logo
Piątek, 27 maja 2022 r.
imieniny:
Amandy, Jana, Juliana, Augustyna – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Wojciech Jędrzejewski OP
Głęboki, spokojny oddech
Przewodnik Katolicki
 


Dlaczego pokora jest tak ważna? Ponieważ stanowi powietrze dla dwóch płuc, którymi oddycha spełniające się życie.
 
Pierwszym płucem jest własny rozwój, drugim zaś – zaangażowanie w dobre rzeczy czynione z myślą o innych. Oba są połączone i współdziałają ze sobą.
 
Płuco pierwsze: zmiana
 
Był okres w moim życiu, kiedy nadużywałem słowa „przepraszam”. Któregoś razu mój przyjaciel zamiast – jak robił to dotychczas – przyjąć moje kajanie się, powiedział: „Wojtek, ty mnie już więcej nie przepraszaj, ty się wreszcie zmień!” Do dziś pamiętam oburzenie, które mną zawładnęło. Jak on śmiał! Tak zszargać moje pokorne przyznanie się do błędu! Nie widzi jak się staram? Ślepy jest na moje próby pokonywania własnej słabości? Nie umie tego docenić? Co za gbur! Moja reakcja – ani na etapie przeprosin, ani tym bardziej po bolesnej uwadze przyjaciela – nie miała w sobie nic z pokory.
 
Pokorny człowiek do końca swych dni odkrywa potrzebę zmiany w sobie samym. Nie robi jednak tego, by przekonać innych, że jest w porządku. Nie po to, by uniknąć odrzucenia. Robi to, ponieważ chce coraz dojrzalej kochać i przyjmować miłość. Wie, że bez zmiany ma zbyt ciasne serce, by tak się mogło dziać. O jaką jednak dojrzałość tu chodzi? Ma to wszystko związek z tym co, św. Paweł nazywa dorastaniem do doskonałości, do miary wielkości według pełni Chrystusa (Ef 4, 13). Oto w spojrzeniu Boga na mnie widzę równocześnie, kim jestem oraz kim mogę się stawać. I wiem, że nie zrobię tego własnymi jedynie siłami. Skala tego przeobrażenia jest tak ogromna i głęboka, że może się dokonać jedynie w pokornym współdziałaniu z moim Stwórcą.
 
Decyzja na zmianę wymaga pokory, ponieważ wiąże się często z przyznaniem, że w jakimś swoim przekonaniu myliłem się; w określonej postawie wobec ludzi okazałem się niedojrzały; jakaś strategia mojego działania okazała się mało przemyślana itd. Na ile jestem gotów zmienić sposób patrzenia na samego siebie? Co już zrobiłem w tej sprawie?
 
Tony Stolzfus, amerykański coach, opisał trzy etapy na drodze do zmiany każdej trudnej sytuacji (może nią być zarówno relacja z kimś bliskim, jak i to, co nas przerasta w zawodowym zaangażowaniu). Pierwszy etap polega na próbie przetrwania kryzysu, której jednak brakuje refleksji i wyciągania wniosków. Drugi wyraża się w sięganiu po zewnętrzne środki mające zmienić sytuację (np. więcej rozmów ze współmałżonkiem czy dziećmi, zmniejszenie liczby godzin pracy). Lecz i na tym etapie brakuje poważniejszej refleksji nad sobą. Szansa na rzeczywistą zmianę wyłania się dopiero na poziomie, który Stolzfus nazywa zaangażowaniem serca. Tu „pozwalamy, żeby okoliczności doprowadziły nas do fundamentalnego przewartościowania na poziomie naszej tożsamości i przekonań”.
 
Biblia nazywa tę przemianę metanoią, co z greki tłumaczymy jako „nawrócenie”. Chodzi o coraz głębszy i spokojniejszy oddech zmiany, dokonującej się dzień za dniem, decyzja za decyzją, myśl, za myślą, słowo za słowem. Amerykański franciszkanin R. Rohr napisał: „Biblia nie uzależnia jednak czekającej nas przemiany od naszej wiedzy czy sprytu. Mówi natomiast, że klucz do niej skrywa się w jednym z ulubionych i najtrudniejszych do znalezienia schowków Boga – w pokorze”.
 
Płuco drugie – współdziałanie
 
Wielokrotnie byłem świadkiem, jak wiele znakomicie rokujących pomysłów, planów i podjętych już przedsięwzięć rozpadało się z jednego prostego powodu: braku umiejętności współdziałania.
 
Święty Paweł porównał Kościół do ludzkiego ciała, będącego niesłychanie złożonym organizmem, w którym żadna jego część nie wynosi się nad inne. „Liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna», albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was». Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze...” (1 Kor 12,20-22). Pokora to sztuka współdziałania z innymi, zwłaszcza z tymi bardzo innymi ode mnie.
 
Mój dobry znajomy, który od wielu lat organizuje w Szczecinie sesje poświęcone ważnym tematom współczesności, prosi o pomoc woluntariuszy, którzy często nie są ludźmi bardzo biegłymi w kwestiach organizacyjnych. Zdanie się na ich pomoc wymaga od niego dużej cierpliwości (to inne imię pokory). Zasadniczo – większość tych obowiązków szybciej wykonałby sam. Ale przy tego typu przedsięwzięciu niezwykle ważną kwestią jest właśnie umiejętność współpracy, która pomaga odkrywać innym ich zdolności i możliwości.
 
Kiedy podejmujemy współpracę, nie da się tego zrobić bez pogodnej otwartości na siebie nawzajem. Chodzi o szczere przekonanie, że kiedy robimy coś razem, wyłania się nowa jakość. Jestem więc ciekaw twojego punktu widzenia. Pozwalam się zaskoczyć pomysłom, na które nigdy bym nie wpadł. Widzę wartość w odmienności naszych perspektyw, a różnicę postrzegam jako szansę. Pokora jest tu zdolnością równoczesnego wycofywania się i obecności. Moją uważnością stwarzam ci miejsce, ale zarazem – bez fałszywej pokory – widzę, co mam do oferowania z mojej strony. Pokora pozwala stawiać pytania, nie zakładając z góry odpowiedzi: szukamy jej razem w przekonaniu, że głębia prawdy przerasta nawet najtęższą, pojedynczą głowę.
 
Dwaj ostatni kanonizowani papieże, Jan XXIII i Jan Paweł II, stworzyli kilkanaście komisji przy Watykanie, które stały się okazją do twórczego zderzenia myśli i poszukiwań. Przy tak szerokich horyzontach, jakie posiadali, obaj papieże czuli potrzebę konsultacji, spotkania, wspólnej drogi. Przez te komisje przewinęło się mnóstwo ludzi z różnych światów intelektualnych i duchowych, doświadczając siły i piękna pokornej współpracy w dążeniu do prawdy. Myślę, że na niższym szczeblu, w naszych wspólnotach parafialnych wiele jest wciąż wzajemnych obaw przed takim otwartym spotkaniem i współdziałaniem. Tyle dobra czeka na odkrycie we współpracy – a droga do niego wiedzie przez drzwi pokory.
 
Bill Wilson, jeden z założycieli Anonimowych Alkoholików, napisał że zasada, która pozwalała uciszać niepokoje o jedność tak trudnej różnorodności we wspólnocie brzmiała: „Cieszyć się z tego, co mocne w drugim, a nigdy nie bać tego, co w nim słabe”. Strach dławi oddech. Pokorna ufność przywraca jego równy rytm, pozwalając iść razem nieporównywalnie dalej niż w pojedynkę.
 
Test na pokorę:
 
Czy w ostatnim czasie zobaczyłeś jakiś swój błąd i przyznałeś się do niego wobec osoby, która ci go wytknęła (zwłaszcza jeśli nie przepadasz za tą osobą)?
 
Czy – nie radząc sobie z samym sobą – poprosiłeś kiedyś drugiego człowieka o pomoc? Czy dałeś mu się później poprowadzić?
 
Czy odkryłeś chociaż raz w życiu, że przez jakiś czas kierowałeś się przekonaniami, które dziś postrzegasz jako mało przytomne, egoistyczne bądź krzywdzące dla innych?
 
Czy odkryłeś choć raz w życiu, że zachowywałeś się w sposób raniący drugiego, absolutnie nie zdając sobie z tego sprawy i bagatelizując odczucia tego człowieka?
 
Czy zaangażowałeś się w jakieś dobroczynne przedsięwzięcie, o którym wiedziałeś, że nikt, na kim ci zależy, nie dowie się o tym?
 
Czy w ramach jakiegoś projektu, zaangażowania umiałeś poprosić o pomoc i współpracę innych wiedząc, że tym samym nie będziesz mógł się szczycić własnym, autorskim „podpisem” pod tym dziełem?
 
Test na fałszywą pokorę:
 
Czy odmówiłeś włączenia się w jakieś sensowne zaangażowanie, tłumacząc to brakiem odpowiednich kompetencji i przekonaniem, że inni zrobią to lepiej, podczas, gdy wszyscy (!), którzy cię znają twierdzili, że zrobisz to świetnie?
 
Czy używasz sformułowania: „Nie zasługuję na Bożą miłość”?
 
Czy zdarza ci się powtarzać zdanie: „Nigdy niczego nie zrobię jak należy”?
 
Czy używasz sformułowania: „Jestem beznadziejnym przypadkiem, nigdy się nie zmienię”?
 
Czy zdarza ci się mówić do najbliższych: „Nie zajmujcie się mną, macie tyle ważniejszych spraw”?
 
„Tak” z pierwszej grupy pytań oznacza za każdym razem, że dajesz się ogarniać tajemniczemu działaniu pokory w twoim życiu. Gdy „tak” pojawia się jednak w drugim zestawie – jest sygnałem, że brniesz w iluzje pokory, w jej niszczącą cię fałszywkę. Uważaj jednak, by dobry wynik nie wbił cię w pychę, a zły, w rozpacz. Z pokorą przyjmij jedno lub (i) drugie.

Wojciech Jędrzejewski OP
Przewodnik Katolicki 38/2015
 
 
fot. Jill111 Woman
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
ks. Zbigniew Snarski
O potrzebie i konieczności przyjęcia Jezusa Chrystusa i uznania Go za Pana i Zbawiciela mówimy w kontekście ewangelizacji. Chodzi o ewangelizację rozumianą ściśle, to znaczy jako głoszenie Dobrej Nowiny tym wszystkim, którzy jeszcze jej nie słyszeli lub tym osobom, które chociaż słyszały orędzie zbawienia, to jednak nie odpowiedziały na jego wezwanie.  
 
Szymon Babuchowski
Choć liczba praktykujących w Polsce w ostatnich latach nieco się zmniejszyła, na pielgrzymkach tego nie widać. Tylko w sierpniu na Jasną Górę wejdzie 147 pielgrzymek. W największych, takich jak warszawska czy krakowska, bierze udział 7–8 tysięcy osób. Czego szukają Polacy w drodze do świętych miejsc? Czy współczesny model pielgrzyma różni się od tego, który dominował dwadzieścia, trzydzieści lat temu? 
 
Dariusz Piórkowski SJ
 Bez wątpienia oba dzisiejsze czytania próbują podważyć nasze potoczne wyobrażenia o poście. Przypomina mi się kazanie jednego z profesorów, który komentował powyższy fragment Izajasza podczas moich studiów teologii. Zapamiętałem główną myśl. Wiele wskazuje na to, że prorok wiąże post z szabatem. W pierwszej chwili wydało mi się to dziwne. W jaki sposób można połączyć wyrzeczenie ze świętowaniem?
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm