Autor: Akittm (---.31.178.132.ipv4.supernova.orange.pl)
Data: 2025-09-28 15:03
A czy robisz coś, żeby Twoja żona czuła się kochana? Czy potrafisz ją: pochwalić, przynieść prezent, wyręczyć ją w czymś, przytulić, docenić, zaopiekować się? Czy wszystko jest skoncentrowane na tym, że przecież podział obowiązków jest równy, a żona uszczypliwa? Czasami uszczypliwość jest formą radzenia sobie z tym, że ta "uszczypliwa osoba" nie czuje się kochana. To już właściwie ostatni krzyk o pomoc i wciąż, usilne próby ratowania waszej relacji. To nie jest tylko kwestia obowiązków. Nie uważasz, że jesteś troszkę nadwrażliwy na poziomie słów i przez to nie zauważasz innych rzeczy tzn. zatrzymujesz się na poziomie tego, że ostre słowa są wymierzone w Ciebie, ale nie starasz się zrozumieć przyczyny? Może żona nie może już znieść tego, jak ją traktujesz i że nie ma wsparcia, także emocjonalnego i tego zaopiekowania i miłości, która jest jest potrzebą. Wtedy uszczypliwość byłaby naturalną drogą, żeby sobie poradzić i nie popaść w jeszcze gorszy stan. Ty sam sobą się zaopiekowałaś tj. poszedłeś na terapię. Ale co robisz dla żony tzn. oprócz zarzutów i chęci zmieniania jej? Jako mąż jesteś odpowiedzialny za zaopiekowanie żoną i kochanie jej (nie chodzi o wewnętrzne, introwertyczne kochanie).
28 Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.
29 Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół
(Ef 5)
7 Podobnie mężowie we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym! Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski, [to jest] życia, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom.
(1 P 3)
Żony są bardzo często obrazem, odzwierciedleniem swoich mężów. Jeśli kobieta jest kochana, promienieje i jest piękna. Nie możesz też oczekiwać od żony, że po porodzie będzie niezmiennie taka sama jak przed. Czy faktycznie wypełniasz obowiązek małżeński kochania żony, tak jak ona tego potrzebuje? Jako mężczyzna powinieneś być oparciem dla kobiety, także emocjonalnym. To nie jest tak, że podzielicie się obowiązkami po równo, jak byście byli lokatorami i wszystko będzie ok, a Ty dalej będziesz odbierał opiekę i miłość od żony, i poza tym żył swoim niezmienionym życiem. Myślę, że Twoja żona czuje zawód i czuje się samotna, pozostawiona sama sobie. A Ty w tym czasie terapeutyzujesz swoje emocje w bezpiecznej "bańce" na terapii. I skupiasz się na tym, w jaki sposób Twoja żona ciebie ugodziła, powiedziała uszczypliwości. Myślę, że nie widzisz swojego postępowania. Twoja żona jest bardziej zmęczona niż myślisz, a Twoim zarzutem jest to, że jest że nie potrafi tego wyjaśnić w spokojnej rozmowie. Myślę, że próbowała wielokrotnie coś zmienić, tylko że Ty skupiasz się przede wszystkim na sobie. Jeśli zamykasz się w obliczu konfliktów, zamiast wyjść żonie naprzeciw, to Twoja postawa stanowi problem. Kobiety są też słabsze fizycznie i są pod wpływem większej ilości hormonów niż mężczyźni. Myślę, że powinieneś robić więcej niż "po równo". Masz dużo do zarzucenia żonie. Fajnie by było, gdybyś popracował nad tym co jest w Tobie. Jesteś wrażliwy na swoim punkcie i nie bierzesz odpowiedzialności za żonę i za dzieci (nie chodzi mi o "włączenie się w równy podział obowiązków - to żadna chluba). Nie masz pomagać żonie, bo to w równym stopniu Twoja odpowiedzialność. A nawet bardziej (patrz co Biblia mówi). Jesteś odpowiedzialny nie tylko za dzieci, ale i za żonę. Mam wrażenie, że umywasz od tego ręce i przyjmujesz postawę chłopięcą, synowską (słowa "mamy" powinny mnie wspierać i być spokojne, a jej samopoczucie się nie liczy); a nie mężczyzny, który jest odpowiedzialny za swoją kobietą, którą sobie wziął. Odpowiadasz za dobrostan żony, którą sobie wziąłeś, która też poświęciła swoje zdrowie i ciało, by urodzić Twoje dzieci. Nie przeszedłeś przez to. Twoje "po równo", to żadne usprawiedliwienie.
|
|