logo
Sobota, 07 luty 2026
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Spowiednik miał rację, przez to boję się do niego wrócić.
Autor: Paweł (---.dynamic.play.pl)
Data:   2026-02-04 05:28

Witam, od roku nie byłem u spowiedzi, zrodziło się w mojej głowie przekonanie, że pewien ksiądz jest mi "pisany" na spowiednika, że tak sie wszystko składało żebym do niego właśnie chodził. Widział on od razu że coś siedzi w człowieku i można powiedzieć że jest inteligentnym człowiekiem, ale przez to przekonanie nie umiem zebrać się aby iść do spowiedzi do innego księdza, bo wydaje mi się że to nie będzie to, że coś stracę albo nie wypełnię, albo zmarnuję, a do tego księdza o którym piszę nie chcę iść. Miałem problemy w dzieciństwie przez co niektóre zachowania dotykają mnie bardziej wewnętrznie i wprowadzają w stan ucieczki, a ten ksiądz dość stanowczo i bez refleksji dla mnie komentował moje życie miłosne i choć byłem w długim związku traktował go (nie wiedząc o nim praktycznie nic) jakby miał się rozpaść, a ja będąc na studiach miał się skupić tylko na nich i olać ten związek, bo kiedyś znajde sobie inną i on już nie jedną taką "wielką miłość" widział itp itd (choć nie mówiłem mu nic, że miałaby to być ta cała wielka miłość). Rozpadł się on rok później, ale dotknęło mnie raz to że czuję się źle ze sobą, że miał rację, a dwa że boję się jego reakcji na spowiedzi że będzie ona wytknięciem "a nie mówiłem" i poczuję się jedynie gorzej ze sobą, a i tak spowiedź zbrzydła mi wystarczająco bo nie mogę przyznać przed sobą że miał racje, a przynajmniej tak sobie powtarzam bo w środku się bardzo boję. Jest we mnie świadomość, że on niekoniecznie "jest mi pisany" jako spowiednik bo skończyłem na roku życia w lęku, kłamstwie i grzechu, unikaniu spowiedzi i praktycznie zerowym rozwoju w jakąkolwiek dobrą stronę w życiu, ale potrzebuję żeby to lub jakieś względnie obiektywne spojrzenie po prostu przekazało mi do świadomości co mam ze sobą zrobić, bo mam już dość tego stanu i ciągłego ciężaru z tyłu głowy

 Re: Spowiednik miał rację, przez to boję się do niego wrócić.
Autor: Akittm (---.dyn.optonline.net)
Data:   2026-02-04 16:14

Masz szereg czerwonych flag. "Wspaniały ksiądz" przekraczał swoje kompetencje. Tutaj rzeczywistość pokryła się z jego osądem, ale co gdybyś go posłuchał? Prawdopodobnie żałowałbyś, że straciłeś relację. Spowiednik nie ma praw by dyktować Ci z kim masz być w związku. Polecam zgłosić się do psychologa i zaangażować się w jakąś wspólnotę. Próbujesz uciec od odpowiedzialności, ale nie jest dobrym wyborem oddawanie władzy nad swoim życiem komuś. Jesteś świeckim człowiekiem. To Ty sam poniesiesz konsekwencje czyichś rad, jeśli za nimi pójdziesz. Ta relacja ze spowiednikiem ma symptomy uzależnienia; takiego związania które dzieje się, gdy drugi człowieka przekracza znacząco Twoje granice i traktuje cię źle, a Ty na to pozwalasz. Zdecydowanie nie powinieneś wchodzić w relację zależności z takim człowiekiem. Sam zresztą widzisz, jakie owoce (poza odpuszczeniem grzechów) przyniosła ta spowiedź.
I nie szukaj "pisanych spowiedników". Nie traktuj życia, jak romansidła (i nie wzoruj się na "wspaniałych" historiach, gdzie spowiednik/kierownik duchowych był "przeznaczony" przez Boga dla dokonania wielkiego dzieła czy coś w ten deseń). Przed każdą spowiedzią pomódl się o dobrą spowiedź i dobrego spowiednika na czas tej spowiedzi. Twoja relacja z Bogiem jest ważniejsza. I patrz na owoce: czy w Twoim życiu i relacji z Bogiem, ze sobą, z ludźmi, poprawia się?

 Re: Spowiednik miał rację, przez to boję się do niego wrócić.
Autor: odpowiedź (---.5.199.56.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2026-02-04 16:25

Z jednej strony bardzo tęsknisz za wolnością (ten „ciężar z tyłu głowy”), a z drugiej strony jesteś sparaliżowany przez lęk przed upokorzeniem. To, klasyczny splot mechanizmów psychologicznych i duchowych, które stworzyły wokół Ciebie „szklaną klatkę”. Mówisz, że on „miał rację”. To, że związek się rozpadł nie oznacza, że spowiednik miał nadnaturalny wgląd. Wiele osób w wieku studenckim przechodzi przez trudne rozstania. Ksiądz, zamiast towarzyszyć Ci w miłości, dokonał projekcji – ocenił coś w sposób autorytarny. Bóg nie jest księgowym, który mówi „a nie mówiłem”. Jeśli boisz się triumfalizmu tego kapłana, to masz prawo go unikać. Spowiedź to spotkanie z miłosierdziem, a nie z ludzkim ego. Jeśli czujesz, że on „nie ma refleksji” nad Twoją wrażliwością, to znaczy, że na ten moment nie jest to dla Ciebie dobry przewodnik duchowy. Twoje przekonanie, że ten konkretny ksiądz jest Ci „pisany”, wygląda na mechanizm obronny. Podświadomość wybrała jedyną osobę, przed którą czujesz największy opór, i nadała jej rangę „jedynego właściwego wyboru”. Dlaczego? Bo dopóki wierzysz, że musisz iść do niego, a nie możesz tego zrobić, masz idealny (choć bolesny) powód, by w ogóle nie przystępować do sakramentu. To bezpieczny sposób na pozostanie w lęku, który paradoksalnie znasz lepiej niż wolność. Twoja reakcja „ucieczki” jest naturalną odpowiedzią Twojego układu nerwowego na poczucie zagrożenia. Jeśli w dzieciństwie doświadczyłeś sytuacji, w których Twoje granice były naruszane, stanowczy i oceniający ton tego księdza aktywuje w Tobie stary lęk. Nie jesteś zły ani „grzeszny”, bo się boisz. Jesteś po prostu zraniony i Twój organizm próbuje Cię chronić przed ponownym zranieniem. Ten ksiądz nie jest jedynym kanałem łaski Bożej na ziemi. Masz pełne prawo, a wręcz obowiązek (dla własnego dobra duchowego), pójść do kogoś innego. Kodeks Prawa Kanonicznego: "Każdy wierny ma prawo wyznać swoje grzechy wybranemu przez siebie spowiednikowi, także innego obrządku, zatwierdzonemu zgodnie z prawem" (kanon 991). Zmień otoczenie: Nie idź do konfesjonału w swojej parafii czy duszpasterstwie, gdzie wszystko Cię stresuje. Pojedź do innego miasta, do dużego klasztoru (np. dominikanie, kapucyni, jezuici, karmelici, franciszkanie...), gdzie nikt Cię nie zna. Bądź brutalnie szczery na starcie: Gdy już uklękniesz, zacznij od słów: „Nie było mnie rok. Boję się tej spowiedzi. Mam za sobą trudną relację z poprzednim spowiednikiem i traumy z dzieciństwa, które sprawiają, że czuję chęć ucieczki”. Dobry spowiednik po takich słowach natychmiast zmieni ton na łagodniejszy. Oddziel fakty od emocji: To, że spowiednik trafił z diagnozą związku, nie oznacza, że ma rację w całej reszcie Twojego życia. Nie jesteś „porażką”, bo związek się rozpadł. Jesteś człowiekiem w drodze. Spowiedź to nie jest egzamin, który masz zdać przed księdzem. To jest szpital, do którego idziesz, bo krwawisz. Nie musisz iść do lekarza, który Cię krzyczy, by opatrzyć ranę. Idź do tego, przy którym odważysz się ją odsłonić. To, co czujesz jako „ciężar z tyłu głowy”, to Twoje sumienie, które chce odpocząć, ale Twoje serce boi się kolejnego ciosu. Pozwól sobie na spowiedź „anonimową”, łagodną i bezpieczną.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: