logo
Piątek, 02 października 2020 r.
imieniny:
Racheli, Sławy, Teofila – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Danuta Piekarz
Gdy Bóg ma ludzkie serce
eSPe
 


Gdy Bóg ma ludzkie serce
 
Ewangelie zawierają zdumiewające bogactwo opisów uczuć Jezusa.
 
Jezus Słowo „uczucia” wydaje się nam niezbyt odpowiednie, gdy mówimy o Jezusie. Na pewno w znacznej mierze wpłynęły na to Jego wizerunki, do których jesteśmy przyzwyczajeni: ckliwe spojrzenie, słodkawy uśmiech bliższy gwiazdom Hollywoodu niż Jezusowi z Ewangelii. Czy taki ktoś może coś odczuwać?!
A jednak Ewangelie mówią wyraźnie o różnych uczuciach Jezusa, wspominają Jego radość, smutek, zdziwienie... Spróbujmy – na ile jest to możliwe – zajrzeć do Serca Jezusa, ograniczając się tylko do stwierdzeń, które wynikają wprost z ewangelicznych opisów.
 
Miłość
 
Kogo Jezus kochał? Najprostsza odpowiedź brzmi: kochał Ojca. Jednak, choć całe Jego życie było odpowiedzią na miłość Ojca, tylko raz Ewangelista zapisał nam wyznanie tej miłości, i to w jakże znamiennym kontekście: w Wieczerniku, tuż przed męką, Jezus stwierdza: Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca... Wstańcie, chodźmy stąd! (J 13,31).
Kochał też uczniów: umiłowawszy swoich... do końca ich umiłował (J 13,1). Miał również przyjaciół: miłował rodzinę Łazarza, miał umiłowanego ucznia, znamy też jednego człowieka, na którego Pan spojrzał z miłością: był to... bogaty młodzieniec, który nawet pod wpływem tego wzroku nie potrafił oderwać się od swoich bogactw.
 
Radość
 
Ewangelie, które tylekroć mówią o radości, rzadko wspominają o radości samego Jezusa. Ta radość jest zawsze związana z realizacją Bożych planów. Jezus raduje się w Duchu Świętym, że Ojciec zakrył pewne sprawy przed mądrymi i roztropnymi, a objawił je prostaczkom (por. Łk 10,21) – zachwyca się wolą Ojca. Dla Niego wola Boga nie jest dopustem, który trzeba przyjąć (no cóż... taka była wola nieba...), ale przejawem najwyższej mądrości, którą On, Syn, całkowicie akceptuje.
Zdziwić nas może natomiast drugi tekst mówiący o radości Jezusa: gdy dowiaduje się o śmierci Łazarza, stwierdza: raduję się, że Mnie tam nie było, żebyście wierzyli (J 11,15). Wobec Bożej wszechmocy śmierć ludzkiego ciała nie jest przeszkodą – jedyną zaporą, przed którą Bóg się zatrzymuje, jest wolna wola człowieka. Dlatego, mimo całego swego dramatyzmu, śmierć Łazarza jest też powodem do radości Jezusa, gdyż jego wskrzeszenie umocni wiarę uczniów.
Przed odejściem do Ojca Jezus ukazuje uczniom piękno życia, które stanie się ich udziałem dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu: wprowadza ich w życie Trójcy, w zażyłość z Ojcem niebieskim; dla Jezusa oznacza to podzielenie się z uczniami swoją odwieczną radością: To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (J 15,11).
 
Litość
 
Jezus okazuje litość tłumom: litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni jak owce nie mające pasterza (Mt 9,36) i cierpiącym: niewidomych pod Jerychem: zdjęty litością dotknął ich oczu (Mt 20,34), trędowatego: zdjęty litością wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: „Chcę, bądź oczyszczony” (Mk 1,41), matki młodzieńca z Naim, która po śmierci jedynego syna byłaby zdana na łaskę otoczenia...
Zauważmy jednak, że litość Jezusa nie jest użalaniem się, ale prowadzi do konkretnego działania. Łzy, narzekanie niczego nie zmienią! On sam ukazuje to płaczącym niewiastom na drodze krzyżowej: Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą! (Łk 23,28).
 
Zdziwienie
 
Tylko jedno potrafi wywołać zdziwienie Jezusa: wielka wiara człowieka – zwłaszcza takiego, od którego trudno byłoby się jej spodziewać (wiara setnika: zadziwił się nad nim (Łk 7,9) i Syrofenicjanki: O, niewiasto, wielka jest twoja wiara (Mt 15,28) – a także brak wiary u tych, którzy najprędzej powinni byli uwierzyć – u mieszkańców Nazaretu: dziwił się też ich niedowiarstwu (Mk 6,6) i uzdrowionych: Czyż nie dziesięciu zostało uzdrowionych? Gdzie jest dziewięciu? (Łk 17,17)
 
Wzruszenie
 
Płacz i wzruszenie Jezusa dostrzegamy w trzech scenach ewangelicznych: płacz nad Jerozolimą (por. Łk 19,41), wzruszenie i łzy wobec śmierci Łazarza i żałoby jego bliskich (por. J 11,33.35.38), wreszcie w Wieczerniku, gdy zapowiadał zdradę Judasza, wzruszył się do głębi i tak oświadczył: „Jeden z was Mnie wyda” (J 13,21). Jezus kocha swoją ojczyznę i jej stolicę, która ma być zburzona, podziela ból tych, którzy tracą kogoś bliskiego (nawet jeśli za chwilę przywróci go do życia), przeżywa też boleśnie fakt, że zdradzi Go jeden z wybranych uczniów.
 
Smutek i osamotnienie
 
Samotność? Chyba nieporozumienie! Jezus przecież zawsze jest otoczony tłumami, ma przy sobie Dwunastu... a jednak w głębi serca jest bardzo osamotniony, gdyż nawet ci, którzy są Mu najbliżsi, nie rozumieją Go: Jezus nie zawierzał im siebie, gdyż wiedział, co jest w człowieku (J 2,24). Uczniowie tyle razy okazywali tępotę, tłumy czekały przede wszystkim na niezwykłe znaki, nie przyjmując całej prawdy Jego posłannictwa... Jezus skarżył się: O plemię niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze mam być z wami, jak długo mam was znosić! (Mt 17,17) A jednak znosi nas, tak bardzo podobnych do ówczesnych uczniów, od dwóch tysięcy lat! Wciąż powtarza się dramat osamotnienia, który rozegrał się, gdy Jezus zapowiedział największy dar miłości – dar Eucharystii – a wielu uczniów opuściło Go, nie umiejąc pojąć tych słów.
Dramat smutku i osamotnienia Jezusa jawi się szczególnie wyraźnie w chwili konania w Ogrójcu: Począł drżeć oraz odczuwać trwogę... Smutna jest moja dusza aż do śmierci, zostańcie tu i czuwajcie ...Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? (por. Mk 14,33-37). Natomiast w ewangelicznych opisach męki daremnie szukalibyśmy wzmianek o uczuciach Jezusa (pomijając okrzyk: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił, który trudno nam dziś jednoznacznie interpretować, gdyż nie wiemy, czy należy w nim widzieć okrzyk osamotnienia, czy raczej - zważywszy na całą treść tego psalmu - głos heroicznej nadziei). Ewangeliści milczą z szacunkiem o tych uczuciach bólu, poniżenia, wyszydzenia, które możemy przecież sami odgadnąć...
 
Oburzenie
 
Oburzenie nie jest tym samym, co gniew, nienawiść, wściekłość. Nienawiść jest skierowana przeciwko człowiekowi, dąży do wyrządzenia mu krzywdy; ten, kto nienawidzi, kto kieruje się gniewem, łatwo traci kontrolę nad sobą. Oburzenie natomiast to zdrowa reakcja na zło, która ma na celu doprowadzenie sprawcy do opamiętania, a nie do zagłady (nawet jeśli czasem trzeba uciec się do środków, które mogą być dla niego niezbyt przyjemne – jak choćby wypędzenia przekupniów ze świątyni).
Kilkakrotnie widzimy Jezusa oburzonego (na przykład gdy Apostołowie nie pozwalają dzieciom przyjść do Niego), ale nigdy nie kieruje się On nienawiścią. Św. Marek, wspominając o gniewie Jezusa z powodu reakcji niektórych świadków uzdrowienia w szabat, wyjaśnia, jak mamy rozumieć to słowo: Jezus spojrzał na nich dookoła z gniewem, zasmucony z powodu ich niedowiarstwa (Mk 3,5).
 
W Ewangeliach mamy portret Jezusa – prawdziwego Człowieka, kochającego i cierpiącego, zdumionego i rozczarowanego... Można żałować, że ewangeliści nie napisali nam więcej - o Jego serdecznych uczuciach do Maryi i Józefa, o uśmiechu do dzieci, które brał w ramiona... Ale przecież z tekstów opisowych możemy wywnioskować przy odrobinie wyobraźni, co mógł odczuwać Jezus w danej chwili. Może ktoś powiedzieć: „Ale po co?” Odpowiedź znajdujemy u św. Pawła, który stwierdza, że Bóg przeznaczył nas na to, abyśmy się stali na wzór obrazu Jego Syna (Rz 8,29) i radzi, by ożywiało nas to dążenie, które też było w Chrystusie (por. Flp 2,5). Oto najlepszy wzór człowieczeństwa, prawdziwy Człowiek przez duże „C”, od którego można uczyć się wszystkiego - także pięknych ludzkich uczuć. Uczcie się ode Mnie... a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych (Mt 11,29).
 
Danuta Piekarz
 
Zobacz także
Marta Wielek
Pismo Święte pokazuje, że wszyscy ludzie od początku świata mają do czynienia z misterium Chrystusa, czyli z miłością Bożą, która objawiła się w pełni dopiero w Jezusie. Człowiek nadal nie może jej całkowicie rozpoznać, bo w naszej rzeczywistości jest również obecny grzech...
 
Z o. Jackiem Bolewskim, jezuitą, teologiem i pisarzem, profesorem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie, zajmującym się teologią dogmatyczną i zagadnieniami związanymi z duchowością i mistyką, rozmawia Marta Wielek.
 
 
Fr. Justyn
W jakim języku rozmawiał Jezus?
 
S. Teresa Paszkowska
Stwierdzenie św. Pawła dotyczące ilości "mędrców, możnych, szlachetnie urodzonych" w gronie powołanych przez Chrystusa nie straciło nic na aktualności. "Niewielu" - to właściwa ocena stanu rzeczy; a zarazem pretekst do pytania o Boże kryterium doboru tych, których On sam chce przywołać. Bóg nie stosuje ludzkich ocen przy doborze tych, których chce mieć bliżej i których zamierza posyłać...
 
 
___________________
 
 reklama