logo
Poniedziałek, 23 września 2019
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 40 letnia córka jest panną, mieszka sama.
Autor: Małgorzata (---.centertel.pl)
Data:   2019-09-07 19:04

Mam 40letnią córkę jest panną, mieszka sama. Jest mądrą wartościową dziewczyną, pracuje ale po pracy zamyka się w domu nigdzie nie wychodzi. Zawiodła się na mężczyznach i koleżankach. Raz pojechała sama na wczasy ale powiedziała, że to dla niej straszne przeżycie, że jest sama więc woli nigdzie nie bywać. Chcieliśmy żeby pojechała z nami powiedziała, że to dla niej jeszcze gorsze. Czy i jak można jej pomóc? Co możemy zrobić?

 Re: 40 letnia córka jest panną, mieszka sama.
Autor: Magdalena (---.centertel.pl)
Data:   2019-09-16 23:30

Małgorzato,

Trudno coś konkretnego doradzić, bo nie wiadomo, jak długa ten stan u niej trwa i jak głęboko tkwi. Musiała przeżyć jakąś traumę, po której nie może się pozbierać. Prawdopodobnie wskazana byłaby tu wizyta u psychologa i jak najbardziej Twoja modlitwa.

 Re: 40 letnia córka jest panną, mieszka sama.
Autor: Marta (---.d-com.pl)
Data:   2019-09-17 12:03

Może warto by się zorientować jak wygląda życie córki po pracy. Często takie zachowania mogą sygnalizować depresję.

 Re: 40 letnia córka jest panną, mieszka sama.
Autor: Martha78 (185.107.143.---)
Data:   2019-09-17 12:09

Droga Małgorzato,
zanim pojawią się internetowe diagnozy dotyczące depresji córki, proszę w jej imieniu o zrozumienie sytuacji i niechęci do działań, które - najprawdopodobniej - Ty uznajesz za właściwe i pożądane.
Piszesz bardzo krótko, a zatem odniosę się do tego i z góry przepraszam, jeśli coś będzie nadinterpretacją.
Po pierwsze córka zawiodła się na mężczyznach. Nie wiem, jak się do tego odnieść, bo nie piszesz czy relacje były krótkotrwałe czy może już na etapie planowania ślubu. Jeśli kobieta bywała (piszesz o mężczyznach w jej życiu w liczbie mnogiej) stroną porzuconą, to bardzo ją to zamyka i często powoduje, że poczucie własnej wartości sięga podłogi. Po drugie - zawód w relacjach koleżeńskich. Zgaduję: koleżanki są na innym etapie życia - mąż, dzieci? Może to nie zawód, a świadomość, że to, na czym jej zależało w życiu, nie wyszło. Społeczeństwo daje przyzwolenie na bycie "singlem" - to znaczy zmieniam partnerów, bawię się uczuciami, prowadzę lekkie życie, ale ciągle dla wartościowej dziewczyny w pewnym wieku (a wiek 40 lat to już zdecydowanie jest "ten") przygotowana jest łatka starej panny.
Piszesz, że córka po pracy "nigdzie nie wychodzi". Zdradź mi, jako rówieśniczce córki, o jakiej aktywności piszesz. Zastanawiam się, gdzie mogłabym bywać w moim niedużym mieście jako singielka, gdzie po pierwszych dwóch razach sprawiałoby mi to jeszcze jakąś przyjemność. Bo najczęściej wychodzę jako żona albo matka.
Założę się również, że pomysł wyjazdu na wczasy nie pochodził od córki. Często słyszę, że radzi się samotnym dziewczynom "wyjedź, na pewno kogoś poznasz". Naprawdę? Nie dziwię się córce, że było to dla niej straszne przeżycie. Na wczasy ludzie wyjeżdżają w parach, w większym gronie, albo rodzinnie. Bywa, że w gronie koleżeńskim. Domyślasz się chyba, jak musi się czuć w takich okolicznościach osoba samotna. Do samotnego wyjazdu trzeba specyficznego charakteru lub chęci odpoczynku od codzienności w postaci rodziny na głowie.
Wyjazd z rodzicami też najprawdopodobniej był odbierany przez córkę jako upokarzający.
Pytasz, co możecie zrobić. Sądzę, że na początku ucieszyć się, że wychowaliście wartościowego człowieka, który mieszka samodzielnie i pracuje. Sądząc po postach, które się tutaj regularnie pojawiają, a dotyczą niedojrzałości pozornie dorosłych osób, to naprawdę bardzo dużo. Czy córka ma rodzeństwo? Czy zamiast siedzieć samotnie może aktywnie włączyć się w życie rodzinne? Czy w tym wychodzeniu z samotności, wobec braku przyjaciół/znajomych może ją wesprzeć ktoś z waszej rodziny, kto jest w wieku córki?

 Re: 40 letnia córka jest panną, mieszka sama.
Autor: Mateusz (31.42.18.---)
Data:   2019-09-17 17:00

"Mam 40letnią córkę jest panną, mieszka sama. Jest mądrą wartościową dziewczyną, pracuje ale po pracy zamyka się w domu nigdzie nie wychodzi".
Paradoksalnie to dobrze, że córka mieszka sama, skoro jest panną. W ten sposób może korzystać z sakramentów, a dostęp do nich ma kluczowe znaczenie, nawet jeśli pozostałe sprawy nie układają się po naszej myśli. Oczywiście uważam, że gdyby była zamężna (mam tu na myśli małżeństwo z wyboru, a nie tzw. z rozsądku, bo jest się już w takim a takim wieku, gdyż takich nie polecałem nigdy, nikomu), w wielu sytuacjach życiowych byłoby jej po prostu łatwiej. Pewnie podzielasz tę opinię, przynajmniej częściowo. Bardziej martwi kolejne zdanie, w którym mowa o izolowaniu się córki od ludzi. Nie przeczę, że w życiu można zawieść się, nawet bardzo, na kilku, kilkunastu, nawet kilkudziesięciu osobach. Niezależnie jednak od ich liczby, wciąż nie są to wszyscy mieszkańcy ziemi, spójrzmy na to w innej skali, nawet nie wszyscy, którzy zamieszkują dany kraj, czy miasto. Po prostu nie można zrażać się do nich jako ogółu, bo to oznaczałoby wyrządzenie krzywdy samemu sobie. Trzeba dać im drugą szansę, w zachęceniu do czego dużą rolę może odegrać rodzina. Nie muszę dodawać, że brak ruchu spowodowany zamykaniem się w domu także nie prowadzi do niczego dobrego, szczególnie gdy dodatkowo wykonuje się siedzącą pracę. A w takim centrum fitness (kobiety zdają się dość dobrze tam odnajdywać), czy nawet na zwykłym spacerze też można kogoś poznać. Nie twierdzę, że ma to być od razu kandydat na męża lub przyjaciółka na całe życie, ale od czegoś trzeba zacząć, prawda?

"Raz pojechała sama na wczasy ale powiedziała, że to dla niej straszne przeżycie, że jest sama więc woli nigdzie nie bywać".
Wczasy to straszne przeżycie? Straszne, bo...? Ciężko było jej zabrać się z bagażami? Jeśli jest ich dużo, problem ten dotyczy nie tylko osób samotnych. A może chodziło o to, że nagle dookoła siebie widziała same szczęśliwe rodziny z gromadkami dzieci? Że nawet ptaki na gałęziach drzew wydawały się siedzieć w parach? Niektórzy naprawdę tak mają, gdy są samotni i nie dają sobie z tym rady. Gdy problem ten jest bardzo głęboki, rozwiązaniem pozostaje być może psycholog. Ja jednak nie polecam go nigdy w pierwszej kolejności. Gdyby Twoja córka spróbowała - nie twierdzę, że musiałoby się to udać - uświadomić sobie, że rodziny, które spotyka na swojej drodze składają się z takich samych ludzi, jak ona sama, być może byłoby inaczej. Oni też mają swoje wady, swoje problemy, nie żyją w raju, tylko na tej samej ziemi, co Twoja córka. Ich życie potoczyło się inaczej, niż jej, ale to nie znaczy, że ma tylko z tego powodu się czuć gorsza i rezygnować na przykład z urlopowego wypoczynku w obawie przed spotkaniem z nimi.

"Chcieliśmy żeby pojechała z nami powiedziała, że to dla niej jeszcze gorsze".
Odmowa wspólnego wyjazdu w sytuacji, gdy Wy jako rodzice wyciągnęliście rękę do córki, aby przynajmniej w jakiejś części zaradzić jej samotności musiała być przykra dla Was, nie pomogła również jej samej. Czy wiadomo, dlaczego taka była jej odpowiedź? W miejscu, do którego byście się udali i tak przecież nikt by Was nie znał, córka również nie ma napisanej na czole historii swojego życia. A nawet, gdyby tak było, to nazywanie kogoś dajmy na to "nieudacznikiem", bo nie osiągnął czegoś w życiu nie leży w gestii przypadkowych przechodniów, których ten ktoś spotyka po raz pierwszy w życiu. Jak najbardziej istnieje zatem szansa na efektywny wypoczynek w takiej formie. Trzeba tylko dać sobie szansę, aby wypocząć, odkładając na pewien czas troski na bok.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: