logo
Piątek, 12 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Wons SDS
Grzech niesłuchania słowa
Pastores
 


Tymczasem przebiegłość węża przejawia się nie tylko w tym, że atakuje z ukrycia, ale także w tym, że pomaga nam zacierać ślady jego działania. Chce pozostać nierozpoznany również w skutkach kuszenia. W naszej kapłańskiej naturze istnieje dosyć łatwa skłonność wypierania ze świadomości myśli, że jesteśmy kuszeni albo że ulegamy pokusie. I jak w imię źle pojmowanej „łaski stanu” chętnie korzystamy z przywilejów, tak trudniej nam przyznać się do nagiej prawdy o namiętnościach zaglądających do nas przez „otwarte okna”, których nie mamy siły zamknąć. Ponieważ zły boi się światła, najczęściej nawiedza nas wieczorami, w czasie, notabene, szczególnie ważnym dla słuchania słowa. By osłabić naszą uwagę serca, podpowiada otwieranie kolejnych „okien”, które zamykają na słowo. Cieszy się, kiedy tłumaczymy sobie jego działanie „księżowskimi usprawiedliwieniami”. Chętnie pomaga nam dorabiać ideologie do nieuporządkowanych zachowań. W ciągu dnia, gdy jesteśmy zanurzeni w szczytnych zajęciach duszpasterskich, pomaga nam nie myśleć o problemach duszy, a wieczorami podsuwa różne formy relaksu, które zagłuszą nieuporządkowane życie. Wie dobrze, że im więcej otwartych dla niego „okien”, tym mniej w nas otwartości na słuchanie Bożego słowa. Co środę podczas wieczornej komplety słowo przypomina nam: „nie dawajcie miejsca diabłu!” (Ef 4,27).
 
„Czy rzeczywiście Bóg powiedział...?”
 
Kiedy pozwalamy sobie na dialog z pokusą, słabnie nasz dialog ze słowem Bożym. Co więcej, dopuszczając do siebie pokusę, zaczynamy to słowo podważać. Rozpoczyna się od „niewinnych” sytuacji, w których skłonni jesteśmy twierdzić, że „jeszcze nic złego się nie dzieje”. Jednak, wchodząc w dialog z pokusą, trzeba zająć stanowisko wobec słowa. I jeśli chcemy ocalić jego „kuszącą obietnicę”, musimy je podważyć. Dzieje się to w sposób niemal niezauważony. Nie wiadomo, kiedy w głowie i sercu zaczyna pracować pytanie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział...?” (por. Rdz 3,1). Pytanie kryje w sobie przewrotną radę, aby „przemyśleć jeszcze raz”, czy rzeczywiście jest tak, jak nas uczono w seminarium, jak mówi kierownik duchowy, jak uczy Kościół. Czy rzeczywiście Bóg tak powiedział? Czy nie wypadam z orbity rzeczywistości tego świata? Czy nie żyję w świecie przestarzałych, nierealnych zasad? Benedykt XVI przypomniał z mocą: „Realistą jest ten, kto w słowie Bożym rozpoznaje fundament wszystkiego” (VD, 10). 
 
Pokusa  z  trzeciego  rozdziału  Księgi  Rodzaju  odżywa  szczególnie dzisiaj, gdy „usiłuje się przedstawiać naukę Chrystusową jako przestarzałą, niepotrafiącą nadążyć za nowoczesnym myśleniem, sprzeciwiającą się ludzkiemu rozwojowi. Próbuje się umieścić Prawdę Objawioną w «muzeum zabytków przeszłości», uważając ją za zbyt archaiczną, by mogła zajmować ważne miejsce w dzisiejszym świecie. Usiłuje się ludzkie słowa stawiać ponad słowo Boże” (List biskupów polskich do kapłanów na Wielki Czwartek 2011).
 
Zachowanie Ewy przekonuje, że jeśli wejdziemy w dialog z pokusą przebiegle podaną w pytaniu: „Czy rzeczywiście...?”, to jad zawarty w tym pytaniu przenikać będzie do naszego wnętrza, zatruwając myśli i serce. Pierwszy cel, jaki usiłuje osiągnąć, gdy wąż wciąga nas w rozmowę, jest właśnie ten: rozbudzić w naszym umyśle wątpliwości i podejrzenia wobec tego, co mówi Bóg. Chce nas z Nim poróżnić, skłócić, zakwestionować Jego wiarygodność. Wie doskonale, że jak długo powierzamy się słowu Boga, tak długo jesteśmy blisko Niego. Nasza bliska więź z Bogiem jest największym źródłem niemocy węża. Nie daje mu dostępu do nas. Słowo jest pierwszym egzorcyzmem.

„Nie jedzcie ze wszystkich drzew...”
 
Pytanie: „Czy rzeczywiście...?” było potrzebne wężowi, aby wprowadzić Ewę w stan pierwszych podejrzeń i wątpliwości wobec Bożego słowa. Kiedy w myślach i sercu narastają zwątpienie i zamęt, łatwiej przemycić kłamstwo. Zły jest konsekwentny w działaniu. Od początku wszystko ma przemyślane. My nie zawsze na serio traktujemy rozeznawanie duchowe. On – tak. Rozeznaje cierpliwie i z precyzją nasze najsłabsze miejsca, aby przemycić przez nie kłamstwo w momencie, gdy najmniej czuwamy. Co więcej, skrywa się za słowem Bożym i chętnie je cytuje. Czyni się wręcz obrońcą słowa. 
 
Demon ciemności, który ubiera się w szaty anioła światłości, powołuje się na przykazania, raz po to, aby przedstawić je w „krzywym zwierciadle”, innym razem, aby nimi postraszyć, jeszcze innym razem, aby „bronić” nas przed nieżyczliwym Bogiem, który stawia w naszym życiu same „płoty” i ciągle czegoś zabrania.
 
Tak postępował w rozmowie z Ewą, i tak postępuje do dzisiaj. „Cytuje” Boga, przekręcając Jego słowa. Aby odebrać im wiarygodność, stosuje „mechanizm przesady”. Lubi stosować duże kwantyfikatory i malować rzeczywistość w czarnych kolorach. Rozpoczyna od „nie”: „Nie jedzcie...”. Pierwsze, co słyszy Ewa, to zakaz: „nie wolno”. W ten sposób tworzy obraz Boga, który zaledwie zaczyna mówić, wszystkiego zabrania. Wąż jak mantrę powtarza nam, że „wszystkiego nam się zabrania”, aż w to uwierzymy. Bóg, który zabrania wszystkiego, zniechęca do ufania Mu. Trudno wtedy otworzyć Biblię i słuchać Jego słowa.
 
Oczywiście, Ewa nie ma aż tak krótkiej pamięci, by zapomniała, co powiedział Bóg. Wydaje się, że skutecznie broni się przed przebiegłym malkontenctwem i czarnowidztwem węża. Niestety, tylko się tak wydaje. Kto dialoguje z wężem, nawet nie wie, kiedy zaraża się jego myśleniem. Ewa, z jednej strony, dementuje słowa węża i zwraca mu uwagę, że Bóg nie zabronił jeść ze wszystkich drzew ogrodu: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy” (Rdz 3,2). Z drugiej strony dopowiada od siebie niewinne „tylko”, za którym kryje się rozżalenie i narzekanie: „tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać” (Rdz 3,3). Narzeka, kłamiąc przy tym podwójnie. Nieprawdą jest bowiem, że Bóg zabronił jeść z drzewa, które rosło „w środku ogrodu”. W środku ogrodu rosło „drzewo życia” (Rdz 2,9). Ewa, mówiąc, że Bóg zabrania jeść z drzewa życia, żali się „między wierszami”, iż zabrania jej żyć. Rozżalona wypowiada drugie kłamstwo: jakoby Bóg zabronił „dotykać” drzewa. Pod wpływem emocji można bardzo łatwo „przesadzić”. Emocje odurzyły myślenie Ewy, która, sama nie wiedząc kiedy, przeszła na stronę myślenia węża. W zawoalowany sposób powtarza za nim, że Bóg wszystkiego jej w życiu zabrania – „nawet dotykać nie wolno”. Taka interpretacja Bożego słowa czyni je absurdalnym, niewiarygodnym, nie do zaakceptowania. Czy wobec tego jest jeszcze jakikolwiek sens pozostawać wiernym tak absurdalnym nakazom? Może warto stworzyć sobie inny, lepszy „raj”... Ewa zerwała „owoc” uwiedzenia. Wąż osiągnął swój cel.
 
W historii Ewy możemy odnaleźć własną autobiografię. Nieraz nawet nie wiadomo kiedy, przenikają, jak opary, do „pokoju naszego życia” malkontenctwo i pierwsze rozczarowanie powołaniem, a po nim pokusa totalnego krytykanctwa i narzekania. W głowie i sercu kłębią się myśli zatrute podejrzliwością i rozżaleniem; stają się jak równia pochyła, po której ześlizgujemy się w dół negatywnego patrzenia na wszystko. Czujemy się zawiedzeni niemal wszystkim i wszystkimi: przełożonymi, Kościołem, Bogiem... Narzekanie i krytykanctwo to prawdziwa zmora rozkładająca nasze życie. Czy w klimacie rozżalenia i rozczarowania można słuchać słowa Bożego? Czy można odnaleźć się w kapłaństwie, gdy wszystko zaczyna w nim „uwierać”? To „logiczne”, że nie można. Zły skrzętnie wykorzystuje moment i pomaga dorabiać odpowiednie ideologie dla obrony naszych „logicznych racji”. „Czy pamiętasz owo jabłko, o którym mówi Biblia, to, które Adam spożył w ogrodzie Eden? – pyta pisarz Jerome David Salinger. – Czy wiesz, co było w środku owego jabłka? Logika. Logika i mania intelektualna. Oto, co było w środku. Tak, to jest podstawowa sprawa, jeśli ktoś chce zobaczyć rzeczy takimi jakimi są naprawdę, musi je zwymiotować, musi uwolnić się od nich...”.

Nie zadeptać pszenicy
 
Jeśli przypadkiem zdarzyło się nam, że z jakiegoś powodu „doszliśmy do ściany”, osiągnąwszy stan całkowitego rozgoryczenia i rozżalenia, to – zanim jeszcze zaczniemy podążać za własną „logiką” i zdążymy spotkać się z rozżaloną „Ewą”, która zarazi nas swoimi poranionymi emocjami – musimy udać się do kogoś, kto pomoże nam rozeznać nasze wybory i decyzje w świetle słowa Bożego. Potrzebujemy spotkania z kimś, kto ma w sobie więcej od nas przestrzeni dla słuchania słowa, więcej pokoju i wewnętrznej wolności. Pomoże nam mądrze zająć się „zachwaszczonymi” myślami i sercem, tak, abyśmy wyrywając chwast, nie podeptali pszenicy. Potrzebujemy kierownika duchowego, który ochroni nas przed raptownym działaniem, podobnie jak gospodarz ochronił robotników z przypowieści o pszenicy i kąkolu, którzy tak bardzo skupili się na chwaście, że niemal zapomnieli o pszenicy (zob. Mt 13,24-30). Nie jest sztuką zajmować się ciągłym wyrywaniem chwastu. O wiele trudniej jest zaopiekować się własną pszenicą! W stanie kuszenia potrzebujemy podstawowego rozeznania, aby poznać, które myśli pochodzą od demona, a które od Boga. Demon chce, abyśmy się coraz bardziej garbili, niecierpliwiąc się i „adorując” pola obsiane chwastem. Słowo Boże natomiast nas prostuje, ukazuje horyzonty nadziei i skupia na pszenicy. Gdy dopada nas demon południa – acedia, słowo mówi: „Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak się bielą na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem” (J 4,35-36).
 
Krzysztof Wons SDS
Pastores 54(1)2012 
 
fot. Unsplash book 
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Michał Wojciechowski
O tym, co czynił i mówił Jezus, informują nas jego biografie, cztery Ewangelie. Powstały one w ciągu kilkudziesięciu lat po odejściu Jezusa i są historycznie wiarygodne. Jednakże rozmaite źródła starożytne nieraz przytaczają zdania Jezusa, których w tych Ewangeliach nie ma. 
 
Fr. Justin
Wśród katolików bardzo popularne są pielgrzymki. Są one jakąś formą nabożeństwa, manifestacją pobożności, wędrówką pątników do miejsc kultu religijnego. Występują one nie tylko w chrześcijaństwie, ale i w innych religiach, prawda?
 
o. Włodzimierz Zatorski OSB
Czy tego chcemy, czy nie, czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie, jesteśmy powołani do czegoś więcej niż do fizycznego życia. Jeśli nie podejmujemy tego wezwania, załamuje się sens naszego istnienia, a wraz z nim następuje wewnętrzna destrukcja, której przejawami są dolegliwości, jakie odczuwamy. Jeżeli chcemy się wyleczyć, musimy podjąć to, do czego w istocie jesteśmy powołani. 
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm