logo
Środa, 14 listopada 2018 r.
imieniny:
Emila, Laury, Rogera, Serafina, Sydoniusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Paweł Siedlanowski
Grzechy języka
Różaniec
 
fot. Annie Spratt | Unsplash (cc)


Słowo to potężny oręż. Można nim wygrywać bitwy, budować, ale też burzyć i niszczyć.
 
Tak łatwo nam przychodzi osądzanie innych. „Nie zabijaj brata zwadą, ręką, kaźnią, ani radą” – przypominał autor średniowiecznego, wierszowanego przekładu Dekalogu. „Nie osądzaj nikogo, dopóki nie staniesz przy jego kowadle i nie popracujesz jego młotem” – pisał Rick Riordan w książce Bitwa w Labiryncie.
 
Dosyć znana jest opowieść, jak to św. Filip Nereusz hrabinie, która nie mogła sobie poradzić z grzechami języka, kazał za pokutę rozrzucić na wietrze worek pierza. Po jakimś czasie dama przyszła znowu z tym samym wyznaniem. Święty zadał jej wtedy odwrotną pokutę: zebrać rozrzucone pióra. Kronikarze odnotowali, że penitentka zrozumiała naukę.
 
Grzechy języka, nadmiar słów, które poza poruszeniem emocji czy zaspokojeniem ciekawości nie wnoszą do życia niczego konstruktywnego – to plaga naszych czasów. Mówi się, że dziś przeciętny człowiek (oglądający telewizję, czytający gazety, korzystający z internetu, portali społecznościowych itp.) w ciągu jednego dnia absorbuje tyle informacji, ile jego odpowiednik w średniowieczu poznawał przez całe swoje życie! Język został wprzężony w tryby inżynierii społecznej – w proces „wyzwalania człowieka” z zobowiązań ku „pełni wolności” niezdeterminowanej żadnymi normami. Jesteśmy bombardowani informacjami, fake newsami, zarzucani spamem! Dochodzi do tego oderwanie od prawdy słowa, które traci już swoje znaczenie.
 
Węże o jadzie palącym
 
Jesteśmy „stąd”, a zatem przesiąkamy „duchem tego czasu”. Konsekwencje są katastrofalne! Dziś ludzie zatracają poczucie odpowiedzialności – nie dostrzegają relacji, która zachodzi pomiędzy wypowiadanymi słowami a skutkami, jakie słowa te mogą wywołać. Widać to np. na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter), ale też w codziennych realiach naszej egzystencji. Plotka, oszczerstwo, pomówienie, łatwość oceniania – to przecież stali bywalcy naszych domów, „współbiesiadnicy” spotkań towarzyskich, „wypełniacze” czasu! Opary szemrania szczelnie wypełniają pomieszczenia w urzędach, miejscach pracy i szkołach. Narzekamy na wszystko: rząd, politykę, lekarzy, Kościół, policję, niedobrego męża, ciekawską teściową, złośliwego sąsiada, szefa w pracy, pogodę i drogie leki w aptece. Ulubionym tematem rozmów jest smaganie słowem innych ludzi, pokazywanie ich wad i niedoskonałości. Stąd już tylko krok do popadnięcia w podejrzliwość, nihilizm, gorycz, które zabierają radość życia i wypalają relacje. Skutek? Pojawiają się „węże o jadzie palącym” – jak podczas wędrówki Izraelitów przez pustynię, narzekających na swój los: „Lecz lud zaczął szemrać przeciw Panu, narzekając, że jest mu źle. Gdy to usłyszał Pan, zapłonął gniewem” (Lb 11, 1). Szemrali faryzeusze (Łk 5, 30), robotnicy w winnicy (Mt 20, 10-12). „Żydzi szemrali przeciwko Niemu – pisze św. Jan – dlatego że powiedział: «Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił». I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może on teraz mówić: ‘Z nieba zstąpiłem’». Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą!»” (J 6, 41-43). Szemranie to i nasz chleb powszedni. Niestety.
 
Sądy i przesądy
 
Ktoś porównał grzech języka do „pracy”, jaką w szafie wykonują mole. Ot, niezauważone zagnieździły się pomiędzy starannie złożonymi ubraniami. Były ciche, bezszelestnie pracowały w mroku. Gdy je spostrzegła gospodyni, było już za późno: tkaniny zamieniły się w strzępy. I nic już nie dało się zrobić, aby naprawić ubranie…
 
Obraz nasuwa podobieństwo do zniszczenia, które czasem dokonuje się w delikatnej ludzkiej tkance życia. Niekiedy i tam dochodzi do utajonego, niszczącego procesu rozrywania wzoru, łączeń, jedności, więzi. W mroku, w zatrutej jadem złowrogiej ciszy, świecie misternej intrygi szczelnie oddzielonej od świata pozorami porządku i zwyczajności, przykrytej fałszywym uśmiechem, trwa proces destrukcji. Ludzie szepczący ciche, śliskie i niszczące słowa – niczym mole – dokonują destrukcji. Wypowiadają w ciemności ćwierćsłowa i półprawdy, które przeciskając się przez szczeliny ludzkiej nieświadomości, jak zatrute powietrze nagle zaczynają dusić i niepomnych niebezpieczeństwa zatruwać jadem nienawiści. Szemrzą przeciwko Bogu i ludziom. Zdarzają się przymilni, pozornie troskliwi, obłudnie zatroskani. Bywają złośliwi, którzy w pełni zdają sobie sprawę ze zniszczenia, jakiego dokonują. Ci są najbardziej niebezpieczni.
 
Słodka trucizna
 
Sporo w ostatnim czasie o rzeczonym problemie mówił papież Franciszek. „Przyzwyczailiśmy się do obgadywania i do plotek. Jakże często jednak nasze wspólnoty i rodziny stają się prawdziwym piekłem, w którym dokonuje się tej zbrodni zabijania brata i siostry językiem!” – tłumaczył podczas jednego ze spotkań z wiernymi. Plotkowanie wydaje się „smaczne” – jak cukierki miodowe. „Bierzesz, jeden, drugi, kolejny, i jeszcze jeden, i na końcu boli cię brzuch. Dlaczego? Tak właśnie jest z plotkowaniem. Jest słodkie na początku, a w końcu niszczy twoją duszę! Plotkowanie jest w Kościele bardzo destruktywne. Po trosze to duch Kaina: zabić brata językiem” – dodał innym razem.
 
Św. siostra Faustyna pisała w Dzienniczku: „Pragnę, aby język mój nieustannie wysławiał Boga. Wielkie są błędy języka. Dusza nie dojdzie do świętości, jeżeli nie będzie uważać na swój język”. Mocne słowa. I trzeba wziąć je sobie głęboko do serca.
 
ks. Paweł Siedlanowski
Różaniec wrzesień 2018 
 
Zobacz także
Tomasz Franc OP
Pokusa towarzyszy każdemu z nas od samego początku życia, może bardziej trafnym określeniem byłoby, od pierwszych przebłysków samoświadomości. Zdolność do jej przeżywania jest warunkiem nierozłącznym posiadania wolnej woli. Czy wobec tego z pokusą jest jak z solą, gdy jej brakuje, pokarm staje się mdły, a gdy jest jej w nadmiarze, nadaje się do wyrzucenia?  
 
Mieczysław Ryba
Dla wielu obserwatorów obecny światowy kryzys gospodarczy w dużym stopniu przypomina kryzys z końca lat trzydziestych dwudziestego wieku. Tak wówczas, jak i dziś przyczyną globalnego załamania są spekulacje giełdowe lub finansowe prowadzone na niewyobrażalną skalę. W odpowiedzi na zapaść lat trzydziestych pojawiło się cały szereg pomysłów, niestety, w wielu wypadkach pomysłów oferowanych przez totalitarne ideologie...
 
Marta Wielek
Bractwa Najświętszego Krzyża asystują pokutnikom podczas drogi, sprawdzają, czy rany na plecach nie są zbyt dotkliwe, wykonują finalne uderzenia „gąbką", a następnie okrywają ich plecy wełnianymi brązowymi płaszczami. Po skończonym rytuale przemywają biczownikom rany wodą z rozmarynem i nacierają plecy balsamem o tajemnej recepturze, który ułatwia gojenie się skaleczeń. Są nie tylko opiekunami pokutników, ale też ich doradcami i przewodnikami duchowymi. 
 
 

Zaduszki

___________________
 
 reklama