logo
Sobota, 24 stycznia 2026
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Mt 7,3–5 w praktyce: napominanie a własne grzechy
Autor: ✉ (194.9.78.---)
Data:   2025-11-10 17:42

Pewna osoba rani bliską mi osobę. Są to kłótnie, złośliwości, sprzeczki słowne, gdzie raniący nie dostrzega, że jeśli coś niecierpliwi go w tej bliskiej mi osobie, to że lepiej było by jej "zło" dobrem zwyciężać, leczyć jej wady Miłością, Dobrem - a nie podjudzać, i robić złośliwości. Próbowałem ostatnio zwrócić mu uwagę na to, bo widzę jak ta druga osoba cierpi, ale raniący jest nieczuły, i bardzo do niej niecierpliwy.

Więc ostatnio próbowałem mu to pokazać, cytowałem fragmenty z Pisma, o zwyciężaniu zła dobrem, i inne.

Chciałbym w związku z tym zapytać o jedną rzecz, a mianowicie o sprawę drzazgi w oku bliźniego i belki w swoim. Czy Słowo z Pisma, które o tym mówi, należy rozumieć tak, że ja, abym mógł zwrócić komuś uwagę na to co źle robi, to muszę najpierw być doskonały i bezgrzeszny we wszystkich dziedzinach - tak że grzech mi się już nigdy nie zdarza, ani lekki ani ciężki?

Czy może chodzi o to, że nawet jeśli upadam w wielu dziedzinach, to liczy się to, że przynajmniej dostrzegam w sumieniu moje zło, płaczę nad nim, żałuję go, i staram się poprawić? Czy o to chodzi zatem, a nie o doskonałość absolutną i całkowite niegrzeszenie? Że nawet jeśli grzeszę, ale widzę te liczne grzechy/belki w moim oku/duszy, to już samo to, że to wiedzę (mimo, że nie jestem całkowicie jeszcze od tego wolny), sprawia że mogę zwracać uwagę tej osobie raniącej?

Patrząc na nią, dostrzegam, że ona nie ma żadnej refleksji nad tym co robi, nie przeżywa tego, że rani drugą osobę. Impulsywnie reaguje agresją, i podjudza, a nie dąży do pojednania i przeproszenia, jest jakby głową w chmurach, w swoim świecie, bez wrażliwości, i żałowania za to że rani kogoś i dokucza, a nie łagodzi konfliktu.

A więc podsumowując. Czy dostrzeganie swoich grzechów/belek (ale upadanie w różne grzechy jeszcze, ale właśnie żałowanie ich bardzo, refleksja, płacz za swoje zło), sprawia że mogę komuś zwrócić uwagę, gdy nie mogę bezczynnie patrzeć jak ta osoba rani tę drugą ➜ bo wyrzucenie belki ze swojego oka, wiąże się właśnie z dostrzeżeniem swoich błędów i grzeszności i z zapłakanie nad nimi, a nie od razu z całkowitym uwolnieniem od jakiegokolwiek grzechu z absolutnym niegrzeszeniem?

Dziękuję za odpowiedź.

Mt 7:

"3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?
4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku?
5 Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata."

 Re: Mt 7,3–5 w praktyce: napominanie a własne grzechy
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-11-10 18:39

Weź to na rozum. Nikt z nas za życia nie jest doskonały i bezgrzeszny. Nikt z ludzi oprócz Pana Jezusa i jego Matki nie mieści się w kategorii "z całkowitym uwolnieniem od jakiegokolwiek grzechu z absolutnym niegrzeszeniem".
Sprawa wyjaśniona?

 Re: Mt 7,3–5 w praktyce: napominanie a własne grzechy
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-11-10 21:17

W każdym przypadku masz prawo reagować na krzywdzenie innej osoby. Warto przemyśleć sposób reakcji, tak, żeby to zwracanie uwagi nie stało się przyczyną kolejnego konfliktu.

 Re: Mt 7,3–5 w praktyce: napominanie a własne grzechy
Autor: ✉ (194.9.78.---)
Data:   2025-11-11 13:13

Zatem nie doskonałość i absolutna bezgrzeszność za życia. Ale pozwólcie, że dopytam jeszcze. Bo chodzi mi o to (odnośnie "belki") ➜ czy właśnie samo dostrzeganie swoich grzechów, swojego zła, świadomość tego wszystkiego, oznacza że właśnie tę belkę we własnym oku dostrzegam? I jednocześnie samo to dostrzeganie swoich grzechów, swojego zła, świadomość tego wszystkiego, sprawia że już jej nie ma w moim oku, że belkę ze swego oka wyrzuciłem, i przejrzałem ➜ ❝ażeby usunąć drzazgę z oka [mego] brata❞?

Czy świadomość mojego zła, grzeszności, grzechów, żal za nie (mimo jeszcze absolutnego nie-uwolnienia od nich) równa się:
● dostrzeganiu belki we własnym oku?
● wyrzuceniu belki ze swego oka, i przejrzeniu?
● możności usunięcia drzazgi z oka mego brata?

 Re: Mt 7,3–5 w praktyce: napominanie a własne grzechy
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-11-11 14:04

Ja tylko o ostatnim. O "możności usunięcia drzazgi z oka mego brata".

Mam nadzieję, że liczysz się z tym, że być może nie uda Ci się nigdy tego zrobić. Być może nic się nie zmieni. Ludzie są wolni. Upominać warto, ale skutek niekoniecznie zależy od Ciebie, niezależnie od wyliczanych przez Ciebie: "świadomośc(i) mojego zła, grzeszności, grzechów, żal(u) za nie".

 Re: Mt 7,3–5 w praktyce: napominanie a własne grzechy
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-11-11 17:10

Proponuję nie zatrzymywać się na belkach i drzazgach, a praktykować po prostu czynienie dobra. Nie jest Twoją rolą cudzych drzazg i jak już napisała Hanna, może Ci się to nigdy nie udać.
Pomyśl o swojej motywacji: czy jeśli zwracasz komuś uwagę, to chcesz jego zmiany czy tego, żeby zatrzymać zło? Na czyjąś zmianę nie masz wpływu, złu możesz powiedzieć "stop".

 Re: Mt 7,3–5 w praktyce: napominanie a własne grzechy
Autor: ✉ (194.9.78.---)
Data:   2025-11-12 18:32

Dziękuję za te odpowiedzi. Z Panem Bogiem.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: