logo
Sobota, 24 stycznia 2026
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-26 12:16

Jesteśmy małżeństwem z ośmioletnim stażem, mamy dwójkę dzieci. Żona zawsze była dość wybuchowa, ja nastomiast jako introwertyk często zamykałem się w sobie w obliczu konfliktów, jednak mimo wszystko na początku potrafiliśmy się porozumieć.
Gdy pojawiły się dzieci, nasze relacje zaczęły się pogarszać. Żona stała się jeszcze bardziej drażliwa, a sprzeczki o drobne rzeczy przeradzały się w wyciąganie wszelkich moich przewinień z przeszłości (np. tego co powiedziałem lub co niestosownego zrobiłem). Nie byłem w stanie się przed tym bronić, bo do żony nie docierały żadne wyjaśnienia, żadne argumenty. Zaczęła mi wręcz jednostronnie przypisywać, co kiedyś myślałem i jak złe miałem intencje.
Swobodne kiedyś rozmowy zaczęły przypominać chodzenie po polu minowym. Nie byłem w stanie przewidzieć, jak żona zareaguje na jakiekolwiek neutralne z mojego punktu widzenia stwierdzenie, czy ton wypowiedzi.
Coraz bardziej zamykałem się w sobie, a żona odebrała to jako odrzucenie i jej niechęć do mnie zaczęła narastać. Podczas jednej z kłótni usłyszałem, że nie może się doczekać aż dzieci dorosną i będzie mogła ode mnie odejść.
Obecnie mam wrażenie, że wręcz wyczekuje momentu, gdy znów będzie mogła mi coś wytknąć czy coś skrytykować. Żadne moje starania nie są wystarczające.
Równolegle okazało się, że żona jest obrażona również na Kościół i na księży mówiących jak należy żyć ... i nie czuje potrzeby uczestniczenia w mszy nawet w Boże Narodzenie. Być może i przed ślubem tak było, ale wtedy deklarowała to, co chciałem usłyszeć ...
Przytłoczony tą sytuacją rozpocząłem terapię u psychoterapeutki zajmującej się również terapią par. Zdawałem sobie sprawę z tego, że muszę popracować nad sobą i nad komunikacją w związku. Myślałem również, że uda mi się w pewnym momencie włączyć żonę, jednak zareagowała niezwykle gwałtownie (krzyki, oskarżenia) na samą sugestię terapii. Żona nie ma sobie nic do zarzucenia i nie pozwoli, by ktoś ją oceniał.
Martwię się o dzieci, o to jak chłód między rodzicami może na nich wpłynąć, jednocześniej jestem tą sytuacją coraz bardziej wyniszczony i przybity. Co jeśli będzie jeszcze gorzej i na przykład żona stanie się podobnie agresywna wobec dzieci?

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: A (---.centertel.pl)
Data:   2025-09-26 19:58

Arkadiuszu,
biorąc ją za żonę obiecałeś jej miłość. Miłość to nie znaczy dawać sobie wchodzić na głowę lecz pragnąć szczęścia drugiej osoby. Dobrze, że zacząłeś uczęszczać na terapię, ale to nie wszystko. Musisz zacząć także walczyć o zbawienie dla swojej żony. Odwróciła się od Kościoła i nie możesz jej zmusić do wiary.
Powinieneś się za nią modlić. Jest taka modlitwa szeroko znana jako Nowenna Pompejańska - od spraw beznadziejnych. Modlitwa to nie żadne polecenie magiczne, ona jest potrzebna zarówno osobie o którą się modlisz, jak również Tobie.
Bóg pozwala nam w życiu poznać wiele szczęścia, ale stykamy się także z czasem próby. Modlitwa w wierze i miłości ma ogromną moc przemiany. Wierzę, że Matka Boża i Tobie pomoże.

Z Panem Bogiem.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-09-27 02:20

To dobrze, że pracujesz nad sobą, nad komunikacją. Dodaj do tego jeszcze asertywność.

"Co jeśli będzie jeszcze gorzej i na przykład żona stanie się podobnie agresywna wobec dzieci?"

Agresja to przemoc, nieważne względem kogo - Ciebie czy dzieci. W ramach działań antyprzemocowych istnieją rozwiązania prawne, np. procedura Niebieskiej Karty. Warto porozmawiać z kimś kompetentnym, może być terapeuta, ale też np. dzielnicowy

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Barbara (---.dynamic-1-kat-k-5-2-0.vectranet.pl)
Data:   2025-09-27 14:15

"Gdy pojawiły się dzieci, nasze relacje zaczęły się pogarszać. Żona stała się jeszcze bardziej drażliwa".

Przy dwójce dzieci pracy jest dużo. Czy pomagasz w pracach domowych, poświęcasz czas dzieciom? Zachowanie żony może wynikać z przeciążenia obowiązkami.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-27 23:13

Łatwiej bronić sie przed otwartą agresją, czy fizyczną, czy słowną, a znacznie trudniej, jeśli ta agresja przejawia się w setkach uszczypliwości i uwag, które powoli niszczą poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości.
Jak dotąd była jedna sytuacja, gdy ze strony żony padły słowa, które wobec dziecka paść nie powinny ("czy ty jesteś tumanem?!"), ale wtedy to ja się uniosłem. Miało to swoje konsekwencje, ale pomogło.
Ktoś może powiedzieć, że to przecież nic takiego, ja jednak uważam, że takie słowa usłyszane od kogoś bliskiego mogą bardzo zranić.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-27 23:43

"Czy pomagasz w pracach domowych, poświęcasz czas dzieciom?"

Pracami domowymi i opieką nad dziećmi zajmujemy się z reguły naprzemiennie. Nie wydaje mi się bym cokolwiek zaniedbywał, a jeśli nawet jest coś co można by poprawić, to myślę, że można to wyjaśnić w spokojnej rozmowie.

Tymczasem nawet jeśli wszystko jest w porządku, żona potrafi powiedzieć np. "cieszyłbyś się, gdybym każdego dnia, mimo wyczerpania, zajmowała się wszystkim, prawda?"
Nie chodzi o więc o rzeczywistość, nie o fakty, tylko o przypisywanie mi jakiś okrutnych intencji. Jak udowodnić, że ma się dobre intencje jeśli czyny nie wytarczają?

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-09-28 03:52

"cieszyłbyś się, gdybym każdego dnia, mimo wyczerpania, zajmowała się wszystkim, prawda?"

Może sednem problemu jest jednak przemęczenie żony? Może właśnie ten "sprawiedliwy" podział obowiązków nie służy Waszemu małżeństwu? Może żona ma zacznie mniej sił niż Ty i bardziej się męczy, wykonując takie same prace? Może potrzebuje więcej snu niż Ty, żeby wypocząć? Może gorzej się czuje w niektórych fazach cyklu hormonalnego? Czy wziąłeś to wszystko pod uwagę? Czy w tych przytoczonych - przyznaję - przykrych słowach umiesz dostrzec coś więcej niż tylko uderzenie w Ciebie? Czy zauważasz, że żona sygnalizuje swoje wyczerpanie?

"Łatwiej bronić sie przed otwartą agresją, czy fizyczną, czy słowną, a znacznie trudniej, jeśli ta agresja przejawia się w setkach uszczypliwości i uwag, które powoli niszczą poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości".

Czy chodzi Ci tutaj o dzieci, czy o samego siebie?

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-28 10:09

"umiesz dostrzec coś więcej niż tylko uderzenie w Ciebie? Czy zauważasz, że żona sygnalizuje swoje wyczerpanie?"

Myślę, że żona jest wyczerpana przede wszystkim rutyną i codziennością. Nie ma też większego znaczenia ile obowiązków wezmę na siebie, bo żona i tak zauważa i pamięta te złe z jej punktu widzenia rzeczy. Nawet jeśli wysprzątam dom i ugotuję obiad godząc to jakoś z pracą, to zauważy tylko to, że akurat tego dnia wychodziłem wieczorem (swoją drogą na terapię właśnie) i nie mogłem wyręczyć jej w kąpieli dzieci.

W kontekście "uderzeń we mnie", żona powiedziała kiedyś, że jeśli ktoś zrobi jej coś złego, odegra się w trójnasób. Nie potraktowałem wtedy tego poważnie, ale tak to niestety wygląda ...

"Czy chodzi Ci tutaj o dzieci, czy o samego siebie?"

Mnie to dotyka codziennie i efekt jest wyniszczający. Dzieci są jeszcze małe, "słodkie" więc więcej im może uchodzić. Kiedy jednak dorostną, staną się bardziej świadome i niezależne, a zarazem "denerwujące", czy nie będą traktowane podobnie? Nie jestem w stanie przewidzieć co się wydarzy, ale chciałbym zapobiec dorastaniu dzieci w rodzinie dysfunkcyjnej.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Akittm (---.31.178.132.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-09-28 15:03

A czy robisz coś, żeby Twoja żona czuła się kochana? Czy potrafisz ją: pochwalić, przynieść prezent, wyręczyć ją w czymś, przytulić, docenić, zaopiekować się? Czy wszystko jest skoncentrowane na tym, że przecież podział obowiązków jest równy, a żona uszczypliwa? Czasami uszczypliwość jest formą radzenia sobie z tym, że ta "uszczypliwa osoba" nie czuje się kochana. To już właściwie ostatni krzyk o pomoc i wciąż, usilne próby ratowania waszej relacji. To nie jest tylko kwestia obowiązków. Nie uważasz, że jesteś troszkę nadwrażliwy na poziomie słów i przez to nie zauważasz innych rzeczy tzn. zatrzymujesz się na poziomie tego, że ostre słowa są wymierzone w Ciebie, ale nie starasz się zrozumieć przyczyny? Może żona nie może już znieść tego, jak ją traktujesz i że nie ma wsparcia, także emocjonalnego i tego zaopiekowania i miłości, która jest jest potrzebą. Wtedy uszczypliwość byłaby naturalną drogą, żeby sobie poradzić i nie popaść w jeszcze gorszy stan. Ty sam sobą się zaopiekowałaś tj. poszedłeś na terapię. Ale co robisz dla żony tzn. oprócz zarzutów i chęci zmieniania jej? Jako mąż jesteś odpowiedzialny za zaopiekowanie żoną i kochanie jej (nie chodzi o wewnętrzne, introwertyczne kochanie).

28 Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.
29 Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół
(Ef 5)

7 Podobnie mężowie we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym! Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski, [to jest] życia, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom.
(1 P 3)

Żony są bardzo często obrazem, odzwierciedleniem swoich mężów. Jeśli kobieta jest kochana, promienieje i jest piękna. Nie możesz też oczekiwać od żony, że po porodzie będzie niezmiennie taka sama jak przed. Czy faktycznie wypełniasz obowiązek małżeński kochania żony, tak jak ona tego potrzebuje? Jako mężczyzna powinieneś być oparciem dla kobiety, także emocjonalnym. To nie jest tak, że podzielicie się obowiązkami po równo, jak byście byli lokatorami i wszystko będzie ok, a Ty dalej będziesz odbierał opiekę i miłość od żony, i poza tym żył swoim niezmienionym życiem. Myślę, że Twoja żona czuje zawód i czuje się samotna, pozostawiona sama sobie. A Ty w tym czasie terapeutyzujesz swoje emocje w bezpiecznej "bańce" na terapii. I skupiasz się na tym, w jaki sposób Twoja żona ciebie ugodziła, powiedziała uszczypliwości. Myślę, że nie widzisz swojego postępowania. Twoja żona jest bardziej zmęczona niż myślisz, a Twoim zarzutem jest to, że jest że nie potrafi tego wyjaśnić w spokojnej rozmowie. Myślę, że próbowała wielokrotnie coś zmienić, tylko że Ty skupiasz się przede wszystkim na sobie. Jeśli zamykasz się w obliczu konfliktów, zamiast wyjść żonie naprzeciw, to Twoja postawa stanowi problem. Kobiety są też słabsze fizycznie i są pod wpływem większej ilości hormonów niż mężczyźni. Myślę, że powinieneś robić więcej niż "po równo". Masz dużo do zarzucenia żonie. Fajnie by było, gdybyś popracował nad tym co jest w Tobie. Jesteś wrażliwy na swoim punkcie i nie bierzesz odpowiedzialności za żonę i za dzieci (nie chodzi mi o "włączenie się w równy podział obowiązków - to żadna chluba). Nie masz pomagać żonie, bo to w równym stopniu Twoja odpowiedzialność. A nawet bardziej (patrz co Biblia mówi). Jesteś odpowiedzialny nie tylko za dzieci, ale i za żonę. Mam wrażenie, że umywasz od tego ręce i przyjmujesz postawę chłopięcą, synowską (słowa "mamy" powinny mnie wspierać i być spokojne, a jej samopoczucie się nie liczy); a nie mężczyzny, który jest odpowiedzialny za swoją kobietą, którą sobie wziął. Odpowiadasz za dobrostan żony, którą sobie wziąłeś, która też poświęciła swoje zdrowie i ciało, by urodzić Twoje dzieci. Nie przeszedłeś przez to. Twoje "po równo", to żadne usprawiedliwienie.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (147.161.249.---)
Data:   2025-09-28 17:07

"A czy robisz coś, żeby Twoja żona czuła się kochana?"

Trudno o takie zachowania, gdy jest się regularnie mieszanym z błotem, gdy sama czyjaś obecność wywołuje stres i lęk.

"Czy potrafisz ją: (...) wyręczyć ją w czymś"

Tak, coraz częściej, ale wydaje się nie mieć to dla niej znaczenia. Wystarczy jedna rzecz, która jej się nie spodoba by cała reszta poszła w niepamięć.

"Czy wszystko jest skoncentrowane na tym, że przecież podział obowiązków jest równy"

Napisałem, że zajmujemy się obowiązkami naprzemiennie, ale to nie znaczy, że każde wykonuje tylko swoją wyznaczoną część. Dzięki "naprzemienności" druga strona ma czas dla siebie i może odpocząć.
Takie było założenie teoretyczne, bo w praktyce coraz więcej biorę na siebie, co jednak nie zmniejsza ilości przykrych rzeczy, które słyszę.

"To już właściwie ostatni krzyk o pomoc i wciąż, usilne próby ratowania waszej relacji."

To właśnie te krzyki zniszczyły tą relację. Czy ktoś kto chce ratować relację całkowicie ignoruje co druga strona ma do powiedzenia? Zrzuca całą winę na drugą stronę i reaguje wyzwiskami na sugestię terapii? Jak ma się zachować mąż, który słyszy od żony, że ją "wrobił w dzieci", że ona czuje do niego "obrzydzenie", że żałuje że "nie jest bardziej podła"?

"Może żona nie może już znieść tego, jak ją traktujesz i że nie ma wsparcia, także emocjonalnego i tego zaopiekowania i miłości, która jest potrzebą."

Tak, to możliwe, ale to działa w obie strony ...

"Ty sam sobą się zaopiekowałaś tj. poszedłeś na terapię. Ale co robisz dla żony tzn. oprócz zarzutów i chęci zmieniania jej?"

Poszedłem na terapię, bo na skutek ciągłej krytyki i wmawiania złych intencji zacząłem kwestionować swoje postrzeganie rzeczywistości. Celowo wybrałem terapeutkę specjalizującą się w terapii par, ale żona o terapii w swoim przypadku nawet nie chce słyszeć. Nie zaciągnę jej przecież siłą.

"Jako mąż jesteś odpowiedzialny za zaopiekowanie żoną i kochanie jej". "Jako mężczyzna powinieneś być oparciem dla kobiety, także emocjonalnym."

To nie jest jednostronna odpowiedzialność.

"Jeśli zamykasz się w obliczu konfliktów, zamiast wyjść żonie naprzeciw, to Twoja postawa stanowi problem"

Moja postawa to efekt utraty wiary, że wyjście naprzeciw cokolwiek zmieni.

"Jesteś wrażliwy na swoim punkcie i nie bierzesz odpowiedzialności za żonę i za dzieci"

Po czym wnosisz, że nie biorę odpowiedzialności?

"Odpowiadasz za dobrostan żony, którą sobie wziąłeś, która też poświęciła swoje zdrowie i ciało, by urodzić Twoje dzieci. Nie przeszedłeś przez to."

Czy w tym układzie żona jest tylko targaną hormonami istotą, która wiele poświęciła i wiele przeszła, więc za nic już nie odpowiada, ani za swoje ani za swoje słowa?

Być może pobraliśmy się bardziej z rozsądku niż z miłości. Być może nie byliśmy wystarczająco dojrzali, by stworzyć udany związek. Jesteśmy jednak gdzie jesteśmy i nie jesteśmy tam sami.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-09-28 21:53

Arkadiuszu,
szczerze Ci wspólczuję.

Nie podzielam sposobu myślenia jednej z moich poprzedniczek, która - w moim odbiorze - cały albo prawie cały ciężar odpowiedzialności przerzuca na Ciebie.
Jakoś zabolało mnie kierowane do Ciebie zdanie, które odbieram jako potencjalny zarzut o sensie: ty sobie na terapię, w swojej bańce, a żona się męczy z dziećmi.

Podzielam natomiast Twoją odpowiedź na zdania:
""Jako mąż jesteś odpowiedzialny za zaopiekowanie żoną i kochanie jej". "Jako mężczyzna powinieneś być oparciem dla kobiety, także emocjonalnym." -
Masz rację, Arkadiuszu: "To nie jest jednostronna odpowiedzialność".

To nie jest w moim przekonaniu tak, że to mężczyzna ma zapewnić tyyyyyyle, ocean, znacznie więcej niż żona, bo kobieta jest z definicji słabsza (emocjonalnie, fizycznie, gra hormonów itp.), i na dodatek dzieci rodzi, a mężczyzna nie...
Oczywiście, że i ja jako kobieta bardzo chcę się czuć darzona wsparciem, zaopiekowana itp., ale to wg mnie działa jednak w obie strony.

Zauważam też, że od samego początku, od pierwszej wypowiedzi po tę niedzielną, którą właśnie przeczytałam, akcentujesz troskę o dzieci:
"Nie jesteśmy tam sami". "Nie jestem w stanie przewidzieć co się wydarzy, ale chciałbym zapobiec dorastaniu dzieci w rodzinie dysfunkcyjnej."
Rozumiem i szanuję. Obawiam się, niestety, że to nie przyszłość, że już teraz z tą dysfunkcyjnością macie do czynienia i że dzieci, małe i słodkie, jak piszesz, to odczuwają. Tym bardziej jest o co walczyć.
I tak, trzeba jasno reagować, gdy żona tak czy inaczej wyzywa dzieci (wspomniany "tuman").

Niestety nie znam metody doprowadzenia do takiej chwili (ale masz terapeutkę) - niemniej chciałabym zapytać, czy jest do wyobrażenia sytuacja, w której powiecie sobie jasno i konkretnie, albo napiszecie, czego konkretnie od siebie oczekujecie. Być może rzeczywiście żona się miota w jakimś poczuciu braku, niezaspokojenia jakiejś potrzeby, wyraża to m.in. złośliwościami, ale bez jasnego komunikatu, jakich zmian oczekuje. Na pewno nie chodzi o to, abyś się domyślał ani o to, żebyś brał całokształt win na siebie.

Skoro żona czuje się wrobiona w dzieci, to co konkretnie teraz proponuje w ich sprawie? Bez ogólników: czego oczekuje?
Na przykład: że się z nimi wyprowadzasz?
Tak, chodzi mi po głowie jeszcze myśl o separacji, gdyby wydarzenia mocno eskalowały. Ale bez pośpiechu.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Akittm (---.31.178.132.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-09-28 23:08

"Trudno o takie zachowania, gdy jest się regularnie mieszanym z błotem, gdy sama czyjaś obecność wywołuje stres i lęk."

Czasami trzeba uznać, że moje emocje nie są prawdą obiektywną, a subiektywną i zareagować w opozycji do swoich emocji. Co właściwie żona może Ci zrobić słowami i czy trzymanie się tej urazy/stresu/lęku jest warte utraty żony i rozpadu małżeństwa? Jeśli ją kiedykolwiek kochałeś i masz z nią jakieś szczęśliwe wspomnienia, to przypomnij sobie te rzeczy.
Wyraź może czasami trochę agresji słownej. Czy uszczypliwość żony, nie wywołuje Twojego gniewu? Stres, lęk i wątpienie we własne postrzeganie rzeczywistości, nie jest szczególnie dobrym wyborem. Kłótnia jest lepsza niż bierne duszenie w sobie uraz.
A odpowiedzialność, to kochanie w taki sposób, by odpowiedzieć na potrzeby drugiej strony i jednocześnie nie zaszkodzić sobie.

"Jak ma się zachować mąż, który słyszy od żony, że ją "wrobił w dzieci", że ona czuje do niego "obrzydzenie", że żałuje że "nie jest bardziej podła"?"

Może spróbuj to potraktować humorem lub humorem i uwodzeniem, i czułością? Albo wyrzuć jej to co czujesz i to co masz w sercu. Najgorszą opcją jest duszenie tego w sobie - nie spotykacie się w ten sposób, a Ciebie może to doprowadzić do stanów chorobowych... Może żona mówi te przykre rzeczy, bo szuka więzi emocjonalnej i zrozumienia? Fajnie by było gdybyś ją przyjął, byś przyjął jej emocje i nie uciekał od wyrażania swoich. Ludzie czasami chcąc wyrazić to co się w nich nazbierało, używają do tego nieadekwatnych słow. Możliwe, że tak jest z Twoją żoną. Stań wobec niej, zamiast od niej (i siebie) uciekać.

"Moja postawa to efekt utraty wiary, że wyjście naprzeciw cokolwiek zmieni."

To tutaj potrzebna jest modlitwa.

"Nie zaciągnę jej przecież siłą."

Nie musisz. To ty chciałeś terapii. I na terapię idzie się pracować nad sobą, nie nad kimś. Rozwiązuj swoje problemy.

"Takie było założenie teoretyczne, bo w praktyce coraz więcej biorę na siebie, co jednak nie zmniejsza ilości przykrych rzeczy, które słyszę."

Mimo wszystko, polecam zadbanie o serce żony i o to, by czuła się kochana. Spróbuj ją (jej serce) ponownie zdobyć.

Mężczyzna uciekający od swojej kobiety nie jest zbyt pocieszającym widokiem.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-09-29 00:24

Akittm - agresja, w tym słowna, czyli m. in. uszczypliwość, to przemoc. Brak reakcji na przemoc to jej eskalacja. Przed przemocą trzeba i warto się bronić, oczywiście nie przemocą.

"A Ty w tym czasie terapeutyzujesz swoje emocje w bezpiecznej "bańce" na terapii"
Radzę się dokształcić w temacie tego, co się robi w terapii, bo ta opinia jest nieprawdziwa i krzywdząca. Autor szuka pomocy i szuka jej w dobrym miejscu.

"Co właściwie żona może Ci zrobić słowami"
Między innymi: pozbawić poczucia wartości, zniechęcić do siebie, rozwalić małżeństwo. Słowami można drugą osobę pozbawić życia, również dosłownie. Mobbing to też "tylko" słowa, a jednak można za niego stanąć przed sądem. Wulgaryzmy to też "tylko" słowa. Wyzywanie drugiej osoby to też "tylko" słowa. I tak dalej. Rozumiem, że chętnie i z radością narażasz się na przemoc wobec siebie? A może przemoc słowna jest dla Ciebie normą? Czy występujesz jako ofiara czy sprawca? "jesteś troszkę nadwrażliwy" to typowy gaslightningowy tekst osoby, która chce zdjąć z siebie odpowiedzialność za swoje słowa i zachowanie, zrzucając ją na ofiarę. Tak rozumiana "nadwrażliwość " nie istnieje.
Warto nad tym popracować.
Jezus nie wyrażał zgody na jakiekolwiek złe słowa skierowane do drugiej osoby.

"17 Nie rozumiecie, że wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz.
18 Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym.
19 Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa.
20 To właśnie czyni człowieka nieczystym."
(Mt 15)

"Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym" (Ef 4, 29)

"2 Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało.
3 Jeżeli przeto wkładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem.
4 Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jaki odpowiada woli sternika.
5 Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala.
6 Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało, i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.
7 Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić, i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka.
8 Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać; to zło niepohamowane, pełne zabójczego jadu.
9 Za jego pomocą wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże.
10 Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi!
11 Czyż z tej samej szczeliny źródła wytryska woda słodka i gorzka? 12 Czy może, bracia moi, figowiec rodzić oliwki albo winna latorośl figi? Także słone źródło nie może wydać słodkiej wody."
(Jk 3)

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-09-29 03:28

"A czy robisz coś, żeby Twoja żona czuła się kochana?"

"Trudno o takie zachowania, gdy jest się regularnie mieszanym z błotem, gdy sama czyjaś obecność wywołuje stres i lęk".

Owszem, to może być trudne, nawet bardzo trudne. Ale myślę, że możesz przynajmniej spróbować. Spróbować reagować inaczej. Czyli nie koncentrować się na swojej krzywdzie, tylko wyjść naprzeciw potrzebom rozzłoszczonej żony. I nie chodzi tu o podejmowanie dodatkowych prac z poczuciem jeszcze większej własnej krzywdy, tylko o autentyczną chęć dostrzeżenia jej biedy i okazania jej miłości. O CZASOWE przymknięcie oka na jej karygodne słowa. O danie jej szansy.

W tej chwili postępujesz wg schematu: ona zachowuje się niewłaściwie, więc to ona powinna się zmienić. Zastąp go innym: ja zmienię swoje zachowanie, żeby jej ułatwić porzucenie niestosownych zachowań. Spróbuj, jeśli zależy Ci na małżeństwie, a nie tylko na dzieciach.
Myślę, że ochrona dzieci przed żoną nie powinna być w tej chwili Twoim priorytetem. Bo z takim nastawieniem raczej nie uda Ci się wygrać małżeństwa. Zawalcz najpierw o miłość między Wami. A dopiero gdyby się nie udało (wyczerpiesz wszystkie możliwości), chroń dzieci.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: A (---.centertel.pl)
Data:   2025-09-29 10:45

Jak widzisz ludzie starają Ci się pomóc. Dają różne rady, polecenia, uwagi, często bardzo Cię dotykające. Chciałbym Ci przedstawić pewną analogię, bardzo uprzedmiotawiającą, za co z góry przepraszam, ale potrzebną, żebyś zrozumiał pewną rzecz.

Jesteśmy mężczyznami, więc lepiej znamy się na mechanice. Wyobraź sobie pewien kierowca ma problem i na forum internetowym chce diagnozy:"
Panowie, mam problem z autkiem. Silnik mi się dusi, jak startuję po czerwonym na światłach. Gdy wyprzedzam także mi się dusi. I jak jadę zapala mi się lampka silnika ostrzegawcza, a potem lampka z kluczykiem. Pomóżcie."

Taka informacja zawiera szczegóły dotyczące pracy silnika. Nie wiemy co to za silnik. Nie wiemy co to za marka. Nikt nie poradzi takiemu kierowcy jak nie poda więcej szczegółów - jaka marka, jaki silnik, benzyna - diesel, który rocznik, jakie paliwo, na jakiej stacji tankowane itd.

Ludzie nie są maszynami. Są milion razy bardziej skomplikowani i nieprzywidywalni niż maszyny.

Nie wiemy czy Twoja żona jest jedynaczką. Nie wiemy w jakiej rodzinie się wychowała. Czy jej rodzice nie próbowali zaszczepić jej wiary, czy od początku byli niewierzący. Nie wiemy czy mieszkacie na wsi czy w mieście, gdzie życie jest z pozoru łatwiejsze, lecz więcej jest pokus. Nie wiemy czy Twoja żona nie miała w przeszłości takich zdarzeń, które ją w pewien sposób ukształtowały, że nie ma prostego środka na odmianę.

Nie wiemy czy wasze dzieci są zdrowe, czy mają np. autyzm lub zespół Aspergera. To może sprawić, że są "niegrzeczne", grymaśne nie ze swojej winy, lecz ponieważ cierpią na taką przypadłość.

Nie wiemy także, czy Ty się nie zmieniłeś od czasu ślubu. Może przytyłeś 30 kg, spędzasz po pracy 3 godziny przed telewizorem i nie dbasz o siebie. To tylko są domysły.

Tutaj na forum możesz teoretycznie spotkać się z najlepszymi specjalistami z zakresu katolickiej psychiatrii i psychologii, w tym psychologii par. Ale nikt nie będzie leczył was zdalnie, bo to praca dla dwóch osób. W związku jesteśmy wolni inaczej. Miłość do drugiej osoby sprawia, że rezygnujemy z części siebie dla drugiej osoby. Mamy stres i obowiązki. To posty to dopiero początek drogi. Nie obrażaj się na żadnego rozmówcę, bo każdy próbuje Ci pomóc, tak jak umie, a ze względu na to że dałeś tylko bardzo mały ułamek informacji - źle się dzieje w małżeństwie, to i posty są bardzo "rozrzucone".

Ponowię także moją radę o modlitwę, bo Twoja sytuacja jest naprawdę poważna i bez szczerej i gorącej modlitwy, pomimo wszystkich Twoich starań po ludzku raczej się nie uda - żona jest daleko od Boga i nic jej nie przeszkadza, aby Cię opuścić. To ostatni chyba moment na uratowanie małżeństwa.

Z Panem Bogiem.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-29 12:03

"Skoro żona czuje się wrobiona w dzieci, to co konkretnie teraz proponuje w ich sprawie? Bez ogólników: czego oczekuje?
Na przykład: że się z nimi wyprowadzasz? Tak, chodzi mi po głowie jeszcze myśl o separacji, gdyby wydarzenia mocno eskalowały. Ale bez pośpiechu."

Myślę, że moja żona sama do końca nie wie czego oczekuje. Jest niezwykle emocjonalna i impulsywna, a to co mówi, już po chwili może być nieaktualne lub okaże się, że "źle to zinterpretowałem".
Zapewne kocha dzieci i poczuwa się do obowiązku, by się nimi zajmować, nawet jeśli jest z tego powodu nieszczęśliwa.
Potrzebujemy otwartej rozmowy, ale bez jakiegoś rodzaju mediacji może to być bardzo trudne do zrealizowania.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-29 12:18

"Co właściwie żona może Ci zrobić słowami i czy trzymanie się tej urazy/stresu/lęku jest warte utraty żony i rozpadu małżeństwa?
Kłótnia jest lepsza niż bierne duszenie w sobie uraz. Fajnie by było gdybyś ją przyjął, byś przyjął jej emocje i nie uciekał od wyrażania swoich"

Nie jestem w stanie wyrazić swoich uczuć i emocji. Nie dlatego, że nie chcę, tylko dlatego, że za każdym razem zostaję zakrzyczany, moje słowa są podważane i wszystko obraca się ostatecznie przeciwko mnie. Jeśli nie odpowiem, pada z kolei oskarżenie, że "nie chcę rozmawiać". Czuję się w związku z tym bezsilny i zrezygnowany.
Słowa potrafią zranić, ale co jest jeszcze gorsze to brak żalu i poczucia winy z tego powodu. Kiedyś w tym kontekście usłyszałem od żony, że "rozumie dlaczego mogła tak powiedzieć i sobie wybacza". Gdzie tu jest miejsce dla mnie na wyrażenie siebie? Mogę tylko tego wysłuchać, przyjąć i liczyć, że wybuch szybko się skończy i wróci zwyczajowa, pełna napięcia cisza.

"To ty chciałeś terapii."

Żona też sugerowała, bym poszedł na terapię. U siebie nie dostrzega niestety takiej potrzeby.
Od jej koleżanki wiem, że od dawna jest uprzedzona do psychologów/psychoterapeutów. Sam zresztą byłem świadkiem jej gwałtownych reakcji, gdy pediatra dopytywał o historię nowotworów w rodzinie lub wskazywał na jakąś nie do końca poprawną opiekę (żona wzięła to do siebie, chociaż było to wynikiem wskazań innego lekarza). Jest w niej jakieś poczucie krzywdy, jakiś gniew jeszcze z czasów sprzed naszej znajomości, coś co ona traktuje jako część swojej osobowości, a dla mnie jest wyniszczające.

"W tej chwili postępujesz wg schematu: ona zachowuje się niewłaściwie, więc to ona powinna się zmienić"

To nieprawda. Przede wszystkim staram się odzyskać równowagę, zrozumieć i poprawić, co sam robię źle. Zdaję sobie sprawę z tego, że żona nie zmieni się dopóki sama nie dostrzeże takiej potrzeby, a nic jak na razie tego nie zapowiada.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Marta (---.centertel.pl)
Data:   2025-09-29 12:30

Im więcej wiemy tym bardziej cierpimy?
Trzeba dowiedzieć się czy małżeństwo zostało ważnie zawarte i czy cierpicie na zaburzenie osobowości.
Dawniej nie było takiej wiedzy psychologicznej a teraz jest.
To zmienia perspektywę ponieważ bez zajecia się z osobowości o takich objawach nie da się zgodnie żyć i małżeństwo się rozpadnie lub Zamęczycie się.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-29 12:35

"Zawalcz najpierw o miłość między Wami"

To trochę jak relacja z dwiema osobowościami równocześnie, przy czym jedna jest otwarcie wroga i agresywna, druga zraniona i oczekująca wsparcia. Nigdy nie wiem, która pojawi się za chwilę.
Nie zliczę ile razy wydawało mi się, że idzie ku dobremu, gdy nagle nastąpił zwrot.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-29 15:52

"Nie obrażaj się na żadnego rozmówcę, bo każdy próbuje Ci pomóc, tak jak umie, a ze względu na to że dałeś tylko bardzo mały ułamek informacji - źle się dzieje w małżeństwie, to i posty są bardzo "rozrzucone". "

Nie obrażam się i każdy post jest dla mnie cenny. Różne punkty widzenia, subiektywność, różne doświadczenia i przypuszczenia sprawiaja, że mogę w pewnym sensie zrozumieć jak to wygląda z zewnątrz, a do tego poczuć, ze nie jestem z tym tak zupełnie sam ... i za to wszystko dziękuję.


"żona jest daleko od Boga i nic jej nie przeszkadza, aby Cię opuścić. To ostatni chyba moment na uratowanie małżeństwa."

Nie wiem czy od Boga, ale od Kościoła - na pewno.
Mam czasem wrażenie, że to inna osoba niż ta, którą poznałem i z którą tyle lat spędziłem ...

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Lola (---.digimobil.es)
Data:   2025-09-29 19:34

Jestem taką żoną. Jakbym czytała o sobie. Uważam, że w tym przypadku terapia byłaby ucieczką ode mnie, od sytuacji. Wolałabym, żeby mąż zamiast obgadywać mnie z obcymi, umył za mnie okna. Jeśli ma siłę. Twoja żona zasługuje na komplementy, prezenty, kwiaty. Kiedy ostatnio zrobiłeś coś za nią? Coś czego nie lubi robić? Okaz jej miłość.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-09-29 19:48

Lolu. Rozumiem zmęczenie. Niemniej są rzeczy do przemyślenia. Terapia nie jest obgadywaniem z obcymi. To raz. Jest szansą pomocy. Wykończony małzonek jej - pomocy - potrzebuje.
Zarzut co do terapii chybiony, bo to zresztą żona Arkadiusza miała wysyłać go na terapię (choć w terapie nie wierzy, coś tu nie gra).

A po drugie: czy jasno poprosiłaś męża, żeby umył przy najbliższej okazji okna? Żeby umył, ale nie zamiast terapii. NIKT nie musi, a często i nie ma ani zdolności, ani możności się domyślać, że akurat okna to Twoje oczekiwanie.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-09-29 20:45

"Twoja żona zasługuje na komplementy, prezenty, kwiaty."

Czy to nie oznaczałoby, ze akceptuję całą tą krytykę i poniżenie, a wręcz przepraszam, że na nie zasłużyłem? Że właśnie wystarczy mnie zgnębić bym zrobił to czego się ode mnie oczekuje? Myślę, że nie na tym polega zdrowa relacja.
Czy można kogos kochać, a mimo to celowo go ranić i tego nie żałować?

"Kiedy ostatnio zrobiłeś coś za nią? Coś czego nie lubi robić? Okaz jej miłość".

Dzisiaj, przygotowałem obiad ...

"(...) bo to zresztą żona Arkadiusza miała wysyłać go na terapię (choć w terapie nie wierzy, coś tu nie gra)."

Raczej chodzi o to, że nie wierzy, tylko, że nie chce brać udziału uważając, że z jej strony wszystko jest w porządku. Podejmując terapię, trzeba być gotowym na trudne pytania, niełatwe do przyjęcia wnioski i ustępstwa, a to może być bolesne.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Danusia (178.219.104.---)
Data:   2025-09-30 18:38

Odniosę się tylko do: "Czy to nie oznaczałoby, ze akceptuję całą tą krytykę i poniżenie, a wręcz przepraszam, że na nie zasłużyłem?"
Miłość niestety rządzi się innymi "prawami". A może słyszałeś o miłosierdziu? Miłosierdzie polega właśnie na tym że dajesz coś komuś mimo iż on na to nie zasłużył.
A wracając do owoców takiego kochania mimo tego że ktoś nie zasługuje, to jest na pewno długotrwała praca ale miłość pokonuje każde kamienne serce.
A jeśli w relacji nie ma miłości, to można bez końca się licować ona tak a ja tak.
Nie wiem czy masz wyobraźnię, bo ona jest bardzo pomocna w sytuacjach granicznych. A może spróbuj im bardziej będzie żona dokuczała tym mocniej ją kochaj. Zobaczysz jej minę:) Zło zawsze ucieka kiedy obecna jest miłość w nas i pośród nas.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Dorota (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2025-10-04 18:14

Arkadiuszu, mam wrażenie że Twoje żona ma taki charakter po prostu, czego Ty wcześniej nie zauważałeś. Tak to jest że w czasie kiedy chodzimy ze sobą przed ślubem nie wszystko da się zobaczyć, dopiero "w praniu" wszystko wychodzi. Pojawiły się dzieci, obowiązki, przemęczenie, szara codzienność i żonie puszczają nerwy. Nie wiem naprawdę co Ci doradzić, to trudna sytuacja, może przy Twojej parafii lub w sąsiednich jest poradnia małżeńska, spróbuj poszukać tam pomocy.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Bruno (104.28.130.---)
Data:   2025-10-05 07:26

A w jakim wieku są te dzieci? Bo wpisz wymaluj znam tę sytuację ;-) i śmiem twierdzić, że jesteście w bardzo trudnej gdzie dorastania dzieci. Z perspektywy widzę, że byłem wtedy bardzo wrażliwy na to co mówiła Żona, ona zaś byłaś permanentnie przemęczona a ja to bagatelizowalem ("przecież pracuje, zajmuje się dziećmi, więc czego ona jeszcze chce?").

Tak jak ktoś wcześniej napisał: tutaj jest całe mnóstwo innych zmiennych poza Twoimi odczuciami. Z Twoich wypowiedzi wynika, że w centrum tego wszystkiego - z Twojej perspektywy - jesteś Ty i Twoje emocje. W tym co piszesz wybrzmiewa jaka Żona jest zła, pełna złych emocji, intencji. Czyli biedny idealny mąż, który dostaje po czapie od emocjonalnej żony. On dobry: pracuje, robi w domu tyle co ona (a dzieci chodzą do przedszkola czy nie?), jest na terapii a ona co? Nic, tylko ma pretensje.

Taki niestety obraz płynie i obawiam się, że terapia jeszcze tylko wzmaga to poczucie. Napisz więcej o żonie, o dzieciach, o sytuacji, o jej ambicjach i rzeczywistości.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-10-06 15:02

"Napisz więcej o żonie, o dzieciach, o sytuacji, o jej ambicjach i rzeczywistości."
"On dobry: pracuje, robi w domu tyle co ona (a dzieci chodzą do przedszkola czy nie?), jest na terapii a ona co? Nic, tylko ma pretensje."

Dzieci mają 7 i 4 lata, chodzą do szkoły/przedszkola. Zawożę je/odbieram w dni wybrane przez żonę. Codziennie sprzątam, robię zakupy, ostatnio poza weekendem przygotowuję tez obiady.
Żona pracuje jako nauczycielka w szkole podstawowej, co może mieć tutaj istotne znaczenie. Często mam wrażenie, że traktuje mnie z wyższością, protekcjonalnie, nie jak partnera, lecz ucznia, który nie spełnia oczekiwań.
Rzeczywistość jest taka, że po powrocie z pracy żona wchodzi na piętro nawet się na mnie nie patrząc i niemal całą resztę dnia spędza w sypialni. Ja pracuję lub zajmuję się dziećmi na parterze i nie zaglądam do niej. Dzieci bawią się też głownie na parterze, więc niezależnie od tego czyja jest kolej kąpania, większość czasu i tak spędzają ze mną.
Rozmawiamy jedynie o dzieciach i co jest ich kontekście do zrobienia. Śpimy w oddzielnych pomieszczeniach, nie ma między nami żadnej bliskości. Unikam rozmowy, bo niemal każda odbywa się "w kontrze", przeradzac się w krytykę i pretensje.
Terapia par nie jest możliwa, bo żona agresywnie reaguje na samą sugestię terapii - ona nie chce być poddawana terapii, uważa że wina jest w całości po mojej stronie. Myślę, że żona czuje się ignorowana i niekochana, a odreagowuje to wrogością i krytyką. Ja czuję się pogardzany, nieakceptowany i odrzucany, a odreagowuję (czy też bronię się) oddaleniem.
Nie sprowadzam tej sytuacji do wskazania kto jest dobry, a kto zły, tylko próbuję przedstawić dynamikę tej relacji.

"A może spróbuj im bardziej będzie żona dokuczała tym mocniej ją kochaj. Zobaczysz jej minę:)"

Ja już tej miłości nie dostrzegam ani u siebie, ani u niej. Moja wartość jako męża/mężczyzny została podważona pod praktycznie każdym możliwym względem, przy czym zaznaczę, że nie odpowiadałem tym samym, lecz naiwnie próbowałem się tłumaczyć. Nie wiem już nawet, czy na tym etapie jest jeszcze możliwe odbudowania zaufania i poczucia bezpieczeństwa.
Mimo wszystko staram się ustępować, nie tworzyć konfliktów, odciążać... ale nie widzę, by to cokolwiek zmieniało.
Niestety nie potrafię udawać, potrafię tylko być sobą...

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Danusia (178.219.104.---)
Data:   2025-10-06 23:32

Przyszło mi takie skojarzenie. Czy nie wymagamy od siebie i innych, życia na poziomie które w takich czy innych normach, zostaje nam narzucone. I tak dzieciom wypełnia się czas po brzegi, by się uczyły, efektywnie bawiły a nie ma miejsca na zwyczajną nudę, gdzie organizm też tego potrzebuje by się zregenerować.
Nie wiem czy też tak to nie wygląda w Waszym małżeństwie.
Czy kryzys jaki ewentualnie się pojawił wymaga od razu terapii, i paniki że miłość już przestała istnieć.
Tak, moja mama też była nauczycielką i jak wracała do domu, to chwila i szła spać bo tak odreagowywała hałas szkolny. Potem siedziała do późnej nocy by pożyć ciszą, spokojem i swoim życiem.
Teraz szkoła jest miejscem tylu zmian, szkoleń itp. że ludzie niestety psychicznie wysiadają. I rachunek prosty, odbija się to na rodzinie.
To co opisałeś powyżej, to jak dla mnie sytuacja gdzie trzeba wziąć na przeczekanie, względnie, żona niech zmieni pracę :) Tylko pytanie gdzie więcej zarobi?
Myślę, że obydwoje jesteście dzielni i bardzo się kochacie mimo iż na zewnątrz różne myśli i słowa krążą w waszej przestrzeni. Każdy człowiek i wspólnota przechodzi transformację, nic więc dziwnego ani nowego.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Bruno (104.28.131.---)
Data:   2025-10-07 06:01

Zastanawiam się czego właściwie tutaj szukasz. Gdy czytam Twoje wypowiedzi, mam wrażenie, że decyzje w sercu już dawno podjąłeś. Ty nie chcesz rad, bo na każdą radę reagujesz tak samo i od razu starasz się znaleźć powód, dlaczego to nie wypali.

Piszesz, że reagujesz oddaleniem się a Żona czuje się niekochana i ignorowana. Nie ma między Wami żadnej bliskości. Nie wiem czemu spicie osobno ale mam takie smutne wrażenie, że dla każdego z Was Wasze "ja" jest cholernie ważne.

Jan Paweł II powtarzał, że w małżeństwie ważne jest to, żeby idąc spać zawsze pogodzić się z tą drugą osobą. To bardzo mądra rada i podejrzewam, że wielokrotnie uratowała moje małżeństwo. Przez jedenaście lat tylko raz położyliśmy się osobno. Nie wiem co Wami kieruje, że macie różne sypialnie ale sami dbacie o to żeby Wasz związek zmierzał na dno.

Tak szczerze: nie wiem o co Ci chodzi. Czytając Cię mam wrażenie, że jedyne czego szukasz to potwierdzenie jaki biedny jesteś i jaka zła jest żona. Odpowiedz sobie w duszy na jedno pytanie: czy zależy Ci na tym związku czy po prostu szukasz potwierdzenia żeby się rozwieść. Bo jeśli to drugie jest Twoja motywacja to miej resztki szacunku dla tutejszych użytkowników i podejmij swoją decyzję a nie zamieniaj się w płaczka, którego okropna Żona tak bardzo poniewiera.

Ale jeśli chcesz zachować się jak mężczyzna, jak katolik i prawdziwy uczeń Jezusa, to zamiast wylewać łzy i szukać potwierdzenia dla tezy jaki jesteś biedny, zacznij walczyć o małżeństwo. Ale uwierz mi, to nie będzie proste bo doszliscie do sytuacji w której WZAJEMNIE nie szanujecie się. To będzie wymagać schowania tej Twojej "godności" do kieszeni i będziesz musiał zacząć zachowywać się jak facet, którego trudno dotknąć i który potrafi przyjąć sto ciosów na które odpowiada miłością, a nie jak jeden z tych dzisiejszych pędraków, który jedyne co potrafi to płakać u terapeuty i żalić się na złych partnerów nie rozumiejących ich "uczuć". A w gruncie rzeczy obrażonych na świat, że nie są jego pępkiem.

Jeśli jesteś katolikiem to weź odpowiedzialność za swoje życie. Przysięgałes przed Bogiem i z perspektywy wiary nie masz wyboru. Więc zamiast narzekac i doszukiwać się miliona wad może poszukaj tego co jest w Niej dobre.

Serio, mam wrażenie, że ludzie coraz mocniej dostrzegają tylko siebie a nie dostrzegają innych ludzi. Nie ma już "my" - są jednostki, które prawdy o sobie szukają na terapii. Bądź uczciwy przynajmniej wobec siebie bo widzę, że tutaj potrafisz zarzucać nas tysiącem argumentów, które mają pokazać jaka masz zła Żonę.

Bycie mężczyzną - takim prawdziwym - bywa trudne. Wymaga bardzo trudnej umiejętności słuchania, bez oceniania. Bycia pomimo trudności. Kochania podczas gdy czasem nienawiść jest odpłata.


Ale gra jest warta świeczki, bo miłość która buduje się w ten sposób jest niesamowita.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: A (---.centertel.pl)
Data:   2025-10-07 20:17

Arkadiuszu,
zostawianie żony samej w pokoju na wiele godzin jest w dzisiejszych czasach, gdzie internet i przesyłanie wideo jest niczym trudnym, wystawianiem jej na wielkie ryzyko. Nie interesuje Cię, czy gdy Ty zajmujesz się wiele godzin z dziećmi, Twoja Żona nie spotyka się przez internet z innymi mężczyznami? Samo sprawdzanie smartfona i komputera jednak będzie działaniem tchórzliwym. Lepiej po prostu podejdź do niej na górę, zapukaj i porozmawiaj z nią w cztery oczy uczciwie, czy ma kogoś poza Tobą. Kobiety, tak jak mężczyźni mają fizjologiczne i emocjonalne potrzeby, które nie znikają ot tak, więc, lepiej jakbyś od żony się dowiedział w szczerej rozmowie, czy nie jest zaangażowana w związek pozamałżeński. Tu musisz przezwyciężyć strach i stanąć w prawdzie. Nikt tego z nas za Ciebie nie zrobi.


Oziębłość waszych relacji pozornie wskazuje na brak miłości u Twojej żony do Ciebie. Może to być także manifestacja twojego braku zaangażowania w związku.

Żona nauczycielka - pedagog. Po wielu latach spędzonych w szkole może pojawić się wypalenie zawodowe i zupełny brak chęci rozwoju osobistego. Frustracja związana z brakiem motywacji jest wyładowywana na Tobie. Po twoich wypowiedziach miarkuję, że jesteś raczej księgowym niż mechanikiem, informatykiem niż robotnikiem w fabryce. Mówi się, trafiła kosa na kamień, Ty człowiek precyzyjny i szczegółowy, Twoja żona nauczycielka, która ma wyszkolone już poczucie budowy autorytetu na postawie srogiej i oceniającej, która przenosi tę pozę wymaganą w edukacji do domu. Gdy dochodzi do sprzeczki, każda strona ma rację, nie ma miejsca na ustępstwa, każdy ambitny chowa urazę i rozchodzicie się w gniewie.
Wyobraź sobie, co powodowało to, że Żona wybrała sobie tak ciężki i niedoceniany zawód. Nauczanie to nie tylko klepanie formułek i zadań, ale praca z młodymi ludźmi. Można wzbudzić w nich ogień zapału, można ich totalnie zniechęcić do przedmiotu. Nie interesuje Cię, jak pracuje, jak walczy z dzisiejszym pokoleniem "smarfon-zombie"?

Bruno - Twoje uwagi i polecenia są szczere, autentyczne. Mogą jednak wzbudzić w rozmówcy reakcję obronną. Nie jesteś w jego sytuacji, choć sam miałeś problemy małżeńskie. Może ton wypowiedzi powinien być łagodniejszy i nie tak bardzo oceniający?

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-10-07 21:35

"Ty nie chcesz rad, bo na każdą radę reagujesz tak samo i od razu starasz się znaleźć powód, dlaczego to nie wypali."

Posłużę się tutaj cytatem: "Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: "Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy!" Ten odpowiedział: "Idę, panie!", lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: "Nie chcę". Później jednak opamiętał się i poszedł." Mt 21,28-30.

"(...) idąc spać zawsze pogodzić się z tą drugą osobą. To bardzo mądra rada"

Nawet, gdy żona wychodzi nie mówiąc gdzie, albo spędza pół nocy z kolegą z dzieciństwa i nie odbiera telefonu?

"Bo jeśli to drugie jest Twoja motywacja to miej resztki szacunku dla tutejszych użytkowników i podejmij swoją decyzję a nie zamieniaj się w płaczka, którego okropna Żona tak bardzo poniewiera."

Moja motywacja, to chęć zrozumienia, co się właściwie wydarzyło, chęć poznania doświadczeń innych ludzi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, chęć spojrzenia na siebie oczami innych i zobaczenia tego, czego sam nie jestem - choćby w samym sobie - zobaczyć.

"zachowywać się jak facet, którego trudno dotknąć i który potrafi przyjąć sto ciosów na które odpowiada miłością, a nie jak jeden z tych dzisiejszych pędraków, który jedyne co potrafi to płakać u terapeuty i żalić się na złych partnerów nie rozumiejących ich "uczuć"."

Myślisz, że to jest kwestia wyboru? Można przyjąć takie, a nie inne nastawienie i wszystko skończy się dobrze? W 2024 roku 4088 mężczyzn popełniło samobójstwo, Wielu zapewne nie zrobiłoby tego, gdyby byli w stanie z kimś porozmawiać, gdyby mieli kogoś, kto by ich choćby tylko wysłuchał.

"tutaj potrafisz zarzucać nas tysiącem argumentów, które mają pokazać jaka masz zła Żonę."

Opisywałem jej wygląda nasza rzeczywistość. Co ciekawe, nie było do tego pory takiej interpretacji. Pojawiały się raczej próby racjonalizowania, tłumaczenia przemęczeniem ... tylko czy tak samo wyglądałoby to przy odwróconych rolach?
Kobiety mają prawo ulegać swojej emocjonalności i gniewowi, a mężczyźni muszą być gotowi znosić więcej?

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Arkadiusz (---.15.120.123.laito.net.pl)
Data:   2025-10-07 22:15

"lepiej jakbyś od żony się dowiedział w szczerej rozmowie, czy nie jest zaangażowana w związek pozamałżeński."

Próbowałem, spotkało się to z oburzeniem, potem wyszydzeniem, a następnie oskarżeniem o dręczenie i niszczenie. To jeden z powodów, dla których w ogóle tutaj napisałem - po tym wszystkim zacząłem wątpić w swoje rozeznanie (gaslighting?).

"Wyobraź sobie, co powodowało to, że Żona wybrała sobie tak ciężki i niedoceniany zawód." "Nie interesuje Cię, jak pracuje, jak walczy z dzisiejszym pokoleniem "smarfon-zombie"?"

Żona nie chce być nauczycielką, ale nie jest w stanie się przebranżowić (chce mieć pracę i ciekawszą i lepiej płatną). Próbowałem jej coś sugerować, szukać jakiś ofert ... i tylko mi sie oberwało.
Wiem, że ta praca, kontakt z trudnymi dziećmi i jeszcze trudniejszymi rodzicami jest wyniszczający. Mogę zrozumieć frustrację, zdenerwowanie, wybuchowość, ale nie mogę zrozumieć dlaczego to ja staję się największym wrogiem. Czy dlatego, że jestem łatwym celem?
Zresztą ...gdy żona była na urlopie wychowawczym, obwiniała mnie wtedy, że to przeze mnie (a raczej przez to, że nie zadbałem odpowiednio o znalezienie opiekunki) nie wróciła do pracy i czuła się wyobcowana, przytłoczona spędzaniem czasu w domu ...

Zanim znów zostanę oskarżony o niekończące się narzekanie - kolejne posty sprawiają, że przypomina mi się coraz więcej zdarzeń z przeszłości. Przeszłości, w której wydawało mi się, że to co złe musi w końcu minąć. Dzieci w końcu podorosną, otoczenie, czy też pracę uda się zmienić i będzie lepiej ...
Tymczasem czas mija i przestaje się już dostrzegać światełko w tunelu. Wtedy człowiek zadaje sobie pytania: jak to się w ogóle mogło stać? Czy to ja do tego doprowadziłem? Co teraz...?

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Bruno (81.15.217.---)
Data:   2025-10-08 08:47

"Nawet, gdy żona wychodzi nie mówiąc gdzie, albo spędza pół nocy z kolegą z dzieciństwa i nie odbiera telefonu?"

To mocno zmienia postać rzeczy. Jedyne co mi przychodzi do głowy w tej sytuacji to upewnienie się, czy nie ma tego trzeciego w Waszym związku. Przykro mi, że dotyka Cię taka możliwość.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Marcin (---.centertel.pl)
Data:   2025-10-19 10:26

Módl się za swoją żonę.

 Re: Kryzys ośmioletniego małżeństwa.
Autor: Piotr (---.11.208.47.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-10-19 23:22

Witaj. To co moim zdaniem Ciebie gubi w tej kwestii to to, że dałeś sobie wejść na głowę. Przykro mi, ale mężczyzna powinien być mężczyzną, bo jeśli nie jest to kobieta przejmuje tę męskość. Czasami mężczyznom wydaje się że jak odpuszczą, przeproszą nawet jeśli nie mają za co, spełnią każdą prośbę kobiety, to będzie ich ona bardziej kochać i szanować. Nic bardziej mylnego. Mężczyzna ma być dla kobiety ostoją, opiekunem, ale też odważnym męskim przewodnikiem. Jeśli żona ponownie Cię zaatakuje słownie to nie chowaj głowy w piasek ale głowa do góry i powiedz jej że kochasz ją, ale to co mówi jest niesprawiedliwe, że cię rani i że nie będziesz tolerował takiego zachowania bo dajesz z siebie wszystko co możesz i nie zasługujesz na takie traktowanie. Zapytaj ją następnie dlaczego tak się zachowuje i z czego wynika ta frustracja. Zobaczysz że ją to zaskoczy i może otworzy się na dialog i naprawicie wasze relacje czego wam z całego serca życzę. Oczywiście nie zapominaj o modlitwie ale pamiętaj że Pan Bóg to nie czarodziej, do naprawy waszego małżeństwa nie użyje różdżki tylko Twoich rąk.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: