował mi zycie. Istnieją ludzie, którzy dzięki Bogu wyszli z prawdziwego szamba. A ten tekst o Angliku na pewno jest zmyślony, i mówi o tym sporo księży. Pamiętaj, że zły duch jest ojcem kłamstwa. Trzymaj się Jezusa, On jest jedyną Prawdą. Tylko On wie, co się z nami dzieje po śmierci. I co zaraz przed. Jeśli nie masz siły/ochoty/przekonania do modlitwy, wypowiadaj tylko imię Jezus. Wyobrażaj sobie jakieś sytuacje z Nim. Na początek to wystarczy i Bóg się tego chwyci ;)

 Re: Duszę mam w tragicznym stanie
Autor: kaktus (---.beskidmedia.pl)
Data:   2025-04-13 11:11

„ Im większy grzesznik, tym ma większe prawa do miłosierdzia Mojego" (Dzienniczek 723).

"Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat" (Dzienniczek 699).

"Niechaj się nie lęka do Mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego" (Dzienniczek 1059).

"Niech pokładają nadzieję w miłosierdziu Moim najwięksi grzesznicy. Oni mają prawo przed innymi do ufności w przepaść miłosierdzia Mojego. Córko Moja, pisz o Moim miłosierdziu dla dusz znękanych. Rozkosz sprawiają Mi dusze, które się odwołują do Mojego miłosierdzia. Takim duszom udzielam łask ponad ich życzenia. Nie mogę karać, chocby był największym grzesznikiem, jeżeli on się odwołuje do Mej litości, ale usprawiedliwiam go w niezgłębionym i niezbadanym miłosierdziu swoim" (Dzienniczek 1146).

"Duszo w ciemnościach pogrążona, nie rozpaczaj, nie wszystko jeszcze stracone, wejdź w rozmowę z Bogiem swoim, który jest miłością i miłosierdziem samym" (Dzienniczek 1486).

"Chocby dusza była jak trup rozkładająca się i chocby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone - nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni" (Dzienniczek 1448).

"Wszelka łaska wypływa z miłosierdzia i ostatnia godzina pełna jest miłosierdzia dla nas. Niech nikt nie wątpi o dobroci Bożej; choćby grzechy jego były jak noc czarna, miłosierdzie Boże mocniejsze jest niż nędza nasza. Jednego trzeba, aby grzesznik uchylił choć trochę drzwi serca swego na promień łaski miłosierdzia Bożego, a resztę już Bóg dopełni" (Dzienniczek 1507).

 Re: Duszę mam w tragicznym stanie
Autor: A2 (---.rogozno.vectranet.pl)
Data:   2025-04-13 12:12

Modlitwa. Pan Bóg wyprowadzi do świętości każdego, kto trwa na modlitwie. Wytrwasz w modlitwie -> zostaniesz świętym. Nie jest ważne, z jakiego poziomu startujesz, ale czy wiernie starasz trwać przy Panu Bogu, i czy powstajesz zaraz po każdym upadku.

 Re: Duszę mam w tragicznym stanie
Autor: Marek Piotrowski (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2025-04-13 12:45

Posłuchaj, co mówi św. Paweł o sobie w natchnionym tekście:

"Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu.
Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę to właśnie czynię.
Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre.
A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech.
Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie.
Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie zło, którego nie chcę.
Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka.
A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło.
Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym.
W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i bierze mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach.
Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?" (Rz 7, 14-24)

I po tym dołującym rozważaniu, stwierdza niespodziewanie:
"Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś – prawu grzechu." (Rz 7,25)

Dobrze, że próbujesz się poprawić - ale nie licz, że nie będziesz upadał.
I nie licz za bardzo na siebie w tej pracy - bardziej na Boga.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: