Przychodzę z zapytaniem o radę w sytuacji jakiej sie znalazłem. Czy katolik powinien pomóc bliźniemu (z rodziny) w kwestiach finansowych pomimo braku zaufania odnośnie zwrotu?
Ryzyko więzienia w sytuacji braku spłaty ze strony osoby w problemach finansowych. U mnie remont i wesele za rok. Bliskie osoby jegomościa chcą się zadłużać celem spłaty. Czy powinienem wspomóc czy liczyć, że nauczy się na błędach? Co wypadałoby czynić katolikowi który chce dobrze dla tego człowieka ale nie chce pogrążyć swojego życia. Na myśl przychodzi mi syn marnotrawny ale to jednak nie ta sytuacja.
Z góry bardzo dziękuję za wszelki odpowiedzi i solucje