Autor: kobieta porzucona (---.146.28.29.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data: 2025-08-06 10:42
Moje małżeństwo doprowadziło mnie do zupełnej utraty wiary. Dziś oceniam, że moje małżeństwo było zawarte nieważnie, gdyż pod wpływem rodziny z powodu mojego bycia w ciąży (23 lata). Oczywiście kochałam mojego męża, ale to nie jest jeszcze powód brania ślubu szczególnie gdy druga strona nie chce! On mówił, że nie chce, tylko się chciał mną zabawić. Jednak pod wpływem rodziny wzięliśmy ślub a ja się łudziłam, że wszystko się ułoży. To co wtedy przeszłam to istne piekło. Ciągle miałam w głowie, że mój mąż mnie nie kocha do tego szybko doszła przemoc werbalna wobec mnie i psychiczna. Potem było jakby lepiej przez kilka lat a ja nic nie robiłam tylko obsesyjnie myślałam co zrobić żeby uratować naszą rodzinę. Mąż oznajmił, że nie chce mieć więcej dzieci to był kolejny cios bo ja chciałam mieć dzieci. Niekończące się cierpienie psychiczne i upokorzenie. Na dodatek nie mogłam znaleźć pracy i w końcu zaczęłam pić, ale tak żeby umrzeć. Piłam nawet czysty spirytus dzień w dzień. Ale młody organizm jakoś to wytrzymywał. Wszyscy ludzie się ode mnie odwrócili. Po jakimś czasie, od wpływem słuchania nagrań religijnych na youtube zaczęłam odmawiać nowennę pompejańską za naszą rodzinę. Zaszłam w ciąże i uważałam to za wielki cud, przestałam całkowicie pić alkohol, choć ból psychiczny nie zniknął. Urodziłam córeczkę zdrową, ale krótko potem okazało się że mąż spakował się i powiedział, że odchodzi. Poczułam ból ale i ulgę, że kończy się ta beznadziejna walka o coś co nigdy nie istniało - czyli jego miłość. Potem dowiedziałam się, że wziął z pracy całą odprawę za mnie i dzieci i kupił sobie za te pieniądze dom a my zostaliśmy bez dachu nad głową. Musiałam z dziećmi iść mieszkać do rodziców i szukać pracy. Udało mi się w końcu znaleźć zarobek, co prawda niskopłatny, ale jednak. Mimo to moje cierpienie nadal niema końca. Ciągle mam myśli samobójcze. Jest mi tak ciężko żyć samej, wychowywać dzieci, gdy widzę jak inni sobie żyją szczęśliwie a moje życie to pasmo ciągłego cierpienia. Z ludzi żyjących obok nikt mi nie pomógł, nawet w znalezieniu pracy czy czymkolwiek. Żadnej pomocy i to mają być wierzący ludzie. Każdy myśli tylko o sobie. Może jakbym wcześniej znalazła pracę wszystko potoczyłoby się inaczej, jednak mimo starań nie udało się. Mam zniszczoną psychikę przez tyle lat, już nigdy nikomu nie zaufam. Nawet nie staram się o rozwód ani o nic bo nie mam na to siły. Ile jeden człowiek może unieść. Już mi się nawet nie chce chodzić do kościoła. Nie czuję żadnej ulgi ani niczego przez modlitwę, czasem mam wrażenie, że mówię do ściany. Ja już naprawdę nie wiem czego Bóg ode mnie jeszcze chce.
|
|