Autor: Iga (---.centertel.pl)
Data: 2025-12-31 23:33
Chciałabym się odnieść do wypowiedzi Mateusza. W trakcie studiów miałam podobne podejście: studia na pierwszym miejscu, a wszystko inne dopiero, jeśli te obowiązki będą doskonale spełnione. Efekt? Próbowałam być w kilku wspólnotach, ale ostatecznie w żadnej nie zostałam na dłużej. Do jednej wracałam co jakiś czas, ale z ciągłymi przerwami, bo mówiłam sobie: dziś nie mogę pójść na spotkanie, bo na jutro muszę się nauczyć tego i tego, a na czwartek tego, i mam lekturę do przeczytania. Jak juz gdzieś poszłam, to miałam wyrzuty, że coś innego znaiedbałam. Frustracja rosła. I przez to w sumie nie nawiązałam żadnych trałych relacji w tej czy innej grupie, bo za rzadko się pojawiałam, kontakty były nieregularne, a z samych treści duchowych też niewiele zostało. Studiów ostatecznie nie skończyłam, z przemęczenia i nieporadzenia sobie ze wszystkim, i jednocześnie nie mając zbytnio do kogo zwrócić się o wsparcie, bo przecież nie miałam bliskich relacji.
Nie mam zamiaru namawiać do lekkiego traktowania studiów, tylko zwrócić uwagę na fakt, że studia to nie tylko nauka. Oczywiście ona jest ważna, przygotowywanie się do zajęć również. Tylko moim zdaniem na studiach nie da się zrobić wszystkiego i trzeba też trochę odpuszczać, znajdować czas na odpoczynek, na relacje, inne zajęcia, bo to jest nauka dorastania, dojrzewanie w człowieczeństwie, nabywanie innych przydatnych umiejętności życiowych, zaradności itp. Często inne aktywności (duszpasterstwo, ale też jakieś dodatkowe warsztaty, wydarzenia) mogą nas nauczyć dużo więcej i przynieść większą korzyść niż jakiś egzamin zdany na 5. Szczególnie w dzisiejszych czasach pracodawcy nieraz bardziej patrzą na zdobyte doświadczenie niż wyróżnienie na pracy dyplomowej (choć papier zawsze warto mieć). Choć należy zdobywać rzetelną wiedzę, to równie ważne jest umieć informacje szybko znajdować i wykorzystywać w praktyce (z pewnością wiele zależy też od specyfiki danego zawodu).
Jeszcze jedno: myślę, że celem osoby pytającej raczej nie jest szukanie wspólnoty, żeby ją podtrzymać przy życiu i istnieniu, bo nie ma kto w niej działać i zrobić oprawy na Mszę; tylko raczej celem jest, by z tej wspólnoty czerpać w wieloraki sposób (i w tym również dawać coś od siebie: czerpać relacje, doświadczenia, umacniać i rozwijać wiarę), i mieć odskocznię, a nie tylko zakuwać przez 5 lat. Mieć czyjeś wsparcie. Przecież właśnie po to są duszpasterstwa akademickie - nawet z nazwy: dla studentów. Czyli z założenia są dla nich, są na czas studiów, więc tymczasowo. Nie dla osób młodszych, które mają mniej obowiązków. Dziwnym mi się wydaje podejście odstawienia zaanagażowania się w grupy religijne na te 5 lat. Przecież te lata już nie wrócą. To jakby chcieć zatrzymać swój rozwój, swoje życie na te kilka lat, bo muszę w tym czasie zająć się nauką. A potem wrócę do życia. Moim zdaniem całkowicie błędne i szkodliwe podejście.
Oczywiście każdy musi znaleźć swoją miarę i też NIE MA obowiązku być w jakiejkolwiek wspólnocie. Ale warto mieć relacje i inne zainteresowania, aktywności poza salą wykładową i wkuwaniem do kolokwium. Nie szukać na siłę, ale też być otwartym, próbować. Jeśli trafi się coś, co daje nam radość i gdzie dobrze się czujemy - to po to to jest i należy z tego korzystać.
Tyle ode mnie. Osobie pytającej życzę powodzenia i otwartości na nowe, bez lęku, oraz dystansu.
|
|