logo
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Jan (26 l.) (159.26.110.---)
Data:   2025-09-19 18:02

Dzień dobry,
Przyznam, że waham się z pisaniem o moim problemie, może jest strasznie głupi i błahy, ale może ktoś będzie w stanie mi jakoś pomóc lub chociaż pocieszyć.
Mam 26 lat i mam coraz większe wrażenie, które zaczyna już graniczyć z pewnością, że nigdy nie będzie mi dane znaleźć kobiety, która chciałaby się ze mną ożenić. I naprawdę nie wiem, co robię źle i co jest ze mną nie tak. Skończyłem studia, mam dobrą i prestiżową pracę oraz zarabiam sporo pieniędzy. Na pewno nie jestem bardzo przystojny, ale tragedii chyba też nie ma. Staram się dbać o ubiór, wygląd i zdrowie. Naprawdę staram się też najlepiej jak umiem żyć w zgodzie z nauczaniem Kościoła. I nigdy żadna katoliczka nie była mną chociaż trochę zainteresowana.
Zawsze było tak, że jak jakaś mi się spodobała, to albo już miała chłopaka, albo w ogóle wyśmiewała myśl, że mógłbym być jej chłopakiem. A nigdy nie było tak, że się jakiekolwiek podobałem.
Byłem na kilku spotkaniach dla singli, organizowanych przez Kościół, ale żadna z dziewczyn nie próbowała nawet udawać zainteresowania moją osobą i nie podejmowały żadnej rozmowy.
Przyznam, że czuję się coraz bardziej przygnębiony, bo mam wrażenie, że przez wiele lat robiłem to, co Kościół radził żeby robić, aby być dobrym katolikiem i kandydatem na męża. Ale jak przyszło co do czego, to nikt nie jest mną zainteresowany. Co więcej wielu moich znajomych, którzy odeszli od Kościoła i nie próbują żyć zgodnie z jego zasadami, poznajdywało dziewczyny lub chłopaków, są szczęśliwi i wszystko im wychodzi.
Cały czas modlę się do Boga, ale mam wrażenie, że mnie nie chce wysłuchać i bawi go moje nieszczęście. I żeby nie było, wcale nie oczekuję, że dziewczyna zleci mi z nieba, ale modlę się, żebym chociaż miał raz szansę spotkać kobietę, która nie jest "zajęta" i przynajmniej dałaby mi szansę. I nie rozumiem, co jest złego w tej modlitwie, ja wcale nie chcę, żeby Bóg mnie wyręczył ze wszystkim, ale dał mi chociaż szansę na poznanie kogoś.
Przepraszam, za chaotyczny post i że piszę z tak głupim problemem, ale ostatnimi czasy zaczynem się przez to czuć coraz bardziej przygnębiony i tracić wiarę, że Bóg chce dla mnie dobrze.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-10-20 21:40

Problem nie jest głupi, Janie. I nie przepraszaj "za to, że żyjesz".

"Cały czas modlę się do Boga, ale mam wrażenie, że mnie nie chce wysłuchać i bawi go moje nieszczęście" - kiedy to przeczytałam, uderzyło mnie ogromne podobieństwo do trwającego jeszcze wątku "Boga chyba bawi moje nieszczęście". Niby inny temat, długi a nie poszukiwanie żony. Ale wrażenia osoby piszącej, obraz Pana Boga i przypisywane Mu intencje bardzo, bardzo podobne. Inny problem szczegółowy, bliźniaczy ogólny mechanizm.
Proponuję, żebyś się z tamtym wątkiem uwaznie zapoznał i wydobył to, co do Ciebie pasuje - także rady i wyjaśnienia, które mogą działać na zasadzie analogii.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-10-24 19:28

Z mojego punktu widzenia: fajnie, jeśli chłopak skończył studia, dobrze zarabia, dba o siebie, żyje zgodnie z nauczaniem Kościoła. Tylko do zbudowania związku to nie wystarczy. Nie da się ciągle rozmawiać o tych sprawach, niekoniecznie pomogą one w rodzinie, w codziennych problemach. Warto porozmawiać z kimś zaufanym o tym, dlaczego dziewczyny nie widzą w Tobie kandydata na chłopaka - na 99% nie chodzi o urodę - choćby z tymi dziewczynami.

"żadna z dziewczyn nie próbowała nawet udawać zainteresowania moją osobą i nie podejmowały żadnej rozmowy." - a co stało na przeszkodzie, żebyś to Ty podjął rozmowę?

"Co więcej wielu moich znajomych, którzy odeszli od Kościoła i nie próbują żyć zgodnie z jego zasadami, poznajdywało dziewczyny lub chłopaków"- sugerujesz, że powodem znalezienie partnera było odejście od Kościoła?

Problem nie jest głupi. Ale jeśli uważasz, że bez dziewczyny będziesz nieszczęśliwy albo z tego powodu chodzisz przygnębiony, to masz problem dodatkowy, bo Bóg che, żebyśmy byli szczęśliwi w tym miejscu, w którym aktualnie jesteśmy. Nie jest rolą drugiej osoby uszczęśliwianie nas. Wsparcie, obustronne - owszem.
W ogóle czy masz przyjaciół, osoby bliskie, które lubią spędzać z Tobą czas?

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Rrr (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2025-10-26 21:01

Najważniejsze jest ostatni akapit Estery - to normalne że chcemy kochać i być kochanymi przez innych, ale przede wszystkim musimy czuć się dobrze sami ze sobą, a nie szukać na siłę kogoś żeby nas "uszczesliwil", bo druga osoba tego nie jest w stanie zrobić...

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Jan (---.31.46.5.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-10-30 15:28

Naprawdę dziękuję za odpowiedź. Ale przyznam szczerze, że nadal nie umiem pozbyć się wątpliwości.

"Z mojego punktu widzenia: fajnie, jeśli chłopak skończył studia, dobrze zarabia, dba o siebie, żyje zgodnie z nauczaniem Kościoła. Tylko do zbudowania związku to nie wystarczy."

Rozumiem ten punkt widzenia, ale w takim razie to ja już naprawdę nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić, żeby być atrakcyjnym, skoro dobra pozycja materialna, jakiś sukces zawodowy i wykształcenie to zbyt mało, żeby zainteresować dziewczynę. Rozumiem, że same pieniądze to nie wszystko, ale to też nie jest tak, że nie mam żadnych zainteresowań i nie robię nic poza pracą.

"a co stało na przeszkodzie, żebyś to Ty podjął rozmowę?"

Może tutaj nieprecyzyjnie się wyraziłem, ale to właśnie ja podchodziłem i próbowałem nawiązać rozmowę. I żadna z dziewczyn nie wydawała się nawet zainteresowana tym small-talkiem. I oczywiście, wiem że żadna dziewczyna nie ma obowiązki mnie lubić, ale myślałem że na dniu dla singli, gdzie ludzie specjalnie przychodzą, żeby poznać potencjalnych kandydatów na męża czy żonę, będą bardziej otwarte.

"Sugerujesz, że powodem znalezienie partnera było odejście od Kościoła?"

Niestety takie mam wrażenie. Po pierwsze trzeba jasno powiedzieć, że młode osoby w kościele to rzadkość, a dziewczyny to już w szczególności. Poza tym wiem, że wiele osób bardzo podejrzanie patrzy na czekanie z seksem do ślubu. Dla mnie to jest ważne, ale wiele dziewczyn uważa, że jeżeli chłopak nie chce tego robić, to na pewno ma coś do ukrycia, typu problemy z niepłodnością lub chorobę weneryczna. No i mam po prostu wrażenie, że tych młodych katolików to już wiele w Polsce nie zostało.

"Ale jeśli uważasz, że bez dziewczyny będziesz nieszczęśliwy albo z tego powodu chodzisz przygnębiony, to masz problem dodatkowy, bo Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi w tym miejscu, w którym aktualnie jesteśmy."

Przepraszam, ale tego właśnie nie do końca to rozumiem. Skoro Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi, to dlaczego nie może dać mi szansy na poznanie kogoś, kto przynajmniej dałby mi szansę. I wcale nie chodzi mi o to, że chcę aby dziewczyna spadła mi z nieba a ja nie musiał nic robić. Ale nigdy nie udało mi się poznać nikogo, kto byłby mną zainteresowany. Pewnie, kilka dziewczyn przymilało się do mnie, gdy mogłem im w czymś pomóc, ale gdy tylko przestawałem być użyteczny, to jakakolwiek znajomość się kończyła.

"W ogóle czy masz przyjaciół, osoby bliskie, które lubią spędzać z Tobą czas?"

Przyznam szczerze, że mam mało przyjaciół. Przepraszam, że nie wejdę tutaj w szczegóły, bo to jest dla mnie dość trudna i prywatna sprawa, ale miałem w życiu dość nieprzyjemne doświadczenie, zresztą związane z Kościołem i księżmi, które sprawiło, że praktycznie całkowicie straciłem wiarę w ludzi i mam ogromne problemy z zaufaniem. Dlatego mam tylko kilku bliskich przyjaciół, którym ufam. I są to faceci. Nawet po tym wszystkim chciałem po prostu dokonać apostazji i zerwać z Kościołem, i szczerze mówiąc nie wiem, czemu wciąż w nim jestem.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-10-30 23:04

1. Wiele dziewczyn uważa...
"Dla mnie to jest ważne, ale wiele dziewczyn uważa, że jeżeli chłopak nie chce tego robić, to na pewno ma coś do ukrycia, typu problemy z niepłodnością lub chorobę weneryczna. Dla mnie to jest ważne, ale wiele dziewczyn uważa, że jeżeli chłopak nie chce tego robić, to na pewno ma coś do ukrycia, typu problemy z niepłodnością lub chorobę weneryczna".

Zaciekawiło mnie to. Skąd wiesz, że wiele dziewczyn tak myśli? Są jakieś badania? A może to tylko Twoje przypuszczenie?

2. Bardziej otwarte...
"myślałem że na dniu dla singli, gdzie ludzie specjalnie przychodzą, żeby poznać potencjalnych kandydatów na męża czy żonę, będą bardziej otwarte".

Zgoda, myślałeś. Ale po pierwsze, nie wiem, jaką miarą chcesz mierzyć "bardziej otwarte" (gotowością do rozmowy z dowolnym facetem? z każdym na horyzoncie? z każdym na tym spotkaniu? bo po to przyszły? no niekoniecznie).
Poza tym, może akurat dane osoby są singlami, bo mają problem z otwartością. Może dopiero mają szanse się czegoś nauczyć, w towarzystwie (akurat wybranym wg klucza wyznaniowego), a Ty już jesteś zawiedziony, bo nie sprostały Twoim oczekiwaniom...

Moim zdaniem takie spotkania nie muszą być wymianą gotowych, przygotowanych, świetnych ofert. Może są początkiem trudnej, żmudnej drogi. Ktoś uczy się otwierać, ktoś uczy się ufać...
A masz gotowość na taką drogę? Na długotrwały wysiłek?
Same dorywcze spotkania takiej drogi nie tworzą.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: orelka (---.merinet.pl)
Data:   2025-10-30 23:40

"myślałem że na dniu dla singli, gdzie ludzie specjalnie przychodzą, żeby poznać potencjalnych kandydatów na męża czy żonę, będą bardziej otwarte"

Jako była uczestniczka takich spotkań powiem tak - bywa - niestety - różnie. Na takich spotkaniach można spotkać naprawdę sympatycznych i ciekawych ludzi, ale jest też sporo osób, które teoretycznie chcą kogoś znaleźć, ale chyba tak nie do końca.
Ja akurat na takim spotkaniu poznałąm swojego męża, ale w sumie znajomość nawiązała się nie na spotkaniu tylko na wycieczce organizowanej przez niego.

I tu przechodzę do rady - jeśli masz mało znajomych, jeśli mało nowych osób poznajesz, to prawdopodobieństwo, że spotkasz kandydatkę na żonę jest niestety nikłe. Warto zacząć od bywania w miejscach, gdzie można poznać nowych ludzi. Spotkania dla singli są jednym z takich miejsc, ale jak widać niekoniecznie najlepszym (ale też warto, bo nigdy nie wiadomo).
Warto jednak poszerzyć swoje poszukiwania o wycieczki krajoznawcze, kółka zainteresowań, imprezy tematyczne - wszędzie tam można poznać ludzi, którzy mają jakieś zainteresowania (to zawsze jest ciekawe), może wspólne, a może można odkryć coś nowego i tam również poznaje się ludzi bez presji, że to musi być kandydatka na żonę. Nawet facetów warto poznawać - może któryś ma siostrę, kuzynkę, znajomą.
Trzeba się przełamywać, próbować i nie szukać od razu żony, tylko najpierw fajnych nowych znajomych. Jest szansa, że żona znajdzie się wtedy przy okazji. Ale trzeba szukać i się otwierać na innych ludzi.

I taka moja mała obserwacja - za czasów bycia singielką często jeździłam na weekendowe wycieczki z różnymi klubami turystycznymi. To były bardzo fajne wyjazdy i byli na nich naprawdę sympatyczni ludzie - otwarci, chętni na nowe znajomości i nowe przygody (w końcu wyjeżdżali w weekend na wycieczkę, a nie siedzieli w domu i przeglądali telefon). Na żadnym z tych wyjazdów organizatorzy nie przewidywali Mszy świętej. I zawsze się okazywało, że jest dobrych kilka osób, które na Mszę chcą iść. I w ten sposób bardzo łatwo można się było zorientować, kto z uczestników jest katolikiem i to na tyle zaangażowanym, żeby podejmować trud znalezienia na wyjeździe (a program był dość intensywny) czasu na Mszę świętą.

I pamiętaj - że dany mężczyzna nie znajdzie żony można powiedzieć dopiero wtedy, kiedy się go pochowa ;)
Mój mąż też długo szukał. Był sporo starszy od Ciebie gdy w końcu znalazł.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Jan (---.31.46.5.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-10-31 00:52

Zaciekawiło mnie to. Skąd wiesz, że wiele dziewczyn tak myśli? Są jakieś badania? A może to tylko Twoje przypuszczenie?

Oczywiście, nie ma na ten temat badań, zresztą nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł nawet takie przeprowadzić. Ale w szkole, na studiach czy w pracy poznałem różne osoby, w akademiku rozmawiało się na wiele tematów i stąd wiem, że jest duża liczba dziewczyn, które tak właśnie myślą. Wiadomo że moje doświadczenie nie jest dowodem, ale takie osoby spotykałem na swojej drodze. W ten sposób dowiedziałem się też, że wiele pozornie bardzo wierzących katolików ma do tych spraw bardzo liberalne podejście, szczególnie gdy znajdą się poza czujnym okiem rodziców. Ale jak mówię, to jest po prostu moje doświadczenie, może po prostu miałem pecha, że trafiałem na takie osoby.

Zgoda, myślałeś. Ale po pierwsze, nie wiem, jaką miarą chcesz mierzyć "bardziej otwarte" (gotowością do rozmowy z dowolnym facetem? z każdym na horyzoncie? z każdym na tym spotkaniu? bo po to przyszły? no niekoniecznie).
Poza tym, może akurat dane osoby są singlami, bo mają problem z otwartością. Może dopiero mają szanse się czegoś nauczyć, w towarzystwie (akurat wybranym wg klucza wyznaniowego), a Ty już jesteś zawiedziony, bo nie sprostały Twoim oczekiwaniom...

Z całym szacunkiem, może źle odczytuję Twoje intencje, bo przy pisaniu często można to źle zinterpretować, ale mam wrażenie jakbyś twierdziła, że zrobiłem coś złego, że poszedłem na dzień singla z intencją poznania jakieś dziewczyny. Oczywiście, nie oczekiwałem, że po pierwszym spotkaniu od razu będą oświadczyny i wiem, że to wymaga czasu. Ale jeżeli już przy pierwszej rozmowie i chęci poznania dziewczyna nie wyraża żadnego zainteresowania, a czasami wręcz niechęć i wrogość, że próbuję to niej zagadać, to naprawdę nie wiem, jak mógłbym próbować to kontynuować. Przez "bardziej otwarte" miałem na myśli osoby, które przez fakt że idą na takie wydarzenie, nie będą z góry odrzucały rozmówcy i traktowały go z pogardą

I tu przechodzę do rady - jeśli masz mało znajomych, jeśli mało nowych osób poznajesz, to prawdopodobieństwo, że spotkasz kandydatkę na żonę jest niestety nikłe. Warto zacząć od bywania w miejscach, gdzie można poznać nowych ludzi.

Dziękuję za tą radę, ale tutaj właśnie widzę problem. Na żadnym etapie dotychczasowego życia (czyli szkoła, studia czy teraz praca) nie poznałem nigdy osoby, który byłaby mną zainteresowana. W najlepszym razie dziewczyny uważały, że jestem fajnym znajomym, ale nie chcą nic więcej. I mnie już po prostu coraz bardziej frustruje, że nigdy nie pojawiła się nawet szansa dla mnie. I stąd też biorą się moje pretensje do Boga, że nie chce dać mi szansy. Zwłaszcza że mam wrażenie, że tutaj chyba ma znaczenie jedynie szczęście, że akurat dwie osoby, które mogą być ze sobą razem, znajdą się w tym samym miejscy i czasie. A jak już mówiłem, żadna dziewczyna nigdy nie była mną zainteresowana, nawet po jakimś zapoznaniu się.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-10-31 16:30

"mam wrażenie jakbyś twierdziła, że zrobiłem coś złego, że poszedłem na dzień singla z intencją poznania jakieś dziewczyny"

"Ale jeżeli już przy pierwszej rozmowie i chęci poznania dziewczyna nie wyraża żadnego zainteresowania, a czasami wręcz niechęć i wrogość, że próbuję to niej zagadać, to naprawdę nie wiem, jak mógłbym próbować to kontynuować. Przez "bardziej otwarte" miałem na myśli osoby, które przez fakt że idą na takie wydarzenie, nie będą z góry odrzucały rozmówcy i traktowały go z pogardą"

A ja mam wrażenie, że jesteś przewrażliwiony na własnym punkcie. I to może być jedną z przyczyn Twoich niepowodzeń. Już przy próbie pierwszych kontaktów dostrzegasz niechęć, wrogość i nawet pogardę. Jesteś pewien, że to właśnie to? Skąd? Nie bierzesz pod uwagę, że ze strony kobiet może to być np. nieśmiałość, nieporęczność, nieumiejętność prowadzenia rozmowy, jakieś wewnętrzne zahamowania?

Intencja poznania kobiety na spotkaniu singli z pewnością złą intencją nie jest. Jestem przekonana, że Hanna nie postawiła Ci takiego zarzutu. A Twoja interpretacja jej wypowiedzi - w moim odczuciu - również wskazuje na Twoje przewrażliwienie.

Spotkanie singli to nie sklep z towarem, w którym kupujesz to, co Tobie wpadnie w oko. To tylko okazja do poznania innych osób, które mają prawo do niezachowywania się wedle Twoich oczekiwań. Zastanów się, czy przypadkiem nie bywasz wobec kobiet, które Ci się podobają, zbyt nachalny? Taka postawa też może zrażać.


"nigdy nie będzie mi dane znaleźć kobiety, która chciałaby się ze mną ożenić"

To akurat dobrze. Ożenek z Tobą (mężczyzną) nie jest dobrym pomysłem. Naprawdę ;)

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-11-02 15:14

Czyli innymi słowy ja jestem tym złym i ja jestem absolutnie wszystkiemu winny. Jak próbuję zagadać do dziewczyny, mimo że ona nie chce, to jestem nachalny. Jak chce szanować, że się mną nie interesuje, to za szybko się zniechęcam i też jestem winny. Cokolwiek bym nie zrobił, to zawsze jest źle.

Żeby wyjaśnić, wcale nie traktowałem dnia singla jak jakiś targ niewolników, gdzie wybieram sobie towar, jak większość to odebrała. Bo prostu zakładałem, że osoby które idą na takie wydarzenie nie będą z góry niechętne do poznawania innych osób. Zresztą na kazaniu na mszy przed tym wydarzeniem ksiądz apelował do dziewczyn, żeby nie odrzucały od razu facetów, którzy tylko próbują je zagadać lub poprosić do tańca.

Zresztą pomijając te dnie singli, to w sumie moje główne pytanie odnosiło się do tego, dlaczego Bóg nigdy nie postawił na mojej drodze dziewczyny, która dałaby mi szansę. Bo za każdym razem albo mnie odrzucała, albo miała chłopaka. Bo wiem, że wiele par spotyka się przez przypadek, zupełnie bez planowania, bo akurat dwie osoby znalazły się we właściwym miejscy we właściwym czasie. Ale jak widać, tylko niektórym osobom to się udaje. Może mój błąd polega na tym, że zakładam że Bóg się tym interesuje, podczas gdy w rzeczywistości ma mnie gdzieś i nie obchodzi go co się dzieje w moim życiu, a wszystko jest wynikiem losowości i przypadku, a nie działaniem Boga.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-11-02 22:59

Janie, nie wiem, dlaczego Bóg nie postawił na Twojej drodze dziewczyny, która dałaby Ci szansę. Ale mogę pogdybać, bazując na Twoich odpowiedziach.

Może dlatego, że chce, żebyś najpierw się zmienił. Bo udany związek, taki długotrwały, nie spada z nieba. A niełatwo go zbudować z człowiekiem, u którego dominuje tzw. ucho drażliwe - tak jak u Ciebie, co coraz wyraźniej rzuca się w oczy. Przypuszczam, że przy pierwszym lub kolejnym konflikcie, który zaistnieje między Tobą a dziewczyną, a może dopiero żoną, zareagujesz podobnie: "Czyli innymi słowy ja jestem tym złym i ja jestem absolutnie wszystkiemu winny. (...) Cokolwiek bym nie zrobił, to zawsze jest źle".
Czy ktoś Ci postawił tutaj właśnie takie zarzuty? Nie. To tylko Twoje przesadne wnioski.

Twoi rozmówcy próbują Cię zachęcić do szerszego spojrzenia na sprawę, do wyjścia poza Twoje utarte myślowe schematy. Spróbuj więc z takim nastawieniem czytać ich rady.

Moją wypowiedź o ewentualnej nachalności odebrałeś w ten sposób: "Jak próbuję zagadać do dziewczyny, mimo że ona nie chce, to jestem nachalny".
Zauważ, proszę, że ja napisałam: "ZASTANÓW się, czy przypadkiem nie bywasz wobec kobiet, które Ci się podobają, zbyt nachalny? Taka postawa też może zrażać".
Z mojej strony jest to tylko zachęta do refleksji. Wcale nie twierdzę, że tak się zachowujesz, ale nie wykluczam, że możesz. Może usiłujesz być pewny siebie, dodając sobie w ten sposób odwagi? Może chcesz ukryć swoje obawy przed porażką? Może wygląda to sztucznie? Może lepiej byś wypadł, zachowując się naturalnie, choć może bardziej nieporadnie?
A może faktycznie uważasz, że należała Ci się uwaga, bo przecież ksiądz apelował do dziewczyn, więc to je obligowało do poświęcenia jej Tobie. Właśnie Tobie. Może myślisz (jako człowiek, który ma za sobą pewne sukcesy), że sukces w życiu osobistym też Ci po prostu przysługuje. A Ty się zmieniać wcale nie musisz. Z Tobą jest przecież wszystko w porządku. (Podkreślam: niczego nie twierdzę, zachęcam Cię do przemyśleń).

"Może mój błąd polega na tym, że zakładam że Bóg się tym interesuje, podczas gdy w rzeczywistości ma mnie gdzieś".

Bóg ma Cię gdzieś? Kolejny "ciekawy" wniosek. Masz zamiar takiego wnioskowania uczyć w przyszłości swoje dzieci? Taką wiarę chcesz im przekazać? Tak będziesz im uzasadniał ewentualne życiowe porażki? I co, Bóg jeszcze ma Ci pomóc w utrwaleniu takiego rozumowania, dając Ci - już teraz - szansę na związek z kobietą? (Możliwe, że u Ciebie na poważny związek wciąż jest za wcześnie). Dlatego proponuję Ci, żebyś najpierw zaczął się starać o zbudowanie lepszej relacji z Bogiem.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-11-02 23:31

1. "zakładam że Bóg się tym interesuje, podczas gdy w rzeczywistości ma mnie gdzieś"

Bóg nie ma Cię gdzieś (co za piękna, pogardliwa poetyka mówienia o Panu Bogu, prawda? Twoja zresztą). Trudno mi natomiast przyjąć, jakoby był On z zasady i zawsze osobą aranżującą małżeństwa.

I o ile jestem przekonana, że Pana Boga bardzo obchodzi to, co w moim życiu, to nie mam pewności, że wszystko i każda osoba, która się pojawia, w dowolnym kontekście, jest stawiana na mojej drodze właśnie przez Boga.

Myślę, że prawdopodobnie mieszasz Boże zainteresowanie Tobą z aranżowaniem Twojego życia. Dla mnie to różne sprawy.

2. "Jak próbuję zagadać do dziewczyny, mimo że ona nie chce, to jestem nachalny."
Jak najbardziej. W takim układzie jesteś nachalny.
Jeżeli z jakiegoś nie chcę z kimś gadać, na dodatek z obcym, a on się wyraźnie narzuca i nie rozumie, że "nie" znaczy "nie", to owszem, w moim odbiorze jest nachalny. Nie szanuje mojego prawa odmowy.

3. "zakładałem, że osoby które idą na takie wydarzenie nie będą z góry niechętne do poznawania innych osób"
Być może nie były generalnie niechętne, ale akurat Ty im nie odpowiadałeś. Z dowolnego powodu (nie wiem, jakiego). I OK, to jest ich wolność.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-11-03 02:47

"nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić, żeby być atrakcyjnym, skoro dobra pozycja materialna, jakiś sukces zawodowy i wykształcenie to zbyt mało, żeby zainteresować dziewczynę"
Spójrz na to od drugiej strony: kasa, wygląd i wykształcenie to dokładnie to, czego szukasz w związku, czego oczekujesz, co ci wystarczy?

"Czyli innymi słowy ja jestem tym złym i ja jestem absolutnie wszystkiemu winny"
Częściowo tu jest odpowiedź na Twoje problemy. Taka reakcja świadczy o nieumiejętności radzenia sobie z emocjami. Odpowiadając w ten sposób na konflikt, stajesz na przegranej pozycji w oczach dojrzałej osoby. Warto popracować nad umiejętnością komunikacji i nad sposobami radzenia sobie z negatywnymi uczuciami, bo myślę, że to nie jest jedyna tego typu sytuacja.

"Bo prostu zakładałem, że osoby które idą na takie wydarzenie nie będą z góry niechętne do poznawania innych osób."
Ale te dziewczyny były niechętne do poznawania innych czy do rozmowy z Tobą?

"Zresztą na kazaniu na mszy przed tym wydarzeniem ksiądz apelował do dziewczyn, żeby nie odrzucały od razu facetów, którzy tylko próbują je zagadać lub poprosić do tańca"
No i? To nie był rozkaz, zresztą nie mógł nim być. Dorosła osoba, a zakładam, że takie tam były, sama decyduje o tym, z kim będzie rozmawiać i tańczyć.

"młode osoby w kościele to rzadkość, a dziewczyny to już w szczególności"
Tak, zapewne dlatego większość osób we wspólnotach to dziewczyny - same niewierzące i niechodzące do kościoła tam przychodzą.

"No i mam po prostu wrażenie, że tych młodych katolików to już wiele w Polsce nie zostało"
O, wreszcie coś z sensem: masz wrażenie. I całe szczęście, że to tylko Twoje wrażenie.

"Skoro Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi, to dlaczego nie może dać mi szansy na poznanie kogoś, kto przynajmniej dałby mi szansę."
Szczęście chrześcijanina wynika przede wszystkim z relacji z Bogiem.
Jeśli chcesz do tego "uzyskania" szczęścia zatrudnić drugą osobę, to zwyczajnie ją wykorzystujesz, traktujesz przedmiotowo. Nie tędy droga: najpierw porządek ze sobą, z relacją z Bogiem i innymi, a potem szukanie żony. W przeciwnym wypadku ten związek nie będzie szczęśliwy, bo będzie oparty na iluzji i wzajemnym wiszeniu na sobie. „miłość to patrzenie w tym samym kierunku”, nie patrzenie na siebie i oczekiwanie, że druga osoba zaspokoi moje braki. Spojler: nie zaspokoi.

"Przyznam szczerze, że mam mało przyjaciół. (...) miałem w życiu dość nieprzyjemne doświadczenie, (...), które sprawiło, że praktycznie całkowicie straciłem wiarę w ludzi i mam ogromne problemy z zaufaniem."

tu może leżeć pies pogrzebany. To przykre, że Cię takie doświadczenia spotkały, ale jeśli to ciągle w Tobie siedzi, to trzeba to przerobić, uzdrowić, wybaczyć, np. na terapii, jeśli sam nie dajesz rady. Od strony psychologii może to być tzw. unikowy styl przywiązania, który rzeczywiście powoduje duże trudności w relacjach. Może być tak, że sam może nieświadomie tworzysz dystans i unikasz znajomości, mimo że jej chcesz. Dobra wiadomość jest taka, że da się nad tym pracować. Dojrzałość polega m. in. na tym, że przeszłość zostawiamy za sobą i uczymy się reagować i działać z pozycji dorosłej osoby.

"Dlatego mam tylko kilku bliskich przyjaciół, którym ufam. I są to faceci."
To może być oznaka kolejnego przyczyna niepowodzeń: być może nie potrafisz rozmawiać z kobietami i dlatego je zniechęcasz.

"Nawet po tym wszystkim chciałem po prostu dokonać apostazji i zerwać z Kościołem, i szczerze mówiąc nie wiem, czemu wciąż w nim jestem.
No właśnie. Zastanów się, dlaczego ciągle trwasz, co cię trzyma w Kościele? Jak wygląda Twoja relacja z Bogiem, czy jest Ci bliski, czy wiesz w swoim sercu, że On Cię kocha i jesteś Jego umiłowanym dzieckiem,czy raczej jest oparta na nakazach, powinnościach, lęku? Czy korzystasz z sakramentów, modlisz się, czytasz Biblię, budujesz z nim relację?

"Może mój błąd polega na tym, że zakładam że Bóg się tym interesuje, podczas gdy w rzeczywistości ma mnie gdzieś i nie obchodzi go co się dzieje w moim życiu"
Ojoj, Bóg ma Cię gdzieś, bo odpowiada na Twoje modlitwy inaczej niż byś chciał?
To dosyć powszechna teza u osób, które chcą, żeby było po ichniemu, nie po Bożemu i które uważają, że lepiej niż Bóg wiedzą, co dla nich dobre.
Chciałabym zauważyć, że:
1. Bóg nie jest od dostosowywania się do nas. On wie lepiej, patrzy szerzej.
2. Dostałeś od nas dużo uwag, rad, przemyśleń i na wszystko jesteś na "nie". Tymczasem wierze, że przynajmniej niektóre z nich, jeśli nie wszystkie, to Jego odpowiedź dla Ciebie. Może Ty Go po prostu nie potrafisz słuchać, czy to bezpośrednio, czy Jego sług, którymi my tu na forum jesteśmy.
3. Czy potrafisz zauważyć to, co Bóg Ci codziennie daje i dziękować za to, czy też widzisz tylko to, czego ci brakuje? Wdzięczność otwiera oczy i serce, więc zalecam codziennie podziękować Bogu co najmniej za 3 dary z danego dnia, nawet jeśli to będą drobiazgi typu ktoś mnie przepuścił przy wyjeździe z parkingu czy w piekarni wieczorem był mój ulubiony chlebek.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: Kasia (---.centertel.pl)
Data:   2025-11-03 21:14

Nikt tu nie wie jak się zachowujesz w sytuacjach damsko-ęskich, więc nie wiadomo co Ci doradzić. Co z tego, że powiem np., że to co odstrasza od części panów to na pewno stwarzanie wrażenia, że on jest taki biedny, nie radzi sobie z dziewczynami, z pracą, w ogóle z niczym, jeśli Ciebie to może zupełnie nie dotyczyć.

Zastanawiasz się dlaczego jesteś w Kościele ale jednak szukasz wierzącej dziewczyny? Może podświadomie wiesz, że Bóg jest dobry, że w Kościele jest sporo dobra. Może chcesz poznawać Boga, Kościół. No ale jeśli tak nie jest, to wiesz... człowiek przychodzący na spotkania dla katolickich singli ma prawo chcieć poznawać ludzi kochających Kościół i chcących w Nim być mimo wszystkich Jego grzechów, wad, błędów.

Mogę Cię pocieszyć - masz dopiero 26 lat i wszystko przed Tobą, wiec się nie poddawaj. Przecież na przykościelnych spotkaniach dla singli jesteś zapewne jednym z młodszych uczestników.

 Re: Boje się, że nigdy nie znajdę żony
Autor: rozterka (---.7.31.25.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-02 19:43

Może trzeba poszukać znajomości np. na jakiś portalach randkowych. Mój brat też skończył studia, miał pracę i też jakoś nie mógł znaleźć dziewczyny mimo, że jest przystojny i wysoki (190 cm) - to tak pół żartem pół serio. Teraz od roku ma żonę a poznał ją właśnie przez internet. Jeśli bardzo Ci zależy na znalezieniu kogoś to warto próbować różnych sposobów. Pan Bóg to nie bankomat, że wrzucasz zamówienie i otrzymujesz. Powiem na swoim przykładzie - w wieku 13 lat codziennie odmawiałam dzień w dzień modlitwę o dobrego męża. I myślałam, że jak już się zakochałam to na pewno ten. Niestety małżeństwo nie udało się, wyszło dużo problemów. Ale przynajmniej zrozumiałam, że jestem chora po latach. I wybaczyłam sobie wiele głupot, które zrobiłam przez chorobę. Wcześniej nie potrafiłam zrozumieć co jest ze mną nie tak. Nie wiem czemu Bóg obdarowuje mnie tak wyszukanymi doświadczeniami ale... widać ma fantazję. Pozdrawiam.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: