Autor: HalinaMR (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data: 2025-12-09 07:23
Szczęść Boże!
Myślę, że jeśli otrzymał Pan wyraźne sygnały, że osoby sobie nie życzą ingerencji w ich sprawy nie trzeba dalej udzielać im rad.
Trzeba za te osoby się modlić. Można w ich intencji przyjmować Komunię św., zamawiać intencje mszalne, ale rozmawiać nie trzeba jeśli sami nie będą pytać co muszą robić - skutek będzie odwrotny od zamierzonego.
Z zamawianiem intencji mszalnych też byłabym ostrożna w redagowaniu intencji. Mam przykre doświadczenie w tej kwestii. Zamówiłam Mszę św. w intencji kobiety z okazji jej imienin. Nasze drogi się rozeszły, byłam z nią w zażyłych relacjach ponad 20 lat. Najpierw poróżniły (właściwie to ona się zbulwersowała) nas poglądy na temat kandydata na prezydenta, potem religii w szkole. Potem jej "odbiło" i kpiła z moich problemów oraz niesprawności publicznie. Nie uważałam za stosowne mówić o tym proboszczowi, u którego zamawiałam intencję mszalną. Skutek był taki, że proboszcz zaczął inaczej się do mnie zwracać. Od tamtej pory jeśli mam potrzebę serca zamówić za kogoś intencję mszalną tak ją redaguję, że tylko Pan Bóg wie o co chodzi.
Podam inny swój przykład: pewien człowiek był przyzwoity, pracował, zajmował odpowiedzialne stanowisko. Po spożyciu alkoholu był niepoczytalny. Przemoc słowna, fizyczna, długi, romanse itp. Własną matkę rzucił o ścianę... Spokojnie, gdy był trzeźwy, mówiłam, że powinien odstawić alkohol zupełnie. Nic to nie dało.
Inny bardzo gorliwy znajomy mnie zaskoczył. Krytykował kapłana, że nie poinformował o odpuście w sąsiedniej miejscowości, bo stracił okazję do ofiarowania odpustu zupełnego za inną osobę żyjącą. Starałam się mu spokojnie wytłumaczyć, że odpust można ofiarować tylko za siebie albo za osobę zmarłą, za żyjącą nie można. Doświadczyłam agresji słownej ...
Pewna znajoma, katoliczka, spotyka się ze znajomymi z sekty świadków Jehowy. Tłumaczyłam jej wiele, ale ona wie lepiej. Momentami zaczyna tak mówić jak jej znajomi. Nie przekreślam człowieka ale rzadko się z nią spotykam.
Ostatnio przeczytałam w jednym z artykułów, że człowiek, który stara się pomagać innym bez proszenia i udziela rad jest zarozumiały.
Ocenę tej opinii pozostawiam innym.
Byłam często - wg tej opinii - zarozumiała. Dzieliłam się swoją wiedzą dla dobra kogoś, kto miał problemy, błądził albo robił coś co szkodziło jego zdrowiu. Nie pamiętam żebym choć raz usłyszała - "dziękuję". Za to agresji doświadczyłam wiele razy.
Dzisiaj, gdy doświadczam smutku bo widzę np., że znajoma w ciężkim grzechu przystępuje do Komunii, zamykam oczy i modlę się.
Współczuję kapłanom. Oni wiedzą i widzą więcej niż ja...
|
|