logo
Niedziela, 07 marca 2021 r.
imieniny:
Perpetuy, Felicyty, Kajetana, Pauli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Mirosław Pilśniak OP, Marta Wielek
Grzech nie jest najważniejszy
List
 



z o. Mirosławem Pilśniakiem, - dominikaninem, duszpasterzem i kierownikiem duchowym, rozmawia Marta Wielek
 
 Ojcze, czy to prawda, że nie wyznajemy w trakcie spowiedzi wszystkich naszych grzechów?
 
Pewnie tak, ale rozmawiając o spowiedzi, nie chciałbym stawiać grzechów na pierwszym miejscu.
 

To od czego powinniśmy zacząć?
 
Precyzyjne rozpoznanie swoich grzechów jest dobrą praktyką duchową, ale nie można jej utożsamiać z sakramentem pokuty. W spowiedzi najważniejsze jest spotkanie i pojednanie z Bogiem. Drogą do tego jest rachunek sumienia, ale - chociaż jest ważny - nie stanowi istoty sakramentu. Niestety, wielu ludzi traktuje spowiedź przede wszystkim jako przyznanie się do swoich grzechów przed księdzem. Wyobraźmy sobie taką sytuację: ktoś modli się w kościelnej ławce, potem wstaje i ustawia się w kolejce do konfesjonału. Dla wszystkich pozostałych osób to jest czytelny sygnał: “ma grzecha, więc poszedł do księdza". Ten człowiek pośrednio przyznał się więc do swoich grzechów wobec tych wszystkich ludzi. Współcześnie termin “przyznać się" jest równoznaczny ze stwierdzeniem: “No trudno, skoro wszyscy już wiedzą, co zrobiłem, to się przyznam". I tak samo patrzymy na spowiedź: “No, trudno skoro już Pan Bóg wie, co zrobiłem, to się przyznam". Nic bardziej mylnego! Jeśli już mam się do czegoś przyznawać w trakcie spowiedzi, to raczej do Pana Boga. Człowiek, który klęka w konfesjonale, wyznaje publicznie swoją wiarę w Boże miłosierdzie, w moc Boga, który chce mu przebaczyć grzechy.
 
 
Nawet jeśli ten człowiek nie jest tego świadomy?
 
Tak. Spowiedź zawsze jest publicznym wyznaniem wiary w Boże miłosierdzie, nawet jeśli penitent jej w ten sposób nie przeżywa. Lepiej byłoby oczywiście, gdyby się trochę nad tym zastanowił. W tej refleksji może liczyć na wsparcie ze strony księdza. Jednym z zadań spowiednika, oprócz udzielania rozgrzeszania, jest właśnie pomoc penitentowi w skupieniu się na Bogu, a nie tylko na własnych grzechach. “Vademecum dla spowiedników"* zawiera kapitalną wskazówkę, która jest owocem takiego rozumienia sakramentu pokuty. Zalecenie to jest następujące: jeżeli spowiednik ma do czynienia z człowiekiem o minimalnej wrażliwości na np. kwestię etyki seksualnej, to nie powinien odpytywać go z przestrzegania jakiś subtelnych norm moralnych w tej dziedzinie. Jego starania muszą skoncentrować się na pogłębieniu życia religijnego tego penitenta. Kiedy ów człowiek zbliży się do Pana Boga, zacznie być wrażliwszy również na sprawy etyczne. Będzie w stanie nie tylko zauważyć zło, ale także skonfrontować się z nim w świetle swojej wiary, a nie w świetle jakiegoś zewnętrznego prawa, z którym trudno było mu się zgodzić.
 
Podam taki przykład. Do spowiedzi przychodzi człowiek, daleki od żywej wiary, przekonany o zbawiennej roli antykoncepcji. Nie jest w stanie zrozumieć powodu, dla którego Kościół jej nie akceptuje. Zgodnie ze wskazówką “Vademe-cum..." spowiednik w tej sytuacji powinien przede wszystkim zacząć od rozmowy o jego więzi z Panem Bogiem, a nie od uświadamiania mu zła antykoncepcji. Wtedy jest szansa, że ten człowiek otworzy się na działanie Ducha Świętego i będzie w stanie zrozumieć nauczanie Kościoła w sprawie godności współżycia seksualnego.
 

Ale przecież większość z nas idzie do spowiedzi, właśnie po to, żeby zrzucić z siebie ciężar swoich grzechów.
 
Dla wielu ludzi jest to też możliwość wygadania się, znalezienia życzliwego słuchacza, chociaż czasami niestety zniecierpliwionego. Może to być też okazja do zrzucenia jakiegoś ciężaru, który człowiekowi doskwiera; czuje, że zrobił coś złego i chce o tym możliwie precyzyjnie opowiedzieć. To są jednak takie czysto ludzkie zalety spotkania w konfesjonale, które mają pewną wartość, ale nie są w spowiedzi najważniejsze.
 

To dlaczego ciągle koncentrujemy się na grzechach?
 
Jest to chyba niezamierzony efekt książeczek do Pierwszej Komunii. Jeśli ktoś, przygotowując się do spowiedzi skrupulatnie, odpowiada na zawarte w niej pytania do rachunku sumienia, to jego przeżywanie sakramentu siłą rzeczy ogniskuje się na katalogowaniu swoich grzechów: “to zrobiłem, tego nie zrobiłem". Poza tym, czytając taką listę grzechów, często ulega złudzeniu, że wszystkie odnoszą się do niego. To jest reakcja podobna do tej, która towarzyszy lekturze jakiegoś podręcznika medycyny- nagle wydaje nam się, że cierpimy na co najmniej połowę opisanych w nim schorzeń. I jak tu nie być hipochondrykiem! Jak ciągle nie myśleć o tych grzechach!
 
Najbardziej przejmującym doświadczeniem tego typu było dla mnie spotkanie z pewnym człowiekiem, niewątpliwie chorym na nerwicę na tle religijnym. Miał on liczącą około pięćdziesięciu stron książeczkę zatytułowaną “Pomoc w rachunku sumienia". To była po prostu długa lista grzechów. Człowiek ten twierdził, że po przeczytaniu któregokolwiek z tych grzechów uświadamia sobie, że na pewno go popełnił. Przychodzi więc do spowiedzi z tą książeczką i recytuje wszystkie grzechy, jakie tam wymieniono. Wykańcza tak każdego spowiednika. Żaden nie jest w stanie tego wytrzymać.
 
Nigdy w życiu nie dowiedziałbym się, na jak wiele sposobów mogę grzeszyć, gdybym się nie nauczył tego z takiej właśnie książeczki. To jest gotowa lista możliwych do popełnienia grzechów: “jeszcze tego nie robiłem, może by spróbować". W każdym razie przyjdzie mi to na myśl w chwili pokusy.
 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Przemysław Radzyński
Można robić rachunek sumienia śledząc przykazania Dekalogu. Ale można też posłużyć się np. Hymnem do Miłości św. Pawła. Generalnie spowiedź jest zetknięciem się z Panem Bogiem, który jest miłością. Najważniejszym przykazaniem jest przykazanie miłości Boga i bliźniego. Niektórzy praktykują, że w miejsce słowa „miłość” wstawiają swoje imię. I wtedy trzeba odpowiedzieć sobie na pytania: czy Andrzej cierpliwy jest, łaskawy jest? 

O pięciu warunkach dobrej spowiedzi opowiada o. Andrzej Tupek SP, proboszcz parafii Matki Bożej Ostrobramskiej w Krakowie i kapłan z wieloletnim stażem nie tylko w konfesjonale. Rozmawiał Przemysław Radzyński
 
Wiesław Pietrzak SCJ
Wiele razy spotkałem ludzi, którzy nie potrafili ukończyć pracy magisterskiej finalizującej studia, gdyż wciąż wydawało się im, że to, co napisali, dalekie jest od ideału. Czasem słyszę: Proszę Księdza, na nic nie mam czasu. Tylko praca, praca, praca. Zapominam, jak się nazywam, gdzie mieszkam i już nawet nie wiem, po co to wszystko. 
 
Joanna Gorecka-Kalita

Narodziny św. Jana Paulusa poprzedza przepowiednia: ma on w przyszłości wydostać z piekła duszę swej prababki. Jego rodzice, bogaci i pobożni Rzymianie, dbają, by dziecko odebrało staranną edukację i wychowanie. W wieku lat czternastu Jan przewyższa wszystkich rówieśników zdolnościami i wiedzą, a mimo to jest tak skromny i pobożny, że cieszy się powszechną sympatią. Widząc to, jego ciotka decyduje się powiedzieć mu o czekającym go przeznaczeniu.

 
 
___________________
 
 reklama