logo
Sobota, 17 stycznia 2026
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Dociekliwa (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-29 01:19

Zaryzykuję twierdzenie, że Bóg dając człowiekowi wolną wolę stawia go czasem w śmiertelnym niebezpieczeństwie, co niejednokrotnie może skończyć się tragicznie. Zastanawiam się czy właśnie odebranie wolnej woli człowiekowi w pewnych sytuacjach nie byłoby przejawem miłości Boga.

Podam przykład ilustrujący sedno problemu: Przypuśćmy, że pewien młody chłopak stwierdził, że jego życie nie ma sensu i postanowił popełnić samobójstwo skacząc z okna. Jego ojciec wszedł do pokoju w momencie kiedy ten stał na parapecie i przymierzał się do skoku. Kiedy zorientował się co jest grane jak najciszej podbiegł do okna schwycił mocno syna i zdjął go z parapetu, aby go uratować od śmierci.

I teraz tłumaczę analogię: syn w ww. przykładzie to każdy człowiek, który wybiera drogę grzechu śmiertelnego, a ojciec to.... no właśnie, problem polega na tym, że każdy ziemski ojciec odruchowo uratowałby swojego syna widząc, że zamierza popełnić samobójstwo. Nie wyobrażam sobie, że widząc syna stojącego na parapecie myślałby, że to w sumie jego wolna wola i jego wybór, że chce odebrać sobie życie, a z miłości do niego nie będzie ingerował w jego wolne wybory. Niech sobie skacze skoro chce, niech się zabija. Trudno, będzie mu (tj. ojcu) z tego powodu bardzo, bardzo przykro, będzie cierpiał, ale wolna wola syna jest ponad wszystko, jest najważniejsza. Ziemskiego ojca nie obchodziłaby wolna wola syna i chciałby go ratować wbrew niemu, dla ziemskiego ojca nie byłoby ważne czy syn będzie go za tą siłową ingerencję w jego życie kochał czy nie kochał, najważniejsze, że syn by został uratowany. Niestety dla Boga wolna wola człowieka jest najważniejsza, nawet jeśli jej konsekwencją będzie wieczne potępienie. Czy ktokolwiek pomoże mi to zrozumieć?

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Akittm (---.9.150.240.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-29 04:58

A czy odebranie wolnej woli dziecku nie byłoby przejawem miłości lub odebranie jej współmałżonkowi? Zakładając, że odbierający wolę ma większe doświadczenie w życiu i w miłości.

I to nie jest tak, że Pan Bóg kompletnie nic nie robi. A przykład z ojcem - on nie odebrał wolnej woli synowi, więc to chybione porównanie.

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-29 08:43

Chciałbym zwrócić Ci uwagę na dwie sprawy:

1
Nie ma prostej analogii pomiędzy Bogiem a człowiekiem.
Również podana sytuacja nie jest analogiczna.

Ów młody człowiek biorący się za skok z okna nie jest wcale wolny. Popełniający samobójstwo jest zazwyczaj w stanie depresji rozpaczy lub choroby. Nie jest w stanie obiektywnie korzystać ze swojej dobrej woli.

Potępienie odbywa się na mocy sądu - wolnej decyzji człowieka po śmierci - a więc uwolnionego od niedoskonałości postrzegania swojej sytuacji.

2
Warto wyjść od tego czym jest Niebo - bo to pokazuje, dlaczego ingerencja w wolną wolę nie miałaby najmniejszego sensu.
Otóż to, co nazywamy "Niebem" nie jest wiecznymi wakacjami na ciepłej plaży, gdzie aniołowie roznoszą drinki. Nie jest także - jak wyobrażają to sobie Mahometanie - zaspokojeniem wszelkich pragnień zmysłowych.

Niebo to bliska, bezpośrednia i pełna relacja miłosna z Bogiem.
Jak byłaby ona możliwa, gdyby człowiek nie mógł jej wybrać (lub odrzucić!) w sposób wolny?

Podam - także daleką od rzeczywistości, jak wszystkie analogie do Nieba - ale znacznie bliższą od skoku z okna analogię dla potępienia się, opartą na tym, czym jest Niebo.

Przypuśćmy, że kochasz do szaleństwa mężczyznę. Wiesz, że gdybyście byli razem, uszczęśliwiłabyś go.
Jednak... on Ciebie nie chce. Kocha inną.

Załóżmy teraz przez chwilę, że jesteś genialną farmaceutką, która wynalazła substancję, która raz podana ukochanemu, spowoduje "chemicznie", że bezwarunkowo, bezpowrotnie, całkowicie się w Tobie zakocha.

Czy wyrazem miłości byłoby z Twojej strony ukradkowe podanie (np. w herbacie) Twojemu wybrankowi owej substancji? Czy też wyrazem prawdziwej miłości byłoby uszanowanie jego woli (nawet, jeśli uważasz, że z Tobą byłby szczęśliwy, a ta druga go unieszczęśliwi)?

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Mateusz (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2025-12-29 13:55

Przykład z próbą popełnienia samobójstwa - osoby decydujące się na taki krok często mają ograniczoną poczytalność, czy też zdolność pokierowania własnym postępowaniem, jak to się ładnie nazywa w języku prawniczym. W związku z tym, próba uratowania niedoszłego samobójcy jest wyrazem miłości wobec niego, a nie ingerowaniem w wolną wolę. Przykład trafiony jak kulą w płot.

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Estera (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2025-12-29 15:21

Podejmowanie decyzji za kogoś to przeszkoda w jego dojrzewaniu. Dojrzewanie wiąże się z odpowiedzialnością za siebie, z samodzielnością w podejmowaniu decyzji. Robię je czegoś za kogoś nie pomaga w tym.

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Dociekliwa (---.domkorkowy.pl)
Data:   2025-12-29 21:43

Moim zdaniem ojciec ziemski z przykładu odebrał wolną wolę synowi, ponieważ pozbawił go możliwości wyboru i narzucił mu swoją wolę. Nie mówię, że Bóg kompletnie nic nie robi w kwestii ingerencji w nasze życie, oczywiście, że robi, ale – jeśli jest zagrożone nasze życie duchowe, do tego stopnia, ze możemy trafić do piekła – to moim zdaniem interwencja powinna być stanowcza i natychmiastowa, tak jak np. matki, której dziecko chce wybiec na ruchliwą ulicę.

Dlatego użyłam przykładu z samobójcą, który ma zaburzone postrzeganie rzeczywistości, ponieważ uważam, że każdy grzech, a tym bardziej śmiertelny wynika z niepoczytalności duchowej człowieka tj. niepełnego poznania Boga. A czym jest w takim razie poczytalność duchowa (wg. mnie)? To stan, który człowiek osiąga przebywając w Niebie tzn. nadal ma wolną wolę, tak jak na ziemi, ale pomimo tego nigdy nie popełni już żadnego grzechu, ponieważ widzi Boga jako dobro absolutne, bez cienia wątpliwości i w takim kontekście nie istnieje już żadna atrakcyjność grzechu, bo ma pełne poznanie Boga.

Prawdę mówiąc kompletnie nie rozumiem twierdzenia „Potępienie odbywa się na mocy sądu - wolnej decyzji człowieka po śmierci - a więc uwolnionego od niedoskonałości postrzegania swojej sytuacji.” Jeśli człowiek czuje się zanurzony w miłości Boga, stojąc przed Nim po śmierci twarzą w twarz to nie ma opcji, żeby nie chciał, aby ten stan najwyższego szczęścia trwał wiecznie. Po prostu wybór piekła w takiej sytuacji jest nonsensem.

Przykład podany przez Marka o nieodwzajemnionej miłości kobiety do mężczyzny. Już mówię jak bym postąpiła jako „genialna” farmaceutka. 😉 Gdybym naprawdę kochała tego mężczyznę to owszem wrzuciłabym mu ową tabletkę do herbaty, ale z substancją, która sprawi jedynie to, że nie zwiąże się z kobietą, która (gdybym wiedziała to na pewno) go unieszczęśliwi. Nie sprawi, przy tym, że się we mnie zakocha, tylko sprawi, że będzie nadal poszukiwał, aż znajdzie tą, która na 100% go uszczęśliwi i niekoniecznie mogę być to ja, a jego szczęście będzie wtedy moim szczęściem. To moja wersja analogii do opieki Bożej, jakiej bym się spodziewała.

Nie mówię, żeby Bóg nas ubezwłasnowolnił i podejmował za nas wszystkie decyzje, chodzi mi tylko o te decyzje, które byłyby niezbędne, aby nie trafić do piekła.

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-30 09:28

Wybacz, ale deklarując, iż wrzuciłabyś tę substancję do herbaty, mówisz dokładnie coś przeciwnego, niż w ostatniej deklaracji: jesteś za ubezwłasnowolnieniem. Owszem, w "tylko takich decyzjach, które..." ale to na jedno wychodzi.
Masz wizję Boga jako kogoś w rodzaju "Wielkiego Brata".

Nie tak wygląda miłość. Bowiem miłość musi opierać się na szacunku: także szacunku do suwerennych decyzji ukochanej osoby.

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-30 11:52

Właśnie dziś natknąłem się przypadkiem na wpis p. Rafała Balcerskiego
- myślę, że pasuje do wątku. Oto on:

Opowieść wigilijna według Kierkegaarda.
Potężny król zakochał się w skromnej, ubogiej dziewczynie ze wsi. Mógł rozkazać jej przybyć do pałacu i poślubić go, ale dręczyło go pytanie: czy dziewczyna pokochałaby go dla niego samego, czy też uległaby ze strachu, onieśmielona jego władzą i bogactwem, albo skuszona luksusem? Król pragnął prawdziwej, swobodnie odwzajemnionej miłości, a nie wymuszonego posłuszeństwa czy adoracji splendoru.
W związku z tym król podjął radykalną decyzję. Zrzekł się swego tronu, zdjął królewskie szaty i przyjął tożsamość prostego wieśniaka. Wszedł do wioski dziewczyny jako równy jej człowiek, a nie jako władca w przebraniu. Żył wśród ludzi, dzielił ich troski i w końcu zdobył serce dziewczyny jako zwykły mężczyzna. Dopiero gdy go pokochała, ujawnił jej swoją prawdziwą tożsamość, a ona została jego królową.
Dla Kierkegaarda ta opowieść jest alegorią relacji między Bogiem (nieskończonym Królem) a ludzkością (skończoną dziewczyną). Ilustruje ogromną przepaść między boskością a ludzkością, której nie można pokonać przez wyniesienie człowieka do statusu Boga bez zniszczenia ludzkiej wolności.
Rozwiązaniem jest uniżenie się Boga, który "uczynił siebie niczym", przyjmując ludzką postać, aby nawiązać autentyczną relację miłości, a nie wymuszone uwielbienie.
Opowieść podkreśla, że prawdziwa miłość może istnieć tylko między równymi, a jedynym sposobem, aby Bóg mógł stać się równy człowiekowi, było przyjęcie ludzkiej kondycji, w tym słabości i śmiertelności. Prawdziwa miłość "czyni równymi tych, którzy są nierówni".
Kierkegaard używa tej opowieści, by podkreślić, że Bóg pragnie miłości opartej na wolności i wzajemności, a nie na strachu czy podziwie dla potęgi. A wiara jest osobistą, namiętną decyzją i skokiem w nieznane, odpowiedzią na miłość, która ukrywa swoją boskość w ludzkiej formie.

 Re: Czy miłość Boga ma granice wolnej woli?
Autor: Michał (194.9.78.---)
Data:   2025-12-30 18:32

Uderzyło mnie to zdanie:
"Dopiero gdy go pokochała, ujawnił jej swoją prawdziwą tożsamość, a ona została jego królową".

Widzę w nim analogię do J 8,28 gdzie pada między innymi:
"Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM".

Czyli, że pokochawszy Jezusa jako po prostu „równego nam” Człowieka, wywyższywszy Go, On ujawnia nam swoją prawdziwą tożsamość, otrzymujemy poznanie, że ON JEST, że Jest Bogiem.

I wtedy: "a ona została jego królową" - stajemy się chrześcijaninem prawdziwym, dzieckiem Bożym, synem i córką Boga.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: