logo
Sobota, 23 lutego 2019 r.
imieniny:
Damiana, Romana, Romany, Polikarpa, Izabeli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama

Humor

Mały Jasiu ogląda wieczorem dziennik TV. Jest bardzo przejęty wielką ilością informacji o katastrofach, klęskach żywiołowych, wojnach i zbrodniach. W końcu klęka do pacierza:
- Panie Boże - prosi - chroń mamusię, tatusia, siostrzyczkę i babcię oraz mojego chomika. No i proszę Cię, uważaj na siebie, bo jak jeszcze Tobie się coś stanie, to będzie po nas...

-------------

W hiszpańskiej Avilli, gdy szum czyniony przez rozradowane zakonnice stawał się już wprost nie do zniesienia, Jan Paweł II wypalił:
- Te siostry, które ślubowały milczenie, hałasują tu najgłośniej.

-------------

Przed bramą nieba stoi kolejka. Św. Piotr powoli ich przepytuje i wpuszcza. W pewnym momencie obok calej kolejki przechodzi mężczyzna w białym kitlu, ze stetoskopem na szyi i tylko kiwa głową św. Piotrowi i przechodzi bez słowa.
Ludzie oburzeni ruszają do św. Piotra z pretensjami:
- Stoimy tu tyle czasu, a tu jakiś lekarz może sobie wejść bez kolejki. Gdzie tu sprawiedliwość?
A Św. Piotr spokojnie odpowiada:
- To nie byl lekarz, to byl Pan Bóg. On czasami lubi bawić się w lekarza.

-------------

Jakiś czas temu moja Alma Mater - wrocławski Uniwersytet Przyrodniczy  - przyjmowała u siebie na wymianie grupę ornitologów angielskich. Zabrano ich na wycieczkę po łąkach i ugorach w celu obejrzenia ciekwych okazów fauny latającej. Pewnego dnia zaprowadzono ich nad staw powierzchni boiska do piłki nożnej. Na tym stawie znajdowało się siedlisko bekasów. Anglicy o mało trupem nie padli z wrażenia. Byli w tak ciężkim szoku, że długo nie byli w stanie się odezwać. Nieco później wyszło szydło z worka. Otóż okazało się, że na tym stawie znajdowało się tyle bekasów, ile wynosi cała populacja Anglii tego gatunku. A pokazano im pięć takich stawów.

-------------

Oto wczoraj familijnie udaliśmy się do kina na nowego Asterixa. Oglądamy, jest przyjemnie i wesoło, ogólnie sielanka. Nie mniej jednak w pewnym momencie przeżyłem swoje Waterloo, otóż:
Na ekranie scena z Cezarem przeglądającym się w lustrze. Alain Delon głosem Olbrychskiego obwieszcza uroczyście:
"Cezar się nie starzeje, on dojrzewa".
Na co pełnym głosem moja, jeszcze 10 min. wcześniej ulubiona, córa wykrzyknęła:
- Tatusiu, to tak jak ty!
Kilka rzędów wokół miało z tego ubaw większy niż z filmu. Moja mina - bezcenna.

-------------

Koleżanka marudzi:
- Wróciłam z urlopu i zginęła mi moja ulubiona niebieska linijka! Wszystko mi zawsze ginie po urlopie! A to była moja ulubiona!
Mówię:
- Weź moją jak chcesz, a w szafie jest pełno nowych!
A ta dalej jęczy:
- Ale ta była najlepsza, bo pasowała do mnie - była stara i złamana!

-------------

Autentyk zdarzył się mojemu znajomemu. Od półtora roku, mimo młodego wieku grywał w pierwszym składzie drużyny z trzeciej ligi. W dodatku jako środkowy obrońca. Zgłosił się ostatnio do drugiego trenera drużyny i mówi mu, że na jakiś czas musi zrezygnować z gry.
Trener (po 30tce) w szoku, pyta:
- Ale dlaczego?
- Maturę mam w tym roku, nie mogę pogodzić gry w piłkę z nauką.
- A co ci treningi przeszkadzają w nauce? Bierz przykład ze mnie, też właśnie robię maturę
.

-------------

Wstaję Mocno Zaspana weekendowym porankiem, zerkam, że moje kochanie sporządza śniadaniową jajecznicę. OK. Wychodzę, myję łapy, patrzę, że ze szczypiorkiem. Super.
Szczypiorek świeżutki, z cebulki co rośnie w doniczce na... parapecie... kupiony... w Biedronce....
ja - NIEE!!!! NIE KRÓJJJJ!!!
Marek - Ale co?
ja - To nie szczypior!!!!
Marek - ?
ja - Krokusy sobie kupiłam, ale nie zakwitły jeszcze [:(]

-------------

 Koniec sierpnia zaskoczył wszystkich niezłą pogodą. Prawda. Z rana było troszeczkę marnie, lecz później zaczęło się przejaśniać, sprawiając że wycieczka na piknik lotniczy stała się nagle bardzo realna.
Dotarliśmy z małżonką na miejsce, gdzie z racji tego, że interesuję się historią lotnictwa, nie zwlekając czym prędzej oddałem się w szpony lotniczych pasji. Strzelając aparatem na lewo i prawo dotarliśmy wreszcie do stanowiska, na którym ktoś umieścił tabliczkę z napisem:
"Loty Widokowe Antonow AN-52"
Pomyślałem, że to wyśmienity pomysł i nie zważając na gorące protesty małżonki, ustawiłem się w kolejce po bilety.
Pojawił się też Antek - cud radzieckiej myśli technicznej. Samolot pamiętający czasy, gdy "wujaszek Stalin co usta słodsze miał od malin", dzierżył pełnię władzy w Kraju Rad, prowadząc go drogą "priekriasnyjej" szczęśliwości, a niejaki Kałasznikow pracował nad pewnym argumentem mającym mu to zadanie znacznie ułatwić...
Historia - historią. Antek - Antkiem. Fakt - faktem, że znaleźliśmy się w przedziale pasażerskim powyższego samolotu. Samolot miał 14 miejsc siedzących, tak więc wraz z nami na pokładzie znalazła się spora grupa amatorów podniebnych wojaży. A wśród nich ON.
ON - przy którym Rambo, Komando Foki, czy nawet nie zawaham się tego powiedzieć, Predator i Alien razem wzięci, to tylko cienkie bolki.
Gość ten, o stalowym spojrzeniu, śmiejąc się lekceważąco, w czasie gdy czekaliśmy na pilota, snuł mrożące krew w żyłach opowieści ze służby w kawalerii powietrznej, którą to odbywał w Tomaszowie Mazowieckim, dając wszystkim jasno do zrozumienia, że nie takie atrakcje nie robiły na nim wrażenia...
Zjawił się pilot. Zaryglowali drzwi. Zaległa cisza... przerywana tylko przez dręczony rozrusznik...chłe chłe chłe chłe... wprowadzając jednakowoż wśród nas prawie że namacalną atmosferę napięcia i nerwowości...chłe...chłe...chłe...
Drzwiczki pilota otworzyły się z trzaskiem:
- Szanowni państwo, lotu nie będzie. Nie wiem, zalał się czy się przelał... Co się stało temu panu? - rzekł pilot wskazując na Komandosa.
Siedzący obok gościu stwierdził:
- Nie wiem, ale chyba zemdlał ze strachu bo taki bladziutki jakiś...

anegdoty można przysyłać na adres

 

Patron Dnia



bł. ks. Wincenty Frelichowski
Patron Harcerzy Polskich

Dnia 7 czerwca 1999 roku, w czasie swojej pielgrzymki do Polski, papież Jan Paweł II beatyfikował w Toruniu ks. Wincentego Frelichowskiego (1913-1945). W 2000 roku biskupi polscy, zebrani na 303 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, ogłosili bł. ks. Wincentego Frelichowskiego Patronem Harcerzy Polskich.

Bł. ks. Wincenty Frelichowski urodził się 22.01.1913 roku w Chełmży. W rodzinnej miejscowości upłynęły jego lata szkolne i gimnazjalne. W wieku 9 lat został ministrantem i praktycznie codziennie służył do Mszy świętej. Należał również do Sodalicji Mariańskiej. Już w latach szkolnych związał się bardzo mocno z harcerstwem, któremu do końca życia pozostał wierny. Nigdy nie palił papierosów i nie pił alkoholu. W roku 1931 wstąpił w do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. W 1937 roku został wyświęcony na kapłana. Następnie był sekretarzem ks. bp. Stanisława Wojciecha Okoniewskiego, a od 1938 roku wikariuszem parafii w Toruniu. Ludzie wręcz lgnęli do bł. ks. Frelichowskiego, bo do każdego umiał odpowiednio się zwrócić. Doświadczenie harcerskie wykorzystywał w pracy z młodzieżą: organizował biwaki, podchody, zbiórki i wycieczki. Był księdzem bliskim, nie tylko stojącym przy ołtarzu. Świadczył o Bogu całym swoim życiem. W czasie II wojny światowej ks. Wincenty przebywał najpierw w Forcie VII w Toruniu, następnie w obozach: Gdańsku-Nowym Porcie, Sztutowie-Stutthof, Wsi Granicznej-Grenzdorf, Oranienburgu-Sachsenhausen i Dachau. W każdym z tych miejsc potrafił pomagać uwięzionym, upadającym na duchu: spowiadał, odprawiał Mszę święte. Był dla wszystkich ojcem duchownym, opiekował się młodzieżą obozową i organizował pomoc dla wycieńczonych z głodu. Zmarł na tyfus podczas epidemii w obozie. Po jego smierci więźniowie poprosili o możliwość oddania publicznej czci jego zwłokom. Władze obozowe wyraziły na to zgodę. Była to wielka manifestacja wiary i hołd złożony ks. Frelichowskiemu. Współwięźniowie byli przekonani od samego początku o świętości ks. Wincentego.

***

również 23 lutego:

św. Polikarp
biskup i męczennik

Św. Polikarp, uczeń świętego Jana Apostoła i biskupa Smyrny, jest jedną z najczcigodniejszych postaci chrześcijańskiej starożytności. Był w Rzymie u papieża Aniceta dla rozstrzygnięcia spornej sprawy obchodzenia Wielkanocy. Długie życie zakończył chwalebnym męczeństwem, opisanym przez chrześcijan ze Smyrny. Prokonsulowi, domagającemu się od niego zaparcia się Chrystusa, św. Polikarp odpowiedział: "Osiemdziesiąt sześć lat służę Chrystusowi, nigdy nie wyrządził mi krzywdy, jakże bym mógł bluźnić memu Królowi i Zbawcy?" Został spalony na stadionie w Smyrnie 23 lutego 155roku.

jutro: św. Etelberta

wczoraj
dziś
jutro