logo
Czwartek, 27 luty 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Przestałam kochać narzeczonego.
Autor: Anna (37 l.) (---.play-internet.pl)
Data:   2020-02-11 14:42

Dwa tygodnie temu stało się coś, co mi ciężko zrozumieć i zastanawiam się, czy Bóg mógł mieć w tym swój udział i nie chcieć dla mnie tego małżeństwa. Jestem 37 letnią kobietą, która jest zaręczona od ponad 7 lat z mężczyzną, który już kiedyś miał żonę - tylko cywilną na szczęście - ma także nastoletnie dziecko. Na jego decyzję o ślubie i rodzicielstwie czekałam bardzo długo, ale nie rezygnowałam, ponieważ przez ten cały czas bardzo mocno go kochałam, nie wyobrażając sobie życia i przyszłości bez niego, jako mojego przyszłego męża i ojca wspólnych dzieci. Już od kilku lat chciałam w modlitwie poprosić Boga, by wskazał mi odpowiednią drogę, by - jeżeli K. nie jest mi pisany jako mąż, to sprawił, byśmy w porę się rozstali. Ale nie udało mi sie nigdy tych słów wypowiedzieć ze strachu, ze mogłabym właśnie stracić K., że Bóg odpowiedziałby na moją prośbę, a ja przecież bez małżeństwa z K. nie wyobrażałam sobie życia. No ale mijał ten rok za rokiem, z K. widywaliśmy się tylko raz w tygodniu, tęskniłam, K. nie był wciąż gotowy na ślub i dzieci i pewnego wieczoru wypowiedziałam Bogu te słowa, których się tak bałam, poprosiłam Go, by "zabrał" K. z mego życia, jeśli to on nie jest mi pisany i nie blokował mojego życia i potrzeby stworzenia rodziny. I tak po dwóch dniach od modlitwy wydarzyło się coś niespodziewanego- obudziłam się nic nie czując do K! Po prostu cała miłość do niego zniknęła w przeciągu chyba jednej nocy! To już trwa od dwóch tygodni, uczucie do K. nie wraca, rozmawiałam nawet o tym z K. ale jakby to spłyneło po nim, nie przejął się. Czy to możliwe, by Bóg tak szybko wysłuchał moją jednorazową modlitwę w tej intencji? Że to jednak wg Boga nie był kandydat dla mnie na męża? Czuję ogromną ulgę, ponieważ przez ostatnie lata bardzo cierpiałam w tym związku, bardzo pragnęłam, by K. wreszcie zdecydował się na załatwienie formalności ślubnych i decyzję o założeniu rodziny, niemal każdego dnia czułam psychiczny ból, narastającą depresję, a teraz nie czuję już tego, ani nic do K. Co powinnam teraz zrobić? Czy to dobry moment, by zerwać zaręczyny z K. czy jakoś może walczyć?

 Re: Przestałam kochać narzeczonego.
Autor: Dorota (---.satfilm.com.pl)
Data:   2020-02-20 08:29

Anno,
Decyzja należy do Ciebie. To ty najlepiej znasz (jak sądzę przez 7 lat można dobrze poznać) swojego narzeczonego i to Ty musisz podjąć trud rozważenia w sercu i sumieniu swojej decyzji. Nikt z forumowiczów nie wie jaki jest i kim jest Twój narzeczony. Każda nasza decyzja niesie za sobą określone konsekwencje. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć ich wszystkich. Nie da się opracować scenariusza na każdą ewentualność. Trzeba zaufać Bożej Opatrzności. Nie można też, po podjęciu decyzji, analizować "co by było gdyby...", bo czasu nie da się cofnąć i trzeba żyć i działać w czasie teraźniejszym.
Kobiety czasem chcą zawrzeć związek małżeński, by nie być samotnymi. To zrozumiałe, nikt nie chce iść przez życie samotnie. Ale czasem małżeństwo, bez spokojnego, obiektywnego rozważenia jakim uczuciem darzymy danego kandydata i czy ten kandydat jest człowiekiem zasługującym na nasze uczucie, może przynieść smutne konsekwencje.
Przed Tobą trudna decyzja - ale to musi być Twoja decyzja, obiektywna, rozważona w sercu i sumieniu i z modlitwą. Jesteś już dojrzała kobietą, masz jakieś życiowe doświadczenie i ukształtowane sumienie (jak mniemam).

 Re: Przestałam kochać narzeczonego.
Autor: #%@&* (---.17-3.cable.virginm.net)
Data:   2020-02-20 08:51

Pomijając całą resztę (osobliwą), chciałem się upewnić: Pani ma 37 lat?

 Re: Przestałam kochać narzeczonego.
Autor: Magdalena (---.centertel.pl)
Data:   2020-02-20 11:15

Anno,

Zerwać zaręczyny i dać sobie spokój. Cierpiałaś przez ponad 7 długich lat i chcesz to dalej ciągnąć w nieskończoność aż łaskawy "książę" na coś się wreszcie zdecyduje? Zgoda. Ty go kochałaś ale czy on Ciebie też, tak samo? Bo wygląda, ze zależało Ci wyłącznie na własnej miłości do niego...

Skoro prosiłaś Boga o coś takiego w modlitwie, niewykluczone, że Cię wysłuchał. Zatem ogarnij się i pomyśl o nowych znajomościach, nowym życiu. Życzę dokonania właściwego, mądrego wyboru.

 Re: Przestałam kochać narzeczonego.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-02-20 13:01

Siedem lat udręki, przyznaję, że nie rozumiem, dlaczego czekałaś. Chyba po to, aby nie pozbawiać się złudzeń.
Myślę, że i Twoja miłość do tego pana była swoistym złudzeniem (jakimś konglomeratem emocji, w tym lęku przed samotnością i przed samą sobą solo, uwieszeniem się w sytuacji z iluzją pomyślnej przyszłości, zamykaniem oczu na realia itd.), bo nie bardzo wierzę w to, że prawdziwa miłość (nie polegająca na samych przecież uczuciach) znika przez jedną noc.
Ale wierzę w to, że można "znienacka" nareszcie zacząć rozumieć swoją sytuację (tak, z Bożą pomocą).
Czujesz ulgę, czyli lepiej Ci jest teraz. Facet się nie przejął tym, że Cię już tak bardzo nie interesuje. To o kogo czy o co chciałabyś walczyć? Po co?

Wybierz mądrze. Musisz wiedzieć, dlaczego wybierasz tak a nie inaczej. Nazwać te powody przed sobą. Konkretnie. Uczciwie. Ocenić racjonalność tych powodów.
Spokojnie, bez pośpiechu, ale i bez zwlekania. Już za dużo czasu minęło.

 Re: Przestałam kochać narzeczonego.
Autor: M. (---.play-internet.pl)
Data:   2020-02-20 16:35

Nie pojmuję dlaczego się zaręczyliście a potem nie pobraliście. Po co były te zaręczyny jeśli nie były decyzją na rychły ślub? A do kiedy chcesz czekać na decyzję tego pana o rodzicielstwie? Mamy określony czas kiedy możemy wydać na świat potomstwo.
Czy w ogóle jesteś pewna, że ten pan pamięta w ogóle, że jesteście zaręczeni i że Ty na coś czekasz? Czyli czy masz co zrywać? Przez siedem lat Cię zwodził a Ty na to pozwoliłaś. Dobrze by było przejąć stery swojego życia we własne ręce, z Bożą pomocą. Umieć stawiać warunki i granice, wyznaczać własne cele, no i oczywiście mieć świadomość konsekwencji podejmowanych decyzji.

 Re: Przestałam kochać narzeczonego.
Autor: Anna K. (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2020-02-20 20:44

Wiecie co, ja sama teraz nie moge się nadziwić, jak mogłam tyle czekać, tak sie starać, by to dalej ciągnąć, by doprowadzić nas do ołtarza, do założenia wymarzonej rodziny. Dosłownie sama nie wiem, jak ja mogłam przez te 7 lat być taka... zaślepiona i traktowac go jak największy dar od Boga. Naprawdę, nie potrafię tego pojąć, ze pewnego dnia po tylu latach obudziłam się widząc to wszystko realnie - tak, jak Wy to teraz widzicie i nie czując już nic do niego, prócz żalu, że zmarnowałam tyle lat. Nie wiem, dlaczego tyle czasu czekałam, tak pielegnowałam jego oświadczyny, że przeciez on wybrał mnie na żonę. Myślę, ze dużą role w tym wszystkim odgrywało to, czego się dwa razy z nim dopuściłam w wieku 31 lat. Po prostu uległam i 2 razy z nim współżyłam, to mnie maksymalnie do niego zbliżyło, to pierwszy mój mężczyzna, z którym się zaczęłam spotykać i oczywiście też pierwszy w sprawach intymnych, choć byłam już 30-latką. Oczywiście po tych dwóch razach z wyrzutami zaprzestałam tego, wyspowiadałam się, ale połączyło mnie to z nim w jakiś głebszy sposób. Poza tym usprawiedliwiałam go, ze przecież on jest już po przejściach, miał żonę cywilną, ma dziecko, ja natomiast żadnych zobowiązań, wolna panna. Ciągle go latami tłumaczyłam, że przecież to przez traume z poprzedniego związku, że musze dać mu czas, nie napierać, tylko czekać.. i tak czekałam te 7 lat. Plus jeszcze doszedł do głosu ten strach, o którym tu nawet wspominaliście - przed samotnością. Nigdy nie miałam pełnej rodziny, wychowywałam się do 16 roku życia u dziadka, po smierci dziadka trafiłam do domu dziecka na 2 lata. Rodzice nie żyją - byli alkoholikami. Mam jedynie kuzynów za granica, z którymi mam sporadyczny kontakt, wiec praktycznie rodziny nie mam. Moim marzeniem jest pełna rodzina, bycie żoną i matką, ofiarowanie swoiim dzieciom i mężowi miłosci, ciepłego i prawdziwego domu, w którym mieszka Bóg wraz z nami.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: