Autor: Roza (---.wieszowanet.pl)
Data: 2026-05-26 08:06
Witajcie. Jestem matką dwójki dzieci, zawsze marzyłam o trójce. Poinformowałam męża, że jestem gotowa na trzecie dziecko, daliśmy sobie czas na przemyślenie tematu. Modliłam się nowenna pompejańska o trzecie dziecko. Mąż po jakimś czasie powiedział, że się boi, fakt - w obu ciążach mocno przeżywał każde wizyty u lekarza, bal się o dziecko i o mnie. W międzyczasie zauważyłam, że starszy syn bawi się z jedyne chłopcem w przedszkolu, pomyślałam, że warto by go zaprosić do nas, ale jak to zrobić, to już jest większa odpowiedzialność, bo jest z domu dziecka. I jakby piorun we mnie strzelił - a może by go adoptować. Przepracowałam to przez jakiś czas, przemodliłam czy jestem gotowa. Chłopiec ma niepełnosprawność intelektualna lekką, jest towarzyski, wszyscy go znają. Powiedziałam mężowi - nie zgodził się na tego chłopca ani na każde inne dziecko, twierdzi, że nie damy rady organizacyjnie i psychicznie z trzecim dzieckiem.
Rozpoczęłam kolejna nowennę pompejańska w intencji otwarcia się męża na miłość do tego dzieciaka. I jest jakiś dramat. Nie wiem co robić. Małżeństwo nam się sypie, nie jestem w stanie się przytulić do męża, nie potrafię być blisko z kimś kto ma inną wizję naszej przyszłości. W międzyczasie odesłano chłopca do dps - było miejsce i odsyłają dzieci (dyrekcja i nauczyciele są oburzeni, nie jest to pierwszy przypadek w naszym przedszkolu gdzie dzieci z domu dziecka upychają w dps). Straciłam z dzieckiem codzienny kontakt, mam wrażenie, że z każdym dniem coraz mniej mi zależy, trwam w nowennie, ale codziennie chce już przerwać bo nie widzę sensu. Nie raz się zastanawiam czy ta myśl o adopcji i podjęcie tego tematu to nie zabieg złego, bo rozwaliło mi to małżeństwo.
Doradźcie, co robić kiedy nie widzę wspólnej przyszłości
|
|