Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data: 2025-11-20 22:01
Pozwól, że odpowiem na kilka sposobów. Odpowiedź może Cię chwilami oburzyć, ale myślę, że po chwili namysłu oburzenie przejdzie.
Pierwsza odpowiedź
================
Nie możesz podchodzić do oceny Boga, tak jak oceniasz człowieka. Dlaczego?
Ano dlatego, że każdego można oceniać jedynie w kontekście jego przestrzeni percepcji. Człowieka oceniamy w kontekście percepcji doczesnej. Bóg nie podlega temu ograniczeniu.
Dlatego jeśli człowiek kogoś zabije, jest to zawsze złe (choć nie zawsze jest to zły czyn tego człowieka - jesli sie bronił, wina spada na niesprawiedliwego napastnika). Zabicie przez człowieka jest zawsze złe, ponieważ w kontekście percepcji doczesnej - jedynej człowiekowi dostępnej bezpośrednio - śmierć jest zawsze zła.
Percepcja Boga obejmuje całą Rzeczywistość (nie tylko doczesność). W w tym kontekście śmierć wcale nie musi być czymś złym.
Człowiek działa, kierując się przesłankami ze swojego "pola poznania" - czyli doczesnego poznania w tym miejscu (przestrzeni) i jedynie przypuszczając, jaki będzie wpływ jego działań w przyszłości.
Co do Boga, działa on w znacznie szerszym (właściwie nieskończonym) "polu informacyjnym" i może kierować się dalekosiężnym spojrzeniem na skutki.
Z mojego punktu widzenia śmierć to rzecz straszna - i niemal w każdym wypadku, jeśli mam taką mozliwość, mam obowiązek bronić przed nią inną osobę.
Z punktu widzenia Boga śmierć może być dobrodziejstwem. Wybacz banalny przykład - jeśli Bóg wie, że człowiek w przyszłości uczyniłby coś, co spowodowałoby jego potępienie, a dziś jest w sytuacji niebezpiecznej, to zaniechanie ratowania może być przez Niego uznane (jak najbardziej słusznie) za coś dobrego.
(Oczywiście przykład jest głupi - to aż tak prosto nie działa - ale myślę że ułatwi zrozumienie tego, co chcę powiedzieć)
Taka historyjka z mojego podwórka - w pewnej firmie konsultowano modernizację systemu informatycznego. Po wykonaniu analizy, zarząd tej firmy dokonał w niej pewnej zmiany - postanowiono, że zakupią oprogramowanie (i trochę serwerów) dla Centrali i wszystkich oddziałów, z wyjątkiem tego w Łodzi. Nowy system miał zostać uruchomiony we wrześniu.
Konsultanci rwali sobie włosy z głowy - przecież to nie ma sensu, żeby jeden oddział działał na starym systemie, a reszta na nowym - wiąże się to z konwersją danych, do tego trzeba opłacac różne licencje, utrzymywać specjalnie kompetencje itd.
I tak wyrzekali na bezrozumność zarządu, dopóki w lipcu nie ogłoszono, że oddział w Łodzi przestaje istnieć od sierpnia...
Zarząd miał szersze "pole informacyjne" - dzięki niemu mógł podjąć lepszą decyzję niż wysoko kwalifikowani konsultanci, nie mający pełnej wiedzy.
Inna opowieść, rzeczywisty fragment historii:
Pewien człowiek, Johann Kuehberger (później został duchownym), w zimie 1894 roku spacerował sobie na brzegu rzeki Inn w mieście Passau. W pewnej chwili dostrzegł tonącego chłopca, którego uratował.
Ten sam chłopiec brał udział w I Wojnie Światowej. W pewnym momencie, w bezpośrednim starciu w okopach, po wystrzale, znalazł się oko w oko z żołnierzem brytyjskim (gość nazywał się Henry Tandey), który miał nabitą broń. Jednak ów żołnierz nie wystrzelił, darował mu życie.
Ten sam chłopiec/młodzieniec/ w 1933 roku był już dojrzałym człowiekiem. Doszedł do władzy w Niemczech - nazywał się Adolf Hitler.
Według swojego pola percepcji, Johann Kuehberger i Henry Tandey zrobili dobrze - uratowali życie człowiekowi. Gdyby uczynili inaczej, potępilibyśmy ich. Jednak gdybyśmy mieli pole percepcji sięgające przyszłości, inaczej ocenialibyśmy to, czy czyn ten był obiektywnie dobry dla świata, prawda?
|
|