Autor: Sigma (45.88.96.---)
Data: 2025-09-24 06:14
Wierzę, że Ci trudno w tej sytuacji, Smutna :( . Postaram się być konkretna - gdybyś potrzebowała rozwinięcia jakiegoś wątku - daj znać :) Przyznam, że zdecydowałam się napisać z uwagi na post Katarzyny - korespondowałyśmy kilka miesięcy temu, trochę znam jej sytuację i poruszyła mnie jej wypowiedź. Już kilka razy miałam doświadczenie, że Duch Święty działa przez to forum - i być może to nie jest przypadek - pojawiło się kilka punktów wspólnych w historii Katarzyny i mojej w ciągu ostatnich kilku miesięcy, stąd istnieje prawdopodobieństwo, że może i Ty, Smutna :( , mogłabyś z tego skorzystać. Przede wszystkim motyw wspólnoty i rozeznawania swojego powołania.
Wspólnota nie jest oczywiście punktem koniecznym (sama się przed tym broniłam rękoma i nogami pięć lat). Może być tak, że do należysz - w takim wypadku może warto zrewidować, czy to środowisko jest tym, czego potrzebujesz.
Jeżeli chodzi o rozeznanie powołania - w razie potrzeby, mogę dokładniej opisać ten proces. Najważniejsze w tym nie jest to, co masz robić (to jest ważne, ale nie kluczowe), lecz odkryć kim masz być. A w pierwszej kolejności jesteś umiłowanym dzieckiem Bożym. Poznawszy swoją tożsamość, swoje mocne i słabe strony będzie Ci łatwiej podejmować decyzje. Myślę, że także w kwestii relacji. Gdyby w mojej sytuacji było "po mojemu", koniec końców straciłabym siebie - wierzę, że w Twojej sytuacji może być podobnie.
Niezależnie jaką decyzję podejmiesz - i tak nie sprawi to, że Bóg będzie Ciebie mniej kochał. Niezależnie czy wybierzesz rower, czy hulajnogę - Bóg i tak będzie Ci błogosławił, nawet jeśli ścieżka z rowerem byłaby tym idealnym wyborem. Oczywiście, pod warunkiem, za nie będzie to droga grzechu, zaś Ty będziesz miała czyste intencje ;) Proś o światło Ducha Świętego i staraj się w ufności działać, resztę zostawiając Bogu. Nie uczynisz więcej niż możesz; jeśli zbliżyłaś się do ściany - oddaj to Bogu (nawet jeśli będziesz oddawała i dziesięć razy; pamiętaj, że Jezus też upadał pod swoim krzyżem). Zachęcam również do tego, na co zwróciła uwagę Estera - do regularnej lektury Pisma Świętego.
Być może Bóg nie spełnia Twojej prośby o związek, ponieważ może to nie być dobry czas. Bóg nigdy nie robi nam na przekór, aby nam dokuczyć lub nas zgnębić - jeśli już dzieje się coś trudnego, to tylko po to, aby hartować naszą duszę. Być może dla Ciebie obecnie najlepszym rozwiązaniem byłoby poznanie siebie, swoich potrzeb i swojego obdarowania. Nie poczytaj mi tego za złośliwość (mnie też to dotyczy ;)) - być może potrzebujesz dojrzeć do związku, dobrze zrozumieć, czego oczekujesz od tak bliskiej relacji, przepracować traumy. Może jest tak, że na tę chwilę relacja romantyczna bardziej by Ciebie poraniła i miałaby zagłuszyć to, co skrywasz głęboko w sercu. Zwróć uwagę, że Bóg dozwalając na to, aby Hioba dotknęło niezmierzone cierpienie, zarazem pozwolił mu na to, aby ten poznał swoje serce.
Zachęcam Ciebie również do pogłębienia tematu stylów przywiązania - określają one, że w konkretnych sytuacjach reagujemy w taki, a nie inny sposób. Możliwe, że ta trudna znajomość, o której wspominasz, ma coś w tym wspólnego. Tak od siebie podrzucę: kanał unikowy na YouTube oraz książka "Partnerstwo bliskości". Nie jestem pewna, czy ktoś z kręgu katolickiego zajął się tematem - jeśli tak, to będę wdzięczna za rekomendacje ;)
A co do tego, czy Bóg faktycznie wysyła Ci jakieś sygnały - to odpowiedz sobie z głębi serca - czy na pewno coś ignorujesz czy trochę nie gnębisz siebie, że coś robisz nie tak, jesteś niewystarczająca? Pomyśl o tym, aby spojrzeć na siebie z większą miłością - co zrobić, aby zaakceptować to, że masz ograniczenia (Bóg właśnie takich nas kocha - słabych, kruchych).
Katarzyno, chciałam jeszcze dodać, że uradowałam się w duszy czytając Twoje świadectwo :)
Pozdrawiam (z sercem i modlitwą)
|
|