logo
Sobota, 15 sierpnia 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Dałam się naciągnać kilka razy. Czy oprócz tego coś nie tak?
Autor: Anna (---.147.110.89.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2020-07-30 12:21

Szczęść Boże!
Mam dylemat w związku z udzieloną koleżance pożyczką.
Mianowicie rok temu pożyczyłam koleżance 100 zł, które miała mi oddać po 2 tygodniach. Po tygodniu poprosiła jeszcze o 50 złotych, wiec razem 150 do oddania w ciagu kilku dni . Niestety pieniedzy nie oddała mi do dzis! Na kilka moich w tym czasie upomnien i pytań kiedy odda pieniądze, za każdym razem odpowiadała "Ty tylko o tych pieniadzach" - czym mnie denerwowala. Doszło do tego, że już nie pytałam o dług i ten czas tak leciał. W międzyczasie była sytuacja po pół roku od tych pożyczek, ze koleżanka ta miała mi wykonać stroiki na groby ale poprosiła bym jej dała pieniądze na materiały 50 zł i w tym zawarta była by wartość materiałów i zapłata za wykonanie. Zgodziłem się. Rano przed pracą zawiozłem jej pieniądze i tego samego dnia stroiki odebrałem. Jednak rano wierzyłam się i nie miałam czasu na rozluźnienie pieniedzy - dałam jej sto złoty o zaznaczyła, ze te 50 odbiorę razem że stroikami. Pomimo niesłownosci z oddaniem pożyczki nie spodziewałem się, Że koleżanka wyda i te 50 złoty na potrzeby swojej rodziny nawet mnie o tym nie informując, a tak się stało! A znamy się ponad 20 lat. Powiedziała tylko, Że musiała kupić ziemniaki itp. Zdenerwowałem się wtedy, porownalam to do kradzieży i pytałam jakim prawem? Ona milczała i mówiła że jej przykro i odda. To było wiosną. W niedługim czasie po tym koleżanka zachorowala - choruje od lat nastoletnich od ponad 20 lat na chorobę psychiczną, niemniej w okresach emisji choroby jest normalna i normalnie funkcjonuje. W czasie jej choroby nie wracałam do kwestii pożyczki, oddawania by zapewnić jej spokój. W czasie jej pobytu w szpitalu- odezwał się jej mąż, który sam w tym czasie zajmował się dwójką dzieci o pożyczenie 50 zlotych. Zlitowalam się ze względu na dzieci i koleżankę w szpitalu. Po 2 dniach miał oddać. Początkowo odmówiła bo mają dług ale soczyście przekonywał, ze tylko 2 dni. Nie oddał. Koleżanka wyszła że szpitala, odwiedziłem ją, on będąc w domu nawet nie nawiązał do tej sytuacji i nic o oddaniu pieniędzy. Przestałem do koleżanki przychodzić i dzwonić mając dość takiego traktowania i nie czułam się w jej towarzystwie dobrze. I tak minęły kolejne dwa miesiące i urwanie kontaktu z mojej strony. Ona czasami dzwoniła i rozmowa średnio się kleiła. W końcu wygłosiła pretensje, Że jej nie odwiedzam, nie zadzwonię, Że musiała że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i tym podobne bzdury. W końcu spytała co się stało? Powiedzialam jej, że okazała się osobä niesłowną, że nie czuje się dobrze w towarzystwie osöb wobec mnie nie fer, nie oddajacych długu i wszystko wskazujące na to nie mających zamiaru to oddać. I Ona znowu zadnej skruchy, nic o oddaniu, ze ja tylko o pieniadzach, ze bez pieniędzy nie jest widocznie dla mnie nic warta, ze ona nie moje progi i pewnie szanuje tych z moich progów. Że jej przykro! Moja sytuacja finansowa jest dobra. Pomimo, że jestem samotnä matką i też z przewlekłą chorobą. Pracuje na to co mam i staram się pomagać też tym komu uznam. Z nią jednak umawialam się na pożyczkę i miała oddać. Jej sytuacja finansowa nie jest zaciekawi bo mają komornika na męża pensji jednak jej mąż dużo przepija za jej biernym przyzwoleniem. Nie są to osoby, którym chciałabym coś dawać a i nie tak się umawialiśmy. Jej reakcja na moje wytłumaczenie dlaczego polubiłam kontakt spowodowała, ze jej trochę wygarnelam - żeby nie zasłaniają się chorobą miesięczną bo samego ponad rok, że planują wakacje, miała malowanie w mieszkaniu, że skrajnej biedy nie ma i że to wstyd by bliskiej koleżance nie odezwała pieniędzy, że męczy mnie to już dużo czasu i nawet upomnieć się nie mogę! Ona że ja tylko o kasie to ja jej żeby sobie ją wzięła i się nażarła a jej mąż nachlał, i tak kończę te ciągnącą się sprawę i znajomość z nią też. Unioslam się ale czy coś złego zrobiłam? Ona mówi że ja to boli i przykrość jej sprawiam. Zglupialam - czy coś nie tak zrobiłam oprócz tego że dałam się naciągnac w dobrej wierze kilka razy? Czy ta dziewczyna dotąd z sercem na dłoni może być jednocześnie taka bez wstydu i odróżnienia tego co można a co nie? O co chodzi?

 Re: Dałam się naciągnać kilka razy. Czy oprócz tego coś nie tak?
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2020-08-13 22:39

Wybacz, ale "nie tak" jest sposób pisania, bardzo chaotyczny, w sumie momentami nie wiadomo, czy pisze mężczyzna, czy kobieta. Jeśli rozmawiasz równie chaotycznie, to komunikacja, zwłaszcza z osobą chorą psychicznie, nie będzie łatwa.

"bliskiej koleżance nie odezwała pieniędzy"
"w okresach emisji choroby"
"Początkowo odmówiła bo mają dług ale soczyście przekonywał"
"Zgodziłem się. Rano przed pracą zawiozłem jej pieniądze i tego samego dnia stroiki odebrałem." "Zdenerwowałem się wtedy, porownalam to do kradzieży"

A poza tym - nie wiemy, o jaką chorobę chodzi, ale być może zaburza ona funkcjonowanie społeczne oraz ocenę postępowania - i niekoniecznie jest to osoba bez wstydu.
Awantury nie pomogą, sama wiesz. Pomóc może zapewne konsekwencja. Nie zwraca - nie pożyczam albo nie zwraca, pożyczam i nie mam pretensji, bo przecież wiem, jak jest.

---
Tak wyglądało nieopublikowane "doprecyzowanie" Autorki wątku: "Chodzi mi o to czy wygaśnięcie jej tego co napisałem to bym tak miłość i bliźniego bo to ją zraniło?".

z-ca moderatora

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: