Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data: 2026-01-07 22:01
Bóg nikogo nie odrzuca.
Rozumiem Cię, też przechodziłam przez sytuację, gdy w kościele miałam ataki paniki. I wiem, jak trudno potem się przemóc, żeby pójść tam znowu. W najgorszym okresie bywałam tam raz w miesiącu.
Mam nadzieję, że leczysz się i jesteś w terapii.
Podzielę się tym, co mi pomogło i jak sobie inni radzili w podobnych sytuacjach:
- urealnianie się, czyli mówienie sobie, że jest, dajmy na to, 7 stycznia 2026, godzina prawie 22. Jestem w kościele (czy w innym miejscu, jeśli tam też masz ataki lękowe), z przodu jest choinka, przede mną 3 rządy ławek, jest bezpiecznie itd.
- świadome chodzenie tylko na część mszy - w Twoim przypadku możesz świadomie zdecydować, że idziesz tylko na 5 minut
- iść z kimś, przy kim czujesz się bezpiecznie i kto się Tobą zaopiekuje, wyjdzie z kościoła kiedy źle się poczujesz
- wybierać w kościele miejsce, w którym czujesz się lepiej; to może być miejsce przy drzwiach, z boku, pierwsza ławka - to, które Tobie odpowiada
- chodzić na mszę, kiedy jest mało ludzi, może na poranną albo w sobotę wieczorem. Możesz sprawdzić, jak się czujesz na mszy w tygodniu. Jeśli masz taką możliwość, możesz też wybrać bardziej przyjazny kościół (ja mam taki jeden, niestety parafialny, gdzie nie czuję się najlepiej, bo jest wielki i taki emocjonalnie "zimny" i bywa, że specjalnie wybieram inny)
- bądź dla siebie dobra. Zaburzenia lękowe to jednostka chorobowa. Bóg cię widzi i kocha, przytula w tym miejscu, w którym jesteś. Wie, że te 5 minut w kościele to jest wszystko, co możesz w tym momencie dać i przyjmuje to. To jak te wdowie 2 pieniążki - niby mało, ale to wszystko, co miała.
On nie wymaga tego, co jest ponad siły.
"Moi rodzice ciągle mówią mi jak tak można?"
No można - i co poradzisz?
Czy masz obok kogoś, kto Cię wspiera?
Życzę Ci zwycięstwa nad lękiem.
|
|