logo
Sobota, 24 stycznia 2026
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-11-30 23:04

Problem jak w tytule, chciałbym szczerze uwierzyć w Boga, ale od długiego czasu zmagam się z wątpliwościami, które w ostatnim czasie mocno przybrały na sile. Wiele myślałem o Bogu, religii i świecie i z przerażeniem widzę, że coraz bardziej dochodzę do przekonania, że Boga po prostu nie ma, lub jest całkowicie inny, niż przedstawia go Chrześcijaństwo. Dręczą mnie następujące wątpliwości:

1. Patrząc na rozmiar Wszechświata, a nawet tylko naszej galaktyki, Ziemia jest niezwykle małą i w sumie nic nieznaczącą planetą na skraju Drogi Mlecznej. Jeżeli kosmos ma tak niewyobrażalne rozmiary, to jak uwierzyć, że Bóg, który stworzył ten świat, w ogóle interesuje się tak mikroskopijnym skrawkiem stworzenia, i że miałby posyłać Swojego Syna, żeby umarł za ludzkość, która jest niczym wobec tego ogromu Wszechświata. A dodatkowo, jeżeli w kosmosie istnieją inne inteligentne stworzenia, to czy one też są obarczone grzechem pierworodnym i musiały być zbawiane? Czy Jezus musiałby też na tych planetach umierać? A szansa na to, że gdzieś we Wszechświecie istnieje jeszcze inteligentne życie, jest spora.

2. Nie jestem też w stanie zrozumieć problemu zła, czyli dlaczego Bóg je dopuszcza. I oczywiście znam odpowiedź, którą podaje większość katolików, że Bóg stworzył wspaniały świat, tylko człowiek zniszczył to grzechem. Tylko że jeszcze rozumiałbym, gdyby zło spadało na osoby dorosłe, które sprzeciwiły się prawu Bożemu, bo byłyby to pewne konsekwencje a ich czyny. Ale przecież jest tyle niepotrzebnego cierpienia. I nawet jeżeli miałoby ono nas czegoś uczyć, to co śmiertelna choroba uczy trzyletnie dziecko. Albo jego rodziców, który mogą w ten sposób załamać się i zupełnie stracić wiarę. Lub w jaki sposób możemy winić osoby, które utraciły wiarę, bo urodziły się w czasach II wojny światowej i trafiły do obozów koncentracyjnych. Czy Bóg, który jest wszechwiedzący, pozwalałby na zło, które może odtrącić człowieka od Niego, i w konsekwencji pozbawić go szans na zbawienie.

3. Nie rozumiem też koncepcji grzechu pierworodnego, który był wynikiem zerwania owocu w rajskim ogrodzie. Rozumiem, że nie jest to opis dosłowny, ale jeżeli uznajemy, że człowiek jest naznaczony grzechem pierworodnym, to skąd on się wziął? Czy Bóg stworzył nas naznaczonych grzechem pierworodnym? Ale dlaczego miałby to robić?

4. Dlaczego Bóg sprzeciwia się homoseksualizmowi? Bo te osoby m, nie wybierają tego, po prostu tacy się rodzą. I uważam, że jest to niezwykle przygnebiające, że jeżeli homoseksualiści chcą pozostać w Kościele, od samego początku skazani są na samotność i niemożność doświadczenia miłości. Bo ja przynajmniej mam teoretyczną szansę na małżeństwo, oni nie mogą nic, nie mają nawet prawa do masturbacji, żeby zaspokoić swoje potrzeby seksualne. I dlaczego Bóg ich potępia, skoro tacy się rodzą, a nie wybierają bycia homoseksualistami?

5. I ostatnie. Znam wiele osób, które są ateistami, ale o których mogę powiedzieć, że są naprawdę dobrymi i moralnymi ludźmi. Zresztą w moim życiu więcej pomocy i serdeczności otrzymałem od niewierzących. I jeżeli uznać, że Bóg istnieje, to oni będą potępieni i nie dostaną się do Nieba. I nawet jeżeli ja jakimś cudem dostałbym się do Królestwa Niebieskiego, to jak mógłbym się cieszyć, wiedząc że oni będą przez wieki cierpieli męki. A przecież wyznawana religia w większości przypadków zależy od rodziny w której ktoś się urodzi, na co ponownie nikt z nas nie ma wpływu.

Tak jak napisałem we wstępie, chciałbym umieć uwierzyć w Boga, ale mam przekonanie, że jeżeli uzna się, że nie istnieje, wiele rzeczy ma o tyle większy sens, że dzieją się bez żadnej większej przyczyny i nie trzeba wykonywać mentalnej gimnastki, żeby pogodzić wszechwiedzącego, wszechmogącego i miłującego Boga ze światem przepełnionym cierpieniem i przypadkiem, który wpływa na to, że część osób nigdy nie zostanie zbawiona.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-01 08:42

Janie,
z praktyki: warto rozważać jedną kwestię na raz (gdy się rozważa kilka jednocześnie, zazwyczaj do niczego to nie prowadzi).
Zwłaszcza że niektóre z rzeczy, które wypisałeś i kwestionujesz... wcale nie są nauczaniem Kościoła (to wbrew pozorom dość częste, sam się na tym złapałem, ze niekiedy budzą we mnie bunt jakieś rzeczy które mam za nauczanie Kościoła, a które po bliższym zbadaniu okazują się jedynie tym-co-myślałem-że Kościół naucza.

Rozumiem pewien niepokój i stąd niecierpliwość, ale proponuję przyjąć zasadę "jedna sprawa na raz".
Może wybierzesz jedną sprawę z wymienionych i porozmawiamy?
Gdy skończymy z jedną, weźmiemy się za kolejną itd
Może tak być?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-01 19:56

Przede wszystkim bardzo dziękuję za miłą odpowiedź, bo obawiałem się, że pisanie o moich wątpliwościach może wywołać negatywną reakcję. Na pewno ma pan rację, napisałem dużo i w emocjach, i to jest dobry pomysł, żeby nie próbować na raz tłumaczyć tego wszystkiego. Może to rozpisanie wynikło z tego, że nie mam za bardzo z kim o tym pogadać, bo czuję, że zrobiłbym straszną przykrość rodzicom czy księdzu, który mnie zna, gdybym powiedział, że mam problemy z wiarą w Boga.

W każdym razie największe wątpliwości mam w temacie zła i tego, jak wpływa na ludzi. Bo jeżeli dobrze rozumiem (nie twierdzę, że na pewno dobrze to rozumiem),to Kościół mówi, że Bóg jest dobry, a zło i grzechy są wynikiem grzechu pierworodnego i wolnej woli człowieka, który może wybrać dobro, albo zło. Tylko że ten wybór jednego człowieka może całkowicie zniszczyć wiarę innego człowieka, który w wyniku przykrych doświadczeń może odrzucić Boga.

Na ścianie jednego z obozów koncentracyjnych były wydrapane słowa: "Jeśli Bóg istnieje, będzie musiał błagać mnie o wybaczenie". Brzmi to strasznie i jest wyrazem buntu przeciw Bogu, ale czy naprawę można tego więźnia potępiać za utratę wiary? I wiem, to Hitler i naziści wywołali II wojnę światową, a nie Bóg, ale przez wolną wolę Hitlera wiele ludzi całkowicie utraciło wiarę, i jeżeli dobrze rozumiem nauczanie Kościoła, ludzie którzy wyrzekli się Boga, tracą szansę na zabawienie. Lub rodzice, których dziecko jest śmiertelnie chore i umiera, co prowadzi do tego, że odwracają się oni od wiary.

Chodzi mi o to, że jeżeli Bóg istnieje i jest wszechwiedzący, to musi zdawać sobie sprawę, że nie każdy człowiek ma dość sił i odwagi, żeby stawić czoło niewyobrażalnemu cierpieniu i nie utracić przy tym wiary. A jednak wiele osób wierzących doświadcza dużo więcej cierpienia od innych. I niektórzy nie są w stanie tego wytrzymać i porzucają Boga, podczas gdy inni trwają w wierze, bo w ich życiu nie dochodzi do tak dramatycznych wydarzeń. I ci pierwsi mają zostać potępieni, bo cierpienie ich przerosło. I właśnie tego nie potrafię zrozumieć, dlaczego Bóg, dając ludziom wolna wolę, niejako zgodził się na to, że wolność jednego może okazać się zgubą dla innych, także w kontekście wytrwania w wierze

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-01 21:47

Czekaj czekaj.
1
Nie ma w Kościele nauczania, że ktoś został potępiony.
Nie wiemy, kto został potępiony.
Jedno jest pewne - to będzie sprawiedliwe. Ale jak będzie, i kto się ostoi, a kto nie - tego nie wiemy.
To nie jest jak w ziemskich sądach, gdzie ważny jest jedynie czyn. To wszystko, o czym piszesz, będzie uwzględnione.

2
Rzeczywiscie masz rację, że wolność jednego może okazać się - nie tyle może zgubą, co cierpieniem - dla innych. W pewnym sensie mamy jako ludzkość wspólny los.
Tyle że... zaskoczę Cię - cieszmy się z tego. Bo gdyby nie to, że nie dotknęłoby nas Chrystusowe zbawienie. Bo jego skutki dotykają nas w podobnym mechanizmie co grzech pierworodny (Rz 15,15)
A Niebo po zbawieniu to coś więcej niż starotestamentowy Raj. W pewnym sensie, grzech pierworodny to "szczęśliwa wina" (nawet tak śpiewamy w Wielkanoc).

3
Niestety, nie ma możliwości by ktoś jednocześnie był wolny i nie mógł czynić zła (bo gdyby nie mógł, nie byłby wolny...)
Nie mając wolności nie bylibyśmy osobami, lecz czymś w rodzaju "biologicznych zabawek" dla Boga.

Popatrz na to jak na relację miłosną: wyobraź sobie, że kochasz - prawdziwie i altruistycznie - kobietę.
Jesteś właściwie pewien, ze byłaby szczęśliwa z Tobą, a nie z facetem, którego sobie upatrzyła.
Wyobraź sobie też, że jesteś genialnym chemikiem i wynalazłeś substancję, która spowoduje po zażyciu przez Twoją umiłowaną, że nieodwołalnie zmienią się jej w mózgu połączenia tak, że się w Tobie zakocha i nigdy nie będzie chciała Cię opuścić.

Pytanie: czy kochając i nieskończenie szanując tę kobietę, uzależnisz ją, podając ten środek? Czy taka "wymuszona" więź byłaby cokolwiek warta?

Właśnie dlatego Bóg nie mógł nas "uwarunkować" stwarzając jako zaprogramowanych na niemożność czynienia zła.

4
Postawa Boga jest całkiem inna - najlepiej chyba ilustruje ją przypowieść O Miłosiernym Ojcu (moim zdaniem nietrafnie nazywana "O synu marnotrawnym").
Tu oczywiście Ojciec to Bóg.

Gdy syn marnotrawny chce odejść, smuci się, ale pozwala mu odejść - szanuje jego wolę i jego decyzję. Ale czeka.
Gdy syn - z własnej woli - decyduje się na powrót... czytamy "A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go."/Łk 15,20/

Żadnych warunków wstępnych - czysta radość. I czysta obfitość, daje synowi to, co na najlepszego:
"Lecz ojciec powiedział do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi!"(Łk 15,22)

Taki jest nasz Bóg.

5
Myślę, że mylimy się, patrząc na sąd jak... na sąd.
Ewangelia odsłania nam jego mechanizm:
"A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.
Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione.
Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu."(J 3,19-21)

Wielu teologów obecnie uważa (i ja jestem entuzjastą tego spojrzenia), ze sąd będzie polegał na tym, że sami zadecydujemy, czy chcemy spędzić wieczność z Nieskończenie Kochającym Bogiem.

On zrobił WSZYSTKO - łącznie z wcieleniem i śmiercią na Krzyżu - żeby przekonać nas do relacji z sobą.
Wszystko - oprócz zmuszania nas.
Nie zmusi nas do pójścia do Nieba (tak nazywamy stan bezpośredniej relacji z Nim).

Kto zatem będzie tak szalony, ze wybierze piekło?
Ten, dla którego przebywanie z Nieskończenie Dobrym Bogiem będzie nie do zniesienia. Jeśli przez całe życie bym rozsmakowywał się w czynieniu zła, Niebo nie byłoby dla mnie atrakcyjne - przeciwnie, nie byłoby dla mnie do zniesienia.

Św. Katarzyna z Genui (ok. 1500 r.) twierdzi, że Bóg otwiera bramy nieba każdemu, a potępieni rzucają się sami w otchłanie piekielne, ponieważ nienawiść do Boga jaką żywią, sprawia, że stan niebieskiej szczęśliwości byłby dla nich torturą gorszą od piekła. Podobnie, w Dzienniczku s.Faustyny Kowalskiej czytamy : „Dusza będzie potępiona tylko ta, która chce”/1452/

Wybacz banalną analogię:
Powiedzmy że jedna osoba słucha przez całe życie jakiejś beznadziejnej kakofonii - a druga wartościowej muzyki .
W pewnym momencie, po wielu latach obie otrzymują propozycję rocznego abonamentu na cotygodniowe koncerty (tego drugiego, wartościowego rodzaju muzyki).
Osoba która kształtowała swój gust chętnie przyjmie taki prezent z radością. Osoba która słuchała jakiejś prymitywnej łomotaniny z banalnymi tekstami nawet nie przyjmie karnetu...
Dla dwu różnie ukształtowanych osób ten sam utwór może być przyjemnością lub przykrym i nudnym hałasem.
Trochę więcej na ten temat: https://analizy.biz/marek1962/pieklo.pdf

6.
I jeszcze jedna myśl na koniec.
Wiemy, że Bóg kocha nas bardziej niż ja sam siebie.
W pewnym sensie wybór przeze mnie piekła (gdyby nastąpił) byłby dla Niego większym ciosem, niż dla mnie - mimo całej grozy piekła.

Nie wiem, czy dobrze trafiłem z odpowiedzią...

P.S. A jeśli idzie o wątpliwości - jeśli są uczciwe, wzmacniają wiarę. Należy je rozwiązywać. Ja osobiście zbudowałem swoją wiarę na badaniu wątpliwości.
Nauczyłem się już, że nie ma się czego bać- przy odpowiednio głębokim drążeniu Bóg (a także Jego Kościół) zawsze w końcu mają rację :)
Jeśli chcesz, tu jest świadectwo (było pisane z myślą o książce, ale myślę, że mówi o tym, co chcę przekazać).

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-02 19:52

Dziękuję za odpowiedź, i przepraszam, że sam zwlekałem z odpowiedzią, ale mam intensywny czas w pracy, a poza tym chciałem na spokojnie przeczytać te punkty i je przemyśleć.

Czyli jeżeli dobrze rozumiem, to na sądzie przed Bogiem będą wzięte pod uwagę wszystkie okoliczności z życia człowieka. I On, jako wszechwiedzący, będzie wiedział, jak naprawdę wyglądało czyjeś życie. I weźmie pod uwagę np. że ktoś doświadczył traumy, wielkiej tragedii czy być może nie miał tak naprawdę szansy nawet usłyszeć o chrześcijaństwie. I nie bycie Chrześcijaninem nie musi z góry oznaczać wiecznego potępienia. To przyznam, że jest to pocieszająca myśl, bo byłaby to wielka nadzieja dla ludzi, którzy z różnych powodów się pogubili się czy stracili wiarę z powodu czynów innych ludzi.

Tylko czy Kościół nie głosi, że wiara w Jezusa i przyjmowanie komunii są koniecznymi warunkami do zbawienia? Poza tym czy w tym wypadku nasze życie na Ziemi nie robi się trochę bez sensu, skro i tak po śmierci możemy wybrać, czy chcemy być z Bogiem, czy nie?

Myślałem też nad kwestią zła i wolnej woli, i myślę że to zagadnienie rzeczywiście sprowadza się do pytania, czy dałoby się stworzyć inny świat, w którym ludzie nadal zachowują wolną wolę i możność wyboru zła, przy tym nie krzywdząc innych. I rzeczywiście, aby tak było, musiałby być jakiś ogranicznik w człowieku.

Ale tu moim zdaniem pojawia się inny problem. Bo rozumiem zło wyrządzone przez innych ludzi, mają wolną wolę i mogą to zrobić. Tylko dlaczego na świecie są choroby? Bo czy naprawdę nie dałoby się stworzyć świata, w którym ich nie ma. W którym ludzie są zdrowi, nie umierają w bólach na raka a dzieci nie zapadają na nieuleczalne choroby. Bo choroby i cierpienie nie będące wynikiem bezpośrednich działań człowieka, jak np. kataklizmy, niekoniecznie musiałby istnieć. I w tym po prostu nie widzę sensu.

Widziałem, jak moja babcia przez wiele lat umierała, było to wolne i okropne, ona stopniowo traciła świadomość i było coraz gorzej. I choć wiele osób mnie skrytykuje, to bardzo ucieszyłem się, kiedy w końcu umarła. I nie rozumiem po co to było, czy to jej cierpienie miało jakikolwiek sens?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-02 21:50

Nie ma potrzeby się spieszyć :)
Spróbuję przedstawić swoje odpowiedzi:

1
Piszesz „Tylko czy Kościół nie głosi, że wiara w Jezusa i przyjmowanie komunii są koniecznymi warunkami do zbawienia?”
To prawda, ale na trochę innej zasadzie. Nie na zasadzie „jeśli nie słyszałeś o tym, i nie robiłeś, to pójdziesz do piekła”. Raczej czymś niebezpiecznym jest dla człowieka ODRZUCENIE Łaski (przepraszam, że będę dla podkreślenia używał wielkich liter - na forum pomocy nie ma możliwości boldowania ani podkreślania tekstu).
Dokładnie w Katechiźmie czytamy:
„678 W ślad za prorokami i Janem Chrzcicielem Jezus zapowiedział w swoim przepowiadaniu sąd, który nastąpi w dniu ostatecznym. Zostanie wtedy ujawnione postępowanie każdego człowieka i wyjdą na jaw tajemnice serc. Nastąpi wtedy potępienie ZAWINIONEJ niewiary, która LEKCEWAŻYŁA ŁASKĘ ofiarowaną przez Boga. Postawa wobec bliźniego objawi przyjęcie lub odrzucenie łaski i miłości Bożej. Jezus powie w dniu ostatecznym: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40).

2
Pytasz: „Poza tym czy w tym wypadku nasze życie na Ziemi nie robi się trochę bez sensu, skoro i tak po śmierci możemy wybrać, czy chcemy być z Bogiem, czy nie?”
Mówiąc precyzyjniej: w chwili śmierci.
Myślę że nie jest bez sensu: zerknij do tego, co napisałem poprzednio: de facto wybieramy w każdej chwili życia, kształtując siebie do tego wyboru.

3
Sprawa chorób i innych kataklizmów: to jest sprawa oddziaływań trochę wykraczających poza nasze postrzeganie przyczynowości. Bo ma co dzień nie widzimy związku pomiędzy naszym postępowaniem a np. wybuchem wulkanu w Ekwadorze…
Pomyślmy jednak o Bogu jako o kimś, kto stworzył i podarował nam Wszechświat.
I znów odwołam się do analogii.
Wyobraźmy sobie ojca, który daje dzieciom (no, dorosłym dzieciom…) super samochód (wyścigowa korweta, żyleta, nówka na dotarciu). Zastrzega jednak : "Przez pierwsze 10 000 km nie przekraczajcie 110 km/godzinę, jest na dotarciu, silnik może się zatrzeć" .
Rodzeństwo jeździ samochodem bardzo intensywnie, wożą kolegów itd.
Koledzy podpuszczają: "eeee, taki wóz, a byle ford bierze nas na autostradzie."
Ale wóz jest na dotarciu! - odpowiadają.
Koledzy na to: "Co Wy, stary po prostu nie chce byście jeździli za szybko, to bujda z tym docieraniem silnika, na pewno nic się nie stanie. Może jest zazdrosny, że jego wóz tyle nie wyciąga."
Córka gościa się łamie: "Może i mają rację. Ciekawa jestem ile km/godzinę fabryka dała..."
"No dobra, ale tylko raz" - odpowiada jej brat i przyciska gaz.
Skutek łatwy do przewidzenia i taki jak mówił ojciec - silnik się zaciera i jest kompletnie zniszczony. Wspaniała korweta jest niemal wrakiem.
Czy powiemy, że "zatarcie samochodu powstało w wyniku aktywności ojca"?

To będzie daleka przenośnia, ale może wyrazi co chcę powiedzieć; świat jest wielką, skomplikowaną maszyną. Zależności są nie tylko fizyczne, ale i metafizyczne.
Bóg zrobił tę maszynę - idealną - i nam ją dał.
Tyle że dał nam także "instrukcję obsługi" - czyli jak nie wykorzystać jej do zrobienia sobie (i jej) krzywdy.
Każdy grzech (choćby pozornie prywatny - np. grzech popełniony w zamkniętym pokoju przez osobę która z niego nie wychodzi) "psuje" tę maszynę. Nie w sposób "fizyczny" - lecz nadnaturalny, duchowy. Mój grzech tu może spowodować zło w Ameryce za 10 lat, czy złożyć się na wybuch wulkanu za rok w Japonii. Albo w zdrowiu sąsiada dzisiaj. Ale tak czy owak "psuje" ono świat.

Na szczęście Jezus "wprowadził" w świat wiele dobra przychodząc jako człowiek - i dzięki temu w końcu doskonałość zwycięży.
Uczynił to doświadczając wszystkich konsekwencji „popsutego” przez grzech świata: głodu, pragnienia, cierpienia, aż wreszcie śmierci.
Na razie jednak wciąż wprowadzamy zło w świat, który "oczekuje" na Paruzję Jezusa i ostateczne zwycięstwo doskonałości - a równocześnie będzie to zakończenie ciągle trwającego procesu naszego stwarzania:
W Biblii czytamy:
"Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów – odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy."/Rz 8,20-25/
Ważna – przynajmniej dla mnie – jest też refleksja sw. Pawła:
"Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić."(Rz 8,18)

4
I jeszcze jedno – Jezus wyzwolił nas z grzechu pierworodnego (choć nie jego skutków – doświadczał ich nawet On sam, choć był bezgrzeszny). Jeśli ryzykujemy zbawieniem, to z powodu naszych, a nie Pierwszych Rodziców grzechów.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-03 20:03

Z jednej strony rozumiem tę analogię z samochodem, ale wciąż nie odpowiada to na pytanie o zło nie będące wynikiem działań człowieka. Bo rozumiem, co chciał Pan powiedzieć: Bóg daje nam życie i wolność, ale wie, że niektóre decyzje będą miały dla nas złe konsekwencje. Nie powstrzymuje nas siłą, tylko daje wskazówki, których możemy, ale nie musimy przestrzegać. I do tego momentu rozumiem. Np. ktoś dość swobodnie podchodzi do kwestii seksualnych i co chwila zmienia partnerów, przez co łatwiej może złapać chorobę weneryczną lub nie być już później w stanie stworzyć stałego i zdrowego związku. Tylko że to cały czas dotyczy kwestii, w których człowiek może świadomie wybrać, np. zaczynam brać narkotyki albo tego nie robię.

Tylko że są na świecie zjawiska, jak np. klęski żywiołowe czy choroby, które także mogą siać zniszczenie i odwracać ludzi od wiary. I wiem, niektórych chorób da się uniknąć przez zdrowy tryb życia, ale nigdy nie daje to 100% pewności, bo często decyduje genetyka. I jeżeli dobrze Pana zrozumiałem, to te wydarzenia są pośrednio spowodowane grzechami ludzi. Tylko nie wiem, czy się z tym zgadzam. Bo wizja, że moje niepójście na mszę w niedzielę spowoduje tsunami w Indonezji jest chyba dość ekstremalnym założeniem. I czy sam Jezus nie przestrzegał przed takim myśleniem, mówiąc o jednym niewidomym, że on wcale nie jest karany za swoje grzechy czy grzechy przodków? Może źle coś zrozumiałem, ale trochę mnie przeraża takie myślenie.

Zwłaszcza, że wiemy, dlaczego powstają huragany, trąby powietrzne, tsunami czy trzęsienia ziemi. I wiem, że one same w sobie nie są ani dobre, ani złe, są to po prostu zjawiska, które jednak mogą powodować cierpienie. I właśnie do tego zmierzam, czy naprawdę Bóg nie mógł stworzyć świata bez chorób i kataklizmów. Bo przecież, jeżeli jest wszechmocny, mógł dowolnie zaplanować wygląd świata. A człowiek może przez nie cierpieć zupełnie nie ze swojej winy, co wydaje się bardzo niesprawiedliwe

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-03 21:38

>Bo wizja, że moje niepójście na mszę w niedzielę spowoduje
>tsunami w Indonezji jest chyba dość ekstremalnym założeniem.
No pewnie, to była hiperbola, "trochę" przegiąłem :)
Niemniej wprowadza zło w świat. Pierwszą katastrofą był grzech pierworodny, który popsuł harmonię Wszechświata. Nie takiego, jaki jest - ale takiego, jakim był.
Niemniej nasze grzechy oczywiście się w to wpisują.
Nie sądzę, by mój grzech wywołał tsunami (aż tak nie jestem w stanie naruszyć harmonii Wszechświata...) ale wspólnymi siłami całej ludzkości...
Jeśli pomyśleć, ile nienarodzonych dzieci ginie... 73 miliony rocznie... takie zło nie może być obojętne dla naszego Wszechświata...

>I czy sam Jezus nie przestrzegał przed takim myśleniem,
>mówiąc o jednym niewidomym, że on wcale nie jest
>karany za swoje grzechy czy grzechy przodków?
>Może źle coś zrozumiałem, ale trochę mnie przeraża takie myślenie.
Zauważ, że ja nie mówię, że jak ktoś jest chory, to znaczy że zgrzeszył.
Daleki jestem od takiego myślenia. Nasze grzechy dotykają (być może niestety...) nie tylko nas...

>Zwłaszcza, że wiemy, dlaczego powstają huragany,
>trąby powietrzne, tsunami czy trzęsienia ziemi.
Znów Cię zaskoczę: wcale nie wiemy DLACZEGO.
I piszę to jako ktoś, kto kiedyś zawodowo kształcić się w tych sprawach.
Nauki szczegółowe (fizyka, matematyka) nie dają nam żadnej wiedzy o przyczynach. I zresztą nie mają takich ambicji.
One są świetne w opisywaniu CO I JAK się dzieje. Ale NIE DLACZEGO.

Weźmy - ja wiem - Prawo Coulomba. Mówi, z jaką siłą przyciągają się (lub odpychają) dwa ładunki elektryczne. Pozwala wyliczyć, jak wielka to siła. Mówią nam, że jak będą dwa razy dalej, to będą się przyciągały cztery razy słabiej.
Ale nie mówią nam, DLACZEGO owe ładunki tak się zachowują.
(Przepraszam za tę dygresję, nie mogłem się powstrzymać :) )

>czy naprawdę Bóg nie mógł stworzyć świata bez chorób i kataklizmów.
>Bo przecież, jeżeli jest wszechmocny, mógł dowolnie
>zaplanować wygląd świata.
Ależ właśnie taki świat stworzył! Tę sytuację opisuje (poetycko) opis Raju.
Świat, na który patrzymy, i który niekoniecznie nam się we wszystkim podoba, nie jest takim, jakim Bóg go stworzył!

Boga metodą nie jest ingerencja w zło. Jego metoda, to zamienianie zła w dobro.
Stworzył doskonały świat - myśmy go zepsuli.
Przyszedł i osobiście przemienił to zło w dobro - dzięki czemu otrzymaliśmy zbawienie, czyli coś znacznie lepszego niż Raj...

Na koniec prywata: czy mógłbyś nie pisać do mnie na "Pan"? (oczywiście, jeśli sobie życzysz, i ja mogę przyjąć tę formę - ale nie ukrywam, ze wolałbym nie).

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-04 21:01

Jeśli chodzi o tego "Pana", to przyznam, że ze względu na przyzwyczajenie piszę tak z automatu. Oczywiście nie ma problemu, nie będę stosował tej formy :)

A wracając do tematu, to tutaj chyba wchodzi problem grzechu pierworodnego. Bo tak, rozumiem tę naukę, że Bóg stworzył idealny i świetnie działający świat, który uległ uszkodzeniu w wyniku grzechu. Tylko że nie do końca rozumiem, jak i dlaczego miałoby to tak działać.

Bo myślę że się zgodzimy, że historia Adama i Ewy, opisana w księdze, jest symbolem czy poetyckim opisem, a nie dosłowną relacją z tego, co się wydarzyło. Tak samo jak zerwanie i zjedzenie owocu. Tylko że jeżeli ta sytuacja nie miała miejsca czy nie wydarzyła się w ten sposób, to w którym momencie człowiek pierwotny miałby podjąć decyzję o wyborze grzechu zamiast Bożej łaski?

Poza tym jest inny problem. Wszechświat ma 13,8 miliarda lat, Ziemia 4 miliardy, pierwszy gatunek homo pojawił się gdzieś około 2,8 miliona lat, z kolei Homo Sapiens około 300 tysięcy lat temu. Tylko że wybuchy wulkanów, uderzenia meteorytów, niszczycielskie huragany czy nawet wymarcie dinozaurów albo epoka lodowcowa miały miejsce na długo przed pojawieniem się pierwszego człowieka na Ziemi. Nie mówiąc już o czarnych dziurach czy wybuchach gwiazd, które niszczyły planety. I jeżeli te kataklizmy miały by być wynikiem działań człowieka i grzechu pierworodnego, to jak mogło wtedy do nich dojść, skoro człowiek jeszcze wtedy nie istniał. Wygląda to raczej tak, jakby Wszechświat był nieprzyjaznym miejscem na długo przed pojawieniem się człowieka, a grzech pierworodny nie miał na to wpływu.

A jeżeli dodatkowo założyć, że gdzieś w kosmosie jest też planeta zamieszkana przez inne istoty, to one też cierpią w wyniku tego, co wydarzyło się na planecie, o której nawet nie wiedzą? Bo to jest mój drugi problem, jeżeli człowiek jest stosunkowo "nowym" dodatkiem do Ziemi, to dlaczego te wszystkie niszczycielskie siły działały przed jego pojawieniem się na świecie

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-05 23:16

Jeśli idzie o grzech pierworodny, to prawdę mówiąc nie wiemy wielu rzeczy.
Czy opis ten przedstawia stan potencjalny - tj. taki-świat-jaki-by-był bez grzechu?
Czy może nastąpił w rzeczywistości duchowej, zanim w ogóle pierwszy okrzemek pojawił się w oceanie?
Nie wiemy i dowiemy się chyba dopiero po śmierci...

Zauważ też, że w porządku duchowym niekoniecznie jest tak, że zdarzenie rodzi skutki tylko w swojej teraźniejszości i na przyszłość.
Prosty przykład: Śmierć Jezusa spowodowała skutki duchowe rozciągające się w obie strony continnum czasu: zbawieni zostali ludzie żyjący na wieki przed Chrystusem.

Podobnie z Maryją - urodziła się bez grzechu ze względu na Ofiarę Chrystusa, mimo, że przecież On urodził się znacznie później.

Przestrzegam przed takim dosłownym - a jednocześnie "przyrodzonym" rozumieniu tych prawd (dlatego nie odwołuję się np. do względności równoczesności zdarzeń Einsteina, bo nie chciałbym zamieszać).

Co do kosmitów, to najpierw musielibyśmy założyć, że takowi istnieją :)
pozdrawiam
Marek

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-07 13:52

Jeszcze dopowiedzenie: nie chciałbym stworzyć wrażenia, że wydaje mi się, ze znam wszystkie odpowiedzi.
Uważam, że wątpliwości trzeba wyjaśniać, ale też trzeba mieć świadomość (i chyba pokorę) by przyjąć do wiadomości, że wszystkiego się nie wyjaśni (a raczej wyjaśni się nam, kiedy staniemy przed Bogiem po śmierci, uwolnieni od ograniczeń doczesności i naszego - przywiązanego z konieczności do naszych ziemskich doświadczeń - sposobu i zakresu rozumowania).

Czy przejdziemy teraz do innego z Twoich pytań? A jeśli tak, to do którego?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-07 21:38

Przepraszam za brak odpowiedzi na wcześniejszą wiadomość, ale tak jak pisałem, nadchodzą święta, i niestety mam w pracy lekką gonitwę:)

A wracając, to powiem szczerze, nadal mam wiele wątpliwości co do problemu zła, ale też rozumiem, że to ogromny temat, którego nie da się omówić w kilku wiadomościach. Ale, i mówię to szczerze, wiele z przedstawionych przez Ciebie argumentów dało mi wiele do myślenia i na pewno podchodzę do tego tematu z mniejszym "buntem" niż wcześniej. I też dziękuję, że mówisz o tym, że nie znasz na wszystko odpowiedzi. Naprawdę to doceniam, bo nie wiem, czy do Kościoła nie zniechęciły mnie właśnie osoby, które są bezkrytyczne w podejściu do wiary i uważają, że każda osoba mająca jakiekolwiek wątpliwości czy pytania jest wrogiem. I twierdzą, że gdybym tylko wierzył, to nie zadawałbym pytań, które ich zdaniem, są bezwartościowe.

A z tych innych kwestii, które mnie dręczą, to temat osób homoseksualnych i ich miejscu w Kościele i w oczach Boga. Patrzę na to w ten sposób. Ludzie nie wybierają, że będą homoseksualistami, tacy się rodzą. I w pewnym sensie z automatu są skazani na dużo cięższe życie niż inni, przynajmniej w aspekcie związków. Bo chodzi mi o to, że jeśli ci ludzie chcą żyć w zgodzie z nauczaniem Kościoła, to na wstępie nie mają szansy na większą bliskość czy jakiekolwiek spełnianie swoich potrzeb seksualnych w sposób niegrzeszny (bo masturbacja też jest według Kościoła grzechem).

I oczywiście, rozumiem że wielu heteroseksualistów też nie jest w związku, z wyboru bądź nie, ale oni mają przynajmniej potencjalną szansę lub możliwość wyboru. Homoseksualiści nie mają takiej opcji. I nie dziwie się, że w tej sytuacji wielu odwraca się od Boga i Kościoła, zwłaszcza że wielu księży uważa ich za "zarazę".

I dlaczego Bóg uznaje stosunki homoseksualne za coś złego? Bo rozumiem, gdyby nikt nie miał takich skłonności i było to jedynie kwestią wyboru. No ale tak nie jest. A poza tym komu to szkodzi? Przecież to nie jest tak, że homoseksualiści nienawidzą rodzin czy chcą doprowadzić do rozbicia związków między kobietą i mężczyzną. I wiem, jest wiele organizacji lewicowych, które mocno przeginają, ale duża część homoseksualistów chce po porostu w spokoju żyć, mając prawo do miłości i związku. I nie rozumiem, w czym to Bogu przeszkadza. Bo to tak, jakby osobom rudowłosym nie wolno było wchodzić w związki pod karą grzechu. A przecież człowiek nie wybiera sobie w łonie matki naturalnego koloru włosów.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-07 23:15

OK, rozumiem, że nie chcesz mówić o tzw. działaczach homo, którzy są bardzo agresywni i często całą karierę budują (i często zarabiają) także na tym, że są homoseksualni.

Rozumiem, że mówimy tu o osobach dotkniętych homoseksualizmem a jednocześnie takich, które chciałyby być 'w zgodzie z Bogiem".

Tu chyba trzeba powiedzieć o paru sprawach (temat duży, ale postaram się streszczać):

1.
Homoseksualizm jako skłonność, podobnie jak każda choroba, niepełnosprawność czy zboczenie, jest obojętny moralnie (w sensie rozważań o winie człowieka). Nikt nie jest ani gorszy, ani winny tego że jest homoseksualistą

2.
Homoseksualizm jako skłonność jest swoistym, ale (jak sam słusznie stwierdziłeś) bardzo trudnym powołaniem do świętości. Ludzie którzy są homoseksualistami ale nie czynią (lub nawet starają się nie czynić) czynów homoseksualnych godni są najwyższego szacunku

3
Człowiek jest nie tylko swoimi skłonnościami, dlatego nie należy zacieśniać widzenia osób homoseksualnych tylko do tego aspektu. Nawet Ci, którzy ulegają swojej skłonności, godni są szacunku jako ludzie (choć ich czyny w tej "dziedzinie", jako grzeszne, godne szacunku nie są).

4
Uprawianie homoseksualizmu jest w takim stosunku do skłonności, jak grzech do pokusy. Czyny homoseksualne są obiektywnie złe.

5.
niezależnie od powyższego, uprawianie homoseksualizmu wiąże się zazwyczaj z wieloma katastrofalnymi zjawiskami dla samych uprawiających(skrajna wielość partnerów, seks ekstremalny, używki, choroby, przemoc - na życzenie mogę podać statystyki).
Oczywiście są to zależności statystyczne, nie można z nich wyciągać żadnych wniosków w stosunku do konkretnego człowieka.

6
Przechodząc teraz do sprawy sytuacji homoseksualizmu: zauważ proszę, że nie tylko homoseksualiści są w podobnej sytuacji (tj. że nie mogą zaspakajać swojego popędu - a także po prostu żyć - w sposób odpowiadający ich skłonnościom).

Jak słusznie zauważyłeś, dotyczy to także wielu heteroseksualistów - i niekoniecznie mają oni jakiś wybór. Są osoby kalekie (od urodzenia lub z powodu zdarzeń losowych), chore na pewne choroby, wreszcie pozbawieni pewnych organów.

A jak już rozmawiać bardziej drastycznie (przepraszam, ale chyba musimy o tym też powiedzieć), to prawo - nie tylko Boże - zabrania realizacji skłonności nie tylko osobom homoseksualnym, ale także odczuwającym (także przecież bez swojej winy!) pociąg do dzieci, nekrofilów czy zoofilów, nie mówiąc już nawet np. do ludzi z patologicznym skłonnościami do przemocy (a nawet morderstwa).

Nie, nie porównuje ich z homoseksualistami - jednak znajdują się w podobnej (a właściwie - dużo gorszej!) sytuacji, i niewątpliwie cierpią, jeśli nie mogą zrealizować swoich skłonności.

Nie jest to ich wina - a jednak (w przypadku niepełnosprawnych czy chorych) nie mogą realizować swoich pragnień, a (w przypadku osób z tymi wymienionymi skłonnościami) społeczeństwo nie pozwala im ich realizować. I nie zawsze ma to związek z ochroną osób trzecich (niektóre skłonności dotyczą zwierząt czy osób, które już nie żyją).

Trochę ping-pongiem wraca tu do nas problem zła - bo kalectwo, ale także złe skłonności są właśnie efektem owego "popsucia" świata jaki-był-w-zamyśle-Boga.
I te osoby są tego niewinnymi ofiarami.

Wiara niekiedy wymaga wręcz heroizmu - i w przypadku homoseksualistów tak właśnie jest.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-12-08 00:23

Janie, skonfrontuj swoje przekonania na temat homoseksualizmu z tym opracowaniem:
https://mateusz.pl/okarol/ok_hin.htm

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: HalinaMR (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2025-12-08 19:49

Bardzo interesująca dyskusja Panowie, naprawdę, piszę serio, nie kpię.

Ale zastanawiam się czy kiedykolwiek Janie adorowałeś Pana Jezusa, nie dla rodziców lub kapłana, który Cię zna, tylko dla Siebie.
Jeśli nie - polecam Ci, bo piszesz, że bardzo byś chciał uwierzyć. Na początku tyle ile wytrzymasz a potem przynajmniej pół godzinny. Półgodzinna Adoracja daje ochronę przed mąceniem szatana.

Czy próbowałeś uczestniczyć aktywnie we Mszy Św. częściej niż raz w tygodniu? Też Ci polecam.

Wątpliwości są rzeczą normalną, ludzką. Ale bez Twojej otwartości, decyzji serca i umysłu nikt Ci nie pomoże uwierzyć.

Może pojedziesz na rekolekcje. Tam spotkasz kapłana, który Cię nie zna. Być może odpowie na kolejne Twoje pytania i wątpliwości, ukierunkuje Cię na myślenie mniej naukowe ale duchowo wartościowe i spójne teologicznie. Może doświadczysz Bożej łaski i podczas "ćwiczeń" rekolekcyjnych Pan Bóg Cię tak dotknie, że zrozumiesz, iż istnienia Pana Boga nie udowodni żaden algorytm, naukowy dowód. On był, jest i będzie. I czeka cierpliwie na Ciebie aż w Niego uwierzysz. Czego z serca Ci życzę . Bo jesteśmy tu krótką chwilę. Póki żyjemy możemy wszystko zmienić. W chwili śmierci każdy stanie przed Obliczem Pana. Jeśli Go odrzuci ... Nie jestem autorytetem teologicznym, nie będę się wypowiadać kiedy dusza idzie do piekła a kiedy do nieba lub czyśćca. Jednak pewne jest to, że po śmierci dusza, która odrzuciła Pana Boga i trafi do piekła zostanie tam na zawsze.

Pozdrawiam.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: B. (---.184.251.205.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-09 06:39

„chciałbym szczerze uwierzyć w Boga” Dobrze że szukasz.
Ateizm nie jest nieodwracalny. Wieloletni ateista jest teraz osobą gorąco wierzącą w Chrystusa. Jego mottem w okresie ateizmu było hasło "Od Ikara do kosmosu" oraz teoria ewolucji.

Postaram się syntetycznie :)
„1. Patrząc na rozmiar Wszechświata (…)”
No właśnie. Jak wielki jest Stwórca, skoro te wszystkie gwiazdy, planety i inne ciała niebieskie krążą w takiej harmonii. Podobnie atomy. Skąd kukułka, która nie zna rodziców, wie którędy i kiedy odlecieć przed zimą? Skąd altannik albo jaskółka wiedzą, jak budować precyzyjne gniazda?
„5 Bo z wielkości i piękna stworzeń
poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę.” Księga Mądrości 13,5

„2. Nie jestem też w stanie zrozumieć problemu zła, czyli dlaczego Bóg je dopuszcza.”
Ponieważ człowiek dostał wolną wolę. To nie pozorna, ale prawdziwa wolna wola.
„6 Dał im wolną wolę, (…).” Księga Syracha 17,6

„w jaki sposób możemy winić osoby, które utraciły wiarę, bo urodziły się w czasach II wojny światowej i trafiły do obozów koncentracyjnych.”
W niemieckim obozie koncentracyjnym Maksymilian Kolbe oddał dobrowolnie swoje życie za współwięźnia.
„13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” Ewangelia św. Jana 15,13
Takie obozy, taki ogrom zła jest skutkiem odrzucenia Dekalogu Boga. Po odrzuceniu Boga można wszystko uznać za dopuszczalne, za dobre, nawet masowe mordy w obozach koncentracyjnych… W imię zyskania „przestrzeni życiowej” dla aryjczyków niemieckich…
Zbrodniarze nie wzięli pod uwagę tego, że życie jest wieczne, że nie zdołali zamordować DUSZ tych ludzi i że nasze ciała zmartwychwstaną, tak jak zmartwychwstał Jezus.

„Bóg, który jest wszechwiedzący, pozwalałby na zło, które może odtrącić człowieka od Niego”
Jest przysłowie „jak trwoga to do Boga”. Z praktyki wiem, że to prawda …

„jeżeli uznajemy, że człowiek jest naznaczony grzechem pierworodnym, to skąd on się wziął? Czy Bóg stworzył nas naznaczonych grzechem pierworodnym?”
Z Katechizmu KK: „417 Adam i Ewa przekazali swojemu potomstwu naturę ludzką zranioną przez ich pierwszy grzech, a wiec pozbawioną pierwotnej świętości i sprawiedliwości. To pozbawienie jest nazywane "grzechem pierworodnym".”
Chrzest zmywa grzech pierworodny, ale potem każdy grzeszy… Mamy ratunek w miłosierdziu Boga (rachunek sumienia, spowiedź, żal za grzechy, odpuszczenie grzechów).
Adam i Ewa nie mieli grzechu pierworodnego. Wczoraj była ciekawa homilia. Ksiądz porównał Ewę i Maryję. Obie były bez grzechu pierworodnego. Maryja powiedziała Bogu „tak”, mimo że mogło to skutkować, na ludzki sposób, nawet ukamienowaniem Maryi. Maryja uwierzyła Bogu, Ewa uwierzyła szatanowi…

„4. Dlaczego Bóg sprzeciwia się homoseksualizmowi?”
Tak, Pismo Święte mówi: „22 Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” Księga Kapłańska 18,22 (to samo ponowione i rozszerzone w Kpł 20,13)
W mediach były programy z byłymi homoseksualistami, którzy byli już żonaci i mieli po kilkoro dzieci.

5. (…). Znam wiele osób, które są ateistami, ale o których mogę powiedzieć, że są naprawdę dobrymi i moralnymi ludźmi.”
Ateista nie uznaje autorytetu i Praw Boga, sam tworzy katalog norm dobra i zła. Popatrz na zlaicyzowane filmy – są zdrady, zabójstwa, zemsty, itd. Odzwierciedlają moralność zlaicyzowanych scenarzystów, reżyserów i tych którzy wykładają pieniądze na produkcję.

„jak mógłbym się cieszyć, wiedząc że oni będą przez wieki cierpieli męki”
Słusznie niepokoisz się. Dlatego mamy za zadanie ratować jeden drugiego. Modlitwą, słowem, pomocą, dobrym przykładem.
Jezus tak bardzo chciał nas ratować, że nauczał, narażał się odważnie i bezkompromisowo elicie Izraela, dał się ukrzyżować i dał serce sobie przebić. Zabili Go, a przedtem umęczyli. Ale trzeciego dnia Zmartwychwstał.

„wyznawana religia w większości przypadków zależy od rodziny w której ktoś się urodzi’”
Masz rację, Dlatego od wieków w świat nieustannie wyruszają misjonarze. Żyją i nauczają, udzielają chrztu i innych sakramentów, część z nich jest mordowana.
W innym wątku wspomniałam o okaleczaniu lub zabijaniu murzynów albinosów. Z ich ciał czarownicy sporządzają (aktualnie!) talizmany mające przynieść zwycięstwo kandydatom w miejscowych wyborach. Chrześcijaństwo powoli eliminuje takie barbarzyństwo.
Serdecznie pozdrawiam.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: HalinaMR (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2025-12-09 08:31

Janie, dobiega końca rok Jubileuszowy, trwa 2 tydzień Adwentu.
"chciałbym szczerze uwierzyć w Boga, ale od długiego czasu zmagam się z wątpliwościami, które w ostatnim czasie mocno przybrały na sile."
Pan Bóg Cię kocha i czeka na Twoje "tak ".
Życzę Ci żebyś przyjął łaski, którymi dobry Bóg chce Cię obdarować.

"Wiele myślałem o Bogu, religii i świecie i z przerażeniem widzę, że coraz bardziej dochodzę do przekonania, że Boga po prostu nie ma, lub jest całkowicie inny, niż przedstawia go Chrześcijaństwo.Dręczą mnie następujące wątpliwości: (...)"
Janie,człowiek nigdy nie wyjaśni naukowo wszystkich zagadnień. Zapewne znasz ten cytat: "Wiem, że nic nie wiem" i wiesz kto jest jego autorem.

Podzielę się z Tobą swoim doświadczeniem. W pewnym momencie mojego życia skończył się raptownie nadmiar obowiązków zawodowych i rodzinnych. Zaczęłam szukać sposobu na dalsze sensowne życie. Z jednej strony idąc za głosem serca coraz częściej uczestniczyłam w religijnych praktykach a z drugiej strony -zaobserwowałam napady chaosu myśli, dziwne zdarzenia typu rozbity samochód na parkingu itp. Kapłan w pewnym sanktuarium powiedział mi, że najlepszą ochroną przed wpływem demona jest Adoracja, co najmniej pół godziny. Teraz gdy mam trudne chwile w życiu, klękam przed Panem Jezusem. Kiedy są dobre momenty też stosuję tę praktykę. Może i Ty spróbujesz?
Szczęść Boże

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-09 12:48

To tylko zaznaczę, że postaram się odpowiedzieć zarówno na Twój komentarz, jak i komentarz użytkownika Z.

Chyba ciężko mi się z tym zgodzić. Może po prostu dlatego, że zwyczajnie szkoda mi tych ludzi, którzy nie ze swojej winy mają takie skłonności i nie mają według Kościoła szans na bliskość i związek. No bo tak, ja sam mam problem ze znalezieniem dziewczyny, i też tracę nadzieję, ale przynajmniej mogę mieć te nadzieję, że kogoś poznam i będę mógł mieć rodzinę. Osoby homoseksualne nie maja nawet tego.

Rozumiem ten argument o pedofili, kazirodztwie czy nekrofili, ale przecież to nie jest to samo. Bo pedofil wykorzystuje dziecko, które nie chce bądź nie rozumie, co się dzieje. A mnie chodzi o związek dwóch homoseksualistów, którzy oboje świadomie i dobrowolnie zgadzają się na bycie razem. Po prostu nie rozumiem, co jest w tym złego.

Poza tym czy naprawdę uznajemy, że stosunki homoseksualne wiążą się z nałogami, niebezpiecznym seksem czy przemocom? Bo przecież w tych "normalnych" związkach też przecież dochodzi do wielu przerażających rzeczy, jest przemoc, są nałogi i choroby. Więc pod tym względem nie widzę za bardzo różnicy.

No i w tym linku wyczytałem, że te skłonności mogą być owocem traumy z dzieciństwa czy trudnych relacji z rodzicami. Tylko że wiele osób z bardzo dobrych rodzin, z dwoma rodzicami, jest homoseksualistami, tak samo jak dzieci z rozbitych czy patologicznych rodzin są heteroseksualistami.

Ale chyba wszystko dąży do tego, że nie rozumiem, dlaczego w oczach Boga związek dwóch mężczyzn czy kobiet, z których dwoje wchodzą w niego dobrowolnie i świadomie, i nie są w stanie zmienić swojej orientacji, jest grzechem i sprzeciwieniem się prawu Bożemu. Bo dochodzi też druga rzecz, ludzie nie doświadczają trudności po równo. Bo mnie, jako katolikowi w Polsce, w miarę zdrowemu, łatwiej jest uwierzyć w Boga. Ale homoseksualiście, który tego nie wybrał, a chce bliskości, bardzo trudno jest wielbić Boga, który go potępia za coś, na co nie ma wpływu. I wcale nie dziwie się, że te osoby albo odchodzą od Kościoła, albo porzucają wiarę w Boga.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-12-09 19:53

"Dlaczego Bóg sprzeciwia się homoseksualizmowi?”
"Po prostu nie rozumiem, co jest w tym złego"

Wiesz, spróbuję tak prosto jak umiem.
Pan Bóg miał i ma pewien pomysł na świat. Stworzył człowieka w postaci dwóch płci (cokolwiek krzyczy współczesna kultura). Miał pomysł na "mężczyznę i niewiastę", jak znajdziesz w Księdze Rodzaju w opisach stworzenia. Ten zamysł miał kontynuację w możliwości wydawania na świat potomstwa drogą naturalną w sensie naturalnego połączenia komórek żeńskiej i męskiej, w dopełnianiu się płci w różnych ważnych wymiarach, bynajmniej nie tylko anatomii. I taki porządek Pan Bóg uznał za najlepszy.

Podobnie jak np. uznał, że dobrze, aby woda była plynna i mokra (choć to wygląda na trywialne), aby w odpowiednich warunkach wysychała - wyparowywała, aby zamarzała. Taki jest Boży zamysł. Wszelkie odstępstwa od Bożego zamysłu, błędy natury i kultury, są konsekwencją skażenia świata przez grzech. Niektóre z nich mają negatywną wartość moralną.

Bóg nadał światu pewien porządek. Dlaczego? Bo może, bo chce naszego dobra, bo wie lepiej. Właśnie. Czy jesteś gotow na zaakceptowanie informacji, że Pan Bóg wie lepiej niż ja i niż Ty? To jest niewątpliwie trudne. Polega na uznaniu, że ktoś, Ktoś jest naprawdę zawsze mądrzejszy ode mnie.

Jeżeli ktoś niszczy Boży porządek, zwlaszcza celowo, albo jeżeli chce uznać za niewinne lub tzw. normalne sprzeciwianie się Bozemu zamysłowi, tłumacząc to zaistniałym kaprysem, zmianą czy błędem natury (nazwij jak chcesz), to Pan Bóg tego z entuzjazmem nie przyjmuje, nie popiera. Jest doskonały, więc nie zmienia porządku, nie powie np.: sorry, ale się kiedyś pomyliłem, więc znajdź sobie teraz , chłopie, partnera seksualnego, mimo że mój wstępny zamysł był inny.

Wiesz, pewne rzeczy w wierze są do przyjęcia tylko na wiarę.
Czasem wbrew uczuciom.
Czasem w cierpieniu.
Bo chyba rozumiem, że dla kogoś, kto odnalazł się w tożsamości homoseksualnej, Boży sprzeciw wobec aktów homoseksualnych może być źródłem dużego cierpienia. I znowu pytanie: czy ów ktoś jest zdolny uznać, że Pan Bog wie lepiej i że tu kropka.

Wybieram argumenty polegające na autorytecie Boga. I na zaufaniu do Niego.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: B. (---.184.251.205.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-10 15:57

W tegorocznej paradzie równości organizacji homoseksualistów w Warszawie brała oficjalnie udział organizacja satanistów (!).

Z dokumentu Kongregacji Nauki Wiary „O legalizacji związków homoseksualnych”:
„(…)
6. (...) Ustawodawstwa przychylne związkom homoseksualnym są sprzeczne z prawym rozumem (...)
10. (...) wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawienia się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych (...)
11. Kościół naucza, że szacunek dla osób homoseksualnych nie może w żadnym wypadku prowadzić do aprobowania zachowania homoseksualnego”
Joseph kard. Ratzinger, Prefekt
Angelo Amato, S.D.B., Arcybiskup tytularny Sila, Sekretarz
Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 3 czerwca 2003
Skrót oraz pełen tekst tego dokumentu:
https://www.katolik.pl/o-legalizacji-zwiazkow-homoseksualnych,836,416,news.html

Homoseksualiści nie są ludźmi, którzy tylko „pragną bliskości”, jak chyba to rozumiesz. Są przygotowywani do „Coming out-u” i robią to.
Domagają się prawnego zawierania „małżeństw” i adopcji dzieci.
Po co do szkół wchodzą ich edukatorzy?
„6 Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. 7 Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.” Mt 18,6-7

Kto miał potrzebę pooglądać ich strony internetowe (np. w sytuacji procesu sądowego wytoczonego bliskiej osobie), widział „warsztaty”, gdzie uczą młodych jednej płci jak zacząć się dotykać, czytał, że jeden mężczyzna może mieć kilkuset partnerów. Chłopak pisze o „miłości” do jednego partnera, a na innym forum opowiada, że z reguły wybiera do współżycia starszych panów… I inne ohydztwa opisują. Otrzymują dotacje.

Za rzeczową argumentację na temat homoseksualizmu w krajach zachodu można trafić do więzienia. Nawet cytowanie Pisma Świętego bywa zakazane.
Oto przykład represji wobec małżeństwa pastorów protestanckich oraz sędziego:

„Są oddanymi rodzicami zastępczymi o nieposzlakowanej opinii. (…) w tym tygodniu Vincent i Pauline Matherick będą musieli oddać niedawno przygarniętego synka ponieważ odmówili oni podpisania najnowszych uregulowań prawnych dotyczących równości seksualnej.
Podpisanie tego zobowiązania, twierdzą, zmusiłoby ich do propagowania homoseksualizmu, co pozostaje w sprzeczności z ich przekonaniami religijnymi jako chrześcijan.
11-letni chłopiec, który pozostaje pod ich opieką od dwóch lat, zostanie umieszczony w schronisku dla nieletnich hrabstwa Somerset, a państwo Mathericks nie będą już mogli sprawować opieki nad żadnym dzieckiem.
(…) opiekowali się łącznie 28 dziećmi.
Na początku tego roku wydział spraw społecznych Rady hrabstwa Somerset, skierował do nich prośbę o zawarcie kontraktu , który wdrażał nowe regulacje prawne [wprowadzone przez Partię Pracy] dotyczące orientacji seksualnej, (…). nowe przepisy zobowiązują do rozmowy o tym, iż partnerstwo osób tej samej płci jest taką samą formą związku jak małżeństwa heteroseksualne.
(…) mogą też być zobowiązani do zabierania dzieci na spotkania organizacji gejowskich.
Kiedy państwo Mathericks zaprotestowali, powiedziano im, że zostaną skreśleni z listy rodzin zastępczych (…)
Państwo Matherick mają sześcioro wnucząt I jednego prawnuka. Oboje są pastorami w kościele South Chard Christian Church. Brali pod opiekę samotne, młode matki wraz z dziećmi. Ostatnio sprawowali opiekę nad dziećmi w wieku szkolnym.
Pani Matherick nadmieniła:
“(…) Powiedziano nam, że powinniśmy (…) być gotowi wyjaśniać naszym podopiecznym w jaki sposób osoby homoseksualne umawiają się ze sobą. Powiedzieli nam nawet, że powinniśmy zabierać nastolatków na spotkania organizacji gejowskich. Jak mogłabym coś takiego robić, skoro jest całkowicie sprzeczne z tym w co wierzę?”
(…)
Państwo Matherick uzyskawszy poparcie Lawyers' Christian Fellowship [Chrześcijańskie Stowarzyszenie /Bractwo/ Prawników], zamierzają walczyć o swoje prawa przed sądem.
Ta sama organizacja będzie bronić sędziego Andrew McClintock, który zrezygnował z pracy w sądzie rodzinnym po sporze dotyczącym adopcji dziecka przez osoby o orientacji homoseksualnej. Powiedział, że został zmuszony do dymisji, ponieważ nie pozwolono mu zrezygnować z prowadzenia spraw o oddanie dzieci pod opiekę rodziców o orientacji homoseksualnej.”

Źródło: http://www.rodzinapolska.pl/dok.php?art=nowy_wym_heroizmu/archiwum/2007/931_1.htm
Życzę szybkiego odnalezienia Boga i ukochania Go.
Serdecznie pozdrawiam

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-10 22:04

1.
Myślę, że nie ma sporu co do tego, że żałujemy ludzi dotkniętych homoseksualizmem. Podobnie jak innych, dotkniętych innymi problemami. Jednak nasze współczucie nie sprawi niestety, że to, co niedobre, stanie się dobre. Możemy co najwyżej wprowadzić więcej rzeczy niedobrych.

2.
Nie, pedofilia, kazirodztwo czy nekrofilia to nie to samo co homoseksualizm. Niemniej też osoby dotknięte tymi zboczeniami nie są tego winne. I też cierpią, podobnie jak dotknięci kalectwem. Zło niestety w tym świecie istnieje i ma swoje skutki. Na szczęście w wymiarze wieczności jest już przezwyciężone i oczekujemy wszyscy tej chwili, gdy owo zwycięstwo dobra ostatecznie się zmaterializuje.

3
Owszem, również w związkach heteroseksualnych dochodzi do zła – ale skala jest nieporównywalna. To nie prawda, że nie ma różnicy, lub różnica jest niewielka.
Różnica jest kolosalna, a skutki – osobiste, społeczne, zdrowotne są niestety fatalne

4
Prawdę mówiąc, nie znamy przyczy homoseksualizmu. Obecnie coraz częściej przyjmuje się wpływy behawioralne (środowiskowe, nabyte), jednak moim zdaniem nie można wykluczyć komponentu wrodzonego. Prawdopodobnie nie ma jednej przyczyny tego rodzaju przypadłości.
Niemniej nie ma to większego znaczenia dla oceny tych czynów. Zwłaszcza, że zazwyczaj zarówno przyczyny behawioralne, jak i wrodzone tylko w bardzo nielicznych przypadkach (o ile w ogóle) są zawinione przez osobę dotkniętą.

5
Masz rację, ludzie nie doświadczają trudności po równo. Nie tylko w tej dziedzinie – rodzimy się w środowiskach różniących się troską, wychowaniem, zasobnością, wykształceniem, rozumnością i mamy różne zdrowie, warunki fizyczne, nawet estetyczne.
Z tym że Boża sprawiedliwość działa dalece skuteczniej – operując nie na tych 60-80 czy 100 latach naszego życia, lecz realizując się w Wieczności.
A skoro „Komu wiele dano, od tego wiele się będzie wymagać; komu wiele powierzono, od tego tym więcej będą żądać.”(Łk 12,48b) to prawdą jest, że „cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić."(Rz 8,18)

Mam taką refleksję (skierowaną przede wszystkim do siebie samego): otóż gorszy nas taka niesprawiedliwość, gdy jeden jest dotknięty chorobą, a drugi nie, gdy jeden ma za dużo, a drugi głoduje; gdy widzimy reportaże z czasów wojny i obozów śmierci, wiedząc, że tak wielu zbrodniarzy uniknęło odpowiedzialności.

I dobrze, powinno to nas oburzać, mamy być tymi, którzy „łakną i pragną sprawiedliwości” (Mt 5,6 – w ramach rozważań nad tym tematem gorąco zachęcam do przeczytania całego tego fragmentu Ewangelii wg św. Mateusza 5,1-12)
Ale kiedy to oburzenie przemienia się w zgorszenie, to – moim zdaniem (a wiem o czym mówię, bo sam tak często mam…) oznacza to, że nie do końca wierzym w Boga i tę ostateczną sprawiedliwość. A ponieważ nie wierzymy do końca (no, bo jak Boga nie ma, to co z tą sprawiedliwością?!) to wolelibyśmy, żeby sprawiedliwość była namacalna, nastąpiła już teraz, bo nie wiadomo jak z tą przyszłością…
Tylko, że to – nawet przyjmując wątpliwości za dobrą monetę – dochodzimy do sprzeczności. Bo w gruncie rzeczy mamy dwie możliwości:

- albo Bóg jest i Jego sprawiedliwość i Jego wieczne szczęście nastąpi – i wtedy nie ma sensu mieć pretensji do Boga, bo to, co ludzie cierpią tu, tysiąckroć im się „opłaci” w wieczności

- albo też Boga nie ma i wtedy pretensje do Niego nie mają sensu z definicji

pozdrawiam
Marek

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-10 22:06

I jeszcze takie uzupełnienie (przyznam, że waham się, pisząc te słowa). Otóż w poprzedniej korespondencji napisałem, że choć różne złe rzeczy zdarzają się także w związkach heteroseksualnych, to różnica jest kolosalna.
Aby nie być gołosłownym, oto garść faktów.
Podkreślam – są to zależności STATYSTYCZNE, nie oznaczają, że każdy homoseksualista (a nawet większość z nich) przejawia takie zachowania, poza tym są oni ofiarą swoich skłonności a nie ich winowajcami. Nie piszę tego dlatego, by dotknąć czy stygmatyzować homoseksualistów (ludzi przecież już doświadczających skutków czegoś, czemu nie są winni), ale po to, by pokazać jak destruktywną rzeczą jest oddawanie się praktykom homoseksualnym.
Liczby (pochodzą z różnych krajów, ale jak sądzę, są symptomatyczne) podzielę na kilka kategorii:
a) Styl życia
==========
25% gejów w USA twierdzi że miało ponad 1000 partnerów(!), 50% między 500 a 1000, 25% poniżej 100
Ponieważ od dawna każde uczciwe badanie jest przez homolobby w ten sposób dyskredytowane, więc podaję dane według raportu DZIAŁAJĄCYCH NA RZECZ HOMOSEKSUALISTÓW Karli Jay i Allana Younga (byli zbulwersowani własnymi wynikami). Badali oni homoseksualistów. Badania wykazały że:
- 35% osób udzielających odpowiedzi przyznało, te mieli 100 lub więcej partnerów seksualnych do momentu badania
- 77% odpowiedziało że przynajmniej raz uczestniczyło w tzw.trójkącie"
- 59% uczestniczyło w orgiach lub grupowym seksie
- 38% zaś — doświadczyło praktyk sadomasochistycznych.
Obawiam się, że nie jest przypadkiem, że Gaetan Dugas, "pacjent nr 0" (ten, od którego zaczęła się epidemia AIDS) był homoseksualistą mającym około 200 RÓŻNYCH partnerów rocznie.
Homoseksualista nie żyjący w stałym związku ma statystycznie 12 partnerów rocznie
Homoseksualista żyjący w stałym związku ma statystycznie 8 partnerów rocznie

b) Dzieci w homozwiązkach
=======================
Autor projektu badawczego, socjolog Mark Regnerus z amerykańskiego Uniwersytetu Texas w Austin, opublikował w renomowanym piśmie Social Science Research raport, oparty jest na analizie odpowiedzi, jakich udzieliły dorosłe dzieci wychowane przez ich biologicznych rodziców lub przez rodzica homoseksualnego wraz z jego lub jej partnerem. Raport jest o tyle cenny, że jednocześnie badał statystycznie normalne, heteroseksualne rodziny
Oto parę pozycji z tego raportu:
„Zły dotyk”: 23 proc. dzieci wychowanych przez matkę lesbijkę mówiło, że było „dotykane seksualnie” przez ich rodzica lub jej partnerkę. Odsetek ten dla ojca – geja wyniósł 6% (odpowiednio: w pełnej rodzinie hetero 2%, zaś w przypadku pojedynczego rodzica 10%

Zmuszanie dzieci do seksu wbrew ich woli dotyczyło 31% dzieci wychowywanych przez matkę lesbijkę, 25 proc. przez ojca geja i 8 proc. z pełnych rodzin biologicznych.
Myśli samobójcze: miało je 12 proc. dzieci wychowanych przez matkę lesbijkę i 24 proc. tych, którymi opiekował się ojciec gej. Dla porównania w przypadku kompletnych rodzin i samotnego rodzica biologicznego odsetek dzieci rozważających odebranie sobie życia wyniósł 5 proc.

Brak pracy: 28 proc. dzieci wychowanych przez matkę lesbijkę podawało, 20 proc. dzieci wychowanych przez ojca geja, a tylko 8 proc. z kompletnych rodzin biologicznych i 13 proc. wychowanych przez jednego rodzica.

Zdrada małżeńska: 40 proc. wychowanych przez matkę lesbijkę i 25 proc. wychowanych przez ojca geja miało romans w czasie małżeństwa lub wspólnego mieszkania z partnerem (odpowiednio w rodzinach tradycyjnych 13%).
Tylko 7 ze 156 par homoseksualnych była sobie wierna, a większość związków nie trwała dłużej niż 5 lat.
Konieczność psychoterapii: 19% przez wychowywanych przez geja lub lesbijkę, w rodzinie tradycyjnej 8%
Infekcje przenoszone drogą płciową: 20 proc. wychowywanych przez matkę lesbijkę i 25 proc. przez ojca geja, 8 % w rodzinach tradycyjnych

c) Przemoc domowa
---------------------------
Co 3 przemoc domowa w Szwecji jest w związku lesbijskim (co, biorąc pod uwagę jak mały jest procent takich związków, stanowi rażącą nadreprezentację

d) Pedofilia
=========
W USA w wiezienach wsrod pedofilow po wyrokach 87% deklaruje sie jako homosekualisci
Według Ryan C. W. Hall MD, Richard C. W Hall MD, PA (A Profile of Pedophlia: Definition, Characteristics of Offenders, Recidivism, Treatment Outcomes and Forensic Issues. Mayo Clinic Proceedings, April 2007, 82 (4): 457-471), odsetek homoseksualistów wśród pedofilów wynosi od 9 do 40 proc. Z tej samej pracy wynika, że pedofile homoseksualni są groźniejsi niż heteroseksualni w tym sensie, że homoseksualni pedofile objęci badaniem molestowali średnio 10,7 dziecka i dokonali 53 aktów pedofilskich, podczas gdy wskaźniki te wśród pedofilów heteroseksualnych wynoszą odpowiednio: 5,2 i 35. Wśród pedofilów biseksualnych wskaźniki te wynoszą odpowiednio: 27,3 i 120. Cytowane dane pochodzą z oświadczeń samych pedofilów. Podobne studium, ale z zachowaniem anonimowości badanych, wykazało, że jest jeszcze gorzej: heteroseksualni pedofile molestowali średnio 19,8 dzieci i dokonali średnio po 23,2 akty pedofilskie, podczas gdy homoseksualni pedofile molestowali średnio aż 150,2 dzieci i popełnili średnio po 281,7 aktów pedofilskich.
Badania, pokazujące, jaki jest odsetek homoseksualistów wśród pedofilów wykonali też: dr Freund i dr Heasman z Clarke Institute of Psychiatry w Toronto. Wynik pierwszego z badaczy to 34 proc., drugiego - 32 proc. Lekarze ci we własnej praktyce zajmowali się 457 pedofilami. 36 proc. z nich okazało się być homoseksualistami. (Freund K. et al., Pedophilia e heterosexuality v. Homosexuality. J Sex & Martial Therapy, 1984; 10, 193-200).
Według innych badań, 50 proc. przypadków molestowania dzieci przez przybranych rodziców w USA miało charakter homoseksualny. Ten sam wskaźnik w badaniach władz stanowych Illinois wynosił 34 proc. (Cameron P., Are Over A Third of Foster Parent Molestations Homosexual? Psychological Reports 2005;96:275-298.)

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-10 22:26

Przyznam, że z lekkim przerażeniem przeczytałem te wszystkie odpowiedzi. Postaram się jakoś odpowiedzieć na to wszystko:

Kilka osób w komentarzach stwierdziło, że ateiści czy homoseksualiści są niemoralni, i zgadzają się na zło, bo nie wypełniają Bożego prawa. I przyznam, że ja też kiedyś w ten sposób myślałem, zwłaszcza gdy chodziłem do szkół katolickich, gdzie katecheci tłumaczyli, jak bardzo złe są to osoby. Tylko że potem przyszło dorosłe życie, studiowałem w Wielkiej Brytanii, i siłą rzeczy poznałem wielu ateistów i homoseksualistów. I wiecie, co się okazało? W większości byli to niesamowicie mili i przyjaźni ludzie. Co więcej, jeżeli miałbym tak obiektywnie spojrzeć na swoje dotychczasowe życie, zwłaszcza to dorosłe, do doświadczyłem dużo więcej zła od osób, które deklarują się jako wierzące, a bardzo dużo dobra od niechrześcijan. Np. znam dziewczynę, która nie chodzi do kościoła i jest dość negatywnie nastawiona do katolicyzmu. I jest ona jedną z najmilszych osób, które kiedykolwiek poznałem.

Jeśli chodzi homoseksualizm, to zacytowano tu Księgę Kapłańską. Tylko chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Przekonywanie cytatem z Biblii średnio działa w momencie, kiedy ktoś ma wątpliwości co do samego istnienia Boga. Bo nie jest to chyba zbyt odważnym stwierdzeniem, że jeżeli ktoś nie jest chrześcijaninem, to zasadniczo to, co mówi Biblia, nie ma żadnego znaczenia. Biblia jest świętą księgą jedynie dla osoby, który uznaje, że Bóg w ogóle istnieje i że jest ona natchniona Jego słowem To po pierwsze. Po drugie, Księga Kapłańska zawiera przecież szereg innych zasad, których jako katolicy nie przestrzegamy. Bo są tam zapisy o tym, co wolno a czego nie wolno jeść, jakie zwierzęta składać w ofierze, lub np. zapis, że osoba z jakąkolwiek skazą nie może być kapłanem. Dlatego jeżeli nie uznajemy sporej części Księgi Kapłańskiej, to dlaczego akurat fragment o homoseksualizmie jest tym, który nagle jest uznawany za aktualny. Nie mówiąc już o tym, że w tym przypadku powinniśmy zabijać takie osoby. Czy ktoś z tu piszących naprawdę chciałby zadać takim osobom śmierć?

Poza tym, jeżeli już mówimy o Biblii, to warto spojrzeć np. na Księgę Powtórzonego Prawa, rozdział 22, wersety od 13 do 30.

Ale może wyjaśnię, dlaczego tak upieram się przy tym punkcie. Bo jest mi po prostu strasznie szkoda osób, które chciały by być w Kościele i mieć prawo do miłości, a nie mogą tego dostąpić, i to nie ze swojej winy. Po powiem szczerze, ja też nie umiem znaleźć żony, ale przynajmniej mogę mieć nadzieję, że to się kiedyś stanie, i Kościół się temu nie sprzeciwi. Nie chcę nawet myśleć, jak czułbym się w sytuacji, gdybym wiedział, że w Kościele nie mam żadnych szans na odnalezienie miłości i niegrzeszne bycie z kimś. I jeszcze słuchać na kazaniach, jaką to jestem zarazom i jak Bóg powinien zesłać karę.

Poza tym kilka osób pisało, że różne organizacje używają tego do walki ideologicznej. I walki z rodziną. Tak, są takie osoby. Ale tak samo są "katolicy", którzy pod pozorem głoszenia Ewangelii chcą zabijać ludzi lub traktują kobiety tylko delikatnie lepiej od jakiś przedmiotów, a i to nie zawsze. Dlatego jeżeli nie chcemy wrzucać wszystkich katolików do jednego worka, to nie uznawajmy też, że każdy homoseksualista ma za cel zniszczenie Kościoła czy tradycji. Bo wielu chce po prostu spokojnie żyć.

Jedna osoba podała też przykład św. Maksymiliana Kolbe. Tak, wykazał się ogromną odwagą i wiarą, i należy mu się za to szacunek. Tylko że w obozie było wiele osób, które po prostu załamały się tym wszechobecnym złem i straciły wiarę. I naprawdę ktoś miały odwagę do nich podjeść, i powiedzieć, że Bóg jest dobry i powinny w niego wierzyć, mimo tego wszystkiego, co doświadczyły? Bo ja nie miałbym takiej odwagi.

A to wszystko chyba sprowadza się do tego - dlaczego Bóg stawia przed ludźmi tak nierówne wyzwania? Bo jeszcze bym rozumiał, gdyby to był podobny stopień trudności, ale niektórzy naprawę doświadczają tragedii czy wyzwań, które są ponad ich siły. I przez które odwracają się od wiary. A przecież Bóg jest wszechwiedzący, więc powinien wiedzie, że niektórzy ludzie zwyczajnie nie uniosą pewnych ciężarów.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-10 23:30

1
To nie Bóg stawia te wyzwania, Janie. To skutek i Bóg nie ma z tym nic wspólnego.
To tak, jakby ktoś podszedł do Ciebie na ulicy i kopnął Cię w kostkę, a Ty powiedziałbyś, że to Bóg stawia wyzwania.

2
I nie, homoseksualiści nie są źli jako tacy (dyskutuję tu o tych, którzy idą za swoją skłonnością i spełniają czyny homoseksualne, bo , jak rozumiem, co do samej skłonności już mamy jasność, że nie jest niczyją winą).
Natomiast, jacykolwiek są, jeśli dopuszczają się aktów homoseksualnych, to grzeszą. Ergo - czynią złe rzeczy.

Oczywiście, człowiek to nie tylko zachowania seksualne. I dlatego sprowadzanie kogoś do tego jednego wymiaru to bzdura (podobnie jak w przypadku innych naszych wymiarów).
Ja też miałem bardzo miłego sąsiada homoseksualistę. Ale co to nam wnosi do rozmowy o samych czynach homoseksualnych?

A gdyby był niemiły - co to by wniosło? Albo gdyby był, dajmy na to, złodziejem? Czy wówczas mógłbym wyprowadzić rozumowanie "geje są źli bo mój sąsiad jest nieuczciwy"? Oczywiście byłoby to bez sensu

3
Podejdźmy do tego jeszcze inaczej. Jak wiesz, wszystkie akty płciowe poza małżeństwem (niezależnie od płci, homo czy hetero) są złem (czyli grzechem, bo to synonim).
Otóż KAŻDY akt homoseksualny jest poza małżeństwem.

4.
Uzasadnieniem dla sprzeciwu - pewnie to wiesz, ale piszę dla porządku - jest nie tylko Stary Testament, ale i Nowy (Rz 1,26–27; 1 Kor 6,9–10;1 Tm 1,10).

Ale masz rację, jak ktoś nie wierzy w Boga, to zapis biblijny go nie obchodzi.
Tylko... w stosunku do osoby niewierzącej, o czym my w ogóle dyskutujemy? Nie mamy prawa jej nic narzucać a i ona nie przejmuje się naszym "narzucaniem".
Co najwyżej możemy wymagać, by nie manifestowała w sposób drastyczny swoich preferencji (i np. nie paradowała półnaga po ulicach - wszak i my nie manifestujemy w ten sposób swoich upodobań seksualnych)

Ale wybacz, nie zrezygnujemy z treści Objawienia w celach "marketingowych" (żeby uwierzył, usuniemy to co trudne). Nie na tym polega ewangelizacja.

5.
Odpowiedzią na wszystkie pytania o doświadczenia ludzi przez nieszczęścia jest - moim zdaniem - to, że Bóg jest nieskończenie dobry i z pewnością nie skrzywdzi osoby na sądzie.
On zrobi wszystko - jeśli tylko Mu ta osoba pozwoli - by z Nim była.
Trochę zaufania (czasem myślę, że wiele kwestii o których rozumieniu w Biblii dyskutujemy wyjaśniłoby się natychmiast, gdybyśmy tłumaczyli greckie pistis nie jako "wiara" tylko jako "zaufanie")

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że jak znam Boga, to potraktuje nas znacznie lepiej, niż dziś byśmy byli sobie w stanie wymarzyć... dużo lepiej.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: B. (---.184.251.205.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-11 02:04

Prezentujesz Janie pogląd, że skłonność do homoseksualizmu nie jest winą.
Ich ideolodzy (np. byli księża, niesłychanie inteligentni) zgłębiają teksty biblijne i tłumaczą na ich korzyść. Przekonują osoby wierzące, które mają niepokój z powodu wejścia w to środowisko.
Te tematy są tu już obecne.
Wierzący homoseksualiści cytują Biblię:
"Dlatego to WYDAŁ ICH BÓG na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie" Rz 1:26-27.

Owi wierzący homoseksualiści przyczynę swojego homoseksualizmu upatrywali (były takie ich wypowiedzi) w tych właśnie ww. słowach: "WYDAŁ ICH BÓG na pastwę bezecnych namiętności”.
Podkreślali słowa „wydał ich Bóg”, że to nie jest ich wina.

Jednak jeżeli to by było raz na zawsze, jeżeli to by było nieodwracalne, to Bóg by nie wymagał, nie nazywał tego grzechem, nie nazywał tego obrzydliwością. A więc to jest do zmiany, z tego NALEŻY wręcz wyjść, nie tylko trzeba. Jest to nazwane wyraźnie jako grzech. (Kpł18,22; Kpł20,13; Rz1,25-27; 1Kor6,9; 1Tm1,8-13)
Są świadectwa takich, co z tego wyszli.

Pewien czas temu do powyższego odniosła się na tym Forum Calina:

"wydał ich Bóg", ponieważ (i tu trzeba się cofnąć):
"Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi." (Rz 1, 21- 22)
(lub czytać dalej):
"A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi."
(Rz 1, 28)
Więc, jeśli homoseksualiści chcą się wytłumaczyć, że to nie ich wina - jest bezsensowne.”
Koniec cytatu.
Serdecznie pozdrawiam.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-11 10:27

Bardzo polecam: Kongregacja Nauki Wiary „List do Biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych”

Dokument bardzo porządkuje sprawy:
"W służbie zarówno miłosierdzia, jak i prawdy, Kościół Katolicki dokonuje jasnego, fundamentalnego rozróżnienia między skłonnością homoseksualną a aktami homoseksualnymi."

A więc homoseksualizm jako skłonność, podobnie jak każda choroba, niepełnosprawność czy przypadłość, jest obojętny moralnie. Nikt nie jest ani gorszy, ani winny tego że jest homoseksualistą. Uprawianie homoseksualizmu jest w takim stosunku do skłonności, jak grzech do pokusy. Za to czyny homoseksualne są obiektywnie złe.
Oczywiście nie znaczy to że ta skłonność jest dobra (przeciwnie – „Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie” - Katechizm 2358), ale nie oznacza jeszcze winy.

Inny fragment:
„Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i jeśli są chrześcijanami do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji”
Czyli to, o czym pisałem: homoseksualizm jako skłonność jest swoistym, bardzo trudnym powołaniem do świętości. Ludzie którzy są homoseksualistami ale nie czynią czynów homoseksualnych godni są najwyższego podziwu.


„osoba ludzka, stworzona na obraz i podobieństwo Boże, nie może być określona w sposób adekwatny przez redukcyjne odniesienie tylko do wymiaru płciowego”
Czyli człowiek jest nie tylko swoimi skłonnościami, dlatego nie należy zacieśniać widzenia osób homoseksualnych tylko do tego aspektu. Nawet Ci, którzy ulegają swojej naturze, godni są szacunku jako ludzie.

„Osoby takie? powinno się traktować (?) z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji.”

Polecam całość https://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/documents/rc_con_cfaith_doc_19861001_homosexual-persons_pl.html

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-12-11 13:11

Do B.
"Prezentujesz Janie pogląd, że skłonność do homoseksualizmu nie jest winą".

Potrzebne jest twarde dopowiedzenie. Bo wygląda na to, że fundujesz swój wywód na wyjściowym błędzie.
Podsumowując zresztą szczegółową wypowiedź Marka, chcę napisać:
Nie tylko Jan reprezentuje pogląd, że skłonność do homoseksualizmu nie jest winą.
To przecież Kościół jasno naucza, że skłonność ta winą nie jest. Jest neutralna.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-12-11 15:59

"Jedna osoba podała też przykład św. Maksymiliana Kolbe. Tak, wykazał się ogromną odwagą i wiarą, i należy mu się za to szacunek. Tylko że w obozie było wiele osób, które po prostu załamały się tym wszechobecnym złem i straciły wiarę. I naprawdę ktoś miały odwagę do nich podjeść, i powiedzieć, że Bóg jest dobry i powinny w niego wierzyć, mimo tego wszystkiego, co doświadczyły? Bo ja nie miałbym takiej odwagi."

Janie, podpisuję się pod Twoją wypowiedzią. Nikt nie może żądać aż takiego heroizmu. A ludzka psychika też ma granice wytrzymałości. Indywidualne.

Można byłoby powiedzieć: Bóg jest dobry, choć tego czasem nie widzimy.
Nie można czy raczej nawet nie wolno powiedzieć: musisz w Niego wierzyć.
Wiara nie jest przymusem.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: B. (---.184.251.205.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-12 19:37

„Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga”

Rzeczywiście, aspekt obozów koncentracyjnych jest ważny, dlatego spróbuję jeszcze tego dotknąć..

Jak napisałeś, nie jesteś w stanie uwierzyć m.in. z powodu okrucieństw jakie działy się w niemieckim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.
Rozumiem, że oskarżasz Boga (jeżeli wg Ciebie istnieje), że dopuścił do tego..

Otóż - winni tym zbrodniom są oprawcy. Bóg obdarzył oprawców (każdego człowieka) wolną wolą. Ale nie pozorną „wolną” wolą, czy częściową, ale taką „do końca”.
Zauważ, że okrucieństwa działy się w całej historii ludzkości. Dziś także składane są ofiary z ludzi dla ciemnych sił (sataniści, kraje jeszcze pogańskie).
Wszyscy ci przestępcy zasługują na bardzo surową karę (i my święci nie jesteśmy). Myślę że się z tym zgodzisz.
Tu zaskoczenie.
Do poniesienia tej kary zgłosił się sam Boży Syn, Jezus (np. Iz 53,5; Rz 4,25; 1Kor 15,3; Gal 1,4; Kol 1,14); Hbr 2,17; Hbr 9,26, 1J 2,2; 1J4,10; Ap1,5)
Poniesienie, przyjęcie kary za ludzkość dokonało się podczas męki i śmierci krzyżowej.

Zapewne zaprotestujesz – zbrodniarze ujdą więc bezkarnie?!
Sami zdecydują. Przykładem są dwaj łotrowie ukrzyżowani razem z Jezusem. Jeden wyśmiewał Jezusa, drugi uznał swoje grzechy, był dogłębnie skruszony i poprosił Jezusa. Ten łotr uzyskał obietnicę raju, tamten – nie uzyskał. Dziś mamy spowiedź i pozostałe głębokie warunki sakramentu pokuty.

Bóg nie zmienia naszych decyzji wbrew naszej woli, nie czyni z nas niewolników. Ktoś mówi - „nie wierzę w Boga”, „przykazania ograniczają moja wolność, nie będę się do nich stosował” - np. kradnie, cudzołoży (za tym nieuchronnie idzie cierpienie tego człowieka i innych). Bóg nie zatrzymuje siłą ani tej kradzieży, ani cudzołóstwa. Ale na prośbę człowieka - ratuje i pomaga na różne sposoby. Ta prośba to modlitwa.
Dlatego tak ważna jest modlitwa za siebie i za innych. Modlitwa jest ratunkiem, bo prosi Boga, jakby „upoważnia” do wejścia w wolą wolę, do interwencji.

Powrócę do tematu obozów. Ci, którzy zginęli, jak już wspominałam, trafili w ręce Boga i już „umknęli” zbrodniarzom. Ich i nasze życie jest wieczne.
Europejskie państwa nie reagowały na doniesienia konspiracji o tym, co działo się w obozach. Mało kto wiedział, co tam się dzieje. Więźniowie jednak błagali Boga o ratunek. Bóg sprawił, że obozy koncentracyjne zostały wyzwolone przez sowietów i Amerykanów, którzy przybyli aż zza oceanu.
Ten mechanizm grzechu, powrotu do Boga i Bożego ratunku opisany jest w Biblii w kontekście np. niewoli babilońskiej.

Czasami jakiejś osobie potrzebne jest cierpienie, żeby z wolnej woli zawołała "Boże, Ratuj!" Oczywiście nie można tego życzyć osobie o której piszesz ani nikomu innemu, ale tak bywa. W TV Trwam był reportaż, długa rozmowa ze schorowanym mężczyzną, mieszkającym wówczas w Anglii. Dał on świadectwo głębokiego nawrócenia do Boga. Przedtem był aktywistą. Pokazał zdjęcie z innymi aktywistami, przed sejmem. Na pytanie redaktora odpowiedział, że tak, na zdjęciu jest Robert Biedroń, który lizał go wtedy. po uchu.

Wykazujesz wrażliwość na ludzkie cierpienie, zatem radziłabym, abyś z taką wrażliwością przeanalizował, dlaczego Jezus został skazany (niesprawiedliwie) na ukrzyżowanie, przez kogo, jakie tortury Mu zadali, co działo się gdy był na krzyżu i potem. I dlaczego Bóg Ojciec zgodził się na taką (dobrowolną) ofiarę Syna.
Serdecznie pozdrawiam.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Akittm (---.9.125.12.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-12 22:13

Odnośnie św. Maksymiliana Kolbego, polecam film "Tryumf Serca".

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-13 00:51

Nie oskarżam Boga o zbrodnie nazistów, to były decyzje Hitlera, najwyższych nazistowskich dygnitarzy, i na niższym szczeblu oficerów SS. Mam za to pretensje, że wszechmogący Bóg nie reagował ani nie zatrzymał tej tej tragedii. Ani innych podobnych ludobójstw.

Bo na takiej analogi. Nie jestem na pewno wzorem moralności, ale jakbym zobaczył na ulicy, że kilku mężczyzn bije bezbronną kobietę, i był pewien, że jestem im w stanie stawić czoła i uratować ją, to bez wahania bym to zrobił. Lub jeśli przekraczałoby to moje siły, wezwałbym policję. Ale coś bym zrobił. A Bóg, który jest wszechmogący, nie zatrzymał tego. I jeżeli tym ratunkiem miły być wojska sowieckie, czy amerykańskie lub brytyjskie, to była to lekko spóźniona pomoc. Zwłaszcza że w wielu obozach, zanim Alianci zbliżyli się do nich, Niemcy wymordowali wielu więźniów, a innych zmusiły do wyczerpujących marszy, których wielu nie przeżyło. Więc to wyzwolenie nie było niestety tak wspaniałe, Alianci ku swojemu przerażeniu zastali głównie ciała. Które potem musieli wrzucać do masowych grobów przy pomocy koparek, aby uniknąć ryzyka epidemii.

Poza tym wielu ludzi, którzy przeżyli ten koszmar, utraciło zupełnie wiarę w Boga. I czy naprawdę można ich winić. Św. Maksymilian Kolbe uratował życie jednej osoby i wytrwał w wierze, ale jak już wspominałem, w obozie znaleziono tez wydrapane na ścianie zdanie: "Jeżeli Bóg istnieje, będzie mnie musiał błagać o wybaczenie." Chodzi mi po prostu o to, że ta wolna wola, którą Bóg szanuje, prowadzi do tego, że osoby poszkodowane przez działania innych tracą wiarę. I możliwe, że szansę na zbawienie.

Jezus umarł na krzyżu i cierpiał, to prawda, ale po pierwsze nie była to jedyna ukrzyżowana osoba w historii. I wielu ludzi umierało na krzyżu dużo dłużej, czasami kilka dni. A poza tym czy to naprawdę taki dobry argument, Jezus cierpiał więc ty nie narzekaj.

Odniosę się jeszcze do kwestii osób homoseksualnych. Bo ja naprawdę rozumiem, że zgodnie z wiarą katolicką, i nie tylko nią, Bóg potępia akty homoseksualne, a nie samo bycie homoseksualistą. Ale co obiektywnie złego jest w miłości dwóch mężczyzn, którzy dobrowolnie wchodzą w związek. A jeżeli nawet tak jest, to czy Bóg, który jest wszechmogący, nie mógłby tej jednej rzeczy usunąć (nie osoby, tylko tę orientację), aby wiara lub niewiara rzeczywiście była wyborem, i każdy miał podobne wyzwania. Bo po prostu uważam, że to jest niesprawiedliwe, że niektórzy bez ich wyboru mają na start kolosalne wyzwanie do pokonania, które wielu po prostu przerasta i decyduje, że odwracają się od Boga.

Bo robi się z tego taki paradoks, że Bóg jest jednocześnie potężny, bo tworzy świat z niczego, a z drugiej strony totalnie bezradny, bo homoseksualizm powstał rzekomo w wyniku grzechu pierworodnego, a twórca nagle nie może nic zrobić, by pomóc ukochanym ludziom i usunąć ciężar, który nie jest ich wyborem i utrudnia im dojście do niego.

I jeszcze raz zapytam, Księga Kapłańska wspomina o
/.../

Powołując się na Biblię należy podać źródło cytatu: księgę, rozdział i wiersz(e).
moderator

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Estera (---.static.play.pl)
Data:   2025-12-13 02:05

Odnośnie ludobójstw - były zawsze, również w czasach Jezusa. On przyszedł na ziemię w czasie wojny, do okupowanego kraju. Kraju, gdzie norma było zabijanie niewinnego człowieka z powodu kaprysu władcy - patrz choćby Jan Chrzciciel. Cezar panujący w czasach Jezusa niewiniątkiem nie był. Znasz historię prześladowań chrześcijan?
Boży plan polega na tym, że tworzy On niejako dwie historie: jedną ogólną, tą, w której żyjemy, i drugą, która jest historią relacji Boga i człowieka. W tej drugiej zadaniem człowieka jest znaleźć Boga, po to, żeby mieć wpływ na te pierwszą. Skoro. Oh dopuszcza zbrodnie, wojny, to znaczy, że wie, że w takich okolicznościach jest możliwość bycia z Nim. Jest możliwa wiara i jej brak zarówno w do robicie, jak i w ucisku, o którym Jezus mówił, że będzie w każdych czasach.
Nie tak dawno, bo w 2015 roku zamordowano za wiarę 21 mężczyzn z Libii. Mogli uratować życie, pod warunkiem wyrzeczenia wiary. Nie zrobili tego. Czy myślisz, że nie wiedzieli co ich czeka? A mimo to wybrali Jezusa. Chrześcijanie są najliczniej zabijaną za wiarę grupą, która w dodatku w łatwy sposób mogłaby uratować życie. A mimo to nie ratują życia doczesnego kosztem wyrzeczenia się Boga. Z głupoty, z masochizmu, jak myślisz?
Boga da się znaleźć w każdym czasie i miejscu. Trzeba Go "tylko" zauważyć w swojej historii i chcieć z Nim być.

Co do drugiej kwestii, homoseksualistów. Zauważ, że w Bożym zamyśle nie ma miejsca w ogóle na stosunki pozamałżeńskie, nie tylko jednopłciowe. Te dwie kwestie są ze sobą powiązane. Otóż małżeństwo jest wyrazem przymierza Boga z ludźmi. Kościół jest nazywany oblubienicą Jezusa, czyli Jego świeżo poślubioną żoną, z którą jest zjednoczony. Przymierze Boga z ludźmi też jest przedstawiane jako małżeństwo. W tym kontekście zdrada czy stosunek pozamałżeński to zerwanie przymierza, zerwanie jedności, odejście od Boga. Jeśli poczytasz Biblię, to porównanie odejścia Izraela od Boga często porównuje się do niewierności małżeńskiej, np. w ks. Ozeasza.
Przymierze małżeńskie i przymierze z Bogiem ma taką cechę, że łączy byty, które są różne. Różny jest Bóg i Izrael, różny Jezus i Kościół i różni są mężczyzna i kobieta, a jednak tworzą jedność. Osoby tej samej płci w tym kontekście nie są różne, więc nie mogą być obrazem tego przymierza czy obrazem zjednoczenia Jezusa i Kościoła już z samej natury. I to nie chodzi o to, że są źli czy dobrzy, mili czy nie.
Drugim aspektem małżeństwa, ale też Boga, jest płodność, czyli dawanie życia, otwartość na życie. Tu nie chodzi o sam aspekt poczęcia i urodzenia dziecka, tylko o otwartość i możliwości. Bóg daje życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa dało nam życie, małżeństwo w swoim założeniu daje życie. Akt homoseksualny takiej otwartości i możliwości nie ma i mieć nie będzie ze swojej natury, zatem w tym aspekcie nie jest zamysłem Boga.
Więcej na ten temat można znaleźć wykorzystując popularne narzędzia AI.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-13 17:20

Tak, są przykłady chrześcijan, którzy oddają życie za wiarę. Ale co to właściwie dowodzi? W 1945 roku tysiące młodych Niemców oddało życie za Hitlera, mimo że wojna była przegrana. Albo żeby nikt nie zarzucał, że porównuję chrześcijan do nazistów, przecież wiele osób zostało w historii spalonych na stosie, bo odmówiło uznania wiary katolickiej. A przecież też wiedzieli, co ich czeka.

Czyli Bóg dopuszcza zbrodnie i wojny, bo wtedy też można z nim być? A co z ludźmi, którzy nie wytrzymają albo przerażą się tortur i zwątpią albo odrzucą Boga dla ratowania życia? Potem Bóg powie: Idź przecz ode mnie, bo się mnie wyparłeś, gdy przpalali cię żelazem, wyrywali paznokcie i zgniatali palce, i grozili, że wbiją cię na pal, jeśli się mnie nie wyprzesz. Za to, że nie wytrzymałeś tortur, skazuję cię na wieczne tortury, bo jestem Bogiem sprawiedliwy i miłosiernym". A przecież tak wynikało by z Biblii.

I tu znów wraca wątek, że Bóg pozwala (a przynajmniej decyduje się nie reagować) na przytłoczenie ludzi takich cierpieniem, że ci tego po prostu nie wytrzymują. To wszechmocny Bóg nie wie, że coś może być ponad czyjeś siły?

I tu powiem coś osobiście, możecie mnie uznać za tchórza, ale wiem, że gdyby ktoś mi groził torturami albo śmiercią, jeżeli nie wyprę się Boga, to nie miałbym odwagi wybrać drogi męczennika. Możecie mną za to gardzić, ale po prostu wiem, że nie potrafiłbym tego zrobić.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Estera (---.static.play.pl)
Data:   2025-12-14 01:27

Może przeczytaj uważnie cały wątek i na jego podstawie coś napisz zamiast wybierać jedno zdanie, które wyciągasz z kontekstu i na jego podstawie budujesz całą teorię. To, że Bóg dopuszcza zbrodnie i wojny bo wtedy też można z Nim być to zdecydowana nadinterpretacja.
Jeśli piszesz, że coś jest w Biblii czy z niej wynika, podaj konkretne cytaty.
Nie ma tak, że Bóg nie reaguje. Nie byłby Bogiem. To, że ktoś tego nie widzi czy że decyduje się na przeżywanie danej sytuacji bez Niego, to inny problem.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-12-14 02:31

Janie, czy dopuszczasz w ogóle taką możliwość, że NIE wszystko da się wyjaśnić rozumowo?
Że w pewnym momencie dochodzi się do "nie wiem i mogę (nie mogę) z tym żyć"?

Myślę, że da się tu jeszcze sformułować sporą liczbę pytań (albo kręcić się miesiącami wokół podjętych tematów), da się używać hiperboli (sprawnie Ci to idzie, doceniam warsztat), da się oskarżać, nawet metodą przez kwiatek... Da się na pewne rzeczy odpowiadać.

Ale ostatecznie chodzi o wiarę, a to jest coś zasadniczo innego niż wiedza oparta na logice.
Więc nawet gdyby ktoś zdołał Ci wyjaśnić 1001 wątpliwości (dodam, większość zgłaszanych dotąd przez Ciebie problemów jest stara, nie są tylko Twoim udziałem), to w pewnym momencie wszyscy dojdą do intelektualnej ściany, do punktów niemożności rozumowego objęcia.
I tu (nie tylko tu zresztą) jest miejsce na wiarę. I na wejście w relację. Na zgodę na to, że nasz rozum jest mniejszy od Boga.
Starać się coś zrozumieć - tak, warto. Ale założyć, że muszę zrozumieć wszystko, żeby uwierzyć - to utopia.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-14 12:37

Najpierw uwaga wstępna: wydaje się, że wielość wprowadzonych wątków (ostrzegałem przed tym!) powoduje, ze temat nadaje się raczej do działu dyskusji, niż pomocy.
Co daję pod rozwagę.

Ad rem
1)
Kwestia „powstrzymania ludobójstwa” (bo ja mym powstrzymał, gdybym mógł)
Otóż jest to bardzo częsta pułapka, w jaką wpadamy: antropomorfizacja Boga na zasadzie „co bym zrobił, gdybym był wszechmocny”.
Prowadzi to do fałszywego obrazu Boga jako kogoś w rodzaju „Wielkiego Brata” z „Roku 1984”.
Nie chcę do tego wracać, ale wróć proszę to początku naszej dyskusji, gdzie pisaliśmy o koncepcjach uwarunkowania człowieka na dobro czy o tym, że perspektywa Boga i wieczności jest całkowicie inna niż nasza i życia liczącego 60-90 lat.

2)
Piszesz, że wolna wola, którą Bóg szanuje, prowadzi do różnych nieszczęść – czy zatem postulujesz, by człowiek lepiej nie był wolny?
Żeby przez całą wieczność był uwarunkowanym zwierzątkiem bez wolnej woli (a więc nie mógł osiągnąć pełni Nieba) po to, by w ciągu tych kilkudziesięciu zaledwie lat jego życia na ziemi nie dotknęły go owe nieszczęścia?
Po mojemu to kiepska zamiana…

2)
Piszesz, że Jezus umarł na krzyżu i cierpiał, ale nie była to jedyna ukrzyżowana osoba w historii.
To prawda, ale tu chodzi o coś całkiem innego: pokazuje podejście Boga do zła. Jezus nie sprawił swoją wszechmocą, byśmy nie mogli Go ukrzyżować: krótko mówiąc, nie zastosował recepty, której domagasz się powyżej.
Zrobił coś całkiem innego: spowodował, że to zło, którego doznał, obróciło się w nieskończone dobro dla nas.

3)
Wiele osób nie rozumie, co jest „obiektywnie złego” w różnych rzeczach (nie tylko w homoseksualizmie – co jest „obiektywnie złego” w tym sensie w seksie ze zwierzętami?)
Na przestrzeni wieków przekonaliśmy się, ze wiele Bożych zasad, których nie rozumieliśmy, okazało się słusznych. Nawet taka prosta rzecz jak zalecenia zdrowotne ze Starego Testamentu…
Jednym z elementów naszej wiary jest przyjęcie do wiadomości, ze nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć WSZYSTKICH zaleceń Boga – drugim jest uznanie, ze On jednak wie lepiej niż my.
Nie będę Ci tu przytaczał statystyk na temat rujnującego wpływu (zdrowotnego, społecznego, osobistego) praktyk homoseksualnych (jeśli jesteś zainteresowany, napisz do mnie na priv).

4) Napisałeś o pochodzeniu homoseksualizmu "rzekomo" z grzechu.
Wydaje mi się, ze tu jest kwestia najważniejsza - wszystkie pytania, jakie zadajesz, są przy tym mało ważne - bo wynikają z tego, że nie bardzo wierzysz (zarówno ze tak jest, jak i w całą resztę).

Te pytania właśnie z tego wynikają: nie masz kłopotów z wiarą, ponieważ masz te pytania, ale odwrotnie: masz je, bo masz kłopot z wiarą. One są jedynie racjonalizacją tego braku wiary...

Przepraszam, ze ośmielam się stawiać tego typu diagnozy, ale może pomyśl, czy tak nie jest. To pomoże Ci - moim zdaniem - uporządkować Twoje wątpliwości.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-14 18:21

W takim razie nie będę więcej zaśmiecał tego forum swoimi problemami. Powiem w takim razie tyle:

Nie potrafię uwierzyć w Boga. Po prostu nie potrafię. Mogę oczywiście udawać, próbować się okłamywać, grać przed innymi rolę dobrego katolika, ale wiem dobrze, że tak wewnętrznie nie ma we mnie wiary. Straciłem ją, i raczej już bezpowrotnie. To jest coś jak w przypadku związków, nikt nie jest się w stanie zmusić do pokochania kogoś, może udawać, okłamywać się, ale to będzie tylko oszukiwanie. I tak samo jest ze mną, nie umiem uwierzyć.

Przez wiele lat chodziłem do kościoła, starałem się żyć zgodnie z nauczaniem Jezusa, nawet podczas studiów, gdzie byłem otoczony przez ateistów, często starałem się bronić wiary. No ale potem miałem w życiu naprawdę trudną sytuację, gdzie bardzo potrzebowałem pomocy i wsparcia, modliłem się do Boga o pomoc, prosiłem go o ratunek i wskazanie drogi, ale on milczał. I wtedy coś pękło. Wtedy zacząłem coraz bardziej się zastanawiać nad tym wszystkim. Coraz bardziej dochodzić do wniosku, że nie potrafię już zaufać Bogu. Pomyślałem, że skoro nie umiem uwierzyć, to może chociaż rozumem dojdę go Niego, stąd te wszystkie pytania. Ale jak rozumiem, to też jest niewykonalne.

No i co mogę więcej powiedzieć. Chyba moją jedyną nadzieją jest to, że Bóg jednak nie istnieje, bo po śmierci będzie nicość. Bo jeżeli istnieje, to przecież będzie wiedział, że tak naprawdę w niego nie wierzę, i mnie odrzuci. Ale jak mówię, nie umiem szczerze uwierzyć. Po prostu nie umiem.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-14 19:47

Janie, nie ma się co obrażać.
Próbujemy Ci pomóc - to chyba widać.

Niemniej, sytuacje takie jak powyżej (że "Bóg mi nie pomógł") zawsze będą niezrozumiałe, jeśli podejdziesz do krzywd doznanych w życiu jako do czegoś pewnego, a do kontekstu wieczności na zasadzie "może to będzie, może nie".

W takiej sytuacji nawet nieskończona przewaga Wieczności nad doczesnością nie stanowi argumentu - ale nie jest to wina Boga, tylko Twojego uprzedniego podejścia.

Tylko... nielogiczne jest twierdzić, że odrzuca się wniosek wyciągnięty na podstawie przesłanek, skoro kwestionuje się same przesłanki. To nie jest odrzucenie wniosku, tylko właśnie przesłanki.
Rozważanie Boga bez kontekstu Wieczności nie ma najmniejszego sensu.

A Ty masz pretensje do Niego że nie zadośćuczynił Ci teraz, nie przyjmując jednocześnie do wiadomości kontekstu Wieczności.

Albo-albo.

Widać już gołym okiem, że próby rozwiązania Twojego problemu na tej drodze niczego nie dadzą - będziesz zadawał pytania, ale odrzucał odpowiedzi, bo masz wewnętrznie sprzeczny obraz Boga.

Dlatego proponuję Ci coś innego - dużo prostszą drogę.
Porozmawiaj z Nim. Nawet na zasadzie "Boże, jeśli jesteś, to..."
Wyrzuć Mu swoje pretensje, spytaj "dlaczego?".

Jak Go znam, On ceni szczere rozmowy. Nie cierpi ugrzecznienia i obłudy.
Dlatego możesz mieć do Niego pretensje. Możesz domagać się odpowiedzi.
Nie bądź niegrzeczny - to jednak Bóg - ale bądź szczery. Także w swoich pretensjach.
A potem... słuchaj.
Pozwól Mu do siebie mówić w głębi Twojego "ja".
Bywa, że mówi całkiem wyraźnie - jeśli się naprawdę Go słucha.

życzę powodzenia w tych rozmowach.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: 58 na karku (---.7.ftth.classcom.pl)
Data:   2025-12-14 20:02

Nie poddawaj się miałam podobnie jak Ty. Zaufałam Mu i na nowo uwierzyłam - dojrzalej. Mam nadzieję, że z Bożą pomocą, której się nie spodziewasz, staniesz się bardziej dojrzały w wierze. Naprawdę!
Bądź wierny! Oferta złego ducha nie jest ciekawa, nawet kiedy jest atrakcyjnie podawana.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-12-15 01:00

"prosiłem go o ratunek i wskazanie drogi, ale on milczał"

Janie, milczenie Boga też może być Jego odpowiedzią. Na przykład taką: którąkolwiek drogę wybierzesz będę zawsze przy Tobie.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: ana (---.cgnat.inetia.pl)
Data:   2025-12-15 13:25

Janie - myślę, że twoimi patronami mogą być św Jan apostoł, który jako jedyny nie zginął śmiercią męczeńską (wspomniałeś, że nie poddałbyś się torturom itp.). Bóg wie kto, co i ile jest wstanie znieść. Drugi patron św Jan od krzyża, który przechodził noc ciemną duszy.
Natchnęło mnie - poczytaj o św Charbelu, jakie cuda dzieją się za jego wstawiennictwem. Tego nie da się wytłumaczyć rozumowo, tylko trzeba wierzyć.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-15 23:19

Tylko że ja już tego próbowałem. Próbowałem się modlić, słuchać głosu Boga, walczyć z wątpliwościami i próbować Mu zaufać, i nic z tego nie wyszło. Powiem więcej, miałem taki okres w życiu, w czasie studiów w Anglii, gdy byłem wolontariuszem w kościele i naprawdę wkładałem w to bardzo dużo energii i wysiłku, uczestniczyłem we mszy świętej dwa, a czasem nawet więcej razy w tygodniu, walczyłem ze słabościami i regularnie chodziłem do spowiedzi. I nawet wtedy czułem pustkę i ciszę, choć wtedy jeszcze tłumiłem te wątpliwości w sobie. Jeżeli nie odnalazłem ani nie usłyszałem Boga, gdy byłem bardzo blisko Kościoła, to chyba tym bardziej nie uda się to teraz, gdy czuje się w środku martwy, a na mszę co niedzielę chodzę już chyba tylko ze strachu. Choć czasem sam nawet nie rozumiem, dlaczego wciąż co niedziele jestem w kościele.

Dziękuję wszystkim za próbę wsparcia, ale ja już chyba jestem po prostu beznadziejnym przypadkiem, któremu nie da się pomóc.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-12-16 04:09

Janie, doświadczasz kryzysu wiary. A kryzys stwarza szansę na rozwój. Nie zmarnuj głupio tej szansy.

"Tylko że ja już tego próbowałem".

A czy tego (link poniżej) też?
https://mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-104.htm

Jeśli to dla Ciebie nowość, to zachęcam Cię do zaproponowanych tam rozważań. Tylko nie czytaj tego w pośpiechu, daj sobie czas na te rozważania. Bardzo dużo czasu. Wybierz się z tym tematem w sercu przed Najświętszy Sakrament. Najlepiej parę razy.

I ucz się cierpliwości. Koniecznie. (Wyraźnie widać, że Ci jej brakuje). Bo życie duchowe jest drogą, po której poruszasz się w tempie nie tylko od Ciebie zależnym.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: 58 na karku (---.7.ftth.classcom.pl)
Data:   2025-12-16 08:23

Janie, to jest normalne. Spokojnie.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Gabi (193.42.99.---)
Data:   2025-12-16 15:59

Janie :-)

"Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie
i nie zachwieje się moje przymierze pokoju,
mówi Pan, który ma litość nad tobą" (Iz 54, 10).

Istnieje Ktoś, Kto jest większy od Twoich wątpliwości i wątpliwości całego świata, rozumie Cię jak żaden człowiek, przenika Cię i zna dogłębnie, a poznanie Jego jest nieskończoną Miłością. Ta Miłość Cię stworzyła i towarzyszy Ci nieustannie z najdelikatniejszą troską codziennie, idzie przed Tobą, jest obok Ciebie i osłania Cię Swym cieniem. Jesteś w Niej zanurzony po uszy, po czubek głowy. Ona wszystkiemu wierzy, ufa bezgranicznie i jest nieskończenie cierpliwa. Zna odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania, widzi Twoje zmagania, ograniczenia i w czasie najlepszym dla Ciebie wysłuchuje Cię, udziela Ci potrzebnej łaski, byś mógł Ją poznać, zrozumieć, przyjąć itd. Nigdy nie jesteś sam, Pan jest zawsze obok jako najbliższy Przyjaciel, nawet jeśli obecnie zmagasz się z opisanymi trudnościami, ON JEST i kocha Cię, słucha Cię uważnie i w odpowiedniej chwili daje Ci to, co jest najlepsze, pomoże Ci dostrzec to, na co w tym momencie są zamknięte Twe oczy.

"Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli». Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi.Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
(Łk 24, 13-32).

Janie, nie jesteś beznadziejnym przypadkiem, jesteś umiłowanym dzieckiem Bożym, w którym ON ma upodobanie. Tak, Pan spogląda na Ciebie z zachwytem, ponieważ Cię Sobie wymarzył. Jesteś Jego marzeniem. A trudności są normalne, lecz nigdy nie przekreślają one Jego Miłości ku Tobie, są okazją, Jego zaproszeniem, by szukać Go.

"Bóg jest Prawdą. Kto szuka Prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział"
(Edyta Stein - św. Teresa Benedykta od Krzyża).

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-16 20:12

Janie, nie gniewaj się, ale wydaje mi się, że robisz częsty błąd - utożsamiasz próby uwierzenia (niemal zmuszenia się do wiary) przez praktyki religijne (nawet tak wspaniałe jak Msza Święta) z tym, co Ci radzę.
A ja mówię o czymś całkiem innym. O rozmowie z Bogiem. Bez napinki, bez "muszę wierzyć, muszę wierzyć". Bez zasługiwania na Jego miłość.
To ma być Jego działanie, nie Twoje. Ty tylko masz być szczery i słuchać.

Wielokroć w życiu przechodziłem ciężkie chwile. Bóg zawsze mnie wysłuchiwał w momencie, kiedy doszedłem do wniosku, że już sam nic nie jestem w stanie z moim problemem czy ciężką sytuacją życiową zrobić. Kiedy następowało to liczenie tylko na Niego.
Zabawne, ale niemal zawsze to wyprowadzenie z kłopotów odbywało się w sposób całkowicie odmienny, niż sobie wyobrażałem, ze mogło nastąpić ;)

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: B. (---.184.251.205.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-17 01:50

„modliłem się do Boga o pomoc, prosiłem go o ratunek i wskazanie drogi”

Ta droga jest prosta :)
„albowiem miłość względem Boga
polega na spełnianiu Jego przykazań,
a przykazania Jego nie są ciężkie.”
1 J 5,3

Serdecznie pozdrawiam

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-17 20:39

Na wstępie tylko zaznaczę, że jestem bardzo wdzięczny za wszystkie rady i też nie chciałbym moją odpowiedzą nikogo obrazić.

Jednak problem podjęcia dialogu z Bogiem polega na tym, że jest to raczej niemożliwe dla kogoś, kto nie jest przekonany, że On w ogóle istnieje. Bo będzie polegało albo na tym, że będę powtarzał jakieś zdania, siedział lub klęczał w milczeniu, i tyle. Niestety przynajmniej u mnie tak zawsze wyglądały wszystkie adoracje i modlitwy. I domyślam się co usłyszę - to twoja wina, że nie słyszysz Boga. Może w tym momencie rzeczywiście jestem już na to zamknięty, ale też nigdy nie doświadczyłem obecności Boga, nawet gdy byłem bardzo wierzący. Widzę to teraz z perspektywy czasu, tylko że wtedy bałem się o tym nawet myśleć i odganiałem od siebie te wątpliwości.

Poza tym rozumiem, że można w Biblii znaleźć wiele pięknych cytatów o Bogu, choćby opowieść o synu marnotrawnym czy dobrym pasterzu. Tylko że to też jest tylko część obrazu Boga, który przedstawia Pismo Święte. Bo jest też tam Bóg, który zabija niemal całą ludzkość i zwierzęta w potopie, odbiera Hiobowi wszystko z powodu zakładu (wiem, że potem niby Hiob ma znów rodzinę i dzieci, ale przecież to nie są te same osoby) czy wysyła niedźwiedzie na dzieci, które śmiały się z proroka. Nie ma też najwyraźniej problemu z wątpliwymi moralnie prawami dotyczącymi kobiet, które są tam traktowane tylko trochę lepiej niż przedmioty i zwierzęta. No i skoro Pismo Święte kilka razy pokazuje, że Bóg może interweniować, to czemu tego teraz nie robi?

Przepraszam za to co powiem, ale momentami Bóg zachowuje się jak jakiś psychopatyczny i narcystyczny tyran, który traktuje ludzi jak zabawki i w zależności od humoru nagradza ich albo torturuje. I to jest też przeszkoda do uwierzenia w Boga. Bo czy naprawdę myśl, że taki Bóg istnieje nie jest bardziej przerażająca, niż wizja, że On nie istnieje, i ten sprzeczny wewnętrznie Bóg jest tak naprawę niedoskonały, bo stworzyli go niedoskonali ludzie?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-17 22:28

Janie, można doskonale z Nim zacząć tak, jak pisałem "Boże, jeśli jesteś..."
Ale jeśli nie spróbujesz - i to tak cały, bez kombinowania i zastrzeżeń - to szczerze mówiąc nie wróżę powodzenia.
Musisz się zdecydować - czy wyszukiwać powody dla których "nie można rozwiązać" Twoich dylematów czy szukać metod ich rozwiązania.

Zwłaszcza, że owa niepewność istnienia Boga, która - jak twierdzisz - uniemożliwia Ci z Nim rozmowę, jakoś zupełnie nie przeszkadza Ci w oskarżaniu Go o różności (czego dotyczy 2/3 Twojego listu).

To wszystko jest do przegadania, do wyjaśnienia jest pewna swoista metaforyka i retoryka Starego Testamentu - ale to wszystko jest do zrobienia POTEM.
Na razie przypominałoby to...
Mam ulubiony obraz: Eugène Delacroix "Morze w Dieppe" (https://cudaswiata.wordpress.com/wp-content/uploads/2008/07/delacroix-the-sea-at-dieppe.jpg).
I teraz zastanów się, jak mógłbym wytlumaczyć jego piękno osobie pozbawionej zmysłu wzroku.
Mogę snuć naukowe opowieści i przedstawiać dane o twardości ramy, szorstkości pokrytego farbami płótna, o składzie chemicznym farb i podkładu; nawet o długościach odbijanych fal (barwie) w poszczególnych miejscach.
Ale czy to coś da tej osobie?
Chyba nie...

Potrzebujesz zmysłu wiary. A ten może dać tylko On.
I chętnie go udzieli - ale musisz o niego poprosić. Z nim porozmawiać. Poznać go w jak najbardziej osobisty sposób.

Technikalia (jak rozumieć ST, w tym dlaczego coś tam coś tam jest tak opisane, ze we współczesnym człowieku rodzi grozę) są łatwe do wyjaśnienia rozumowego.
Ale to musi na czyms leżeć
Na osobistej relacji.

Nie gniewaj się, ale sprawiasz wrażenie, że nawet trochę rozsmakowałeś się w tym odrzucaniu - pytasz, i nie przyjmujesz odpowiedzi.
Nie gniewaj się, że to piszę.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-12-17 23:49

Podzielę się teraz moim odbiorem.

1. Wiesz, co, Janie niepotrzebnie przypisujesz światu albo dokładniej nam tu na forum takie oceny jak ta:
"I domyślam się co usłyszę - to twoja wina, że nie słyszysz Boga".

To trochę tak, jak gdybyś się bronił przez asekurację albo i atak: na wszelki wypadek napiszę wam, że i tak wiem, co mi zarzucicie. I tak mnie oskarżycie, więc was w tym sprytnie uprzedzę, moje będzie na wierzchu, broń wam wytrącę.
No figa z makiem, to tak nie musi działać.
Niepotrzebnie i źle się domyślasz.
I to ostatecznie wygląda także trochę tak, jak gdybyś zawsze wiedział lepiej i z góry przekreślał odpowiedzi.
Dziwna to taktyka (moim zdaniem). Nie pomaga.

2. "I nawet wtedy czułem pustkę i ciszę". Zaraz, a co właściwie dokładniej chciałbyś czuć i na jakiej podstawie? Umiałbyś to sobie nazwać, przybliżyć?

I czy jesteś pewien, że Pan Bóg jest bytem, który koniecznie trzeba c z u ć? Trzeba Go sprawdzać? Musi Ci dać satysfakcję? Powinien więc coś emocjonalnie udowodnić?

Wiesz, w mojej parafii jest kaplica wieczystej adoracji. Taka całodobowa, 7 dni w tygodniu po 24 godziny. Bez przerwy. Chodzę tam, kiedy mogę, ale zobowiązałam się i chodzę też raz w tygodniu na konkretną "dyżurną" godzinę. Późną. Bardzo. Z wierności. Żeby nigdy Pan Jezus w wystawionym Najświętszym Sakramencie nie był sam.
Powtórzę, co piszesz: "czułem pustkę i ciszę".
Zapewniam Cię, że życie z Panem Bogiem wcale nie musi polegać i nie polega na nie-ciszy, nie-pustce, na pozytywnym odczuciu itd.
Bywam padnięta, smutna, wykończona, zablokowana. Zasypiająca też. Nie ja jedna, z pewnością.

3. "Pomyślałem, że skoro nie umiem uwierzyć, to może chociaż rozumem dojdę go Niego, stąd te wszystkie pytania. Ale jak rozumiem, to też jest niewykonalne."

Racja, ostatecznie nie wszystko jest na tej drodze wykonalne. Rozum w pewnym momencie dochodzi do ściany. Dlaczego? Dlatego, że jest mniejszy od Pana Boga. Nie może opanować bezkresnego Boga, zawładnąć Nim. Rozum do pewnego miejsca może pomagać. Ale potem pojawiają się treści nie do objęcia intelektem. Jest to dla nas jak propozycja: czy godzisz się nie rozumieć?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-19 19:49

Tylko czy mam próbować do skutku? Bo chodzi mi o to, że nigdy nie udało mi się usłyszeć Boga, czy poczuć jego obecność. Ja wiem oczywiście, że można próbować i próbować, ale może w którymś momencie trzeba po prostu odpuścić. Może ja nie jestem po prostu zdolny uwierzyć bez dowodów. I mieć tej osobistej relacji z Bogiem, o której tu wszyscy mówią.

Odpowiedzi nie przyjmuję, bo (i nie chcę tutaj nikogo obrazić) nie przekonały mnie do uwierzenia, a niektóre mnie bardziej przeraziły i jeszcze bardziej zachwiały. Bo wiele z nich zakłada, że po prostu należy uwierzyć, i się nie pytać, bo Bóg jest większy, wie lepiej i kim ja jestem, żeby to kwestionować. Tylko że przyjęcie takiego punktu widzenia wymaga, aby człowiek już wierzył w Boga. Jeżeli nie ma takiego przekonania, to chyba nie trudno zrozumieć, że taki punkt widzenia jest trudny do przyjęcia, a konkluzja, że Boga nie ma, lub jest zupełnie inny, niż przedstawia to Chrześcijaństwo, jest również dla osoby wątpiącej prawdopodobna.

Hanna napisała o adoracji. I szczerze mówiąc podziwiam (mówię to naprawdę bez ironii) chodzenie na adoracje, gdy nic się nie słyszy. Tylko że tu jest ta różnica, ja tak nie potrafię. Niestety, ale ja potrzebuję jakiegoś dowodu, żeby coś szczerze robić.

Będzie to pewnie zła analogia, ale to jest tak jak z relacją. Wiadomo, że musimy zaufać drugiej osobie i nigdy do końca nie możemy być pewni, co ona czuje. I że często robi się wobec drugiej osoby rzeczy z miłości, nie chcąc nic w zamian. Tylko że jeżeli działa to tylko w jedną stronę, np. tylko chłopak się stara, a dziewczyna milczy, nie odpowiada, nie chce się spotykać, to jest to znak, że nie jest zainteresowana. I po jakimś czasie taki jednostronny związek się wypali. I właśnie ja tak się czuję, tyle już robiłem dla Boga, gdy jeszcze byłem osobą bardzo wierzącą, tyle się modliłem, ale nigdy nie otrzymałem nic w zamian. I nie chodzi mi tutaj o transakcyjność, nawet nie chodzi o to, że ma spełniać wszystko. Ale chciałbym, żeby choć jeden raz dał mi znać, że jest, że istnieje. Zwłaszcza gdy teraz tego potrzebuje. A skoro milczy, to obawiam się, że oznacza to, że nie istnieje, lub że tak naprawdę się nie przejmuje moją osobą.

A skąd zakładam, że trzeba poczuć jego obecność? Bo o tym mówili katecheci, nauczyciele w mojej szkole katolickiej czy księża.

Jeszcze odniosę się to tej kwestii dojścia do muru, jeżeli chodzi o rozumowe pojmowanie Boga. I tu są dwie rzeczy. Wbrew pozorom nie mam problemów z tym, by kilka rzeczy przyjąć na wiarę, czy uznać, że ich nie zrozumiem. Np. "problem" Trójcy Świętej, czyli jak może być jeden Bóg w trzech Osobach nie jest dla mnie problematyczny. Nie mówię, że to nie jest ważny aspekt, ale brak zrozumienia tego nie przeszkadza mi nawet w tej chwili. Tak samo nie muszę wiedzieć, w jaki sposób chleb i wino zmieniają się w Ciało i Krew. Jestem gotów przyjąć, że Bóg może to cudownie uczynić. Tylko że trudno mi jest zaakceptować problem zła na świecie, zwłaszcza tego niezawinionego, przy założeniu że Bóg jest dobry i wszechmocny. Że na świecie są tragedie, a Bóg przynajmniej ich nie wstrzymuje. I tego, że Bóg jest dobry i zaakceptować, że Bóg wie lepiej dlaczego ludzie muszą cierpieć, jest dla mnie niemożliwy do przyjęcia na wiarę.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-19 21:24

"I właśnie ja tak się czuję, tyle już robiłem dla Boga"

To właśnie precyzyjnie ten błąd, o którym Ci pisałem.
Jak długo będzie Ci się zdawało, że możesz coś uczynić dla Boga, albo "zasłużyć sobie" tak długo nic z tego nie będzie...

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-12-19 21:24

"I szczerze mówiąc podziwiam (mówię to naprawdę bez ironii) chodzenie na adoracje, gdy nic się nie słyszy. Tylko że tu jest ta różnica, ja tak nie potrafię. Niestety, ale ja potrzebuję jakiegoś dowodu, żeby coś szczerze robić".

Co to znaczy nie potrafię? Nie potrafisz stanąć / klęknąć / usiąść przed Najświętszym Sakramentem? I szczerze powiedzieć Bogu, co o Nim myślisz? Zwłaszcza że - jak dalej piszesz - "nie muszę wiedzieć, w jaki sposób chleb i wino zmieniają się w Ciało i Krew. Jestem gotów przyjąć, że Bóg może to cudownie uczynić".
Zatem Bóg to czyni (dokonuje przemiany w czasie Eucharystii), a Ty potem przed Nim stajesz (klękasz, siadasz) i do Niego mówisz. Szczerze. Przecież potrafisz szczerze o Nim na forum pisać, dlaczego nie umiałbyś tego samego powiedzieć Mu wprost, w Jego rzeczywistej obecności? Co Cię konkretnie powstrzymuje? Umiesz to nazwać? Czy na przykład powiedzenie "nie umiem Cię adorować, tak jak mnie uczono, bo..." naprawdę jest dla Ciebie niewykonalne?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-19 23:17

Może uściślę, nie chodzi o to, że fizycznie nie umiem pójść do kościoła, klęknąć, i przez nawet godzinę się modlić czy powiedzieć coś do Boga. Tylko że mi nie chodzi o zewnętrzne gesty czy słowa. Chodzi mi o to, że nie umiem wzbudzić w sobie szczerego wewnętrznego przekonania, że Bóg istnieje i jestem w stanie z nim podjąć rozmowę. Bo jaką wartość będzie miało mówienie cokolwiek w momencie, gdy nie bardzo wierzę, że Bóg w ogóle jest.

Może na takiej analogii. Można pójść na mszę świętą, odpowiadać na słowa celebranta, klękać, śpiewać czy nawet przyjąć komunię. I z zewnątrz wygląda, że taka osoba uczestniczy we mszy świętej. Ale jeżeli w tej osobie nie ma wiary, wewnętrznego przekonania, i np. robi to jedynie na pokaz, z powodu presji społecznej czy z przyzwyczajenia, to choć taka osoba jest w kościele, to chyba można powiedzieć, że tak naprawdę nie uczestniczy we mszy.

Dlatego jeszcze raz doprecyzuję, to nie chodzi o to, że ja nie potrafię iść do Kościoła, czytać Biblii czy nawet modlić się. Ale nie potrafię szczerze uwierzyć w Boga, przez co boje się, że moje praktyki religijne bez wiary sprowadzą się jedynie do teatru i udawania. A nie chciałbym okłamywać samego siebie, że jestem szczerze wierzącym chrześcijaninem

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-12-19 23:42

"Tylko czy mam próbować do skutku? Bo chodzi mi o to, że nigdy nie udało mi się usłyszeć Boga, czy poczuć jego obecność. Ja wiem oczywiście, że można próbować i próbować, ale może w którymś momencie trzeba po prostu odpuścić".

Mam chwilami wrażenie, że Twoim celem jest zdobycie dowodu, który C i e b i e zaspokoi. I że oczekujesz, że Pan Bóg zachowa się właśnie tak, jak T y sobie życzysz (albo jak próbowałeś zdobyć przez zasłużenie na to). A życzysz sobie takiego doświadczenia Boga, jakie T y sobie zaplanowałeś.
Próbujesz chyba zdobyć realizację swoich wyobrażeń o tych wszystkich usłyszeniach czy odczuciach.
Nie wykluczam, że to Cię przymyka na Boga prawdziwego, nie tego z Twoich wyobrażeń czy zamówień.

A z drugiej, optymistycznej strony jesteś w stanie zaakceptować fenomeny tak dalece ponad nasz rozum, jak Trójca Święta...
Tak, Pan Bóg niewątpliwie jest od nas większy i wie lepiej. Co nie przeszkadza, możesz (Mu) te wszystkie Twoje bóle i wątpliwości wypowiedzieć, wykrzyczeć zresztą też. Zawsze.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-20 00:10

A na czym polega, Twoim zdaniem, "uwierzenie w Boga"? Bo mam wrażenie, że utożsamiasz wiarę w Boga z "odczuwaniem wiary w Boga".

Jak masz odczuwać wiarę w Boga, skoro sama rzeczywistość Boga wymyka się codziennym odniesieniom?!

Przecież w ten sposób nie sposób wierzyć nawet w udowodnione fakty naukowe.

Trudno uwierzyć w coś co przekracza możliwości wyobrażenia sobie. Na przykład: jakikolwiek jest Wszechświat, trudno w to jaki jest uwierzyć ; jeśli jest nieskończony to przerasta możliwości naszego rozumienia; ale i ograniczenie Wszechświata takie możliwości przerasta.
W rezultacie "wiemy" że Wszechświat jest jaki jest - ale na poziomie instynktownym (na zasadzie "czuję że to jest") "nie wierzymy" że jest właśnie taki.

Inny przykład: WIEM że stół przede mną to dość rzadka chmura cząstek (albo że kompouter działa bo dziury i elektrony wymieniają się w półprzewodniku) - ale na poziomie instynktownym "nie wierzę" w to.

WIEM z Teorii Względności, że przy bardzo dużych prędkościach prędkości się nie składają (to znaczy, że jak cząstka pędzi 290 000 km sek to przyspieszenie o 5000 km/sek nie spowoduje, że będzie pędziła 295 000 km/sekundę.
Wiem, ale ponieważ mam doświadczenia tylko przy prędkościach co najwyżej kilkudziesięciu kilometrów na godzinę, więc wydaje mi się to absurdem - na poziomie odczuć "nie wierzę".

Nie wiadomo dlaczego w przypadku "sprawy Boga" chcemy koniecznie żeby wierzyć nie tylko na zasadzie takiej jak w fizykę kwantową, ale i w taki na zasadzie "czuję że to jest"?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2025-12-20 03:30

Wiesz, wiara jest też decyzją. Ty na razie decydujesz, że nie będziesz wierzyć. Możesz, jak najbardziej. Ale możesz też wołać do Boga "Zaradź memu niedowiarstwu" (Mk 9,24), ufając, że soro jest, to usłyszy, bo na szczęście Jego obecność nie zależy od Twojej wiary.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-12-20 03:39

"Bo jaką wartość będzie miało mówienie cokolwiek w momencie, gdy nie bardzo wierzę, że Bóg w ogóle jest".

Już parę razy padła w wątku sugestia, żebyś zaczął: "Boże, jeśli jesteś". Nie masz przecież pewności, że On nie istnieje, prawda? Zapewniam Cię, że nie byłbyś bynajmniej pierwszą wątpiącą osobą, która w ten sposób zaczynała mówić do Niego. Osobiście nie widzę w takim podejściu żadnej nieuczciwości, udawania, okłamywania siebie czy Boga.

"A nie chciałbym okłamywać samego siebie, że jestem szczerze wierzącym chrześcijaninem"

Czy nie usiłujesz osiągnąć jakiegoś stopnia doskonałości w wierze, który by Cię dopiero uprawnił do odezwania się do Boga?

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2025-12-20 18:36

"Tylko że trudno mi jest zaakceptować problem zła na świecie, zwłaszcza tego niezawinionego, przy założeniu że Bóg jest dobry i wszechmocny. Że na świecie są tragedie, a Bóg przynajmniej ich nie wstrzymuje".

Janie, odnosząc się do przytoczonej wypowiedzi, polecam Ci rozdział książki, która została napisana zanim się urodziłeś. Jest więc dowodem, że ten trudny temat istnieje od zamierzchłych czasów, a Ty nie jesteś jego odkrywcą ;)

Do lektury możesz podejść dwojako. Albo z chęcią wychwycenia czegoś nowego, czego do tej pory nie słyszałeś, a co może być pomocne w głębszej refleksji nad tematem i nakierowaniu Cię na nowe tory. Albo w postawie buntu, która będzie Cię natychmiast popychać do polemiki i pomijania istotnych treści. Jeśli zauważysz, że to drugie nastawienie Tobą kieruje i nic nie możesz z tym zrobić, to odłóż, proszę, tę lekturę na później. Do czasu, kiedy będziesz umiał z niej skorzystać. Chodzi mi o to, żebyś nie odfajkował jej pochopnie jako: "przeczytana, niezadowalająca, do odrzucenia na zawsze".

Jacek Salij OP "Pytania nieobojętne": (klik).

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-22 00:49

Marku, nie wiem czy dobrze zrozumiałem Twoją odpowiedź, ale z tego zo rozumiem, chcesz powiedzieć, że w życiu wiele rzeczy i tak przyjmuję na wiarę, zwłaszcza tych przekraczających moje wyobrażenia, i nie rozumiesz, dlaczego mam nagle problem w zrobieniu tego samego w przypadku Boga.

Spróbuję może to wyjaśnić na przykładzie kształtu Ziemi. Bo tu zawierzam nauce, która na podstawie wielu eksperymentów i obserwacji, a wreszcie lotów w kosmos i zdjęć planety udowodniła, że nasza planeta ma kształt kuli. Ale rzeczywiście, można do tego podejść też w ten sposób, że sam nigdy nie byłem w kosmosie i na własne oczy nie widziałem planety, więc w teorii nie mam osobistego doświadczenia kształtu Ziemi. I w ten sposób prawdą jest, że wierzę, że Ziemia ma kształt kuli. I faktycznie można powiedzieć, że mógłbym to zrobić w przypadku wiary w Boga, o którym wiem od teologów, chrześcijan i z Biblii, choć osobiście go nie doświadczyłem. I jest w tym na pewno dużo prawdy.

Tylko że tutaj jest jedna różnica. Jeśli chodzi o kształt Ziemi, to są eksperymenty, które mogę wykonać. Są wreszcie obserwacje, które manifestują kształt planety, np. zaćmienie księżyca czy zupełnie inne niebo nocne na dwóch półkulach. Jeżeli chodzi o Boga, to nie ma dowodu na jego istnienie. I nie twierdzę, że to od razu oznacza, że go nie ma, ale nikomu nie udało się udowodnić istnienia Boga.

Poza tym może dlatego zależy mi na jakiejś pewności, bo nawet w tym moim obecnym stanie jest to dla mnie bardzo ważna kwestia. Bo to, jaki kształt ma Ziemia, wokół czego krąży czy jak konkretnie działa komputer nie ma tak wielkiego wpływu na moje życie. A wiara w Boga, zawierzenie Mu swojego życia, podjęcie też wielu decyzji o tym, jak będzie wyglądało moje życie tutaj na Ziemi, jest czymś zupełnie innym. I dlatego akurat w tej kwestii chciałbym mieć dowód, ale właśnie jakeś wewnętrzne doświadczenie, że on istnieje.

Przepraszam, jeżeli to co napisałem jest strasznie zagmatwane, ale próbuje to opisać najlepiej jak umiem :(

Hanna z kolei mówi o tym, że robię błąd, bo moim celem jest znalezienie dowodu na "mojego Boga", a nie odkrycie prawdziwego Boga, co powstrzymuje mnie przed usłyszeniem czy doświadczeniem go. Tylko że tutaj też już zupełnie czuję się zgubiony. Może wyjaśnię, skąd to pragnienie.

Odkąd pamiętam, to katecheci i nauczyciele w szkołach (chodziłem do szkół katolickich), a także księża cały czas mówili o potrzebie rozmowy z Bogiem, zbudowania z nim relacji. I pamiętam też spotkania z ludźmi czy świadectwa, w których opowiadali, jak to Bóg do nich mówi, jak go czują. I przyznam, że wtedy zacząłem czuć rozczarowanie, że inni tego doświadczają, a ja nie mogę. Bo oczywiście nie jestem dobrym człowiekiem, ale też chyba nie jestem najgorszą osobą na świecie. I chodziłem do kościoła, angażowałem się, modliłem się, i nadal nic nie czułem. A inni wciąż mówili, jak to czują obecność Boga w ich życiu. I przepraszam za może głupie porównanie, ale zacząłem się czuć jak dziecko, które pod choinkę dostaje jedynie w prezencie przecenioną tabliczkę czekolady, podczas gdy jego brat dostaje mnóstwo zabawek.

I tak jest trochę do teraz. Nie rozumiem, dlaczego nie mogłem odczuć działania Boga, gdy jeszcze byłem bardzo wierzący. Jeżeli Bogu rzeczywiście zależy na moim zbawieniu, to dlaczego nie może się w jakiś sposób zamanifestować w moim życiu? Dlaczego nie mógł mnie wesprzeć, gdy bardzo tego potrzebowałem? Bo przecież nawet apostołowie potrzebowali zobaczyć cuda, żeby uwierzyć.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-22 10:26

Janie, nie zrozumiałeś mnie.
Tu nie chodzi o to, że w życiu wiele rzeczy i tak przyjmujesz na wiarę, tylko o to, że skarżysz się na to, że "nie odczuwasz" wiary w Boga.
I o to, że zazwyczaj nie odczuwamy wiary w rzeczy, które wymykają się naszemu codziennemu doświadczeniu (jak te nieszczęsne cząstki elementarne, które zresztą tak naprawdę wcale nie są małymi kuleczkami, lecz abstrakcyjną chmurą prawdopodobieństwa).

To nie jest sprawa odczuwania. Ani wiara, ani fizyka. Pewnie, że fajnie byłoby to "czuć" - człowiek chciałby mieć taką emocjonalną pewność. Niektórzy jej doświadczają, inni nie. Ale... ona szczerze mówiąc nie jest dowodem na nic. Ani "za", ani "przeciw".
Istnienie Boga jest po prostu logiczne - i doszło do tego całe mnóstwo mądrych ludzi - niekoniecznie chrześcijan.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: B. (---.184.251.87.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2025-12-22 12:11

„Jeżeli chodzi o Boga, to nie ma dowodu na jego istnienie. I nie twierdzę, że to od razu oznacza, że go nie ma, ale nikomu nie udało się udowodnić istnienia Boga. (…) nawet apostołowie potrzebowali zobaczyć cuda, żeby uwierzyć.”

----
Są współczesne cuda...
Odsłuchaj np. świadectwo byłego narkomana, na YouTube jest tego trochę. Wystarczy że wpiszesz w wyszukiwarkę „narkoman kogut”.
Tu Ci zacytuję małe fragmenty:
„Miałem dziewięć zapaści ponarkotycznych, trzy razy lądowałem na OIOM-ie, mieszkałem w piwnicy i żywcem zżerały mnie szczury. Kradłem, napadałem i wyłudzałem pieniądze na towar. Raz pobiłem staruszkę i zabrałem jej pieniądze na leki. Byłem bezdomnym bandytą skazanym na śmierć. I wtedy wydarzył się cud. W ciągu pięciu minut charyzmatycznej modlitwy zostałem uwolniony od głodu heroinowego.”
Andrzej „Kogut” Sowa, były narkoman, który dziś głosi świadectwo swojego nawrócenia oraz prowadzi programy profilaktyki uzależnień wśród młodzieży. Mówi, że narodził się drugi raz. To teraz to jest życie, tamto to była śmierć – mówi Kogut. Mimo, że wygrał festiwal w Jarocinie nie osiągnął niczego na scenie muzycznej. Wszystko zniszczyły prochy. „Działka za działką doszedłem do stanu, w którym potrafiłem ćpać dziennie 20 mililitrów heroiny. Dla człowieka, który nie bierze śmiertelna dawka to jeden mililitr.”
„Kradłem. Dopuszczałem się napaści i wyłudzeń”.
Jego stan się pogarszał. Mieszkał w piwnicy.. Podgryzały go szczury. Stracił wszystko. Był bezdomnym ćpunem, skazanym na śmierć. Wyglądał jak straszne widmo. Wysoki, wychudły, z twarzą w strupach. Żyły miał tak zniszczone, że szukał ich nawet na czole. I wtedy zdarzył się cud.
„Moja dziewczyna Marzena, namówiła mnie na wyjazd na imprezę. W pociągu okazało się, że mnie okłamała. Jechaliśmy nie na balangę, ale na... rekolekcje charyzmatyczne do Konarzewa. Strasznie się wkurzyłem. Na miejscu
pojawiły się objawy głodu narkotykowego. Wykombinowałem, że wysępię od nich pieniądze, ściemnię, że nie mam na bilet do chaty. Ksiądz powiedział, że dadzą mi kasę. Był tylko jeden warunek. Tradycją rekolekcji konarzewskich jest nakładanie rąk i modlitwa o umocnienie nad każdym, kto wyjeżdża. Niech
się debile modlą, pomyślałem, byleby dały kasę. Modlitwa trwała pięć minut i wstałem po niej bez objawów głodu narkotykowego”. Teraz jest mężem i ojcem, wdzięcznym Bogu.
Poruszające szczegóły tego cudu na filmach.

Spróbuj poczytać i inne świadectwa, które mogą spowodować, że zachwycisz się Bogiem.
Np. świadectwa człowieka bez rąk i nóg (ożenił się z przepiękną dziewczyną, ma dzieci), dziękuje Bogu i głosi Chrystusa.
Wpisz w YT „człowiek bez rąk i nóg nick vujicic”. Czy jest on nieszczęśliwy z powodu kalectwa? Na początku był. Potem odkrył odpowiedź – czy gdybyś miał ręce i nogi, to słuchaliby ciebie? A tak słuchają go pełne stadiony na całym świecie. W Polsce też był.
Bóg jest wspaniały :)
Pozdrowienia.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Marek (---.dynamic.play.pl)
Data:   2025-12-22 15:17

Inaczej: jaki dowód by Cię zadowolił?
Emil Zola mówił: zobaczę cud, to uwierzę w Boga. Miał tę łaskę, że zobaczył.
I co?
I nic.

Jest taki fragment u św. Łukasza - bogacz w piekle prosi, by Abraham posłał Łazarza, by nawrócił jego braci, by nie skończyli, jak on:

"Powiedział wtedy:>Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu mego ojca.
Mam bowiem pięciu braci - niech ich upomni, aby i oni nie dostali się na to miejsce męki<.
Rzekł do niego Abraham: >Mają Mojżesza i proroków, niech ich słuchają<.
On zaś powiedział: >Nie, ojcze Abrahamie, ale jeżeli ktoś z umarłych pójdzie do nich, będą pokutowali<.
Odpowiedział mu jednak: >Jeżeli Mojżesza ani proroków nie słuchają, to choćby nawet powstał ktoś z umarłych, nie uwierzą<."(Łk 16,27-31)

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2025-12-22 17:34

Myślę, że:

1) zafiksowałeś się na wizji Boga, który MUSI dać się odczuć, a inaczej nie można w Niego uwierzyć (bo inne przeslanki są niewystarczające).
I to jest błąd, bo Pan Bóg owszem, niekiedy rzeczywiście pozwala niektórym na takie doświadczenie, prawdziwe, ale:
a) nie musi (jest wolny i z pewnością wie lepiej, kiedy, komu),
b) takie doświadczenie nie jest na pewno koniecznym warunkiem wiary,
c) rzeczywiste doświadczenie obecności Boga można w swojej wolności strwonić i po nim (nadal) nie wierzyć,
d) emocjonalne doświadczenie uznane za doświadczenie Boga może być także ułudą (da się je niekiedy wywołać manipulacją, chemią, chorobą, efektem tłumu itd.).

2) Pan Bóg nie działa sztampowo i w związku z tym nie ma sensu porównywanie się z innymi ludźmi.
Ty to czynisz, sam o tym jasno piszesz, i tu rodzi się kolejny błąd:
a) uważasz zapewne, że każdemu należy się (???) podobna droga życia i podobna Boża interwencja,
b) czujesz się gorszy (pobliże zazdrości? zawodu? żalu?),
c) mechanizm porównywania i negatywnych odczuć utrudnia Ci skoncentrowanie się na kimś/czymś innym niż Ty sam i Twoje oczekiwania. Centrum świata?

3) "dlaczego [Bóg - h.] nie może się w jakiś sposób zamanifestować w moim życiu"
Może. Z pewnością może.
Ale:
a) nie musi czynić tego na Twoje zamówienie (zresztą niedookreślone, co wyżej zauważył Marek, nie wiadomo, co by Cię wystarczająco satysfakcjonowało),
b) manifestuje się, jak w każdym życiu, jestem o tym przekonana, tyle że Ty w to nie wierzysz, więc nie dostrzegasz.

Podtrzymuję: koncentrując się na oczekiwanej aktywności Boga (dać odpowiednie doświadczenie), możesz nie zauważać innych Jego działań. Szukasz Twojego wyobrażenia o Bogu, Boga na Twoją miarę, pomijając najprawdopodobniej Tego prawdziwego.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2025-12-28 22:00

Chciałem już nie odpowiadać i zostawić tę dyskusję, z której nic nie wynika i kręci się w kółko, ale myślę, że zamieszczę jeszcze jedną wiadomość.

Bardzo dziękuję wszystkim za poświęcony czas i odpowiedzi. Niestety tak jak mówiłem, nie jestem mimo to w stanie zaakceptować Boga, jakiego przedstawia Chrześcijaństwo. Jest w tym obrazie zbyt wiele sprzeczności, a ja niestety nie potrafię wziąć tych rzeczy na wiarę i zaufać Bogu. Może kiedyś się to zmieni, ale w tym momencie zwyczajnie nie potrafię.

Przepraszam, że w ogóle poruszyłem ten temat na forum i przepraszam, jeżeli kogoś obraziłem.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2026-01-03 02:17

Szkoda, Janie, że nie jesteś zainteresowany radami, które tutaj otrzymałeś, i że tak szybko się poddałeś. Moim zdaniem rozmowa wcale nie kręciła się w kółko, tylko nie przebiegła zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Dlatego się wycofałeś. Ale to Twoja sprawa i wyłącznie Twoja strata. Wątki na forum nie służą tylko jednej osobie, więc z tego założonego przez Ciebie będą mogli skorzystać inni.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Estera (---.play-internet.pl)
Data:   2026-01-03 03:23

"Ale rzeczywiście, można do tego podejść też w ten sposób, że sam nigdy nie byłem w kosmosie i na własne oczy nie widziałem planety, więc w teorii nie mam osobistego doświadczenia kształtu Ziemi."

Ależ wcale nie musisz lecieć w kosmos, żeby tę kulistość zobaczyć. Jest to jak najbardziej dostępne z powierzchni Ziemi, tylko zupełnie jak z Bogiem - trzeba umieć to dostrzec. Ty nie widzisz, więc potrzebujesz "kosmosu" - czegoś, co owszem, ułatwia, ale nie jest konieczne. Niestety albo stety - nauka patrzenia zależy tylko od Ciebie i od tego, czy chcesz się tego nauczyć. Ty nie chcesz, a dopóki nie zechcesz, ani tej kulistości, ani Boga nie dostrzeżesz
Zresztą ściśle naukowo rzecz ujmując Ziemia kulą nie jest. Ale to już wyższy level patrzenia. Jak w teologii - nie wystarczy dostrzec, że Bóg jest, trzeba się w Niego zagłębić.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Akittm (---.9.105.163.ipv4.supernova.orange.pl)
Data:   2026-01-03 10:12

Polecam tę pieśń:
"Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie."
źródło: https://poezja.org/wz/Jan_Kochanowski/2745/Ksiegi_wtore_Piesn_XXV

Gdybyśmy byli w stanie pojąć i zrozumieć w pełni Boga, nie byłby Bogiem. To my jesteśmy stworzeni przez Niego, a nie na odwrót. Nie chciałam brać udziału w tej dyskusji, bo moim zdaniem same czysto intelektualne rozważania są w tej kwestii skazane na porażkę.

Proś o wiarę. Szukaj jej. Zaufaj świadectwom innych. Zaufaj Kościołowi. Szukaj wytrwale odpowiedzi. Nie zatrzymuj się na własnych przekonaniach.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2026-01-03 19:06

"Szkoda, Janie, że nie jesteś zainteresowany radami, które tutaj otrzymałeś, i że tak szybko się poddałeś."

Radami w stylu, że muszę uznać z góry, że Bóg istnieje, przestać myśleć i grzecznie siedzieć w ławce i słuchać tego, co mówi ksiądz i Kościół. A jeżeli mimo adoracji modlitw i czytania Biblii nadal nie wierzę, to problem jest tylko po mojej stronie.

"Moim zdaniem rozmowa wcale nie kręciła się w kółko, tylko nie przebiegła zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Dlatego się wycofałeś."

Tak przyznam, że nie przebiegała zgodnie z moimi oczekiwaniami, bo nie spodziewałem się tak sekciarskiego podejścia. Kłopot jest w tym, że ja dopuszczam możliwość, że Bóg nie istnieje. Nie wiem tego, może istnieć, może nie istnieć, może być inny, niż przedstawia to chrześcijaństwo. Jest w obrazie chrześcijańskiego Boga wiele sprzeczności, które nie tylko u mnie wzbudziły wątpliwości.

Wy z góry zakładacie, że Bóg istnieje, że jest taki jak przedstawia go chrześcijaństwo i że trzeba wszystko podporządkować pod tę tezę. Dlatego wszystkie wątpliwości są zbywane, lub tłumaczone grzechem pierworodnym lub wolną wolą człowieka, która szczerze mówiąc jest średnio wolną wolą, skoro konsekwencją odrzucenia Boga jest wieczne potępienie. To tak jakby twierdzić, że w ZSRR za czasów Stalina ludzie mieli wolność wyboru. Mogli siedzieć cicho i wielbić wodza, albo się sprzeciwić i trafić do łagrów lub od razu zginąć. Ale przecież mieli wybór, po prostu były konsekwencje wyboru. Ale chyba nikt nie nazwałby tego wolnością

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2026-01-03 21:45

"Radami w stylu, że muszę uznać z góry, że Bóg istnieje, przestać myśleć i grzecznie siedzieć w ławce i słuchać tego, co mówi ksiądz i Kościół".

Naprawdę w ten sposób zinterpretowałeś rady? Czy słowa zawierające warunek "Boże, jeśli jesteś, to..." są już dla Ciebie definitywnym uznaniem, że On istnieje?
Czy rada "Wyrzuć Mu swoje pretensje" oznacza dla Ciebie zaprzestanie myślenia, grzeczne siedzenie w ławce itp.?

"A jeżeli mimo adoracji modlitw i czytania Biblii nadal nie wierzę, to problem jest tylko po mojej stronie".

Przypuszczam, że masz na myśli to, co było kiedyś, a od założenia wątku nie kiwnąłeś nawet palcem w bucie.

"Kłopot jest w tym, że ja dopuszczam możliwość, że Bóg nie istnieje".

To bądź konsekwentny. Dopuszczając możliwość nieistnienia Boga, dopuszczasz jednocześnie Jego istnienie. Więc rady, o których Ci przypomniałam, a które totalnie zignorowałeś, tym bardziej pasują do Twojej sytuacji. Nie chcesz z nich skorzystać, bo uważasz, że potrafisz z góry przewidzieć rezultat.

"Nie wiem tego, może istnieć, może nie istnieć, może być inny, niż przedstawia to chrześcijaństwo"

Z pewnością Bóg jest inny, niż sobie to kiedyś wyobrażałeś. Nie spełnił Twoich oczekiwań (podobnie jak my). I właśnie z tym nie potrafisz się pogodzić. A Twoją metodą działania w relacjach, które nie rozwijają się po Twojej myśli, jest zabranie swoich zabawek i pójście do domu.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2026-01-04 00:06

Chciałeś, żeby zabolało? Poubliżać troszeczkę, poironizować, wbić szpilę, oskarżyć o sekciarstwo, o kościółkowy brak myślenia? Wiesz co, trzydzieści lat temu pewnie zabolałoby mnie bardzo. Ale teraz myślę inaczej.

Tą drogą, którą podejmujesz, nie pójdę.

"Wy z góry zakładacie...".

Przemyślałam to. Niczego nie potrzebuję, nie muszę zakładać. Założenia są operacją w porządku intelektu (i w tym porządku przeżywam całe moje raczej długie życie zawodowe, więc tu wiem, o czym mówię). Wiara jest czymś, co przekracza ten obszar, obszar rozumowania, wiedzy, założeń. Co nie znaczy, że jest bezrozumna.
Przyznam Ci się, że nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek coś zakładała w życiu wiary. Pewnie jestem szczęściarą. Tak, myślę o tym z wdzięcznością.

Twoje słowa czytam jako głos desperacji, goryczy, rozczarowania. Zabrakło innych dróg, innego MYŚLENIA, zabrakło może meritum, może otwartości, to idziesz w ataki personalne, próbujesz komuś dopiec, Twoją ucieczką jest nawrzucać tym, którzy myślą i żyją inaczej.
Taki to rodzaj bezsilności, taka bieda. No bywa.

Życzę Ci, żebyś kiedyś mógł popatrzeć innymi oczyma.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2026-01-04 03:23

"Tak przyznam, że nie przebiegała zgodnie z moimi oczekiwaniami, bo nie spodziewałem się tak sekciarskiego podejścia. Kłopot jest w tym, że ja dopuszczam możliwość, że Bóg nie istnieje"

A ja nie mogę zakładać, że Bóg nie istnieje, bo widziałam jak działa, jak odpowiada, pokazuje drogę (niektórym dosłownie), bo sam mi dał odczuć Swoją bliskość. Dla mnie istnienie Boga jest rzeczywistością, nie możliwością, którą można dopuszczać albo nie. Na ile idę za Nim, to już oddzielny temat.
Nie zgadzam się na nazywanie moich doświadczeń sekciarskimi.
Doświadczeń, które kiedyś zaczęły się od "jeśli istniejesz, to mi to pokaż".
On to wziął na serio.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2026-01-04 14:55

"Chciałeś, żeby zabolało? Poubliżać troszeczkę, poironizować, wbić szpilę, oskarżyć o sekciarstwo, o kościółkowy brak myślenia?"

A to to już Pani sobie sama dopowiedziała. Zresztą inne osoby w tej dyskusji też stosowały wobec mnie ataki, ubliżanie czy kpiący ton. Więc nie wiem, o co chodzi. Chyba że jest jednak sporo prawdy w powiedzeniu, że katolicy domagają się szacunku od wszystkich, ale nie okazują szacunku nikomu.

Zresztą polecałbym spróbować spojrzeć na Kościół tak z boku, obiektywnie, i zastanowić się, czy rzeczywiście ten w Polsce nie zaczyna przypominać sekty. I zastanowić się, czy gdyby jakaś inna organizacja, z którą nie jest Pani związana, zachowywała się w podobny sposób, czy nie budziłoby to Pani oburzenia.

"Z pewnością Bóg jest inny, niż sobie to kiedyś wyobrażałeś. Nie spełnił Twoich oczekiwań (podobnie jak my). I właśnie z tym nie potrafisz się pogodzić. A Twoją metodą działania w relacjach, które nie rozwijają się po Twojej myśli, jest zabranie swoich zabawek i pójście do domu."

No dobrze, moje wyobrażenie Boga jest niewłaściwe. Ale skąd ma Pan pewność, że wasze jest tym właściwym. Pominę nawet kwestię innych religii, jak Islam czy Hinduizm, ale przecież w samym Chrześcijaństwie jest mnóstwo odłamów, które często nie zgadzają się co do podstawowych kwestii, np. czy Jezus był Bogiem i człowiekiem, czy tylko człowiekiem. I wszystkie te odłamy powołują się na Biblię i uważają innych za odstępców.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2026-01-04 15:36

Przepraszam, ale gdy publikowałem wcześniejszą odpowiedź, nie widziałem jeszcze wiadomości od Estery.

"A ja nie mogę zakładać, że Bóg nie istnieje, bo widziałam jak działa, jak odpowiada, pokazuje drogę (niektórym dosłownie), bo sam mi dał odczuć Swoją bliskość. Dla mnie istnienie Boga jest rzeczywistością, nie możliwością, którą można dopuszczać albo nie."

W porządku, rozumiem to, szanuję i nawet zazdroszczę. A powiem jeszcze raz, mój problem polega na tym, że nigdy nie widziałem działania Boga ani w moim życiu, ani w życiu nikogo innego i nie doświadczyłem jego bliskości. Za to oduczyłem brak jego bliskości i milczenie, gdy kilka lat temu niezwykle potrzebowałem wsparcia i gorąco modliłem się o wskazanie mi drogi.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: 58 na karku (---.7.ftth.classcom.pl)
Data:   2026-01-04 18:31

Przeczytaj może jeszcze raz to, co napisałam, bo chyba nie czytałeś :)
I odpowiedz sobie na pytanie: kto Ciebie obroni przed Złym? Jezus z miłości i także po to przyszedł na świat.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2026-01-05 01:07

"No dobrze, moje wyobrażenie Boga jest niewłaściwe. Ale skąd ma Pan pewność, że wasze jest tym właściwym".

Twoje pytanie świadczy o tym, że w ogóle nie zapoznałeś się z rozważaniami, do których link Ci podałam. Albo zrobiłeś to tak pobieżnie, że nic z tego nie wyniosłeś. Przytoczę jeszcze raz, żeby nie było wątpliwości, o który link mi chodzi.

https://mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-104.htm

Nie byłeś też zainteresowany przeczytaniem świadectwa Marka, który zapomniał podać do niego link, chociaż wydawało się, że na początku jego wypowiedzi do Ciebie trafiały.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2026-01-05 13:00

Janie, najpierw oskarżasz o sekciarstwo, porównujesz Pana Boga do wodzów Związku Radzieckiego (nie wiem, ile z ZSRR pamiętasz z autopsji, nieważne), oskarżasz Kościół o zakazywanie myślenia - nie mysleć, rączki złozyc itp., a gdy te zabiegi identyfikuję jako obraźliwe i negatywnie wartościujące, uważasz, że atakuję i odmawiam Ci szacunku.
Nie dopowiedziałam sobie wątku o sekciarstwie. Być może nie pamiętasz, co piszesz. Albo np. nie sprawdziłeś solidnie definicji sekty.
Wybacz. W moim przekonaniu jest to głęboko nie w porządku.
Nie zgadzam się (nie ja jedna, podobnie pisała o sekcie np. Estera) na takie etykietowanie.

Kościół ma wiele, wiele grzechów na sumieniu, ale jakoś do definicji sekty dopasować go nie mogę. Nikt mnie od moich bliskich nie odcina. Od świata nie izoluje. Totalitaryzmu ani manipulacji nie widzę. Piszę, co chcę i gdzie chcę. Guru na tym łapy nie kładzie. Nie jestem kontrolowana. Moje zarobki są moje. To tak dla przykładu.

Można, Janie, próbować pomóc. Można się różnić. Można mieć inny punkt startu, odmienne doświadczenie życiowe. Można np. żyć 30 lat pod jednym dachem z osobą głęboko niewierzącą. Przerobiłam. Da się, pięknie, w miłości.
Tylko warto obrać inną metodę rozmawiania.

I na tym skończę.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.centertel.pl)
Data:   2026-01-05 22:22

"Janie, najpierw oskarżasz o sekciarstwo, porównujesz Pana Boga do wodzów Związku Radzieckiego (nie wiem, ile z ZSRR pamiętasz z autopsji, nieważne), oskarżasz Kościół o zakazywanie myślenia - nie mysleć, rączki złozyc itp., a gdy te zabiegi identyfikuję jako obraźliwe i negatywnie wartościujące, uważasz, że atakuję i odmawiam Ci szacunku.
Nie dopowiedziałam sobie wątku o sekciarstwie. Być może nie pamiętasz, co piszesz. Albo np. nie sprawdziłeś solidnie definicji sekty.
Wybacz. W moim przekonaniu jest to głęboko nie w porządku.
Nie zgadzam się (nie ja jedna, podobnie pisała o sekcie np. Estera) na takie etykietowanie."

Rozumiem, to tak jak mnie boli etykietowanie homoseksualistów jako "tęczowa zaraza" a ateistów jako ludzi złych, beż żadnych zasad moralnych. O ZSRR i stalinowskim terrorze wiem niestety więcej, niż chciałbym wiedzieć, choć na szczęście ze względu na wiek osobiście tego nie doświadczyłem. Niestety mój dziadek na własnej skórze go doświadczył. A o ZSRR mówiłem w kontekście wolnej woli.

"Kościół ma wiele, wiele grzechów na sumieniu, ale jakoś do definicji sekty dopasować go nie mogę. Nikt mnie od moich bliskich nie odcina. Od świata nie izoluje. Totalitaryzmu ani manipulacji nie widzę. Piszę, co chcę i gdzie chcę. Guru na tym łapy nie kładzie. Nie jestem kontrolowana. Moje zarobki są moje. To tak dla przykładu."

Kościół chce mieć całkowity wpływ na życie człowieka. Proszę zobaczyć, że np. w kwestii seksualnej Kościół chce kontrolować niemal każdy aspekt - co wolno, czego nie wolno itd. Chce też, żeby każda osoba w Polsce musiała tak postępować. Proszę nawet spojrzeć na kwestię lekcji religii w szkołach. Ile to słyszałem listów Episkopatu, że państwo dokonuje zamachu na Katolicyzm. A przecież nikt Kościołowi nie zabrania organizować katechez. Mogą to robić nawet 7 dni w tygodniu, ale po prostu poza szkołą. Tak samo jest z kwestią aborcji, eutanazji czy homoseksualizmu. Jak widać dla Kościoła to, że mają prawo praktykować swoją religię to za mało, muszą mieć decydujący i ostateczny głos w każdej sprawie. I burzą się, gdy tak nie jest.

Kościół prezentuje czarno-białą wizję świata. Jesteśmy "my", czyli ci dobrzy, i "oni" osoby poza Kościołem, ci źli. I my musimy się bronić przed tym złym, zewnętrznym światem. I że musimy "umrzeć dla świata".

Wielu księży traktuje sakramenty jako towar. Nigdy nie zapomnę opowieści, jak znajoma mojej cioci próbowała zamówić mszę. Starsza pani, niezamożna, niewysoka emerytura. I dała 50 zł. co dla niej było dużą kwotą. A ksiądz odpowiedział, że za tyle to nie odprawi. I mówię to z bólem, ale nie jest to jednostkowy przypadek. A wielu księży czy biskupów gromadzi ogromny majątek i wystawiają sobie wspaniałe pałace. A od wiernych wymagają nieprzywiązywania się do bogactw.

Jeśli chodzi o to grzeczne siedzenie w ławce i niemyślenie. Przeszedłem naukę religii w szkołach, miałem różnych katechetów. Tylko dwóch próbowało poruszać jakieś ambitniejsze tematy. Reszta ograniczała się do zmuszenia nas do wkucia Małego Katechizmu, straszenia piekłem, poruszaniem tematów o in-vitro i aborcji i mówieniem, jak niechrześcijanie są złymi ludźmi. I to tyle, naprawdę. A na wszelkie pytania reagowali agresją. I naprawdę rzadko mieliśmy (w szkołach katolickich) jakieś lekcje o Jezusie czy jego nauczaniu. Tak jakby On się zupełnie nie liczył. I w rozmowie z moimi rówieśnikami wiem, że niektórzy mieli jeszcze gorsze doświadczenia. Nie wiem, moim zdaniem nie pokazuje to, żeby Kościół zachęcał do samodzielnego myślenia. Mój dobry znajomy, który kiedyś podzielił się z księdzem wątpliwościami dotyczącymi wiary usłyszał: "Ja to nie rozumiem osób, które wątpią".

Za odejście od Kościoła nie ma (przynajmniej w dzisiejszych czasach) kary typu spalenie na stosie. To prawda. Ale w wielu miejscach taka decyzja nadal spotyka się z ogromnym ostracyzmem społecznym. Poza tym Kościół głosi, że jak odejdziesz, czeka cię potępienie i wieczne męki. A sam proces wyjścia z Kościoła, jak apostazja, nie jest aż tak łatwy.

Dlatego pozwoliłem sobie wyciągnąć wniosek, że Kościół katolicki w Polsce ma znamiona sekty. A jeżeli nie sekty, to organizacji o dość wątpliwym sposobie postepowania.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2026-01-06 20:22

Janie, odpowiedz SOBIE na pytania:

1. Czy Ty naprawdę chcesz uwierzyć w Boga?
2. Jeśli tak, to czy Twoja najnowsza aktywność na forum (ataki na Kościół w stylu lewicowych aktywistów) zbliża Cię do tego celu?
3. Skoro uważasz, że Twoja edukacja religijna była beznadziejna, to co konkretnego zrobiłeś po jej ukończeniu, żeby uzupełnić braki i skorygować źle przedstawione zagadnienia? Ile włożyłeś w to czasu i wysiłku?
4. Czy faktycznie nie masz za bardzo z kim porozmawiać o dręczących Cię wątpliwościach? Czy może nie chce Ci się poszukać takiej osoby, a pisząc na forum, poszedłeś po prostu na łatwiznę?
5. Czy próbowałeś szukać wartościowych materiałów w Internecie? Czy przejrzałeś chociażby zasoby serwisu 'Katolik.pl'?
5. Czy zdajesz sobie sprawę, że zostałeś potraktowany przez moderatora (księdza) z wyjątkową wyrozumiałością (to nie jest forum dla dyskutantów), i że swoją coraz bardziej zadziorną postawą marnujesz tylko swoje szanse na zbliżenie się do zadeklarowanego przez Ciebie celu ("chciałbym szczerze uwierzyć w Boga").

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2026-01-06 21:59

1. Nie wiem. Po tej całej dyskusji nie wiem, czy jeżeli Bóg rzeczywiście jest taki, jak tutaj go Państwo przedstawiają, czy chciałbym w niego uwierzyć. Nawet jeżeli miałbym pewność, że istnieje. Z powodów, o których już pisałem.

2. Była do odpowiedź na to, dlaczego Kościół w Polsce postrzegam jako sektę. Poza tym nawet jeżeli są to ataki podobne to tych formułowanych przez środowiska lewicowe, to czy to czyni je nieprawdziwymi?

3. Wbrew pozorom sporo, bo trochę czasu już upłynęło od zakończenia liceum. Z rzeczy, które zrobiłem, to regularne Pisma Świętego, próba szukania wartościowych filmów czy stron, gdzie tłumaczone są zasady wiary. I kilkuletni wolontariat w kościele, podczas którego naprawdę dużo z siebie dałem. Wiele się wtedy dowiedziałem, dostrzegłem też, że niestety wiele rzeczy, które głoszą księża, są niezgodne z nauczaniem Kościoła, a przynajmniej mocnym wypaczeniem. I wtedy zmieniło to mój stosunek na raczej pozytywny. Ale słuchałem też kilka wypowiedzi ateistów, żeby też zrozumieć, jak ta druga strona widzi świat. I właśnie wiele z ich odpowiedzi wydało mi się bardziej przekonujących, niż te prezentowane przez Chrześcijaństwo.

4. Jeżeli mam być szczery, to w moim środowisku znam naprawdę garstkę osób, które w ogóle chodzą do Kościoła. A w moim wieku to nie znam nikogo, wszyscy moi znajomi, którzy byli katolikami, poodchodzi już dawno od Kościoła. I są jeszcze bardziej agresywnie nastawieni do Kościoła niż ja, choć wiem że może trudno to sobie wyobrazić. Z rodzicami nie chcę o tym mówić, bo wiem jak ogromną przykrość bym im tym sprawił, gdyby dowiedzieli się o moim problemie.

5. Odpowiedziałem na to w punkcie 2. Choć co prawda nie korzystałem z tej konkretnej strony. Ale nie pomogło to w odpowiedzi na moje wątpliwości, raczej je pogłębiło.

6. Rozumiem, ale założyłem, że skoro pod moim pierwszym postem pojawiła się odpowiedź, a nie wiadomość, że to forum nie służy do dyskusji (jak po niektórymi innymi postami), to znaczy że moje pytanie jest zasadne. Jeżeli ta dyskusja jest problemem, to przecież moderator może ją usunąć lub nie publikować moim kolejnych odpowiedzi. I naprawdę w pełni to zrozumiem. A jeżeli chodzi o mój ton, to z całym szacunkiem, ale inne osoby też były w swoich odpowiedziach agresywne i ironiczne. A czy w ten sposób marnuję swoją szansę? Może, ale nie wiem, czy tą szansę mam, skoro po tej całej dyskusji jestem jeszcze bardziej negatywnie nastawiony do Boga, niż wcześniej. W sumie chciałem to zakończyć wcześniej, ale kolejne odpowiedzi, oskarżające mnie o poddanie się sprawiły, że chciałem to kontynuować.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2026-01-07 00:15

1. A jak - w Twoim odbiorze - Bóg został przez nas przedstawiony? Tego nam nie wyjaśniłeś. Skupiłeś się dotychczas na swoim własnym wyobrażeniu Boga i na swoich oczekiwaniach wobec Niego. A to wyobrażenie - w moim odczuciu - jest Jego zafałszowanym obrazem. Próbowałam Ci to zasygnalizować i zachęcić Cię do refleksji, dlaczego taki obraz w sobie nosisz.

Nie wydaje mi się, żeby bez szczerej chęci uwierzenia w Boga było to możliwe.

2. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Brzmiało ono, czy Twoja aktywność zbliża Cię do celu, jakim jest uwierzenie w Boga. Jeśli się chce cel osiągnąć, to trzeba do niego dążyć, a nie rozpraszać się na czymś innym.

3. Czy ktoś doświadczony pomagał Ci w interpretacji Pisma Świętego? Brałeś udział w kursie biblijnym? Czy umiesz wskazać jakichś biblistów, którzy byliby do Ciebie autorytetami, zwłaszcza gdy chodzi o znajomość Starego Testamentu? Czy sięgnąłeś po Katechizm Kościoła Katolickiego?

4. Nie miałam na myśli rozmów z rodzicami (to wyjaśniłeś na wstępie) ani tym bardziej konsultacji z kolegami :) Chodziło o dotarcie do osób posiadających rzetelną wiedzę teologiczną. Mogą to być np. księża, niekoniecznie z Twojej parafii (trzeba się liczyć, że nie każdy ma predyspozycje, czas etc.). Mogą też być osoby świeckie, jak np. Marek, który pierwszy do Ciebie wyciągnął tutaj rękę, i z pewnością mógłby Ci wiele spraw wyjaśnić, gdybyś zechciał go posłuchać.

5. Czy masz jakąś techniczną trudność w wyszukiwaniu interesujących Cię tematów na 'Katoliku'? Czy Ci się nie chce wysilić? Tu jest i czytelnia, i forum pomocy, i dyskusji.

6. Czyli moje słowa o poddaniu się wyrażające troskę o Ciebie odebrałeś jako oskarżenie. Nad takim drażliwym i niewłaściwym odbiorem komunikatów można popracować. Nawet samodzielnie. Polecam książkę E. Sujak - ABC Psychologii Komunikacji.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2026-01-07 00:46

Wiesz, ja pamiętam czasy, kiedy religii wreszcie można było uczyć w szkole. Pamiętam, jaką radością było to, że na ścianie w tejże szkole można było zawiesić krzyż. To było nieco ponad 30 lat temu. Kto Ciebie, kto Was młodych przekonał, przekabacił, zmanipulował, że to, co było wyrazem wolności, teraz staje się symbolem "narzucania", "przekonywania", "przejęcia wpływu"?
Jeśli tak łatwo dałeś się zmanipulować w kwestii nauczania religii, jaką mamy, Ty, ja, pewność, że reszta Twoich poglądów na Kościół, na Boga ma cokolwiek wspólnego z prawdą?
Ja znam inny Kościół niż ten, który Ty przedstawiasz.

BTW: wiesz w ilu krajach europejskich religii nie ma w szkole? Poszukaj, a zdziwisz się. Podpowiedź: na pewno starczy Ci palców.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2026-01-07 20:05

W odpowiedzi do Estery

"Kto Ciebie, kto Was młodych przekonał, przekabacił, zmanipulował, że to, co było wyrazem wolności, teraz staje się symbolem "narzucania", "przekonywania", "przejęcia wpływu"?"

Spróbuję to wytłumaczyć, choć dodam że mówię na podstawie moich doświadczeń i rozmów ze znajomymi.

Lekcje religii w Polskich szkołach to niestety jest patologia. Przepraszam za tak decydowane stwierdzenie. I nie chodzi mi o sam zamysł, bo wierzę że intencje były szczytne, ale to poległo na wykonaniu. Pamiętam, jak jedna moja koleżanka (chodziła do innej szkoły niż ja) powiedziała że zrezygnowała z chodzenia na lekcje religii, bo katechetka po prostu mówiła tylko i wyłącznie o aborcji. I w drugim roku liceum zrezygnowała. Nie z powodu utraty wiary, ale z powodu nauczyciela. Bo powiedziała, że ile razy można słuchać dokładnie tego samego.

Ja niestety do dziś pamiętam, jak w trzeciej klasie liceum mieliśmy księdza, który był dość dziwną osobą. Niemal wszystkie katechezy dotyczyły tematów seksualności i zboczeń seksualnych, a sam ksiądz niejednokrotnie wypowiadał w naszą stronę uwagi, które miały chyba być żartobliwe, ale były dla wielu z nas strasznie kłopotliwe. I powiem szczerze, wtedy byłem bardzo wierzący, ale gdybym miał taką możliwość, to bez wahania zrezygnowałbym z chodzenia na lekcje religii u tej osoby. Nie mogłem bo to była szkoła katolicka, i religia była obowiązkowa, ale gdybym mógł, to bym to zrobił. Jak zresztą cała moja klasa. Jeszcze do dziś mrozi mnie na wspomnienie tego katechety. I niestety takich historii o dziwnych katechetami znak kilka, a w internecine jest ich sporo. Więc łatwo się domyślić, że jak jakieś młode osoby trafią na takiego księdza, zakonnicę czy świeckiego nauczyciela, to ich stosunek do lekcji religii raczej nie będzie pozytywny.

Ale poza tym nieprzyjemnym doświadczeniem lekcje religii w większości były nudne. Najczęściej puszczano nam jakiś film (nie zawsze o tematyce religijnej) i tego nauczania było mało. W sumie tylko dwa razy trafiłem na naprawdę fajnych księży, którzy starali się poruszać ambitniejsze i głębsze tematy dotyczące wiary. Ale to są niestety wyjątki.

I to jest myślę jeden z powodów, dla których wielu młodych ludzi postrzega je negatywnie. Choć z drugiej strony to pewnie jest osobny temat na inne forum, dlaczego po lekcjach polskiego młodzież nie chce czytać, mimo nauki geografii nie jest w stanie wskazać na mapie Francji, mimo nauki historii nie wie nic lub prawie nic o dziejach naszego kraju i tak dalej. Może w tym sensie lekcje religii idealnie wpisują się w kontekst polskiego systemu edukacji.

Ale tu jest drugi problem. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego Episkopat tak upiera się przy utrzymaniu modelu, który po prostu nie działa. Bo statystyki są dość nieubłagalne, większość młodych ludzi do kościoła nie chodzi i nie chce mieć z wiarą nic wspólnego. I oczywiście, to nie jest tak, że jedynym winnym tego stanu są lekcje religii, ale ewidentnie tam coś nie działa. Zresztą nie zapomnę jednego wydarzenia. Na pewno pamięta pani Strajk Kobiet po ogłoszeniu wyroku Trybunału w sprawie aborcji. Ja wtedy byłem w Anglii, ale pamiętam ten moment, gdy na Facebooku zboczyłem, jak większość moich koleżanek (dodam że ze szkół katolickich) wstawiło na zdjęcie profilowe tą błyskawicę, która była symbolem Strajku Kobiet. I to wiele takich, które w czasach liceum wydawały się osobami głęboko wierzącymi. Dlatego mówię, że coś tu nie działa.

No i trzecia rzecz. Kościół w Polsce niestety dość mocno związał się z pewną partią polityczną i nawet teraz ma istotny wpływ na wiele podejmowanych decyzji. Nie chcę oceniać, czy to dobrze czy źle, ale na przykład niemożność zawierania małżeństw homoseksualnych jest wynikiem zasad wiary katolickiej. A wielu młodych ludzi tego nie rozumie. Nie rozumie, dlaczego Kościół chce w pewnym sensie wymusić na osobach niewierzących dostosowanie się do katolickich zasad moralnych. I lekcje religii, które bardzo często są katechezą, też są postrzegane jako próba dominacji kościoła we wszelkich aspektach życia Polaków, także ateistów.

"Ja znam inny Kościół niż ten, który Ty przedstawiasz."

A ja niestety znam Kościół dużo bardziej mroczny i nieprzyjemny. Ale nie neguję Pani doświadczenia i cieszę się, że Pani mogła doświadczyć takiego Kościoła. Przepraszam, strasznie się rozpisałem.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Jan (---.31.46.37.mobile.internet.t-mobile.pl)
Data:   2026-01-07 20:28

W odpowiedzi do Z.

Przyznam, że przemyślałem to, o czym Pani napisała, i faktycznie widzę, że zrobiłem błąd i źle postawiłem pytanie.

Nie powinienem był pisać, że moim celem jest uwierzenie w Boga. Chodzi mi rzeczywiście o coś innego. Zabrzmi to może strasznie górnolotnie, ale chciałbym poznać prawdę, czy może zdobyć pewność, że to, w co wierzę i na czym opieram swoje życie, jest prawdą. I mieć dzięki temu jakieś poczucie stabilności w świecie.

Bo kiedyś takie poczucie dawał mi Kościół, ale potem człowiek zaczął dorastać, widzieć coraz więcej i z wielu powodów w moich oczach Kościół stracił autorytet moralny.

Może jest to nadużywany cytat, ale w książce Lema "Głos Pana" pojawia się dość znany cytat: "Ateistą jestem z powodów moralnych. Uważam, że twórcę rozpoznajemy poprzez jego dzieło. W moim odczuciu świat jest skonstruowany tak fatalnie, że wolę wierzyć, iż nikt go nie stworzył"

I niestety trochę się z Lemem zgadzam. Świat ostatni pogrąża się w nieprawdopodobnym chaosie. Chyba niewiele przesadzę, jeżeli powiem, że niemal co tydzień ma miejsce jakiś incydent, który może doprowadzić do kolejnej wojny światowej. Młodzi ludzie praktycznie nie widzą szans na zakładanie rodzin. Inni mówią, że Sztuczna Inteligencja może wielu ludzi pozbawić pracy. Klimat ma się zmienić do tego stopnia, że życie na Ziemi będzie niemożliwe. I jak w takiej sytuacji uwierzyć, że nad tym wszystkim czuwa Bóg i że jest w tym jakiś głębszy sens? I że ten świat jest dziełem wszechmogącego, wszechwiedzącego i dobrego Boga.

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Magdalena (---.centertel.pl)
Data:   2026-01-07 21:36

Zastanawiam się, czy ten "tasiemiec" przebił się na podium i zajął 1 miejsce, czy mu jeszcze cosik brakuje do lidera ? .. :))

Pozdrawiam Moderację.

-------

84 odpowiedzi w wątku? W ostatnich latach być może, jednak w mojej pamięci (a moderuję od 2001 r.) jest ponad 500 odpowiedzi w wątku (na szybko nie potrafię go namierzyć). Było to grubo ponad 10 lat temu (może nawet 15 lat), gdy media społecznościowe nie były jeszcze tak rozwinięte.
moderator

 Re: Nie jestem w stanie uwierzyć w Boga
Autor: Ζ (---.res.spectrum.com)
Data:   2026-01-08 20:45

Janie, odniosłam wrażenie, że Twoje postrzeganie Kościoła jest bardzo zawężone, ograniczone do jednego aspektu, jakim jest moralny upadek (niektórych przedstawicieli hierarchii). Nie gniewaj się, ale jest to w pewnym sensie perspektywa dziecka, które jest rozczarowane odkryciem, że dorośli, z których miało brać przykład, nie są wcale tacy idealni, jak mu się kiedyś wydawało. Dlatego przydałoby się to zawężone spojrzenie na Kościół pogłębić. Zajrzyj na przykład tutaj:
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TF/swiety_kosciol_swiety.html

Z kolei w swojej ocenie dzieła Stwórcy zdajesz się pomijać niezwykle istotny aspekt - pełnię szczęścia w życiu wiecznym. To też jest krótkowzroczność dziecka, które jest skupione wyłącznie na tym co tu i teraz.

Chcesz poznać prawdę? To zacznij szukać dobra na świecie i jego źródeł. Ale nie z mniejszym zapałem, niż krążysz wokół zła. Bo z Twoich wpisów przebija jedno: szklanka jest zawsze do połowy pusta.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: