logo
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: Magda (34 l.) (195.88.232.---)
Data:   2026-06-14 12:34

Nie mogę się pogodzić z myślą, że od jakiegoś czasu wszyscy mnie olewają. Ciągle plotę jakieś totalne głupoty, mimo wzmożonej farmakoterapii i bardzo dużych dawek leków psychotropowych. Jeszcze 10 lat temu byłam osobą może bez oszałamiającej liczby przyjaciół, ale miałam dwie czy trzy bliższe osoby. Teraz jedna przyjaciółka umarła, druga się przeprowadziła, a trzecia kilka godzin temu wykrzyczała, że mnie nienawidzi. Od jakiegoś czasu twierdzi że jestem inna niż wtedy kiedy ją poznałam. Kiedyś np. cytowałam Biblię, ktorą nadal czytam, ale już bez zapędów erudycyjnych. Kazania zdecydowanie pozostawiam kaznodziejom

Ja dbam o siebie, mimo 34 lat na karku nadal zmagam się z trądzikiem, ale staram się odwracać od niego uwagę przez ciekawy ubiór czy dodatki. Jedni mówią że jestem charyzmatyczna, drudzy że atrakcyjna, a tak naprawdę nic z tego nie mam. I nie chodzi o to, że jestem jakąś księżniczką i wszyscy mają padać mi do stóp - co to, to nie. Idzie o zwykłą ludzką elementarną przyzwoitość i nie odkładanie słuchawki, kiedy chcę pogadać o tym, jak minął mi dzień, zwierzyć się z radości i problemów. Już nawet na stronach dyskusyjnych na różnych portalach społecznościowych mnie banują, bo uczyniłam sobie z nich coś w rodzaju pamiętnika i gadam nie na temat. Dziś byłam w takim dołku, ze obdzwoniłam chyba z pięciu znajomych - nikt nie odebrał. A nie są to osoby, do których dzwonię zbyt często, więc nie to, że się narzucam. Odebrał jedynie mój ojciec, ale rzeczywiście bardzo się wysilił, bo rozmowa trwała zawrotne 7 minut i 49 sekund, w czasie których nic nie powiedział konkretnego. Normalny ojciec kazałby mi się spakować i pojechać do niego, a on mnie nawet na wigilię do stołu nie zaprasza. I NIC temu człowiekowi nie zrobiłam złego, podobnie jak wzmiankowanej tu już przyjaciółce.

Wiem, że są ludzie, którzy chcą pogadać, myślałam nawet o zostaniu wolontariuszką na onkologii dziecięcej, ale najbliższy taki oddział znajduje się promieniu 70 km. Dla mnie odpada, bo nie mam nawet samochodu.

 Re: Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: odpowiedź (---.184.244.62.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2026-07-07 07:59

Cześć Magda. Czytając Twój wpis, czuję ogromny smutek, ale też wielki szacunek do Ciebie za to, jak bardzo walczysz o siebie. Dbasz o swój wygląd, starasz się radzić sobie z trądzikiem poprzez ubiór, szukasz kontaktu z ludźmi, a nawet myślisz o tak pięknej rzeczy jak wolontariat na onkologii. To pokazuje, że masz w sobie ogromne pokłady ciepła i chęci życia, choć teraz wokół Ciebie panuje absolutna ciemność.

To, co Cię spotkało – śmierć jednej przyjaciółki, przeprowadzka drugiej i ten potworny wybuch trzeciej – to gigantyczna dawka straty i odrzucenia, której nikt nie udźwignąłby z łatwością. Dodatkowo chłód ze strony ojca musi boleć potwornie. Masz pełne prawo czuć się zraniona i bezsilna.

Jednak na swoją sytuację popatrz z lotu ptaka, bardzo łagodnie, ale też realistycznie. Wspominasz o wzmożonej farmakoterapii i bardzo dużych dawkach leków psychotropowych. Leki są niezbędne, by Ci pomagać, ale w tak dużych dawkach mogą niesamowicie wpływać na to, jak funkcjonujesz, jak mówisz i jak przetwarzasz emocje. Sama zauważasz, że „pleciesz totalne głupoty” i że przyjaciółka twierdzi, iż jesteś „inna niż wtedy, kiedy Cię poznała”.

To potworny paradoks: choroba i leki mogą zmieniać Twój sposób bycia w taki sposób, że ludzie wokół – często przerażeni, niedojrzali lub po prostu bezradni – zaczynają się dystansować, bo nie wiedzą, jak się zachować. Nie odrzucają Ciebie jako Magdy. Odrzucają sytuację, która ich przerasta.

Oto kilka myśli, które – mam nadzieję – pomogą Ci przetrwać ten trudny moment:

- Szukaj bezpiecznych „pamiętników”
To, że banują Cię na portalach, wynika z tego, że grupy internetowe mają swoje sztywne regulaminy i rzadko potrafią udźwignąć czyjś prywatny ból. Twój potężny głód bycia wysłuchaną jest naturalny. Jeśli masz na to przestrzeń, spróbuj założyć własny, prywatny blog, profil na portalu dedykowanym zdrowiu psychicznemu (gdzie panuje większa empatia) albo po prostu przelewaj myśli na papier. To pomaga uciszyć natłok myśli.

- Wolontariat to świetny kierunek, ale szukaj lokalnie
Myśl o wolontariacie na onkologii dziecięcej pokazuje, jak piękne masz serce. 70 kilometrów bez samochodu to bariera nie do przejścia i dobrze, że mądrze to oceniłaś. Ale rozejrzyj się bliżej. Może w Twojej okolicy jest dom pomocy społecznej, schronisko dla zwierząt, lokalna świetlica środowiskowa albo fundacja pomagająca seniorom? Tam ludzie (i zwierzęta) czekają dokładnie na to, co chcesz im dać: na kogoś, kto po prostu z nimi posiedzi i pogada.

- Porozmawiaj szczerze ze swoim lekarzem prowadzącym
Powiedz swojemu psychiatrze o tym, co zauważyłaś – o poczuciu, że „pleciesz głupoty”, o trudnościach w komunikacji i o tym, jak reagują na Ciebie bliscy. Czasami korekta dawek leków lub dołożenie psychoterapii pomaga odzyskać tę dawną, stabilną część siebie, za którą tęsknisz Ty i Twoi znajomi.

- Odpuść na chwilę ojca i przyjaciółkę
Dzwonienie do ludzi w głębokim dołku często kończy się jeszcze większym poczuciem odrzucenia, bo oni wyczuwają nasz desperacki lęk i... uciekają. Daj sobie czas na złapanie oddechu. Nie próbuj nikogo na siłę przekonywać, że nic złego mu nie zrobiłaś. Teraz Twoim jedynym zadaniem jest zaopiekować się Magdą.

Jesteś wartościową, charyzmatyczną kobietą, która przechodzi przez piekielnie trudny etap leczenia i samotności. Ten stan nie będzie trwał wiecznie. Trzymaj się ciepło i nie rezygnuj z szukania dobrych ludzi – oni gdzieś tam są.

 Re: Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: Magda (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2026-07-07 19:22

Jeśli chodzi o rozmowy ze starszymi ludźmi, to cały czas staram się do takich ludzi zagadywać - gdzieś tam są w instytucjach, w których sama przebywam. Na co dzień uczęszczam do Środowiskowego Domu Samopomocy, obecnie, w przerwie wakacyjnej, przebywam na oddziale dziennym. Tak naprawdę, zamiast wiecznej tułaczki po oddziałach i ośrodkach, najlepsza byłaby dla mnie praca zawodowa. Ale jeśli chodzi o pracę na tzw. otwartym rynku, to moja miejscowość słabo się rozwija i te wszystkie zakłady raczej się zwijają, niż rozwijają. Osobie zdrowej i po kilku fakultetach ciężko jest tutaj znaleźć pracę. Tak naprawdę, mój zakład pracy czyli ZAZ dopiero jest w budowie. A i tak nie wiem, czy mnie przyjmą, bo legitymuję się orzeczeniem jedynie w stopniu umiarkowanym. Oni mogą zatrudnić tylko 30% takich pracowników, cała reszta to stopień znaczny.

Na świadczenie rentowe już nawet nie liczę, za kilka miesięcy mam kolejną komisję, na którą byłam wzywana w życiu już kilkanaście razy. Nawet jeśli tu i teraz otrzymam rentę, nigdzie nie jest powiedziane, że że będę ją otrzymywać za 2, 5 czy 10 lat. To też wpływa negatywnie na mój nastrój, bo zanim wybudują ZAZ, mogę np. przez kilka lat wegetować na zasiłku stałym. A rachunki drożeją w oczach. Szczerze mówiąc, głupio będzie mi podjąć pierwszą pracę mając prawie 40 lat na karku, ale cóż - tzw. "siła wyższa". Orzecznik (coraz rzadziej jest to lekarz) może czepiać się zwykłych szczegółów, np. że samodzielnie potrafię rozpiąć zamek w bluzie.

To nie jest tak, że w ogóle nie posiadam przyjaciół, czy znajomych. Jest ich kilku, tylko na ogół są to ludzie wykluczeni komunikacyjnie i/lub cyfrowo. To zrozumiałe, że do mnie nie zadzwonią, nie posiadając telefonu (nawet takiego na kablu), czy nie dojadą, zwlaszcza mieszkając w miejscowości oddalonej ponad 20 km i będąc ograniczeni rozkładem autobusów. Nawet w biedniejszych polskich województwach ludzie mają o wiele więcej elektroniki czy samochodów, niż w moim, ale być może zmusza ich do tego sytuacja,. Tam nawet w godzinach porannych nigdzie nie dojedziesz przysłowiowym PKS-em.

 Re: Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: Emma (---.play-internet.pl)
Data:   2026-07-08 08:19

Ja tylko w kwestii wolontariatu - dzieci na onkologii czy ludzie w DPSach nie są po to, żeby regulować emocjonalnie dorosłą kobietę, która będzie im opowiadała o swoim życiu. Bardzo, bardzo bym odradzała ten kierunek, bo wolontariat nie powinien zaspokajac przede wszystkim potrzeb wolontariusza, a tu się taki obrazek rysuje.

 Re: Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2026-07-10 02:49

Odniosę się do jednego:
"Idzie o zwykłą ludzką elementarną przyzwoitość i nie odkładanie słuchawki, kiedy chcę pogadać o tym, jak minął mi dzień, zwierzyć się z radości i problemów."
Magda, czy zdarzyło Ci się być w sytuacji tej drugiej osoby, która ma odbierać te telefony, bo dzwoniący tak chce i uważa, że ma to robić choćby z przyzwoitości, bo druga osoba chce akurat pogadać, nie zważając na to, co akurat robisz, czy masz czas, czy masz w sobie miejsce na te rozmowy? Zapewniam Cię, że to nic przyjemnego. Człowiek się wtedy czuje wykorzystywany, a tu, jak widać, dodatkowo chcesz wzbudzić poczucie winy. A często tak się składa, że w takiej relacji brakuje wzajemności, że ta druga osoba nie ma miejsca na mówienie o sobie. Wyjścia są takie:
- znosić to kosztem siebie, swojego odpoczynku, potrzeb
- stawiać granice - tylko ile można, jeśli ta druga strona nie chce ich respektować
- w końcu odciąć się, dla własnego dobra.
Ojciec próbuje ci te granice stawiać. Wytrzymuje ponad 7 minut monologu - dla Ciebie to mało, dla niego może aż za dużo. Przyjaciółka wymiękła. Nie usprawiedliwiam przy tym jej słów do Ciebie, ale też nie wiem jak to wyglądało, może wcześniej próbowała łagodniej, a Ty nie słuchałaś i w końcu wybuchła,bo czuła, że nie ma wyjścia.
Sama widzisz, że nie zjednasz sobie ludzi robiąc z nich Twoją grupę wsparcia. Relacje mają być wzajemne, mają się wiązać z wzajemnym szacunkiem, z obustronnym respektowaniem potrzeb drugiej osoby, ale też swoich. W Twoim poście tego szacunku do innych, np. ojca, nie widzę.

 Re: Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: Magda (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2026-07-12 12:49

Jeśli chodzi o mojego ojca, to w ogóle mu się nie narzucam. On dzwoni do mnie (i ja do niego również) ekstremalnie rzadko. Może raz na pół roku mu się przypomni, że w ogóle ma córkę, albo i to nie. Dlaczego w ogóle do niego zadzwoniłam? Bo nikt inny nie odbierał. Uzyskać w Polsce pomoc psychologiczną po 18.00 (a to przecież jeszcze "dziecinna" godzina) graniczy z niemożliwością. Nie odbiera centrum zdrowia psychicznego. Jedyne co osoba w kryzysie może zrobić, to wezwać karetkę. Tego wolałabym uniknąć, bo automatycznie tracę wtedy status osoby hospitalizowanej na oddziale dziennym, na co cierpliwie oczekiwałam od grudnia. A między Bogiem a prawdą nie znam żadnej osoby, której tutejszy powiatowy psychiatryczny oddział całodobowy pomógłby nawet w 5%. Może pomaga najwyżej bliskim, którzy od takiej osoby się na jakiś czas odizolują i tutaj wcale nie przeczę. Natomiast przeciętny chory po takiej hospitalizacji czuje się jeszcze gorzej, niż przed. Może gdybym pojechała do większego, wojewódzkiego szpitala dla osób chorych psychicznie, miałoby to jakieś ręce i nogi, ale nie mam takiej możliwości. Wszyscy bliscy mowią, że szpital psychiatryczny jest w mojej miejscowości i musi mi to wystarczyć.

Można próbować dzwonić na ogólnopolskie telefony zaufania, ale wiąże się to z bardzo długim czasem oczekiwania. Nieraz trzeba 45 min. "wisieć" na słuchawce, żeby później usłyszeć, że to Ty jesteś "ten zły". I żeby nie było - każdą rozmowę telefoniczną ZAWSZE zaczynam od pytania "czy nie przeszkadzam", albo "co u Ciebie". Staram się też dobierać sobie znajomych, którzy nie mają zbyt wielu zobowiązań - wiadomo, że przeciętny człowiek w moim wieku nie ma czasu nawet, że tak to ujmę, "pogryźć wody", więc dawno już odpuściłam kontakty z rówieśnikami. Tym bardziej, że na ogół różni też nas status społeczny, wykształcenie i sytuacja życiowa. Mówiąc brutalnie, dla większości osób wykształconych jestem jedynie kimś, kto pobiera świadczenie i drenuje ich kieszeń z podatków, które oni muszą na takie osoby płacić. Przykre to strasznie, ale takie teksty najczęściej słyszę od ludzi wykształconych i w sile wieku. Nawet niektórych pracowników w ośrodku, do którego na co dzień uczęszczam.

Moje rozmowy z przyjaciółką nigdy nie były długie. Przyjaciółka jest osobą na emeryturze, inni jej znajomi odeszli kilka lat temu. Został jej właściwie tylko dorosły już syn, który na co dzień pracuje za granicą. I żeby nie było - szanuję i rozumiem, jak ktoś powie "nie mam teraz czasu, oddzwonię później", albo "czuję się dzisiaj niezbyt dobrze i nie mam chęci na rozmowę". Żaden człowiek to nie RoboCop i zrozumiałe, że ludzie miewają lepsze i gorsze dni. Ale często nawet takiego feedbacku nie otrzymuję i muszę się domyślać, co dana osoba ma na myśli.

Co do wolontariatu - ja akurat lubię słuchać drugiego człowieka i jestem ciekawa, co ma do powiedzenia. Nie zależy mi na tym, by grać pierwsze skrzypce w rozmowie. Często jednak nawiązując kontakty z ludźmi młodszymi od siebie i nie wspominając nic o tym, że mam tzw. "diagnozę", szybko jestem rozszyfrowana jako taka osoba. Jeden portal społecznościowy musiałam sobie już odpuscić, bo siedzą na nim osoby, dla których na upartego mogłabym być matką, lub ciotką.

 Re: Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: Akittm (---.play-internet.pl)
Data:   2026-07-12 14:19

Wybieranie ludzi, którzy "nie mają zbyt wielu zobowiązań" to błędna optyka. Tacy ludzie często ich nie mają, bo:
a) nie chcą,
b) chcą, potrzebują mieć wolny czas,
c) nie są w stanie im podołać,
d) potrzebują czasu dla siebie,
e) mają ukryte sprawy, które pochłaniają ich energię.

To nie jest tak, że jak ktoś ma "wolną" przestrzeń, to możesz się w niej umościć i ją zagospodarować. Zapewniam również, że u człowieka, który "nie ma zbyt wielu zobowiązań", zapewne nie wylądujesz w kategorii "wolny czas i to co niezobowiązujące", ale raczej jako możliwe zobowiązanie, którego on chce uniknąć.

Terapia indywidualna i grupowa mogłaby być rozwiązaniem. Wtedy miałabyś rozmowy i spotkania dwa razy w tygodniu.

 Re: Wszyscy mnie olewają, a przyjaciółka krzyknęła, że mnie nienawidzi. Jak żyć w totalnej samotności?
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2026-07-12 18:52

1."Orzecznik (coraz rzadziej jest to lekarz) może czepiać się zwykłych szczegółów, np. że samodzielnie potrafię rozpiąć zamek w bluzie."
Nie mogę sie zgodzić na to, że to "czepianie się zwykłych szczegółów".

To, co dla Ciebie jest szczegółem i zapewne głupiutką błahostką, dla bliskiej mi osoby jest Himalajami możliwości. Więc cóż, może czasem warto się ucieszyć umiejętnością zapinania i rozpinania bluzy. Potrafisz docenić?

W zeszłym roku towarzyszyłam w zw. z komisją osobie, która takiej bluzy nie zapnie (może by rozpięła, sprawdzę z ciekawości), z guzikami sobie nie poradzi, herbaty sobie nie zrobi, kubka z herbatą nie przeniesie, zdjęcie swetra przez głowę jest w najlepszym wypadku dziesięciominutową kampanią, skarpetek też sama nie założy. Telefonu nie obsłuży. Wstaje tylko z asystencją. I tak, dostała na komisji sporo punktów z racji egzystencjalnych, z racji bezradności.

Więc przemyśl, prosze, czy warto bagatelizować te nieszczęsne bluzy. One akurat i rzeczy im podobne zaważyły - przy stosunkowo niewielkiej dokumentacji medycznej - na bezproblemowym przyznaniu dożywotniej niepełnosprawności w najwyższym możliwym stopniu.

2. Już nawet na stronach dyskusyjnych na różnych portalach społecznościowych mnie banują, bo uczyniłam sobie z nich coś w rodzaju pamiętnika i gadam nie na temat."
Bardzo słusznie banują, strony dyskusyjne mają swoje cele. Wybierasz chyba nieodpowiednie miejsca.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: