Autor: Herbert (---.5.235.117.ipv4.supernova.orange.pl)
Data: 2025-08-05 12:21
Moje małżeństwo się rozpadło... Żona po raz pierwszy zdradziła mnie w październiku 2020 roku. Jeden raz, ponieważ kochanek chciał ją jedynie zaliczyć i potem nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Wybaczyłem jej, a ona żałowała, a przynajmniej tak się wydawało.
W zeszłym roku jednak sprawa okazała się znacznie poważniejsza. Na początek, jakoś niedługo po Wielkiej Nocy stwierdziła, że już nie wierzy i nie będzie chodzić do kościoła. OK, rozumiem, nic na siłę. Zaakceptowałem to, chociaż z wielkim bólem i długo oraz często modliłem się o jej nawrócenie. Niestety, w lipcu zakomunikowała mi, że właściwie to nic nas nie łączy, a ona wybiera się sama na wakacje do Maroka. Dlaczego właśnie tam? Otóż kilka lat wcześniej, poprzez Instagram, poznała pewnego Marokańczyła - 10 lat młodszego od niej i stwierdziła, że się w nim zakochała. Poleciała tam, zdradzała mnie z nim, a po powrocie przez ok. pół roku starała się ściągnąć go do Polski. Szczęśliwie (albo i nieszczęśliwie ;)) sytuacja polityczna sprawiła, że nie dano mu wizy i nie zezwolono na przyjazd do naszego kraju. Niedługo po Nowym Roku żona (tak, ona!) złożyła pozew rozwodowy. Związek cywilny został ostatecznie rozwiązany 11 czerwca tego roku. Z jednej strony nie starałem się o orzeczenie winy (chociaż miałem dowody na jej fizyczną i emocjonalną zdradę), a z drugiej strony nie chciałem jej zatrzymywać na siłę, bo nie widziałem sensu w powstrzymywaniu rozwodu. Chociaż cały czas pragnąłem to naprawić.
Oczywiście wg mojej żony rozpadowi związku jestem winien ja: bo nie byłem dość zaangażowany i uczuciowy, bo nie spełniałem jej pragnień, bo zbyt mało się starałem... Być może część zarzutów była prawdziwa, ale na pewno spora ich część mocno przesadzona. Aktualnie, po ludzku nie widzę szans na ponowne zejście ze względu na jej postawę: nie widzi swoich win, wszystkim obarcza mnie. Oczywiście: wszyscy popełniamy błędy, ale mogą być one większe i mniejsze. Nigdy jej nie zdradziłem, nawet nie próbowałem. Także już po rozstaniu i rozwodzie. Starałem się zapewnić jej wszystko, niczego nie brakowało ani jej, ani dzieciom.
Jesteśmy małżeństwem od 2011 roku, mamy dwójkę dzieci. Zrobiłbym bardzo wiele dla ratowania małżeństwa, ale sam nie umiem. Myślałem o złożeniu wniosku o stwierdzenie nieważności małżeństwa, zastanawiam się także nad pójściem na spotkanie wspólnoty Sychar... W pierwszej sprawie konsultowałem się nawet z adwokatem kościelnym, która stwierdziła, na podstawie mojego opisu, narcyzm u mojej żony. Przyznaję, że życie z nią też nie było łatwe (ale z kim tak naprawdę jest?;)), ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, aby ją zostawić.
Po co to wszystko piszę? Przede wszystkim proszę o modlitwę, za mnie, moją rodzinę, moją żonę. A także o światło Ducha Świętego dla mnie, abym podjął dobrą i mądrą decyzję.
|
|