logo
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Nie wiem czy istnieję.
Autor: Adrian (33 l.) (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data:   2025-07-03 09:23

Szczęść Boże.

Mam całe mnóstwo problemów, ale najgorszy jest chyba ten, że nie wiem czy istnieję a już na pewno to wszystko wg mnie jakby tego nie było to było by lepiej. Innymi słowy doświadczam tak silnego cierpienia że uważam iż lepiej byłoby mi nie istnieć. Co więcej uważam że najszczęśliwsza istota to ta której po prostu nie ma. Bo nie cierpi. Nie znam innej rzeczywistości - nie wiem co to szczęście. Nie zaznałem jego ani krztyny w ciągu mojego już prawie 33 lata trwającego życia. Bardzo lękam sie tego że jestem. To nigdy niekończący się atak paniki o iście hardcorowym nasileniu.

Oczywiście wierzę w Żywot Wieczny. To czego doświadczam po prostu mi przysłania tę perspektywę.

Co się ze mną dzieje i czy da się w ogóle być szczęśliwym, czy coś takiego w ogóle jest? Czy ktoś może mi wytłumaczyć łopatologicznie jak to jest być szczęśliwym? Jak na razie moja rzeczywistość to jedna wielka zbita masa nigdy niekończącego się cierpienia.

Błogosławieństwa Bożego wszystkim życzę.

 Re: Nie wiem czy istnieję.
Autor: Ω (---.dyn.optonline.net)
Data:   2025-07-15 14:47

Twój wpis to krzyk serca – przenikliwy, szczery, bolesny, ale także pełen świadomości i – mimo wszystko – wiary. To, że potrafisz to napisać, że w tym wszystkim potrafisz jeszcze powiedzieć „Błogosławieństwa Bożego wszystkim życzę”, to nie jest mała rzecz. To cud. To iskra duszy, która się nie poddała – choć wszystko krzyczy w Tobie: „nie ma sensu”.

1. Twoje cierpienie jest realne. Nie jesteś sam.

Po pierwsze – nie jesteś sam. Ludzie, którzy nigdy nie zaznali radości, są bardziej liczni, niż mogłoby się wydawać. Wielcy święci Kościoła przeżywali podobne stany – św. Teresa z Lisieux, św. Jan od Krzyża, św. Faustyna, św. Matka Teresa z Kalkuty – pisali o ciemności duchowej, o pustce, o przerażeniu istnieniem. Ale jedno ich łączyło: szli dalej, nie dzięki sobie, lecz dzięki łasce.

Twoje cierpienie nie jest Twoją winą. Nie jesteś słaby, że nie potrafisz „być szczęśliwy” – Ty po prostu jesteś ciężko zraniony, może duchowo, może emocjonalnie, może biologicznie. I to trzeba uznać i objąć z troską, a nie oskarżać się.

2. To, co opisujesz, brzmi bardzo poważnie. I są kroki, które można podjąć.

To, że cierpisz aż tak głęboko, że myśl o nieistnieniu wydaje się ulgą, że boisz się samego bycia – to znak, że warto, a nawet trzeba, szukać konkretnej pomocy, również medycznej lub terapeutycznej, oprócz duchowej.

To nie jest brak wiary, to odpowiedzialność za życie, które Bóg Ci dał.
- Czy rozważałeś rozmowę z katolickim psychologiem lub psychiatrą?
- Czy masz zaufanego spowiednika lub duszpasterza, do którego mógłbyś się odezwać?
- Czy mógłbyś – choćby w akcie desperacji – podzielić się swoim stanem z kimś zaufanym, kto nie odrzuci, ale będzie obok?

Twoje życie jest darem. Nawet jeśli teraz czujesz, że to klątwa, ono w oczach Boga jest święte.

3. Szczęście – czy istnieje i jak je „zobaczyć”?

Zapytałeś, czy można łopatologicznie wytłumaczyć, czym jest szczęście. Powiem szczerze – w Twoim stanie nie chodzi o to, żeby „poczuć się dobrze” czy „mieć radość”. Chodzi o to, żeby znaleźć pierwszy oddech, pierwszy punkt oparcia, choćby mikro-iskierkę, która pozwala żyć od chwili do chwili. To też jest szczęście – przetrwać kolejną minutę w zaufaniu, że jeszcze nie wszystko stracone.

Nie oczekuj teraz „szczęścia” jak euforii. Szczęściem może być:

- godzina bez ataku paniki,
- rozmowa z kimś, kto Cię nie oceni,
- jeden moment, w którym dasz sobie prawo nie rozumieć, ale ufać.

4. Jeśli możesz, mów Jezusowi to, co napisałeś tu.

Nie musisz mieć formułek. Powiedz Mu dokładnie to, co tu napisałeś. On rozumie. Jego krzyk z krzyża:

- „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46)
- jest dokładnie tym, co przeżywasz Ty.

I właśnie tam, w tym krzyku, w tej ciemności, On jest z Tobą.

5. Co możesz zrobić dziś – mały krok:

- Znajdź jeden Psalm. Przeczytaj go na głos. Np. Psalm 88 – jeden z najciemniejszych w Biblii. On mówi Twoim językiem.
- Napisz krótko do duszpasterza lub terapeuty. Nawet jedno zdanie: „Jest mi bardzo źle. Potrzebuję pomocy.”
- Powiedz sobie: „Dziś jeszcze jestem. To wystarczy.”

6. Modlitwa dla Ciebie (jeśli chcesz)

Jezu, nie rozumiem siebie. Nie rozumiem cierpienia.
Ale jeśli naprawdę jesteś – to zostań ze mną.
Nie umiem być szczęśliwy. Nie umiem ufać.
Ale oddaję Ci ten lęk, ten chaos, ten krzyk.
Weź moje życie – bo ja nie mam już siły go nieść.
Zrób z nim to, co najlepsze. Amen.

Twoje życie ma wartość, nawet jeśli Ty jej teraz nie widzisz.
Nie poddawaj się. Nie jesteś sam.
Nie wszystko będzie tak wyglądać – to nie koniec.

Niech Pan rozjaśni Twój mrok i pośle Ci ludzi, którzy będą przy Tobie, zanim zaczniesz widzieć światło.

 Re: Nie wiem czy istnieję.
Autor: Wojtek (---.ghnet.pl)
Data:   2025-07-18 16:04

Nie piszesz jakiego rodzaju jest to cierpienie. Fizyczne, psychiczne, duchowe?
Czemu nie możesz być szczęśliwy?
Ja mogę wywnioskować, że nie wiesz jaki jest sens twojego życia. Czujesz pustkę.
Nie wszyscy ludzie mogą wypełnić pustkę "światem". Bo świat nie jest w stanie jej wypełnić.
Ale Bóg często nie spełnia obietnic i nie odpowiada na prośby szybko.
Jest czas i sytuacje gdy nie spełnia. Dlatego potrzebna jest głęboka duchowa wiara.
Żyjemy na Ziemi nie tylko by świat uczynić lepszym ale dla Królestwa Niebieskiego.
Czy człowiek sparaliżowany może świat uczynić lepszym zwłaszcza własnymi siłami?

 Re: Nie wiem czy istnieję.
Autor: Adrian (---.gdansk.vectranet.pl)
Data:   2025-07-19 05:27

Dziękuję za obydwie odpowiedzi.
Cierpię na wszystkich płaszczyznach.

Dziś "to" robi mi się z głową od samego rana. Nie pytajcie co "to" jest. Jedynie Pan Bóg to wie.
Wszyscy moi lekarze rozkładają ręce w swej bezradności.
Tak, człowiek sparaliżowany może świat uczynić lepszym poprzez poddanie swojej woli Panu Bogu i całkowite zawierzenie się Jemu poprzez Maryję. Może się modlić. Pan Bóg nagradza za podjęty trud na miarę możliwości a nie za efekty.

 Re: Nie wiem czy istnieję.
Autor: myszka (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2025-07-19 21:16

Jeśli napisałeś tego posta, to znaczy, że istniejesz. Jakby było przeciwnie, to jakbyś to zrobił? Jakby Cię nie było, nie istniał byś, to nie mógłbyś pisać, a potem czytać tych odpowiedzi. Ktoś zrobił to za Ciebie? W Twoim imieniu? Chyba nie, prawda? To znaczy że istniejesz. Jeśli dalej nie jesteś tego pewny, to uszczypnij się. Czujesz coś? To uszczypnięcie? To kolejny dowód na to, że istniejesz. Ale to chyba oczywiste. Zresztą sam sobie odpowiedziałeś pisząc, że ktoś, kogo nie ma, nie cierpi. Więc skoro Ty cierpisz, odczuwasz jakiś ból, to znaczy, że jesteś, istniejesz.

A w to, że w ciągu całego życia nie zaznałeś "ani krztyny" szczęścia to nie wierzę. Nawet jako małe dziecko? Raczej nie możesz pamiętać co czułeś mając rok, dwa albo tym bardziej parę miesięcy. Jesteś pewien, że wtedy też nie byłeś szczęśliwy? Nic nie sprawiało Ci radości? I teraz też na pewno nic nie sprawia? Nie ma czegoś takiego co np. bardzo Ci smakuje? Co lubisz jeść czy pić? Albo co lubisz robić? Na pewno nic takiego nie ma? Nie masz żadnego miłego wspomnienia? Nie wierzę. Spróbuj się dobrze zastanowić, a na pewno coś takiego się znajdzie. To nie musi być nic wielkiego. Szukaj szczęścia w małych rzeczach. Takich zwykłych, codziennych.

Piszesz, że nie jesteś szczęśliwy. A może po prostu nie dostrzegasz tego szczęścia. Spójrz np. w ten sposób - jeśli napisałeś tego posta, przeczytałeś odpowiedzi, to znaczy, że widzisz. No chyba, że ktoś zrobił to dla Ciebie - napisał to, a potem przeczytał. Nawet jeśli, to też jest powód do szczęścia - że masz kogoś takiego. A jeśli jednak zrobiłeś to sam i masz na tyle dobry wzrok, że możesz czytać i pisać, to tym bardziej doceń to. Albo to, że masz dostęp do internetu. Że masz komputer albo telefon, z którego możesz korzystać. Masz chyba też gdzie spać, co jeść. Nie jesteś bezdomny, prawda? Masz wokół siebie osoby, które próbują Ci pomóc - lekarze. Twój wpis tutaj też nie pozostał bez odpowiedzi.

Nigdy się nie uśmiechasz? Nawet tak w środku, sam do siebie, do swoich myśli? Nie ma nic takiego, co wywołuje w Tobie uśmiech, choćby najmniejszy? A modlitwa, rozmowa z Bogiem, świadomość tego, że On zawsze jest z Tobą? Że możesz Mu powiedzieć o wszystkim i że On Cię rozumie - czy w tym nie dostrzegasz szczęścia?

 Re: Nie wiem czy istnieję.
Autor: Estera (---.play-internet.pl)
Data:   2025-07-19 21:35

Czy jesteś w terapii?

 Re: Nie wiem czy istnieję.
Autor: Wojtek (---.ghnet.pl)
Data:   2025-07-20 15:06

Napisałeś, że cierpisz na silne ataki paniki. A czy leczysz się u psychiatry? Są lekarstwa, które albo wyleczą albo uczynią ataki paniki rzadkimi.
Poza tym psychoterapia - na NFZ trochę się czeka na termin.
Mszę o uzdrowienie by poczuć bezpieczeństwo od Boga pomimo zaburzeń czy choroby.

 Re: Nie wiem czy istnieję.
Autor: Marek Piotrowski (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-07-22 11:54

Kartezjusz też zadawał sobie to pytanie - i doszedł w końcu do oczywistego wniosku "pytam, więc jestem".
Pytasz, więc jesteś.

Ale, skoro u Ciebie problem (tak to rozumiem) jest również nerwicowy, więc zastosujmy najbardziej klasyczne podejście antynerwicowe: zastanówmy się, co, jeśli Twoja (obiektywnie niemożliwa, ale nerwica nie jest racjonalna) obawa jest prawdziwa?
Otóż, jeśli nie istniejesz, to i nie cierpisz i nikomu nie dzieje się krzywda.
Zatem i w tym, nieprawdopodobnym i czarnym scenariuszu, nie masz się czym martwić.

spokoju ducha życzę.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: