Autor: Dociekliwa (---.domkorkowy.pl)
Data: 2025-12-29 21:43
Moim zdaniem ojciec ziemski z przykładu odebrał wolną wolę synowi, ponieważ pozbawił go możliwości wyboru i narzucił mu swoją wolę. Nie mówię, że Bóg kompletnie nic nie robi w kwestii ingerencji w nasze życie, oczywiście, że robi, ale – jeśli jest zagrożone nasze życie duchowe, do tego stopnia, ze możemy trafić do piekła – to moim zdaniem interwencja powinna być stanowcza i natychmiastowa, tak jak np. matki, której dziecko chce wybiec na ruchliwą ulicę.
Dlatego użyłam przykładu z samobójcą, który ma zaburzone postrzeganie rzeczywistości, ponieważ uważam, że każdy grzech, a tym bardziej śmiertelny wynika z niepoczytalności duchowej człowieka tj. niepełnego poznania Boga. A czym jest w takim razie poczytalność duchowa (wg. mnie)? To stan, który człowiek osiąga przebywając w Niebie tzn. nadal ma wolną wolę, tak jak na ziemi, ale pomimo tego nigdy nie popełni już żadnego grzechu, ponieważ widzi Boga jako dobro absolutne, bez cienia wątpliwości i w takim kontekście nie istnieje już żadna atrakcyjność grzechu, bo ma pełne poznanie Boga.
Prawdę mówiąc kompletnie nie rozumiem twierdzenia „Potępienie odbywa się na mocy sądu - wolnej decyzji człowieka po śmierci - a więc uwolnionego od niedoskonałości postrzegania swojej sytuacji.” Jeśli człowiek czuje się zanurzony w miłości Boga, stojąc przed Nim po śmierci twarzą w twarz to nie ma opcji, żeby nie chciał, aby ten stan najwyższego szczęścia trwał wiecznie. Po prostu wybór piekła w takiej sytuacji jest nonsensem.
Przykład podany przez Marka o nieodwzajemnionej miłości kobiety do mężczyzny. Już mówię jak bym postąpiła jako „genialna” farmaceutka. 😉 Gdybym naprawdę kochała tego mężczyznę to owszem wrzuciłabym mu ową tabletkę do herbaty, ale z substancją, która sprawi jedynie to, że nie zwiąże się z kobietą, która (gdybym wiedziała to na pewno) go unieszczęśliwi. Nie sprawi, przy tym, że się we mnie zakocha, tylko sprawi, że będzie nadal poszukiwał, aż znajdzie tą, która na 100% go uszczęśliwi i niekoniecznie mogę być to ja, a jego szczęście będzie wtedy moim szczęściem. To moja wersja analogii do opieki Bożej, jakiej bym się spodziewała.
Nie mówię, żeby Bóg nas ubezwłasnowolnił i podejmował za nas wszystkie decyzje, chodzi mi tylko o te decyzje, które byłyby niezbędne, aby nie trafić do piekła.
|
|