Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data: 2025-11-03 02:47
"nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić, żeby być atrakcyjnym, skoro dobra pozycja materialna, jakiś sukces zawodowy i wykształcenie to zbyt mało, żeby zainteresować dziewczynę"
Spójrz na to od drugiej strony: kasa, wygląd i wykształcenie to dokładnie to, czego szukasz w związku, czego oczekujesz, co ci wystarczy?
"Czyli innymi słowy ja jestem tym złym i ja jestem absolutnie wszystkiemu winny"
Częściowo tu jest odpowiedź na Twoje problemy. Taka reakcja świadczy o nieumiejętności radzenia sobie z emocjami. Odpowiadając w ten sposób na konflikt, stajesz na przegranej pozycji w oczach dojrzałej osoby. Warto popracować nad umiejętnością komunikacji i nad sposobami radzenia sobie z negatywnymi uczuciami, bo myślę, że to nie jest jedyna tego typu sytuacja.
"Bo prostu zakładałem, że osoby które idą na takie wydarzenie nie będą z góry niechętne do poznawania innych osób."
Ale te dziewczyny były niechętne do poznawania innych czy do rozmowy z Tobą?
"Zresztą na kazaniu na mszy przed tym wydarzeniem ksiądz apelował do dziewczyn, żeby nie odrzucały od razu facetów, którzy tylko próbują je zagadać lub poprosić do tańca"
No i? To nie był rozkaz, zresztą nie mógł nim być. Dorosła osoba, a zakładam, że takie tam były, sama decyduje o tym, z kim będzie rozmawiać i tańczyć.
"młode osoby w kościele to rzadkość, a dziewczyny to już w szczególności"
Tak, zapewne dlatego większość osób we wspólnotach to dziewczyny - same niewierzące i niechodzące do kościoła tam przychodzą.
"No i mam po prostu wrażenie, że tych młodych katolików to już wiele w Polsce nie zostało"
O, wreszcie coś z sensem: masz wrażenie. I całe szczęście, że to tylko Twoje wrażenie.
"Skoro Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi, to dlaczego nie może dać mi szansy na poznanie kogoś, kto przynajmniej dałby mi szansę."
Szczęście chrześcijanina wynika przede wszystkim z relacji z Bogiem.
Jeśli chcesz do tego "uzyskania" szczęścia zatrudnić drugą osobę, to zwyczajnie ją wykorzystujesz, traktujesz przedmiotowo. Nie tędy droga: najpierw porządek ze sobą, z relacją z Bogiem i innymi, a potem szukanie żony. W przeciwnym wypadku ten związek nie będzie szczęśliwy, bo będzie oparty na iluzji i wzajemnym wiszeniu na sobie. „miłość to patrzenie w tym samym kierunku”, nie patrzenie na siebie i oczekiwanie, że druga osoba zaspokoi moje braki. Spojler: nie zaspokoi.
"Przyznam szczerze, że mam mało przyjaciół. (...) miałem w życiu dość nieprzyjemne doświadczenie, (...), które sprawiło, że praktycznie całkowicie straciłem wiarę w ludzi i mam ogromne problemy z zaufaniem."
tu może leżeć pies pogrzebany. To przykre, że Cię takie doświadczenia spotkały, ale jeśli to ciągle w Tobie siedzi, to trzeba to przerobić, uzdrowić, wybaczyć, np. na terapii, jeśli sam nie dajesz rady. Od strony psychologii może to być tzw. unikowy styl przywiązania, który rzeczywiście powoduje duże trudności w relacjach. Może być tak, że sam może nieświadomie tworzysz dystans i unikasz znajomości, mimo że jej chcesz. Dobra wiadomość jest taka, że da się nad tym pracować. Dojrzałość polega m. in. na tym, że przeszłość zostawiamy za sobą i uczymy się reagować i działać z pozycji dorosłej osoby.
"Dlatego mam tylko kilku bliskich przyjaciół, którym ufam. I są to faceci."
To może być oznaka kolejnego przyczyna niepowodzeń: być może nie potrafisz rozmawiać z kobietami i dlatego je zniechęcasz.
"Nawet po tym wszystkim chciałem po prostu dokonać apostazji i zerwać z Kościołem, i szczerze mówiąc nie wiem, czemu wciąż w nim jestem.
No właśnie. Zastanów się, dlaczego ciągle trwasz, co cię trzyma w Kościele? Jak wygląda Twoja relacja z Bogiem, czy jest Ci bliski, czy wiesz w swoim sercu, że On Cię kocha i jesteś Jego umiłowanym dzieckiem,czy raczej jest oparta na nakazach, powinnościach, lęku? Czy korzystasz z sakramentów, modlisz się, czytasz Biblię, budujesz z nim relację?
"Może mój błąd polega na tym, że zakładam że Bóg się tym interesuje, podczas gdy w rzeczywistości ma mnie gdzieś i nie obchodzi go co się dzieje w moim życiu"
Ojoj, Bóg ma Cię gdzieś, bo odpowiada na Twoje modlitwy inaczej niż byś chciał?
To dosyć powszechna teza u osób, które chcą, żeby było po ichniemu, nie po Bożemu i które uważają, że lepiej niż Bóg wiedzą, co dla nich dobre.
Chciałabym zauważyć, że:
1. Bóg nie jest od dostosowywania się do nas. On wie lepiej, patrzy szerzej.
2. Dostałeś od nas dużo uwag, rad, przemyśleń i na wszystko jesteś na "nie". Tymczasem wierze, że przynajmniej niektóre z nich, jeśli nie wszystkie, to Jego odpowiedź dla Ciebie. Może Ty Go po prostu nie potrafisz słuchać, czy to bezpośrednio, czy Jego sług, którymi my tu na forum jesteśmy.
3. Czy potrafisz zauważyć to, co Bóg Ci codziennie daje i dziękować za to, czy też widzisz tylko to, czego ci brakuje? Wdzięczność otwiera oczy i serce, więc zalecam codziennie podziękować Bogu co najmniej za 3 dary z danego dnia, nawet jeśli to będą drobiazgi typu ktoś mnie przepuścił przy wyjeździe z parkingu czy w piekarni wieczorem był mój ulubiony chlebek.
|
|